Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Od 2:0 do 2:2. Remis GieKSy jak porażka. Mass media o meczu GKS-Chrobry 2:2

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mass mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Chrobry Głogów 2:2.

 

 

sportowefakty.wp.pl – Nice I liga: remis GKS-u Katowice. Dwa gole przewagi to za mało

 

Piotr Mandrysz nie może spać spokojnie. Prowadzona przez niego GieKSa Katowice nie wygrała od ponad miesiąca. W 10. kolejce Nice I ligi zremisowała 2:2 z Chrobrym Głogów, choć miała dwa gole przewagi.

[…] GKS nie miał zamiaru powtórzyć błędów z poprzedniego meczu ze Stalą Mielec, w którym przegrywał po pierwszej połowie 0:3. Gospodarze przetrwali napór niedawnego lidera i przystąpili do ataku.

Efekt był widoczny. Katowiczanie zdobyli dwa gole dzięki stałym fragmentom. Po dośrodkowaniach w defensywie Chrobrego panował chaos, z czego ekipa Mandrysza potrafiła skorzystać. W 24. minucie Jakub Yunis główkował po dośrodkowaniu Łukasza Zejdlera, natomiast Bartłomiej Kalinkowski wymierzył karę za złe piąstkowanie Sławomira Janickiego. Zrobiło się 2:0.

[…] Yunis utwierdził trenera w przekonaniu, że zasłużył na grę od pierwszego gwizdka kosztem Wojciecha Kędziory i Andreji Prokicia. Tym bardziej, że później doszedł do jeszcze jednej sytuacji podbramkowej.

[…] GKS Katowice staje się specjalistą od roztrwaniania przewagi na własnym stadionie. W piątek miał szansę na trzecie zwycięstwo w sezonie, drugie u siebie, pierwsze od 19 sierpnia. Nie wykorzystał jej, a remis pozwolił tylko symbolicznie oddalić się od strefy spadkowej.

 

 

sportslaski.pl – Kolejne rozczarowanie przy Bukowej. A punkty leżały na tacy…

 

Klątwa Bukowej wciąż ciąży na piłkarzach GKS-u. Kolejny raz w sezonie katowiczanie zgubili pewne wydawało się punkty i – chcąc nie chcąc – nie podważyli słów prezydenta Marcina Krupy, który trwające rozgrywki już zdążył spisać na straty.

Katowiczanie początkowo grali niedokładnie, goście – ostrożnie. Ale to ci drudzy wcześniej zagrozili bramce rywala, po tym jak w 10. minucie po strzale Roberta Mandrysza odbiła się od nogi jednego z obrońców GKS-u i wylądowała na poprzeczce bramki Mateusza Abramowicza.
Po kwadransie przebudziła się ekipa z Bukowej. Golem dla GieKSy po raz pierwszy zapachniało w 19. minucie – piłkę ze środka boiska zagrał Łukasz Zejdler, Adrian Błąd minął 3 rywali ale – już w polu karnym – został zablokowany przy próbie oddania strzału.

Później z dośrodkowania Zejdlera próbował skorzystać Paweł Mandrysz, ale poradził sobie Sławomir Janicki.

[…] Co ważne katowiczanie zdawali się nie popełniać błędów z poprzednich, domowych spotkań. Mimo korzystnego wyniku również po przerwie nie skupiali się jedynie na dowiezieniu prowadzenia do końca. Swoją przewagę powinni zresztą udokumentować już w 48. minucie – Błąd mógł uderzać, dogrywał jeszcze do pędzącego prawą stroną Pawła Mandrysza, któremu piłkę sprzed nosa sprzątnął Karol Danielak. Kilka chwil później z prawego skrzydła dośrodkowywał Armin Cerimagić, ale ani Yunis ani Mandrysz nie zdołali wepchnąć piłki do siatki Janickiego. Trzy razy strzelał Cerimagić – raz z daleka sprawił kłopot Janickiemu, kilka minut później postraszył golkipera Chrobrego potężną bombą, po której futbolówka przeleciała nad poprzeczką, a już przy remisie z ostrego kąta nie wcelował między słupki bramki Chrobrego.

Przy remisie, bo zamiast gospodarzy, z goli niespodziewanie cieszyli się goście. W 56. minucie mocny, płaski strzał z prawej strony pola karnego oddał Przemysław Stolc, a piłka po rękach Abramowicza wpadła do bramki gospodarzy. Atakowali katowiczanie, a drugiego gola zdobyli podopieczni Grzegorza Nicińskiego. W 68. minucie piłki we własnym polu karnym dotknął ręką Lukas Klemenz, arbiter podyktował „jedenastkę”, którą w pewny sposób egzekwował Mateusz Machaj.

[…] Gospodarze grali już wtedy nerwowo, czując, że znowu punkty wymknęły im się z rąk. Przez większość meczu zdawali się prezentować naprawdę solidnie, w końcówce razili już niedokładnością podobną do tej z początku spotkania. Piłkę meczową miał co prawda na nodze zablokowany w decydującym momencie Oktawian Skrzecz, ale to było wszystko co pokazali w ostatnich minutach gospodarze. GKS nie zdołał sięgnąć po drugą w sezonie domową wygraną i po 10 meczach rozgrywek wciąż tkwi w strefie grożącej spadkiem do II ligi…

 

 

katowickisport.pl – Niesamowite! GieKSa znów bez zwycięstwa, choć na nie zasłużyła!

 

To był najlepszy występ katowiczan przed własną publicznością tej jesieni. Przerwali nim passę porażek, ale – pechowo – nie zdołali obronić dwubramkowego prowadzenia!

W ekipie gospodarzy – w stosunku do niedzielnego meczu w Mielcu – nastąpiło aż pięć zmian w podstawowej jedenastce, tylko jedna wymuszona była urazem. Przede wszystkim jednak – wyłączając może pierwszy kwadrans, kiedy to goście parę razy przedarli się pod bramkę GieKSy (m.in. poprzeczka po strzale Roberta Mandrysza i rykoszecie) – zmienił się obraz gry katowiczan. Nim gola otwierającego wynik zdobył Jakub Yunis, muskając głową piłkę kierowaną z wolnego w światło bramki przez Łukasza Zejdlera, okazje strzeleckie mieli Adrian Błąd (zablokowany w ostatniej chwili przez Michała Michalca) i Paweł Mandrysz (świetna interwencja Sławomira Janickiego).

[…] Katowiczanie już dwukrotnie w tym sezonie przy Bukowej roztrwonili prowadzenie (z Pogonią i Puszczą), więc niejeden fan na trybunach z niepokojem czekał na drugą połowę. Nie bez racji. W 57 min gol dla gości padł… właściwie z niczego. Płaski strzał Przemysława Stolca nie sprawiał wrażenia groźnego; a jednak piłka „przelała się” po ręce Mateusza Abramowicza…. Dziesięć minut później, po rzucie rożnym Chrobrego, przypadkowa ręka Lukasa Klemenza okazała się przesłanką do podyktowania karnego, którego z zimną krwią wykorzystał Mateusz Machaj.

Gospodarze tym razem nie spuścili głów. Do ostatniego gwizdka szukali zwycięskiej bramki. Nie znaleźli jej, ale na oklaski zasłużyli jak najbardziej.

 

 

gol24.pl – Od 2:0 do 2:2. Remis GieKSy jak porażka

 

[…] Zawodnicy GKS-u Katowice do szatni schodzili prowadząc z Chrobrym Głogów 2:0. W drugiej połowie wypuścili jednak pewne wydawałoby się trzy punkty. Przyjezdni po trafieniach Przemysława Stolca i Mateusza Machaj (z rzutu karnego) doprowadzili do remisu. Katowiczanie kontynuują zatem fatalną serię – nie wygrali piątego kolejnego spotkania.
[…] Gospodarze zaczęli grę mocno usztywnieni, ale szybko przejęli inicjatywę. Adrian Błąd popisał się ładną indywidualną akcją, lecz jego strzał został zablokowany, a uderznie Pawła Mandrysza obronił bramkarz głogowian.
[…] Chrobry do przerwy też miał swoje szanse. Goście zdobyli nawet gola, ale sędzia słusznie go nie uznał odgwizdując pozycję spaloną Konrada Kaczmarka. Podopieczni trenera Grzegorza Nicińskiego strzelać zaczęli za to w II połowie.
[…] Katowiczanie wspierani głośnym dopingiem fanów starali się walczyć do końca, ale mimo paru okazji nie potrafili przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść i na ligową wygraną czekają od 23 sierpnia. Kibice GKS wywiesili transparent” „Panie Krupa dziękujemy za wsparcie” nawiązując do wywiadu w „Sporcie”, w którym prezydenta miasta stwierdził, że nie wierzy w awans do Ekstraklasy i ten sezon uważa już za stracony.

2 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

2 komentarze

  1. Avatar photo

    ula

    23 września 2017 at 09:13

    Garbacik w tym meczu nie gral,wiec jakim cudem tu jest mowa o nim?

    • Avatar photo

      Witek

      25 września 2017 at 06:18

      Słuszna uwaga – poprawione. Dzięki

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga