Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o wczorajszym meczu: GKS Katowice zmorą faworytów?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Pogoń Szczecin 3:1 (1:0).

gol24.pl – Pogoń Szczecin przegrała z beniaminkiem na start 10. kolejki PKO Ekstraklasy. GKS lepszy przy Bukowej

Pogoń Szczecin przegrała na start 10. kolejki PKO Ekstraklasy przy Bukowej z beniaminkiem. GKS Katowice kontrolował spotkanie. Strzelił w pierwszej połowie gola za sprawą Arkadiusza Jędrycha, a w drugiej połowie dorzucił dwa trafienia. Wpisali się na listę strzelców Sebastian Bergier oraz Mateusz Marzec. Dla Pogoni honorowo trafił Alexander Gorgon. Czy to już twierdza przy Bukowej?

Gospodarze pierwszego meczu 10. kolejki PKO Ekstraklasy, GKS Katowice znakomicie rozpoczęli spotkanie. Byli zdecydowanie pewniejsi od przyjezdnych ze Szczecina. Swoją doskonałą okazję miał Mateusz Kowalczyk. Młodzieżowiec w ekipie beniaminka zdecydował się na strzał z dystansu po odegraniu piętką napastnika Adama Zrelaka. Stojący w bramce Valentin Cojocaru poradził sobie z jego próbą, ale napór podopiecznych Rafała Góraka dalej był widoczny.

W jego wyniku gospodarze przy Bukowej stworzyli sobie jeszcze kilka dogodnych szans. Dobrą miał Bartosz Nowak, ale przesadził z siłą i uderzył nad bramką rumuńskiego bramkarza. Ostrzeżeń już jednak nie było! Arkadiusz Jędrych po dograniu z lewej strony uwolnił się spod krycia rywali i po precyzyjnym strzale mógł się cieszyć z 2. trafienia w sezonie.

W Pogoni najaktywniejsi byli kapitan Kamil Grosicki oraz Wahan Biczachczjan. Ormianin na dobrą sprawę miał kilka dogodnych okazji, raz uderzył zbyt lekko dla bramkarza Dawida Kudły, raz za mocno w trybuny, a raz został zablokowany przez stoperów GieKSy.

Na przerwę przyjezdni schodzili zatem z niekorzystnym wynikiem w województwie śląskim.

Druga połowa przebiegła pod dyktando piłkarzy Rafała Góraka. Beniaminek kontrolował spotkanie i nie pozwalał na zbyt wiele przyjezdnym ze Szczecina. Swoje okazje mieli choćby Oskar Repka, który uderzał w słupek oraz Adam Zrelak, który poszedł na dobitkę. Napastnik ucierpiał jednak po starciu z obrońcą klubu z zachodniopomorskiego.

Piłka do siatki na początku połowy wpadła raz. Dwójkowa akcja Zrelaka i Kowalczyka. Młodzieżowiec w drużynie beniaminka wykorzystał jego otwierające podanie na pustą bramkę. Słowak jednak znalazł się wcześniej na ofsajdzie i gola nie było. Swój udział w meczu 10. kolejki zakończył na 79. minucie. Wtedy też zszedł z boiska po sytuacji ze stoperem Portowców.

W samej końcówce padły dwa gole. Jeden dla GKS Katowice. Beniaminek wykorzystał błąd Jakuba Lisa. Wystawiono futbolówkę Sebastianowi Bergierowi i ten przytomnym, leciutkim strzałem pokonał Cojocaru. Mógł celebrować tym samym narodziny dziecka! Gratulujemy! Alexander Gorgon dał jeszcze w doliczonym czasie nadzieję wbijając piłkę do siatki beniaminka.

Przed końcowym gwizdkiem prowadzenie za to podwyższył Mateusz Marzec po dograniu Sebastiana Bergiera. GKS Katowice pokonał Pogoń Szczecin, która przed tygodniem wygrała z Legią Warszawa.

katowickisport.pl – GKS Katowice lepszy od Pogoni!

Piłkarze GKS-u Katowice zmierzyli się w 10. kolejce PKO Ekstraklasy z Pogonią Szczecin. Gracze prowadzeni przez Rafała Góraka zagrali świetne spotkanie i pokonali Portowców, wbijając im trzy bramki.

To było pierwsze ligowe starcie pomiędzy drużynami od 12 lat. Katowiczanie rozpoczęli od mocnego akcentu. Po składnej akcji Czerwińskiego, Zrel’áka i Mateusza Kowalczyka, Valentin Cojocaru pokazał próbkę swoich możliwości i zatrzymał ten strzał. Chwilę później Vahan Bichakhchyan wybijał piłkę z linii bramkowej. Kilka minut później GKS już prowadził 1:0. Märten Kuusk sprytnie podał na 11 metr, gdzie czekał Arkadiusz Jędrych, który uderzył obok słupka i wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Do przerwy podopieczni Rafała Góraka prowadzili 1:0.

Po zamianie stron Pogoń przejęła inicjatywę dążąc do wyrównania. GKS czekał na swoją szansę z kontry. W 78. minucie bliski gola był Zrel’ák, który uderzał głową po podaniu Wasielewskiego, ale Cojocaru dobrze przesunął się w bramce blokując strzał. Do dobitki dopadł Oskar Repka, ale jego strzał zdołał zablokować obrońca. Katowiczanie podwyższyli prowadzenie w pierwszej minucie doliczonego czasu gry za sprawą Bergiera. Przed końcem Pogoni udało się jeszcze zmniejszyć stratę po trafieniu Alesandera Gorgona, ale ostatnie słowo należało dla GKS-u. Wynik meczu ustalił Mateusz Marzec i katowiczanie cieszyli się ostatecznie z dwubramkowego zwycięstwa.

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice zgasił Pogoń Szczecin! Ta końcowka meczu przejdzie do historii „starej” Bukowej

Piłkarze GKS Katowice odnieśli drugie domowe zwycięstwo. Po pokonaniu Jagiellonii Białystok tym razem zespół Rafała Góraka odprawił Pogoń Szczecin, a końcówka meczu doprowadziła kibiców do wrzenia z emocji.

Pogoń do Katowic przyjechała z podwójnym apetytem: na pierwsze wyjazdowe zwycięstwo i awans na drugą pozycję w tabeli Ekstraklasy. Trener gospodarzy Rafał Górak podkreślał, że poprzeczka trudności dla jego zespołu pójdzie maksymalnie w górę, ale dodawał, że jeśli jego zespół będzie trzymał się planu i da radę go zrealizować wówczas nie powinno być źle.

I jego GieKSa rzeczywiście plan szybko wdrożyła w życie, przez pierwszy kwadrans nie dając Pogoni oddechu. W 7 minucie po akcji Alana Czerwińskiego i wracającego do składu Adama Zrelaka kapitalnym strzałem popisał się Mateusz Kowalczyk, ale Valentin Cojocaru zdołał podbić nad poprzeczkę. Padający deszcz z czasem nieco schłodził zapał katowiczan, co próbowali wykorzystać goście, gdy strzał sprzed pola karnego Vahana Biczakczjana podbił jeszcze głową Fredrik Ulvestad i Dawidowi Kudle pomogła poprzeczka. To jednak GKS był zdecydowanie lepszym zespołem i sprawiedliwości stało się zadość w 33 minucie. Wszystko zaczęło się od wrzutu z autu Kowalczyka (on sam się zgłosił do takich akcji, uznając, że rzuca piłką dalej niż inni – przyznał Rafał Górak), ale najważniejsze wydarzenia stały się udziałem trójki stoperów: dośrodkował Marten Kuusk, Lukas Klemenz ściągnął na siebie obrońcę, a kapitan Arkadiusz Jędrych płaskim strzałem przy słupku dał gospodarzom prowadzenie.

Po przerwie Pogoń, czego można było się spodziewać, podkręciła tempo. GKS tym razem musiał skoncentrować się na defensywie, chociaż szukał wciąż szans w kontrach. W 70 minucie trener Robert Kolendowicz zagrał va banque dokonując potrójnej zmiany, w tym Kamila Grosickiego.

Końcówka meczu zamieniła się wulkan emocji. Najpierw GKS podwyższył wynik po pięknej walce Bartosza Nowaka i trafieniu Sebastiana Bergiera. Po chwili Pogoń właściwie wepchnęła się z piłką do bramki gospodarzy i emocje zagęściły się do stanu krytycznego. Ostatnie słowo należało jednak znów do GieKSy! Mateusz Marzec wpadł w pole karne i zamknął mecz, wywołując gigantyczną euforię na trybunach.

Piłkarze GKS-u zafundowali więc kibicom kolejny znakomity spektakl, w dodatku zakończony zwycięstwem.

gs24.pl – W lidze nadal bez wyjazdowego zwycięstwa

GKS Katowice z Pogonią Szczecin zagrał najlepszy mecz w tym sezonie i w pełni zasłużenie pokonał Portowców. Z czterech bramek w spotkaniu trzy zdobyli zmiennicy. Po stronie gości – niezawodny Alexander Gorgon, ale to marne pocieszenie, bo postawa szczecinian mocno rozczarowała.

Remis i trzy porażki – taki był dorobek Portowców w ligowych meczach wyjazdowych przed wyjazdem na Śląsk. Nic więc dziwnego, że kibice i sami piłkarze kręcili nosem i wzajemnie się motywowali do maksymalnego zaangażowania.

[…] Katowiczanie latem tego roku wrócili po kilkunastoletniej przerwie do ekstraklasy. Póki co – jest na 11. miejscu i w tym sezonie raczej będzie się koncentrował na walce o utrzymanie. Pogoń ma inne ambicje – chce wykorzystywać kadrowy potencjał i z powodzeniem walczyć na dwóch frontach. Dodajmy, że właśnie w PP Pogoń grała z GKS sześć lat temu i niespodziewanie przegrała po rzutach karnych.

Trener Robert Kolendowicz na GKS wystawił ten sam skład, który rozpoczynał poprzedni mecz ligowy. Ofensywa Pogoni miała zapracować, by Dawid Kudła wyciągnął kilka razy piłkę z siatki. Bramkarz GKS to zresztą były zawodnik Pogoni. W Szczecinie pojawił się latem 2013 r., ale przez pierwsze sezony był „dwójką”. Jego sytuacja zmieniła się latem 2015 r., gdy Pogoń w dziwnych okolicznościach pożegnała Radosława Janukiewicza. Kudła wskoczył do składu, ale nie spisywał się na tyle dobrze, by na lata zostać „jedynką”. Odszedł w 2017. Reprezentował później Zagłębie Sosnowiec, Górnika Zabrze i od trzech lat GKS.

Gdy mecz się rozpoczął, to pierwszy sprawdzony został jednak Valentin Cojocaru. GKS wyszedł spod pressingu, przeprowadził ciekawą akcję i z dystansu strzelał Mateusz Kowalczyk. Bramkarz Pogoni z trudem wybronił. Po chwili kolejna próba gospodarzy i gdyby nie interwencja Leonardo Koutrisa – GKS objąłby prowadzenie.

Pierwszy celny strzał Pogoni był w 12. minucie. Uderzać mógł Fredrik Ulvestad, ale wyczekał, podał do Wahana Biczachczjana. Jego próba nie miała jednak mocy i precyzji – Kudła pewnie złapał.

Zapał gospodarzy Pogoń stłumiła po 20 minutach i kolejny fragment mniej interesujący, ale cały czas lepsze wrażenie sprawiał zespół GKS i to zostało nagrodzone. Akcja w stylu Pogoni – rozegranie do boku, piłka ze skrzydła trochę cofnięta i Arkadiusz Jędrych płaskim strzałem nie dał szans Cojocaru.

Pogoń trochę przyspieszyła swoje akcje, ale w I połowie to GKS miał dwie wrzutki na tzw. aferę i nie było daleko, by ktoś przeciął lot piłki i skierował ją do siatki.

W przerwie trener Pogoni musiał głęboko spojrzeć w oczy swoich zawodników, by ich odpowiednio ustawić na II połowę. Szkoleniowiec nie zdecydował się na szybkie zmiany w składzie, a w rezerwie miał m.in. Alexandra Gorgona – specjalistę od bramek z ławki.

Pogoń mocno zmieniła jednak swoją grę. Siadła na przeciwnikach i szybko przełożyło się to na sytuacje. Celnie główkował Borges, groźniej strzelał Koulouris, a były też dwa rzuty rożne. GKS kontrował, ale w swoich akcjach za dużo kalkulował i Pogoń te ataki powstrzymywała.

W 61. minucie GKS zdobył gola, ale sędziowie szybko dostrzegli spalonego i go nie uznali. Gdy jeszcze trwała analiza VAR na boisku pojawił się Gorgon, a zszedł Łukasiak.

W 67. minucie GKS znów zaatakował i tym razem Adam Zrelak miał dobrą okazję, ale źle się złożył i okazji nie wykorzystał. Po chwili Pogoń zmieniła trzech zawodników – m.in. Kamila Grosickiego. Automatycznie przemeblowana została obrona i środek pola, a po wejściu Patryka Paryzka to Portowcy przeszli na grę na dwóch napastników, mając po bokach dużo energii. Tyle, że optyczna przewaga w środku boiska nie przekładała się na sytuacje bramkowe. A czas uciekał.

Pogoń w 90. minucie miała róg. Wrzucał Olaf Korczakowski, a główkował Wojciech Lisowski. Celnie, ale w stojącego na linii Kudłę. W odpowiedzi GKS zaatakował. Pogoń nie potrafiła wybić piłkę, dała się ograć na boku, a następnie Sebastian Bergier przepchnął się i płaskim strzałem pokonał Cojocaru.

Sędzia doliczył 6 minut, a w trzeciej doliczonej – Alexander Gorgon zdobył gola po dużym zamieszaniu podbramkowym. Wcześniej próbował on i Koulouris, ale GKS cudem się ratował. Do trzeciej dobitki.

Pogoń cisnęła dalej, ale nadziała się na świetną kontrę. GKS zaatakował prawą stronę, a akcję strzałem pod nogami bramkarza sfinalizował Mateusz Marzec.

igol.pl – GKS Katowice zmorą faworytów? „W tej lidze są tylko na papierze”

Było zwycięstwo z mistrzem, jest zwycięstwo z finalistą Pucharu Polski. Podopieczni Rafała Góraka potrafią grać z najlepszymi.

Sromotna porażka w Śląskim Klasyku odeszła w niepamięć. W piątkowy wieczór GKS Katowice znowu pokazał, że potrafi grać z większymi od siebie. Wreszcie są też punkty, których w ostatnich tygodniach brakowało przy Bukowej. – W tej lidze faworyci są tylko na papierze. My chcemy dawać na boisku to, co mamy najlepsze – przekonywał nas po meczu kapitan „GieKSy”.

GKS Katowice po sensacyjnym zwycięstwie nad panującymi mistrzami Polski pod koniec sierpnia wyraźnie wyhamował, przynajmniej jeśli chodzi o wyniki (zaledwie punkt w trzech kolejnych spotkaniach ligowych). Pechowa porażka w Lubinie po bramce zmiennika, zwycięstwo wypuszczone z rąk w doliczonym czasie gry z Widzewem i zasłużona porażka z Górnikiem.

O ile w meczach z Zagłębiem i Widzewem na boisku nie wyglądało to źle, o tyle w Śląskim Klasyku już niestety tak. Wyróżnić za to spotkanie nie dało się nikogo. Dawid Kudła z blokiem defensywnym popełniali stare błędy, a zawodnicy ofensywni nie stwarzali żadnego zagrożenia (tylko pięć strzałów, dwa celne).

Podopieczni Rafała Góraka za wszelką cenę chcieli teraz udowodnić, że był to tylko wypadek przy pracy. Po części zrehabilitowali się już we wtorek, gdy wyeliminowali z Pucharu Polski niepokonaną dotychczas w lidze Termalikę. Nie była to jednak wygrana efektowna. Niemniej takie mecze też trzeba potrafić przechylać na swoją korzyść, a to w ostatnich latach nie było domeną GKS-u.

W piątek do Katowic przyjechała Pogoń Szczecin, niesiona zwycięstwem nad Legią. Ale po raz kolejny faworyt, a przynajmniej zespół wskazywany na papierze jako lepszy, połamał sobie zęby na meczu z beniaminkiem.

„Portowcy” podzielili los Jagiellonii Białystok (nawet wynik był taki sam) i śmiało w tym aspekcie mogą się z mistrzami porównywać.

GKS Katowice za to znowu pokazał, że potrafi grać z tymi teoretycznie większymi od siebie. Czy przy Bukowej mają patent na faworytów? – Nie rozgraniczałbym zespołów w ekstraklasie na większe i mniejsze. To jest elita, w tej lidze każdy zespół jest duży. Gdyby taki nie był, to w tej najwyższej klasie rozgrywkowej by zwyczajnie nie grał. Każdego rywala szanujemy tak samo – mówił nam po meczu Arkadiusz Jędrych.

– My przede wszystkim skupiamy się na sobie. W tej lidze faworyci są tylko na papierze. Nie chcemy się skupiać na tym, czy gramy z pierwszym, czy drugim zespołem w tabeli. Chcemy dawać na boisku to, co mamy najlepsze. To, nad czym pracujemy w tygodniu. Dziś było to bardzo widoczne – dodał doświadczony obrońca.

Na konferencji zapytaliśmy także trenera Góraka, jak to jest, że „GieKSa” dotychczas najlepsze mecze w ekstraklasie rozegrała przeciwko tym najlepszym (Rakowowi, Jagiellonii i Pogoni Szczecin). Odpowiedź nas jakoś bardzo nie zaskoczyła:

– Tydzień temu pokornie przyjąłem porażkę i wiedziałem, że w drugiej połowie byliśmy od przeciwnika dużo słabsi. Jeśli chodzi o pozostałe mecze, to byłbym z takimi wnioskami ostrożny. Chciałbym prowadzić do tego, żeby drużyna grała na własnych zasadach. Nie chodzi tutaj o dominację rywala.

Ja to widzę i to są rzeczy powtarzalne. Chodzi tutaj o cykliczną pracę. Każdy mecz rozgrywany jest w konkretny sposób, bo jesteśmy do niego dobrze przygotowani. Niekiedy jest to bardziej spektakularne dla oka, a niekiedy trzeba zwycięstwo bardziej wypracować, jak na przykład było to w Mielcu.

Defensywa beniaminka wyciągnęła wnioski po zeszłotygodniowym blamażu w Śląskim Klasyku. Choć przeciwko Pogoni nie udało się zagrać na zero z tyłu (gol stracony w końcówce), to przez większość meczu wyglądało to minimum poprawnie. Jędrych i Kuusk zagrali na swoim dobrym poziomie, a do składu w świetnym stylu wrócił Klemenz.

Grosicki i Koulouris nie mieli kompletnie nic do powiedzenia. Ten pierwszy został zneutralizowany przez Czerwińskiego i właśnie Kuuska. W pobliżu pola karnego co jakiś czas próbował czymś zaskoczyć Biczachczjan, ale nieskutecznie. Boczni obrońcy w ofensywie nie dawali kompletnie nic. Za to należy GKS docenić.

– Wynik jest okazały, ale nie da się ukryć, że ten stracony gol zawsze boli. Padł w końcówce, gdzie mieliśmy dwubramkowe prowadzenie, może pojawiło się troszkę takiego rozluźnienia. No nie jesteśmy idealni, musimy nad pewnymi aspektami pracować. Ale to dobrze, bo jesteśmy ambitnymi ludźmi, chcemy się rozwijać – zapewniał nas kapitan „GieKSy”.

Warto też dodać, że gdy w doliczonym czasie gry przez moment zrobiło się gorąco, katowiczanie zabili ten mecz… nareszcie. – Wracając do tych dwóch niższych poziomów rozgrywkowych, zawsze mieliśmy takie mecze, w których punkty uciekały nam w ostatnich minutach. Tak jakbyśmy musieli coś przeżyć, żeby być w tej lidze mocni i mogli teraz, albo odrobić mecz, albo go zamknąć – zauważył trener Górak. Choć z Widzewem komplet punktów też został wyrwany w końcówce.

GKS po kilku meczach bez zwycięstwa wrócił na odpowiednie tory. – Czy spadł mi kamień z serca po tym zwycięstwie? Myślę, że nie. Najważniejsza tabela będzie po 34. kolejce. To jest klucz. Chcąc nie chcąc, każdy z nas śledzi sytuację i wie, jaka jest wyrównana. Tutaj jeszcze raz mogę się odnieść do tego, że w tej lidze nie ma faworytów – powiedział Arkadiusz Jędrych.

pogonszczecin.pl – Bez punktów w Katowicach
Pogoń Szczecin poniosła porażkę 1:3 w wyjazdowym spotkaniu z GKS-em Katowice. Spotkanie miało emocjonujące zakończenie. Portowcy zdobyli kontaktowego gola w doliczonym czasie gry, ale gospodarze zdołali jeszcze podwyższyć wynik. Honorowe trafienie dla Pogoni zaliczył Alexander Gorgon.

Od początku meczu gospodarze starali się narzucić własny styl gry. Formę Valentina Cojocaru w 7. minucie sprawdził Mateusz Kowalczyk. Po szybkiej kontrze młodzieżowiec zdecydował się na strzał zza pola karnego. Bramkarz Pogoni popisał się świetną paradą i uchronił Pogoń przed stratą bramki. W 15. minucie. Bartosz Nowak lobem próbował zdobyć gola, ale był to strzał niecelny. W 26. minucie piłka trafiła w poprzeczkę bramki GKS-u Katowice. Vahan Bichakhchyan uderzył sprzed pola karnego i po rykoszecie próba okazała się chybiona, ale Dawid Kudła nie miałby nic do powiedzenia. Niestety, to gospodarze objęli prowadzenie w 33. minucie. Po płaskim zagraniu w pole karne z pierwszej piłki uderzył Arkadiusz Jędrych. Jeszcze przed przerwą GKS mógł podwyższyć prowadzenie. Ostatecznie Adrian Zrelak nie zdążył zamknąć akcji. Odpowiedź Pogoni to uderzenie z dystansu Bichakhchyan, jednak było ono chybione.

Zaraz po przerwie bliski dubletu był Jędrych. Stoper znów wcielił się w rolę snajpera i uderzył w kierunku długiego rogu bramki Cojocaru. Ta próba była niecelna. Pogoń oddała celny strzał po dośrodkowaniu z rzutu wolnego. Linus Wahlqvist uderzył jednak zbyt lekko, by zaskoczyć Kudłę. Efthymis Koulouris w krótkim odstępie czasu miał dwie okazję. Najpierw nie opanował piłki i stracił szansę na strzał. W kolejnej akcji otrzymał dalekie podanie od Leo Borgesa i pobiegł na przebój. Rajd zakończył strzałem. Piłka otarła się jeszcze o nogę obrońcy i przeleciała obok bramki. W 77. minucie Adrian Zrelak wyskoczył najwyżej w polu karnym i próbował zmieścić piłkę przy słupku. Cojocaru odbił piłkę. Kolejną próbę zaskoczenia Cojocaru podjął Mateusz Marzec. Piłkę po silnym strzale z około 30 metrów na raty złapał rumuński golkiper. W 90. minucie głową uderzał Wojciech Lisowski. Kudła obronił strzał. Niestety, chwilę później gospodarze podwyższyli wynik spotkania po trafieniu Sebastiana Bergiera. Gola kontaktowego zdobył Alexander Gorgon. Joker w talii trenera Roberta Kolendowicza zmieścił piłkę w siatce po zamieszaniu w polu karnym i po trzeciej dobitce strzału Patryka Paryzka. Pogoń zaatakowała, co wykorzystał GKS i po kontrze Mateusz Marzec ustalił wynik meczu na 3:1.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Blaszok Kibice

Blaszok – świąteczna oferta

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Oficjalny sklep kibiców GieKSy Blaszok zaprasza na świąteczne zakupy. W ofercie pojawiło się wiele nowości. Poniżej przedstawiamy wybrane produkty.

Hitem są bluzy GieKSiarze (wszystkie zdjęcia gadżetów poniżej tekstu) w cenie 249 złotych. Są to bluzy zapinane w stójce, posiadające kieszeń kangurkę zapinaną na zamek oraz zadrukowany kaptur. Dużym powodzeniem cieszy się także elegancka koszulka polo (149 złotych) z wyhaftowanym wizerunkiem Jana Furtoka świętującego gola charakterystycznym uniesieniem ręki. Na rękawie znalazł się haft małej trójkolorowej flagi. Dla każdego kibica GieKSy świetnym prezentem będzie także zgodowa koszulka GieKSa Banik (99 złotych) z klubowymi herbami, nawiązująca do oprawy naszych Przyjaciół w Warszawie. Wszystkie produkty dostępne są w pełnej rozmiarówce od XS do 5XL.

Na Boże Narodzenie nie mogło zabraknąć także asortymentu typowo świątecznego – swetrów (169 złotych) oraz skarpetek (25 złotych za parę). Wełniane swetry są w całości wykonane w Polsce i dostępne w rozmiarach od XS do 5XL (dla kobiet i mężczyzn) oraz 128, 140 i 152 cm (dla dzieci). Skarpety natomiast dostępne są w rozmiarach 35/37, 38/40, 41/43 i 44/46.

Sklep Blaszok mieści się w centrum Katowic na ulicy Świętego Stanisława 6 i jest otwarty w piątek (19.12) od 10:00 do 18:00, w sobotę (20.12) i niedzielę (21.12) od 10:00 do 15:00, w poniedziałek (22.12) i wtorek (23.12) od 10:00 do 18:00, a także w wigilię Bożego Narodzenia (24.12) od 10:00 do 14:00. Blaszok będzie także otwarty po świętach – w sobotę (27.12) od 10:00 do 14:00, w poniedziałek (29.12) i wtorek (30.12) od 10:00 do 18:00 oraz w sylwestra (31.12) od 10:00 do 14:00.

Zakupy można zrobić także w sklepie internetowym – na stronie www.Blaszok.pl. Sklep gwarantuje, że zamówienia złożone online do poniedziałku (22.12) do godziny 10:00 dotrą do Was (na terenie kraju) do wigilii. Zapraszamy również do obserwowania mediów społecznościowych sklepu – Facebooka oraz Instagrama.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Podcasty

GieKSa 2025 – Trójkolorowa Połowa #89

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy Was do obejrzenia oraz odsłuchania podcastu „Trójkolorowa Połowa”, w którym Shellu, Błażej i kosa porozmawiali o GieKSie. Nie tylko o bieżącym sezonie (choć stanowi to z oczywistych względów główny temat audycji), ale ogólniej pisząc – całym 2025 roku.

Audycja miała premierę 20 grudnia o godzinie 12:00 na YouTubie. Poniżej tekstu zamieszczamy player Spotify i Spreaker. Oprócz tego posłuchasz nas w takich aplikacjach, jak iHeartRadio, Amazon Music / Audible, Castbox, Deezer, Podcast Addict i Podchaser.

Pierwszy odcinek trójkolorowego podcastu został nagrany 2 marca 2018 roku przez Błażeja i kosę. Po kilku audycjach dołączył Shellu i to te trzy osoby mogliście najczęściej usłyszeć (a czasami także zobaczyć) w „Trójkolorowej Połowie” i „Trójkolorowym Szpilu”. Ostatni raz w tym składzie nagrywaliśmy 23 czerwca… 2020 roku, a GieKSa szykowała się do bardzo ważnego meczu z Widzewem Łódź… w drugiej lidze. Tak, były kiedyś takie czasy, że GKS Katowice występował na trzecim poziomie rozgrywkowym, a co więcej – nie awansowaliśmy wtedy na zaplecze Ekstraklasy. Nie nagrywaliśmy więc przez ponad 5 lat. Z różnych powodów – zniechęcenia do wszystkiego, czego jako kibice doświadczaliśmy, ale także z bardziej przyziemnych tematów, jak po prostu braku przestrzeni na podcast, spowodowany natłokiem spraw prywatnych i zawodowych.

Od mniej więcej 1,5 roku, już w trakcie fantastycznej końcówki ostatniego sezonu w pierwszej lidze, chodził nam po głowie plan, by się spotkać i „coś” nagrać. Pomysł pojawiał się bardzo nieśmiało, rzucany w rozmowach mimochodem („fajnie byłoby”), ale nigdy nie poszły za tym czyny. Aż do grudnia 2025 roku. Nie składamy deklaracji, co dalej (i czy w ogóle), choć – jeśli przesłuchacie cały, prawie dwugodzinny podcast – to o kolejnej audycji (oby!) też tam mówiliśmy.

Za nami wspaniały rok, który następuje po równie wspaniałych poprzednich 12 miesiącach. Piękne dwa lata bajki, która oddaje nam wszystkim to, co przeżywaliśmy przez dwie dekady. Doceniajmy to, gdzie jesteśmy i co mamy. Podcast, przy którym świetnie się bawiliśmy, niech będzie naszym takim małym prezentem dla wszystkich Was – za to, że jesteście i że wspieracie nie tylko GieKSę, ale także nas. Na ogólniejsze życzenia świątecznej jeszcze przyjdzie czas, ale… GieKSiarze, spokojnych i trójkolorowych Świąt Bożego Narodzenia!

Shellu, Błażej i kosa

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Runda pełna absurdów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Niesamowita była to runda jesienna, nie zapomnimy jej nigdy. Na zakończenie roku 2025 zapraszamy Was do przypomnienia sobie, z przymrużeniem oka, najbardziej absurdalnych zdarzeń z ostatnich miesięcy. Felieton przygotowałem wspólnie z redaktorem Flifenem. Jeśli coś jeszcze zasługuje na znalezienie się wśród tej listy – dajcie znać w komentarzu!

Tułający się po klubach Aleksander Buksa – według doniesień medialnych został wypchnięty z autokaru Górnika Zabrze wyjeżdżającego na zgrupowanie przedsezonowe wprost na listę wypożyczeń. Rzeczywistość brutalnie go zweryfikowała: w Katowicach rozegrał cztery fatalne spotkania i na tym jego wypożyczenie się zakończyło (może to był darmowy okres próbny?). Nie wniósł absolutnie nic do naszej gry i nawet Rafał Górak, znany z odbudowywania piłkarzy w dołku formy, nie był w stanie mu pomóc. Od czasów Sz.P. Daniela Krasuckiego jest to nasz najbardziej kuriozalny ruch na rynku transferowym. Tyle dobrze, że mieliśmy możliwość szybkiego zwrócenia zbędnego piłkarza.

Licznik wstydu redaktora Mietczyńskiego – Popularny Mietek prowadzący Uniwersum Ekstraklasy rok temu dostał solidną dwóję, typując 25 goli Makucha z Musiolikiem. Rozochocony swoimi farmazonami wypiął pierś, wskazał przed tym sezonem na Tsirigotisa z Barbossą i dumnie rzucił: “To będzie duet killerów!”. A jakie były tego efekty wszyscy wiemy… O komentarz poprosiliśmy samego przepowiadającego przyszłość: “Niestety nastąpiła fatalna pomyłka scoutingowa i wybrałem prawie najgorszy duet napastników, jaki tylko mogłem. W zasadzie bardziej ośmieszyć mógłbym się tylko wtedy, gdybym postawił na Aleksandra Buksę z Maciejem Rosołkiem. Serdeczne pozdrowienia dla redakcji!”. My również pozdrawiamy i życzymy powodzenia w świetlanej karierze tenisowej, z dala od typowania killerów.

Fot. Uniwersum Ekstraklasy na kanale Tetrycy

Dyrektorzy (ich brak) Legii – Pan Dariusz Mioduski zdołał niesamowicie uśrednić Legię Warszawa, jednak na pierwszy rzut oka ruchy dyrektorskie wyglądały rozsądnie, czego o trenerskich powiedzieć nie można. Fredi Bobić ma rozległe znajomości i podobnież angażuje się w obserwację młodych zawodników, naturalnie otwierając większość drzwi w Europie swoim nazwiskiem. Dyrektor Żewłakow z kolei świetnie radzi sobie w negocjacjach, a duet spisuje się razem doskonale, dzięki czemu udało się zakupić Rajovicia za okazyjne 3 miliony euro, sprowadzić wielki talent Kacpra Urbańskiego, wyciągnąć maszynę strzelecką Colaka i zatrudnić trenera na całe 15 minut przed wyjazdem na zgrupowanie. Dwie tak obeznane w dziedzinie osoby powinny sobie po prostu radzić znacznie lepiej, bo ksywka “dekodery” byłaby w tym momencie chyba nawet komplementem – decyzje nie wyglądają nawet na podjęte po zobaczeniu zatrudnionych osób w akcji.

Trenerzy (ich brak) Legii – Nieco więcej bitów poświęćmy wyborom trenerskim stołecznego klubu. Edward Niewyspanescu aka Iordanescu na szczęście miał do dyspozycji skład zbudowany w wakacje przez dwóch ekspertów. Prawda? Bynajmniej, z niektórymi piłkarzami miał czas jedynie na krótką rozmowę na gadu-gadu i już musiał wpisać ich na listę zgłoszonych do meczu. Przewijały się pogłoski, że zupełnie inaczej wyglądała Legia, którą mu obiecano… Inna sprawa jest taka, że do Legii liczącej (ależ to brzmi z perspektywy czasu) na walkę na trzech frontach zatrudniono człowieka, który historycznie absolutnie sobie z tym nie radził i było to jak najbardziej widoczne. Szybko postanowił publicznie wyrazić swój brak chęci do bycia w tym klubie i docenić trzeba fakt, iż mocno odpuścił swoją odprawę, walcząc o finansowe zabezpieczenie swojego sztabu. Duet dyrektorów postawił na własne rozwiązanie trenerskie, które nocą otrzymali z adresu [email protected]. Dzięki tej propozycji Inaki Astiz, kompletnie przerażony, został wrzucony na ławkę z jednym z najmniejszych sztabów, jakie ten klub widział i… zdołał pobić rekord Legii bez zwycięstwa oraz zaliczyć najgorszy wynik w historii klubu. A Marek Papszun, jak był w Rakowie, tak został tam aż do świąt. Nie ma to jak przemyślane decyzje!

Bojkot (jego brak) kibiców Legii Warszawa – W klubie stołecznym od jakiegoś czasu źle się dzieje i zauważają to nie tylko sympatycy Legii. Poza wynikami sportowymi, atmosferę psują relacje Nieznanych Sprawców z prezesem Dariuszem Mioduskim. Źli na brak aktywności transferowej fanatycy rozpoczęli tak zwany “Strajk ostrzegawczy”, w ramach którego mieli nie pojawiać się na domowych meczach, a tylko wspierać drużynę na wyjazdach. Początek bojkotu został ogłoszony 2 lipca, a informacja o zakończeniu wpłynęła na Facebooka NS 25 lipca. Sęk w tym, że bojkot potrwał cały jeden mecz, a dokładnie pierwsze spotkanie pierwszej rundy eliminacji do Ligi Europy. Domowe starcie z Piastem, zaplanowane na pierwszą kolejkę, zostało przełożone na grudzień. Ci, co nie oglądali pojedynku z Kazachami, mogliby pomyśleć, że piłkarze zagrali na tyle dobrze, że aż kibice odwołali bojkot, jednak test oka pokazywał, że wygrana 1:0 to był wynik bardzo na korzyść Legii. Strajk, tak czy inaczej, został przerwany i powrócił dopiero w ostatnim meczu roku, przeciwko pogromcom Lecha, czyli Lincoln Red Imps.

Kontrlogiczne odśnieżanie w Białymstoku Ciągle pada śnieg, już zasypał nas… Tak w Białymstoku śpiewano arbitrowi Wojciechowi Myciowi i trenerowi Rafałowi Górakowi. Cały świat obiegł filmik Rafała Kędziora przedstawiający nowatorskie metody łopatowania wbrew zasadom fizyki, a więcej o tym zdarzeniu pisaliśmy w naszych ocenach z przymrużeniem oka.

Tłity (a każdy z nich niby felieton) pana Alexa Haditaghiego – Gdyby zrobić ankietę wśród fanów Ekstraklasy w poszukiwaniu najsłabszego elementu ligi, to prawdopodobnie na górze byłaby jakość piłkarzy, brak zaufania właścicieli do trenerów i tym podobne pierdoły. Nikt jednak nie zaznaczyłby haczyka przy opcji “Brak interesujących postaci”. W Szczecinie jednak nie wpadli na pomysł takiej ankiety przed sprzedaniem klubu i na czele Portowców w okolicach połowy marca stanął Alex Haditaghi. Wydawać by się mogło na początku, że to nic nadzwyczajnego. Ot, kolejny właściciel klubu, zdarza się. Kanadyjsko-irański 47-latek okazał się jednak chodzącą machiną do kręcenia contentu na X (dawniej Twitter). Nie starczyłoby nam znaków na artykuł, żeby opisać każdą rzecz, dzięki której pan Alex żyje w naszych głowach bez czynszu, wystarczy wymienić najciekawsze z nich:

  1. With this new governance structure, the club will be managed with professionalism, accountability, and a commitment to excellence—both on and off the pitch” – wpis z początku jego pracy w Szczecinie
  2. W lipcu szanowny pan prezes przepowiadał wielką przyszłość przed Pogonią, a nadchodzący czas nazwał “Rokiem nieśmiertelności”.
  3. Zarzucał dziennikarzom krytykującym Pogoń służenie siłom ciemności oraz regularnie zabierał takimże łajdakom akredytacje. 
  4. 26 lipca udzielił pełnego poparcia trenerowi Kolendowiczowi, niezależnie, czy ten przegra jeden mecz czy osiem, co jeszcze potwierdził w połowie sierpnia. I tak w zasadzie to nie skłamał, gdyż Robert Kolendowicz został zwolniony po… czwartej porażce. Jak to skomentował prezes Haditaghi? “Fenerbache zwolniło Mourinho po serii niezłych, ale nie świetnych wyników. Dlaczego? Bo wielkość wymaga więcej niż to.”.
  5. Obiecał, że Eftimis Koulouris nie odejdzie z klubu przynajmniej do końca kontraktu. Wychodzi na to, że to klub odszedł z Koulourisa, innego wytłumaczenia nie mamy. Przecież Alex Haditaghi nie mógł kłamać.
  6. Stwierdził, że jego 97-letnia babcia, która myśli, że “ofsajd” to zupa, lepiej poradziłaby sobie na VARze od sędziów (ale czy skłamał?).
  7. Wszystkie te wpisy przeplatał podawaniem dalej wszelakich propalestyńskich i antysyjonistycznych wpisów.
  8. Transfery Sama Greenwooda oraz Benjamina Mendy’ego nazwał zwycięstwami dla polskiej piłki. Polska piłka musiała zwyciężyć nad jakimś bardzo słabym rywalem, gdyż odgruzowanie Mendy’ego do stanu, w którym mógł zacząć grać jako tako w wyjściowym składzie, zajęło ponad dwa miesiące. 
  9. Pan Alex Haditaghi poczuł potrzebę pogratulowania Mikaelowi Ishakowi setnej bramki dla Lecha i zrobił to, generując AI grafikę ze wcześniej wspomnianym sympatycznym brodaczem oraz nowym nabytkiem Portowców, Husseimem Alim. Husseim do tej pory rozegrał zatrważające 250 minut w lidze.
  10. W internetowej wojence oberwało się także znanemu koneserom piłkarskiego X’a (dawniej Twittera) kibicowi Lecha – Kevolowi. Tym razem poszło o użycie przez fana Kolejorza popularnego za oceanem słowa na “N”, określającego osoby czarnoskóre.
  11. Prawdopodobnie każdy fan Ekstraklasy słyszał o konflikcie pana Alexa oraz prezesa Cracovii, Mateusza Dróżdża. Zwyzywał on prezesa Cracovii od śmiecia bez kultury oraz patologicznych kłamców, klub od syjonistycznych organizacji, a kibiców od idiotów i środowiska znanego z dźgania ludzi nożami.
  12. W oświadczeniu krytykującym oczywistą symulkę Musy Juwary w meczu z Wisłą Płock poinformował, że porozmawia z zawodnikiem na ten temat i załatwi to wewnętrznie. Jak załatwianie spraw wewnętrznie ma się do publikowania postów na social mediach? To już wie sam pan prezes.
  13. Ujawnił szczegóły kontraktu Kamila Grosickiego oraz propozycję nowego kontraktu przygotowaną przez TurboGrosika – prawdopodobnie bez zgody drugiej strony konfliktu.

Rocha na X (dawniej Twitter) – Sympatyczny Portugalczyk od jakiegoś czasu upodobał sobie umilanie wolnego czasu, tworząc kolejne Tweety oraz odpisując pod nimi losowym kibicom. Większość jego twórczości pojawiała się w języku polskim, czym bardzo zbliżył się do fanów Rakowa oraz Zagłębia Lubin.

Kibice Pogoni o obrotach – intelektualnie angażujący elaborat gniazdowego Pogoni Szczecin mieli okazję wysłuchać piłkarze po zremisowanym 2:2 spotkaniu z Radomiakiem Radom. Podejdźmy do tego matematycznie – na trwającym 1,5 minuty filmiku padło 6 przekleństw, co daje jeden wulgaryzm na 15 sekund. Niezły wynik, a dodatkowo wszystkiemu przysłuchiwały się dzieci stojące przy barierkach. Całość w skrócie polegała na tym, że jeśli media obiegną jeszcze jakieś zdjęcia piłkarzy Pogoni bawiących się w klubach, to kibice przyjdą na trening i im… porachują kości. Ostatnią tak imponującą przemowę możemy pamiętać z treningu Arki, przed wiadomo jakim meczem.

Stabilność trenerska i projekt na lata w Widzewie – “Ja wiem, że inni bogaci dżentelmeni nie znają się na futbolu i podejmują pochopne decyzje – ja taki nie będę. Dlatego pan Zeljko Sopić ma moje pełne zaufanie, albowiem zatrudniliśmy go na lata, a budowa klubu łatwym zadaniem nie jest, i tak jak mówiłem, trenerem na lata będzie tylko Patryk Czubak. Pozwoliliśmy mu polecieć na wesele, ale dzisiaj mnie to oburzyło i wysłałem po niego mój prom kosmiczny, żeby mógł mi pokazać zdjęcia osobiście. Nie mam z tym żadnego problemu i w pełni popieram jego metody szkoleniowe, dlatego jeszcze raz powtarzam: moim trenerem jest Igor Jovicević i podejmuję tę jedną jedyną decyzję trenerską z chłodną głową” – mniej więcej tak mogłaby wyglądać wypowiedź Pana Dobrzyckiego obejmująca całą rundę jesienną. Dalej można się jednak nad tym głowić: po co ściągano trenera Czubaka z wesela, skoro wszystko było okej? Mamy telefony, można do siebie zadzwonić.

Wyrzucanie pieniędzy w transfermarkcie – Dodatkowo szanowany pan prezes wysyłał swój odrzutowiec tu i tam, co jest jak najbardziej wskazane przy negocjacjach z piłkarzami, reprezentując klub z biednej mimo wszystko ligi. Co było jednak niepokojące, to sama jakość (a raczej jej brak) tych sprowadzonych zawodników, wspomniana już rotacja trenerska i ponadprzeciętnie szeroki pion sportowy. Ostatecznie cztery litery wszystkim uratował Sebastian Bergier, bez którego Widzew spokojnie mógłby się już szykować na przyszłoroczne derby Łodzi. W zimowym okienku udało się już wydać 5 milionów euro i dzięki temu pozyskać jednego piłkarza, jakim jest pan Osman Bukari, a zawodnicy podobno ponadto dostają w kontraktach absurdalne kwoty na realia polskiej piłki. Ale kto bogatemu zabroni?

Lisy pola karnego – Czas na katastrofy transferowe do ofensyw “czołowych” klubów Ekstraklasy: Yannick Agnero, Musa Juwara, Mileta Rajewac aka Rajović, Andi Zeqiri i Mariusz Fornalczyk, a także Antonio Colak, który co prawda przyszedł bez kwoty odstępnego, ale Legia ściągnęła go z sesji zdjęciowej w Zabrzu za pomocą korzystniejszej oferty finansowej. Łączna kwota według portalu transfermarkt tych wzmocnień to 11.65 miliona euro, czyli około 50 milionów złotych. Łącznie wykręcili zabójcze liczby, przebijając wynik Pana Piłkarza Kacpra Sezonienko o jeden punkt w kanadyjce (uwaga) – 6 goli i 2 asysty. Na jeden punkt przypada zatem ponad 6 milionów złotych, a dysponując takimi środkami finansowymi możnaby było zakupić teoretycznie WSZYSTKICH zawodników Bruk-Betu Termalici i jeszcze pół zespołu Arki Gdynia – wtedy mielibyśmy 39 trafień i 29 oczek w tabeli… Zamiast tego sprowadzono piłkarzy, którzy absolutnie nie byli w stanie pokazać swoich umiejętności, a Julek Sipika wraz z resztą widzów co tydzień zalewali się łzami na wspomnienie o ich wyczynach boiskowych, choć częściej ze śmiechu.  

Lis lisów (tylko że nie) – Sz.P. Mileta Rajewac aka Rajović zasłużył sobie na osobny podpunkt. W pudłowanie wkładał całego siebie i robił to nie tylko z uwagi na swoją pracę, ale po prostu z pasji. Z Motorem Lublin po spektakularnych dwóch pudłach aż kopnął w przypływie euforii bloczek reklamowy, swoją drogą to chyba jego najlepsze uderzenie rundy. Jasne, docenić trzeba fakt, iż dobrze porusza się po boisku i stąd jego sytuacje strzeleckie, ale nogi w piłce nożnej nie służą tylko do przemieszczania się – szczególnie za 3 miliony euro (tak, naprawdę tyle kosztował).

Rafał Gikiewicz – Zagrał jeden słaby i jeden przyzwoity mecz w Widzewie, ale nie za to go zapamiętamy. Po miesiącach absurdalnych wywiadów i kompromitujących występów (a także przedłużeniu umowy) pożegnano się z bramkarzem, a ten udał się na transfer medyczny do Zagłębia Lubin. Od razu wskoczył do bramki i pomógł swojej drużynie golem w ostatnich minutach awansować do kolejnej fazy puch… Wróć, to już było po przenosinach. Tak, w 112. minucie zdołał samodzielnie wyrzucić Zagłębie Lubin z Pucharu Polski, odbijając za siebie (i wprost w siatkę) wręcz żenujący strzał z dalekiego rzutu wolnego. Włodarze szybko uzmysłowili sobie swoją porażkę i zesłali go na piłkarską banicję, teraz z ławki może obserwować młodego i perspektywicznego Jasmina Buricia.

Szymon Marciniak twierdzący, że dziennikarze ustalają przepisy Popularny sędzia o charakterystycznej fryzurze zaszokował opinię publiczną, twierdząc, że gdyby nie “dziennikarze i eksperci”, to nie byłyby gwizdane takie faule, jakie pan Marciniak gwiżdże teraz. Złośliwi zasugerowaliby, że to oznacza, że najbardziej znany polski sędzia nie gwiżdże według reguł gry, a pod publiczkę. Na szczęście my nie jesteśmy złośliwi!

PZPN wysyłający jednego maila ws. Maccabi – Z okazji trzeciej rundy kwalifikacyjnej Raków Częstochowa miał okazję dwukrotnie sprawdzić się przeciwko zespołowi z państwa, które w Europie znajduje się tylko futbolowo – Maccabi Hajfa. Niestety te mecze zapisały się w historii nie poziomem piłkarskim, a głupotą i ordynarnością kibiców klubu zza Morza Śródziemnego. Media obiegł kibic robiący niegodne rzeczy z lalką ubraną w polskie barwy, a relacje choćby Sz.P. Łukasza Ciony spotkały się z jednomyślnym odbiorem: niestety tylko w Polsce i tylko wśród osób niedecyzyjnych. Tomasz Kozłowski opowiedział o podjętych przez PZPN działaniach w rozmowie na kanale Weszło. Rzucił chyba trochę niechcący, że związek wysłał jednego maila i w sumie to nie wie, czy ktoś na niego odpowiedział… Tak, dyrektor ds. komunikacji nie wie, czy skomunikowano się z UEFA w sprawie o charakterze narodowym i historycznym, a nie tylko futbolowym. No bo po co.

Lechia pozywająca ligę i opowieści o transferowym zakazie-widmo – To nie był prosty off-sezon dla włodarzy Lechii. Nie dość, że zostali postraszeni utratą licencji i zakazem transferowym, to za niewypłacanie pensji zostali ukarani całymi pięcioma punktami ujemnymi w lidze. Docenić trzeba śmiałość osób decyzyjnych w klubie z Gdańska, gdyż wydało im się to i tak zbyt ostrą karą, w konsekwencji czego złożyli pismo do PKOI. Na całe szczęście ujemne punkty zostały podtrzymane – inna decyzja byłaby robieniem jeszcze większej parodii z naszej ligi. Warto przypomnieć, że problemy finansowe Lechistów nie zaczęły się nagle, bo już w lutym to Ekstraklasa musiała wyłożyć pieniądze za Tomasza Wójtowicza i stąd tytułowy zakaz transfeorwy. Lechia tak bardzo nie mogła przeprowadzać transferów, iż udało jej się jak dotąd ściągnąć dziesięciu zawodników (dane za Transfermarkt). Komisja licencyjna przyszła i powiedziała groźnym tonem: “Transferów ma nie być, chyba że będą bardzo fajne i pokażecie czek z pieniążkami: wtedy można”. Pół miliona euro za Kurminowskiego, całkiem nieźle jak na klub, który miał problemy z wypłacaniem pensji. Trybunał przy PKOl-u odwołał ten zakaz transferowy, inaczej Lechia znów musiałaby ograniczyć się do sprowadzania tylko takich zawodników, na których ją stać według komisji. Dawno już nie było na łamach naszej strony przypominane, że Lechia Gdańsk nie powinna znajdować się w Ekstraklasie, co niniejszym czynimy! 

Lider dzięki 5 remisom (aka Remis Płock) – Tabela Ekstraklasy viralem obiegła Europę, gdy tylko runda miała się ku końcowi. Biedna trójka robiła, co mogła, by tylko spaść jak najniżej w klasyfikacji generalnej: niestety, reszta stawki była po prostu zbyt silna w takiej grze. Ostatnia w tabeli Termalica traci do lidera jedynie 11 punktów, zatem spokojnie jeszcze może walczyć o mistrzostwo.

Źródło: Aplikacja Superscore, forma drużyn Ekstraklasy 2025/26.

Iban Salvador aka człowiek-prowokacja – Gra tak, jak Włosi mówią: więcej w jego przypadku jest pracy rękami i gestykulacji niż robienia pożytku ze swoich nóg. Jest to piłka nożna i dobrze by było, gdyby jednak na tym się skupił, bo piłkarzem jest całkiem niezłym. Chyba wszyscy zgodni są co do tego, że jest to najbardziej denerwujący wszystkich piłkarz w naszej lidze – a on sam jeszcze jest dumny ze swojego zachowania i tłumaczy się dla Weszło tym, że robi wszystko dla swojego zespołu.

Drony szpiegowskie, szpiegi Arkowskie – Dawid Szwarga na największą scenę wrócił z przytupem. Sezon tak naprawdę nawet nie zdążył się zacząć, bo na dwa tygodnie przed pierwszymi starciami viralem stał się post Motoru Lublin, przedstawiający zaiwanionego drona Arki Gdynia, który miał filmować ich w trakcie przedsezonowych przygotowań. Internauci często wspominali, że Szwarga może wyjść z Rakowa, ale Raków z niego nie. Nie trzeba być ostoją moralności ani mistrzem intelektu, żeby wpaść na to, że od podglądania treningów rywala jest gorsze tylko podkradnięcie jego półprawego stopera. Niegodny ruch, jednak koniec końców podobno obie strony wszystko sobie wyjaśniły, a dron został przekazany pierwotnemu właścicielowi. Po wszystkim do Arki przylgnęło urocze przezwisko “Droniarze Szwargi”.

Sauny transferowe – Zostańmy jeszcze na chwilę w Gdynii. We wrześniu Arka nie mogła pochwalić się świetnym wynikiem, po ośmiu meczach miała osiem punktów. Ekipa Dawida Szwargi na wyjeździe w Łodzi zaliczyła kolejną porażkę, a szkoleniowiec nie krył swoich żalów przed zebranymi na sali dziennikarzami, mówiąc “Należy pamiętać, że Widzew Łódź dokonał transferów za 6 mln euro, a nasz najdroższy transfer to była sauna”. Plotki głosiły, że nie do końca spodobało się to władzom klubu znad Bałtyku i atmosfera była naprawdę gorąca nie tylko w saunie (przepraszamy za nieśmieszny żart). 

Pan Kamil Kosowski i dzikie predykcje – W kwestii przewidywania przyszłości chyba nic nie jest w stanie przebić redaktora Mietczyńskiego, któremu poświęciliśmy cały osobny punkt. Rękawicę w rywalizacji o drugie miejsce podjął jednak Kamil Kosowski. Były reprezentant Polski, już po drugiej kolejce, wytypował zespół z największymi szansami na Mistrza Polski – Cracovię. Nazwać to pocałunkiem śmierci byłoby przesadą, gdyż do lidera zespołowi Luki Elsnera brakuje tylko trzech punktów. Tak czy siak, próba znalezienia złotego medalisty ligi na 32 kolejki przed końcem była bardzo odważna. 

Pan Jakubas: Celem są puchary – Świetny pierwszy sezon Motoru w Ekstraklasie tylko podsycił apetyty kibiców oraz osób związanych z klubem. Czasem jednak przydatna jest chłodna głowa i rzetelna ocena sytuacji, której chyba zabrakło panu Jakubasowi, gdy ten zapowiadał, że z tą kadrą reprezentanci Lublina są w stanie osiągnąć top 4 w lidze. To nie pan Jakubas jest bogaty, to bogactwo jest panem Jakubasem, a Motor na transfery wydał niecały milion euro. Jeśli ten skład faktycznie osiągnie europejskie puchary, to Mateusz Stolarski powinien dostać ulicę swojego imienia oraz pomnik przed stadionem. 

Sędzia Raczkowski kontra transparent – Podczas meczu Jagiellonii z Rakowem kibice dopuścili się karygodnego czynu, przekraczając wszelkie granice. Inscenizację tego zdarzenia przeprowadził kanał Weszło w swojej Lidze Minus. Transparenty wojenne, polityczne, prowokacyjne, nienawistne wobec innych narodów – to wszystko było zasadniczo akceptowane przez cały świat piłkarski (chyba że to sprawka Legii albo Evertonu, im zawsze się dostanie). Pojawiły się dwa transparenty: “Nie ma przypadków, są tylko znaki” okraszone karykaturą arbitra w trakcie popełnianego legendarnego już występku, a także drugi, nienadający się do cytowania, uderzający w tony lat przedustawowych nawiązujący do fatalnej decyzji sędziego Frankowskiego z poprzedniego spotkania. Insynuowanie czynów korupcyjnych jest oczywiście mocno nie na miejscu i umniejsza całym rozgrywkom, jednak zdarza się przy okazji każdego meczu. Zwalczać przemoc to rzecz słuszna, jednak nie można tego robić wybiórczo – wtedy jest to po prostu czysty absurd.

Zagubione kartki w meczu Jagielloni z Górnikiem – A za co tak kibice zdenerwowali się na pana Raczkowskiego? Na pewno powody mieli, gdyż podobno od razu po spotkaniu arbiter poszedł przeprosić zawodników z Białegostoku i nie był zbyt chętny do rozmowy. Josema po prostu powinien pożegnać się z murawą za faul taktyczny na wychodzącym sam na sam Rallisie, a odgwizdano… faul na bramkarzu kilka sekund później. Jak to mówi młodzież: XD. Josema, rozochocony takim obrotem spraw, postanowił zrównać z ziemią dryblującego go Mazurka kilka chwil później, sędzia i tym razem nie chciał wyciągnąć kartki. Szybki telefon od kolegi do Podolskiego i mistrz świata mocno poturbował Pietuszewskiego, zgodnie z Waszymi przewidywaniami: obyło się bez kartki.

Kontrakt Maxa Moldera na trzy lata – Pan Kleks, pseudonim “Max Molder”, swoją aparycją przywodził na myśli żeglugę i morze, jednak Piast pod jego banderą szybko osiadł na mieliźnie. W 10 ligowych spotkań sympatyczny brodacz wykręcił spektakularny wynik 0,7 punkta na mecz. Zwolnienia trenerów w Ekstraklasie zdarzają się regularnie, jednak nie każdy klub zdecydowałby się na trzyletni kontrakt z trenerem bez doświadczenia na najwyższym poziomie rozgrywkowym w… jakimkolwiek kraju. Co by jednak o nim nie mówić: posiadania piłki w kilka miesięcy nazbierał tyle, do ilu inni trenerzy potrzebowaliby całego kontraktu!

Saga Papszunowa – tu nie ma co pisać, tu trzeba… no właśnie, co? Cała sytuacja była skrajnie głupia: „Chcieć to połowa sukcesu. Niewystarczająca 😉”, malowanie po muralu (tak jakby Papszun nie wyciągnął tego klubu z 2. ligi), sam trener mówiący na miesiąc przed przenosinami, że chce być trenerem innego klubu. Cała ta saga to był czeski film, którego nie dało się śledzić inaczej niż z popcornem w ręku. Koniec końców Marek Papszun dopiął swego i trafił do Legii. Czas pokaże, komu to wyszło na dobre.

Wątpliwej moralności anegdota pana Świerczewskiego – “Kiedy żyjesz ze swoją partnerką, kochasz ją i nagle słyszysz od niej, że w zasadzie to chce odejść do innego i że w zasadzie to jej szkolna miłość, ta pierwsza, to jesteś zszokowany” oraz “Ale gdy wiesz, że twoja sąsiadka się w tobie od dawna podkochuje i jest atrakcyjna, no to bierzesz od razu i się nie zastanawiasz”. Nie wiemy, jaki jest aktualny stan matrymonialny właściciela Rakowa Częstochowa, ale jeśli ma żonę, to mogłaby być ona co najmniej delikatnie niezadowolona z tego tekstu. Oczywiście w tym kontekście partnerką był Marek Papszun, a atrakcyjną sąsiadką Łukasz Tomczyk.

Transfer Radomiaka z City – Nie regulujcie odbiorników! To nie FM, to nowe standardy Ekstraklasy. Jako liga jesteśmy już na takim poziomie, że zawodnicy z Manchesteru odbijają się od naszych klubów. Taki los spotkał Josha Wilsona-Esbranda, bocznego obrońcę, tułającego się po wypożyczeniach od dwóch lat. 23-latek rozegrał w Radomiaku tylko 113 minut, zaliczając w tym czasie jedną asystę. Fakty jednak pozostają faktami, zawodnicy The Citizens są za słabi na Ekstraklasę.

Feio podbija Europę (Polska jest w Europie) – Goncalo Feio chciał, by Legia Warszawa byłą jego ostatnim klubem w Polsce. Może chodziło mu po prostu o to, by znaleźć się tam jeszcze tuż przed emeryturą? W każdym razie Feio na zachodzie przepracował dwa tygodnie i na tym się jego wojaże zakończyły. Skończył jesienią niedaleko swojego poprzedniego pracodawcy, dołączając do Radomiaka Radom.


Honorable mentions

Powołanie Kapustki – Zgodzimy się wszyscy, że trener Jan Urban mógłby samodzielnie prowadzić dobranockę i swoim sympatycznym sposobem bycia (oraz rzecz jasna umiejętnościami) odbudował całą atmosferę i grę reprezentacji. Pomysł na Kapustkę przy formie mutant Bartosza Nowaka czy Oskara Repki słusznie spotkał się z negatywnym odbiorem kibiców, szczególnie przy jego występach w tonącej Legii.

Odebranie opaski Lewandowskiemu – Nie wiemy, czy trzeba coś tutaj dodawać. Michał Probierz spalił wszystkie mosty i został na wyspie, wytykany przez wszystkich palcami. Publicznie żaden z piłkarzy nie wziął jego strony i to, wraz ze słabymi wynikami, przekreśliło jego karierę selekcjonerską.

Tymoteusz Puchacz – Sprawić, by Rafał Górak publicznie wyjawiał swoje rozczarowanie, wcale nie jest łatwo. Wybrał zaskakujący kierunek zamiast szansy na odbudowę w solidnie budowanej ekipie, a umówmy się: to nasz trener wyciągnął rękę do zawodnika z kontrowersyjną prasą.

Odsprzedaż koszulek okolicznościowych Lecha – Pazerność ludzka nie zna granic: klub zrobił coś fajnego dla fanatyków, a skończyło się na reaktywacji instytucji bazarku. “Mam 15 koszulek z przebitką 2000 złotych i co mi pan zrobi” – klub na szczęście wypuścił kolejną serię i nieco okiełznał sytuację.

Pogoda w Słowenii – Armagedon pogodowy mocno opóźnił świętowanie naszych piłkarek po finale, takiej ulewy chyba nikt się nie spodziewał po wcześniejszych upalnych dniach. 30 minut po zakończeniu spotkania spokojnie można było rozpocząć trening pływacki na bocznym boisku, a biegi do autokaru i samochodów to niezapomniane przeżycie wszystkich obecnych podczas finału. W takich warunkach udało się przeprowadzić ponad minutowy wywiad z Klaudią Słowińską!

Wybór (ale taki nie za szybki) szefa sędziów – Marcin Szulc oczywiście przez te 113 dni był uznawany za szefa, ale jednak nie było to spisane na papierze i brakowało przez to nieco autorytetu. Z każdej strony dochodziły głosy, że takie bezkrólewie wpływa na pracę sędziów, którzy i bez problemów organizacyjnych mają sporo na głowie.

Głosowanie na organizatora Mistrzostw Europy kobiet – Polska otrzymała zawrotne 0 głosów, widać postęp: przynajmniej byliśmy wśród opcji do wyboru.

Przewidywane zwolnienie Leszka Ojrzyńskiego – Słynący z zabijania futbolu i wydobywaniu cech wolicjonalnych trener dokonał czegoś wręcz niemożliwego. Spora rzesza fanów nawet nie przewidywała przecież jego dłuższego pobytu w Lubinie i przyjmowano jego rychłe zwolnienie za drugi pewnik obok podatków. Strażak Sam Ojrzyński zamienił się w Boba Budowniczego i po prostu zrobił w Zagłębiu to, czego nie potrafili zrobić poprzednicy – zbudował solidnego średniaka w oparciu o młodych Polaków.

Mecz Pogoni z Jagiellonią i Górnika z Termalicą – Dwa niesamowicie podobne mecze. Jedne ekipy (Pogoń z Górnikiem) przeważały, i biły nawet nie jedną ale całym stadem głów w ścianę z kartonu, który miał jednak absurdalnego fuksa. Drugie drużyny, wcielające się w rolę kartonowej ściany, swoje spotkania wygrały, przecząc absolutnie optycznemu przebiegowi meczu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga