Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: Nową Bukową trzeba otworzyć z przytupem
Nie było chyba lepszego scenariusza niż inauguracja nowego stadionu w Katowicach Śląskim Klasykiem w Ekstraklasie. Gwarantowana jest wyjątkowa atmosfera na trybunach, a rywal pod względem piłkarskim na pewno wysoko zawiesi poprzeczkę, tak jak to robił dotychczas. Czy uda się GieKSie przerwać passę bez zwycięstwa nad Górnikiem, przekonamy się już w niedzielę. Przed spotkaniem porozmawialiśmy z Marcinem Ziachem z serwisu Roosevelta81.pl o nastrojach w ekipie z Zabrza, formie Lukasa Podolskiego i historii naszych ostatnich pojedynków.
Pamiętasz, kiedy po raz ostatni GieKSa wygrała z Górnikiem?
Sprawdzałem to przy okazji naszego poprzedniego meczu w Zabrzu. Był to rok 2005, ostatnia kolejka sezonu, w którym GKS spadał z Ekstraklasy. Górnikowi spadek już wtedy nie groził, więc mecz był „o pietruszkę”. Skończyło się zwycięstwem GieKSy po golu Krzysztofa Markowskiego z rzutu karnego w 90. minucie, a mecz rozgrywano bez publiczności, na skutek przerwania przez waszych kibiców meczu z Odrą Wodzisław.
Jak się później okazało, GKS pożegnał się w tamtym momencie z Ekstraklasą na blisko dwie dekady. Mimo to nasze drogi przecinały się czy to w 1. lidze, czy w Pucharze Polski. Jednak ani razu nie udało się nam znaleźć sposobu na Górnik. Jak wytłumaczyć taką niemoc?
Nie dopatrywałbym się tutaj jakiegoś „kompleksu Górnika” po stronie GieKSy. Mówimy przecież o meczach derbowych, które zawsze wyzwalają dodatkową mobilizację. Pamiętam jeszcze derby w Ekstraklasie sprzed czasów naszej zgody, kiedy to GKS częściej wygrywał, a na boisku nieraz iskrzyło. Później, gdy połączyła nas zgoda, to atmosfera była inna, a przysłowiowe kości aż tak nie trzeszczały – na trybunach było święto, a mecze były zwykle ciekawe pod względem piłkarskim. Ponadto, za każdym razem kiedy Górnik spadał z Ekstraklasy, drużyna kadrowo pozostawała silna, z celem natychmiastowego powrotu do elity. Chwała Bogu, że to się udawało, bo między innymi wasza historia pokazuje, że łatwo się zakopać w niższych ligach.
Długie oczekiwanie na awans GieKSy osłodził nam nieco styl, w jakim dokonała tego ekipa Rafała Góraka. Warto jednak przypomnieć, że podobnie było w waszym przypadku, kiedy w 2017 roku na pewnym etapie dawano wam procent szans na awans.
Dokonała tego ekipa Marcina Brosza, „młodzi gniewni”. Po rundzie jesiennej nikt nie stawiał nas w gronie kandydatów do awansu, bo zajmowaliśmy miejsce w środku stawki (Górnik był ósmy, a GKS drugi – przyp. red.). Był taki moment, że właściwie straciłem nadzieję na awans, gdy w 23. kolejce przegraliśmy u siebie z Zagłębiem Sosnowiec 1:2. W końcówce sezonu zaliczyliśmy jednak serię sześciu zwycięstw z rzędu, które dały nam awans. Do ostatniej kolejki trzeba było o niego walczyć. Warto wspomnieć, że jako beniaminek byliśmy potem rewelacją Ekstraklasy – zajęliśmy czwarte miejsce premiowane grą w europejskich pucharach. Był to najlepszy okres w najnowszej historii Górnika.
W ostatnich latach wasz zespół kończy zwykle rozgrywki w okolicach szóstego miejsca. Czego brakuje, by skutecznie włączyć się do walki o podium?
Aspiracje kibiców z pewnością sięgają walki o puchary. Trzeba się jednak zastanowić, czy warto porywać się z motyką na słońce, bo pod względem organizacyjnym wciąż nie jesteśmy na poziomie czołówki Ekstraklasy. Czkawką odbija nam się okres złego zarządzania klubem. Mamy spore zadłużenie, które miasto stara się spłacać. Sytuacja zdaje się nieco stabilizować, mamy wreszcie rozsądny zarząd, a z tego co mi wiadomo, poprzedni rok klub zakończył na minimalnym plusie, co nie zdarzyło się od co najmniej dwudziestu lat. Jeśli dojdzie do prywatyzacji klubu, o której mówi się od dłuższego czasu, to będzie łatwiej równać do ligowej czołówki. W ostatnich sezonach brakowało do tego przede wszystkim stabilnej kadry – po dobrej rundzie jesiennej często odchodzili kluczowi zawodnicy, a trener Urban musiał łatać te dziury. Dziś nie musimy drżeć o utrzymanie, ale wciąż czegoś brakuje, by grać o wyższe cele.
Jeśli chodzi o rotację kadrową w Górniku, trafiłem ostatnio na zestawienie jedenastki złożonej z piłkarzy, którzy w ostatnim czasie odchodzili z Górnika. Przyznam, że taki skład zrobił wrażenie, bo nie brakowało tam uznanych nazwisk.
Takie zestawienie wrzucił na Twitterze Krzysztof Marciniak z Canalu+. Większość z tych zawodników na pewno wyróżniała się w Górniku, ale byli tam też tacy, których w Zabrzu żegnano bez żalu. Górnik jest dziś bardzo dobrym oknem wystawowym. Lukas Podolski skupia na sobie uwagę środowiska piłkarskiego, na czym korzysta klub. Wielu menadżerów przesyła oferty pozyskania ciekawych zawodników, a nie jest tajemnicą, że za niektórymi transferami, takimi jak Ennali czy Yokota, osobiście stoi Podolski. Wcześniej bardzo dobre ruchy transferowe wykonywał Artur Płatek, jako szef skautingu dobrą robotę wykonuje Roman Kaczorek, jest jeszcze Łukasz Milik. Większość zawodników sprowadzanych ostatnio do Górnika to trafione transfery.
Kto chce przejąć Górnika i kiedy może to nastąpić?
W temacie prywatyzacji Górnika panuje swego rodzaju zmowa milczenia, trudno uzyskać w tej sprawie jakiekolwiek informacje, szczególnie ze strony miasta. Ratusz przyjął bardzo wysokie wymagania wobec wiarygodności podmiotów zainteresowanych nabyciem akcji klubu, dzięki czemu uniknęliśmy podejrzanych funduszy z zagranicy czy hochsztaplerów na miarę Ireneusza Króla. Dziś wiadomo, że złożono dwie oferty przejęcia klubu: jedna ze strony Lukasa Podolskiego i stojącego za nim konsorcjum, a druga od dużej zabrzańskiej firmy Zarys, producenta jednorazowego sprzętu medycznego. Oba podmioty są związane z Górnikiem – co do Lukasa nie ma tutaj wątpliwości, z kolei prezes Zarysu Paweł Ossowski jest naszym kibicem, kiedyś chodził na Torcidę i też chce dla klubu jak najlepiej. Zdaniem kibiców najlepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby oba podmioty porozumiały się i razem zaangażowały się w zarządzanie klubem. Nie jest to wykluczone, ale dziś trudno uzyskać w tej sprawie wiarygodne informacje.
W zasadzie w każdym aspekcie rozmowy o Górniku przewija się nazwisko Lukasa Podolskiego. O Barcelonie mówi się, że to więcej niż klub, o Podolskim można za to powiedzieć, że to więcej niż piłkarz Górnika. Łatwiej niż na pytanie, czym Lukas zajmuje się w klubie, będzie ci odpowiedzieć, czym się nie zajmuje?
Być może jedynie nie sprząta, chyba że trzeba pozamiatać na boisku. Ostatnio często ciągnie drużynę do zwycięstw, widać że jego forma poszła w górę. Lukas jest człowiekiem-instytucją w Górniku i nie ma co do tego wątpliwości. Jego transfer był dla klubu potężnym skokiem rozwojowym, niemniej długo ten potencjał nie był wykorzystywany. Nie przyjechał on do Zabrza „odcinać kupony”. Na boisku wciąż jest wartością dodaną, mimo że fizycznie daleko mu do najlepszych czasów. Co być może ważniejsze, Lukasa jest wszędzie pełno także poza boiskiem: chętnie angażuje się w akcje marketingowe i jest twarzą Górnika. Do tego dochodzą kwestie transferów czy zmian właścicielskich, o których rozmawialiśmy wcześniej. Jego oczkiem w głowie jest też akademia, w której zresztą na co dzień trenuje jego syn. Podolski kupił autokar na potrzeby akademii, wielokrotnie się angażował i wspierał finansowo naszych juniorów. Co ciekawe, obecnie gościmy w Zabrzu młodzieżową drużynę Vissel Kobe, z którą towarzyskie mecze zagrają młodzi piłkarze Górnika i GieKSy. Liczymy, że dzięki Lukasowi klub wciąż będzie się rozwijał, bo silny Górnik jest potrzebny zarówno śląskiej, jak i polskiej piłce.
Uda się namówić Podolskiego na przedłużenie kontraktu?
Nie wykluczałbym sytuacji, że staniemy się jedynym klubem na świecie mającym grającego właściciela. Jest to marzenie wielu kibiców Górnika. Pod względem piłkarskim Lukas wciąż nie odstaje od poziomu ligi, pozostaje pytanie, jak będzie się czuł pod względem fizycznym i czy nadal będzie mu się chciało grać. Nie można mu odmówić ambicji, więc jeśli fizycznie da radę, to liczymy że kontrakt przedłuży, mimo że wcześniej deklarował, że to jego ostatni sezon w karierze. Dziś w swoich wypowiedziach zostawia sobie jednak uchyloną furtkę do zmiany decyzji.
O wpływie Podolskiego na postawę Górnika przekonaliśmy się jesienią w Zabrzu, kiedy w zasadzie w pojedynkę rozmontował naszą obronę.
Mało kto spodziewał się wtedy takiej dominacji Górnika na boisku. Byliśmy wtedy w sportowym dołku, po serii spotkań z beniaminkami. O ile w tej rundzie udało nam się już pokonać Lechię i Motor, o tyle jesienią dwa razy dostaliśmy łomot. Dlatego oczekiwaliśmy zaciętego pojedynku i obawialiśmy się o wynik meczu z GieKSą, tymczasem nasze zwycięstwo ani przez moment nie było zagrożone. Pierwsza bramka Lukasa padła już po niespełna pięciu minutach, po przerwie kolejne trafienie dołożył Josema, a wynik na 3:0 ustalił Podolski. Górnik zebrał dużo pochwał za styl tego zwycięstwa – oddaliśmy dużo strzałów na bramkę i w zasadzie wszystkie statystyki przemawiały na naszą korzyść.
W najbliższym meczu za kartki pauzuje Taofeek Ismaheel, który zbierał ostatnio dobre noty. To dla was duża strata? Kto go zastąpi? Być może któryś z piłkarzy pozyskanych zimą?
Prawdę mówiąc spodziewaliśmy się więcej po Ismaheelu, szczególnie jeśli chodzi o liczby, których wciąż mu brakuje. Taofeek Ismaheel dysponuje dobrym dryblingiem, jest jednym z szybszych piłkarzy w Ekstraklasie, ale nie idzie za tym efektywność. W mojej opinii jego największym minusem jest fakt, że operuje w zasadzie tylko lewą nogą. Liczę, że któryś ze zmienników będzie w stanie go zastąpić bez straty na jakości. Naturalnym kandydatem wydaje się być Ousmane Sow, ale trener Urban może mieć na to inny pomysł. Generalnie mamy problem na lewej flance, bo kontuzji doznał Kamil Lukoszek i to jest nasze większe osłabienie niż brak Ismaheela. Jeśli zaś chodzi o transfery, to z dobrej strony pokazał się już Słowak Matúš Kmeť, który zaliczył asystę w meczu z Radomiakiem i „wejście smoka” z Motorem zakończone golem. Z kolei Ousmane Sow dostał szansę dłuższego występu w ostatniej kolejce i pokazał potencjał. Jest zawodnikiem nietuzinkowym, który może grać na kilku pozycjach. Ta uniwersalność jest jego największą zaletą. Jaki pomysł ma na niego trener Urban w meczu z GieKSą? Przekonamy się w niedzielę.
W jednej z przedmeczowych wypowiedzi Lukas Podolski trafnie stwierdził, że mimo iż nasz najbliższy mecz będzie miał specjalną otoczkę, to najważniejsze i tak będzie się działo na boisku. I choć kibice będą świętować, to piłkarze będą na sto procent walczyć o zwycięstwo. Jaki scenariusz napisze się twoim zdaniem na boisku?
Byłbym bardzo zdziwiony, gdyby Górnik nastawił się na grę z kontrataku. Jest raczej pewne, że nasi piłkarze rzucą GieKSie rękawicę i zaserwują kilkunastu tysiącom kibiców prawdziwy piłkarski spektakl. Spodziewam się ambitnej walki i liczę, że GieKSa tę rękawicę podejmie. Ranga meczu na otwarcie stadionu może przytłoczyć, o czym sami przekonaliśmy się na inaugurację naszego nowego obiektu. Pamiętamy gorzki smak porażki z Ruchem i chcielibyśmy choć trochę odkuć się za to w meczu z GieKSą.
Gdyby kilka lat temu powiedziano mi, że GKS szybciej wybuduje nowy stadion niż Górnik wykończy swój, to popukałbym się w głowę. Tymczasem czwarta trybuna w Zabrzu jeszcze się buduje, a my w niedzielę zasiądziemy na Nowej Bukowej. Na jakim etapie jest budowa waszego stadionu?
Prace są już na finiszu. Czwarta trybuna stoi, większość krzesełek jest już zamontowana, brakuje natomiast wykończenia zaplecza, jak m.in. szatnie, klubowe muzeum, loże VIP. Miasto szuka środków na sfinansowanie tej inwestycji i mam nadzieję, że już wkrótce stadion zostanie dokończony zgodnie z projektem. Nie da się ukryć, że miasto jest w trudnej sytuacji finansowej, dlatego poszukuje podmiotów, które mogłyby partycypować w kosztach dokończenia stadionu, m.in. sponsora tytularnego obiektu. W skali kosztów budowy całego stadionu brakująca kwota nie jest duża, dlatego liczę, że wkrótce uda się te środki zdobyć i stadion będzie w pełni funkcjonalny.
Potencjał kibicowski Górnika jest jednym z najwyższych w Polsce. Mimo to w ostatnim czasie nie zapełniacie regularnie stadionu. Frekwencja jest dziś problemem w Zabrzu?
Nie wyciągałbym zbyt daleko idących wniosków z frekwencji w ostatnich meczach. Moda na Górnika wciąż jest i kibice zarówno z Zabrza, jak i okolicznych gmin, wciąż interesują się klubem. Kibica przyciąga na stadion przede wszystkim poziom sportowy, a Górnik na początku tej rundy nie zachwycał. Nie pomagała też pogoda i godziny rozgrywania meczów. Nie szukałbym tu jednak głębszego kryzysu. Marketingowo klub robi dużo, by frekwencja była jak najwyższa, a przy dobrych wynikach i wiosennej pogodzie na mecz przyjdą też ci bardziej chimeryczni kibice. W mojej ocenie potencjał Górnika to 20-25 tysięcy widzów na każdym meczu i spokojnie jesteśmy w stanie to osiągnąć na gotowym stadionie.
Udało się pogodzić waszych kibiców przy rozdzielaniu biletów do Katowic?
Dystrybucja biletów była błyskawiczna, bo chętnych na wyjazd było znacznie więcej niż przyznana pula wejściówek. Być może części naszych kibiców udało się zdobyć miejsca na wasze sektory, ale wiem, że nie wszystkim chętnym udało się zdobyć bilet na Śląski Klasyk. Szykuje się kapitalne widowisko na murawie i wielkie święto na trybunach, bo trzeba Nową Bukową otworzyć z przytupem. Jestem pewny, że obie ekipy staną na wysokości zadania.
Jakie masz osobiste wspomnienia z naszej rywalizacji?
Jest kilka meczów, które szczególnie utkwiły mi w pamięci. W 2003 r., gdy GKS zajął trzecie miejsce w lidze, przegraliśmy w Zabrzu 1:3. GieKSa wyszła na prowadzenie, potem Górnik wyrównał, ale wy szliście wtedy jak burza i dołożyliście kolejne gole. Było to dla mnie duże rozczarowanie. Kolejny to pierwszy mecz po przybiciu „sztamy”, jeszcze na starym stadionie w Zabrzu. Mecz rozpoczął się z opóźnieniem, bo delegat zwrócił uwagę, że nie ma sektorów buforowych. Na trybunach zasiadło ponad 20 tysięcy ludzi, a Górnik wygrał 2:0. W tym czasie GieKSę prowadził trener Adam Nawałka, który debiutował tej w roli jesienią 2008 w pucharowym meczu z Górnikiem przy Bukowej. Wielu naszych kibiców spodziewało się łatwej przeprawy, tymczasem mecz był wyjątkowo zacięty – Górnik wygrał 4:3, dopiero po dogrywce. Co ciekawe, w końcówce meczu było już dość ciemno, a na stadionie nie było oświetlenia z powodu modernizacji jupiterów przy Bukowej.
Adam Nawałka łączy nasze kluby, bo jako trener pracował najpierw przy Bukowej, skąd przeniósł się do Zabrza. Jak wspominasz jego pobyt w Górniku?
Trenera Nawałkę wspominam jako najlepszego trenera, z jakim miałem okazję współpracować jako dziennikarz i przyglądać się jego pracy. Trener był zawsze zaangażowany w stu procentach, zarówno na treningu, jak i podczas meczów ligowych. Tytan pracy, bardzo ambitny i wymagający, ale potrafiący też walczyć za swój zespół także w gabinetach działaczy. Za jego kadencji Górnik osiągał znacznie lepsze wyniki niż wskazywałby na to potencjał kadrowy. Gdy przychodził do Zabrza w grudniu 2009 r., drużyna zajmowała 5. miejsce w 1. lidze. Ostatecznie, dzięki serii zwycięstw wywalczyliśmy upragniony awans. W Zabrzu wspominamy trenera Nawałkę w samych superlatywach i z dużym sentymentem. Moim zdaniem to jeden z najlepszych trenerów naszego pokolenia, co udowodnił jako selekcjoner reprezentacji Polski.
Czy w Zabrzu działa klątwa byłych piłkarzy, którzy karcą wasz zespół w barwach innych drużyn? Będziecie się szczególnie przyglądać postawie Bartosza Nowaka i Dawida Kudły?
W ubiegłym sezonie Łukasz Wolsztyński w barwach Stali Mielec zdobył w Zabrzu bramkę na wagę remisu, ale poza tym nie było zbyt wiele takich przypadków. Wspominam Bartka Nowaka jako kreatywnego pomocnika, który daje dużą jakość piłkarską, zarówno wtedy w Górniku, jak i dziś w GKS-ie. Latem były przymiarki, aby Bartek wrócił do Zabrza, ten wybrał jednak Katowice. Pobyt w Rakowie nie był dla niego najlepszym czasem w karierze, dlatego cieszę się, że odnalazł formę w GieKSie. Z kolei Dawid Kudła jest naszym kibicem, w barwach Górnika wywalczył wicemistrzostwo Polski juniorów. Liczyliśmy jednak na więcej, jeśli chodzi o jego występy w pierwszym zespole i moim zdaniem mógł zrobić większą karierę. Cieszę się, że swoje piłkarskie miejsce znalazł w Katowicach i pomógł wam wrócić do Ekstraklasy. Mimo że rywalizuje z Rafałem Strączkiem, to nie oddaje miejsca między słupkami i prezentuje się co najmniej solidnie.
Jaki wynik typujesz w niedzielę?
Liczę, że wygra Górnik i nie skończy się tylko 1:0, ale będziemy świadkami ciekawego piłkarskiego widowiska. Idealnym scenariuszem będzie wysoki wynik bramkowy i wielka feta na trybunach.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Piłka nożna
Rafał Strączek: To duża sprawa
Przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok miała miejsce konferencja, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz bramkarz Rafał Strączek.
Michał Kajzerek: Witam wszystkich bardzo serdecznie na konferencji przed meczem 33. kolejki z Jagiellonią Białystok. Wszystkie bilety sprzedane, dlatego apelujemy o przekazanie/odsprzedanie biletów przez kibiców nie mogących przyjść na mecz, aby jak najwięcej pojawiło się nas na arenie.
Czego trener się spodziewa pod kątem tego meczu? O wielką rzecz walczą także piłkarki.
Rafał Górak: Kobiety mają pierwszeństwo, więc zacznijmy od nich. Trzymamy kciuki, liczymy na następne trofea i medale w gablocie. Piękna sprawa, fajnie, że udało się to przenieść bliżej. Trzymamy kciuki bardzo mocno. My mamy swoje sprawy do załatwienia, musimy się koncentrować na spotkaniu z Jagiellonią – godzinę przed finałem mamy trening. My z racji tego, gdzie jesteśmy w tabeli, po prostu musimy być jak najlepiej przygotowani do rywala trudnego, wymagającego. Mieliśmy okazję się już spotkać w tym roku, graliśmy bardzo dobrze momentami. Jeśli zagramy tak przez cały mecz, zawiesimy poprzeczkę bardzo wysoko.
Zostałeś nominowany do nagrody dla najlepszego bramkarza sezonu.
Rafał Strączek: To duża sprawa, jest to dla mnie ogromne wydarzenie. Cieszę się, że ta praca została doceniona.
Wczoraj Jagiellonia grała w rytmie niejako europejskich pucharów.
Rafał Górak: Drużyna grająca w środę nie czuje żadnego zmęczenia, jest wystarczająco czasu do niedzieli na regenerację. Dla Jagiellonii wypadł bardzo ważny zawodnik, doświadczony. Trener Siemieniec ma w kim jednak wybierać.
Raków nie wykorzystał sytuacji, ale stłamsił Jagiellonię.
Było widać duży napór Rakowa, brakowało bramki. To też świadczy o jakimś braku. Jagiellonia wygrała zasłużenie, nie ma co dyskutować.
Mówicie o szansie na awans do pucharów?
Rafał Strączek: Mamy świadomość tego, że zostały dwa mecze i jakie miejsce zajmujemy. Ta liga jest mega szalona, różnice między miejscami są bardzo małe. Patrzymy w górę i robimy wszystko, by zająć jak najwyższe miejsce.
Była obawa po powrocie?
Trzy mecze, bark mi doskwierał. W miarę szybko to wyleczyłem i dałem znać trenerowi, że dobrze się czuję.
Spodziewaliście się, że tak blisko będzie do podium?
Nikt o takich rzeczach nawet w Katowicach nie myślał. Tym bardziej się cieszymy z takiej okazji, spinamy się wszyscy w szatni, motywujemy. Musimy poświęcić całych siebie, by osiągnąć jak najlepszy wynik.
W Gliwicach nie grał Klemenz.
Rafał Górak: Lukas dzisiaj zaczyna proces treningowy, będziemy się zastanawiać, czy wróci w niedzielę. Pozostali zawodnicy, poza Paluszkiem i Trepką, są do mojej dyspozycji.
Jak oglądasz takie mecze z nadchodzącym rywalem?
Rafał Strączek: Podchodzę trochę zawodowo, trochę jednak na spokojnie. Staram się patrzeć na zachowania zawodników, poruszanie systemowe. Fajnie, że grali wczoraj, można się przypatrzeć i wyciągnąć więcej wniosków.
Jest presja na zwycięstwo?
Rafał Górak: To nie presja, że chcemy wygrać. Chcemy podjąć rywalizację sportową. Od kilkunastu dni nie ma biletów, to daje do myślenia. Wczoraj z zawodnikami i zawodniczkami mieliśmy wielką imprezę, radosne dzieci, kobiety i mężczyźni. To jest wyzwanie, żeby tym ludziom zrobić fajny dzień. Po tym ile otrzymaliśmy od nich miłych słów… Zawodnicy byli pod wrażeniem. Ludzie kupują koszulki z ich nazwiskami, potem jeszcze chcą ich autograf. Dawno tego nie było, to niesamowite.
Odczuwacie mentalne zmęczenie na finiszu sezonu?
Nie będziemy się porównywać ze słowami piłkarzy Jagiellonii, oni mają swoje problemy. My w ogóle nie jesteśmy zmęczeni, na pewno każdy w jakiś sposób o wakacjach marzy. Zawodnicy się realizują, doskonale zdają sobie sprawę, że teraz czas świetnej, ciężkiej roboty.
Motywować drużyny nie trzeba, a trzeba im mówić, by cieszyli się grą?
Jest pula do zdobycia. Sześć punktów załatwi nam wszystko – będziemy grać w europejskich pucharach, taka jest prawda. Nie ma co kalkulować, przemotywowywać. Oni wypracowali to miejsce, wielu z nich nigdy tam nie grało. Dzisiaj mogą w nich zagrać, nie ma mowy o wakacjach, o zmęczeniu. Nie wolno się też presować, trzeba się radować. Musimy wykonywać nasze zadania taktyczne, pokazać momenty i błyski – wtedy będzie mnóstwo zabawy.
Jest pomysł na wymóg Polaków w kadrze, jak pan na to patrzy?
Wszystko, co związane z limitami, zaczyna mi się to robić niezgodne z tym, jak lubię żyć. To jakbym kazał dzieciom uczyć się polskiego, mówić po angielsku, a przy śniadaniu po francusku. To w klubie powinniśmy brać odpowiedzialność za to, jak one wyglądają. Ja swoją ideę mam i wiem, od jakich piłkarzy zyskujemy najwięcej. Wiem, co dają nasi piłkarze, chcę, by szatnia mówiła w języku polskim. Ja sam się uczę języka angielskiego, mam deficyty, ale jesteśmy u siebie.


Najnowsze komentarze