Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: Nową Bukową trzeba otworzyć z przytupem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Nie było chyba lepszego scenariusza niż inauguracja nowego stadionu w Katowicach Śląskim Klasykiem w Ekstraklasie. Gwarantowana jest wyjątkowa atmosfera na trybunach, a rywal pod względem piłkarskim na pewno wysoko zawiesi poprzeczkę, tak jak to robił dotychczas. Czy uda się GieKSie przerwać passę bez zwycięstwa nad Górnikiem, przekonamy się już w niedzielę. Przed spotkaniem porozmawialiśmy z Marcinem Ziachem z serwisu Roosevelta81.pl o nastrojach w ekipie z Zabrza, formie Lukasa Podolskiego i historii naszych ostatnich pojedynków.

Pamiętasz, kiedy po raz ostatni GieKSa wygrała z Górnikiem?
Sprawdzałem to przy okazji naszego poprzedniego meczu w Zabrzu. Był to rok 2005, ostatnia kolejka sezonu, w którym GKS spadał z Ekstraklasy. Górnikowi spadek już wtedy nie groził, więc mecz był „o pietruszkę”. Skończyło się zwycięstwem GieKSy po golu Krzysztofa Markowskiego z rzutu karnego w 90. minucie, a mecz rozgrywano bez publiczności, na skutek przerwania przez waszych kibiców meczu z Odrą Wodzisław.

Jak się później okazało, GKS pożegnał się w tamtym momencie z Ekstraklasą na blisko dwie dekady. Mimo to nasze drogi przecinały się czy to w 1. lidze, czy w Pucharze Polski. Jednak ani razu nie udało się nam znaleźć sposobu na Górnik. Jak wytłumaczyć taką niemoc?
Nie dopatrywałbym się tutaj jakiegoś „kompleksu Górnika” po stronie GieKSy. Mówimy przecież o meczach derbowych, które zawsze wyzwalają dodatkową mobilizację. Pamiętam jeszcze derby w Ekstraklasie sprzed czasów naszej zgody, kiedy to GKS częściej wygrywał, a na boisku nieraz iskrzyło. Później, gdy połączyła nas zgoda, to atmosfera była inna, a przysłowiowe kości aż tak nie trzeszczały – na trybunach było święto, a mecze były zwykle ciekawe pod względem piłkarskim. Ponadto, za każdym razem kiedy Górnik spadał z Ekstraklasy, drużyna kadrowo pozostawała silna, z celem natychmiastowego powrotu do elity. Chwała Bogu, że to się udawało, bo między innymi wasza historia pokazuje, że łatwo się zakopać w niższych ligach.

Długie oczekiwanie na awans GieKSy osłodził nam nieco styl, w jakim dokonała tego ekipa Rafała Góraka. Warto jednak przypomnieć, że podobnie było w waszym przypadku, kiedy w 2017 roku na pewnym etapie dawano wam procent szans na awans.
Dokonała tego ekipa Marcina Brosza, „młodzi gniewni”. Po rundzie jesiennej nikt nie stawiał nas w gronie kandydatów do awansu, bo zajmowaliśmy miejsce w środku stawki (Górnik był ósmy, a GKS drugi – przyp. red.). Był taki moment, że właściwie straciłem nadzieję na awans, gdy w 23. kolejce przegraliśmy u siebie z Zagłębiem Sosnowiec 1:2. W końcówce sezonu zaliczyliśmy jednak serię sześciu zwycięstw z rzędu, które dały nam awans. Do ostatniej kolejki trzeba było o niego walczyć. Warto wspomnieć, że jako beniaminek byliśmy potem rewelacją Ekstraklasy – zajęliśmy czwarte miejsce premiowane grą w europejskich pucharach. Był to najlepszy okres w najnowszej historii Górnika.

W ostatnich latach wasz zespół kończy zwykle rozgrywki w okolicach szóstego miejsca. Czego brakuje, by skutecznie włączyć się do walki o podium?
Aspiracje kibiców z pewnością sięgają walki o puchary. Trzeba się jednak zastanowić, czy warto porywać się z motyką na słońce, bo pod względem organizacyjnym wciąż nie jesteśmy na poziomie czołówki Ekstraklasy. Czkawką odbija nam się okres złego zarządzania klubem. Mamy spore zadłużenie, które miasto stara się spłacać. Sytuacja zdaje się nieco stabilizować, mamy wreszcie rozsądny zarząd, a z tego co mi wiadomo, poprzedni rok klub zakończył na minimalnym plusie, co nie zdarzyło się od co najmniej dwudziestu lat. Jeśli dojdzie do prywatyzacji klubu, o której mówi się od dłuższego czasu, to będzie łatwiej równać do ligowej czołówki. W ostatnich sezonach brakowało do tego przede wszystkim stabilnej kadry – po dobrej rundzie jesiennej często odchodzili kluczowi zawodnicy, a trener Urban musiał łatać te dziury. Dziś nie musimy drżeć o utrzymanie, ale wciąż czegoś brakuje, by grać o wyższe cele.

Jeśli chodzi o rotację kadrową w Górniku, trafiłem ostatnio na zestawienie jedenastki złożonej z piłkarzy, którzy w ostatnim czasie odchodzili z Górnika. Przyznam, że taki skład zrobił wrażenie, bo nie brakowało tam uznanych nazwisk.
Takie zestawienie wrzucił na Twitterze Krzysztof Marciniak z Canalu+. Większość z tych zawodników na pewno wyróżniała się w Górniku, ale byli tam też tacy, których w Zabrzu żegnano bez żalu. Górnik jest dziś bardzo dobrym oknem wystawowym. Lukas Podolski skupia na sobie uwagę środowiska piłkarskiego, na czym korzysta klub. Wielu menadżerów przesyła oferty pozyskania ciekawych zawodników, a nie jest tajemnicą, że za niektórymi transferami, takimi jak Ennali czy Yokota, osobiście stoi Podolski. Wcześniej bardzo dobre ruchy transferowe wykonywał Artur Płatek, jako szef skautingu dobrą robotę wykonuje Roman Kaczorek, jest jeszcze Łukasz Milik. Większość zawodników sprowadzanych ostatnio do Górnika to trafione transfery.

Kto chce przejąć Górnika i kiedy może to nastąpić?
W temacie prywatyzacji Górnika panuje swego rodzaju zmowa milczenia, trudno uzyskać w tej sprawie jakiekolwiek informacje, szczególnie ze strony miasta. Ratusz przyjął bardzo wysokie wymagania wobec wiarygodności podmiotów zainteresowanych nabyciem akcji klubu, dzięki czemu uniknęliśmy podejrzanych funduszy z zagranicy czy hochsztaplerów na miarę Ireneusza Króla. Dziś wiadomo, że złożono dwie oferty przejęcia klubu: jedna ze strony Lukasa Podolskiego i stojącego za nim konsorcjum, a druga od dużej zabrzańskiej firmy Zarys, producenta jednorazowego sprzętu medycznego. Oba podmioty są związane z Górnikiem – co do Lukasa nie ma tutaj wątpliwości, z kolei prezes Zarysu Paweł Ossowski jest naszym kibicem, kiedyś chodził na Torcidę i też chce dla klubu jak najlepiej. Zdaniem kibiców najlepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby oba podmioty porozumiały się i razem zaangażowały się w zarządzanie klubem. Nie jest to wykluczone, ale dziś trudno uzyskać w tej sprawie wiarygodne informacje.

W zasadzie w każdym aspekcie rozmowy o Górniku przewija się nazwisko Lukasa Podolskiego. O Barcelonie mówi się, że to więcej niż klub, o Podolskim można za to powiedzieć, że to więcej niż piłkarz Górnika. Łatwiej niż na pytanie, czym Lukas zajmuje się w klubie, będzie ci odpowiedzieć, czym się nie zajmuje?
Być może jedynie nie sprząta, chyba że trzeba pozamiatać na boisku. Ostatnio często ciągnie drużynę do zwycięstw, widać że jego forma poszła w górę. Lukas jest człowiekiem-instytucją w Górniku i nie ma co do tego wątpliwości. Jego transfer był dla klubu potężnym skokiem rozwojowym, niemniej długo ten potencjał nie był wykorzystywany. Nie przyjechał on do Zabrza „odcinać kupony”. Na boisku wciąż jest wartością dodaną, mimo że fizycznie daleko mu do najlepszych czasów. Co być może ważniejsze, Lukasa jest wszędzie pełno także poza boiskiem: chętnie angażuje się w akcje marketingowe i jest twarzą Górnika. Do tego dochodzą kwestie transferów czy zmian właścicielskich, o których rozmawialiśmy wcześniej. Jego oczkiem w głowie jest też akademia, w której zresztą na co dzień trenuje jego syn. Podolski kupił autokar na potrzeby akademii, wielokrotnie się angażował i wspierał finansowo naszych juniorów. Co ciekawe, obecnie gościmy w Zabrzu młodzieżową drużynę Vissel Kobe, z którą towarzyskie mecze zagrają młodzi piłkarze Górnika i GieKSy. Liczymy, że dzięki Lukasowi klub wciąż będzie się rozwijał, bo silny Górnik jest potrzebny zarówno śląskiej, jak i polskiej piłce.

Uda się namówić Podolskiego na przedłużenie kontraktu?
Nie wykluczałbym sytuacji, że staniemy się jedynym klubem na świecie mającym grającego właściciela. Jest to marzenie wielu kibiców Górnika. Pod względem piłkarskim Lukas wciąż nie odstaje od poziomu ligi, pozostaje pytanie, jak będzie się czuł pod względem fizycznym i czy nadal będzie mu się chciało grać. Nie można mu odmówić ambicji, więc jeśli fizycznie da radę, to liczymy że kontrakt przedłuży, mimo że wcześniej deklarował, że to jego ostatni sezon w karierze. Dziś w swoich wypowiedziach zostawia sobie jednak uchyloną furtkę do zmiany decyzji.

O wpływie Podolskiego na postawę Górnika przekonaliśmy się jesienią w Zabrzu, kiedy w zasadzie w pojedynkę rozmontował naszą obronę.
Mało kto spodziewał się wtedy takiej dominacji Górnika na boisku. Byliśmy wtedy w sportowym dołku, po serii spotkań z beniaminkami. O ile w tej rundzie udało nam się już pokonać Lechię i Motor, o tyle jesienią dwa razy dostaliśmy łomot. Dlatego oczekiwaliśmy zaciętego pojedynku i obawialiśmy się o wynik meczu z GieKSą, tymczasem nasze zwycięstwo ani przez moment nie było zagrożone. Pierwsza bramka Lukasa padła już po niespełna pięciu minutach, po przerwie kolejne trafienie dołożył Josema, a wynik na 3:0 ustalił Podolski. Górnik zebrał dużo pochwał za styl tego zwycięstwa – oddaliśmy dużo strzałów na bramkę i w zasadzie wszystkie statystyki przemawiały na naszą korzyść.

W najbliższym meczu za kartki pauzuje Taofeek Ismaheel, który zbierał ostatnio dobre noty. To dla was duża strata? Kto go zastąpi? Być może któryś z piłkarzy pozyskanych zimą?
Prawdę mówiąc spodziewaliśmy się więcej po Ismaheelu, szczególnie jeśli chodzi o liczby, których wciąż mu brakuje. Taofeek Ismaheel dysponuje dobrym dryblingiem, jest jednym z szybszych piłkarzy w Ekstraklasie, ale nie idzie za tym efektywność. W mojej opinii jego największym minusem jest fakt, że operuje w zasadzie tylko lewą nogą. Liczę, że któryś ze zmienników będzie w stanie go zastąpić bez straty na jakości. Naturalnym kandydatem wydaje się być Ousmane Sow, ale trener Urban może mieć na to inny pomysł. Generalnie mamy problem na lewej flance, bo kontuzji doznał Kamil Lukoszek i to jest nasze większe osłabienie niż brak Ismaheela. Jeśli zaś chodzi o transfery, to z dobrej strony pokazał się już Słowak Matúš Kmeť, który zaliczył asystę w meczu z Radomiakiem i „wejście smoka” z Motorem zakończone golem. Z kolei Ousmane Sow dostał szansę dłuższego występu w ostatniej kolejce i pokazał potencjał. Jest zawodnikiem nietuzinkowym, który może grać na kilku pozycjach. Ta uniwersalność jest jego największą zaletą. Jaki pomysł ma na niego trener Urban w meczu z GieKSą? Przekonamy się w niedzielę.

W jednej z przedmeczowych wypowiedzi Lukas Podolski trafnie stwierdził, że mimo iż nasz najbliższy mecz będzie miał specjalną otoczkę, to najważniejsze i tak będzie się działo na boisku. I choć kibice będą świętować, to piłkarze będą na sto procent walczyć o zwycięstwo. Jaki scenariusz napisze się twoim zdaniem na boisku?
Byłbym bardzo zdziwiony, gdyby Górnik nastawił się na grę z kontrataku. Jest raczej pewne, że nasi piłkarze rzucą GieKSie rękawicę i zaserwują kilkunastu tysiącom kibiców prawdziwy piłkarski spektakl. Spodziewam się ambitnej walki i liczę, że GieKSa tę rękawicę podejmie. Ranga meczu na otwarcie stadionu może przytłoczyć, o czym sami przekonaliśmy się na inaugurację naszego nowego obiektu. Pamiętamy gorzki smak porażki z Ruchem i chcielibyśmy choć trochę odkuć się za to w meczu z GieKSą.

Gdyby kilka lat temu powiedziano mi, że GKS szybciej wybuduje nowy stadion niż Górnik wykończy swój, to popukałbym się w głowę. Tymczasem czwarta trybuna w Zabrzu jeszcze się buduje, a my w niedzielę zasiądziemy na Nowej Bukowej. Na jakim etapie jest budowa waszego stadionu?
Prace są już na finiszu. Czwarta trybuna stoi, większość krzesełek jest już zamontowana, brakuje natomiast wykończenia zaplecza, jak m.in. szatnie, klubowe muzeum, loże VIP. Miasto szuka środków na sfinansowanie tej inwestycji i mam nadzieję, że już wkrótce stadion zostanie dokończony zgodnie z projektem. Nie da się ukryć, że miasto jest w trudnej sytuacji finansowej, dlatego poszukuje podmiotów, które mogłyby partycypować w kosztach dokończenia stadionu, m.in. sponsora tytularnego obiektu. W skali kosztów budowy całego stadionu brakująca kwota nie jest duża, dlatego liczę, że wkrótce uda się te środki zdobyć i stadion będzie w pełni funkcjonalny.

Potencjał kibicowski Górnika jest jednym z najwyższych w Polsce. Mimo to w ostatnim czasie nie zapełniacie regularnie stadionu. Frekwencja jest dziś problemem w Zabrzu?
Nie wyciągałbym zbyt daleko idących wniosków z frekwencji w ostatnich meczach. Moda na Górnika wciąż jest i kibice zarówno z Zabrza, jak i okolicznych gmin, wciąż interesują się klubem. Kibica przyciąga na stadion przede wszystkim poziom sportowy, a Górnik na początku tej rundy nie zachwycał. Nie pomagała też pogoda i godziny rozgrywania meczów. Nie szukałbym tu jednak głębszego kryzysu. Marketingowo klub robi dużo, by frekwencja była jak najwyższa, a przy dobrych wynikach i wiosennej pogodzie na mecz przyjdą też ci bardziej chimeryczni kibice. W mojej ocenie potencjał Górnika to 20-25 tysięcy widzów na każdym meczu i spokojnie jesteśmy w stanie to osiągnąć na gotowym stadionie.

Udało się pogodzić waszych kibiców przy rozdzielaniu biletów do Katowic?
Dystrybucja biletów była błyskawiczna, bo chętnych na wyjazd było znacznie więcej niż przyznana pula wejściówek. Być może części naszych kibiców udało się zdobyć miejsca na wasze sektory, ale wiem, że nie wszystkim chętnym udało się zdobyć bilet na Śląski Klasyk. Szykuje się kapitalne widowisko na murawie i wielkie święto na trybunach, bo trzeba Nową Bukową otworzyć z przytupem. Jestem pewny, że obie ekipy staną na wysokości zadania.

Jakie masz osobiste wspomnienia z naszej rywalizacji?
Jest kilka meczów, które szczególnie utkwiły mi w pamięci. W 2003 r., gdy GKS zajął trzecie miejsce w lidze, przegraliśmy w Zabrzu 1:3. GieKSa wyszła na prowadzenie, potem Górnik wyrównał, ale wy szliście wtedy jak burza i dołożyliście kolejne gole. Było to dla mnie duże rozczarowanie. Kolejny to pierwszy mecz po przybiciu „sztamy”, jeszcze na starym stadionie w Zabrzu. Mecz rozpoczął się z opóźnieniem, bo delegat zwrócił uwagę, że nie ma sektorów buforowych. Na trybunach zasiadło ponad 20 tysięcy ludzi, a Górnik wygrał 2:0. W tym czasie GieKSę prowadził trener Adam Nawałka, który debiutował tej w roli jesienią 2008 w pucharowym meczu z Górnikiem przy Bukowej. Wielu naszych kibiców spodziewało się łatwej przeprawy, tymczasem mecz był wyjątkowo zacięty – Górnik wygrał 4:3, dopiero po dogrywce. Co ciekawe, w końcówce meczu było już dość ciemno, a na stadionie nie było oświetlenia z powodu modernizacji jupiterów przy Bukowej.

Adam Nawałka łączy nasze kluby, bo jako trener pracował najpierw przy Bukowej, skąd przeniósł się do Zabrza. Jak wspominasz jego pobyt w Górniku?
Trenera Nawałkę wspominam jako najlepszego trenera, z jakim miałem okazję współpracować jako dziennikarz i przyglądać się jego pracy. Trener był zawsze zaangażowany w stu procentach, zarówno na treningu, jak i podczas meczów ligowych. Tytan pracy, bardzo ambitny i wymagający, ale potrafiący też walczyć za swój zespół także w gabinetach działaczy. Za jego kadencji Górnik osiągał znacznie lepsze wyniki niż wskazywałby na to potencjał kadrowy. Gdy przychodził do Zabrza w grudniu 2009 r., drużyna zajmowała 5. miejsce w 1. lidze. Ostatecznie, dzięki serii zwycięstw wywalczyliśmy upragniony awans. W Zabrzu wspominamy trenera Nawałkę w samych superlatywach i z dużym sentymentem. Moim zdaniem to jeden z najlepszych trenerów naszego pokolenia, co udowodnił jako selekcjoner reprezentacji Polski.

Czy w Zabrzu działa klątwa byłych piłkarzy, którzy karcą wasz zespół w barwach innych drużyn? Będziecie się szczególnie przyglądać postawie Bartosza Nowaka i Dawida Kudły?
W ubiegłym sezonie Łukasz Wolsztyński w barwach Stali Mielec zdobył w Zabrzu bramkę na wagę remisu, ale poza tym nie było zbyt wiele takich przypadków. Wspominam Bartka Nowaka jako kreatywnego pomocnika, który daje dużą jakość piłkarską, zarówno wtedy w Górniku, jak i dziś w GKS-ie. Latem były przymiarki, aby Bartek wrócił do Zabrza, ten wybrał jednak Katowice. Pobyt w Rakowie nie był dla niego najlepszym czasem w karierze, dlatego cieszę się, że odnalazł formę w GieKSie. Z kolei Dawid Kudła jest naszym kibicem, w barwach Górnika wywalczył wicemistrzostwo Polski juniorów. Liczyliśmy jednak na więcej, jeśli chodzi o jego występy w pierwszym zespole i moim zdaniem mógł zrobić większą karierę. Cieszę się, że swoje piłkarskie miejsce znalazł w Katowicach i pomógł wam wrócić do Ekstraklasy. Mimo że rywalizuje z Rafałem Strączkiem, to nie oddaje miejsca między słupkami i prezentuje się co najmniej solidnie.

Jaki wynik typujesz w niedzielę?
Liczę, że wygra Górnik i nie skończy się tylko 1:0, ale będziemy świadkami ciekawego piłkarskiego widowiska. Idealnym scenariuszem będzie wysoki wynik bramkowy i wielka feta na trybunach.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.

Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?

Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.

A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.

Może, może (śmiech).  Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.

Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje. 

Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.

Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?

Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.

Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?

Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.

To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?

Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.

A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?

Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.

W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?

Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.

Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.

Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.

Biło serce, jak sprawdzali spalonego?

Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.

Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?

Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.

Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?

Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.

Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.

Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Plusy i minusy po Lechii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.

Plusy:

+ Bartosz Nowak

Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.

+ Rafał Strączek

Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.

+ Skuteczność przy niskim posiadaniu

38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.

Minusy:

– Zmarnowane okazje

Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.

Podsumowanie:

2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.

GieKSiarz

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: damy radę nawet bez prądu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W niedzielne popołudnie GKS Katowice wybiegnie na boisko w Radomiu, gdzie uskrzydleni czwartkowym zwycięstwem gospodarze będą chcieli podtrzymać zwycięską passę. O nadziejach związanych zarówno z najbliższym meczem, jak i dalszą częścią sezonu, najmocniejszych punktach „Zielonych”, trenerze Feio i pozasportowych „przygodach” w meczach z Arką i Koroną porozmawialiśmy z Bartłomiejem Jędrzejczakiem z futbolowarebelia.com i podgolebnikiem.pl

W ostatnich dniach my emocjonowaliśmy się Pucharem Polski. Radomiak już jakiś czas temu pożegnał się z tymi rozgrywkami, mimo to jak oceniasz rozstrzygnięcia, do których doszło na boisku i w czasie losowania półfinałów?
Radomiak odpadł z Pucharu już w pierwszej rundzie, z tego powodu szybko przestałem się interesować tymi rozgrywkami. Dla was półfinał to na pewno duża rzecz. Wylosowano ciekawe pary, bo Zawisza będzie się mierzył z Górnikiem, a wy zagracie małe derby województwa w Częstochowie. Dla niezaangażowanych kibiców ciekawostką jest obecność na tym etapie 3-ligowca, choć tutaj Górnik jest zdecydowanym faworytem. Z kolei GKS jest niewygodnym rywalem dla Rakowa, więc ta rywalizacja będzie ciekawsza. Gdybym miał typować, to postawiłbym na śląski finał Górnika z GKS-em.

Wracając jednak do Ekstraklasy, w tym sezonie można powiedzieć, że nie ma środka tabeli – albo bijesz się o puchary, albo „walczysz o spadek”. W której grupie jest dziś Radomiak?
Przed każdym sezonem naszym podstawowym celem jest jak najszybsze zapewnienie sobie utrzymania. Znamy swoje miejsce w szeregu i wiemy, że nie jesteśmy ligowym krezusem pod względem finansów. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia – jeśli w miarę regularnie punktujesz, to w pewnym momencie pojawia się chęć gry o coś więcej. Z drugiej strony liga się wyrównała i na przestrzeni 2-3 spotkań położenie zespołu może się radykalnie zmienić – będąc w czołówce nagle można zamieszać się w grę o utrzymanie. To utrzymanie Radomiaka jest więc celem minimum, a wszystko ponad będzie dodatkowym bonusem. Patrząc na ambicje włodarzy klubu i trenera Feio, a także indywidualną jakość sportową zawodników, mam nadzieję na szybkie utrzymanie, a wykorzystując sytuację w lidze możemy się zakręcić w okolicach strefy pucharowej. To jest takie ciche marzenie – moje, ale i pewnie każdego sympatyka Zielonych.

W ostatnim czasie w Radomiu tych punktów jednak brakowało, bo przez cztery kolejki nie potrafiliście wygrać. Przełamanie nastąpiło po nadrobieniu zaległości z Arką. Gdybyśmy tylko na jej tle mieli oceniać potencjał naszych zespołów, to w niedzielę bylibyście zdecydowanym faworytem.
W czwartek zadecydował bardzo dobry początek – prowadzenie 2:0 po ośmiu minutach ustawiło przebieg meczu pod dyktando Radomiaka. Z kolei Arka kreowała więcej po przerwie i w pewnym momencie wydawało się, że może wrócić do meczu, jednak dobra postawa Filipa Majchrowicza, który zrehabilitował się za błędy w poprzednich meczach, pozwoliła nam utrzymać, a następnie podwyższyć prowadzenie. Arka zdobyła wprawdzie bramkę kontaktową, a w pewnym momencie potrójna interwencja naszego bramkarza do spółki z Jankiem Grzesikiem uchroniła nas od straty drugiego gola. Gdyby ten padł, to moim zdaniem Radomiak by nie wygrał. Na szczęście dla nas gol Romário Baró z rzutu wolnego ostatecznie rozstrzygnął mecz na naszą korzyść.

Jesienią przed meczem z GieKSą do pełni formy wracał Capita Capemba – lider zespołu, strzelec jednego z goli w ostatnim meczu z Arką. W niedzielę zabraknie go z innego powodu: na ostatniej prostej jest jego transfer za ocean. Jaki będzie Radomiak bez niego?
Capita jest dla Radomiaka bardzo ważną postacią i jakość całego zespołu z nim w składzie idzie zdecydowanie do góry. Trzeba jednak mieć świadomość, że jego odejście było planowane od dłuższego czasu, więc nie jesteśmy tym ruchem zaskoczeni. Elves Baldé i Salifou Soumah to jego naturalni następcy, choć tego pierwszego w niedzielę zabraknie z powodu zawieszenia po wydarzeniach po meczu z Koroną Kielce. Szkoda, bo dał się wam już poznać jesienią zdobywając pierwszego gola. O Soumahu wiemy niewiele – dołączył do nas już po starcie rundy i czekamy, co pokaże na boisku. Wracając jednak do Capity uważam, że Ekstraklasa sporo traci na odejściu takich zawodników jak on. Mimo że liga rośnie, powstają piękne stadiony i coraz lepiej prezentujemy się w pucharach, to jeszcze nie jesteśmy w stanie konkurować z silniejszymi klubami o wyróżniających się zawodników. Oglądać Capitę na boisku było czystą przyjemnością, ale mam nadzieję, że uda się sprawnie i bezboleśnie zapełnić lukę po nim.

Wspomniałeś o meczu z Koroną zakończonym skandalem, który przełożył się m.in. na karę Baldé, ale i zawieszenie Gonçalo Feio na pięć meczów. Jak twoimi oczami wyglądały tamte wydarzenia?
Wiele negatywnych okoliczności nałożyło się na siebie przy okazji tego nieszczęsnego meczu z Koroną. Po pierwsze, błąd Filipa Majchrowicza przy rozegraniu piłki dał bramkę gościom, kolejny błąd przy stałym fragmencie gry i drugie trafienie. Z kolei Radomiak mimo mnóstwa sytuacji nie był w stanie zdobyć gola – albo zawodziła skuteczność, albo na wysokości zadania stawał Dziekoński. Słaba postawa sportowa Radomiaka przełożyła się na frustrację, zarówno na murawie, jak i na trybunach. Doszło do skandalicznych incydentów, które nie mają prawa dziać się na żadnym stadionie. Atmosfera była nerwowa, bo wiemy jakie stosunki panują między kibicami Korony i Radomiaka. Temperaturę dodatkowo podniosła decyzja Komisji Ligi o niewpuszczeniu kibiców gości. Atmosfera od początku była nerwowa, a porażka na własnym stadionie nie ostudziła emocji. Nie ulega jednak wątpliwości, że nigdy nie powinno dochodzić do wydarzeń, których świadkami byliśmy po meczu, a które zaowocowały surowymi karami.

A jak trener radzi sobie na „pracy zdalnej”?
Kara dla Gonçalo Feio jest surowa przede wszystkim ze względu jego przeszłość i łatkę, jaką mu przyklejono. On z tym mocno walczy, starając się przekonać wszystkich, że się zmienił. Osobiście nie znałem go wcześniej, natomiast gdyby nie doniesienia medialne, znając go teraz nigdy bym nie powiedział, że jest osobą konfliktową. Na co dzień jest otwartym i serdecznym gościem. W meczu z Koroną rzucił w stronę sędziów uwagę w stylu „zapłacili wam”, którą Komisja Ligi uznała za oskarżenia korupcyjne i surowo go ukarała. Tymczasem w tej samej kolejce trener Wisły Mariusz Misiura stwierdził, że wszystko jest ustawione pod Legię i Widzew, a nie spotkała go za to żadna kara. Trener Feio radzi sobie dobrze, bo w czasie meczów jest stale na łączach z asystentem Emanuelem Ribeiro. W Niecieczy miałem okazję siedzieć na trybunach obok niego i mimo że nic nie rozumiałem, bo panowie rozmawiali po portugalsku, to byłem pod wrażeniem, bo Gonçalo Feio mówił praktycznie bez przerwy i miałem odczucie, że słucham nie trenera, ale komentatora sportowego. W meczu z GKS-em jeszcze nie będzie go na ławce, ale jak sam podkreśla, perspektywa trybun też jest ciekawa i patrzy na mecz nieco inaczej niż z poziomu murawy.

Radomiak jest jedną z ekip, która zdecydowanie lepiej prezentuje się u siebie niż na wyjeździe. Co takiego jest przy Struga 63, co aż tak wam pomaga?
Kiedy w 2023 roku oddano do użytku nowy stadion Radomiaka, wówczas składający się z dwóch trybun, nie był naszym szczególnym atutem. Natomiast w tym sezonie, kiedy od listopada funkcjonują już cztery trybuny i po wielu latach oczekiwań wreszcie pojawiają się kibice gości, to atmosfera jest zupełnie inna. Doping jest fantastyczny – bywałem na wielu stadionach Ekstraklasy i w porównaniu do innych nie mamy się czego wstydzić. To na pewno motywuje piłkarzy i wpływa na ich dyspozycję. W tym sezonie tylko Jagiellonia i niestety Korona wygrały przy Struga. Zazwyczaj jednak jesteśmy bardzo mocni u siebie – wystarczy przypomnieć zwycięstwa 4:0 z Górnikiem, 5:1 z Pogonią, 3:0 z Cracovią i ostatnie 3:1 z Arką. Nikt nie ma łatwo w Radomiu i w niedzielę musicie się liczyć z ciężką przeprawą.

Od początku rundy wiele się mówi o kiepskim stanie murawy na większości stadionów Ekstraklasy. Jak będzie u was?
W porównaniu z czwartkowym meczem z Arką nie spodziewam się, aby stan murawy diametralnie się polepszył. Jest to problem wielu klubów, choć wiem, że wy możecie się pochwalić świetnie przygotowaną nawierzchnią i podobnie jest w Gliwicach. Gdzie indziej widać jednak trudy ciężkiej zimy – w Radomiu też nie jest idealnie, ale mogło być gorzej. W krótkim odstępie czasu gramy u siebie trzy mecze ligowe, a za chwilę będziemy gościć kadrę U-21 podczas meczu z Armenią. Nie wiem jak murawa to przetrzyma, ale mam nadzieję że z biegiem czasu będzie coraz lepiej. Nie można odmówić osobom zaangażowanym w utrzymanie boiska, że robią wszystko, co w ich mocy, aby w obecnych warunkach jak najlepiej przygotować boisko do gry. Radomiak jest zespołem technicznym, który lubi mieć piłkę przy nodze, więc boisko dobrej jakości jest naszym sprzymierzeńcem.

Kto będzie w niedzielę najlepszym piłkarzem z Radomia i dlaczego Bartek Nowak?
Bartek to piłkarz o olbrzymiej jakości piłkarskiej, mózg i serce GKS-u. Trener Górak powtarzał w wywiadach, że Nowak świetnie rozumie jego pomysł na grę i pomaga innym piłkarzom w realizowaniu go na boisku. Oby jak najwięcej zawodników, którzy do tego stopnia wyróżniają się na tle całej ligi. Bartek jest przecież Radomianinem, więc ten mecz może być dla niego inny niż wszystkie, bo przyjeżdża w rodzinne strony. Mimo to mam cichą nadzieję, że w niedzielę najlepszy piłkarz z Radomia zagra jednak w zielonej koszulce.

W ubiegłym sezonie to właśnie Radomiak witał nas w Ekstraklasie, jeszcze na starej Bukowej. Nie było to najmilsze powitanie.
Do tej pory nie miałem okazji zobaczyć waszego nowego stadionu, ale cieszę się, że tuż po waszym awansie mogłem zobaczyć mecz z wysokości trybun starego obiektu. Dość szybko na prowadzenie wyprowadził nas Rocha, dwukrotnie pokonując Kudłę i byłem wręcz zdumiony, jak duża jest różnica klas między naszymi zespołami. GKS zderzył się z Radomiakiem, który sezon wcześniej utrzymał się rzutem na taśmę, więc nie spodziewałem się takiej przewagi. W drugiej połowie obraz gry się zmienił, a Mateusz Marzec zdobył nawet gola po ładnym woleju i koniec końców GKS był bliski, aby tego meczu nie przegrać.

Jak oceniasz zmianę w postawie GKS-u, która od tamtego meczu zaszła na przestrzeni kolejnego 1,5 roku?
GKS był początkowo postrzegany jako typowy beniaminek, który jednak z pozycji underdoga punktował nadspodziewanie dobrze. Nie nazwałbym was czarnym koniem, ale przez cały sezon z powodzeniem utrzymywaliście się blisko środka tabeli. Podobnie radził sobie Motor, ale GKS był dla mnie większym zaskoczeniem. Pamiętam też nasz mecz rewanżowy, ostatni w 2024 roku, zakończony remisem 1:1 i to Radomiak musiał gonić wynik. Trener Górak mówił wtedy, że przyjmuje ówczesny dorobek GieKSy z całym dobrodziejstwem inwentarza. Z zadowoleniem śledziłem wasze dalsze losy, bo GKS to duża firma i dobrze, że zadomowiła się w Ekstraklasie. Początek nowego sezonu GKS miał jednak trudny i pamiętam, jak przed naszym meczem analizowałem tabelę. Pojedynek z Radomiakiem był dla was kluczowy i uważałem, że jeśli nie odbijecie się na nas, to mocno zakopiecie się w dolnych rejonach tabeli. Na szczęście dla was udało się odbić, zresztą po świetnym meczu. Macie dobrze skomponowany zespół: Rafał Strączek wygryzł ze składu Dawida Kudłę i radzi sobie bardzo dobre, solidna obrona na czele z Arkadiuszem Jędrychem, wspomniany wcześniej Nowak i – jak się z czasem okazało – jest też życie po Sebastianie Bergierze. W naszym ostatnim meczu z dobrej strony pokazał się też Marcin Wasielewski.

To właśnie on, do spółki z Nowakiem, przesądził o ostatecznym zwycięstwie z Radomiakiem przy Nowej Bukowej. Pamiętam ten pojedynek jako mecz pięknych goli i jeszcze lepszych parad bramkarzy. A jak ty wspominasz tamto spotkanie?
Mecz był rozgrywany w ramach Superpiątku jako świetna reklama Ekstraklasy. Z drugiej strony, oprócz pięknych goli były też kontrowersje, m.in. decyzja o nieuznaniu trzeciego gola Radomiaka. Jeśli dobrze pamiętam, w Lidze+ Ekstra uznano ją za błędną. Nasze mecze zwykle obfitują w gole, więc nie obraziłbym się, gdyby podobnie było w niedzielę. Radomiak u siebie jest drużyną usposobioną ofensywnie, więc w starciu z GKS-em, który jest uskrzydlony ostatnimi dobrymi wynikami, nie powinno być nudy i jestem przekonany, że w niedzielę przy Struga będzie się działo.

Którego z zawodników Radomiaka powinniśmy się obawiać najbardziej?
GKS musi uważać na Janka Grzesika i Rafała Wolskiego. Mam też nadzieję, że bardzo ładna bramka Romário Baró w meczu z Arką doda mu więcej pewności siebie. Jest też Vasco Lopes, który potrafi wypracować przewagę dryblingiem. Silnym punktem zespołu są grający z przodu Maurides i Abdoul Tapsoba. Nie będzie Capity, ale siłą Radomiaka jest to, że zespół wygląda coraz lepiej jako drużyna. Jeżeli mamy swój dzień, to jesteśmy groźni dla każdego w Ekstraklasie.

Jak twoim zdaniem będzie przebiegał niedzielny mecz i jakim wynikiem się zakończy?
Radomiak grający u siebie nie cofa się i nie czeka na kontry. Spodziewam się, że od początku ruszymy do ataku niesieni żywiołowym dopingiem. GKS być może zaczeka na to, co zaproponują gospodarze, natomiast w tej lidze trudno jest cokolwiek przewidzieć – jedna niespodziewana sytuacja może całkowicie wywrócić plan na mecz. Oczekuję dobrego widowiska i wielu goli, bo naprzeciw siebie stają bardzo dobre piłkarsko drużyny. Nigdy nie byłem dobry w typowanie wyników, ale biorąc pod uwagę formę Radomiaka u siebie stawiam na 2:1 dla gospodarzy.

Z rozbawieniem obserwowałem twitterowe zaczepki na oficjalnych kontach Radomiaka i Arki, nawiązujące do niedawnej awarii oświetlenia w Radomiu. W niedzielę prądu nie zabraknie?
To wstydliwa sytuacja dla Radomiaka, który jednak nie do końca miał na nią wpływ. Odbiór był jednak taki, a nie inny. Żałowaliśmy, że mecz z Arką nie odbył się w pierwotnym terminie, a szczególnie szkoda było kibiców z Gdyni, którzy na darmo przejechali przez pół Polski. Kolejne mecze w Radomiu przebiegły już jednak bez przeszkód i podobnie będzie w niedzielę. Ale dobrze, że gramy w miarę wcześnie, więc w razie czego damy sobie radę nawet bez prądu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga