Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Multisekcyjny przegląd mediów: Czapki z głów! „GieKSa” bije faworyta i pisze historię katowickiego hokeja!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Korzystając z przerwy reprezentacyjnej zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, hokeja na lodzie i siatkówki GieKSy.

Najwięcej radości dostarczyli nam hokeiści, którzy awansowali do Final Four Pucharu Kontynentalnego.

 

 

PIŁKA NOŻNA

 

sportdziennik.pl – Bezbramkowo przy Bukowej w „przeglądzie kadr”

Obydwa kluby „wysłały” na reprezentacyjne zgrupowania (choć oczywiście wyłącznie w kategoriach młodzieży) po paru zawodników, ale trenerzy w sparingu, rozegranym na głównej płycie, i tak przyjrzeli się sporej grupie piłkarzy, których mają w szerokich kadrach swych drużyn.

Marcin Brosz „rzucił” na murawę w wyjściowym składzie kilku uczestników ostatniego meczu ligowego zabrzan – z tercetem Hiszpanów na czele. Dariusz Dudek z kolei sobotnich zwycięzców z Bielska-Białej nie wziął nawet na ławkę (posadził za to na niej klubową młodzież z akademii), desygnując do gry tych, którzy mają „ludzi pierwszego wyboru” naciskać.

Z owym naciskaniem wyszło dość średnio, nawet jeśli uzna się, iż bezbramkowy remis z przedstawicielem ekstraklasy (a więc i gra „na zero z tyłu”) to dla GieKSy wynik niezły. Nie uciekając w analizę gry zmienników warto odnotować, że po raz pierwszy po półrocznej przerwie zagrał (i wytrzymał 90 minut) Mateusz Mączyński, w związku z czym Simon Kupec – nominalny lewy obrońca – chyba po raz pierwszy w szeregach GKS-u był środkowym obrońcą.

 

polskapilkakobiet.pl – Po świetnym widowisku wygrana Medyka

Kibice zobaczyli bardzo wyrównany mecz. Mecz był toczony w szybkim tempie i mógł się podobać kibicom. Gospodynie nie przestraszyły się utytułowanych przeciwniczek i podjęły walkę na boisku. Mecz był bardzo wyrównany. Co prawda po 21 minutach był już 2:0 dla Medyka ale Katowiczanki podjęły walkę z rywalkami.

[…] W drugiej połowie w 63 minucie z rzutu karnego bramkę na 3:1 dla Medyka strzeliła Natalia Chudzik. Zawodniczki z Katowic nadal starały się zmienić rezultat meczu stwarzając sobie kilka dobrych sytuacji bramkowych. Końcówka meczu to walka na całym boisku. W 82 minucie meczu sędzia nie odgwizdała ewidentnego karnego dla Medyka po faulu na Nikol Kaletce. W 90 minucie meczu sędzia odgwizdała rzut karny po faulu na Natalii Chudzik, którego nie wykorzystała Nikol Kaletka. Ostatecznie mecze zakończył się wygraną Medyka 3:1.
Brawa dla zawodniczek obu zespołów za stworzenie bardzo dobrego widowiska. To była prawdziwa wizytówka piłki nożnej kobiet.

 

 

SIATKÓWKA

 

sportdziennik.pl – GKS Katowice z porażką w Bydgoszczy

Chemik Bydgoszcz okazał się lepszy od GKS-u Katowice i pokonał rywala w czterech setach.

GKS Katowice, podobnie jak rywal potrzebował zwycięstwa. Oba zespoły traktowały ten mecz, jako szansę na przełamanie serii porażek.

W sobotnim pojedynku lepsi okazali się gospodarze, którzy przez całe spotkanie byli niesamowicie skoncentrowani i pokonali rywali z Katowic 3:1. Tym samym dopisali do swojego konta komplet punktów.

 

 

HOKEJ NA LODZIE

 

dziennikzachodni.pl – Belfast Giants – Tauron KH GKS Katowice 2:4. GieKSa awansowała do finału Pucharu Kontynentalnego! W decydującym meczu pokonała gospodarzy

[…] Katowiczanie zaczęli turniej od historycznej wygranej z włoskim Ritten Sport 4:0. W drugim meczu turnieju w Belfaście GKS przegrał z Medvescakiem Zagrzeb 2:3. Po ostrym starciu w piątkowym spotkaniu Michał Rybak trafił do szpitala na obserwację. U napastnika Katowickiej drużyny zdiagnozowano delikatne wstrząśnienie mózgu.
[…] W pierwszym sobotnim meczu Medvescak pokonał Ritten 3:1. To oznaczało, że GieKSa musi wygrać z Giants, aby awansować do kolejnej rundy. Gospodarze turnieju przystąpili do meczu z katowiczanami z kompletem punktów – wcześniej wygrali z Ritten 6:2 i Medvescak 4:0. W meczu przeciw Giants GieKSa przegrywała po I tercji. Na początku II części katowiczanie się zagapili i Darcy Murphy podwyższył prowadzenie irlandzkiej drużyny. To jednak nie załamało ekipy z Katowic. Po bramkach Mikołaja Łopuskiego i Jesse Rohtli po dwóch tercjach był remis 2:2. Trzecią tercję wicemistrz Polski rozpoczął od przewagi 5 na 3, ale gospodarze nie dali sobie strzelić bramki. W 45. minucie jednak padł gol dla gości, którzy grali 5 na 4 i ponownie na listę strzelców wpisał się Łopuski.
[…] Gospodarze zaciekle atakowali, a w ostatniej minucie wycofali bramkarza. GieKSa trafiła do pustej bramki i wygrała 4:2. Mikołaj Łopuski został wybrany najlepszym zawodnikiem meczu.
[…] Hokeistom GKS-u w Irlandii Północnej towarzyszyła grupa kibiców, których postawa została zauważona przez klub. Działacze postanowili im podziękować.

„Ważny komunikat. Jesteśmy pod wielkim wrażeniem wsparcia kibiców w Belfaście. Dlatego wszyscy fani GieKSy, którzy okażą w styczniu w „Satelicie” bilety z Pucharu Kontynentalnego, otrzymają od nas upominek!” – napisano na klubowej stronie.

 

sport.tvp.pl – Hokejowy Puchar Kontynentalny: GKS Katowice awansował do Final Four

Hokeiści Tauronu KH GKS Katowice wygrali z północnoirlandzkim zespołem Belfast Giants 4:2 (0:1, 2:1, 2:0) w ostatnim meczu turnieju 3. rundy Pucharu Kontynentalnego rozgrywanego w Belfaście. Obie drużyny awansowały do Final Four.

[…] Po 21 minutach sobotniego meczu GKS przegrywał 0:2, ale potem zespół trenera Toma Coolena zdołał odwrócić losy rywalizacji, co pozwoliło katowiczanom zająć drugie miejsce w turnieju. Ostatnią bramką Janne Laakkonen zdobył 51 sekund przed końcową syreną, kiedy gospodarze wycofali bramkarza.
Mecz zgromadził na trybunach SSE Arena w Belfaście 5618 widzów. Część z nich po trafieniu Laakkonena zaczęła opuszczać widownię.

 

hokej.net – Puchar Kontynentalny: GKS Katowice z awansem do turnieju finałowego

Yes, yes, yes! Dziś ten kultowy tekst, wypowiedziany przez byłego polskiego premiera, mogą wykrzyczeć zawodnicy i kibice Tauronu KH GKS-u Katowice. Wicemistrzowie Polski pokonali Belfast Giants 4:2 i wywalczyli awans do Turnieju Finałowego Pucharu Kontynentalnego.

Zespół Toma Coolena rozegrał fantastyczne spotkanie. Naprzeciwko hokeistów z Polski stanęła niepokonana w czasie turnieju ekipa gospodarzy z Belfastu. Katowiczanie grali dobrze od początku meczu, ale bramki zdobywali ich rywale.

Joshua Roach po 10 minutach dał „Gigantom” prowadzenie 1:0, a Darcy Murphy zaraz po rozpoczęciu drugiej tercji wykorzystał gapiostwo „GieKSy” pod własną bramką. W tym momencie sytuacja wyglądała już bardzo źle. Niby GKS grał dobrze, a bramki wpadały tylko dla rywali. Katowiczanie potrzebowali już co najmniej 3 trafień, żeby spełnił się ich sen.

Mądry, poukładany hokej w wykonaniu wicemistrzów Polski zaczął procentować. Posypały się kary dla zawodników Adama Keefe’a. Jedną z takich sytuacji wykorzystał wybrany najbardziej wartościowym graczem meczu Mikołaj Łopuski. Jeszcze przed przerwą „GieKSa” zdołała wyrównać wszystkie straty.

[…]Katowiczanie poczuli, że sukces jest na wyciągnięcie ręki. Wykorzystali kolejny okres gry w przewadze. Krążek do Łopuskiego dograł Patryk Wronka i sprawa wygranej w tym meczu przybrała całkiem realne kształty. Gospodarze rzucili się do szaleńczych ataków. Te jednak nie przynosiły oczekiwanych rezultatów.

Keefe odwołał Tylera Beskorowanego z bramki, dodając kolejnego zawodnika, aby wzmocnić siłę rażenia w ataku. Ponadto wziął czas, chcąc przekazać swoim podopiecznym jak rozegrać ostatnie sekundy, by doprowadzić do wyrównania. Hokeiści GKS-u zniweczyli wszystkie plany rywali strzałem Jaane Laakkonena do pustej bramki.

Wicemistrz Polski wykonał plan, o którym odważnie mówił przed wylotem do Belfastu. Teraz pozostaje tylko czekać na informacje o tym, z kim i gdzie przyjdzie zmierzyć się katowiczanom w ostatecznej rozgrywce o Puchar Kontynentalny.

 

sportslaski.pl – Czapki z głów! „GieKSa” bije faworyta i pisze historię katowickiego hokeja!

Kapitalny występ katowickiego Tauron KH GKS-u na zakończenie półfinałowego turnieju o Puchar Interkontynentalny w Belfaście. Podopieczni Toma Coolena bo wspaniałym widowisku wygrali z dotychczasowym liderem grupy E, ekipą Giants Belfast i meldują się w finałach całych rozgrywek!

Katowiczanie, którzy w piątek przegrali swój mecz z chorwackim Medvescakiem, potrzebowali cudu by awansować zakwalifikować się do finałowego turnieju całego cyklu. Cudu, bo gospodarze – Giants Belfast – jako bezapelacyjny faworyt całego turnieju mogli wydawać się dla katowiczan ekipą nie do pokonania. Tymczasem tylko zwycięstwo w trzech tercjach dawało wicemistrzom Polski szansę awansu do decydującej fazy całego cyklu.
„GieKSa” mocno zaczęła sobotnie spotkanie. W pierwszych fragmentach bramkę przeciwnika atakowali Patryk Wronka, Grzgorz Pasiut i Filip Starzyński, którym nie udało się skierować „gumy” do bramki Irlandczyków. Gospodarze przetrwali napór Polaków, a później sami objęli prowadzenie.

[…] Katowiczanie wzięli się do odrabiania strat i na przestrzeni trzech minut dogonili wyżej notowanego przeciwnika. Najpierw indywidualny popis zanotował Mikołaj Łopuski, niespełna 180 sekund później swojego gola zdobył Jesse Rohtla. Polska drużyna poczuła, że jest w stanie sprawić sensację, tym bardziej, że w końcówce drugiej tercji karę meczu za atak kolanem otrzymał Kevin Raine.

Trzecią odsłonę katowiczanie zaczęli od gry w przewadze 5:3. Dwoił się i troił Pasiut, ale nie udało mu się dać prowadzenia swojemu zespołowi. Kiedy Irlandczycy szykowali się do gry w komplecie akcję Patryka Wronki celnym uderzeniem wykończył Łopuski. O tym, czy zaliczyć trafienie sędziowie decydowali po analizie video. Teraz trzeba było jeszcze obronić prowadzenie, co utrudniały kolejne kary dla polskiego zespołu. Za kolejne przewinienia przymusowy odpoczynek zaiczali Maciej Urbanowicz, Dusan Devecka i Filip Starzyński, ale w bramce kawał dobrej roboty wykonywał Kevin Lindskoug.
„GieKSa” wytrzymała potężny napór zespołu z Belfastu, a na minutę przed końcową syreną postawiła kropkę nad „i”. Do pustej bramki po wycofaniu bramkarza przeciwnika trafił Janne Laakkonen. Podopieczni trenera Coolena piszą kawał historii katowickiego hokeja i meldują się w finałach Pucharu Kontynentalnego!

Portal GieKSa.pl tworzony jest od kibiców, dla kibiców, dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą o wsparcie poprzez:

a/ przelew na konto bankowe:

SK 1964
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533

b/ wpłatę na PayPal:

E-mail: [email protected]

c/ rejestrację w Superbet z naszych banerów.

Dziękujemy!

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kibice Piłka nożna

Radomiak Radom kibicowsko

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Warchoły, bo tak potocznie nazywa się kibiców Radomiaka Radom, są naprawdę starą i solidną ekipą kibicowską na piłkarskiej mapie Polski. Ich wizerunkowy problem polegał na tym, że nie grali 36 lat w Ekstraklasie, więc nie było za bardzo możliwości, by o nich usłyszeć. W latach 90., kiedy kształtowały się wszystkie chuligańskie składy, Zieloni grali na poziomie obecnej II i III ligi, siejąc spustoszenie po okolicznych miejscowościach.

Ich żywot na trybunach zapoczątkował się pod koniec lat 70., a na dobre weszli w kibicowską mapę Polski w latach 80. Od zawsze byli pozytywni nastawieni do Legii Warszawa, natomiast wzajemna nienawiść między miastami Kielce – Radom, sprawiła, że z Koroniarzami mają do dziś największą kosę.

W sezonie 1984/1985, który był ich wtedy jednosezonowym epizodem, a my graliśmy ze sobą ostatni raz, zawarli zgodę z Legią, jadąc do stolicy w 1000 głów. Przyjaźń ta nie przetrwała ze względu na ostatnią kolejkę sezonu, w której Legia zremisowała  z Pogonią Szczecin, przez co Portowcy utrzymali się w elicie, zaś Warchoły spadli z ligi.

W 1994 roku była ponowna próba nawiązania sztamy z Legią, jednak kością niezgody była Pogoń, z którą Legioniści kilka miesięcy wcześniej odnowili zgodę i fani z Radomia mieli w pamięci, przez kogo spadli z ligi, więc temat poszedł w zapomnienie.

Przez cały kolejny okres kibicowski fani Radomiaka związali się jedynie układem chuligańskim z GKS-em Bełchatów i Stalą Rzeszów, ale czas zweryfikował, że do siebie nie pasowali i relacje zostały zakończone. Okres bycia osamotnioną ekipą nie oznaczał, że stali w miejscu. Klub się piął w górę i grali na zapleczu Ekstraklasy, a dzięki temu, że polska scena kibicowska się mocno rozwijała, to dorobili się solidnych fan clubów takich ekip jak: Polonia Iłża, Proch Pionki czy Szydłowianka Szydłowiec (wszystkie już wymarły), które w swoim „primie” mocno się udzielały w regionie i trwała ciekawa regionalna rywalizacja z koalicją Broni Radom i Powiślanki Lipsko.

Odnośnie do derbowego rywala – Chłopców z placu Broni, którzy w latach 90. mieli naprawdę solidną bandę i dobrze funkcjonowali. W 2004 roku było apogeum wyjaśnienia kto „nosi spodnie” w mieście. Podczas derbów Broń – Radomiak, Zieloni wjechali na stadion gospodarzy i zajęli ich młyn, śpiewając: „Nie ma już Broni, w Radomiu nie ma już Broni”. Na uratowanie honoru gospodarzy wybiegła garstka kibiców Broni na przegrane starcie, ale było już po wszystkim. Po tym meczu ówczesna zgoda Broni – Hutnik Kraków podziękował im za przyjaźń.

Wiosną 2016 roku Radomiak zawarł układ chuligański z warszawską Legią, a finałem był mecz Radomiak – Siarka Tarnobrzeg jesienią 2017 roku, gdzie ogłoszono kibicowskiej Polsce, że Radom i Warszawę łączy sztama.

Nasze relacje z Radomiakiem ciężko opisać… Ostatni mecz ligowy na Bukowej graliśmy w październiku 1984 roku, czyli chwilę po tym jak Blaszok został oddany do użytku. Wtedy „luksusowa” trybuna i nikt nie zakładał, że będzie to siedlisko jednych z najwierniejszych grup kibicowskich w Polsce, które wyznaczą standardy, czym jest niezłomność w walce o swój klub.

W maju 1996 roku podczas meczu z Legią Warszawa, kiedy dostaliśmy sromotne lanie 0:5, doszło do zakończenia zgody z Avią Świdnik, która przyjeżdżając, usłyszała, że nic już nas nie łączy i nieświadoma tego dnia ekipa Radomiaka zawitała „po zgodę”, ale nie znalazła uznania ani chętnych do przybicia tej relacji, mimo bycia goszczonym wielokrotnie w Katowicach.

Jesienią 1996 roku na Bukowej odbył się mecz reprezentacji Polski z Mołdawią, który wygraliśmy 2:1, a samo spotkanie miało historyczny moment na naszym obiekcie, gdyż został wprowadzony przepis, że na meczach reprezentacji mogą obowiązywać tylko i wyłącznie biało-czerwone barwy, do których oczywiście nie wszyscy się zastosowali. Na Blaszoku (przy pełnym stadionie) zasiadło mnóstwo ekip, ale to chuligani GieKSy byli w tym dniu gospodarzami swojej trybuny i widząc 50-osobową ekipę Radomiaka w sektorze A, stojącą razem ze Stomilem Olsztyn i Polonią Bydgoszcz, wpadli w nich, przez co doszło do mocnej awantury, zaś „goście” musieli zostać wyprowadzeni przez policję ze stadionu. Na „pożegnanie” nasi chuligani wybili szyby w ich autokarze i niemal go wywrócili.

Jesienią 2016 roku los skrzyżował nas w Pucharze Polski, ale wtedy Szaleńcy z Bukowej nie mogli zawitać z powodu „remontu sektora gości”, co w późniejszych latach stało się mottem działaczy z Radomia. Obecnie Radomiak posiada nowy obiekt, powstał sektor gości, ale… nikt na nim nie zasiada. Miasto jest specyficznie uzależnione politycznie od służb mundurowych, które skutecznie wpływają na działaczy, przez co fani Radomiaka na meczach domowych bawią się sami. Jedynie mecz zgodowy z Legią Warszawa ma inny charakter widowiska, przez wspólny doping na jednej trybunie.

Do zobaczenia na Bukowej, bo Warchoły pierwszy i ostatni raz usłyszą huk z Blaszoka!

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Ekstraklasa zawitała na Bukową

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Ekstraklasa znowu na Bukowej. Pierwszy mecz GieKSa niestety przegrała z Radomiakiem Radom. Zapraszamy do fotorelacji z tego spotkania.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Pierwsze śliwki – robaczywki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i wielki mecz za nami. Doświadczyliśmy tego – niektórzy po raz pierwszy w życiu, inni po niemal jednej piątej wieku. Na Bukową zawitała ekstraklasa. Wspomniani w felietonie przedmeczowym Marcin Rosłoń i Kamil Kosowski musieli przeżyć niezły szok zasiadając na szczycie Trybuny Głównej, na miejscach prasowych. Obdrapanych z farby, z powiewem oldchoolu.

– To jest Bukowa, tu się żyje! – powiedział ten pierwszy na zakończenie transmisji Canal Plus, dając do zrozumienia, że poczuł ten już tak rzadki klimat dawnych czasów.

Morze ludzi na stadionie już długo przed meczem, ta żółta armia kibiców spragnionych wielkiego futbolu. Historia za chwilę miała dziać się na naszych oczach. Wielu kibiców spotykało dawno niewidziane twarze. Jak choćby autor tegoż felietonu, który mecz obserwował w towarzystwie swojego kolegi z podstawówki, z którym to przecież onegdaj na mecze ligowe się jeździło regularnie (pozdro Krzysiu!).

Piękna oprawa spotkania i mogliśmy grać. Niespotykane było to, że w początkowej fazie meczu nawet Główna stała, dopiero potem zaczęliśmy siadać. Czuć było, że to coś zupełnie innego niż te początki wszystkich poprzednich sezonów z 19 lat. No, może poza spotkaniem ze… Źródłem Kromołów w 2005 roku. Jakkolwiek by to dziwnie nie brzmiało, wtedy mieliśmy narodziny nowej GieKSy, które podczas tego czwartoligowego meczu zostały godnie uczczone.

Teraz to było ukoronowanie tego całego okresu i nagroda za te wszystkie lata. Będę utrzymywał, że wynik tego meczu miał drugorzędne znaczenie. Oczywiście punkty w lidze będą na pierwszy miejscu, ale ta inauguracja była po to, by ją po prostu przeżyć. Poczuć zapach ekstraklasy, poczuć klimat wielkiej piłki w Katowicach.

Dlatego apeluję o rozwagę przy ocenach za to spotkanie, bo czytając na forum wypowiedzi pomeczowe kibiców – oczy trochę więdły. Zasłużona krytyka po tym meczu – jak najbardziej, jednak defetystyczna narracja i rozprzestrzenianie widma bezdyskusyjnego spadku powodowała, że można było sobie zadać pytanie, czy niektórzy odnotowali w ogóle fakt awansu. Narracja ta niczym się bowiem nie różniła od wieloletnich na zapleczu elity. Można wręcz odnieść wrażenie, że choćbyśmy grali z Realem Madryt i przegrali np. 0:4, to psioczenie na tego czy tamtego, że się nie nadaje, że błędy trenera, byłoby wyraźne.

Nie chodzi o to, że chcę i zamierzam bronić kogokolwiek. Chodzi mi tylko o tę narrację. W meczu z Radomiakiem mieliśmy aspekty pozytywne i negatywne. I choć przed meczem mogliśmy oczekiwać wygranej z podobno zkryzysowanym Radomiakiem, to jednak ostatecznie – mimo przegranej – mecz ten pokazał, że z drużynami tego pokroju jesteśmy w stanie rywalizować.

Katowiczanie wykreowali sobie okazje bramkowe, stworzyli kilka dynamicznych, ciekawych akcji, a indywidualne wejście Rogali ze skrzydła było wręcz spektakularne. W drugiej połowie GKS zdominował Radomiak i przy odrobinie szczęścia mógł doprowadzić do wyrównania. Gra na czas rywali także dowodziła tego, że po prostu boją się o wynik. Choć i w ofensywie mogło być lepiej, to trzeba przyznać, że było całkiem nieźle.

Gorzej było z defensywą. Nasz zespół dawał się stłamsić i wepchnąć we własne pole karne, zawodnicy nie potrafili wybić piłki i zażegnać nawałnicy piłkarzy Baltazara. W zasadzie obie bramki padły po tego typu sytuacjach. Coraz bardziej pachniało bramką dla rywali, ten wskaźnik dochodził do czerwoności – aż następowało przesilenie – gol.

Nie chcę dywagować o personaliach, bo każdy widział, co się działo. Trener też starał się reagować (już w przerwie) i zapewne sam musi zobaczyć, kto się sprawdza na ekstraklasowym poziomie, a kto nie. Faktem jest, że na pierwszy mecz w ekstraklasie wyszliśmy tylko dwoma nowymi zawodnikami – Klemenzem i Galanem. No może trzema, bo Baranowicz był tak jakby nowy. Czy to była forma nagrody dla poszczególnych piłkarzy za awans – nie wiadomo. W kolejnych meczach jednak najprawdopodobniej proporcje nowych i starych zawodników będą już bardziej zbalansowane.

Widać było, że ekstraklasowe granie to inna para butów. W pierwszej połowie Radomiak pokazał ogranie, technicznie też byli niczego sobie. Trzeba się przystosować do nowych okoliczności. Pierwsza liga to był styl życia, Ekstraklasa też nim będzie – tylko innego rodzaju.

Nie ma co psioczyć, tylko zakasać rękawy i działać. Następne spotkanie gramy ze Stalą Mielec, rywalem wydaje się w naszym zasięgu. Ale to wszystko kwestia względna. Nie wiemy tak naprawdę, jaki poziom względem GKS mają rywale. Musimy więc organoleptycznie się o tym przekonać.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga