Siatkówka
„Pięćdziesiątka” GieKSy w PlusLidze – podsumowanie
Z uwagi na przerwę w rozgrywkach ligowych w związku z rozegraniem turnieju finałowego o Puchar Polski, pokusiliśmy się o małe podsumowanie dotychczasowych występów GieKSy w PlusLidze.
Ogólny bilans spotkań GKS-u – 21 wygranych przy 29 przegranych – nikogo zadowolić nie może. Liczyliśmy na przynajmniej bilans oscylujący wokół remisu, a do tego sporo brakuje. Zastanawia również to, że „własny parkiet” wcale nie jest atutem naszego zespołu w tych rozgrywkach. Te – 9 wygranych przy aż 16 przegranych – należy podzielić na grę w Spodku i w Szopienicach. W legendarnej katowickiej hali GieKSa odniosła 3 zwycięstwa przy 5 porażkach, tak więc w tym drugim obiekcie GKS wygrał 6 razy przy 11 przegranych. Wiadomo, że gra na własnym obiekcie powinna dawać przewagę i zwiększać szansę na wygrywanie spotkań. Jak również dobre wyniki w meczach domowych budują odpowiednią frekwencję na meczach, a te liczby niestety nie zachęcają do odwiedzania hal. Na pewno wynik GieKSy w meczach wyjazdowych trzeba zaliczyć na „plus”. Bilans bliski remisu pokazuje, że gra przed obcą publiką nie stanowi problemu.
Ze statystyk wynika, że wiodącą postacią w naszym zespole w krótkiej historii występów w PlusLidze jest Karol Butryn. Z racji jego gry na pozycji atakującego, taki wniosek nikogo nie powinien dziwić. Nie do zastąpienia są na razie właśnie, Karol Butryn i Serhij Kapelus, którzy rozegrali wszystkie mecze, oczywiście nie zawsze występując w wyjściowych składach. Karol jest najlepiej punktującym siatkarzem oraz najlepiej zagrywającym w naszym zespole. Na przyjęciu najbardziej obciążeni byli Serhij Kapelus i Rafał Sobański, choć ten drugi głównie w pierwszym sezonie gry w najwyższej klasie rozgrywkowej. Najlepiej blokującym został Bartłomiej Krulicki, ale jego dorobek to też głównie zasługa gry w zeszłej kampanii.
Miejmy nadzieję, że druga „pięćdziesiątka” występów GKS-u Katowice w PlusLidze będzie o wiele lepsza i poprawimy przede wszystkim grę na własnym parkiecie. Ambicją klubu oraz ich wszystkich kibiców jest wspinanie się w siatkarskiej hierarchii klubów w Polsce. Aby to skutecznie wprowadzić w czyn, potrzebna jest lepsza gra zespołu niż dotychczas i co za tym idzie znacznie lepszy bilans spotkań w kolejnym okresie występów naszego zespołu w lidze. I tego sobie życzmy, jako sympatykom tego zespołu oraz całej drużynie! Do boju GieKSo!
W 50 spotkaniach GKS-u Katowice w PlusLidze wystąpiło łącznie 17 siatkarzy:
Rozegrane mecze:
Karol Butryn 50, Serhij Kapelus 50, Rafał Sobański 45, Bartłomiej Krulicki 45, Paweł Pietraszko 43, Tomasz Kalembka 42, Maciej Fijałek 41, Bartosz Mariański 41, Kacper Stelmach 39, Adrian Stańczak 38, Marco Falaschi 32, Gert Van Walle 28, Michał Błoński 23, Marcin Komenda 18, Emanuel Kohut 18, Gonzalo Quiroga 18, Dominik Witczak 17,
Rozegrane sety:
Serhij Kapelus 179, Karol Butryn 177, Rafał Sobański 147, Bartłomiej Krulicki 138, Tomasz Kalembka 137, Adrian Stańczak 133, Paweł Pietraszko 123, Bartosz Mariański 123, Marco Falaschi 118, Maciej Fijałek 100, Kacper Stelmach 68, Gonzalo Quiroga 67, Gert Van Walle 66, Emanuel Kohut 63, Marcin Komenda 62, Michał Błoński 53, Dominik Witczak 42,
Bilans meczów łącznie – 21 zwycięstw : 29 porażek –
Bilans punktów – 63 zdobytych : 87 straconych – Bilans setów – 86 wygranych : 109 przegranych – Bilans małych punktów – 4294 zdobytych : 4405 straconych
Bilans meczów „u siebie” – 9 zwycięstw : 16 porażek –
Bilans punktów – 31 zdobytych :44 straconych – Bilans setów – 40 wygranych :55 przegranych – Bilans małych punktów – 2086 zdobytych :2153 straconych
Bilans meczów „na wyjeździe” – 12 zwycięstw : 13 porażek –
Bilans punktów – 32 zdobytych :43 straconych – Bilans setów 46 wygranych :54 przegranych – Bilans małych punktów – 2208 zdobytych :2252 straconych
Wyniki „razem” – 7- 3:0 / 7- 3:1 / 7- 3:2 / 7- 2:3 / 9- 1:3 / 13- 0:3
Wyniki „u siebie” – 4- 3:0 / 4- 3:1 / 1- 3:2 / 5- 2:3 / 3- 1:3 / 8- 0:3 – PLUS „złoty set” 12:15
Wyniki „na wyjeździe” – 3- 3:0 / 3- 3:1 / 6- 3:2 / 2- 2:3 / 6- 1:3 / 5- 0:3
Widzów na meczach GKS-u – „u siebie” / „na wyjeździe” – 37.290 / 44.330
ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u w PlusLidze – po 50 meczach (195 setów)
Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u z trwały 4974 minut, z czego I set 1268 min. – II set 1309 min. – III set 1317 min. – IV set 814 min. – V set 266 min. + „Złoty set”
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 1264: zagrywka 757, atak 349, siatka + inne 158.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 1333: zagrywka 835, atak 353, siatka 51, inne 94.
Ilość zdobytych punktów – GKS 3030: BUTRYN 732, Kapelus 521, Sobański 324, Krulicki 230, Kalembka 225, Quiroga 214, Pietraszko 192, Van Walle 170, Kohut 126, Błoński 91, Witczak 78, Falaschi 49, Komenda 41, Fijałek 20, Stelmach 17.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 1023: BUTRYN 251, Kapelus 141, Sobański 103, Kalembka 89, Krulicki 88, Pietraszko 70, Quiroga 66, Van Walle 45, Błoński 36, Kohut 35, Komenda 30, Falaschi 23, Witczak 22, Fijałek 13, Stelmach 11.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 2007: BUTRYN 481, Kapelus 380, Sobański 221, Quiroga 148, Krulicki 142, Kalembka 136, Van Walle 125, Pietraszko 122, Kohut 91, Witczak 56, Błoński 55, Falaschi 26, Komenda 11, Fijałek 7, Stelmach 6.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 1184: BUTRYN 374, Kapelus 234, Krulicki 135, Quiroga 91, Van Walle 86, Kalembka 75, Pietraszko 69, Sobański 67, Kohut 66, Witczak 35, Falaschi 17, Błoński 9, Stelmach 8, Komenda -4, Fijałek -8, Stańczak -31, Mariański -39.
Ilość zagrywek – GKS 4303: BUTRYN 575, Kapelus 550, Kalembka 452, Sobański 429, Krulicki 424, Pietraszko 359, Falaschi 335, Quiroga 258, Komenda 189, Kohut 184, Van Walle 169, Błoński 136, Fijałek 126, Witczak 85, Stelmach 32.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 835: BUTRYN 123, Kalembka 108, Pietraszko 100, Sobański 88, Kapelus 80, Krulicki 65, Kohut 49, Komenda 40, Quiroga 39, Błoński 38, Van Walle 32, Falaschi 28, Fijałek 25, Witczak 15, Stelmach 5.
Ilość asów serwisowych – GKS 259: BUTRYN 56, Sobański 29, Kalembka 29, Kapelus 27, Pietraszko 25, Quiroga 21, Krulicki 16, Van Walle 11, Błoński 9, Komenda 8, Witczak 7, Kohut 7, Falaschi 7, Fijałek 5, Stelmach 2.
Ilość przyjęć – GKS 3635: KAPELUS 972, Sobański 884, Mariański 556, Quiroga 437, Stańczak 390, Błoński 244, Stelmach 40, Krulicki 26, Kalembka 25, Pietraszko 23, Kohut 12, Falaschi 11, Butryn 8, Komenda 3, Fijałek 3, Witczak 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 245: SOBAŃSKI 61, Kapelus 59, Mariański 39, Stańczak 31, Quiroga 27, Błoński 11, Krulicki 4, Pietraszko 3, Falaschi 3, Stelmach 2, Kalembka 2, Butryn 1, Fijałek 1, Komenda 1.
Przyjęcie negatywne – GKS 846: SOBAŃSKI 250, Kapelus 222, Mariański 106, Stańczak 89, Quiroga 83, Błoński 62, Stelmach 11, Krulicki 6, Falaschi 5, Kalembka 4, Pietraszko 4, Butryn 1, Fijałek 1, Komenda 1, Kohut 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 834: SOBAŃSKI 202, Kapelus 195, Mariański 170, Quiroga 119, Stańczak 85, Błoński 39, Krulicki 6, Kalembka 6, Stelmach 5, Kohut 2, Pietraszko 2, Butryn 2, Witczak 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 24%: WITCZAK 100%, Butryn 33,5%, Mariański 30,5%, Kalembka 27%, Quiroga 27%, Sobański 24%, Krulicki 22%, Stańczak 22%, Kapelus 21%, Stelmach 21%, Kohut 17%, Błoński 16%, Pietraszko 7,5%, Falaschi 0%, Fijałek 0%, Komenda 0%.
Ilość ataków – GKS 5062: BUTRYN 1284, Kapelus 1074, Sobański 650, Quiroga 425, Van Walle 331, Kalembka 260, Krulicki 254, Pietraszko 197, Błoński 185, Kohut 164, Witczak 151, Falaschi 41, Komenda 21, Stelmach 17, Fijałek 8.
Ilość błędów w ataku – GKS 353: BUTRYN 110, Kapelus 59, Sobański 50, Quiroga 33, Kalembka 24, Van Walle 22, Błoński 16, Krulicki 12, Witczak 11, Pietraszko 10, Kohut 3, Komenda 2, Fijałek 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 413: BUTRYN 124, Kapelus 89, Sobański 58, Van Walle 30, Quiroga 24, Witczak 17, Błoński 17, Kalembka 16, Krulicki 14, Pietraszko 10, Kohut 8, Stelmach 2, Komenda 2, Fijałek 1, Falaschi 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 2334: BUTRYN 613, Kapelus 453, Sobański 258, Quiroga 180, Van Walle 146, Krulicki 139, Kalembka 135, Pietraszko 127, Kohut 98, Błoński 75, Witczak 67, Falaschi 20, Komenda 10, Stelmach 8, Fijałek 5.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 46,5%: FIJAŁEK 70%, Stelmach 68%, Pietraszko 64%, Kohut 60%, Kalembka 57,5%, Krulicki 51%, Falaschi 49%, Komenda 48%, Butryn 47,5%, Van Walle 44%, Witczak 44%, Kapelus 42%, Quiroga 42%, Błoński 41%, Sobański 38,5%.
Ilość bloków punktowych – GKS 437: KRULICKI 75, Butryn 63, Kalembka 61, Kapelus 41, Pietraszko 40, Sobański 37, Komenda 23, Falaschi 22, Kohut 21, Van Walle 13, Quiroga 13, Fijałek 10, Błoński 7, Stelmach 7, Witczak 4.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 51: BUTRYN 8, Krulicki 7, Sobański 7, Kalembka 6, Błoński 4, Quiroga 4, Pietraszko 4, Kohut 3, Komenda 3, Falaschi 1, Van Walle 1, Stelmach 1, Kapelus 1, Fijałek 1.
MVP – GKS 20: BUTRYN 6, Kapelus 4, Sobański 2, Komenda 2, Błoński 1, Kalembka 1, Falaschi 1, Quiroga 1, Mariański 1, Fijałek 1.
Najlepsi siatkarze w przegranych meczach – GKS 29: BUTRYN 12, Sobański 5, Falaschi 4, Kapelus 4, Fijałek 1, Stańczak 1, Witczak 1, Quiroga 1, (oprócz meczu z ZAKSĄ)
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Jagi i Cracovii
Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.
1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.
2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.
3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.
4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.
5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.
6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.
7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.
8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.
9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.
10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.
11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.
12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.
13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.
14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.
15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.
16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.
17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.
18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.
19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.
20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.
21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.
22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.
23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.
24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.
25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.
—-
26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.
27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.
28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.
29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.
30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.
31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.
32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.
33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.
34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.
35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.
36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.
37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.
38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.
39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.
40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.
41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.
42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.
43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.
44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.
45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.
46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.
47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.
48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.
49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.
50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.
51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.
52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.
53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.
54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.
55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.
56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.
57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.
58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.
59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.
60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.
61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!
62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.





































































Najnowsze komentarze