Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: Ostatni moment na wyjście z kryzysu
Niemal prosto z Łodzi jedziemy do Niecieczy, gdzie czeka nas trudny i ważny dla układu ligowej tabeli sprawdzian. Będące w dołku Słoniki szukają przełamania i pierwszego zwycięstwa u siebie, my natomiast będziemy chcieli potwierdzić zwyżkę formy kolejnym zwycięstwem – a byłaby to seria dawno w Katowicach nieoglądana. Przed meczem z Bruk-Betem o ocenę formy rywala zapytaliśmy redaktora Michała Trelę, który będzie komentował piątkowe spotkanie w Niecieczy na antenie Canal+.
Bruk-Bet jest jednym z zespołów, które siedzą okrakiem gdzieś pomiędzy Ekstraklasą a pierwszą ligą. Czy przed tym sezonem zrobiono w Niecieczy coś więcej, aby przechylić szalę w stronę najwyższej klasy rozgrywkowej?
Wydawało mi się, że tak, a największe nadzieje wiązałem z osobą trenera Marcina Brosza. Uważałem, że po raz pierwszy Bruk-Bet ma tak dobrego szkoleniowca, który zagwarantuje odpowiedni poziom. Pierwsze kolejki utwierdzały mnie w tym przekonaniu, natomiast dziś, patrząc w jaki dołek wpadł zespół, powiedziałbym już, że w lecie nie zrobiono w Niecieczy wystarczająco dużo. Trener to jedno, jednak jeśli chodzi o wzmocnienie kadry, to w mojej opinii przespano nie tyle okno transferowe, co jego końcówkę, kiedy na rynku pojawiają się zawodnicy wcześniej niedostępni. Tutaj zabrakło dołożenia jakości do drużyny, tym bardziej że zaczynało być widać, że jakości, a zwłaszcza szerokości kadry może brakować.
O nadziejach na dobrą postawę Słoników w Ekstraklasie mówisz w czasie przeszłym. Aż tak nisko oceniasz ich szanse na wygrzebanie się z obecnego kryzysu?
Jeszcze nie czas na oceny, że Bruk-Bet spadnie, czy wręcz spadnie z hukiem. To, że ostatnio przegrywają mecz za meczem, nie mogą zapunktować za trzy od początku sierpnia, to niewątpliwie dołek. Na pewno mogą grać lepiej, natomiast wcześniej wydawało mi się, że będą w stanie zagrać spokojny sezon na miarę środka tabeli w stylu zeszłorocznej GieKSy. O tym można już mówić w czasie przeszłym, bo ta prognoza sprzed sezonu jest jednak nietrafiona. Bruk-Bet być może utrzyma się w lidze, ale nawet jeśli się to uda, to po ciężkiej walce.
Podstawy do optymizmu były, szczególnie patrząc na początek sezonu w wykonaniu Bruk-Betu.
Jeszcze w czwartej kolejce udało się, wprawdzie dość szczęśliwie, ale wygrać z Górnikiem w Zabrzu, a wcześniej był remis z Pogonią i porażka w Krakowie, więc początek był naprawdę niezły. Przede wszystkim jednak wygrana w Białymstoku była spektakularna – już tamtego wieczoru 4:0 dla Słoni było wynikiem szokującym, natomiast patrząc z perspektywy kolejnych 2-3 miesięcy jest on jeszcze bardziej szokujący ze względu na miejsce, w jakim dziś znajdują się oba kluby. Myślę, że do końca sezonu nie wydarzy się już w Ekstraklasie mecz, który bardziej wymykałby się logice. Niestety, Bruk-Bet nie poszedł za ciosem, a nie ułatwiał mu tego terminarz: na początku sezonu miał u siebie bardzo wymagających rywali, dlatego punkty zdobywa raczej na wyjazdach. Pogoń, Raków, Lech, rozpędzona Korona – u siebie niecieczanie zderzyli się ze ścianą. Gdyby trafili na rywali bardziej w swoim zasięgu, to być może początkowy entuzjazm związany z awansem udałoby się utrzymać dłużej. Tymczasem dość płynnie przeszli od euforii do kryzysu i to dość poważnego.
Czy Bruk-Bet Termalica to klub bez presji?
Nie powiedziałbym. Oczywiście, że presja trybun, mediów itd. nie jest taka jak w innych klubach. Widzieliśmy wprawdzie obrazki z trybun podczas meczu z Zagłębiem, gdzie kibice wieszali transparenty, ale traktujemy to raczej z przymrużeniem oka. Takiej presji raczej nie ma, natomiast jeśli chodzi o presję ze strony właścicieli, którzy w zasadzie „są klubem”, to ona jest i to dość duża. Państwo Witkowscy nie będą zadowalać się trwaniem w Ekstraklasie, a tym bardziej jeśli wchodzą do elity i przegrywają. Wewnątrz klubu jest realne ciśnienie, może nawet większe niż gdzie indziej, gdzie nie mija się na co dzień właściciela na klubowych korytarzach.
Wspomniane transparenty wyrażały poparcie dla Marcina Brosza. Czy to sygnał, że krzesło pod trenerem robi się gorące?
Nie miałem takich sygnałów, a będąc w Niecieczy słyszałem raczej o tonowaniu nastrojów. Na początku października, jeszcze przed meczem z Widzewem dawano do zrozumienia, że czas prawdy nadejdzie pomiędzy kolejnymi przerwami na kadrę, a więc w obecnym momencie: seria meczów z Wisłą Płock, Zagłębiem, GieKSą i Legią. Jeśli po tych meczach nie uda się wyjść z kryzysu, to będzie to sygnał alarmowy. Bruk-Bet ma już za sobą porażkę w Płocku i remis z Miedziowymi – zostaje GieKSa u siebie i wyjazd do Warszawy, gdzie da się wygrać, ale raczej nie ma tego w przedmeczowych kalkulacjach. Tym samym mecz z GKS-em to ostatni moment, aby wyjść z kryzysu. Po spotkaniu z Wisłą pojawiły się doniesienia, że Bruk-Bet rozgląda się na trenerskim rynku, stąd wyprzedzająca reakcja fanów Słoników. Osobiście nie dotarły do mnie sygnały, że temat zmiany trenera jest poważny, natomiast zbyt długo przyglądam się naszej lidze, aby nie zauważyć, że jeśli drużyna przegrywa tydzień w tydzień i to raczej w kiepskim stylu, to w każdym klubie właściciele biorą pod uwagę możliwość zmiany na stanowisku trenera.
Jak w tym kontekście ocenisz cierpliwość Danuty Witkowskiej w skali od jeden do Józefa Wojciechowskiego?
Byłaby blisko Józefa Wojciechowskiego, ale nie bardzo blisko. To podejście w Niecieczy trochę się zmienia, bo były czasy w niższych ligach, kiedy trenerzy pracowali tam przez całe lata. W pierwszej lidze z tą cierpliwością bywało nieźle, za to w Ekstraklasie już zdecydowanie gorzej. Państwo Witkowscy potrafią czasem zareagować w emocjach, natomiast im dłużej są w piłce, tym bardziej są cierpliwi i wydaje mi się, że jeszcze o żadnym trenerze nie mówiło się w Niecieczy w taki sposób, jak teraz mówi się o Marcinie Broszu. Więc jeśli ktoś ma mieć od nich kredyt zaufania, to właśnie on.
Kibice większych klubów często krytycznie wypowiadają się o zespołach takich jak Bruk-Bet w kontekście ich obecności w najwyższej lidze. Czy Słonie mogą wnieść coś nowego do Ekstraklasy?
Cały czas wydaje mi się, że mogą, choć jeszcze tego nie zrobili. Dobrze, jeśli w każdej lidze jest miejsce dla klubu, który z jednej strony nie zawsze bije się o czołowe lokaty, a z drugiej nie toczy dramatycznej walki o utrzymanie. W takich warunkach można coś zbudować, a myśląc na kilka lat do przodu skupić się na wprowadzaniu czy to wychowanków – choć w przypadku Niecieczy jest to raczej trudne – czy młodych polskich piłkarzy pozyskanych z innych klubów. Trener Brosz pasuje do takiego pomysłu na klub, a mając bogatego właściciela można czasem nieco przepłacić za zdolnego piłkarza. Naturalnym odniesieniem dla Bruk-Betu jest niemiecki Hoffenheim, które pokazuje, że taki klub może być pożyteczny dla całej ligi.
W tekście na temat Bruk-Betu opublikowanym na Weszło postawiłeś tezę, że sama obecność w elicie nie jest szczytem ambicji właścicieli, natomiast dotychczasowe niepowodzenia w zderzeniu z Ekstraklasą nie wynikały z braku chęci czy środków, lecz wyłącznie z niedostatecznego know-how. Czy twoim zdaniem w tym kontekście wyciągnięto wnioski z poprzednich sezonów?
Najważniejszym wnioskiem jest fakt, że tym razem mają trenera, który ma dość dużą władzę i mocną pozycję w klubie, a przede wszystkim trenerskie know-how. Wiemy jednak dobrze, że Ekstraklasa poszła mocno do przodu i trudno dziś opierać klub na jednej osobie. Dlatego to nadal jest problem w Niecieczy, choć być może już w mniejszym stopniu niż w poprzednich latach.
We wspomnianym artykule zwróciłeś uwagę, że Bruk-Bet awansował do Ekstraklasy niejako siłą rozpędu po rewelacyjnej rundzie jesiennej, a wiosną nie było już tak dobrze. Tymczasem za awansem nie poszła znacząca przebudowa kadrowa zespołu.
Niestety, jest to problem powtarzający się w Niecieczy – zbyt duża wiara w to, że co wystarczyło na 1. Ligę, wystarczy też w Ekstraklasie. Już po awansie słyszałem głosy z okolic szatni, że przed nowym sezonem potrzeba będzie wielu wzmocnień. Tymczasem znowu jest tak, że Bruk-Bet musiał się zderzyć z Ekstraklasą, przegrać kilka meczów, aby właściciele zobaczyli na własne oczy, że obecna kadra to za mało i dopiero w zimie nastąpi korekta. Tak było trzy lata temu, ale wtedy okazało się za późno. Dlatego kluczowy dla Słoni jest czas do zimy, który zadecyduje, czy w przerwie będziemy mieli do czynienia z paniczną akcją ratunkową, czy też widoki na utrzymanie będą bardziej realne.
Analizując tabelę rzuca się w oczy, że Bruk-Bet traci najwięcej bramek w lidze, zaraz po Lechii. Defensywa jest dziś największym problemem Słoni?
Zdecydowanie tak, bo nawet w słabszych meczach, jak na przykład w Płocku, zwykle są w stanie zdobyć gola. Gdyby byli takim beniaminkiem, który trafia i potrafi się zamurować, to ich sytuacja w tabeli byłaby zupełnie inna. Niestety dla nich, a dobrze dla postronnych widzów, ich mecze dobrze się ogląda, bo zawsze idą na wymianę ciosów, grając wysokim pressingiem. Wydaje mi się jednak, że jest to podejście zbyt ambitne na tę kadrę, dlatego często brakuje jakości z tyłu. Taki styl gry jest bardzo energetyczny, dlatego nawet jeśli wychodzą na prowadzenie, to często nie dowożą korzystnego wyniku.
Jak wspomniałeś, nie jest tak źle ze skutecznością Niecieczy. Nie ma jednak wyraźnego lidera, a trafienia rozkładają sie na kilku graczy. Kto ciągnie do przodu ofensywę Bruk-Betu?
Moim zdaniem wyraźny lider jest, natomiast nie chodzi tu o liczbę goli. Ofensywa opiera się mocno na Kamilu Zapolniku, do którego trafia większość długich piłek. Jest to typ napastnika, który świetnie gra tyłem do bramki i potrafi się utrzymać przy piłce, podczas gdy reszta partnerów doskakuje pressingiem do przeciwnika. Dla stylu gry Bruk-Betu Zapolnik jest niezbędny, choć w golach tego nie widać. Widać za to duży spadek jakości gry, gdy Zapolnika z przodu nie ma.
Czy znany z Górnika Jesús Jiménez jest najlepszym letnim transferem w Niecieczy?
Nie powiedziałbym. Wprawdzie dorzucił coś do ofensywnego dorobku drużyny, ale biorąc pod uwagę oczekiwania i to, jak pamiętamy go z Ekstraklasy, to mimo wszystko jest rozczarowaniem. Jako najlepszy transfer wskazałbym raczej Sergio Guerrero, który wskoczył do pierwszej jedenastki kosztem Rafała Kurzawy, który wydawał sie być pewniakiem. Jak dotąd wygląda przyzwoicie i na tle pozostałych ruchów transferowych zdecydowanie się wyróżnia.
Stadion w Niecieczy zdecydowanie nie jest twierdzą w tym sezonie. Jest to pewien handicap dla GieKSy, która wreszcie przełamała się na wyjazdach?
Myślę, że tak, choć analizując tę statystykę brałbym jednak pod uwagę poziom rywali, z jakimi gospodarzom przyszło się mierzyć w Niecieczy. Większość jest lub aspiruje do ligowej czołówki, a niewiele było meczów z rywalami, na których Bruk-Bet musi szukać punktów, jeśli poważnie myśli o utrzymaniu. Mecz z GKS-em jest właśnie jednym z takich pojedynków.
Oba zespoły w tabeli dzieli niewiele, natomiast obecna forma GieKSy zdaje się być rosnąca. To raczej zła wiadomość dla gospodarzy.
W Niecieczy doskonale zdają sobie sprawę, że w piątek nie będzie łatwo. Sytuacja Bruk-Betu jest o tyle trudna, że w większości meczów nie są faworytem – być może byli w Gliwicach, ale tam też przegrali. Dlatego jeśli mają punktować, to właśnie u siebie z GKS-em, który raczej ma mocniejszą kadrę, ale ta różnica nie jest aż tak duża jak w przypadku czołówki Ekstraklasy. Potem może być jeszcze trudniej.
Sam GKS zbierał wiele pochwał za postawę w roli beniaminka. Obecnie jest nieco gorzej, a jaka jest twoja ocena? W ubiegłym sezonie graliśmy ponad stan i dziś równamy do średniej czy też jesteśmy w stanie nawiązać do formy z poprzednich rozgrywek?
Wynik GieKSy w ubiegłym sezonie mógł być nieco powyżej realnych możliwości – środek tabeli jak najbardziej, ale to jednak była górna połowa, co niewątpliwie było zaskoczeniem. Teraz z kolei jest trochę za nisko, ale w miarę upływu sezonu GKS prawdopodobnie będzie równał do środka. Osobiście oceniam potencjał GieKSy na miejsca 9-11 i moim zdaniem macie szansę na sezon bez walki o utrzymanie. Mimo że początek mieliście trudny, to miałem poczucie, że transfery były sensowne, bo okazji szukano w zawodnikach, których sam ceniłem i coś w nich widziałem, a czas i zaufanie będą pracować na ich korzyść. Ponadto nabrałem zaufania do trenera Góraka. W zeszłym sezonie oceniałem, że GKS-owi będzie trudno w Ekstraklasie także dlatego, że nie wierzyłem, że trener udźwignie tę misję. Tymczasem udźwignął i dziś trzeba go traktować jako jeden z atutów GieKSy. Widać kierunek, w jakim chce zmierzać z tym zespołem.
Obie drużyny nie słyną ze szczelnej defensywy, w związku z tym spodziewasz się w piątek gradu bramek?
Szczerze mówiąc liczę na to, bo jednym i drugim zdarzają się błędy w obronie, jedni i drudzy potrafią takie błędy wykorzystywać, więc nastawiam się na dobre widowisko na początek weekednu z Ekstraklasą.
Jaki wynik padnie w Niecieczy?
Stawiam na wysoki bramkowy remis, co najmniej 2:2.
Hokej
Kompromitacja w Sosnowcu
W ramach zaległego meczu z 35. kolejki Tauron Hokej Ligi zmierzyliśmy się na wyjeździe z drużyną ECB Zagłębie Sosnowiec. Tak jak w piątkowym meczu również i dziś musieliśmy przełknąć gorycz porażki.
Początek należał do gospdarzy, którzy w pierwszych minutach sprawdzili dyspozycję Kielera. Nasz bramkarz skapitulował w 4. minucie po strzale z bliskiej odległości Chmielewskiego. Kolejne minuty nie przyniosły wiele emocji. W połowie tercji precyzyjnym uderzeniem pod poprzeczkę do wyrównania doprowadził Monto. Tuż po wznowieniu gry po przerwie reklamowej wyszliśmy z dwójkową akcją Bepierszcz-Pasiut, jednak strzał naszego kapitana bez problemu obronił Halonen. Sosnowiczanie spokojnie czekali na swoje okazje i dwie z nich zamienili na kolejne trafienia. Najpierw strzałem w okienko gola zdobył Alanen, a niespełna trzy minuty później Sozanski ze stoickim spokojem „położył” Kielera i z bliskiej odległości umieścił krążek w bramce.
W drugiej tercji obie drużyny grały kilkukrotnie w liczebnych przewagach, których nie potrafiły zamienić na gola. W 22. minucie Fraszko strzelił nad poprzeczką. Po drugiej stronie aktywny był Jokinen, ale jego uderzenia obronił Kieler. W 32. minucie strzał Dupuya z bliskiej odległości obronił Halonen. Pod koniec tercji mocniej zaatakowali Katowiczanie, którzy mimo gry w pełnych składach, zamnknęli miejscowych we własnej tercji. Niestety nie udało nam się tej przewagi zamienić na gola, a co więcej na 44 sekundy przed syreną kończącą drugą tercję Sosnowiczanie wyprowadzili kontrę 2 na 1, którą na gola zamienił Chmielewski.
W trzeciej tercji niewiele się działo w tym spotkaniu. W 46. minucie grający w osłabieniu gospodarze zdobyli szóstą bramkę, a jej autorem był Hamalainen, który wykorzystał sytuację sam na sam z Kielerem. Cztery minuty później drugą bramkę dla GieKSy zdobył Monto. W 58. minucie meczu Biłas w sytuacji sam na sam pokonał naszego bramkarza i tym samym ustalił wynik meczu.
ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 6:2 (3:1, 1:0, 2:1)
1:0 Aron Chmielewski (Miike Roine) 6:27
1:1 Joona Monta (Bartosz Fraszko, Travis Verveda) 10:01, 5/4
2:1 Jere-Matias Alanen (Joni Piiponen) 13:59
3:1 Matthew Sozanski (Vaino Sirkia, Sebastian Brynkus) 16:52
4:1 Aron Chmielewski (Adrian Gromadzki, Matthew Sozanski) 39:16
5:1 Aleksi Hamalainen (Vaino Sirkia) 45:09
5:2 Joona Monto 49:16
6:2 Karol Biłas (Eric Kaczyński, Adrian Gromadzki) 57:02
ECB Zagłębie Sosnowiec: Halonen (Miarka) – Sozanski, Ciura, Jokinen, Hamalainen, Piiponen – Naróg, Wanacki, Chmielewski, Roine, Gromadzki – Biłas, Bjorkung, Sirkia, Alanen, Brynkus – Krawczyk, Kotlorz, Bernacki, Kaczyński, Sołtys.
GKS Katowice: Kieler (Eliasson) – Runesson, Lundegard, Bepierszcz, Pasiut, Fraszko – Varttinen, Verveda, Dupuy, Anderson, Wronka – Chodor, Hoffman, McNulty, Monto, Hofman Jonasz – Maciaś, Hornik, Michalski, Dawid, Koivusaari.
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GieKSy – jesień 2025
Sezon 2024/2025 był naszym najlepszym w historii pod względem wyjazdów. W obecnym euforia grania w Ekstraklasie pomału opada, ale wyjazdowo dalej prezentujemy się dobrze. Zapraszamy do podsumowania naszych wojaży w rundzie jesiennej sezonu 2025/26.
Pierwszym naszym wyjazdem był Widzew, a w Łodzi byliśmy także w marcu tego samego roku. Na początku sierpnia pojechalismy w 853 GieKSiarzy, w tym 7 Banik Ostrava i 6 JKS Jarosław. Na tym meczu debiut zaliczyła flaga „Pozdrawiamy Nieobecnych GieKSiarzy – PNG PDW”.
Drugim wyjazdem, rozgrywanym w następnej kolejce po meczu w Łodzi, była Legia Warszawa. W niedzielny wieczór do stolicy wybrało się 734 Szaleńców z Bukowej, w tym 62 Górnik Zabrze i 3 JKS Jarosław.
Na koniec miesiąca rozegraliśmy w sobotni wieczór „Śląski klasyk”. W Zabrzu pojawilismy się w 4300 osób, tym 13 Banik Ostrava i 17 JKS Jarosław. Był to nasz najliczniejszy wyjazd w całej historii kibicowskiej GieKSy!
We wrześniu pojechaliśmy na mecz z Lechią, która była naszym ostatnim wyjazdem w poprzednim sezonie. Ostatecznie w piątek pojawiło się nas w Gdańsku 621, w tym 8 Banik Ostrava, 62 Górnik Zabrze 1 JKS Jarosław. Wśród naszego stałego oflagowania nie zabrakło płótna ŚP. Pisaka – w 23. rocznicę odejścia do Sektora Niebo.
Kolejnym wyjazdem, również w piątek, był Płock. Z Wisłą ostatni raz mierzyliśmy się w pierwszej lidze. Tym razem na wyjeździe obecnych było 582 GieKSiarzy, w tym 12 Banik Ostrava i 4 Górnik Zabrze.
Po dwóch piątkach z rzędu przyszedł… kolejny piątek na wyjeździe. Rywalem był Motor Lublin, z którym wzajemnie „odwiedzamy się” od trzeciego poziomu rozgrykowego. W sektorze gości pojawiło się 477 fanatyków, w tym 1 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. W drodzie powrotnej zrobiliśmy postój w Domostawie, gdzie znajduje się pomnik autorstwa śp. Andrzeja Pityńskiego „Rzeź Wołyńska”. Oddaliśmy w tym miejscu hołd pomordowanym Polakom, składając wieniec, odpalając race na tle naszej narodowej flagi oraz odśpiewując hymn Polski.
Kolejny wyjazd wypadł… we wtorek. Los skrzyżował nas z ŁKS w Pucharze Polski. Ostatni raz byliśmy na tym stadionie (zupełnie niepodobnym do obecnego) w 2010 roku, bo choć w sezonie 2011/2012, 2012/2013, 2018/2019, 2021/2022 i 2022/2023 graliśmy na wyjazdach z ŁKS, to za każdym razem „coś” przeszkadzało w obecności kibiców GieKSy (zakazy stadionowe, remonty stadionu itd.). Po 15 latach pojawiliśmy się w 507 osób, w tym 11 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław.
I znowu piątek… Tym razem w Niecieczy, w której w ostatnich latach często bywaliśmy. Pojawiliśmy się w 427 osób, w tym 2 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. Tym samym zakończyliśmy maraton pięciu wyjazdów z rzędu w tygodniu roboczym.
Pod koniec listopada graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na niedzielną eskapadę zdecydowało się 1022 GieKSiarzy, w tym 6 Banik Ostrava i 22 Górnik Zabrze. Jest to nasz nowy rekord wyjazdowy na Jadze, niestety z racji stanu murawy mecz nie doszedł do skutku.
Ostatnim, a zarazem najbliższym, wyjazdem w rundzie jesiennej była Częstochowa. Na niedzielnym spotkaniu z Rakowem obecnych było 356 GieKSiarzy, w tym 2 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław. Na meczu z naszej strony świecidełka i transparent „Wesołych świąt”.
W trakcie tego maratonu wyjazdowego nie zabrakło wsparcia dla naszych zgód oraz układowiczów.
GieKSiarze w liczbach: 53 (Warszawa), 65 (Wiedeń) oraz 32 (Celje) wspierali Banik w europejskich pucharach. W Ostrawie bylismy w 300 osób na meczu z Legią Warszawa. Na każdym meczu Banika, który nie kolidował z GieKSą, nasza reprezentacja regularnie wspierała Przyjaciół.
Reprezentantów GieKSy nie zabrakło również na wszystkich meczach kadry, w tym na wyjazdach z Litwą i Maltą, gdzie obecnych było nas odpowiednio 14 i 31.
Z aktywności patriotycznej to pojawiliśmy się na Marsz Niepodległości oraz standardowo pod kopalnią KWK Wujek, oddając hołd poległym Górnikom w dniu 44. rocznicy pacyfikacji, a obecny na oficjalnych uroczystościach Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki otrzymał od naszej delegacji szal antykomuna oraz zaproszenie na wiosenny mecz z Lechią Gdańsk.
Po świętach Bożego Narodzenia w Krynicy-Zdroju został rozegrany półfinał Pucharu Polski w hokeja na lodzie, a naszym rywalem było Zagłębie Sosnowiec. Na wyjazd wybrało się 317 GieKSiarzy, w tym 50 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Niestety zgodnie z tradycją nasi hokeiści przegrali. Zagłębie dostało większą trybunę za bramką i zawitało w 500 osób, ze wsparciem Slavii Praga, Sparty Brodnica, Czuwaju Przemyśl, MKS-u Radymno, Legii Warszawa, Beskidu Andrychów oraz Olimpii Elbląg. Można powiedzieć, że to nowy rekord – na meczu hokeja pojawiło się ponad… 10 ekip, w tym dwie czeskie bandy.
Do zobaczenia na szlaku GieKSiarze!
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.
Piłka nożna Wywiady
Witek: Każdy może zostać mistrzem
W poniedziałkowe popołudnie w GieKSa Fanstore odbyło się spotkanie przedstawicieli mediów z trenerem, Rafałem Górakiem, kapitanem Arkadiuszem Jędrychem oraz prezesem Sławomirem Witkiem. W nowym punkcie porozmawialiśmy z prezesem katowickiego klubu o jego funkcjonowaniu, a także o ostatnich miesiącach we wszystkich sekcjach i oczekiwaniach na nadchodzącą rundę wiosenną Ekstraklasy.
Jakie są oczekiwania na wiosnę? Kibicom po ostatnich latach wzrosły apetyty i niektórzy oceniają krytycznie minioną rundę, choć różnice punktowe w lidze są minimalne.
Sławomir Witek: Jestem umysłem ścisłym – dla mnie nie miejsce jest najważniejsze, tylko liczba punktów. Dlatego patrzę nie pesymistycznie, a optymistycznie na wiosenną rundę. Mecze i rozgrywki będą bardzo ciekawe, bo każdy może zostać mistrzem i każdy może spaść. My liczymy, przy naszym potencjale, świetnej pracy trenera i sztabu oraz spełnieniu wszystkich warunków założonych przed tą rundą na to, że zostaniemy w Ekstraklasie, a może jeszcze sprawimy kibicom miłą niespodziankę.
We wszystkich sekcjach GieKSa jest w czołówce albo w walce wokół niej. Jeśli mimo tego słychać negatywne opinie, to chyba dobrze świadczy o klubie?
Też byśmy chcieli zdobywać tylko mistrzostwa, ale z drugiej strony sport byłby wtedy nudny, musi być dawka emocji. Oczywiście się cieszę, że walczymy o najwyższe miejsca w kilku sekcjach: piłkarze, piłkarki, hokeiści, siatkarze, a także bilardziści i szachiści – to jest naszym celem. Mamy stworzyć warunki do tego, żeby sportowcy mogli osiągać swoje sufity i to właśnie robimy. Jesteśmy klubem stabilnym, z dobrą infrastrukturą, płynnością finansową, nie narzekamy na nic, co mogłoby przeszkadzać w procesie treningowym i szkoleniowym. Mając takie warunki i osoby w sztabach dobierające zawodników pod sukces, możemy być w miarę pewni dobrych miejsc.
Jesteśmy faktycznie nudnym klubem, jeśli chodzi o zakulisowe informacje prasowe.
Ja też myślę, że tak jest (śmiech). Zawsze powtarzam, że jeśli miałem pod sobą różnego rodzaju podwładnych, którzy byli dyrektorami różnych placówek, najbardziej cieszyłem się z tych, od których nie docierały żadne złe informacje. Taki sam przykład daje GieKSa. Jeśli nie ma o czym pisać w tym kontekście, to nie ma skandali, czyli jest dobrze.
Klub miejski ma ograniczony budżet, a głośno jest chociażby wokół Bartosza Nowaka. Trzeba jakoś decyzje podejmować, to duże wyzwanie dla prezesa?
Cieszę się, że w tych czasach większościowym właścicielem jest miasto, bo odczuwamy jego wyraźną opiekę i stabilizację. Ta stabilizacja pomaga w rozmowach ze sponsorami, a także są rozmowy o znalezieniu w przyszłości udziałowca. Lepszą sytuacją dla nas jest, jeśli możemy poddać się każdemu audytowi i wykazać, że nie mamy żadnych zaległości i jesteśmy stabilni finansowo. Sponsorzy wtedy wykazują większą chęć przyjścia do klubu niż w momencie, gdy przyszłość nie jest tak pewna.
Czy spodziewał się pan, że Bartosz Nowak zostanie ligowcem roku?
Bardzo na to liczyłem, znam Bartka – to jest Pan Piłkarz. Nawet rywalizując z takimi nazwiskami jak Grosicki, zasługiwał na wyróżnienie. Odrzucając emocje, powiedziałbym, że absolutnie Bartek zapracował sobie na tę nagrodę.
Wielosekcyjność klubu dokłada dużo pracy w okienku zimowym? Rozmawialiśmy z przedstawicielem Superbetu i dla sponsorów jest to atrakcyjne. Jak to wygląda z perspektywy prezesa klubu?
Oj, tak (śmiech). Nie mam kompletnie czasu na urlop. W tej przerwie, gdy koledzy prezesi z jednosekcyjnych klubów odpoczywają i biorą urlopy, to u mnie się toczą rozgrywki w hokeju czy siatkówce i ta przerwa na obozy piłkarzy i piłkarek wcale nie oznaczała dla mnie tego, że odpocznę.
Jest pan zadowolony z lokalizacji nowego sklepu?
Jak to w handlu – zawsze jest jakieś ryzyko, i to ryzyko podjąłem. Mając doświadczenie z prowadzenia własnej działalności gospodarczej, wiedziałem, że jeżeli nie podejmiemy ryzyka, to nigdy się nie dowiemy, czy się uda. Oczywiście wszystko zostało przemyślane – od metrażu po miejsce. Rozmawialiśmy z Galerią Katowicką na temat warunków, na jakich zostanie postawiony nasz sklep. Jak dotąd jestem zadowolony, ale to jest oczywiście dopiero początek i cały czas to analizujemy. Otwieraliśmy sklep na Mikołaja i grudzień był rewelacyjny. Teraz badamy okres przejściowy do czasu rozpoczęcia rundy, a potem zobaczymy jak wyjdzie pełna runda. Na pewno jest lepiej niż w dawnej lokalizacji, mimo większych kosztów.
Czy na starej Bukowej i Arenie Katowice będą stałe punkty sprzedażowe, czy będą otwierane tylko na okazje spotkań?
Jeśli będzie taka potrzeba, to na Nowej Bukowej jesteśmy przygotowani na taką możliwość. Mamy dwa ładnie obrandowane kontenery, kto był na stadionie, ten widział. Są nowoczesne, z założonym ogrzewaniem, oświetleniem i internetem. Mogą one służyć jako sklep stacjonarny, jeśli tylko będzie takie zapotrzebowanie. Chcemy otwierać ten sklep nie tylko na mecze, ale także na wszystkie eventy. Jeśli uznamy, że jest sens otwierania tych sklepów na co dzień, to tak będzie. Natomiast na starej Bukowej na razie nie planujemy sklepu stacjonarnego.
















Najnowsze komentarze