Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o wczorajszym meczu: GKS Katowice zmorą faworytów?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Pogoń Szczecin 3:1 (1:0).

gol24.pl – Pogoń Szczecin przegrała z beniaminkiem na start 10. kolejki PKO Ekstraklasy. GKS lepszy przy Bukowej

Pogoń Szczecin przegrała na start 10. kolejki PKO Ekstraklasy przy Bukowej z beniaminkiem. GKS Katowice kontrolował spotkanie. Strzelił w pierwszej połowie gola za sprawą Arkadiusza Jędrycha, a w drugiej połowie dorzucił dwa trafienia. Wpisali się na listę strzelców Sebastian Bergier oraz Mateusz Marzec. Dla Pogoni honorowo trafił Alexander Gorgon. Czy to już twierdza przy Bukowej?

Gospodarze pierwszego meczu 10. kolejki PKO Ekstraklasy, GKS Katowice znakomicie rozpoczęli spotkanie. Byli zdecydowanie pewniejsi od przyjezdnych ze Szczecina. Swoją doskonałą okazję miał Mateusz Kowalczyk. Młodzieżowiec w ekipie beniaminka zdecydował się na strzał z dystansu po odegraniu piętką napastnika Adama Zrelaka. Stojący w bramce Valentin Cojocaru poradził sobie z jego próbą, ale napór podopiecznych Rafała Góraka dalej był widoczny.

W jego wyniku gospodarze przy Bukowej stworzyli sobie jeszcze kilka dogodnych szans. Dobrą miał Bartosz Nowak, ale przesadził z siłą i uderzył nad bramką rumuńskiego bramkarza. Ostrzeżeń już jednak nie było! Arkadiusz Jędrych po dograniu z lewej strony uwolnił się spod krycia rywali i po precyzyjnym strzale mógł się cieszyć z 2. trafienia w sezonie.

W Pogoni najaktywniejsi byli kapitan Kamil Grosicki oraz Wahan Biczachczjan. Ormianin na dobrą sprawę miał kilka dogodnych okazji, raz uderzył zbyt lekko dla bramkarza Dawida Kudły, raz za mocno w trybuny, a raz został zablokowany przez stoperów GieKSy.

Na przerwę przyjezdni schodzili zatem z niekorzystnym wynikiem w województwie śląskim.

Druga połowa przebiegła pod dyktando piłkarzy Rafała Góraka. Beniaminek kontrolował spotkanie i nie pozwalał na zbyt wiele przyjezdnym ze Szczecina. Swoje okazje mieli choćby Oskar Repka, który uderzał w słupek oraz Adam Zrelak, który poszedł na dobitkę. Napastnik ucierpiał jednak po starciu z obrońcą klubu z zachodniopomorskiego.

Piłka do siatki na początku połowy wpadła raz. Dwójkowa akcja Zrelaka i Kowalczyka. Młodzieżowiec w drużynie beniaminka wykorzystał jego otwierające podanie na pustą bramkę. Słowak jednak znalazł się wcześniej na ofsajdzie i gola nie było. Swój udział w meczu 10. kolejki zakończył na 79. minucie. Wtedy też zszedł z boiska po sytuacji ze stoperem Portowców.

W samej końcówce padły dwa gole. Jeden dla GKS Katowice. Beniaminek wykorzystał błąd Jakuba Lisa. Wystawiono futbolówkę Sebastianowi Bergierowi i ten przytomnym, leciutkim strzałem pokonał Cojocaru. Mógł celebrować tym samym narodziny dziecka! Gratulujemy! Alexander Gorgon dał jeszcze w doliczonym czasie nadzieję wbijając piłkę do siatki beniaminka.

Przed końcowym gwizdkiem prowadzenie za to podwyższył Mateusz Marzec po dograniu Sebastiana Bergiera. GKS Katowice pokonał Pogoń Szczecin, która przed tygodniem wygrała z Legią Warszawa.

katowickisport.pl – GKS Katowice lepszy od Pogoni!

Piłkarze GKS-u Katowice zmierzyli się w 10. kolejce PKO Ekstraklasy z Pogonią Szczecin. Gracze prowadzeni przez Rafała Góraka zagrali świetne spotkanie i pokonali Portowców, wbijając im trzy bramki.

To było pierwsze ligowe starcie pomiędzy drużynami od 12 lat. Katowiczanie rozpoczęli od mocnego akcentu. Po składnej akcji Czerwińskiego, Zrel’áka i Mateusza Kowalczyka, Valentin Cojocaru pokazał próbkę swoich możliwości i zatrzymał ten strzał. Chwilę później Vahan Bichakhchyan wybijał piłkę z linii bramkowej. Kilka minut później GKS już prowadził 1:0. Märten Kuusk sprytnie podał na 11 metr, gdzie czekał Arkadiusz Jędrych, który uderzył obok słupka i wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Do przerwy podopieczni Rafała Góraka prowadzili 1:0.

Po zamianie stron Pogoń przejęła inicjatywę dążąc do wyrównania. GKS czekał na swoją szansę z kontry. W 78. minucie bliski gola był Zrel’ák, który uderzał głową po podaniu Wasielewskiego, ale Cojocaru dobrze przesunął się w bramce blokując strzał. Do dobitki dopadł Oskar Repka, ale jego strzał zdołał zablokować obrońca. Katowiczanie podwyższyli prowadzenie w pierwszej minucie doliczonego czasu gry za sprawą Bergiera. Przed końcem Pogoni udało się jeszcze zmniejszyć stratę po trafieniu Alesandera Gorgona, ale ostatnie słowo należało dla GKS-u. Wynik meczu ustalił Mateusz Marzec i katowiczanie cieszyli się ostatecznie z dwubramkowego zwycięstwa.

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice zgasił Pogoń Szczecin! Ta końcowka meczu przejdzie do historii „starej” Bukowej

Piłkarze GKS Katowice odnieśli drugie domowe zwycięstwo. Po pokonaniu Jagiellonii Białystok tym razem zespół Rafała Góraka odprawił Pogoń Szczecin, a końcówka meczu doprowadziła kibiców do wrzenia z emocji.

Pogoń do Katowic przyjechała z podwójnym apetytem: na pierwsze wyjazdowe zwycięstwo i awans na drugą pozycję w tabeli Ekstraklasy. Trener gospodarzy Rafał Górak podkreślał, że poprzeczka trudności dla jego zespołu pójdzie maksymalnie w górę, ale dodawał, że jeśli jego zespół będzie trzymał się planu i da radę go zrealizować wówczas nie powinno być źle.

I jego GieKSa rzeczywiście plan szybko wdrożyła w życie, przez pierwszy kwadrans nie dając Pogoni oddechu. W 7 minucie po akcji Alana Czerwińskiego i wracającego do składu Adama Zrelaka kapitalnym strzałem popisał się Mateusz Kowalczyk, ale Valentin Cojocaru zdołał podbić nad poprzeczkę. Padający deszcz z czasem nieco schłodził zapał katowiczan, co próbowali wykorzystać goście, gdy strzał sprzed pola karnego Vahana Biczakczjana podbił jeszcze głową Fredrik Ulvestad i Dawidowi Kudle pomogła poprzeczka. To jednak GKS był zdecydowanie lepszym zespołem i sprawiedliwości stało się zadość w 33 minucie. Wszystko zaczęło się od wrzutu z autu Kowalczyka (on sam się zgłosił do takich akcji, uznając, że rzuca piłką dalej niż inni – przyznał Rafał Górak), ale najważniejsze wydarzenia stały się udziałem trójki stoperów: dośrodkował Marten Kuusk, Lukas Klemenz ściągnął na siebie obrońcę, a kapitan Arkadiusz Jędrych płaskim strzałem przy słupku dał gospodarzom prowadzenie.

Po przerwie Pogoń, czego można było się spodziewać, podkręciła tempo. GKS tym razem musiał skoncentrować się na defensywie, chociaż szukał wciąż szans w kontrach. W 70 minucie trener Robert Kolendowicz zagrał va banque dokonując potrójnej zmiany, w tym Kamila Grosickiego.

Końcówka meczu zamieniła się wulkan emocji. Najpierw GKS podwyższył wynik po pięknej walce Bartosza Nowaka i trafieniu Sebastiana Bergiera. Po chwili Pogoń właściwie wepchnęła się z piłką do bramki gospodarzy i emocje zagęściły się do stanu krytycznego. Ostatnie słowo należało jednak znów do GieKSy! Mateusz Marzec wpadł w pole karne i zamknął mecz, wywołując gigantyczną euforię na trybunach.

Piłkarze GKS-u zafundowali więc kibicom kolejny znakomity spektakl, w dodatku zakończony zwycięstwem.

gs24.pl – W lidze nadal bez wyjazdowego zwycięstwa

GKS Katowice z Pogonią Szczecin zagrał najlepszy mecz w tym sezonie i w pełni zasłużenie pokonał Portowców. Z czterech bramek w spotkaniu trzy zdobyli zmiennicy. Po stronie gości – niezawodny Alexander Gorgon, ale to marne pocieszenie, bo postawa szczecinian mocno rozczarowała.

Remis i trzy porażki – taki był dorobek Portowców w ligowych meczach wyjazdowych przed wyjazdem na Śląsk. Nic więc dziwnego, że kibice i sami piłkarze kręcili nosem i wzajemnie się motywowali do maksymalnego zaangażowania.

[…] Katowiczanie latem tego roku wrócili po kilkunastoletniej przerwie do ekstraklasy. Póki co – jest na 11. miejscu i w tym sezonie raczej będzie się koncentrował na walce o utrzymanie. Pogoń ma inne ambicje – chce wykorzystywać kadrowy potencjał i z powodzeniem walczyć na dwóch frontach. Dodajmy, że właśnie w PP Pogoń grała z GKS sześć lat temu i niespodziewanie przegrała po rzutach karnych.

Trener Robert Kolendowicz na GKS wystawił ten sam skład, który rozpoczynał poprzedni mecz ligowy. Ofensywa Pogoni miała zapracować, by Dawid Kudła wyciągnął kilka razy piłkę z siatki. Bramkarz GKS to zresztą były zawodnik Pogoni. W Szczecinie pojawił się latem 2013 r., ale przez pierwsze sezony był „dwójką”. Jego sytuacja zmieniła się latem 2015 r., gdy Pogoń w dziwnych okolicznościach pożegnała Radosława Janukiewicza. Kudła wskoczył do składu, ale nie spisywał się na tyle dobrze, by na lata zostać „jedynką”. Odszedł w 2017. Reprezentował później Zagłębie Sosnowiec, Górnika Zabrze i od trzech lat GKS.

Gdy mecz się rozpoczął, to pierwszy sprawdzony został jednak Valentin Cojocaru. GKS wyszedł spod pressingu, przeprowadził ciekawą akcję i z dystansu strzelał Mateusz Kowalczyk. Bramkarz Pogoni z trudem wybronił. Po chwili kolejna próba gospodarzy i gdyby nie interwencja Leonardo Koutrisa – GKS objąłby prowadzenie.

Pierwszy celny strzał Pogoni był w 12. minucie. Uderzać mógł Fredrik Ulvestad, ale wyczekał, podał do Wahana Biczachczjana. Jego próba nie miała jednak mocy i precyzji – Kudła pewnie złapał.

Zapał gospodarzy Pogoń stłumiła po 20 minutach i kolejny fragment mniej interesujący, ale cały czas lepsze wrażenie sprawiał zespół GKS i to zostało nagrodzone. Akcja w stylu Pogoni – rozegranie do boku, piłka ze skrzydła trochę cofnięta i Arkadiusz Jędrych płaskim strzałem nie dał szans Cojocaru.

Pogoń trochę przyspieszyła swoje akcje, ale w I połowie to GKS miał dwie wrzutki na tzw. aferę i nie było daleko, by ktoś przeciął lot piłki i skierował ją do siatki.

W przerwie trener Pogoni musiał głęboko spojrzeć w oczy swoich zawodników, by ich odpowiednio ustawić na II połowę. Szkoleniowiec nie zdecydował się na szybkie zmiany w składzie, a w rezerwie miał m.in. Alexandra Gorgona – specjalistę od bramek z ławki.

Pogoń mocno zmieniła jednak swoją grę. Siadła na przeciwnikach i szybko przełożyło się to na sytuacje. Celnie główkował Borges, groźniej strzelał Koulouris, a były też dwa rzuty rożne. GKS kontrował, ale w swoich akcjach za dużo kalkulował i Pogoń te ataki powstrzymywała.

W 61. minucie GKS zdobył gola, ale sędziowie szybko dostrzegli spalonego i go nie uznali. Gdy jeszcze trwała analiza VAR na boisku pojawił się Gorgon, a zszedł Łukasiak.

W 67. minucie GKS znów zaatakował i tym razem Adam Zrelak miał dobrą okazję, ale źle się złożył i okazji nie wykorzystał. Po chwili Pogoń zmieniła trzech zawodników – m.in. Kamila Grosickiego. Automatycznie przemeblowana została obrona i środek pola, a po wejściu Patryka Paryzka to Portowcy przeszli na grę na dwóch napastników, mając po bokach dużo energii. Tyle, że optyczna przewaga w środku boiska nie przekładała się na sytuacje bramkowe. A czas uciekał.

Pogoń w 90. minucie miała róg. Wrzucał Olaf Korczakowski, a główkował Wojciech Lisowski. Celnie, ale w stojącego na linii Kudłę. W odpowiedzi GKS zaatakował. Pogoń nie potrafiła wybić piłkę, dała się ograć na boku, a następnie Sebastian Bergier przepchnął się i płaskim strzałem pokonał Cojocaru.

Sędzia doliczył 6 minut, a w trzeciej doliczonej – Alexander Gorgon zdobył gola po dużym zamieszaniu podbramkowym. Wcześniej próbował on i Koulouris, ale GKS cudem się ratował. Do trzeciej dobitki.

Pogoń cisnęła dalej, ale nadziała się na świetną kontrę. GKS zaatakował prawą stronę, a akcję strzałem pod nogami bramkarza sfinalizował Mateusz Marzec.

igol.pl – GKS Katowice zmorą faworytów? „W tej lidze są tylko na papierze”

Było zwycięstwo z mistrzem, jest zwycięstwo z finalistą Pucharu Polski. Podopieczni Rafała Góraka potrafią grać z najlepszymi.

Sromotna porażka w Śląskim Klasyku odeszła w niepamięć. W piątkowy wieczór GKS Katowice znowu pokazał, że potrafi grać z większymi od siebie. Wreszcie są też punkty, których w ostatnich tygodniach brakowało przy Bukowej. – W tej lidze faworyci są tylko na papierze. My chcemy dawać na boisku to, co mamy najlepsze – przekonywał nas po meczu kapitan „GieKSy”.

GKS Katowice po sensacyjnym zwycięstwie nad panującymi mistrzami Polski pod koniec sierpnia wyraźnie wyhamował, przynajmniej jeśli chodzi o wyniki (zaledwie punkt w trzech kolejnych spotkaniach ligowych). Pechowa porażka w Lubinie po bramce zmiennika, zwycięstwo wypuszczone z rąk w doliczonym czasie gry z Widzewem i zasłużona porażka z Górnikiem.

O ile w meczach z Zagłębiem i Widzewem na boisku nie wyglądało to źle, o tyle w Śląskim Klasyku już niestety tak. Wyróżnić za to spotkanie nie dało się nikogo. Dawid Kudła z blokiem defensywnym popełniali stare błędy, a zawodnicy ofensywni nie stwarzali żadnego zagrożenia (tylko pięć strzałów, dwa celne).

Podopieczni Rafała Góraka za wszelką cenę chcieli teraz udowodnić, że był to tylko wypadek przy pracy. Po części zrehabilitowali się już we wtorek, gdy wyeliminowali z Pucharu Polski niepokonaną dotychczas w lidze Termalikę. Nie była to jednak wygrana efektowna. Niemniej takie mecze też trzeba potrafić przechylać na swoją korzyść, a to w ostatnich latach nie było domeną GKS-u.

W piątek do Katowic przyjechała Pogoń Szczecin, niesiona zwycięstwem nad Legią. Ale po raz kolejny faworyt, a przynajmniej zespół wskazywany na papierze jako lepszy, połamał sobie zęby na meczu z beniaminkiem.

„Portowcy” podzielili los Jagiellonii Białystok (nawet wynik był taki sam) i śmiało w tym aspekcie mogą się z mistrzami porównywać.

GKS Katowice za to znowu pokazał, że potrafi grać z tymi teoretycznie większymi od siebie. Czy przy Bukowej mają patent na faworytów? – Nie rozgraniczałbym zespołów w ekstraklasie na większe i mniejsze. To jest elita, w tej lidze każdy zespół jest duży. Gdyby taki nie był, to w tej najwyższej klasie rozgrywkowej by zwyczajnie nie grał. Każdego rywala szanujemy tak samo – mówił nam po meczu Arkadiusz Jędrych.

– My przede wszystkim skupiamy się na sobie. W tej lidze faworyci są tylko na papierze. Nie chcemy się skupiać na tym, czy gramy z pierwszym, czy drugim zespołem w tabeli. Chcemy dawać na boisku to, co mamy najlepsze. To, nad czym pracujemy w tygodniu. Dziś było to bardzo widoczne – dodał doświadczony obrońca.

Na konferencji zapytaliśmy także trenera Góraka, jak to jest, że „GieKSa” dotychczas najlepsze mecze w ekstraklasie rozegrała przeciwko tym najlepszym (Rakowowi, Jagiellonii i Pogoni Szczecin). Odpowiedź nas jakoś bardzo nie zaskoczyła:

– Tydzień temu pokornie przyjąłem porażkę i wiedziałem, że w drugiej połowie byliśmy od przeciwnika dużo słabsi. Jeśli chodzi o pozostałe mecze, to byłbym z takimi wnioskami ostrożny. Chciałbym prowadzić do tego, żeby drużyna grała na własnych zasadach. Nie chodzi tutaj o dominację rywala.

Ja to widzę i to są rzeczy powtarzalne. Chodzi tutaj o cykliczną pracę. Każdy mecz rozgrywany jest w konkretny sposób, bo jesteśmy do niego dobrze przygotowani. Niekiedy jest to bardziej spektakularne dla oka, a niekiedy trzeba zwycięstwo bardziej wypracować, jak na przykład było to w Mielcu.

Defensywa beniaminka wyciągnęła wnioski po zeszłotygodniowym blamażu w Śląskim Klasyku. Choć przeciwko Pogoni nie udało się zagrać na zero z tyłu (gol stracony w końcówce), to przez większość meczu wyglądało to minimum poprawnie. Jędrych i Kuusk zagrali na swoim dobrym poziomie, a do składu w świetnym stylu wrócił Klemenz.

Grosicki i Koulouris nie mieli kompletnie nic do powiedzenia. Ten pierwszy został zneutralizowany przez Czerwińskiego i właśnie Kuuska. W pobliżu pola karnego co jakiś czas próbował czymś zaskoczyć Biczachczjan, ale nieskutecznie. Boczni obrońcy w ofensywie nie dawali kompletnie nic. Za to należy GKS docenić.

– Wynik jest okazały, ale nie da się ukryć, że ten stracony gol zawsze boli. Padł w końcówce, gdzie mieliśmy dwubramkowe prowadzenie, może pojawiło się troszkę takiego rozluźnienia. No nie jesteśmy idealni, musimy nad pewnymi aspektami pracować. Ale to dobrze, bo jesteśmy ambitnymi ludźmi, chcemy się rozwijać – zapewniał nas kapitan „GieKSy”.

Warto też dodać, że gdy w doliczonym czasie gry przez moment zrobiło się gorąco, katowiczanie zabili ten mecz… nareszcie. – Wracając do tych dwóch niższych poziomów rozgrywkowych, zawsze mieliśmy takie mecze, w których punkty uciekały nam w ostatnich minutach. Tak jakbyśmy musieli coś przeżyć, żeby być w tej lidze mocni i mogli teraz, albo odrobić mecz, albo go zamknąć – zauważył trener Górak. Choć z Widzewem komplet punktów też został wyrwany w końcówce.

GKS po kilku meczach bez zwycięstwa wrócił na odpowiednie tory. – Czy spadł mi kamień z serca po tym zwycięstwie? Myślę, że nie. Najważniejsza tabela będzie po 34. kolejce. To jest klucz. Chcąc nie chcąc, każdy z nas śledzi sytuację i wie, jaka jest wyrównana. Tutaj jeszcze raz mogę się odnieść do tego, że w tej lidze nie ma faworytów – powiedział Arkadiusz Jędrych.

pogonszczecin.pl – Bez punktów w Katowicach
Pogoń Szczecin poniosła porażkę 1:3 w wyjazdowym spotkaniu z GKS-em Katowice. Spotkanie miało emocjonujące zakończenie. Portowcy zdobyli kontaktowego gola w doliczonym czasie gry, ale gospodarze zdołali jeszcze podwyższyć wynik. Honorowe trafienie dla Pogoni zaliczył Alexander Gorgon.

Od początku meczu gospodarze starali się narzucić własny styl gry. Formę Valentina Cojocaru w 7. minucie sprawdził Mateusz Kowalczyk. Po szybkiej kontrze młodzieżowiec zdecydował się na strzał zza pola karnego. Bramkarz Pogoni popisał się świetną paradą i uchronił Pogoń przed stratą bramki. W 15. minucie. Bartosz Nowak lobem próbował zdobyć gola, ale był to strzał niecelny. W 26. minucie piłka trafiła w poprzeczkę bramki GKS-u Katowice. Vahan Bichakhchyan uderzył sprzed pola karnego i po rykoszecie próba okazała się chybiona, ale Dawid Kudła nie miałby nic do powiedzenia. Niestety, to gospodarze objęli prowadzenie w 33. minucie. Po płaskim zagraniu w pole karne z pierwszej piłki uderzył Arkadiusz Jędrych. Jeszcze przed przerwą GKS mógł podwyższyć prowadzenie. Ostatecznie Adrian Zrelak nie zdążył zamknąć akcji. Odpowiedź Pogoni to uderzenie z dystansu Bichakhchyan, jednak było ono chybione.

Zaraz po przerwie bliski dubletu był Jędrych. Stoper znów wcielił się w rolę snajpera i uderzył w kierunku długiego rogu bramki Cojocaru. Ta próba była niecelna. Pogoń oddała celny strzał po dośrodkowaniu z rzutu wolnego. Linus Wahlqvist uderzył jednak zbyt lekko, by zaskoczyć Kudłę. Efthymis Koulouris w krótkim odstępie czasu miał dwie okazję. Najpierw nie opanował piłki i stracił szansę na strzał. W kolejnej akcji otrzymał dalekie podanie od Leo Borgesa i pobiegł na przebój. Rajd zakończył strzałem. Piłka otarła się jeszcze o nogę obrońcy i przeleciała obok bramki. W 77. minucie Adrian Zrelak wyskoczył najwyżej w polu karnym i próbował zmieścić piłkę przy słupku. Cojocaru odbił piłkę. Kolejną próbę zaskoczenia Cojocaru podjął Mateusz Marzec. Piłkę po silnym strzale z około 30 metrów na raty złapał rumuński golkiper. W 90. minucie głową uderzał Wojciech Lisowski. Kudła obronił strzał. Niestety, chwilę później gospodarze podwyższyli wynik spotkania po trafieniu Sebastiana Bergiera. Gola kontaktowego zdobył Alexander Gorgon. Joker w talii trenera Roberta Kolendowicza zmieścił piłkę w siatce po zamieszaniu w polu karnym i po trzeciej dobitce strzału Patryka Paryzka. Pogoń zaatakowała, co wykorzystał GKS i po kontrze Mateusz Marzec ustalił wynik meczu na 3:1.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Marsz ku marzeniom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.

Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.

Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.

Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.

GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.

Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.

Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.

I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.

GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.

Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.

Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.

No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.

Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.

I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.

Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.

Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.

Niepojęte. Twierdza od samego startu.

Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.

W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.

Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.

Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.

Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.

Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.

Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.

A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga