Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: Nową Bukową trzeba otworzyć z przytupem
Nie było chyba lepszego scenariusza niż inauguracja nowego stadionu w Katowicach Śląskim Klasykiem w Ekstraklasie. Gwarantowana jest wyjątkowa atmosfera na trybunach, a rywal pod względem piłkarskim na pewno wysoko zawiesi poprzeczkę, tak jak to robił dotychczas. Czy uda się GieKSie przerwać passę bez zwycięstwa nad Górnikiem, przekonamy się już w niedzielę. Przed spotkaniem porozmawialiśmy z Marcinem Ziachem z serwisu Roosevelta81.pl o nastrojach w ekipie z Zabrza, formie Lukasa Podolskiego i historii naszych ostatnich pojedynków.
Pamiętasz, kiedy po raz ostatni GieKSa wygrała z Górnikiem?
Sprawdzałem to przy okazji naszego poprzedniego meczu w Zabrzu. Był to rok 2005, ostatnia kolejka sezonu, w którym GKS spadał z Ekstraklasy. Górnikowi spadek już wtedy nie groził, więc mecz był „o pietruszkę”. Skończyło się zwycięstwem GieKSy po golu Krzysztofa Markowskiego z rzutu karnego w 90. minucie, a mecz rozgrywano bez publiczności, na skutek przerwania przez waszych kibiców meczu z Odrą Wodzisław.
Jak się później okazało, GKS pożegnał się w tamtym momencie z Ekstraklasą na blisko dwie dekady. Mimo to nasze drogi przecinały się czy to w 1. lidze, czy w Pucharze Polski. Jednak ani razu nie udało się nam znaleźć sposobu na Górnik. Jak wytłumaczyć taką niemoc?
Nie dopatrywałbym się tutaj jakiegoś „kompleksu Górnika” po stronie GieKSy. Mówimy przecież o meczach derbowych, które zawsze wyzwalają dodatkową mobilizację. Pamiętam jeszcze derby w Ekstraklasie sprzed czasów naszej zgody, kiedy to GKS częściej wygrywał, a na boisku nieraz iskrzyło. Później, gdy połączyła nas zgoda, to atmosfera była inna, a przysłowiowe kości aż tak nie trzeszczały – na trybunach było święto, a mecze były zwykle ciekawe pod względem piłkarskim. Ponadto, za każdym razem kiedy Górnik spadał z Ekstraklasy, drużyna kadrowo pozostawała silna, z celem natychmiastowego powrotu do elity. Chwała Bogu, że to się udawało, bo między innymi wasza historia pokazuje, że łatwo się zakopać w niższych ligach.
Długie oczekiwanie na awans GieKSy osłodził nam nieco styl, w jakim dokonała tego ekipa Rafała Góraka. Warto jednak przypomnieć, że podobnie było w waszym przypadku, kiedy w 2017 roku na pewnym etapie dawano wam procent szans na awans.
Dokonała tego ekipa Marcina Brosza, „młodzi gniewni”. Po rundzie jesiennej nikt nie stawiał nas w gronie kandydatów do awansu, bo zajmowaliśmy miejsce w środku stawki (Górnik był ósmy, a GKS drugi – przyp. red.). Był taki moment, że właściwie straciłem nadzieję na awans, gdy w 23. kolejce przegraliśmy u siebie z Zagłębiem Sosnowiec 1:2. W końcówce sezonu zaliczyliśmy jednak serię sześciu zwycięstw z rzędu, które dały nam awans. Do ostatniej kolejki trzeba było o niego walczyć. Warto wspomnieć, że jako beniaminek byliśmy potem rewelacją Ekstraklasy – zajęliśmy czwarte miejsce premiowane grą w europejskich pucharach. Był to najlepszy okres w najnowszej historii Górnika.
W ostatnich latach wasz zespół kończy zwykle rozgrywki w okolicach szóstego miejsca. Czego brakuje, by skutecznie włączyć się do walki o podium?
Aspiracje kibiców z pewnością sięgają walki o puchary. Trzeba się jednak zastanowić, czy warto porywać się z motyką na słońce, bo pod względem organizacyjnym wciąż nie jesteśmy na poziomie czołówki Ekstraklasy. Czkawką odbija nam się okres złego zarządzania klubem. Mamy spore zadłużenie, które miasto stara się spłacać. Sytuacja zdaje się nieco stabilizować, mamy wreszcie rozsądny zarząd, a z tego co mi wiadomo, poprzedni rok klub zakończył na minimalnym plusie, co nie zdarzyło się od co najmniej dwudziestu lat. Jeśli dojdzie do prywatyzacji klubu, o której mówi się od dłuższego czasu, to będzie łatwiej równać do ligowej czołówki. W ostatnich sezonach brakowało do tego przede wszystkim stabilnej kadry – po dobrej rundzie jesiennej często odchodzili kluczowi zawodnicy, a trener Urban musiał łatać te dziury. Dziś nie musimy drżeć o utrzymanie, ale wciąż czegoś brakuje, by grać o wyższe cele.
Jeśli chodzi o rotację kadrową w Górniku, trafiłem ostatnio na zestawienie jedenastki złożonej z piłkarzy, którzy w ostatnim czasie odchodzili z Górnika. Przyznam, że taki skład zrobił wrażenie, bo nie brakowało tam uznanych nazwisk.
Takie zestawienie wrzucił na Twitterze Krzysztof Marciniak z Canalu+. Większość z tych zawodników na pewno wyróżniała się w Górniku, ale byli tam też tacy, których w Zabrzu żegnano bez żalu. Górnik jest dziś bardzo dobrym oknem wystawowym. Lukas Podolski skupia na sobie uwagę środowiska piłkarskiego, na czym korzysta klub. Wielu menadżerów przesyła oferty pozyskania ciekawych zawodników, a nie jest tajemnicą, że za niektórymi transferami, takimi jak Ennali czy Yokota, osobiście stoi Podolski. Wcześniej bardzo dobre ruchy transferowe wykonywał Artur Płatek, jako szef skautingu dobrą robotę wykonuje Roman Kaczorek, jest jeszcze Łukasz Milik. Większość zawodników sprowadzanych ostatnio do Górnika to trafione transfery.
Kto chce przejąć Górnika i kiedy może to nastąpić?
W temacie prywatyzacji Górnika panuje swego rodzaju zmowa milczenia, trudno uzyskać w tej sprawie jakiekolwiek informacje, szczególnie ze strony miasta. Ratusz przyjął bardzo wysokie wymagania wobec wiarygodności podmiotów zainteresowanych nabyciem akcji klubu, dzięki czemu uniknęliśmy podejrzanych funduszy z zagranicy czy hochsztaplerów na miarę Ireneusza Króla. Dziś wiadomo, że złożono dwie oferty przejęcia klubu: jedna ze strony Lukasa Podolskiego i stojącego za nim konsorcjum, a druga od dużej zabrzańskiej firmy Zarys, producenta jednorazowego sprzętu medycznego. Oba podmioty są związane z Górnikiem – co do Lukasa nie ma tutaj wątpliwości, z kolei prezes Zarysu Paweł Ossowski jest naszym kibicem, kiedyś chodził na Torcidę i też chce dla klubu jak najlepiej. Zdaniem kibiców najlepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby oba podmioty porozumiały się i razem zaangażowały się w zarządzanie klubem. Nie jest to wykluczone, ale dziś trudno uzyskać w tej sprawie wiarygodne informacje.
W zasadzie w każdym aspekcie rozmowy o Górniku przewija się nazwisko Lukasa Podolskiego. O Barcelonie mówi się, że to więcej niż klub, o Podolskim można za to powiedzieć, że to więcej niż piłkarz Górnika. Łatwiej niż na pytanie, czym Lukas zajmuje się w klubie, będzie ci odpowiedzieć, czym się nie zajmuje?
Być może jedynie nie sprząta, chyba że trzeba pozamiatać na boisku. Ostatnio często ciągnie drużynę do zwycięstw, widać że jego forma poszła w górę. Lukas jest człowiekiem-instytucją w Górniku i nie ma co do tego wątpliwości. Jego transfer był dla klubu potężnym skokiem rozwojowym, niemniej długo ten potencjał nie był wykorzystywany. Nie przyjechał on do Zabrza „odcinać kupony”. Na boisku wciąż jest wartością dodaną, mimo że fizycznie daleko mu do najlepszych czasów. Co być może ważniejsze, Lukasa jest wszędzie pełno także poza boiskiem: chętnie angażuje się w akcje marketingowe i jest twarzą Górnika. Do tego dochodzą kwestie transferów czy zmian właścicielskich, o których rozmawialiśmy wcześniej. Jego oczkiem w głowie jest też akademia, w której zresztą na co dzień trenuje jego syn. Podolski kupił autokar na potrzeby akademii, wielokrotnie się angażował i wspierał finansowo naszych juniorów. Co ciekawe, obecnie gościmy w Zabrzu młodzieżową drużynę Vissel Kobe, z którą towarzyskie mecze zagrają młodzi piłkarze Górnika i GieKSy. Liczymy, że dzięki Lukasowi klub wciąż będzie się rozwijał, bo silny Górnik jest potrzebny zarówno śląskiej, jak i polskiej piłce.
Uda się namówić Podolskiego na przedłużenie kontraktu?
Nie wykluczałbym sytuacji, że staniemy się jedynym klubem na świecie mającym grającego właściciela. Jest to marzenie wielu kibiców Górnika. Pod względem piłkarskim Lukas wciąż nie odstaje od poziomu ligi, pozostaje pytanie, jak będzie się czuł pod względem fizycznym i czy nadal będzie mu się chciało grać. Nie można mu odmówić ambicji, więc jeśli fizycznie da radę, to liczymy że kontrakt przedłuży, mimo że wcześniej deklarował, że to jego ostatni sezon w karierze. Dziś w swoich wypowiedziach zostawia sobie jednak uchyloną furtkę do zmiany decyzji.
O wpływie Podolskiego na postawę Górnika przekonaliśmy się jesienią w Zabrzu, kiedy w zasadzie w pojedynkę rozmontował naszą obronę.
Mało kto spodziewał się wtedy takiej dominacji Górnika na boisku. Byliśmy wtedy w sportowym dołku, po serii spotkań z beniaminkami. O ile w tej rundzie udało nam się już pokonać Lechię i Motor, o tyle jesienią dwa razy dostaliśmy łomot. Dlatego oczekiwaliśmy zaciętego pojedynku i obawialiśmy się o wynik meczu z GieKSą, tymczasem nasze zwycięstwo ani przez moment nie było zagrożone. Pierwsza bramka Lukasa padła już po niespełna pięciu minutach, po przerwie kolejne trafienie dołożył Josema, a wynik na 3:0 ustalił Podolski. Górnik zebrał dużo pochwał za styl tego zwycięstwa – oddaliśmy dużo strzałów na bramkę i w zasadzie wszystkie statystyki przemawiały na naszą korzyść.
W najbliższym meczu za kartki pauzuje Taofeek Ismaheel, który zbierał ostatnio dobre noty. To dla was duża strata? Kto go zastąpi? Być może któryś z piłkarzy pozyskanych zimą?
Prawdę mówiąc spodziewaliśmy się więcej po Ismaheelu, szczególnie jeśli chodzi o liczby, których wciąż mu brakuje. Taofeek Ismaheel dysponuje dobrym dryblingiem, jest jednym z szybszych piłkarzy w Ekstraklasie, ale nie idzie za tym efektywność. W mojej opinii jego największym minusem jest fakt, że operuje w zasadzie tylko lewą nogą. Liczę, że któryś ze zmienników będzie w stanie go zastąpić bez straty na jakości. Naturalnym kandydatem wydaje się być Ousmane Sow, ale trener Urban może mieć na to inny pomysł. Generalnie mamy problem na lewej flance, bo kontuzji doznał Kamil Lukoszek i to jest nasze większe osłabienie niż brak Ismaheela. Jeśli zaś chodzi o transfery, to z dobrej strony pokazał się już Słowak Matúš Kmeť, który zaliczył asystę w meczu z Radomiakiem i „wejście smoka” z Motorem zakończone golem. Z kolei Ousmane Sow dostał szansę dłuższego występu w ostatniej kolejce i pokazał potencjał. Jest zawodnikiem nietuzinkowym, który może grać na kilku pozycjach. Ta uniwersalność jest jego największą zaletą. Jaki pomysł ma na niego trener Urban w meczu z GieKSą? Przekonamy się w niedzielę.
W jednej z przedmeczowych wypowiedzi Lukas Podolski trafnie stwierdził, że mimo iż nasz najbliższy mecz będzie miał specjalną otoczkę, to najważniejsze i tak będzie się działo na boisku. I choć kibice będą świętować, to piłkarze będą na sto procent walczyć o zwycięstwo. Jaki scenariusz napisze się twoim zdaniem na boisku?
Byłbym bardzo zdziwiony, gdyby Górnik nastawił się na grę z kontrataku. Jest raczej pewne, że nasi piłkarze rzucą GieKSie rękawicę i zaserwują kilkunastu tysiącom kibiców prawdziwy piłkarski spektakl. Spodziewam się ambitnej walki i liczę, że GieKSa tę rękawicę podejmie. Ranga meczu na otwarcie stadionu może przytłoczyć, o czym sami przekonaliśmy się na inaugurację naszego nowego obiektu. Pamiętamy gorzki smak porażki z Ruchem i chcielibyśmy choć trochę odkuć się za to w meczu z GieKSą.
Gdyby kilka lat temu powiedziano mi, że GKS szybciej wybuduje nowy stadion niż Górnik wykończy swój, to popukałbym się w głowę. Tymczasem czwarta trybuna w Zabrzu jeszcze się buduje, a my w niedzielę zasiądziemy na Nowej Bukowej. Na jakim etapie jest budowa waszego stadionu?
Prace są już na finiszu. Czwarta trybuna stoi, większość krzesełek jest już zamontowana, brakuje natomiast wykończenia zaplecza, jak m.in. szatnie, klubowe muzeum, loże VIP. Miasto szuka środków na sfinansowanie tej inwestycji i mam nadzieję, że już wkrótce stadion zostanie dokończony zgodnie z projektem. Nie da się ukryć, że miasto jest w trudnej sytuacji finansowej, dlatego poszukuje podmiotów, które mogłyby partycypować w kosztach dokończenia stadionu, m.in. sponsora tytularnego obiektu. W skali kosztów budowy całego stadionu brakująca kwota nie jest duża, dlatego liczę, że wkrótce uda się te środki zdobyć i stadion będzie w pełni funkcjonalny.
Potencjał kibicowski Górnika jest jednym z najwyższych w Polsce. Mimo to w ostatnim czasie nie zapełniacie regularnie stadionu. Frekwencja jest dziś problemem w Zabrzu?
Nie wyciągałbym zbyt daleko idących wniosków z frekwencji w ostatnich meczach. Moda na Górnika wciąż jest i kibice zarówno z Zabrza, jak i okolicznych gmin, wciąż interesują się klubem. Kibica przyciąga na stadion przede wszystkim poziom sportowy, a Górnik na początku tej rundy nie zachwycał. Nie pomagała też pogoda i godziny rozgrywania meczów. Nie szukałbym tu jednak głębszego kryzysu. Marketingowo klub robi dużo, by frekwencja była jak najwyższa, a przy dobrych wynikach i wiosennej pogodzie na mecz przyjdą też ci bardziej chimeryczni kibice. W mojej ocenie potencjał Górnika to 20-25 tysięcy widzów na każdym meczu i spokojnie jesteśmy w stanie to osiągnąć na gotowym stadionie.
Udało się pogodzić waszych kibiców przy rozdzielaniu biletów do Katowic?
Dystrybucja biletów była błyskawiczna, bo chętnych na wyjazd było znacznie więcej niż przyznana pula wejściówek. Być może części naszych kibiców udało się zdobyć miejsca na wasze sektory, ale wiem, że nie wszystkim chętnym udało się zdobyć bilet na Śląski Klasyk. Szykuje się kapitalne widowisko na murawie i wielkie święto na trybunach, bo trzeba Nową Bukową otworzyć z przytupem. Jestem pewny, że obie ekipy staną na wysokości zadania.
Jakie masz osobiste wspomnienia z naszej rywalizacji?
Jest kilka meczów, które szczególnie utkwiły mi w pamięci. W 2003 r., gdy GKS zajął trzecie miejsce w lidze, przegraliśmy w Zabrzu 1:3. GieKSa wyszła na prowadzenie, potem Górnik wyrównał, ale wy szliście wtedy jak burza i dołożyliście kolejne gole. Było to dla mnie duże rozczarowanie. Kolejny to pierwszy mecz po przybiciu „sztamy”, jeszcze na starym stadionie w Zabrzu. Mecz rozpoczął się z opóźnieniem, bo delegat zwrócił uwagę, że nie ma sektorów buforowych. Na trybunach zasiadło ponad 20 tysięcy ludzi, a Górnik wygrał 2:0. W tym czasie GieKSę prowadził trener Adam Nawałka, który debiutował tej w roli jesienią 2008 w pucharowym meczu z Górnikiem przy Bukowej. Wielu naszych kibiców spodziewało się łatwej przeprawy, tymczasem mecz był wyjątkowo zacięty – Górnik wygrał 4:3, dopiero po dogrywce. Co ciekawe, w końcówce meczu było już dość ciemno, a na stadionie nie było oświetlenia z powodu modernizacji jupiterów przy Bukowej.
Adam Nawałka łączy nasze kluby, bo jako trener pracował najpierw przy Bukowej, skąd przeniósł się do Zabrza. Jak wspominasz jego pobyt w Górniku?
Trenera Nawałkę wspominam jako najlepszego trenera, z jakim miałem okazję współpracować jako dziennikarz i przyglądać się jego pracy. Trener był zawsze zaangażowany w stu procentach, zarówno na treningu, jak i podczas meczów ligowych. Tytan pracy, bardzo ambitny i wymagający, ale potrafiący też walczyć za swój zespół także w gabinetach działaczy. Za jego kadencji Górnik osiągał znacznie lepsze wyniki niż wskazywałby na to potencjał kadrowy. Gdy przychodził do Zabrza w grudniu 2009 r., drużyna zajmowała 5. miejsce w 1. lidze. Ostatecznie, dzięki serii zwycięstw wywalczyliśmy upragniony awans. W Zabrzu wspominamy trenera Nawałkę w samych superlatywach i z dużym sentymentem. Moim zdaniem to jeden z najlepszych trenerów naszego pokolenia, co udowodnił jako selekcjoner reprezentacji Polski.
Czy w Zabrzu działa klątwa byłych piłkarzy, którzy karcą wasz zespół w barwach innych drużyn? Będziecie się szczególnie przyglądać postawie Bartosza Nowaka i Dawida Kudły?
W ubiegłym sezonie Łukasz Wolsztyński w barwach Stali Mielec zdobył w Zabrzu bramkę na wagę remisu, ale poza tym nie było zbyt wiele takich przypadków. Wspominam Bartka Nowaka jako kreatywnego pomocnika, który daje dużą jakość piłkarską, zarówno wtedy w Górniku, jak i dziś w GKS-ie. Latem były przymiarki, aby Bartek wrócił do Zabrza, ten wybrał jednak Katowice. Pobyt w Rakowie nie był dla niego najlepszym czasem w karierze, dlatego cieszę się, że odnalazł formę w GieKSie. Z kolei Dawid Kudła jest naszym kibicem, w barwach Górnika wywalczył wicemistrzostwo Polski juniorów. Liczyliśmy jednak na więcej, jeśli chodzi o jego występy w pierwszym zespole i moim zdaniem mógł zrobić większą karierę. Cieszę się, że swoje piłkarskie miejsce znalazł w Katowicach i pomógł wam wrócić do Ekstraklasy. Mimo że rywalizuje z Rafałem Strączkiem, to nie oddaje miejsca między słupkami i prezentuje się co najmniej solidnie.
Jaki wynik typujesz w niedzielę?
Liczę, że wygra Górnik i nie skończy się tylko 1:0, ale będziemy świadkami ciekawego piłkarskiego widowiska. Idealnym scenariuszem będzie wysoki wynik bramkowy i wielka feta na trybunach.
Felietony Piłka nożna
Trudność w podejściu do średniawki
Aaaa qrwa jego mać…
To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.
Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.
Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.
O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.
Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.
Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.
Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.
Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.
Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.
Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.
Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.
Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.
Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.
Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.
Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowskie święto w Kielcach
Zapraszamy do galerii z Kielc, gdzie GieKSa podzieliła się punktami z Koroną. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek.
Piłka nożna
Górak: Nie będę przesadzał z ubolewaniem
Po meczu Korona Kielce – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Jacek Zieliński i Rafał Górak. Poniżej prezentujemy główne opinie szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Przyjmujemy i szanujemy tę zdobycz punktową – jednopunktową. Wydaje mi się, że nie byliśmy dzisiaj najlepszą wersją siebie, na pewno mogliśmy grać lepiej, szczególnie w działaniach, gdy mieliśmy piłkę. Trochę to szwankowało i z tego może troszkę jestem niezadowolony. Jednak z samego przebiegu meczu, gdzie uważam, że remis jest sprawiedliwy, nie będę zbytnio przesadzał z ubolewaniem nad tym punktem. Bo to jest trudny teren i nikomu się łatwo tutaj nie gra. Był pełny stadion i to też chyba fajne dla kibiców, bo ci ludzie dzisiaj dużo dawali, widać dużo walki i zaangażowania. Były momenty lepsze i gorsze zarówno w jednej, jak i drugiej drużynie, dlatego uważam, że jest okej. Cieszę się również, że drużyna jako całość zdaje egzamin, w takim momencie, bo dzisiaj przyjechaliśmy bez sześciu ważnych zawodników. Ta głębia kadry, chciałem to podkreślić, daje radę i zawodnicy, którzy grali mniej wchodzą i realizują swoje zadania. Remis przyjmuję ze zrozumieniem, uważam, że jest to wynik zasłużony.
Jacek Zieliński (trener Korony Kielce):
Nie wiem jak ocenić ten mecz i ten punkt, czy on jest zdobyty czy są dwa stracone. Ale jak się goni wynik i ma się punkt w końcówce, to jest to w miarę zdobycz. Natomiast liczyliśmy na więcej, trochę inaczej miała wyglądać pierwsza połowa, oddaliśmy za dużo przestrzeni przy stałych fragmentach. Wiedząc, że GKS jest w tym groźny, to najbardziej boli, jak się traci taką bramkę. No nic, w piątek kolejny mecz u siebie i tu już nie będzie półśrodków, tu po prostu trzeba wygrywać.


Najnowsze komentarze