Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Liga Mistrzów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Doczekaliśmy się. Już w sobotę GieKSa wraca na salony. Wielu kibiców i ludzi związanych z piłką mówi, że klub wraca tam, gdzie jego miejsce. Trudno się z tym nie zgodzić, ale…

Jest to jakaś abstrakcja. Po dwudziestu latach nie przystępujemy do pierwszej kolejki z Dolcanem Ząbki czy Zniczem Pruszków, w porywie z jakimś ŁKS Łódź, który spadł z Ekstraklasy. I nie chodzi mi nawet o samego rywala, tylko o nastroje. Jak w memie z Korwinem-Mikke, gdzie na jednym obrazku jakiś facet mówi „ja p…, jak on może myśleć, że coś jeszcze ugra w polityce”, a na drugim ten sam człowiek siedzi przed TV z herbem GieKSy i stwierdza „dobra, w tym sezonie awans jest nasz”.

To, co niemożliwe, ziściło się. Na Bukową przyjadą aktualnie najlepsze polskie kluby. Najlepsi polscy zawodnicy (z tych, co grają w Polsce). Będzie Legia i Lech, będzie mistrz Polski – Jagiellonia, najlepszy w pewnym momencie zespół ostatnich lat – Raków Częstochowa z wracającym Markiem Papszunem (nie mylić z motywatorem z Arki).

Dziewiętnaście długich lat, to prawie jak dwadzieścia lat bez polskiego zespołu w Lidze Mistrzów (lata 1996-2016). I dla nas, kibiców GieKSy, Ekstraklasa to jest właśnie taka Liga Mistrzów. Wykreśliliśmy z naszego słownika wyraz „awans”. Bo awansować wyżej już się nie da. Tak jak w NBA – teraz można grać co najwyżej o najwyższą lokatę. No, pilnować bezpiecznej strefy też oczywiście trzeba.

To będzie piękny sezon. Wszelkie złe duchy z całych dziewiętnastu lat po prostu odeszły. Ci, co byli w zespole w maju – są w naszych oczach zwycięzcami. Ci, którzy doszli – dają nadzieję na jeszcze większe podniesienie jakości zespołu. I trzeba powiedzieć, że obecne okienko transferowe w porównaniu do wszystkich potrzebnych – jest kapitalne. Bo teraz argumentem za przyjściem do GieKSy była nie tylko jałowa dyskusja o „aspiracjach awansu”. Teraz GKS Katowice przyciąga tym, że jest w Ekstraklasie.

Pół sezonu na kochanej Bukowej, runda wiosenna będzie już grana w naszym nowym domu. Wszystko ułożyło się wspaniale. Będą o nas mówić w Canal Plus, na Bukową przyjedzie Marcin Rosłoń z Kamilem Kosowskim, który z reguły w Katowicach wygrywał, ale… nie zawsze. Dziennikarze z piłkarskiego mainstreamu będą twittować o naszym zespole. Szymon Marciniak pojawi się już nie tylko w Spodku, ale i na oficjalnym meczu GieKSy.

Karnety w pierwszej turze wyprzedane w moment, bilety na Radomiak wyprzedane. Zapowiada się piłkarskie święto na Bukowej. Siedemnaście piłkarskich świąt na Bukowej i Nowej Bukowej. Fantastyczne wyjazdy dla Żółtej Armii.

Gdy po zakończonym meczu z Wisłą Kraków wszyscy cieszyliśmy się z zapewnienia baraży, a awans bezpośredni jeszcze wydawał się bardzo trudny, choć realny, kolega Berki z gniazda powiedział, że następnym razem widzimy się na stadionie w Ekstraklasie. Skubany – przewidział.

Tym artykułem rozpoczynam – jak za starych czasów – cykl felietonów przedmeczowych, niewykluczone, że pojawiać się będą także pomeczowe. W związku z nową jakością przeciwników, z którym będą się mierzyć katowiczanie, będę przedstawiał pewne ciekawostki związane z danymi zespołami czy klubami. Bo to już nie będą rodzynki, typu Sebastian Thill, który kilka lat temu strzelił bramkę na Santiago Bernabeu, a ostatnio przegrał na Bukowej 0:8. Teraz takich epizodów w zespołach naszych rywali będzie więcej. Oczywiście bierzemy poprawkę, że w wielu przypadkach będzie to tzw. „zagraniczny szrot” (umówmy się – nie bez powodu ktoś trafia do polskiej ligi), ale te epizody z przeszłości naprawdę wydają się ciekawe.

Portugalska kolonia i brazylijski mistrz świata

Nowym nabytkiem Radomiaka jest Maciej Kikolski, młody 20-letni bramkarz, pozyskany z Tychów, w barwach, których grał w obu meczach z GieKSą w poprzednim sezonie – nieudanych zresztą dla tyszan derbach.

Mateusz Cichocki to… mistrz Polski z Legią Warszawa, zawodnik, który w początkowej fazie sezonu 2013/14 szturmem wdarł się do podstawowego składu Wojskowych. Zagrał jednak tylko cztery mecze w Ekstraklasie plus Puchar Polski z Rozwojem, a potem pogrążył się w rezerwach i na wiosnę trafił do Arki Gdynia. Potem ekstraklasowe występy nabijał w Ruchu, Zagłębiu Sosnowiec i Radomiaku, w którym występuje już od pięciu lat.

Jana Grzesika nie wspominamy najlepiej ze względu na bramkę, którą strzelił nam w barwach Siarki Tarnobrzeg w meczu Pucharu Polski w 2017 roku.

Nowym zawodnikiem jest piłkarz z Wybrzeża Kości Słoniowej – Zie Outarra. W zakończonym sezonie w barwach klubu UD Leiria grał w drugiej lidze portugalskiej, zaliczył także mecz w krajowym pucharze przeciwko Sportingowi Lizbona. Sezon wcześniej jednak poznał smak wielkich stadionów, gdyż jego klub występował w ekstraklasie i mierzył się z możnymi portugalskiej piłki. Zawodnik wystąpił także w Igrzyskach Olimpijskich w Tokio, w meczu z Brazylią (0:0) będąc podstawowym zawodnikiem.

Brazylijczyk Raphael Rossi przez lata grał w angielskim Swindon Town, na poziomie Leauge One. Raz zespół otarł się o Championship, gdy rozgrywał dwumecz barażowy z Sheffield United, a potem przegrany finał z Preston North End. W jednym z meczów półfinałowych Raphael zagrał symboliczną minutę, ale spotkanie zakończyło się niespotykanym remisem 5:5. Potem przez sezon był podstawowym zawodnikiem Boavisty, by przez Szwajcarię (dobrze nam znany FC Sion) trafić do Radomia. Piłkarz z powodu kontuzji praktycznie prawie półtora roku nie grał w piłkę.

Roberto Alves, Szwajcar, który w Elite Leauge zagrał niegdyś przeciw reprezentacji Polski, a z Portugalią strzelił bramkę. Piłkarz zaliczył wiele występów w juniorskich reprezentacjach swojego kraju.

Bruno Jordao w barwach Lazio zaliczył trzy występy w Serie A, a w barwach Wolverhampton… po jednym występie w Premier Leauge (przeciwko Chelsea) oraz Lidze Europy (z Espanyolem). Grając w Santa Clara, wystąpił kilkunastokrotnie na boiskach portugalskiej ekstraklasy. Także i jemu w Elite Leauge zdarzył się występ przeciw Polsce, a Włochom strzelił nawet gola.

Christos Donis niegdyś występował w Panathinaikosie w fazie grupowej Ligi Europy, mierząc się m.in. z PSV Eindhoven. Trzykrotnie wystąpił w młodzieżówce Grecji. Jest zdobywcą Pucharu Grecji w 2014, choć w finale nie zagrał.

Francisco Ramos w barwach Nacionalu, Vitorii Guimaraes i Santa Clary zaliczył kilkadziesiąt występów w portugalskiej ekstraklasie, choć na uwagę zasługują trzy występy (w sumie 13 minut) w wielkim FC Porto. Zawodnik jest wicemistrzem Europu U19 z 2014, kiedy to jego drużyna w finale przegrała z Niemcami.

Joao Peglow za to to brazylijski mistrz świata U-17 w 2019 roku, w którym to Mundialu wystąpił w każdym meczu, strzelając trzy bramki.

Luizao również zaliczył epizod w pierwszej drużynie FC Porto – u trenera Sergio Conceicao w Pucharze Portugalii.

Reprezentant Republiki Zielonego Przylądka Vagner Dias sporo czasu spędził w Portugali i Francji. W Ligue 1 ma na koncie bramki strzelone takim ekipom jak Bordeaux i Lens, a w kadrze wystąpił dziesięć razy, strzelając jedną bramkę. Zaliczył epizod w Pucharze Narodów Afryki dwa lata temu.

Oczywiście niekwestionowanym liderem zespołu jest Rafał Wolski, mający ponad dwieście meczów w Ekstraklasie. Trzykrotny zdobywca Pucharu Polski (z Legią i Lechią), próbował swych sił w Serie A w czternastu meczach Fiorentiny, strzelając jednego gola (przeciw Atalancie), nie przypadł jednak na dłużej do gustu Vincenzo Montelli, a późniejszy pobyt w belgijskim KV Mechelen też nie był zbyt udany. Wolski to były reprezentant Polski, strzelił nawet gola w eliminacjach do MŚ 2018 przeciw Armenii. Był też w kadrze na Euro 2012, ale nie zagrał ani minuty.

Prawdziwą legendą Radomiaka jest Leandro, piłkarz grający w tym klubie już od 12 lat. Rozegrał 313 spotkań i strzelił 103 gole, grając w drugiej i pierwszej lidze oraz ekstraklasie. Występów mogło być więcej, ale zawodnik borykał się dość długo z kontuzją.

Nowym nabytkiem klubu jest Radosław Cielemięcki, który zaliczył dwa występy (od pierwszej minuty) w mistrzowskiej Legii z 2020 roku.

Musimy uważać na nowy nabytek Radomiaka, czyli Kolumbijczyka Jeana Franco Sarmiento. Ten zawodnik w kwietniu strzelił nam na Bukowej bramkę w barwach Odry Opole.

No i kolejny nowy – reprezentant Aerbejdżanu Rahil Mammedov, który jeszcze w czerwcu rozegrał mecz z Albanią. Jest pięciokrotnym mistrzem Azerbejdżanu, choć jego wkład – patrząc na liczbę występów w Karabachu – nie był jakiś wielki. Zawodnik w europejskich pucharach grał przeciw takim drużynom jak Sevilla czy Villareal.

No i oczywiście Bruno Baltazar, trener Radomiaka od maja tego roku, czyli kolejny Portugalczyk. Mistrz kraju z APOEL Nikozja, były asystent znanego Sabriego Lamouchiego w Nottingham Forest. Szkoleniowiec z cypryjskim klubem był bliski awansu do fazy grupowej Ligi Europy, ale przegrał w karnych z Astaną.

Wiadomo, że nie wszyscy mogą zagrać. Ale ta portugalska kolonia i paru innych zawodników jako tako prezentuje się w Ekstraklasie. Choć na nadchodzący sezon Radomiak nie ma bardzo wysokich notowań, to jednak jako średniak tej ligi – zadomowił się w niej mocno.

Widać, że to inny poziom zawodników, mimo wszystko w pierwszej lidze piłkarze z taką przeszłością nie grają. Dlatego ostrzmy sobie zęby na wielkie widowiska i – do zobaczenia w sobotę!

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga