Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: Ekstraklasa przerasta Lechię
Lechia Gdańsk przystępowała do sezonu jako zwycięzca I ligi, tymczasem na półmetku rozgrywek jest najsłabszym z beniaminków, a ryzyko spadku z ligi jest w ich przypadku bardzo realne. O przyczyny takiego stanu rzeczy i oczekiwania przed naszym sobotnim meczem zapytaliśmy Karolinę Jaskulską z redakcji serwisu Lechia.net.
Przed każdym naszym meczem na kibicowskim forum zakładamy temat, w którym dyskutujemy przed i po spotkaniu. W tym roku był jednak mecz, który doczekał się swojego osobnego wątku, a nie grał w nim GKS. Spróbujesz zgadnąć, o jaki mecz chodzi?
Skoro o to pytasz, to podejrzewam, że był to mecz z udziałem Lechii, który mógł wam pomóc w awansie. Musi więc chodzić o wygrane derby z Arką.
Zgadza się. W Katowicach śledziliśmy je z zapartym tchem. Jakie było wasze podejście do tamtych derbów? Piłkarsko sezon dla was był już skończony, bo awans zapewniliście sobie tydzień wcześniej w Krakowie.
W kontekście tamtego meczu z Arką należy wrócić do tego, co wydarzyło się dokładnie rok temu w jesiennych derbach w Gdyni, które Lechia przegrała 0:1 po rzucie karnym. Otoczka była specyficzna, bo spadł wtedy pierwszy śnieg, co dla niektórych zagranicznych piłkarzy, jak na przykład Australijczyk Louis D’Arrigo, było zupełnie nowym doświadczeniem. Derby zawsze wywołują dodatkową mobilizację, przede wszystkim wśród kibiców. Była więc chęć rewanżu, ponadto wiosną po raz pierwszy na nowym stadionie pojawili się goście z Gdyni. Wyprzedano wszystkie bilety, ponad 30 tysięcy, dlatego był to dla nas ważny mecz, którego stawką był prymat w Trójmieście. Mówiło się też o tym, aby dodatkowo pomieszać Arce szyki w walce o awans. Potwierdziły to wydarzenia na boisku, gdzie przez blisko 60 minut graliśmy w osłabieniu, a mimo to wygraliśmy. Była jeszcze sytuacja z potencjalnym karnym dla Arki w ostatniej minucie, gdzie jakimś cudem sędzia na VAR nie dopatrzył się faulu. Dzięki temu zapewniliśmy sobie wygranie ligi, dostaliśmy pamiątkowy puchar, a po meczu była spontaniczna feta na Starym Mieście, gdzie pod Neptunem świętowaliśmy razem z drużyną.
Ten sukces był dla Was zaskoczeniem? Przed sezonem chyba nikt nie stawiał was w gronie faworytów ligi, patrząc na zawirowania organizacyjne w waszym klubie.
Pamiętamy, co działo się na początku ubiegłego sezonu, gdzie w pierwszej kolejce Lechia pojechała do Głogowa, a trener Szymon Grabowski miał do dyspozycji 15 piłkarzy. Letnia przerwa między sezonami to był bardzo trudny okres, bo wciąż decydowały się sprawy związane ze zmianami właścicielskimi, odeszło też wielu piłkarzy. Panował chaos i niepewność, odwoływano sparingi i obóz przygotowawczy. Dopiero z czasem postawa drużyny dała nadzieję na pozytywne rozstrzygnięcie sezonu. Do drużyny dołączyli piłkarze wartościowi jak na warunki I ligi, tacy jak Rifet Kapić, Camilo Mena, Iwan Żelizko czy Maksym Chłań. Drużyna się zgrywała, szatnia stawała się jednością i mimo zawirowań organizacyjnych osiągaliśmy dobre wyniki. Po dobrze przepracowanej zimie świetnie rozpoczęliśmy rundę rewanżową, co dało podstawy do realnej wiary w awans. Ogromną rolę odegrał w tym wszystkim trener Szymon Grabowski i jego sztab. Bez niego nie byłoby awansu. Lechia wróciła tam, gdzie jej miejsce, bo trzeba pamiętać, że jest to klub z bogatą historią, który zapisał się na kartach polskiej piłki.
Do niedawna noszony na rękach trener Grabowski został kilka dni temu odsunięty od zespołu. Czy to on ponosi winę za słabe wyniki Lechii w Ekstraklasie?
Trener padł ofiarą własnego sukcesu. W trudnych warunkach osiągnął wynik, którego tak naprawdę się nie spodziewaliśmy. Przed obecnym sezonem obiecano mu poprawę sytuacji: do drużyny miał dołączyć napastnik i trzech obrońców, mówiło się np. o Arkadiuszu Pyrce z Piasta. Tymczasem przeprowadzono transfery, które moim zdaniem są niewypałami. Trener nie miał materiału, na którym mógłby pracować i osiągać dobre wyniki w Ekstraklasie. Padł ofiarą nie tylko swojego sukcesu, ale także lojalności, bo latem miał ofertę z Zagłębia Lubin, o czym donosiły Meczyki.pl. Został jednak w Gdańsku, bo wierzył, że jest tu w stanie robić wielkie rzeczy. I choć sam również popełniał błędy i nie wszystkie jego decyzje podobały się kibicom, to uczył się Ekstraklasy i zdobywał doświadczenie. Z powodu widzimisię prezesa został jednak odsunięty od prowadzenia drużyny.
Spodziewaliście się takiego ruchu zarządu?
Jeszcze miesiąc temu Paolo Urfer wydał komunikat, w którym informował o pełnym wsparciu dla trenera Grabowskiego, ale już w drugim zdaniu wytykał mu błędy i brak opieki trenerskiej nad zespołem. Czuło się, że może to być zapowiedź końca trenera Grabowskiego w Lechii, a zarząd szuka kogoś na jego miejsce. Dziś Paolo Urfer nie potrafi nawet zwolnić trenera, wydając kuriozalny komunikat o jego zawieszeniu (rozmawialiśmy przed oficjalnym ogłoszeniem rozwiązania kontraktu z trenerem – przyp. red). Wiadomo, że Szymon Grabowski nie poprowadzi już drużyny i nie pojawi się ani w szatni, ani na stadionie, chyba że w roli kibica, bo pracując tutaj mocno zżył się z naszym środowiskiem. Sama tego doświadczyłam, bo w dniu meczu z Pogonią obchodziłam swoje urodziny. Trener o tym wiedział i po meczu, mimo że przegranym, spotkał się ze mną, przyniósł prezent i przeprosił za porażkę. A 5 minut później został zwolniony…
Jak przebiegają poszukiwania nowego trenera?
Mówi się o trenerze zza granicy, bo nikt z polskich szkoleniowców nie chce wchodzić w tak niepewny projekt. Natomiast ktoś spoza środowiska może nie być świadomy tego, co dziś dzieje się w Lechii, podobnie jak David Badia, który był naszym trenerem wiosną 2023, kiedy spadliśmy z Ekstraklasy. Ponadto moment zwolnienia też wydaje się nieprzemyślany, bo można to było zrobić albo w przerwie na kadrę, albo po zakończeniu rundy, a nie po porażce z Pogonią. Mimo to uważam, że Szymon Grabowski prędzej czy później wróci do Ekstraklasy, za to nie mam pewności, czy zostanie w niej Lechia.
W sobotę na ławce trenerskiej usiądzie Kevin Blackwell. Jaką rolę ta postać odgrywa w Lechii?
Blackwell trafił do Lechii w październiku ubiegłego roku. Jest bardzo dobrym znajomym prezesa Urfera i został zatrudniony jako dyrektor techniczny, wzorem angielskiego modelu zarządzania. Miał być łącznikiem między prezesem a sztabem, przełożonym trenera, ale nie wchodzić w jego kompetencje. Rzeczywistość okazała się jednak inna, bo prowadził treningi, wygłaszał przemowy w szatni, a nawet w trakcie meczów schodził na ławkę i dawał wskazówki drużynie. Po awansie do Ekstraklasy wymienił połowę sztabu szkoleniowego, w ich miejsce sprowadzając ludzi z Anglii. Teraz po zwolnieniu Szymona Grabowskiego od razu wskoczył w jego buty. W meczu z GKS-em zasiądzie na ławce, mimo że nie ma ważnej licencji UEFA Pro. Dlatego dołączył do niego Radosław Bella, który tę licencję ma. Jednak to Blackwell będzie rządził, mimo że jest osobą nielubianą i nie cieszy się zaufaniem kibiców.
Trudno mówić o przemyślanej filozofii budowania drużyny w obliczu problemów organizacyjnych w Gdańsku. Czy zarząd ma pomysł na Lechię w Ekstraklasie?
Problemy finansowe w Lechii ciągną się od wielu lat i przyjście Paolo Urfera tego nie zmieniło. Prezes obiecywał złote góry, słyszeliśmy o sponsorze, mocnych transferach do Ekstraklasy, ale jak na razie na obietnicach się skończyło. Patrząc z perspektywy obecnego sezonu można oceniać, że awans to było osiągnięcie ponad stan, zarówno sportowo, jak i organizacyjnie. Dziś Ekstraklasa przerasta Lechię i mamy poczucie, że roczna banicja w I lidze niewiele zmieniła.
Pozycja Lechii w tabeli pokazuje, że transfery, które wystarczyły na zdominowanie I ligi to za mało na Ekstraklasę.
Nie ulega wątpliwości, że zimą musimy się solidnie wzmocnić na każdej pozycji. Obecny skład doskonale poradził sobie w I lidze, ale to za mało na poziom Ekstraklasy. Mogłabym wskazać 3-4 piłkarzy, którzy pasują poziomem do najwyższej ligi. Są to na pewno Kapić i młodzi skrzydłowi – Mena i Chłań, którzy mają wielki talent i odnaleźli się w tej lidze. Dla pozostałych Ekstraklasa to raczej za wysokie progi. Nie jest to jednak wyłącznie wina piłkarzy, bo gdyby mieli doświadczonych partnerów, którzy byliby dla nich wsparciem, to cały zespół funkcjonowałby lepiej. Dziś Lechia nie ma lidera, który mógłby być wzorem dla młodych piłkarzy. W styczniu dołączy do nas Michał Głogowski z Hutnika Kraków, który jest wiceliderem strzelców II ligi, nie spodziewam się jednak, że będzie on naszym zbawieniem. Jeśli nie będzie istotnych wzmocnień, przede wszystkim w obronie, to Lechia nie utrzyma się w lidze. Ponadto nie omijają nas kontuzje, bo na dłużej z gry wyłączeni są Bobcek i Mena, poważnych urazów doznali młodzieżowcy Marcel Bajko i Wojtek Madej, którzy brali udział w treningach pierwszej drużyny. Nie pomogły zmiany w sztabie medycznym dokonane latem przez Kevina Blackwella. Dość powiedzieć, że Kevin Paxton jako fizjoterapeuta pracuje zdalnie z Anglii, jednocześnie szukając nowej pracy na LinkedIn.
Gdy mówimy o kontuzjach, warto wrócić do ubiegłego sezonu, gdy uraz na długo wyeliminował lidera Lechii w tamtym okresie – Luisa Fernandeza. Dlaczego dziś nie ma go już w Gdańsku?
Transfer Fernandeza miał legitymizować projekt „Lechia Gdańsk w I lidze”. Jego przyjście z Wisły Kraków było zaskoczeniem dla całego środowiska piłkarskiego w Polsce. Był gwiazdą i od początku sezonu strzelał dużo goli. Niestety nabawił się kontuzji kolana i przeszedł operację. Wrócił w kwietniu, zagrał po kilka minut z Odrą i GKS-em w Katowicach, ale kontuzja się odnowiła i konieczny był drugi zabieg. Mimo, że nie grał, to zawsze był przy drużynie i jako kapitan był ważną postacią w szatni. Gdy wreszcie wrócił do zdrowia, prezes Urfer zdecydował o jego odsunięciu. Powód był oczywisty: piłkarz domagał się wypłaty zaległych pensji. Dlatego Fernandez zdecydował się rozwiązać kontrakt, a jego sprawa będzie rozpatrywana przez piłkarskie trybunały. Dziś na pewno przydałby się tej drużynie, bo dawał dużo jakości i doświadczenia.
Najnowsza historia ligowych pojedynków GieKSy z Lechią nie jest zbyt bogata. Masz szczególne wspomnienia tych meczów?
Kiedy Lechia regularnie rywalizowała z GieKSą, nie było mnie jeszcze na świecie. Pamiętam nasze mecze w sezonie 2007/2008, kiedy awansowaliśmy do Ekstraklasy i udało się was dwukrotnie pokonać. Najbardziej żywe są wspomnienia z ubiegłego sezonu, kiedy wygraliśmy w Gdańsku, a w Katowicach lepszy był GKS. Wszyscy doskonale pamiętamy nasz ostatni mecz przy Bukowej, gdzie Lechia przegrała po golu Arka Jędrycha w doliczonym czasie. Nie wykorzystaliśmy wtedy wielu okazji na gola, grając przecież z przewagą jednego zawodnika. Był to dla nas trudny moment, który zasiał trochę niepewności, ale mimo tej porażki nikt nie zwątpił w to, że możemy wrócić do Ekstraklasy.
Historię Lechii i GKS-u łączy Sławomir Wojciechowski – rodowity gdańszczanin, który swoje sukcesy święcił m.in. w Katowicach.
Uważam, że jest to jeden z najlepszych polskich piłkarzy lat 90. Odnosił sukcesy nie tylko w Polsce, ale i za granicą, kiedy niewielu piłkarzy wyjeżdżało, aby grać w europejskich ligach. Sławek był ważną postacią GKS-u i odniósł wiele sukcesów z tym klubem, ale miał też dobry czas w Lechii i zapisał się w naszej historii, zarówno jako piłkarz, jak i działacz. Jest to postać, która łączy oba kluby, będąc jednocześnie jedną z ważniejszych postaci polskiej piłki lat 90.
Zwycięstwo w Katowicach w sobotę jest dla Lechii obowiązkiem?
Mając 5 punktów straty do bezpiecznej pozycji w tabeli trzeba szukać punktów z każdym, niezależnie od poziomu przeciwnika. W sobotę jedziemy do Katowic, gdzie czeka nas mecz przy pełnych trybunach, prawdopodobnie wasz ostatni mecz na starym stadionie. Atmosfera będzie więc szczególna, tym bardziej jeśli chodzi o uhonorowanie śp. Jana Furtoka. Dla waszej społeczności będzie to więc ważne wydarzenie, a piłkarsko GieKSa też musi punktować, bo wasza przewaga nad strefą spadkową nie jest duża. Oba zespoły będą chciały wygrać, ale nie spodziewam się fajerwerków po Lechii. Nie liczę też na efekt „nowej miotły”. Zakładam remis, a w czarnym scenariuszu zwycięstwo waszej drużyny. Każdy to wie, że musimy punktować, ale w tym sezonie nie za bardzo nam to wychodzi.
Remis będzie waszym sukcesem?
Myślę, że tak. Punkt przywieziony z wyjazdu to zawsze jakiś dorobek, jednak Lechia już kilka takich remisów ma i nie poprawia to naszej sytuacji w tabeli. W Kielcach zremisowaliśmy 0:0 nie oddając celnego strzału na bramkę, były też lepsze mecze, jak remis 3:3 w Gliwicach. Remis w Katowicach zostanie przyjęty jako dobry wynik, bo w takim miejscu jest dziś nasz zespół, że o każdy punkt jest trudno. Każdy chciałby zwycięstwa, ale patrząc na obecną atmosferę w Gdańsku bardziej prawdopodobna jest wygrana gospodarzy.
Pokusisz się o wytypowanie wyniku?
Sercem postawię na remis bramkowy, bo tracimy dużo goli, więc musimy też strzelić. Na dziś stawiam na 2:2.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Piłka nożna
Gabriel Kobylak 2028
GKS Katowice zdecydował się na transfer definitywny Gabriela Kobylaka z Legii Waszawa. 24-letni bramkarz podpisał z nami umowę do końca czerwca 2028 roku. Kontrakt zawiera opcję przedłużenia o kolejny sezon.
Kobylak występował w podkarpackich drużynach młodzieżowych (Zgoda Zarszyn, Orzeł Bażanówka, Ekoball Sanok i Karpaty Krosno). W 2018 roku trafił do Legii, gdzie najpierw grał w rezerwach a następnie został wypożyczony do Puszczy Niepołomice (2020-22) oraz Radomiaka Radom (2022/23 i wiosna 2024). Po sezonie 2023/24 wrócił do Legii Warszawa, ale nie przebił się na stałe do pierwszej jedenastki. Ze stołeczną drużyną zdobył Puchar i SuperPuchar Polski.
W ostatnim sezonie wystąpił w 8 spotkaniach (6 w rezerwach Legii w III lidze, 1 w Lidze Konferencji i 1 w Pucharze Polski). Na poziomie Ekstraklasy ma rozegrane 47 spotkań, a na jej zapleczu – 50. Ma także skromne doświadczenie pucharowe – wystąpił w 6 meczach w Lidze Konferencji (w tym 1 w eliminacjach).
Życzymy powodzenia w naszych barwach!
Foto: GKSKatowice.eu
Hokej
Powrót, odejścia i plan sparingów
Ostatnie dni i minuty przyniosły garść nowych informacji z obozu hokejowej GieKSy.
Roczny kontrakt podpisał dobrze znany nam już Pontus Englund. Ofensywnie usposobiony obrońca grał w GKS-ie już w sezonie 2024/25. Rosły Szwed zanotował wówczas 21 oczek w 39 meczach sezonu zasadniczego za 9 goli i 12 asyst, a w 17 starciach fazy play-off dorzucił 9 punktów za 2 bramki i 7 asyst. Później przeniósł się do Grenoble występującego we francuskiej Ligue Magnus, a tam łącznie w 58 spotkaniach zdobył 8 goli i zanotował 21 asyst. Teraz jednak już po roku przerwy wraca do Katowic. Witamy ponownie!
Z drużyną pożegnali się natomiast Travis Verveda i Zack Hoffman. Pierwszy spędził w Katowicach 2 sezony, oba zakończone zdobyciem srebrnego medalu. O ile solidnie punktował w rozgrywkach zasadniczych, gdyż w pierwszym roku było to 14, a w drugim 16 oczek, tak nie potrafił tego przełożyć na faze play-off, gdzie najpierw zdobył 3 punkty, a w tym roku 4. Łącznie w barwach GieKSy wystąpił 122 razy. Hoffman natomiast dołączył do GKS-u przed minionym sezonem. W 60 meczach zdobył 3 gole i zanotował 14 asyst. Dziękujemy obu za grę w naszym klubie i życzymy powodzenia w dalszej karierze.
Poznaliśmy także plan przedsezonowych sparingów. 1 sierpnia drużyna spotka się w komplecie na testy, a 2 dni później pierwszy raz wyjdą wspólnie na lód. Tak natomiast prezentuje się lista naszych sparingów:
13 sierpnia: Unia Oświęcim (wyjazd)
15 sierpnia: Unia Oświęcim (Jantor)
18 sierpnia: HK Poprad (wyjazd)
20 sierpnia: HK Poprad (Jantor)
28 sierpnia: Lausitzer Fuchse (Weisswasser)
29 sierpnia: Rostock Piranhas (Weisswasser)
4 września: HC Presov (Liptovsky Mikulas)
5 września: HK 32 Liptovsky Mikulas lub Budapeszt (Liptovsky Mikulas)
10 września: HC RT Torax Poruba (wyjazd)


Najnowsze komentarze