Piłka nożna Prasówka
Media po meczu Zagłębie – GKS Katowice: GieKSa gromi w Sosnowcu
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 0:4 (0:1).
1liga.org – Świąteczny poniedziałek w F1L
W Wielkanocny poniedziałek w Fortuna 1 Lidze rozegraliśmy trzy spotkania. Dwa z nich zakończyły się remisem. W Sosnowcu zaś dobrą passę kontynuowała drużyna z Katowic.
[…] Mecz szczęśliwie rozpoczął się dla drużyny z Katowic. Już w 14’ minucie po składnej akcji i zamieszaniu w polu karnym bramkę otwierającą spotkanie zdobył Antoni Kozubal. Dodatkowo w końcówce pierwszej połowy gospodarze stracili Sebastiana Boneckiego, który otrzymał drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Jeszcze przed przerwą piłkę w siatce Zagłębia umieścił Grzegorz Rogala, jednak po weryfikacji VAR bramka nie została uznana. To jednak nie podcięło skrzydeł ,,Gieksie” i tuż po przerwie Rogala dopiął swego. W 49. minucie wpadł w pole karne i strzelił z ostrego konta pewnie mijając bramkarza. Sześć minut później prowadzenie podwyższył Marzec, a w 74. minucie rezerwowy Christian Aleman trafił czwartą bramkę. Zagłębie Sosnowiec było bezradne.
infokatowice.pl – GieKSa gromi w Sosnowcu Zagłębie. Piąte zwycięstwo z rzędu
GieKSa zagrała kolejny dobry pojedynek i pokonała na wyjeździe Zagłębie Sosnowiec 4:0. To piąte z rzędu zwycięstwo podopiecznych trenera Rafała Góraka.
Po kilku początkowych minutach przewagę na boisku uzyskali katowiczanie. W 8 min. po rzucie rożnym piłka spadła pod nogi Bergiera, który jednak nie oddał czystego strzału i Szewczenko nie miał problemów z jego obroną. W 14 min. szybką dwójkową akcję przeprowadzili Błąd z Bergierem. Ten ostatni wypatrzył w polu karnym Marca. Jego strzał co prawda brakarz Zagłębia obronił, ale przy dobitce Kozubala nie miał już szans i GieKSa objęła prowadzenie. W kolejnych minutach Trójkolorowi stworzyli jeszcze kilka okazji do podwyższenia wyniku. W 22 min. po raz kolejny strzelał Bergier, ale prosto w bramkarza. W 29 min. po dośrodkowaniu aktywnego dzisiaj Błąda uderzał głową Repka, ale całą akcja skończyła się jedynie rzutem rożnym. W 35 ze świetną kontrą wyszli ponownie Błąd z Bergierem. Strzał tego pierwszego padł łupem bramkarza, a dobitka drugiego minimalnie przeleciała obok słupka. W 44 drugą żółtą kartkę otrzymał Bonecki i osłabił swoją drużynę. Podopieczni trenera Rafała Góraka jak najszybciej chcieli to wykorzystać. Strzał Bergiera w 45 min. wylądował jednak na słupku. W 47 min. piłka po uderzeniu Marca znalazła się w siatce, ale sędzia dopatrzył się faulu i gola nie uznał. Gospodarze przez całe 45 minut nie przeprowadzili żadnej groźnej akcji i pierwsza połowa skończyła się jednobramkowym prowadzeniem GieKSy.
Druga odsłona rozpoczęła się od dynamicznej akcji sosnowiczan. Na szczęście Wasilewski w porę wrócił na własne pole karne i zażegnał niebezpieczeństwo. Chwilę później z szybką kontrą wyszli katowiczanie i sam na sam z bramkarzem znalazł się Bergier. Szewczenko wyszedł z tej opresji obronną ręką. W 49 min. po uderzeniu z ostrego kąta Rogali było już jednak 2:0. Na trzecią bramkę katowiczanie nie musieli czekać długo, bo w 55 min. piłka po strzale Marca odbiła się od jednego z obrońców i wpadła do siatki. Choć przewaga na boisku wciąż należała do przyjezdnych, w 62 min. po jednej z nielicznych akcji Zagłębia sędzia podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Janota, strzelił jednak wysoko nad bramką. Do końca spotkania katowiczanie dominowali. Pomimo licznych okazji udało im się zdobyć już tylko jedną bramkę, której autorem został w 74 min. Aleman.
sportowefakty.wp.pl – GKS Katowice narobił wstydu Zagłębiu. Bezbarwne derby na Mazowszu
GKS Katowice zdemolował aż 4:0 Zagłębie Sosnowiec na stadionie przeciwnika. Nie traci on rozpędu, a czerwona latarnia Fortuna I ligi nie przestaje zawodzić.
[…] Do spotkania pierwszoligowców z tego samego województwa doszło również w Sosnowcu. Ostatnie w tabeli Zagłębie podjęło GKS Katowice, który rozpędził się w rundzie wiosennej i prześlizgnęło się do strefy barażowej w tabeli. Tym samym podopieczni Rafała Góraka nie chcieli zatrzymać się na terenie Zagłębia.
I nie zatrzymali. GKS Katowice poradził sobie znakomicie w roli faworyta. W pierwszej połowie zdobył przewagę gola oraz zawodnika dzięki strzałowi Antoniego Kozubala, a także drugiej żółtej i w konsekwencji czerwonej kartki dla Sebastiana Boneckiego. Grzegorz Rogala, Mateusz Marzec oraz Christian Aleman kontynuowali demolkę w drugiej połowie i doprowadzili do efektownego wyniku 4:0. Zagłębiu nie wyszło nawet wykorzystanie rzutu karnego, z którego spudłował Michał Janota.
dziennikzachodni.pl – Lanie w lany poniedziałek w czasie Świętej Wojny
W poniedziałek 1 kwietnia 2024 roku w meczu 25. kolejki Fortuna 1. Ligi Zagłębie Sosnowiec przegrało z GKS-em Katowice aż 0:4 (0:1). Gospodarze od 44. minuty grali w dziesiątkę, gdy czerwoną kartkę dostał Sebastian Bonecki. W 64. minucie Michał Janota nie wykorzystał rzutu karnego dla Zagłębia.
[…] Zagłębie zagrało z GieKSą osłabione brakiem trzech obrońców. Z powodu urazów nie mogli wystąpić William Remy, Dominik Jończy i Oleksij Bykow. GKS Katowice wystawił ten sam wyjściowy skład, który zaczął poprzedni mecz z Podbeskidziem Bielsko-Biała wygranym 5:0.
Goście wysłali sygnał ostrzegawczy, gdy w 4. minucie Mateusz Marzec uderzył z dystansu i piłkę złapał Oleksij Szewczenko. Dziesięć minut później GieKSa już cieszyła się z prowadzenia. Sebastian Bergier dostał piłkę w pole karne od Adriana Błąda, wycofał ją do nadbiegającego Marca, który strzelił z 12 metrów. Szewczenko odbił piłkę przed siebie i był bezradny wobec dobitki Antoniego Kozubala.
Zagłębie potrzebowało trochę czasu, aby podnieść się po tym ciosie. Wreszcie w 34. minucie po rzucie rożnym zakotłowało się przed bramką Dawida Kudły. Goście po tej sytuacji wyprowadzili kontrę: Błąd przegrał pojedynek z bramkarzem gospodarzy, a dobitka Bergiera minęła słupek.
Gospodarze w końcówce pierwszej połowy stracili Sebastiana Boneckiego, który zarobił drugą żółtą kartkę i po czerwonej musiał opuścić boisko. Czerwoną kartkę za protesty dostał też asystent trenera Zagłębia Seweryn Gancarczyk.
GieKSa 45. minucie była bliska podwyższenia prowadzenia, ale piłka po strzale Bergiera trafiła w słupek i wpadła do rąk Szewczenki. W doliczonym czasie piłka znalazła się w siatce Zagłębia po uderzeniu Grzegorza Rogali. Radość gości popsuł sędzia, który zobaczył powtórki na monitorze VAR i anulował gola.
Jednobramkowe prowadzenie GKS-u po pierwszej połowie było najniższym wymiarem kary dla sosnowiczan.
Rogala dopiął swego w 49. minucie – ruszył z lewej stroną, zagrał z „klepy” z Bergierem wpadł w pole karne i z ostrego kąta strzelił między nogami bramkarza.
Sześć minut później było 3:0 dla GieKSy. Marzec strzelił z pola karnego, piłka odbiła się jeszcze od Konrada Wrzesińskiego, co zaskoczyło Szewczenkę.
W 64. minucie Zagłębie miało rzut karny, ale wynik się nie zmienił. Michał Janota nawet nie trafił w bramkę.
GieKSa bawiła się w Sosnowcu. Rezerwowy Christian Aleman zakręcił obrońcami i strzelił na 4:0. W 85. minucie Kamil Biliński spróbował zdobyć honorowego gola – Dawid Kudła sparował piłkę na słupek, a następnie ją złapał.
zaglebie.sosnowiec.pl – Lany Poniedziałek
Zagłębie Sosnowiec zostało rozgromione przez GKS Katowice. Goście wygrali 4:0, a grający od 44. minutę w dziesiątkę sosnowiczanie nie trafili w bramkę nawet z rzutu karnego.
[…] Katowiczanie od początku byli zespołem o wiele lepszym od Zagłębia i już w pierwszych 10 minutach oddali dwa celne strzały na bramkę Ołeksija Szewczenki. W 4. minucie uderzał Mateusz Marzec, a cztery minuty później Sebastian Bergier. Z oboma tymi uderzeniami poradził sobie nasz golkiper. Goście wyszli na prowadzenie w 14. minucie. Adrian Błąd przedarł się środkiem boiska, zagrał na prawą stronę pola karnego do Sebastiana Bergiera, który odegrał na 14. metr do Mateusza Marca. Ołeksij Szewczenko odbił piłkę przed siebie po strzale Marca, a z blisko do siatki posłał ją nieobstawiony Antoni Kozubal.
W 28. minucie głupią żółtą kartkę za utrudnianie wznowienia gry rzutem wolnym przez rywali obejrzał Sebastian Bonecki. Jak się później okazało, miało to przykre konsekwencje niewiele ponad kwadrans później, bo za faul na Antonim Kozubalu „Bony” został ukarany po raz drugi i Zagłębie musiało grać w osłabieniu. Katowiczanie jeszcze przed przerwą po raz drugi cieszyli się z trafienia, ale po interwencji VAR okazało się, że przy strzale Grzegorza Rogali na pozycji spalonej znajdował się utrudniający obronę bramkarzowi Aleksander Komor. Wcześniej w słupek trafił Sebastian Bergier.
Katowiczanie szybko skorzystali z gry w przewadze. Już 4 minuty po przerwie Grzegorz Rogala z lewej strony boiska zagrał do Sebastiana Bergiera, a te odegrał mu piłkę powrotną piętą między Maksymilianem Rozwandowiczem i Pawłem Szostkiem. Rogala oddał strzał lewą nogą z ostrego kąta i po błędzie Ołeksija Szewczenki GKS podwyższył prowadzenie. W 55. minucie było już 3:0 dla katowiczan. Antoni Kozubal przerzucił piłkę na lewą stronę boiska do Mateusza Marca, który zbiegł do środka pola karnego i strzelił prawą nogą. Piłka odbiła się rykoszetem od Konrada Wrzesińskiego i zmyliła Ołeksija Szewczenkę.
W 62. minucie po podaniu Artema Polarusa Arkadiusz Jędrych w polu karnym sfaulował Dominika Sokoła. Sędzia Łukasz Szczech podyktował rzut karny, ale Zagłębie nawet z 11 metrów nie potrafiło strzelić bramki. Po strzale Michała Janoty futbolówka minęła bramkę Dawida Kudły. Sam Janota został zdjęty z boiska 7 minut później, a chwilę wcześniej na murawie pojawił się w zespole gości Christian Aleman. Ekwadorczyk ustalił wynik spotkania w 74. minucie po składnej akcji gości, w której nasi zawodnicy wykazali się sporą nieporadnością. Adrian Błąd z pierwszej piłki zagrał do Alemana, a ten w polu karnym nawinął Maksymiliana Rozwandowicza i strzałem lewą nogą w krótki róg pokonał Ołeksija Szewczenkę.
Zagłębie stać było tylko na dwa celne strzały. W 85. minucie po uderzeniu Kamila Bilińskiego Dawid Kudła sparował piłkę na słupek, a dwie minuty później były bramkarz Zagłębia złapał piłkę uderzoną z dystansu przez Deana Guezena. To było kolejne przykre popołudnie na ArcelorMittal Park.
zaglebie.eu – Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 0:4 (0:1). Porażka wagi ciężkiej!
W wielkanocny poniedziałek Zagłębie przegrało prestiżową potyczkę z GKS-em Katowice aż 0:4. To wstydliwa porażka wagi ciężkiej, która bardzo boli kibiców sosnowiczan.
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.


Najnowsze komentarze