Piłka nożna kobiet
Pełna kontrola i pewne trzy punkty
GieKSa pewnie pokonała niżej notowane rywalki, szybko zyskując przewagę bramkową. W Trójkolorowych barwach zadebiutowała w tym meczu Jagoda Cyraniak. Warto też pochwalić kibiców Resovii, który przez całe spotkanie prowadzili aktywny doping.
Katowiczanki od pierwszych sekund narzuciły własne warunki i co chwilę inicjowały kolejne dynamiczne ataki. Już w 2. minucie Anita Turkiewicz rozczytała zamiary rywalek, przechwytując podanie i natychmiastowo posyłając długą piłkę na dobieg do Klaudii Maciążki. Ta wykazała się niesamowitą szybkością i po koźle przelobowała golkiperkę głową. Kurz jeszcze nie opadł po tej akcji, a już Klaudia Słowińska groźną centrą wywalczyła rzut rożny w 6. minucie. Kinga Kozak podeszła pod chorągiewkę i posłała wysokie dośrodkowanie na głowę Vuskane. Napastniczka przedłużyła na długi słupek i Klaudia Maciążka tylko dopełniła formalności. Następną akcję koronkowo rozegrały Słowińska z Maciążką na skrzydle, po dograniu w pole bramkowe źle uderzyła Kinga Kozak, powinno być już 3:0. W 17. minucie Maciążka wypuściła Słowińską na wolne pole, Kinga Kozak nie zdołała sfinalizować wrzutki na długi słupek. 22. minuta rozpoczęła się indywidualnym wyprowadzeniem z linii obrony przez Słowińską i dograniem na skrzydło do Włodarczyk. Skrzydłowa wykonała szybki zwód i posłała centrę do Vuskane, która jednak nie wyskoczyła do piłki, pozwalając jej spaść na głowę nabiegającej Turkiewicz, która podwyższyła prowadzenie GieKSy. W 28. minucie Anita Turkiewicz błyskotliwie urwała się skrzydłem i ku zaskoczeniu defensorek wycofała na skraj pola karnego, skąd niecelną próbę podjęła Weronika Kaczor. Pięć minut później Włodarczyk przerwała akcje rywalek i natychmiast dostrzegła niepilnowaną na skrzydle Kingę Kozak, która o milimetry źle obliczyła tor biegu Klaudii Maciążki i ta nie zdołała finalnie dostawić nogi tuż przed bramką. W 36. minucie znów Kozak dobrze wykonała stały fragment bezpośrednio na długi słupek, Katarzyna Nowak była blisko zdobycia gola. W 43. minucie Vuskane głową przedłużyła podanie Kozak, dając Anicie Turkiewicz okazję do plasowanego strzału. Piłka odbiła się od poprzeczki w kierunku Klaudii Maciążki, która przegrała niestety pojedynek fizyczny z obrończynią.
W drugiej połowie Trójkolorowe długo utrzymywały się przy piłce, a aktywny udział w akcjach ofensywnych brała Jagoda Cyraniak. Brakowało konkretów, wielokrotnie piłka była przerzucana z jednej flanki na drugą bez strzału. Rolę środkowej obrończyni pełniła w takim bloku obronnym Katarzyna Nowak. To właśnie dzięki jej szybkości Kinga Seweryn w 53. minucie nie musiała nawet wychodzić z bramki po dalekim wybiciu piłki, stoperce udało się z łatwością wyprzedzić rywalkę. W 56. minucie Klaudia Słowińska wrzuciła futbolówkę w pole karne do Anity Turkiewicz, która zanotowała kolejne trafienie w meczu. Szybki spojrzenie na sędzię liniową i kapitan bezradnie rozłożyła ręce – pozycja spalona. Gospodynie starały się naciskać naszą golkiperkę przy każdej sposobności, ale w wypadku tak klasowej bramkarki trudno o pomyłki, doskonale radziła sobie z grą nogami. W 62. minucie Grzybowska doskonale wyprowadziła błyskawiczną kontrę, ostatecznie wypuszczając prawą stroną Karoline Bednarz. Skrzydłowa odegrała w stronę trzech niepilnowanych koleżanek na skraju szesnastki, jednak niewystarczająco blisko którejkolwiek z nich i Kinga Kozak ledwo zdołała trącić piłkę czubkiem buta. Bednarz mogła sobie dopisać bramkę kilkanaście minut później, ale w czystej sytuacji fatalnie przestrzeliła, choć piłka spadała z dużej wysokości i nie była najłatwiejszą do opanowania. W 84. minucie Kinga Kozak próbowała zaskoczyć bramkarkę strzałem z woleja po przechwycie Anity Turkiewicz i podaniu Grzybowskiej, minimalnie chybiając. Minutę później Oliwia Grzegorczyk świętowała swoje trafienie, ale arbiter dała jej tylko kilka sekund radości, nim odgwizdała minimalny ofsajd. Wynik ostatecznie ustaliła Kinga Kozak na dwie minuty przed upływem podstawowego czasu gry, samodzielnie finalizując podanie z głębi pola Gabrieli Grzybowskiej.
5.03.2025, Rzeszów
Resovia – GKS Katowice 0:4 (0:3)
Bramki: Maciążka (3, 6), Turkiewicz (22), Kozak (88).
Resovia: Barszcz – Michalska, Mikrut (46. Gajdur), Salawa (65. Kowalska), Miś (65. Puzio), Florek, Kwoka, Czyż, Gołojuch (46. Kusior), Sabuda, Krawczyk (78. Strasińska).
GKS Katowice: Seweryn – Słowińska, Hajduk (46. Cyraniak), Nowak – Włodarczyk (65. Wojas), Grzybowska, Kaczor (65. Nieciąg), Turkiewicz – Maciążka (46. Bednarz), Vuskane (75. Grzegorczyk), Kozak.
Felietony Piłka nożna
Trudność w podejściu do średniawki
Aaaa qrwa jego mać…
To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.
Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.
Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.
O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.
Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.
Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.
Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.
Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.
Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.
Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.
Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.
Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.
Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.
Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.
Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowskie święto w Kielcach
Zapraszamy do galerii z Kielc, gdzie GieKSa podzieliła się punktami z Koroną. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.


Najnowsze komentarze