Piłka nożna
[LIVE] GKS Katowice – Warta Poznań
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.


19Scorpion64
27 października 2018 at 18:28
JAK KOMENTATOR MOWI ZE ONI BIEGAC NIE UMIA BO MAJA CO 3 DNI MECZ TO NIECH KURWA NIE JADA NA WYJAZD DAJA WALKOWER I ZAPIERDALAC NASTEPNY MECZ PRZECIEZ TEGO SIE KURWA NIE DA OGLADAC SZKODA MI TYCH CO TAM SIEDZA NA TRYBUNIE!! DOBRZE ZA BAJTLOWI WIECZOR POSWIECILEM A NIE PILKARZA KURWA WAWRZYNIAK REPREZENTANT BYLY A DNO JAK HUJ LISOWSKI DNO W HUJ A IDZCIE W HUJ!!
GKS JASTRZĘBIE
27 października 2018 at 18:28
Brawo warta jazda z cyganami druga liga czeka jakoś was mało w blaszaku tacy kibice
Zyga
27 października 2018 at 18:41
A wy co 500 na trybunie ekipa h…… warta razem z kurczakami
PanGoroli
27 października 2018 at 18:32
tu na gwałt potrzebny jest fachowiec, który poskleja tą sekcję na tyle, by była jakaś szansa na utrzymanie. Panie prezesie, do roboty! Na co Pan czeka? Eksperyment z Bartnikiem w tej chwili zabija piłkę w Katowicach…
Realnie
27 października 2018 at 18:35
Janicki do szatni i porządek z chujami. Piszcie więcej kartek z życzeniami!!! Bartnik do dymisji!!!
BANan
27 października 2018 at 18:38
Narzekali na Goncerza, Zejdlera i Fosmanczyka to mają Piesio, Pawełka i Wawrzynczaka.
obik1980
27 października 2018 at 18:38
Kuźwa Mac hokeiści wygrywają mecz za meczem a te dupy wołowe przegrywają mecz za meczem
obik1980
27 października 2018 at 18:40
Tamci mimo że dawali dupy pod innym pretekstem ale przynajmniej trzymali jakiś fason a ci to już grają poziom 3 ligi zderzenie z 1 liga
obik1980
27 października 2018 at 18:42
Nie zdziwi się jak bydzie 0:5
pan Panagorola
27 października 2018 at 18:46
Dudek pewnie ma mokro w stringach…a po meczu Panu już dziękujemy!
19Scorpion64
27 października 2018 at 18:56
KURWA CO WY PISZECIE TU NAWET GUARDIOLA I MURINIO BY HUJA ZROBILA Z HUJA NIC NIE UKRECISZ TU NIE MA KIM GRAC ONI NIE BIEGAJA ONI NIE UMIA NAWET 3 PODAN KLEPNAC TU BY TRZEBA BYLA ZAS WYJEBAC I ZAS SKLEJAC SKLAD
PanGoroli
27 października 2018 at 19:03
Mnie normalnie żal tych młodych chłopaków, że w takie gówno wpadli. To może być skaza na całej ich przyszłej karierze. Najpierw Dyzma, nie trener, a teraz pewnie im się najbardziej oberwie, choć główni winowajcy obecnego stanu są gdzie indziej. To normalne, ze przyjęli ofertę od GieKSy, ale niektórzy z nich w ogóle nie powinni byli się w tym klubie znaleźć. Wielu z nich na tym etapie swojej kariery po prostu nie są na to gotowi.
Oj, ale by się teraz tu taki Mandrysz przydal… Bartnik, ty głąbie!
Oberschlesien
27 października 2018 at 19:10
za paszula to przynajmniej walka byla i odrobina ambicji,,,,to co teraz jest to juz sabotaz,,,,ten ciul z leglej dalej jest kapitanem ????? JESLI TAK TO dUDI ale ty nie masz czego w naszym klubie szukac..
PanGoroli
27 października 2018 at 19:16
My dobrego dyrektora sportowego potrzebujemy JUŻ TERRAZ! Obecny skład daje niewielką szansę na utrzymanie, a Bartnik pokazał, ze nie zna się na skautingu i nie potrafi ocenic wartości zawodnika. Nie wierzę, że jest w stanie tej zimy naprawić swoje błędy z ostatnich miesięcy. W tej chwili GieKSa to dla mnie murowany kandydat do spdaku i ciężka walka o utrzymanie w 2 lidze w przyszłym roku.
Ja
27 października 2018 at 19:17
Jazda z tymi kurwami wypierdolic wszystkich zaorac to w chuj i zacząć od X klasy
PANIE KRUPAKURWA JAK JA BYM TAK ROBIŁ W ROVOCIE TO DAWNO BYM WYLECIAŁ CO DALEJ KURWA ROBI TUBREN ZARZĄD
KURSA KURSA KURWA
Szop
27 października 2018 at 19:26
Dajmy Dudkowi czas 5-6 lat i się ogarnie
Bce
27 października 2018 at 19:27
Wypierdalac wszyscy
Irek
27 października 2018 at 19:32
Może nasi kopacze maja treme bo są w tv
obik1980
27 października 2018 at 19:48
Jaka skaza na zawodników jest za przyjście. To ewidentnie grają za ustawka u buka, żeby zarobić i się narobić. Kuźwa takie pieprzone że psychiki nie wytrzymuje itp. Dam wam przykład kiedy można trzymać graczy we grze jak hokeiści nasi grali w Bytomiu i wygrali 1:8,szybko prowadzili i gładko a trener ich motywować żeby się nie rozluznili i wygrali wysoko.
obik1980
27 października 2018 at 19:51
Runda ta zimowa na straty. Na wiosnę rewanzowa i walka o utrzymanie. Mam nadzieję że utrzymanie będzie. Bartnik i prezes do zwolnienia
Berol
27 października 2018 at 19:53
na szczescie sie nie znęcali i tylko 2-0 pykli tych ciuli w naszych koszulkach .Horror show trwa
Grzegorz
27 października 2018 at 20:05
Na szczęście w tym sezonie już niżej nie będziemy. Zostaje tylko walka o utrzymanie choć z taką dyspozycją wkładów będzie to bardzo ciężkie. Kupuje karnety co roku i co roku się łudzę ale widocznie już taki los GieKSiarzy pod rządami obecnych właścicieli.
obik1980
27 października 2018 at 20:19
Miałem w planach wybrać się na jakiś mecz wziąść żonę i córki żeby zobaczyły jak jest na meczu. Ale z takimi jajcarzami jak grają nie wybiorę się na razie
ZSH1906
27 października 2018 at 20:29
Cygański tabor znowu wpiermandol ???? Nie twierdzę, że Zagłębie utrzyma się w Ekstraklasie, ale nawet jak spadnie, to z wami nie zagra łamagi ze zbukowej ????
xxx
27 października 2018 at 22:19
Banda amatorów! skleić najlepszych chłopaków z boisk osiedlowych w Katowicach i lepiej będą grać niż te miernoty !! przecież to jest hańba co oni grają ! Zedrzeć z nich koszulki po następnym meczu u siebie i spuścić wpierdol !
Zorientowany
27 października 2018 at 23:44
Teraz jest już po herbacie. Zmiany były możliwe przed wyborami. Krupa ma następną kadencję i niczego nie będzie zmieniał a my możemy sobie ponarzekać. Bartnik nie szuka żadnych piłkarzy nie mówiąc już o talentach, on po prostu czeka na telefon menedżera i ewentualnie zetknie w statystyki piłkarza. Skouting w GKS nie istnieje nikt się tutaj na tym nie zna czego efektem są przypadkowo zatrudniani „gracze”.
oldskul
28 października 2018 at 00:29
Spoko maroko wesoły Tadzio i Marcinek mają wszystko pod kontrolą i na pewno wiedzą co robią.
GieKSiorz
28 października 2018 at 00:36
No i fajnie.nie chciało się awansować,nic nie jest dane raz na zawsze,2 liga welcome, jebie mnie już ten syf.Gieksa była kiedyś teraz to żenada i kurwidolek do cyckania
Łukasz
28 października 2018 at 00:59
Spoko. Masz dyrektor sportowy przecież wie co robi. Myślę że to jego chytry plan- najpierw pokazać wszystkim przeciwnikom w lidze że jesteśmy kompletnymi frajerami: Wyrzucamy trenera gdy jesteśmy na 7 miejscu, bierzemy innego i dajemu mu władzę dykatorską. Trener zmienia 85% kadry i wtapia mecz za meczem. Dla pozoru zwalniamy Paszulewicza i wygrywamy jeden mecz, w PP, i zatrudniamy Dudka. On też przegrywa co się da. Ale to część planu! Przecież inaczej Bartnik po męsku nie pobierałby pensji, tym bardziej że płacimy mu my, Katowiczanie! On na pewno ma plan na ten sezon. A może i awans? Dajmy mu czas. Do 2058 roku…..