Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: GieKSa melduje się w półfinale!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatnich dziesięciu dni, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Dzisiaj o 18:00 w ćwierćfinale Pucharu Polski Kobiet nasza drużyna zmierzy się na wyjeździe z Legią Ladies. Transmisja będzie dostępna na kanale YouTube Legia Ladies. W trakcie ostatniego meczu, pucharowego ze Ślęzą Wrocław, kontuzji doznała Klaudia Maciążka. Korzystając z przerwy w meczach o punkty piłkarki wygrały 12:0 sparing z pierwszoligową Polonią Środa Wielkopolska.

Piłkarze we wspomnianym okresie rozegrali trzy spotkania – wszystkie zwycięskie. Pokonaliśmy: Górnik 3:1 (prasówka TUTAJ), Widzew po rzutach karnych w Pucharze Polski (prasówka TUTAJ) oraz Radomiak 1:0 (prasówka TUTAJ). W półfinale Pucharu Polski zmierzymy się na wyjeździe z Rakowem. Następny mecz rozegramy na Arenie Katowice w sobotę 14 marca o 17:30 z Lechią.

W ostatnim meczu ligowym siatkarze wygrali w hali Areny Katowice z PZL LEONARDO Avią Świdnik, 3:0. Najbliższe spotkanie rozegramy na wyjeździe w czwartek 12 marca o 20:00 z Karton-Pak Astra Nowa Sól.

Wczoraj hokeiści zakończyli mecze w ¼ play off, w których pokonali Cracovię w stosunku 4:2. W kolejnych spotkaniach padały wyniki 11:1, 2:3, 1:2 (pd), 4:1, 3:0 oraz 5:1. W półfinale rywalem GieKSy będzie zwycięzca z pary Unia Oświęcim – Energa Toruń (ostatni mecz tego ćwierćfinału zostanie rozegrany jutro w Oświęcimiu). Początek rywalizacji w półfinałach zaplanowano na niedzielę 15 marca.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Klaudia Maciążka podczas meczu ze Ślęzą Wrocław doznała urazu obojczyka

Klaudia Maciążka podczas spotkania 1/8 finału Orlen Pucharu Polski ze Ślęzą Wrocław doznała urazy obojczyka – poinformował klub na mediach społecznościowych.

24-letnia zawodniczka w spotkanie ze Ślęzą rozpoczęła w podstawowym składzie, a w 89. minucie ustaliła wynik meczu ,zdobywając drugiego gola dla mistrzyń Polski (w 85. minucie wynik otworzyła Nicola Brzęczek). Kilkadziesiąt sekund później Maciążka została zmieniona przez Oliwię Malesę.

Podczas spotkania we Wrocławiu napastniczka doznała urazu obojczyka, który wymagał przeprowadzenia zabiegu.

„Przewidywany czas przerwy Maciążki od gry i treningów wynosi kilka tygodni” – możemy przeczytać na oficjalnej stronie GKS-u Katowice.

W trwającym sezonie 24-latka wystąpiła w dziewięciu spotkaniach Orlen Ekstraligi i zdobyła w nich dwa gole. W rozgrywkach Orlen Pucharu Polski Maciążka rozegrała dwa mecze i zdobyła w nich jednego gola.

gol24.pl – Wskazaliście zdobywcę STS Pucharu Polski. Podsumowanie naszej sondy

Zaraz po losowanie par półfinałowych STS Pucharu Polski zapytaliśmy Was, kto w 2026 roku sięgnie po trofeum rozgrywek. Do wyboru były 4 możliwości: Raków Częstochowa, Górnik Zabrze, Zawisza Bydgoszcz oraz GKS Katowice. Wytypowaliście, że po puchar sięgnie drużyna, która po raz ostatni taki sukces świętowała bardzo dawno temu!

Przypomnijmy, że w półfinałach STS Pucharu Polski zmierzą się Raków Częstochowa z GKS Katowice oraz trzecioligowy Zawisza Bydgoszcz z Górnikiem Zabrze. Według Was, najmniejsze szanse na triumf w rozgrywkach ma wcale nie zespół z czwartego poziomu, ale popularna GieKSa, która na ten moment (wtorek, 10 marca) otrzymała 14% głosów. Zawisza Bydgoszcz ma o 1 punkt procentowy więcej.

Połowa głosujących wskazała, że w maju tego roku po puchar sięgnie Górnik Zabrze, który po raz ostatni po to trofeum sięgnął 54 lata temu! Natomiast ostatni triumfator tych rozgrywek spośród uczestników półfinałów, czyli Raków Częstochowa, zgarnął 21% głosów.

Oto wyniki naszej sondy:

Górnik Zabrze – 50%

Raków Częstochowa – 21%

Zawisza Bydgoszcz – 15%

GKS Katowice – 14%

Jeśli wciąż nie oddaliście głosu w naszej sondzie, dalej jest na to szansa! Do wielkiego finału na stadionie PGE Narodowy w Warszawie pozostało jeszcze sporo czasu.

Spotkania półfinałowe STS Pucharu Polski na ten moment są zaplanowane na 7 i 8 kwietnia. Jednak w przypadku ewentualnego awansu Rakowa Częstochowa do ćwierćfinału Ligi Konferencji, termin spotkania z GKS Katowice może ulec zmianie. Wszystko przez fakt, że pierwsze mecze 1/4 finału tych europejskich rozgrywek zaplanowane są na 9 kwietnia.

Rezerwowy termin to 1 kwietnia, czyli tuż po zgrupowaniach kadr narodowych. Z dużym prawdopodobieństwem zwłaszcza w ekipie Medalików mogą być zawodnicy, którzy jeszcze nie zdążą wrócić do klubu, gdyż będą tuż po meczach w barwach swoich reprezentacji.

Wielki finał STS Pucharu Polski standardowo zostanie rozegrany 2 maja na stadionie PGE Narodowy w Warszawie. W tym roku ta data przypada w sobotę.

 

SIATKÓWKA

dziennikwschodni.pl – PZL Leonardo Avia Świdnik gorsza od GKS Katowice

W spotkaniu 26. kolejki PZL Leonardo Avia przegrała na wyjeździe z GKS Katowice 0:3.

Gospodarze rozpoczęli od prowadzenia 2:0, po atakach Michała Superlaka i Gonzalo Quirogi. Świdniczanie odpowiedzieli atakiem Dawida Sokołowskiego i blokiem Jaromira Orlicza (2:2). W kolejnej akcji punkt z zagrywki zdobył dla Avii Konrad Machowicz (2:3). Spadkowicz z PlusLigi próbował przejęć inicjatywę i narzucić gościom swój styl. GKS Katowice prowadził 10:6, 12:8, 14:9. Karol Rawiak zakończył atak na 16:12.

Miejscowi powoli zbliżali się wygrania partii otwarcia. Avia przegrywała 18:23. Krzysztof Pigłowski skończył atak na 23:19. W kolejnej akcji zapunktował Karol Rawiak (23:20). W odpowiedzi atak skończył Quiroga, na 24:20. Ostatni punkt w pierwszym secie katowiczanie zdobyli za sprawą zepsutego ataku Rawiaka (25:20).

Po porażce w partii otwarcia w kolejnej świdniczanie nastawili się na walkę o zwycięstwo. W wyjściowym składzie pojawił się rozgrywający Krzysztof Pigłowski w miejsce Jaromira Orlicza. Od początku to „żółto-niebiescy” przejęli inicjatywę. PZL Leonardo Avia prowadziła już 4:1. Przy wyniku 6:2 dla gości o przerwę w grze poprosił szkoleniowiec gospodarzy Emil Siewiorek.

Miejscowi odrobili część strat i zbliżyli się na 6:9. Kolejne minuty przyniosły remis 10:10. Atak Krzysztofa Rykał dał, po raz kolejny, prowadzenie przyjezdnym 11:10. Kolejne akcje przyniosły już punkty gospodarzom (13:11). Avia bardzo szybko odrobiła straty (15:15). Od tego momentu zespoły grały punkt za punkt, częstym wynikiem był remis:17:17, 19:19, 20:20, 22:22.

Po zepsutym ataku Dawida Sokołowskiego katowiczanie objęli prowadzenie 23:22. Natychmiast o przerwę w grze poprosił szkoleniowiec świdniczan Jakub Guz. W kolejnej akcji, po ataku znanego w naszym regionie Wojciecha Włodarczyka, miejscowi wygrywali 24:23. Pierwszą piłkę setową zepsuł po zagrywce Quiroga. Przerwą w grze odpowiedzieli katowiczanie. Chwilę później było już po secie. Kolejny atak skończył Włodarczyk (25:23).

Przegrana w końcówce drugiej partii wpłynęła demobilizująco na gości. W trzecim secie świdniczanie nie potrafili przejąć inicjatywy. Od początku to gospodarze dyktowali warunki. GKS prowadził 2:1, 6:4, 7:5, 10:5 po bloku Włodarczyka. Avia niewiele mogło zwojować. Katowiczanie spokojnie budowali przewagę punktową. Superlak zablokował Rawiaka i było już 13:6 dla GKS. Konrad Machowicz zmniejszył straty na 13:9. Spadkowicz z PlusLigi bardzo szybko odbudował bezpieczne prowadzenie (15:10, 17:12).

Miejscowi powoli zmierzali do wygrania meczu. Damian Domagała skończył atak na 21:14. Po kolejnym ataku rezerwowego atakującego miejscowi prowadzili już 23:17. Ostatecznie zwyciężyli 25:17, a w meczu 3:0. Tym samym Avii nie udał się rewanż za przegraną w pierwszej rundzie w Świdniku, również 0:3.

 

HOKEJ

hokej.net – Goleada w Katowicach! Mistrzowie fazy zasadniczej pewnie rozpoczynają rywalizację w play-off

W pierwszym ćwierćfinałowym starciu fazy play-ff, GKS Katowice podjął Comarch Cracovię. Już w pierwszej minucie gospodarze otworzyli wynik spotkania, w kolejnych minutach tylko potwierdzali widoczną różnicę klas, zdobywając aż 10 bramek.

Pierwsze spotkanie fazy play-off w Katowicach przyniosło prawdziwy festiwal bramek. GKS Katowice od pierwszych sekund narzucił rywalom swoje warunki gry i ostatecznie w efektownym stylu pokonał Comarch Cracovię, dominując szczególnie w drugiej tercji.

Już w 1. minucie Grzegorz Pasiut zaskoczył Santeriego Lipiainena strzałem z pierwszego krążka, otwierając wynik meczu. Katowiczanie nie zwalniali tempa – kolejne minuty przyniosły szybkie ataki i następne trafienia. Jedną z gwiazd spotkania był Jakub Hofman, który zdobył bramkę decydującą, na raty pokonując bramkarz Pasów.

Cracovia odpowiedzieć z sprawą bramki Eetu Mäkiego, który precyzyjnym strzałem zaskoczył przesuwającego się Eliassona. Dwubramkowe prowadzenie dla Katowic odzyskał Sam Coatta, który wykorzystał podanie Hoffmana.

Druga odsłona była popisem ofensywnej siły gospodarzy. Katowiczanie seryjnie trafiali do siatki – na listę strzelców wpisywali się m.in. Wronka, McNulty, Runesson i Dupuy. Po kolejnych golach trener gości zdecydował się na zmianę bramkarza, ale również Klimowski nie zdołał zatrzymać rozpędzonej GieKSy. Cracovia próbowała odpowiedzieć, jednak świetnie dysponowany Eliasson był niemal bezbłędny. Katowiczanie wykorzystywali tempo, wygrywali pojedynki jeden na jeden i skutecznie punktowali w przewagach oraz po wygranych wznowieniach.

W trzeciej tercji emocji również nie brakowało – pojawiły się przepychanki i kary meczu po starciu Toussainta z Dupuy. Między tymi zawodnikami iskrzyło od początku spotkania, jednak górą w tych starciach był bardziej doświadczony Kanadyjczyk.

GKS dorzucił jeszcze jedno trafienie po świetnej akcji Pasiuta i wykończeniu Lundegarda, a gospodarze spokojnie kontrolowali przebieg wydarzeń do ostatniej syreny, tym samym prezentując prawdziwy pokaz siły.

Play-offowe czary-mary. Odmieniona Cracovia i bezbłędny Damian Kapica

Ile znaczą 24 godziny w fazie play-off, przypomnieli nam hokeiści Comarch Cracovii. Po wczorajszej, sromotnej porażce podopieczni Krystiana Dziubińskiego przeszli metamorfozę i na blisko 57 minut zamurowali dostęp do własnej bramki. Do wyłonienia zwycięzcy potrzeba było rzutów karnych, a w wojnie nerwów lepsi okazali goście, za sprawą bezbłędnego w tym elemencie Damiana Kapicy. Zwycięstwo Comarch Cracovii 3:2 nad GKS-em Katowice sprawiło, że obie ekipy przeniosą się pod Wawel przy stanie 1:1.

Mäki bohaterem Pasów! Cracovia pokonuje GieKSę po dogrywce

Dopiero po dogrywce zakończyło się trzecie starcie ćwierćfinałowe pomiędzy Comarch Cracovią a GKS-em Katowice. Tym razem po przeniesieniu rywalizacji do Małopolski, zwycięsko z tego pojedynku wyszli Krakowianie, triumfując 2:1 po dogrywce. Złotego gola dla Pasów zdobył Eetu Mäki, który został bohaterem Cracovii.

Pierwsza tercja upłynęła pod znakiem ostrożnej gry i udanychinterwencji obu bramkarzy. Jesper Eliassoni SanteriLipiäinennie dali się zaskoczyć mimo kilku groźnych prób, chociaż mieli też trochę szczęścia. Próba Jeana Dupuya zatrzymała się na słupku, a blisko szczęścia byli też Alexis Toussaint czy Olli Valtola

o przerwie tempo wyraźnie wzrosło. Katowiczanie dopięli swego w 26. minucie, kiedy to Stephen Anderson objechał bramkę, zagrał gumę na przedpole bramkowe, skąd od siatki trącił ją Patryk Wronka. Sędziowie pokusili się jednak o analizę wideo, która wyjaśniła te sytuację – „Wronczes” skierował łyżwą krążek do bramki, przez co gol został anulowany.

Co się odwlecze, to jednak nie uciecze i tym samym w32. minucie Travis Verveda huknął z dystansu pod poprzeczkę i wyprowadził gości na prowadzenie. Pasyzdołały natomiast odpowiedzieć tuż przed syreną kończącą drugą tercję – szybka, dwójkowa kontra, podanie Damiana Kapicy i precyzyjne wykończenie Henry’ego Karjalainena dały wyrównanie do szatni.

W trzeciej odsłonie przewagę optyczną mieli goście, którzy notorycznie zagrażali krakowskiej bramce. Lipiäinen dwoił się i troił, broniąc m.in. uderzenia Pasiuta czy Jonasza Hofmana, a Krakowianie cierpliwie czekali na swoją szansę. Trafienia w tej tercji jednak nie oglądaliśmy, a więc przyszedł czas na dodatkową grę.

Dogrywka rozpoczęła się od czterominutowej kary dla Katowiczan i to był moment zwrotny. W 62. minucie Mäki przymierzył z lewego bulika, a krążek prześlizgnął się między parkanami Eliassona, kończąc to niezwykle intensywne widowisko. Cracovia wykorzystała przewagę 4 na 3 i postawiła kolejny krok w stronę półfinału.

Remis w ćwierćfinale. Wronka czarował. Kraków w końcu zdobyty!

Comarch Cracovia uległa na własnym lodowisku GKS-owi Katowice 1:4 w czwartym meczu ćwierćfinału play-off. Katowiczanie, po bardzo dojrzałej i skutecznej grze, przełamali krakowską twierdzę, wyrównując stan rywalizacji do czterech zwycięstw na 2-2. Niekwestionowanym bohaterem spotkania został Patryk Wronka, który maczał palce przy trzech z czterech trafień dla gości.

Początek spotkania opóźnił się nieznacznie z powodu problemów technicznych z jedną z bramek, ale gdy tylko krążek spadł na lód, do ataku ruszyli goście. Zaledwie w 83. sekundzie meczu Patryk Wronka udowodnił, dlaczego jest jednym z najbardziej nieszablonowych graczy ligi. Dynamicznym dryblingiem między dwoma obrońcami wypracował sobie pozycję i precyzyjnym strzałem w lewy dolny róg pokonał Santeriego Lipiainena.

Krakowianie po stracie bramki mieli ogromne problemy ze skonstruowaniem płynnych akcji, co potęgowały kary łapane już w pierwszych minutach (m.in. za nadmierną liczbę graczy na lodzie). GKS kontrolował przebieg gry, narzucając własne warunki w tercji neutralnej.

Druga odsłona przyniosła najwięcej emocji. W 29. minucie ponownie dał o sobie znać duet Wronka – Dupuy. Polski napastnik związał obronę, dograł na drugą flankę, a Jean Dupuy bezlitośnie wykończył akcję, podwyższając na 2:0.

Odpowiedź Cracovii była niemal natychmiastowa. Niespełna minutę później Alexis Toussaint po szybkiej akcji i celnym strzale z nadgarstka zdobył bramkę kontaktową – swojego pierwszego gola w barwach Pasów. Gdy wydawało się, że gospodarze wrócą do gry, GieKSa bezlitośnie wykorzystała przewagę fizyczną i taktyczną:

W 34. minucie Mateusz Michalski wygrał walkę na bandzie, a Juho Koivusaari obsłużył idealnym podaniem Mateusza Bepierszcza, który z bliska pokonał bramkarza. Gra w przewadze w 38. minucie sprawiła, że Bartosz Fraszko zagrał w tempo pod bramkę do wjeżdżającego Juho Koivusaariego, który ustalił, jak się później okazało, ostateczny wynik spotkania na 4:1.

Trzecia tercja to popis defensywy gości i frustracji gospodarzy. Cracovia miała swoje szanse, szczególnie w 52. minucie, gdy przez 31 sekund grała w podwójnej przewadze (5 na 3) po przewinieniu Travisa Vervedy, który uderzył w twarz Fabiana Kapicę. Podopieczni trenera Pasów nie potrafili jednak rozmontować defensywy katowiczan, a co więcej – omal nie stracili bramki po błędzie, kiedy to Bartosz Fraszko zmarnował sytuację sam na sam w osłabieniu.

Nerwowa atmosfera sięgnęła zenitu w 59. minucie. Olli Valtola podczas próby zasłaniania widoczności wpadł z impetem w Jespera Eliassona, trafiając szwedzkiego golkipera GKS-u łokciem w głowę. Bramkarz padł zamroczony na lód, a w jego obronie natychmiast stanął Zack Hoffman, co wywołało na lodzie spore zamieszanie i poskutkowało obustronnymi wykluczeniami.

Zapasy, wykluczenia, błędy przy zmianach! Katowice wychodzą na prowadzenie w serii

GKS Katowice pokonał u siebie Comarch Cracovię 3:0 w piątym meczu ćwierćfinału play-off. Katowiczanie, po bardzo dojrzałej i skutecznej grze wyszli na prowadzenie w serii 3:2. Mecz obfitował w błędy Cracovii przy zmianach, drużyna gości kilkukrotnie złapała nadmierną liczbę graczy na lodzie, co skutecznie wykorzystywali gospodarze, utrzymując przewagę i kontrolując grę przez większość spotkania. Wielką zasługę w zwycięstwie miał Eliasson, który zachował czyste konto i kilkukrotnie ratował swój zespół przed groźnymi sytuacjami.

Pierwsza tercja przebiegała pod wyraźne dyktando gospodarzy z Katowic, którzy od początku częściej utrzymywali się przy krążku i budowali kolejne akcje ofensywne. Cracovia miała tylko nieliczne ataki i rzadko potrafiła zagrozić bramce rywali. Pierwszy gol padł w 6. minucie, gdy Katowice zdobyły bramkę w osłabieniu, po szybkiej kontrze krążek trafił do Dupuy, który pewnym strzałem pokonał bramkarza. W kolejnych minutach gospodarze nadal przeważali, a ich przewaga została potwierdzona w 15. minucie podczas gry w przewadze. Wtedy Patryk Wronka dobrze rozegrał krążek, podał do Pasiuta, a ten podwyższył wynik. Po pierwszej tercji Katowice prowadziły 2:0.

Druga tercja rozpoczęła się od kilku groźnych akcji Cracovii, jednak dobrze w bramce Katowic spisywał się Eliasson. Z czasem gospodarze przejęli inicjatywę i coraz częściej zamykali rywali w ich tercji. Najlepszą okazję miał Dupuy, który trafił w słupek, a po stronie Cracovii bliski gola był Michalski, lecz przegrał pojedynek z bramkarzem. Goście mieli też problemy ze zmianami i dwukrotnie zostali ukarani za nadmierną ilość graczy na lodzie (w całym meczy ten błąd przydarzył się Cracovii trzy razy). Po drugiej tercji wynik nie uległ zmianie.

Trzecia tercja była bardzo nerwowa i obfitowała w kary. Cracovia próbowała wrócić do gry, jednak mimo kilku groźnych sytuacji m.in. po strzałach Jaśkiewicza czy Szkrabowa świetnie spisywał się bramkarz Katowic Eliasson, który kilkukrotnie ratował swój zespół.W 47. minucie doszło także do spięcia między zawodnikami, Runesson i Valtola stoczyli pojedynek zapaśniczy i zostali odesłani do szatni. W końcówce Cracovia zaryzykowała grę bez bramkarza, jednak nie przyniosło to efektu. Na minutę przed końcem krążek do pustej bramki skierował Lundegard, ustalając wynik spotkania. W samej końcówce Cracovia grała jeszcze w przewadze 5 na 3, ale do końca meczu pozostało już tylko kilka sekund.

Dzielna Cracovia rozbita! GieKSa melduje się w półfinale!

W rywalizacji pomiędzy drużynami Comarch Cracovii i GKS Katowice, wygrali goście aplikując krakowianom pięć bramek! Efektowne zwycięstwo sprawiło, że GKS Katowice dołączył do grona półfinalistów tegorocznej fazy play-off.

Spotkanie od samego początku nie toczyło się w imponującym tempie, jednak obie drużyny próbowały narzucić rywalom swój rytm gry. W 9. minucie Mateusz Bepierszcz wykorzystał dużo miejsca w obronie Cracovii i pewnym strzałem pokonał Santeriego Lipiainena. Goście kontrolowali wydarzenia na lodzie i pod koniec pierwszej odsłony dorzucili kolejną bramkę za sprawą Juho Koivusaariego, który najlepiej zachował się pod bramką Pasów pokonując Lipiainena.

Druga odsłona zaczęła się od naporów gospodarzy, którzy już w 25. minucie doprowadzili do zdobycia bramki kontaktowej. W dość niespodziewanej sytuacji znalazł się Jakub Michalski, który nie zastanawiając się pewnie pokonał interweniującego Eliassona. Katowiczanie szybko jednak odzyskali kontrolę nad meczem. W 29. minucie Zack Hoffman mocnym strzałem odzyskał dla gości dwubramkowe prowadzenie. Kilka minut później świetną akcję rozegrali Patryk Wronka i Grzegorz Pasiut, a kapitan GKS-u pewnym strzałem podwyższył wynik na 4:1. Do końca tercji goście stwarzali więcej okazji, ale świetnie bronił Lipiainen.

W trzeciej części meczu Katowice kontrolowały tempo gry i częściej zagrażały bramce gospodarzy. W 52. minucie Mateusz Michalski wykorzystał zamieszanie pod bramką Cracovii i zdobył kolejną bramkę dla GieKSy, choć chwilę później jedna z bramek została anulowana po analizie wideo. W 57. minucie formalności dopełnił Anderson. Po stracie krążka przez Seana Montgomery’ego krążek przejął napastnik GieKSyi skierował go do pustej bramki, rozstrzygając losy spotkania. W końcówce Ian McNulty miał jeszcze dobrą okazję, ale świetnie interweniował Lipiainen.

Katowice zakończyły zmagania w ćwierćfinale i pozostaje im czekaćna zwycięzcę rywalizacji KS Unia Oświęcim – KH Energa Toruń, z którym zmierzą się w półfinale.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Felietony Hokej

Czy możemy narzekać na najlepszą drużynę ostatnich pięciu lat?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.

Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.

Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.

Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?

Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.

Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.

Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?

Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga