Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: GKS Katowice wygrywa w sparingu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Klaudia Słowińska i Julia Włodarczyk przedłużyły kontrakty z Klubem. Z kolei Gabriela Grzybowska nie przedłużyła umowy z GieKSą. Drużyna męska rozpoczęła w ubiegły poniedziałek przygotowania do nowego sezonu. Od minionej środy zespół przebywa na zgrupowaniu w Opalenicy, gdzie rozegrał pierwszy sparing. Przeciwnikiem była ekipa FC Košice ze słowackiej ekstraklasy. GieKSa wygrała 3:0 (2:0). Nowym piłkarzem został Maciej Rosołek, a Mateusz Marzec przedłużył kontrakt do czerwca 2027 roku. Klub nie przedłuży kontraktów z Jakubem Kaduk oraz Przemysławem Pęksa.

W sekcji siatkówki podpisano umowę z Bartoszem Schmidtem.

W sekcji hokeja na lodzie podpisano umowę z Zackiem Hoffmanem oraz Juho Koivusaari.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Mistrzynie Polski przedłużyły kontrakty z klubem!

Mistrzynie Polski Klaudia Słowińska i Julia Włodarczyk przedłużają kontrakty z klubem. To kolejne piłkarki, które zdecydowały się bronić tytułu!.

Jak oficjalnie poinformowała strona Mistrzyń Polski na portalu społecznościowym Facebook, Reprezentantka Polski Klaudia Słowińska i Julia Włodarczyk zdecydowały się pozostać w klubie. Same zawodniczki z tej okazji nagrały specjalny spot, który można znaleźć tutaj!

W tym filmie obie narysowały portrety koleżanki i podpisały je cyfrą roku do którego będzie obowiązywał ich nowy kontrakt, czyli do sezonu 2026/2027!

Piłkarki są podstawowym wyborem u trenerki Karoliny Koch. Pomocniczki zanotowały w barwach żółto-czarnych ponad 48 spotkań, w których zanotowały odpowiednio 10 i 8 bramek.

To jest kolejna dobra wiadomość dla sztabu trenerskiego, bo wcześniej kontrakt przedłużyła z klubem Julia Langosz.

 

infokatowice.pl – GieKSa przygotowuje się w Opalenicy do nowego sezonu

Drużyna prowadzona przez Rafała Góraka kontynuuje przygotowania do jesiennej części sezonu 2025/2026 PKO BP Ekstraklasy. Od 18 do 27 czerwca GKS Katowice przebywa na obozie treningowym w Opalenicy. W trakcie zgrupowania zaplanowano dwa sparingi – pierwszy odbędzie się 21 czerwca przeciwko FC Kosice, a drugi 25 czerwca z Pogonią Szczecin.

Na zgrupowanie pojechało 25 zawodników. Do zespołu w późniejszym terminie dołączą Oskar Repka, który po zgrupowaniu reprezentacji Polski i ślubie otrzymał dodatkowy urlop, oraz Mateusz Kowalczyk – wracający z Mistrzostw Europy U-21. Na początku przyszłego tygodnia dołączy również Adam Zrel’ák, który na razie trenuje indywidualnie, pracując nad powrotem do pełnej sprawności.

W kadrze znalazł się Mateusz Marzec – pomocnik, który właśnie przedłużył kontrakt z klubem na kolejne dwa lata. Sztab szkoleniowy zabrał też na obóz młodych graczy z Akademii „Młoda GieKSa”: bramkarza Sylwestra Marcola oraz pomocników Nikodema Powroźnika i Miłosza Swatowskiego. Z kolei Przemysław Pęksa i Jakub Kaduk nie znaleźli się wśród powołanych – ich umowy z klubem wygasają z końcem czerwca.

Po zakończeniu zgrupowania GKS Katowice będzie kontynuować przygotowania na własnych obiektach. Przed rozpoczęciem rozgrywek zaplanowano jeszcze sparingi ze Stalą Rzeszów i Sigmą Ołomuniec. Inauguracyjne spotkanie w ramach PKO BP Ekstraklasy odbędzie się w sobotę, 19 lipca, o godzinie 20:30 – na Arenie Katowice GieKSa podejmie Raków Częstochowa.

Skład GKS-u na zgrupowanie w Opalenicy:

Bramkarze: Dawid Kudła, Sylwester Marcol, Rafał Strączek, Patryk Szczuka

Obrońcy: Alan Czerwiński, Konrad Gruszkowski, Bartosz Jaroszek, Arkadiusz Jędrych, Märten Kuusk, Lukas Klemenz, Grzegorz Rogala, Łukasz Trepka, Marcin Wasielewski

Pomocnicy: Adrian Błąd, Alan Bród, Kacper Ćwielong, Borja Galan, Mateusz Kowalczyk, Nikodem Powroźnik, Miłosz Swatowski, Kacper Łukasiak, Mateusz Marzec, Sebastian Milewski, Bartosz Nowak, Oskar Repka, Marcel Wędrychowski

Napastnicy: Maciej Rosołek, Adam Zrel’ák

 

weszlo.com – Maciej Rosołek ma nowy klub. Ale zostaje w okolicach Gliwic

Dwuletni kontrakt podpisał z GieKSą Maciej Rosołek, który przenosi się do Katowic z pobliskich Gliwic. Napastnik spróbuje zastąpić Sebastiana Bergiera, po tym, jak tamten postanowił kontynuować swoją karierę w Łodzi.

GKS Katowice w ubiegłym sezonie spisał się bardzo dobrze. W roli beniaminka finiszował na wysokim, ósmym miejscu. Duża w tym zasługa trenera Rafała Góraka, który poprowadził swoich piłkarzy do, nie bójmy się tego określenia, małego sukcesu.

Chwalony za wykonywaną pracę szkoleniowiec potrafił wykrzesać z nie najlepszej na papierze kadry pokłady nieodkrytej dotąd jakości i osiągnął naprawdę niezłe rezultaty. Możliwe więc, że Rosołek wybiera bardzo dobry dla siebie kierunek i wkrótce on także sporo zyska na współpracy z trenerem Górakiem.

23-letni napastnik w ubiegłym sezonie zagrał w 32 spotkaniach na poziomie Ekstraklasy. Dla Piasta Gliwice zdobył cztery gole i zanotował trzy asysty.

 

katowice.tvp.pl – GKS Katowice wygrywa w sparingu. Skuteczni debiutanci

Piłkarze ekstraklasowego GKS Katowice pokonali piąty zespół słowackiej elity FC Koszyce 3:0 (2:0) w swoim pierwszym letnim sparingu, rozegranym podczas zgrupowania w Opalenicy.

Bramki zdobyli Bartosz Nowak (28), Maciej Rosołek (45) i Nikodem Powroźnik (65).

W sobotę po raz pierwszy w barwach GKS zagrał Rosołek, który w poprzednim sezonie był zawodnikiem Piasta Gliwice. Kilka dni wcześniej podpisał dwuletni kontrakt z katowickim klubem.

Autor trzeciego gola Powroźnik to były gracz klubowej akademii.

W okresie przygotowawczym GKS rozegra cztery mecze sparingowe. Kolejnymi rywalami będą ekstraklasowa Pogoń Szczecin, pierwszoligowa Stal Rzeszów oraz Sigma Ołomuniec (szósty zespół czeskiej elity).

 

transfery.info – Zdobywca pierwszej bramki po awansie GKS-u Katowice do Ekstraklasy zostaje

GKS Katowice poinformował o przedłużeniu umowy z Mateuszem Marcem.

Nowe porozumienie pomocnika będzie obowiązywało przez dwa kolejne lata, a więc do końca sezonu 2026/2027.

Mateusz Marzec zasilił szeregi GKS-u Katowice w styczniu 2023 roku na zasadzie transferu definitywnego z Ody Opole. Premierowa runda po przenosinach wewnątrz pierwszoligowych rozgrywek to w jego wykonaniu piętnaście występów, które okrasił zdobyciem bramki.

W następnej kampanii 30-latek miał bezpośredni udział przy ośmiu golach (sześć trafień plus dwa ostatnie podania), pomagając drużynie w wywalczeniu awansu na najwyższy poziom ligowy.

Podczas domowego meczu z Radomiakiem Radom Marzec na zawsze zapisał się w kartach historii katowickiego klubu – został bowiem autorem pierwszego gola po powrocie „GieKSy” do Ekstraklasy.

Trener Rafał Górak korzystał z usług tego gracza w 31 spotkaniach. Tylko w dwóch, pucharowych potyczkach przeciwko Bruk-Bet Termalice Nieciecza i Unii Skierniewice, postawił na niego w wyjściowej jedenastce.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Pierwszoligowcy się zbroją. Ciekawe transfery na zapleczu PlusLigi

Karuzela transferowa działa w pełni nie tylko w najwyższych klasach rozgrywkowych. Również pierwszoligowe kluby przygotowują się do nowego sezonu. Tydzień otworzyło kilka informacji transferowych z podwórka na zapleczu PlusLigi.

[…] GKS Katowice ma skompletowaną formację środkowych na nowy sezon. Ostatnim zawodnikiem, którego pozyskał katowicki klub jest Bartosz Schmidt. 33-letni zawodnik w latach 2022-2025 reprezentował klub Norwid Częstochowa, z którym w 2023 roku wygrał rozgrywki I ligi i awansował do PlusLigi. W dwóch ostatnich sezonach Schmidt rozegrał dla klubu z Częstochowy łącznie 37 spotkań, w których zdobył 113 punktów, w tym 26 blokiem.

 

HOKEJ

hokej.net – Ma potężne warunki fizyczne i nie boi się twardej gry. Oto nowy defensor GieKSy

Drugi transfer GKS-u Katowice stał się faktem. Do ekipy wicemistrzów Polski dołączył Zack Hoffman, który podpisał roczny kontrakt.

Hoffman ma 27 lata i urodził się w kanadyjskim miasteczku Newcastle, w prowincji Ontario. Jest obrońcą i dysponuje dobrymi warunkami fizycznymi (191 cm, 92 kg), z których potrafi zrobić użytek. Gra prawym uchwytem kija.

Jego poważna przygoda z hokejem rozpoczęła się od występów w kanadyjskiej lidze akademickiej USport.

W latach 2022-2025 grał w East Coast Hockey League, czyli na trzecim szczeblu profesjonalnych rozgrywek za oceanem po NHL i AHL. W 172 meczach zdobył 6 bramek i zanotował 23 asysty, a na ławce kar spędził 171 minut. W klasyfikacji plus/minus wypadł na -27.

Miniony sezon Zack Hoffman spędził w barwach trzech klubów: Rapid City Rush i Bloomington Bison z ECHL, a także Guildford Flames z brytyjskiej EIHL. Ogółem rozegrał 63 spotkania, trzykrotnie trafił do siatki i zaliczył 9 kluczowych zagrań.

– Zack to obdarzony bardzo dobrymi warunkami fizycznymi, twardo grający obrońca. Liczymy na to, że szybko wkomponuje się do drużyny i da sporą jakość gry, szczególnie w naszej tercji obronnej – powiedział Roch Bogłowski, dyrektor hokejowej sekcji GKS-u Katowice.

 

Prosto z fińskiego ekstraligowca! Wicemistrzowie Polski pozyskali napastnika

Szefostwo GKS-u Katowice dokonało trzeciego transferu przed rozpoczęciem sezonu 2025/2026. Do ekipy wicemistrzów Polski dołączył Juho Koivusaari.

Koivusaari (180 cm, 78 kg) ma 26 lat i urodził się w Helsinkach. Jest napastnikiem, gra prawym uchwytem kija, a jego zaletami są dobra jazda na łyżwach i dynamika.

Do tej pory występował wyłącznie w swojej ojczyźnie. Rozegrał 28 meczów w fińskiej Liidze (2 bramki) i 145 spotkań na jej bezpośrednim zapleczu, w których strzelił 41 goli i zanotował 38 asyst.

W sezonie 2022/2023 z zespołem Kiekko-Espoo zdobył mistrzostwo ligi Mestis.

W minionych rozgrywkach również występował w drużyniez Espoo, która również występowała na ekstraligowych taflach. Zajęła ona ósme miejsce po sezonie zasadniczym i odpadła w pierwszej rundzie fazy play-off. W 25 starciach dwukrotnie wpisał się na listę strzelców.

– Juho po raz pierwszy zagra poza swoim ojczystym krajem, ale liczymy na to, że szybko zaaklimatyzuje się w nowej drużynie. Jego dynamika i etyka pracy powinny dać wymierne efekty po obu stronach tafli – powiedział Roch Bogłowski, dyrektor hokejowej sekcji GKS-u Katowice.

Kadra GKS-u Katowice na sezon 2025/2026

Bramkarz:

Michał Kieler

Obrońcy:

Zack Hoffman, Aleksi Varttinen, Travis Verveda, Kacper Maciaś i Błażej Chodor

Napastnicy:

Juho Koivusaari, Ian McNulty, Jean Dupuy, Stephen Anderson, Brandon Magee, Mateusz Bepierszcz, Mateusz Michalski, Jakub Hofman, Jonasz Hofman.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Projekt GKS Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Latem 2019 roku na swoją drugą kadencję przybył do GieKSy Rafał Górak. Trener, który miał coś do udowodnienia wszystkim związanym z katowicką piłką. Zadania podjął się ekstremalnie trudnego. GieKSa właśnie spadła do drugiej ligi – po kilku latach marzeń i nadziei na awans do ekstraklasy, zakończyło się zmianą ligi – ale w drugą stronę. To był dla nas wszystkich koszmar. Zamiast do Warszawy, Poznania czy Zabrza mieliśmy jeździć do Legionowa, Wejherowa czy Stargardu. Marzenia o najwyższej klasie rozgrywkowej trzeba było odłożyć i ratować, co się da.

Jak wielką otchłanią była ta sytuacja… Pierwszy mecz w drugiej lidze u siebie ze Zniczem Pruszków został przegrany, a do przerwy dostaliśmy trzy gongi. Można było wtedy czuć spory niepokój, że na drugiej lidze się nie skończy. Że spotka nas los, którego doświadczają teraz choćby kibice Zagłębia Sosnowiec. Że o wzroście nie ma co marzyć, a jedyne, o co należy walczyć, to żeby nie pogrążać się coraz bardziej.

Trudne to były początki. GKS w pierwszym sezonie w drugiej lidze nie awansował, choć zabrakło zaledwie jednego punktu. Pamiętam ten mecz z Resovią, kiedy wiedzieliśmy już, że Widzew przegrał i do awansu wystarczył jeden gol. GKS nacierał, ale go nie wbił, a potem ze Stalą Rzeszów odpadł w półfinale baraży.

Awans był rok później. Z perturbacjami, ale ostatecznie dość spokojny, na kolejkę przed końcem rozgrywek. To był pierwszy mały sukces Rafała Góraka. Co by nie mówić – mimo wszystko stadiony pierwszoligowe to coś innego niż stadiony drugoligowe. Tu już pojawiają się spadkowicze z ekstraklasy, no i generalnie jest kilka uznanych firm. Więc tragedii nie ma. No chyba, że kisi się w niej kilkanaście lat i przewija się w niej kilkadziesiąt klubów, a GKS jak był, tak jest dalej.

Znów na tym zapleczu ekstraklasy byliśmy i po dwóch latach był to powiew świeżości. Znów branding pierwszej ligi, znów mecze w Polsacie i… marzenia o ekstraklasie. Coś zostało odbudowane, a klątwa Witana przestała obowiązywać, bo znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Było ciężko. Po dobrych początkach przychodziły rozczarowania, jak na przykład to, gdy po triumfie z ŁKS w Łodzi, GieKSa nie potrafiła utrzymać prowadzenia z grającą w dziesiątkę Termaliką. Bywały spore wtopy jak cztery bramki tracone w Głogowie czy Opolu albo pięć u siebie z ŁKS. Albo trzy porażki u siebie z rzędu, w ciągu praktycznie tygodnia. Nawet Borja Galan nam w barwach Odry potrafił strzelić bramkę na Bukowej. Czy Kowal w barwach ŁKS. Były też drobne momenty triumfu, jak zwycięstwo w doliczonym czasie gry z Ruchem. Ale to była tylko kwestia prestiżu. Potem i tak była wielka piłka (plażowa) w Chojnicach.

Trener łatwo nie miał. Ten projekt się budował i budował, ale nieraz w katuszach. W kolejnym sezonie wydawało się jesienią, że GieKSa już to ma. Efektowna wygrana z Wisłą Płock i Resovią, na wyjeździe w Pruszkowie. Wydawało się, że to ten sezon. Że w końcu GieKSa gra taką piłkę, że szanse na awans są  naprawdę spore. Coś się jednak zacięło i nastały długie tygodnie bez wygranej. Nawet prowadząc w Krakowie z Wisłą, katowiczanie stracili dwa gole w doliczonym czasie i przegrali. Było coraz to gorzej, a GKS systematycznie osuwał się w tabeli. Oczywiście z racji baraży mogliśmy marzyć o załapaniu się do nich, ale przecież i to było trudne, jeśli zajmuje się 12. miejsce w tabeli.

Co było wiosną – wszyscy pamiętamy. Prawdziwy szturm, choć nie do końca zamierzony. To znaczy nikt na początku roku o ekstraklasie nie myślał. Była porażka w końcówce z Wisłą Płock. Ale potem GieKSa wygrywała, wygrywała i… zaczęliśmy na poważnie myśleć o barażach. Potem o tym, żeby zająć trzecie miejsce i mieć bonus gry u siebie. Aż w ostatniej kolejce – przy splocie niesamowitych okoliczności – nadarzyła się szansa na awans bezpośredni. Gdynia jest historią.

Piękną historią powrotu GieKSy na polskie salony. Pamiętam ten pierwszy mecz w ekstraklasie z Radomiakiem. Jakie to wszystko było inne niż to, co przeżywaliśmy przez 19 lat. Wszędzie napisy ekstraklasa, Canal+, świadomość, że patrzą na nas już nie tylko lokalne media, a cała piłkarska Polska. Że zainteresował się nami w końcu nie tylko pies z kulawą nogą. Rozpoczęła się piękna przygoda, która trwa od dwóch lat. Jednak nawet wtedy, gdy pokarał nas dwukrotnie Leonardo Rocha, nie byliśmy sobie w stanie wymarzyć, jak to będzie wyglądać. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że w dwa sezony GKS wygra ćwierć setki meczów, zdobędzie prawie sto punktów, strzeli równe sto goli, otrze się o Puchar Polski, a nasz zawodnik zostanie piłkarzem sezonu – zastanowilibyśmy się, czy wszystko z głową jest w porządku.

Jak mówił trener – wtedy sukcesem był każdy gol, każdy zdobyty jeden punkt. Duma, że wygraliśmy w Mielcu. Potem spektakularne zwycięstwo z Jagiellonią. Pogrom z Puszczą. Kilka innych bardzo wartościowych wyników. Potem wiosna i nowy stadion. Szybkie i spokojne utrzymanie. No i zakończony sezon, minimalnie lepszy punktowo od poprzedniego, zakończony awansem do europejskich pucharów.

Ta droga, którą przeszedł GKS Katowice jest naprawdę filmowa. Zarówno od spadku w 2005 roku z ekstraklasy i początków w IV lidze, ale właśnie przede wszystkim w te siedem ostatnich lat. To była droga bardzo trudna, z meczami i sytuacjami ważącymi się w doliczonym czasie gry. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie dwa gole przy Konwiktorskiej. Gdyby nie kapitalna akcja Jakuba Araka w Tychach. Decyzja VAR Tomasza Kwiatkowskiego w derbach Trójmiasta. A patrząc na ten sezon – gdyby nie gol Lukasa Klemenza z Wisłą Płock, no i oczywiście Marcela w Szczecinie.

Musieliśmy być cierpliwi. Zarówno długofalowo, jak i w kontekście pojedynczego meczu. Nieraz bowiem na ten pozytywny rezultat musieliśmy czekać do czasu grubo po dziewięćdziesiątej minucie. GieKSa dziubała te oczka, aż w końcu wyhaftowała na koniec korzystny wynik.

W przeszłości nieraz nam tej cierpliwości brakowało. A do dzisiaj pozostają takie „elementy”, które po jednym nieudanym meczu zaczynają śpiewkę, że GieKSa jest słaba, a „trener pewnego poziomu nie przeskoczy”. Chyba największy wysyp negatywnych komentarzy (eufemizm) był po jesiennym meczu z Lechem. Wtedy punkty były dość słabe, ale sam mecz z Kolejorzem (plus wcześniejszy remis i zwycięstwo pucharowe z Wisłą) dawało dużą nadzieję, że będzie lepiej. I potem było już bardzo dobrze.

Przede wszystkim ta drużyna ma niesamowity mental. Nie będąc zespołem idealnym, czysto piłkarsko znajdując się w środku ekstraklasowej stawki, razem z kilkoma innymi drużynami, ma te elementy, które powodują różnicę na plus. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak GieKSa w ostatnich dwóch latach gra mając lekki nóż na gardle. Mam na myśli sytuację, w których ze 2-3 mecze się nie powiodły, zaczyna to wyglądać bardzo ryzykownie i przychodzi mecz, w przypadku porażki w którym może się zrobić bardzo źle. I GieKSa permanentnie takie mecze wygrywa, najczęściej później poprawiając jakąś kapitalną serią.

Tak było w zeszłym sezonie kilkukrotnie. Choćby wtedy, gdy przegrywaliśmy w Lubinie i Zabrzu, przedzielone straconym zwycięstwem w doliczonym czasie z Widzewem. No to potem wygraliśmy z Pogonią, rozgromiliśmy Puszczę, awansowaliśmy w Pucharze Polski. Była porażka z Legią, Unią i Koroną. Robiło się nieciekawie, a jechaliśmy na wyjazd z bardzo mocną Cracovią. I tam spektakularne zwycięstwo. No a w tym sezonie właśnie te porażki z Lechią, Cracovią i Lechem, przedzielone punkcikiem z Wisłą. I wyjazd na „mecz prawdy” do Lublina. Pogrom Motoru i seria kolejnych zwycięstw.

Coś, co w przeszłości działało dokładnie odwrotnie. Jak było źle, to po kolejnym bardzo ważnym meczu było jeszcze gorzej. Zresztą, jak i katowiczanie mieli wskoczyć na czołowe miejsca, to również tego nie wykorzystywali (słynne sześć nieudanych prób wskoczenia na pozycję lidera za trenera Brzęczka). GieKSa przegrywała wszystkie zarówno bardzo ważne, jak i prestiżowe mecze. Wszyscy pamiętamy seryjne wtopy z Zagłębiem Sosnowiec, Tychami czy Ruchem.

Teraz to już nie ma miejsca. Nasz zespół już tyle razy uniósł ciężar ważnych meczów, że to jest bardziej regułą niż przypadkiem. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę końcówkę zakończonego sezonu. Pisałem o tym na trzy kolejki przed końcem – że trzy punkty powinny dać awans do pucharów. I to się sprawdziło, a GieKSa te trzy oczka uciułała. Ktoś powie, że można było wygrać z Piastem i zakończyć sprawę. Niby tak, ale z drugiej strony – patrząc na terminarz – to przecież wygranie jednego meczu z trzech: Jaga u siebie, wyjazd do Gliwic i Szczecina, jest totalnie nieoczywiste. Jakby takich meczów było dziesięć to tak – moglibyśmy powiedzieć, że klasowa drużyna powinna coś tam wygrać. Ale dokładnie te trzy spotkania to jest na tyle mało, że wcale nie jest oczywiste, że nawet taki Lech Poznań wygrałby jeden z nich.

A GieKSa żadnego z tych meczów nie przegrała i to był klucz do sukcesu. Przeżywaliśmy bardzo trudne chwile w Gliwicach i Szczecinie. A z Jagiellonią przecież też przegrywaliśmy. Uważam, że to, że GKS nie przegrał żadnego z tych trzech meczów, to wielki sukces tej drużyny. W lidze, w której każdy pojedynczy punkcik był na wagę złota. I właśnie m.in. jeden z tych punktów zaważył na sukcesie.

GieKSa wskoczyła na wyższy poziom wtajemniczenia w ekstraklasie. Tak jak pisałem w poprzednim felietonie – można grać w ekstraklasie, ale nie być ekstraklasową drużyną. Nią trzeba się dopiero stać – na placu boju. Wiele drużyn tego nie wytrzymuje i nawet awansując na najwyższy szczebel, dalej utrzymuje vibe pierwszoligowca. I my na początku, będąc beniaminkiem, też tym piłkarskim pierwszoligowcem nadal byliśmy. Ekstraklasa jawiła się jak „nasza Liga Mistrzów”, gdzie każdy gol, każdy remis, każde – daj Boże – zwycięstwo będzie czymś niesamowitym. Trochę na zasadzie, że przede wszystkim liczy się udział, a jak uda się coś ugrać to cudownie.

Wystarczy sobie przypomnieć sytuacje, kiedy w kilkunastu ostatnich latach trafialiśmy w Pucharze Polski na zespół z ekstraklasy. Mieliśmy wrażenie, że przyjeżdża do nas ekipa z innego zupełnie wymiaru. Walczyliśmy dzielnie i nawet czasem udało się wygrać (Podbeskidzie, Pogoń, Warta). Ale były też wtopy. A gdybyśmy sobie wtedy mieli wyobrazić, że gramy na wyjeździe, to już porażka byłaby niemal murowana.

Pisałem o tym kilkukrotnie – pierwszy zalążek tego, że GKS staje się drużyną ekstraklasową zobaczyłem rok temu w Lubinie. Co prawda wcześniej GKS wygrał po świetnym meczu z Jagiellonią, ale to właśnie spotkanie na stadionie Zagłębia pokazało mi coś więcej. GKS pojechał tam prowadzić grę, rządzić na boisku i na tle drużyny, która wiele lat gra w ekstraklasie, na jej obiekcie, nasz zespół nie odstawał, a wieloma momentami po prostu był lepszy. Nawet jeśli ostatecznie wtedy drużyna przegrała – ten pojedynek coś pokazał. I potem systematycznie wzmacniał ekstraklasową pozycję, coraz częściej punktując, coraz częściej wygrywając.

Dalsze umacnianie było w tym sezonie. Systematycznie wznosiliśmy się na coraz wyższy poziom. GieKSę zaczęto szanować i przestawaliśmy być – w opinii niektórych – pierwszoligowymi chłopcami do bicia. Zakończona wiosna jeszcze bardziej umocniła do przekonanie, bo przecież startując ze strefy spadkowej, zakończyliśmy w pucharach. GieKSa wiosną wygrała u siebie wszystko prócz dwóch meczów, które zremisowała. Na wyjazdach może wygraliśmy niewiele, bo tylko dwa spotkania, ale też poza tym nie przegrywaliśmy wszystkiego jak leci. Z najmocniejszymi w tej lidze może jeszcze nie wygrywamy seryjnie, ale gramy jak równy z równym. Na wiosnę zanotowaliśmy remisy z Lechem, Jagiellonią, Rakowem w Pucharze. Wygraliśmy z Górnikiem. W tych czterech meczach zdobyliśmy aż dwanaście goli, czyli po trzy na mecz. Tyle samo co prawda straciliśmy, ale to pokazuje, że GieKSa nie pęka, nie próbuje grać na 0:0, tylko chce grać na swoich warunkach. Taka postawa na pewno jest bardziej rozwojowa niż asekuranctwo.

Niebywała jest ta droga, ten projekt, który tak naprawdę jest możliwy właśnie dlatego, że jest projektem. Rafał Górak i ekipa wyszli z bardzo uniwersalnego założenia funkcjonowania świata, a jednocześnie tak rzadko mająca rację bytu. Że dobry, przemyślamy i konsekwentnie realizowany plan w sposób olbrzymi zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Ludzie generalnie działają chaotycznie i po łebkach. Za szybko, bez planu, bez przygotowania. Mowa o wszystkim: czy to założeniu firmy, czy planie na odchudzanie. A wystarczy naprawdę stosunkowo niewiele: trochę predyspozycji i właśnie ten rzetelny plan.

W piłce to również bardzo rzadkie. Podpalamy się wszyscy, kibice, trenerzy, piłkarze, a przede wszystkim ludzie zarządzający klubami. I nie twierdzę nawet, że czasem jedno czy drugie zwolnienie trenera jest złe. Bo i trenerzy bardzo często nie mają pomysłu na to wszystko, podejmują dziwne decyzję, zaraz mają syndrom oblężonej twierdzy. Są niecierpliwi. Tutaj wygląda na to, że było i jest inaczej. Że nawet, gdy wyników nie było, zespół przeżywał swoje kryzysy, to plan cały czas był i był aktualny. Wiadomo, że trochę szczęścia musiało w tym być, bo przecież nie było naszym planem pudło Adamczyka z karnego na śniegu. Ale nawet jeśli to szczęście nam się pojawiało, to zespół cisnął, by wyciągnąć z niego jak najwięcej.

Trener mówi o zgliszczach, które zastał w 2019. Porównanie oczywiście adekwatne, ale ja bym zaproponował ładniejszą metaforę. GieKSa wtedy po prostu może była takim noworodkiem, który nie umiał ani mówić, ani chodzić i potrzebował całodobowej opieki i czułości. Z czasem to dziecko zaczęło gaworzyć, wypowiadać swoje pierwsze słowa, potem raczkować, w końcu stanęło na dwie nóżki. I tak dalej… Obecnie jest to w pełni dojrzały młody człowiek, który ma siłę, intelekt i mnóstwo zasobów. Może iść przez życie i go smakować. Jednocześnie ten młody człowiek nadal ma potencjał, który warto by wykorzystać i ciągle się rozwijać. A nad tym wszystkim czuwa ojciec Rafał Górak i matka – cały sztab.

Rozwijaj się więc nasza kochana GieKSo, jedz zdrowo, trenuj i nigdy nie trać wiary w siebie. A wielkie rzeczy staną się coraz i coraz bardziej osiągalne.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Szymon Bartlewicz pierwszym transferem GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Pierwszym nowym piłkarzem, który dołącza do GKS Katowice na sezon 2026/27, został Szymon Bartlewicz.

Umowa obowiązywać będzie do 30 czerwca 2029 roku i zawiera opcję przedłużenia. 20-latkowi skończył się kontrakt z pierwszoligowym Chrobrym Głogów, z którym związany był od czasów juniorskich. W Chrobrym rozegrał 97 spotkań, zdobywając 13 bramek i 11 razy asystując. Powoływany jest także do młodzieżowych reprezentacji Polski.

Nominalnie występuje jako ofensywny pomocnik i jak sam przyznaje wyróżnia go kreatywność w środku pola.

Witamy w GieKSie i życzymy powodzenia w naszych barwac.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Felieton o Zagłębiu Lubin

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.

Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.

Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.

Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.

We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.

Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.

Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.

I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.

W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.

Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…

Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.

Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.

Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.

Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.

Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.

Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga