Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Pierwsza półfinałowa bitwa dla GieKSy
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Piłkarki awansowały do półfinału Pucharu Polski po zwycięstwie z Legia Ladies 2:1 (1:1, 0:0). W 1/2 rozgrywek zespół zmierzy się na wyjeździe z wygranym z pary Lech/UAM Poznań – Górnik Łęczna. W Orlen Ekstralidze pokonaliśmy na wyjeździe UJ Kraków 2:3 (1:1). Następny mecz uKochane rozegrają w sobotę 21 marca o 13:00 w Katowicach z drużyną Lecha/UAM Poznań. Piłkarze w Katowicach wygrali 2:0 z Lechią. Prasówkę po tym meczu przeczytacie TUTAJ. W tym tygodniu ekipa Rafała Góraka rozegra dwa wyjazdowe spotkania – jutro o 19:00 z Jagiellonią (zaległy mecz z jesieni) oraz w sobotę o 14:45 z Cracovią.
W ostatnim meczu siatkarze wygrali na wyjeździe z ekipą Karton-Pak Astra Nowa Sól 3:0. Następne spotkanie drużyna rozegra w sobotę 21 marca o 17:00 w Katowicach.
W pierwszym spotkaniu półfinału THL hokeiści GieKSy pokonali Cracovię 4:3. Kolejny mecz rozegramy dzisiaj o 18:30 w Satelicie, a następne w czwartek i piętek (19 i 20 marca, oba o 18:00) w Oświęcimiu.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – GieKSa po thrillerze w półfinale Orlen Pucharu Polski
Ćwierćfinał Orlen Pucharu Polski pomiędzy Legią Warszawa a GKS-em Katowice przyniósł ogromne emocje i rozstrzygnięcie dopiero w dogrywce. Ostatecznie mistrzynie Polski wygrały 2:1 i zameldowały się w półfinale rozgrywek.
Spotkanie rozpoczęło się nietypowo, ponieważ już na jego początku doszło do awarii oświetlenia stadionu, w związku z czym mecz przerwano na blisko dwie godziny. Spotkanie pomiędzy Legią Warszawa a GKS-em Katowice od początku było bardzo zacięte. Katowiczanki starały się przejąć inicjatywę, lecz długo nie mogły znaleźć sposobu na dobrze zorganizowaną defensywę rywalek. Legia również stworzyła kilka groźnych sytuacji, jednak bardzo dobrze spisywała się bramkarka GieKSy Kinga Seweryn. Po zmianie stron mistrzynie Polski zaczęły częściej dochodzić do sytuacji bramkowych. Największe emocje przyniosła końcówka spotkania, gdy Legia objęła prowadzenie po rzucie wolnym wykorzystanym przez Milenę Prochowską. Chwilę później do wyrównania doprowadziła Amelia Bińkowska, kierując piłkę do siatki z bliskiej odległości.
W dogrywce decydującego gola zdobyła Victoria Kalaberova, zapewniając GKS-owi Katowice zwycięstwo 2:1 i awans do półfinału. W etapie 1/2 finału Orlen Pucharu Polski katowiczanki zagrają ze zwycięzcą pary Lech Poznań UAM/GKS Górnik Łęczna.
sport.inetria.pl – „Kopciuszek” szturmuje podium Ekstraklasy. 32-latek wysłał sygnał Urbanowi
GKS Katowice kontynuuje swoją świetną passę z ostatnich tygodni. Drużyna Rafała Góraka pokonała na swoim boisku 2:0 Lechię Gdańsk i znacząco zbliżyła się do podium Ekstraklasy. Trzy punkty „Gieksie” dały trafienia Mateusza Wdowiaka oraz Ilji Szkurina. Ozdobą spotkania była kapitalna asysta Bartosza Nowaka przy drugim z trafień. Drużyna z Katowic dzięki tej wygranej awansowała na piąte miejsce w tabeli.
Sobotnia potyczka w Katowicach była jedną z wielu tym w sezonie gier o „sześć punktów”. Miejscowy GKS w ostatnich tygodniach spisywał się rewelacyjnie, notując szalenie cenne trzy punkty w starciach z Górnikiem Zabrze oraz Radomiakiem Radom. „Gieksa” dodatkowo jest już w półfinale Pucharu Polski. Dało im to zwycięstwo po serii rzutów karnych przeciwko Widzewowi Łódź.
Lechia Gdańsk w tym sezonie zachwyca kibiców. Gdańszczanie do sezonu przystępowali z karą odjęcia pięciu punktów za zaległości finansowej. Drużyna Johna Carvera pokazuje się jednak z bardzo dobrej strony, przesuwając się z tygodnia na tydzień w górę ligowej tabeli. „Zieloni” w ostatni weekend na swoim terenie wygrali aż 3:0 z walczącą o mistrzostwo Polski Jagiellonią Białystok.
[…] Licznie zgromadzona publika na stadionie w Katowicach wybuchła po raz drugi w 60. minucie. Wówczas fenomenalnym podaniem popisał się znajdujący ostatnio w świetnej formie Bartosz Nowak. Pomocnik „Gieksy” dostrzegł niekrytego Ilję Szkurina, a Białorusin w sytuacji sam na sam z Paulsenem zachował zimną krew, powiększając tym samym prowadzenie gospodarzy.
[…] Dzięki wygranej 2:0 GKS Katowice przesunął się na piąte miejsce i do ligowego podium traci zaledwie dwa punkty. Lechia z kolei jest na 13. pozycji z niewielką przewagą nad strefą spadkową. GKS już we wtorek w zaległym spotkaniu zagra z Jagiellonią Białystok. Triumf w tym meczu może dać im nawet awans na ligowe podium.
SIATKÓWKA
siatka.org – GKS Katowice realizuje swój plan. Rywal może mieć pretensje tylko do siebie
GKS Katowice wykonał swoje zadanie w 27. kolejce fazy zasadniczej i zwyciężył w Nowej Soli. Dzięki temu, podopieczni Emila Siewiorka wciąż mają szansę na wygranie pierwszego etapu rozgrywek. Obecnie jednak mimo sięgnięcia po komplet punktów GKS nie poprawił swojej pozycji w tabeli.
Na zapleczu PlusLigi jest trzech poważnych kandydatów do awansu, ale fotel lidera dość niespodziewanie dłuższy czas dzierżą CUK Anioły Toruń. Powrócić na tę chlubną pozycję starają się siatkarze GKS-u Katowice i w czwartek musieli zwyciężyć, jeśli chcieli te szansę zachować.
Z wysokiego „c” rozpoczęli Katowiczanie, którzy od samego początku prezentowali wysoką skuteczność w ofensywie. Jak na lidera przystało, sporą przewagę zapewnił Michał Superlak – 1:5. Przyjezdni testowali rywali mocną zagrywką i często właśnie problemy w przyjęciu utrudniały Astrze zbudowanie dobrej akcji. Sytuację próbował ratować Aleksander Maciejewski. Gdy po dobrym ataku dołożył asa serwisowego, dystans zmalał do 10:12. Nowosolanie od tego momentu grali punkt za punkt, ale przeciwnicy nie pozwalali im na więcej. W końcówce znów GKS podziałał serwisem i zapisał pierwszą partię na swoje konto.
Inaczej układał się set numer dwa. Rozegrał się Piotr Śliwka, a jednocześnie loty obniżył Superlak. To były powody, dzięki którym miejscowi odskoczyli na 8:3. Sporo było grania w kontrach, obie ekipy szukały ryzyka na dziewiątym metrze. Gdy asem popisał się Piotr Lipiński, gospodarze prowadzili 14:10. Atutem Astry była także gra w obronie, której było zdecydowanie więcej, niż w pierwszej odsłonie. Mimo wszystko, stracili całą przewagę tuż przed decydującym etapem – 18:19. Kluczową rolę odegrał wówczas Wojciech Ferens, a swoje zagrywką dołożył Superlak. Seria GKS-u zaowocowała późniejszym triumfem przy stanie 25:22.
Trzeci set nie porywał. I jedni i drudzy mieli bardzo duże problemy w ataku, a do tego regularnie popełniali błędy w polu serwisowym. Dla Katowiczan dobrą wiadomością był powrót Superlaka, a Astra musiała się martwić niemocą Śliwki (13% skuteczności, -14% efektywności w trzecim secie). Powtórzyła się sytuacja z pierwszej odsłony, bo GKS znów zanotował serię 5:1. Praktycznie już do końca kontrolował wynik, choć na półmetku przy błędzie Grzegorza Pająka zrobiło się 13:14. Długie wymiany lepiej wychodziły przyjezdnym. Decydujący punkt na wagę zwycięstwa dał as serwisowy Gonzalo Quirogi.
MVP: Michał Superlak
Karton-Pak Astra Nowa Sól – GKS Katowice 0:3 (20:25, 22:25, 21:25)
HOKEJ
hokej.net – Pierwsza półfinałowa bitwa dla GieKSy. Dublet utalentowanego młodziana
Od zwycięstwa zmagania w półfinale play-off rozpoczęli hokeiści GKS-u Katowice. Wicemistrzowie Polski pokonali na własnym lodzie Unię Oświęcim 4:3. Dwie bramki dla GieKSy zdobył Jakub Hofman.
Jeśli mielibyśmy szukać play-offowego hokeja w niedzielnym starciu, to z pewnością znaleźlibyśmy go niewiele. Liczba indywidualnych błędów popełnianych przez zawodników obu drużyn z pewnością nie rezonowała z batalią, której stawką jest przepustka do gry o złoto. W tych warunkach hokejowej przyrody lepiej odnaleźli się podopieczni Jacka Płachty, którzy wygrali pierwszy mecz w serii.
Katowiczanie przystąpili do spotkania w swoim najmocniejszym składzie. Z kolei w zespole z Oświęcimia zabrakło Bartosza Florczaka, Martina Kasperlíka i Samuela Petráša. Reprezentant Polski złamał palec w ręce i czeka go przynajmniej miesięczna pauza w grze, Kasperlík zmaga się z kontuzją kolana, a Petráš w siódmym meczu ćwierćfinału play-off z KH Energą Toruń złamał nos. Do składu wrócił Roman Diukow, który wystąpił w trzeciej parze obrony u boku Jakuba Kubeša.
Mecz jeszcze dobrze się nie rozpoczął, a oświęcimianie już prowadzili. Na listę strzelców jako pierwszy wpisał się Mika Partanen, który już w 26. sekundzie spotkania pokonał Jespera Eliassona. Fiński skrzydłowy poprawił uderzenie Andreasa Söderberga. Chwilę później Partanen zdecydował się na strzałz bekhendu, ale golkiper GieKSy w porę zareagował.
Gospodarze odpowiedzieli w5. minucie. Zamieszanie pod bramką Linusa Lundina wykorzystał Jakub Hofman i bez większych problemów doprowadził do wyrównania. 20-letni napastnik niespełna pięć minut później ponownie wpisał się na listę strzelców. Tym razem dobił strzał Iana McNulty’ego.
Unia zdołała jeszcze wyrównać przed przerwą. W 17. minucie Jakub Kubeš uderzył sprzed bulika, a krążek po drodze odbił się od Romana Ráca i zaskoczył Jespera Eliassona, wpadając do bramki między jego parkanami.
Drugą tercję lepiej rozpoczęli katowiczanie. W 28. minucie błąd Miki Partanena przy wyprowadzaniu krążka wykorzystał Patryk Wronka. „Wronczes” przymierzył z prawego bulika w dalsze okienko i ponownie dał prowadzenie GKS-owi. Kilka minut później gospodarze powiększyli przewagę, bow sytuacji sam na sam Linusa Lundina pokonał Sam Coatta. Było więc4:2 dla GieKSy.
Oświęcimianie nie zamierzali jednak składać broni. Jeszcze przed drugą przerwą kontaktowego gola zdobył Erik Ahopelto, który zrobił użytek z dogrania Daniela Olssona Trkulji i wsytuacji sam na sam pokonał Eliassona, przywracając nadzieję gościom.
Trzecia tercja nie przyniosła już bramek, choć okazji i emocji nie brakowało. O losach spotkania mogli przesądzić Juho Koivusaari i Mateusz Bepierszcz, ale nie zdołali znaleźć sposobu na golkipera biało-niebieskich.
Unia w końcówce mocno naciskała, próbując doprowadzić do wyrównania. Jej trener zdecydował się nawet na wycofanie bramkarza, jednak ten manewr nie przyniósł zamierzonego efektu.
Wynik mógł podwyższyć Patryk Wronka, ale uderzony przez niego krążek odbił się od słupka. Ostatecznie katowiczanie dowieźli prowadzenie do końca i objęli prowadzenie w półfinałowej serii.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Felietony Piłka nożna
Marsz ku marzeniom
No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.
Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.
Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.
Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.
GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.
Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.
Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.
I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.
GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.
Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.
Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.
No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.
I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.
Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.
Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.
Niepojęte. Twierdza od samego startu.
Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.
W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.
Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.
Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.
Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.
Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.
Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.
A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?


Najnowsze komentarze