Dołącz do nas

Piłka nożna

Noty i opisy piłkarzy po Dolcanie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GieKSa z Dolcanem rozegrała najlepszy mecz w sezonie. Katowiczanie zagrali dobrze i w obronie, i w ataku, a akcje bramkowe były niewidziane w ostatnich czasach na Bukowej. Ręce same składały się do oklasków i mimo, że nie było to spotkanie perfekcyjne, to jednak jak na warunki katowickie – bardzo dobre.

Łukasz Budziłek – 6,5
Jakoś przesadnie wiele pracy w tym meczu nie miał, bo Dolcan bramce GieKSy niespecjalnie zagroził. Nie musiał się popisywać takimi interwencjami, jak z Arką. Ale solidnie.

Alan Czerwiński – 7
Dobry trójmecz Alana. Zawodnik zadaje kłam temu, co o nim pisaliśmy, w kontekście gry na prawej obronie. I dobrze, tego mu życzymy. Tym razem spisał się ponownie nieźle, a w drugiej połowie nagle znalazł się… sam na sam z bramkarzem rywali, ale chyba był sam tak tym faktem zaskoczony, że nie wykorzystał sytuacji. Trochę doświadczenia i będzie dobrze.

Mateusz Kamiński – 7
Dobry mecz, kilka niezłych interwencji, co najmniej dwa razy zdarzyło mu się sprzątnąć piłkę rywalowi sprzed nosa. Nie ustrzegł się jednak typowego błędu, czyli odskoku od rywala, do którego dochodzi piłka, zamiast krycia go. Naprawdę Kamyk musi nad tym popracować, bo sama gra jest już lepsza, ale zdarzają się takie pojedyncze klopsy.

Adrian Jurkowski – 7,5
Dobry mecz w destrukcji, starał się asekurować kolegów. Nie popełnił błędów, grał pewnie i nie pozwolił na wiele zawodnikom Dolcanu.

Rafał Pietrzak – 6,5
Poprawny występ zawodnika na lewej obronie, ale to z jego strony padło dośrodkowanie, po którym padła bramka dla Dolcanu (dał się wymanewrować). Większych błędów poza tym nie popełnił, kilka prób akcji ofensywnych, ale bez większych efektów.

Rafał Figiel – 6,5
Były mecze na początku sezonu, kiedy ten zawodnik w ofensywnie spisywał się najlepiej. Potem zasiadł na ławce i wrócił do pierwszego składu na mecz z Dolcanem. Teraz już tak efektownie nie było, ale poprawnie. Zawodnik hasał od jednego skrzydła do drugiego i wykonywał dużą pracę, ale w tym meczu błyszczeli inni.

Sławomir Duda – 7
Mało widoczny w tym meczu, taka szara eminencja. Dobrze rozbijał ataki gości w środkowej strefie boiska. Tym razem nie miał niecelnych podań tak jak z Arką, spokojny, dobry mecz pomocnika.

Grzegorz Fonfara – 7,5
Również jako defensywny pomocnik spisał się dobrze, a i uczestniczył w akcjach ofensywnych. Ostatnio zdarza mu się pograć na skrzydle. Właśnie po jednej z takich akcji bardzo dobrze wypuścił Wróbla, który strzelił bramkę.

Tomasz Wróbel – 9
Kapitalnie. Czekaliśmy, czekaliśmy i w końcu się doczekaliśmy. Z Arką była namiastka, wczoraj Wróbel pojazał klasę w pełni. Dwa gole i kapitalna asysta mówią same za siebie. Wróbel lepiej spisuje się w GieKsie w środku niż na skrzydle, jego prostopadłe podania są bardzo dokładne, a strzały – jak widać precyzyjne. Jednym słowem – wielka klasa na Bukowej.

Krzysztof Wołkowicz – niesklas.
Tego zawodnika nie klasyfikujemy.

Przemysław Pitry – 7,5
Tym razem gola nie strzelił, ale również miał swój spory udział w zwycięstwie i kreowaniu akcji ofensywnych. Kilka sytuacji – jak w każdym meczu. Szkoda kiksu z pierwszej połowy, ale zaraz potem powalczył o piłkę i Fonfara miał sytuację. Wywalczył też futbolówkę zapoczątkowując akcję, po której padł drugi gol. Pitry w trzech ostatnich meczach to Pitry w wysokiej formie.

Janusz Gancarczyk (grał od 75. minuty) – niesklas.
Ostatni kwadrans z jego udziałem, za jego obecności na boisku padły dwie bramki, przy czym przy tej drugiej (czyli trzeciej w ogóle) wypuścił Fonfarę, który asystował Wróblowi. Jak na kwadrans – całkiem dobry efekt.

Kamil Cholerzyński (grał od 85. minuty) – niesklas.
Końcówka meczu, nic wielkiego na temat Kamila nie można powiedzieć, ale był na boisku, kiedy padła trzecia bramka, więc jest to… na plus.

Bartłomiej Chwalibogowski (grał od 90. minuty) – niesklas.
Zmiana taktyczna zawodnika, który tak dobrze zagrał z Arką. Może następnym razem będzie miał więcej czasu (zwłaszcza jeśli gra w ofensywie nie będzie się układać).

19 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

19 komentarzy

  1. Avatar photo

    GieKSa

    23 września 2013 at 10:53

    Czemu Wołka nie klasyfikujecie?

  2. Avatar photo

    Jack

    23 września 2013 at 12:09

    O co chodzi z Wołkiem??

  3. Avatar photo

    bonzo

    23 września 2013 at 12:22

    Shellu strzelił focha na Wołka 😀

  4. Avatar photo

    kosa

    23 września 2013 at 12:42

    Wołkowicz strzelił focha i nawet nie umie podać przyczyny dla której się obraził. Do momentu wyjaśnienia tej sytuacji mamy go gdzieś. Nie będzie 19-latek po dwóch lepszych meczach psuł wizerunku drużyny i klubu. Inni umieją znieść merytoryczną krytykę, a on nie.

    A i to kolejna taka sytuacja z nim, ale o pierwszej nie pisaliśmy.

    Zadzwoni i wyjaśni sytuację z osobą na którą się obraził to wrócimy do tematu.

  5. Avatar photo

    matek1964

    23 września 2013 at 13:57

    bonzo i kosa pewnie robią sobie z was jaja. Wołek zostanie pewnie poddany tej dokładnej analizie

  6. Avatar photo

    Mariusz

    23 września 2013 at 19:35

    Wołkowicz – jeśli ten portal ma być obiektywny to powinniście go ocenić obiektywnie. Grał prawie cały mecz i strzelił bramkę. Można go ignorować jeśli gwiazdorzy ale to są fakty. Kosa – ja się cieszę jeśli faktycznie strzelił focha. Chłopak ma charakter. 19 latek który nie stara się wchodzić w tyłek kibicom tylko robi swoje. Takich nam trzeba charakternych, walczących, dobrze grających a nie udzielających się przed mediami. Bo nie w mediach jest ich miejsce tylko na boisku. Przypomniał mi się od razu Świętej Pamięci Adam Ledwoń. OK przesadziłem z porównaniem jeśli chodzi o umiejętności piłkarskie ale Adamowi również nie zależało aby dobrze wypaść w mediach. On robił swoje. Krzysztof Wołkowicz apeluję – strzelaj fochy tak często jak bramki przeciwnikom GKS. Tego Ci życzę i chyba wszyscy GieKSiarze. Dziennikarzy, redaktorów możesz mieć głęboko gdzieś wtedy bo nie trzeba wówczas szukać reklamy w mediach. PS „matek1964” chyba to nie jest blef bo chyba Wołek nie podziękował przy zejściu z murawy blaszokowi. Bił brawa głównej i się nie odwrócił. Może coś przegapiłem.

  7. Avatar photo

    aa

    23 września 2013 at 22:33

    myslalem ze nie ma juz cenzury a wy jakies fochy strzelacie, myslalem ze ten portal jest na powaznie ale chyba nie, cos wam powiedzial i wam nie pasuje to wasz problem a nie portalu o klubie GKS KATOWICE.

  8. Avatar photo

    Jon

    24 września 2013 at 00:50

    „Zadzwoni i wyjaśni sytuację z osobą na którą się obraził to wrócimy do tematu.”

    Się uśmiałem;]

    To tak jakby jakiś dziennikarz nie pisał newsów o jakiejś partii, bo jej nie lubi.
    Nie wiem czy wiecie, ale w prawie prasowym taka sytuacja traktowana jest jako naruszenie prawa prasowego oraz zasad etyki. Z drugiej strony wortal jest fajny, nich się rozwija, a takie sytuacje będą nauką na przyszłość.

  9. Avatar photo

    paderewa

    24 września 2013 at 07:22

    Wołek niech z tego klubu spie…… Nic nie jest warty dno !!

  10. Avatar photo

    Kemot

    24 września 2013 at 18:28

    Stronniczość prowadzących portal osiągnęła szczyt !!! Z pewnością drzała im ręka jak mieli napisać dobra notę za mecz. A tak na marginesie to z tego co mi wiadomo to nie tylko Wołek odmówił „Wam” udzielenia wywiadu, bo chyba o to chodzi.???Moze napiszecie kto jeszcze strzelił „FOCHA” po tym meczu? Inni dziennikarze nie mieli problemu z porozmawiamiem z zawodnikami.Ciekawe dlaczego. Może brak profesjonalizmu ( który sie tutaj potwierdził ) Shella i spółki.???

  11. Avatar photo

    Shellu

    24 września 2013 at 19:21

    Kolego Kemot, ciężko mi dyskutować z anonimem, więc zapraszam do dyskusji na priv na forum, FB, Twitter czy maila strony gieksainfo @ gmail.com. Chętnie poznam, kto ma tak duże wątpliwości co do mojej przychylnej postawy drużynie, a dodatkowo jest tak wtajemniczony, że wie, że ktoś jeszcze odmówił i mylnie wydaje mu się, że to też był „foch”… Jeśli pozostaniesz anonimem, to nie mamy co dyskutować.

  12. Avatar photo

    Kemot

    24 września 2013 at 20:50

    Uderz w stół, a nożyce sie odezwą. Chyba jednak jest cos na rzeczy? Nie widzę potrzeby wyjaśniania sprawy na priv, jeśli sam swoje załatwiasz na forum. ps. „Foch” był tutaj przenośnią. Życzę obiektywnych artykułów.

  13. Avatar photo

    Shellu

    24 września 2013 at 21:04

    Potrzeby wyjaśniania mieć nie musisz, ale jak widać brakuje ci odwagi cywilnej, żebym wiedział z kim rozmawiam, wiem, że najwygodniej jest anonimowo sprzed komputera. Wtedy jesteś przecież tylko nickiem, a nie osobą, którą jeszcze do tego być może znam, skoro tak dobrze wiesz, że oprócz Wołka jeszcze był ktoś. Trochę to żałosne takie „anonimowe” pisanie. A co do załatwiania sprawy na forum, to być może jesteś ślepy, ale to nie ja poruszyłem ten temat, wypowiedziałem się dopiero, gdy rozmowa już się toczyła, tylko po to, żeby rozjaśnić sytuację i żeby nie było niedomówień.

  14. Avatar photo

    bary

    25 września 2013 at 00:51

    Wołek jesteś dnem. Non stop napierdolony łazisz. A teraz jeszcze gwiazda. Niech cie spotkam…

  15. Avatar photo

    Gerard

    25 września 2013 at 10:50

    dziewczyny nie drapcie się 🙂

  16. Avatar photo

    Mariusz

    25 września 2013 at 18:19

    Czy do wymiany zdań, dyskusji jest potrzebne imię, nazwisko, pesel, numer telefonu, adres zamieszkania? W/g mnie może być anonim pod warunkiem, że rozmowa jest na argumenty i nikt nikogo nie obraża. Chcąc się czegoś dowiedzieć o GKS zaglądam tutaj. Szkoda że strzelacie focha nam kibicom. Chciałem obiektywnej oceny. Trzeba było zachować dla siebie swoje wątpliwości do Wołkowicza i wyjaśnić to między sobą a nie pisać „mamy go gdzieś” na publicznym forum. Temat jest błachy ale sobie myślę że tak samo o nas myślicie „mamy was gdzieś tych co czytają”

  17. Avatar photo

    osa

    25 września 2013 at 23:25

    Wołek gwiazdorze za trzy grosze…

  18. Avatar photo

    Kula

    25 września 2013 at 23:25

    Cygan powinien wyjebać Wołka z klubu za odmawianie wywiadów.

  19. Avatar photo

    Marcin

    27 września 2013 at 14:53

    Szanowni panowie redaktorzy obrazili się na Wołkowicza hahaha, trochę profesjonalizmu panowie…a i z tego co pamiętam to Wołkowicz strzelił gola i miał asystę. GieKSa!!!!

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga