Felietony Piłka nożna
Płacz, euforia i duma
Po spotkaniu z Górnikiem Zabrze część kibiców – mówiąc delikatnie – zaniepokoiła się postawą drużyny w derbowym meczu. Choć katowiczanie nie dawali w poprzednich spotkaniach podstaw do niepokoju, jeśli chodzi o samą grę, to spotkanie z Górnikiem – przez to, że było pierwszym słabym meczem – dało nam pewien znak zapytania – czy jest to wypadek przy pracy czy początek zadyszki/kryzysu/słabej postawy ogólnie. Nie pozostawało nam nic innego, jak czekać do następnej kolejki ligowej.
Mecz pucharowy w Niecieczy nie mógł być w żaden sposób porównywalny z… czymkolwiek. Skład kompletnie odmienny od ligowego, potem z modyfikacjami w postaci wejścia zawodników z pierwszej jedenastki, nie dawał możliwości jakiejś porównawczej analizy. Sens spotkania z Termaliką w tym kontekście – oprócz oczywiście gry o zwycięstwo – był więc w dużej mierze mentalny, tak żeby poprawić morale całego zespołu po Śląskim Klasyku i dobrze się nastawić przed piątkowym meczem z Pogonią Szczecin.
Wyzwanie było bardzo ciężkie. Jest problemem Pogoni w tym sezonie gra na wyjazdach, ale przecież z mocną Stalą Rzeszów na wyjeździe wygrali zdecydowanie, strzelając przy tym przepiękne bramki. Dodatkowo Pogoń to zespół, który w ostatnich czterech sezonach był zawsze w pierwszej czwórce na koniec sezonu, w tym dwukrotnie na podium, w zeszłym sezonie dotarł do finału Pucharu Polski. Grali w europejskich pucharach i są zespołem niezwykle doświadczonym. Przed meczem z GKS zespół ze Roberta Kolendowicza był na piątym miejscu w tabeli.
Wszyscy widzieliśmy, jak GieKSa zdała ten trudny egzamin we wczorajszym meczu. Celująco. Od początku do końca zespół grał na swoim wysokim poziomie. Zdarzyły się co prawda w pierwszej i drugiej połowie momenty, w których rywale przejęli wyraźną inicjatywę, ale po pierwsze, nie trwało to zbyt długo, po drugie – Portowcy nie wykreowali sobie w tym czasie bardzo groźnych sytuacji. Nasi rywale nie grali nawet jakoś źle. Ale to „granie na swoich warunkach”, o których mówi trener Rafał Górak, gdy jest dobrze realizowane, nie pozwala rywalom nawet z czołówki ekstraklasy rozwinąć skrzydeł.
Kapitalnie się oglądało GieKSę wczoraj. Znów intensywność, energia, agresja i ciąg na bramkę. Przez całe 90 minut, co świadczy też przecież o bardzo dobrym przygotowaniu fizycznym i mentalnym. Ach, przepraszam – jakie 90 minut…? Przecież dwie bramki strzeliliśmy po upływie regulaminowego czasu gry. W takim razie możemy założyć, że zespół mógłby tak zagrać i 120 minut i jakość by nie ucierpiała.
Znowu strzeliliśmy gola po wrzucie z autu, choć tym razem nie bezpośrednio, a w drugim tempie, po rozegraniu akcji. Na to zwracał uwagę szkoleniowiec – że akcja nie kończy się z momentem wybicia piłki przez rywali z pola karnego. Zawsze można ją zebrać i na tej energii po stałym fragmencie podjąć drugą próbę – zawodnicy mają wtedy nadal „stało-fragmentowe” zadania. Naprawdę jakimś ewenementem na skalę światową jest to, że w tej akcji, która niejako przerodziła się w atak pozycyjny, asystę zaliczył środkowy obrońca, drugi środkowy ją przepuścił, a trzeci stoper strzelił gola. Absolutnie unikatowa sytuacja.
Dodajmy jednak, że jeszcze przy stanie 0:0 było blisko, aby bezpośrednio po wrzucie z autu strzelić bramkę, ale po wykonaniu tego stałego fragmentu przez Marcina Wasielewskiego i przedłużeniu przez Oskara Repkę, Adamowi Zrelakowi w ostatniej chwili piłkę z nogi zdjął Leonardo Koutris, który dalej w trakcie meczu stał się „ulubieńcem” katowickiej publiczności.
GieKSa prowadziła, grała swoje, ale musiała być też czujna. Kilka razy, gdy Kamil Grosicki miał piłkę przy nodze… no nie oszukujmy się, widać było jego klasę i umiejętności. Mimo to jednak Grosik sobie w tym meczu kompletnie nie pograł, bo zwłaszcza Marten Kuusk, jak i cała spółka wyeliminowała atuty jeszcze do niedawna reprezentanta Polski.
Gdy chcieliśmy już zakończenia meczu i zadowolenia się skromnym zwycięstwem… zaczęło się dziać. Bartosz Nowak powalczył o piłkę przy linii końcowej i nie do końca dobrze, ale ostatecznie skutecznie zagrywał w pole karne, a Sebastian Bergier wbił piłkę do bramki niczym bilę do łuzy. Pogoń nie poddawała się i tutaj pokazał się chyba jedyny większy mankament, który towarzyszy nam od początku sezonu, czyli znów nieumiejętność wybicia piłki z pola karnego. Ostatecznie po odbiciu od Klemenza, Alexander Gorgon wpakował piłkę do siatki. Serce podeszło nam do gardła, bo rywale mieli jeszcze rzut rożny. Na szczęście tym razem – w przeciwieństwie do meczu z Widzewem – to my ukłuliśmy jeszcze raz, a sposób w jaki Mateusz Marzec wbiegł przed Rafała Kurzawę, to jest to, czego oczekujemy od zawodników wchodzących na boisko z zapasem sił. Jesteś świeży, wchodzisz na podmęczonego rywala – to wykorzystaj tę przewagę właśnie w taki sposób. Mateusz zrobił to szkoleniowo.
Cieszy bardzo, że zawodnicy, którzy wcześniej grali słabo czy przeciętnie, tym razem weszli na wyższy poziom. Da się wyciągnąć jeszcze więcej, ale postawa np. wspomnianego Nowaka czy Alana Czerwińskiego była naprawdę jakościowa. Wspomniany Klemenz też zagrał lepiej niż w poprzednich meczach. O Wasielewskim napisano już tyle, że… co tu dodawać. Niektórzy wieszczą mu jeszcze powołanie do kadry i znając styl prowadzenia reprezentacji przez Michała Probierza i jego ciągłe zamiłowanie do zawodników ze Śląska – nie zdziwię się, jeśli kolejnym po Mateuszu Kowalczyku piłkarzem w reprezentacji będzie właśnie nasz naczelny „zap…lacz”. Ambicja, jaką ma ten zawodnik to jest to, co powinno cechować piłkarza GieKSy.
Osobno chcę też wspomnieć o Adrianie Błądzie, bo choć w tym meczu wyglądał bardziej na zawodnika wykonującego czarną robotę, to grał naprawdę kapitalnie. Zastawiał się, zbierał piłki, tyłem do bramki odgrywał do wychodzących do akcji/kontry partnerów zespołu. Dodatkowo robił to lekko, technicznie, jakby nie potrzebował w tym wszystkim żadnego wysiłku. Świetny mecz Adriana.
Bergier, który niewiele dał w poprzednich meczach, tym razem zakończył z golem i asystą w naprawdę kluczowych momentach meczu. Drżeliśmy, że Pogoń nam „walnie” drugą w doliczonym, ale jak się okazało, nie było się czego bać. Sebastian, podobnie jak Bartosz, wygarnął piłkę niemal zza boiska i rozprowadził bramkową akcję.
Ten mecz chyba największych sceptyków utwierdził w przekonaniu, że GKS Katowice nie tylko wywalczył awans do ekstraklasy, ale stał się po prostu drużyną na ekstraklasowym poziomie. Popełniamy błędy – czasem jesteśmy za mało skuteczni w ofensywie, czasem panikujemy w defensywie. Wszystko jednak jest procesem, który – jak widać – idzie do przodu. Pamiętacie mecz z Rakowem? Wtedy GKS grał naprawdę bardzo dobrze w polu, była agresja i dobre akcje, ale brakowało sytuacji bramkowych. To spowodowało, że rywal miał jedną akcję w pierwszej połowie i strzelił gola, a mecz ostatecznie przegraliśmy. Teraz nie tylko gramy ładnie i agresywnie, ale co rusz stwarzamy sobie okazje do strzelenia gola. I co jeszcze lepsze – wykorzystujemy je. Ostatnie trzy mecze na Bukowej to osiem bramek. Osiem bramek! Z Jagiellonią, Widzewem i Pogonią. Przecież to brzmi jak jakiś sen.
Sam się muszę przekonywać, żeby tę łyżkę dziegciu tu wrzucić. No ale zarówno trener, jak i drużyna, zapewne dobrze wiedzą, że gdyby sytuacja z golem Gorgona miała miejsce przy stanie 1:0, to poziom wku…rzenia po tym meczu wyrzuciłoby poza skalę. O ile mamy coraz więcej opanowania i całościowo ten mecz był naprawdę spokojny, to ta jedna sytuacja w doliczonym czasie gry daje materiał do analizy. Musimy unikać takich sytuacji, żeby znów w głupi sposób nie uciekło nam jakieś zwycięstwo. Ale to ten jeden fragment. Poza tym to był naprawdę świetny mecz i mogliśmy się znów cieszyć z wygranej.
Ekstraklasa w tym sezonie to dla nas coś pięknego. To nie jest jakiś tam awans, byleby był, w stylu: weszła sobie drużyna z genem pierwszoligowej młócki do ekstraklasy i jest piątym kołem u wozu. GieKSa dodaje tej lidze kolorytu, jest powiewem świeżości i myślę, że kibice w całej Polsce raczej z sympatią podchodzą do naszego zespołu, bo taką piłkę po prostu da się lubić.
My jako kibice doświadczamy ekstraklasy na różne sposoby. Był płacz i zgrzytanie zębów po remisie z Widzewem (a wcześniej w mniejszym stopniu po porażce z Zagłębiem), było przyjęcie na siebie „gonga” – popularne od meczu z Widzewem słowo u nas 🙂 – od Górnika. Ale mamy też te nasze euforie po Jadze czy Pogoni. Całościowo natomiast możemy być dumni z postawy zespołu. Od początku sezonu widać, że kierunek obrany jeszcze w poprzednim sezonie jest po prostu bardzo dobry i taki, który daje nie tylko nadzieję, ale i pewność, że punkty po prostu będą przychodzić.
Po bólu związanym z porażką z Górnikiem nie ma już śladu. Od tamtego czasu wygraliśmy dwa mecze – pucharowy z arcytrudnym rywalem i to w momencie, gdy jedna trzecia ligi odpadła już na starcie z Pucharu Tysiąca Drużyn. No a potem świetny mecz ligowy i zwycięstwo. Tydzień w piłce naprawdę może dużo zmienić. Zespół się nie podłamał i dzięki temu mamy… naprawdę przyjemny weekend.
Hokej
Kompromitacja w Sosnowcu
W ramach zaległego meczu z 35. kolejki Tauron Hokej Ligi zmierzyliśmy się na wyjeździe z drużyną ECB Zagłębie Sosnowiec. Tak jak w piątkowym meczu również i dziś musieliśmy przełknąć gorycz porażki.
Początek należał do gospdarzy, którzy w pierwszych minutach sprawdzili dyspozycję Kielera. Nasz bramkarz skapitulował w 4. minucie po strzale z bliskiej odległości Chmielewskiego. Kolejne minuty nie przyniosły wiele emocji. W połowie tercji precyzyjnym uderzeniem pod poprzeczkę do wyrównania doprowadził Monto. Tuż po wznowieniu gry po przerwie reklamowej wyszliśmy z dwójkową akcją Bepierszcz-Pasiut, jednak strzał naszego kapitana bez problemu obronił Halonen. Sosnowiczanie spokojnie czekali na swoje okazje i dwie z nich zamienili na kolejne trafienia. Najpierw strzałem w okienko gola zdobył Alanen, a niespełna trzy minuty później Sozanski ze stoickim spokojem „położył” Kielera i z bliskiej odległości umieścił krążek w bramce.
W drugiej tercji obie drużyny grały kilkukrotnie w liczebnych przewagach, których nie potrafiły zamienić na gola. W 22. minucie Fraszko strzelił nad poprzeczką. Po drugiej stronie aktywny był Jokinen, ale jego uderzenia obronił Kieler. W 32. minucie strzał Dupuya z bliskiej odległości obronił Halonen. Pod koniec tercji mocniej zaatakowali Katowiczanie, którzy mimo gry w pełnych składach, zamnknęli miejscowych we własnej tercji. Niestety nie udało nam się tej przewagi zamienić na gola, a co więcej na 44 sekundy przed syreną kończącą drugą tercję Sosnowiczanie wyprowadzili kontrę 2 na 1, którą na gola zamienił Chmielewski.
W trzeciej tercji niewiele się działo w tym spotkaniu. W 46. minucie grający w osłabieniu gospodarze zdobyli szóstą bramkę, a jej autorem był Hamalainen, który wykorzystał sytuację sam na sam z Kielerem. Cztery minuty później drugą bramkę dla GieKSy zdobył Monto. W 58. minucie meczu Biłas w sytuacji sam na sam pokonał naszego bramkarza i tym samym ustalił wynik meczu.
ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 6:2 (3:1, 1:0, 2:1)
1:0 Aron Chmielewski (Miike Roine) 6:27
1:1 Joona Monta (Bartosz Fraszko, Travis Verveda) 10:01, 5/4
2:1 Jere-Matias Alanen (Joni Piiponen) 13:59
3:1 Matthew Sozanski (Vaino Sirkia, Sebastian Brynkus) 16:52
4:1 Aron Chmielewski (Adrian Gromadzki, Matthew Sozanski) 39:16
5:1 Aleksi Hamalainen (Vaino Sirkia) 45:09
5:2 Joona Monto 49:16
6:2 Karol Biłas (Eric Kaczyński, Adrian Gromadzki) 57:02
ECB Zagłębie Sosnowiec: Halonen (Miarka) – Sozanski, Ciura, Jokinen, Hamalainen, Piiponen – Naróg, Wanacki, Chmielewski, Roine, Gromadzki – Biłas, Bjorkung, Sirkia, Alanen, Brynkus – Krawczyk, Kotlorz, Bernacki, Kaczyński, Sołtys.
GKS Katowice: Kieler (Eliasson) – Runesson, Lundegard, Bepierszcz, Pasiut, Fraszko – Varttinen, Verveda, Dupuy, Anderson, Wronka – Chodor, Hoffman, McNulty, Monto, Hofman Jonasz – Maciaś, Hornik, Michalski, Dawid, Koivusaari.
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GieKSy – jesień 2025
Sezon 2024/2025 był naszym najlepszym w historii pod względem wyjazdów. W obecnym euforia grania w Ekstraklasie pomału opada, ale wyjazdowo dalej prezentujemy się dobrze. Zapraszamy do podsumowania naszych wojaży w rundzie jesiennej sezonu 2025/26.
Pierwszym naszym wyjazdem był Widzew, a w Łodzi byliśmy także w marcu tego samego roku. Na początku sierpnia pojechalismy w 853 GieKSiarzy, w tym 7 Banik Ostrava i 6 JKS Jarosław. Na tym meczu debiut zaliczyła flaga „Pozdrawiamy Nieobecnych GieKSiarzy – PNG PDW”.
Drugim wyjazdem, rozgrywanym w następnej kolejce po meczu w Łodzi, była Legia Warszawa. W niedzielny wieczór do stolicy wybrało się 734 Szaleńców z Bukowej, w tym 62 Górnik Zabrze i 3 JKS Jarosław.
Na koniec miesiąca rozegraliśmy w sobotni wieczór „Śląski klasyk”. W Zabrzu pojawilismy się w 4300 osób, tym 13 Banik Ostrava i 17 JKS Jarosław. Był to nasz najliczniejszy wyjazd w całej historii kibicowskiej GieKSy!
We wrześniu pojechaliśmy na mecz z Lechią, która była naszym ostatnim wyjazdem w poprzednim sezonie. Ostatecznie w piątek pojawiło się nas w Gdańsku 621, w tym 8 Banik Ostrava, 62 Górnik Zabrze 1 JKS Jarosław. Wśród naszego stałego oflagowania nie zabrakło płótna ŚP. Pisaka – w 23. rocznicę odejścia do Sektora Niebo.
Kolejnym wyjazdem, również w piątek, był Płock. Z Wisłą ostatni raz mierzyliśmy się w pierwszej lidze. Tym razem na wyjeździe obecnych było 582 GieKSiarzy, w tym 12 Banik Ostrava i 4 Górnik Zabrze.
Po dwóch piątkach z rzędu przyszedł… kolejny piątek na wyjeździe. Rywalem był Motor Lublin, z którym wzajemnie „odwiedzamy się” od trzeciego poziomu rozgrykowego. W sektorze gości pojawiło się 477 fanatyków, w tym 1 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. W drodzie powrotnej zrobiliśmy postój w Domostawie, gdzie znajduje się pomnik autorstwa śp. Andrzeja Pityńskiego „Rzeź Wołyńska”. Oddaliśmy w tym miejscu hołd pomordowanym Polakom, składając wieniec, odpalając race na tle naszej narodowej flagi oraz odśpiewując hymn Polski.
Kolejny wyjazd wypadł… we wtorek. Los skrzyżował nas z ŁKS w Pucharze Polski. Ostatni raz byliśmy na tym stadionie (zupełnie niepodobnym do obecnego) w 2010 roku, bo choć w sezonie 2011/2012, 2012/2013, 2018/2019, 2021/2022 i 2022/2023 graliśmy na wyjazdach z ŁKS, to za każdym razem „coś” przeszkadzało w obecności kibiców GieKSy (zakazy stadionowe, remonty stadionu itd.). Po 15 latach pojawiliśmy się w 507 osób, w tym 11 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław.
I znowu piątek… Tym razem w Niecieczy, w której w ostatnich latach często bywaliśmy. Pojawiliśmy się w 427 osób, w tym 2 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. Tym samym zakończyliśmy maraton pięciu wyjazdów z rzędu w tygodniu roboczym.
Pod koniec listopada graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na niedzielną eskapadę zdecydowało się 1022 GieKSiarzy, w tym 6 Banik Ostrava i 22 Górnik Zabrze. Jest to nasz nowy rekord wyjazdowy na Jadze, niestety z racji stanu murawy mecz nie doszedł do skutku.
Ostatnim, a zarazem najbliższym, wyjazdem w rundzie jesiennej była Częstochowa. Na niedzielnym spotkaniu z Rakowem obecnych było 356 GieKSiarzy, w tym 2 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław. Na meczu z naszej strony świecidełka i transparent „Wesołych świąt”.
W trakcie tego maratonu wyjazdowego nie zabrakło wsparcia dla naszych zgód oraz układowiczów.
GieKSiarze w liczbach: 53 (Warszawa), 65 (Wiedeń) oraz 32 (Celje) wspierali Banik w europejskich pucharach. W Ostrawie bylismy w 300 osób na meczu z Legią Warszawa. Na każdym meczu Banika, który nie kolidował z GieKSą, nasza reprezentacja regularnie wspierała Przyjaciół.
Reprezentantów GieKSy nie zabrakło również na wszystkich meczach kadry, w tym na wyjazdach z Litwą i Maltą, gdzie obecnych było nas odpowiednio 14 i 31.
Z aktywności patriotycznej to pojawiliśmy się na Marsz Niepodległości oraz standardowo pod kopalnią KWK Wujek, oddając hołd poległym Górnikom w dniu 44. rocznicy pacyfikacji, a obecny na oficjalnych uroczystościach Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki otrzymał od naszej delegacji szal antykomuna oraz zaproszenie na wiosenny mecz z Lechią Gdańsk.
Po świętach Bożego Narodzenia w Krynicy-Zdroju został rozegrany półfinał Pucharu Polski w hokeja na lodzie, a naszym rywalem było Zagłębie Sosnowiec. Na wyjazd wybrało się 317 GieKSiarzy, w tym 50 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Niestety zgodnie z tradycją nasi hokeiści przegrali. Zagłębie dostało większą trybunę za bramką i zawitało w 500 osób, ze wsparciem Slavii Praga, Sparty Brodnica, Czuwaju Przemyśl, MKS-u Radymno, Legii Warszawa, Beskidu Andrychów oraz Olimpii Elbląg. Można powiedzieć, że to nowy rekord – na meczu hokeja pojawiło się ponad… 10 ekip, w tym dwie czeskie bandy.
Do zobaczenia na szlaku GieKSiarze!
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.
Piłka nożna Wywiady
Witek: Każdy może zostać mistrzem
W poniedziałkowe popołudnie w GieKSa Fanstore odbyło się spotkanie przedstawicieli mediów z trenerem, Rafałem Górakiem, kapitanem Arkadiuszem Jędrychem oraz prezesem Sławomirem Witkiem. W nowym punkcie porozmawialiśmy z prezesem katowickiego klubu o jego funkcjonowaniu, a także o ostatnich miesiącach we wszystkich sekcjach i oczekiwaniach na nadchodzącą rundę wiosenną Ekstraklasy.
Jakie są oczekiwania na wiosnę? Kibicom po ostatnich latach wzrosły apetyty i niektórzy oceniają krytycznie minioną rundę, choć różnice punktowe w lidze są minimalne.
Sławomir Witek: Jestem umysłem ścisłym – dla mnie nie miejsce jest najważniejsze, tylko liczba punktów. Dlatego patrzę nie pesymistycznie, a optymistycznie na wiosenną rundę. Mecze i rozgrywki będą bardzo ciekawe, bo każdy może zostać mistrzem i każdy może spaść. My liczymy, przy naszym potencjale, świetnej pracy trenera i sztabu oraz spełnieniu wszystkich warunków założonych przed tą rundą na to, że zostaniemy w Ekstraklasie, a może jeszcze sprawimy kibicom miłą niespodziankę.
We wszystkich sekcjach GieKSa jest w czołówce albo w walce wokół niej. Jeśli mimo tego słychać negatywne opinie, to chyba dobrze świadczy o klubie?
Też byśmy chcieli zdobywać tylko mistrzostwa, ale z drugiej strony sport byłby wtedy nudny, musi być dawka emocji. Oczywiście się cieszę, że walczymy o najwyższe miejsca w kilku sekcjach: piłkarze, piłkarki, hokeiści, siatkarze, a także bilardziści i szachiści – to jest naszym celem. Mamy stworzyć warunki do tego, żeby sportowcy mogli osiągać swoje sufity i to właśnie robimy. Jesteśmy klubem stabilnym, z dobrą infrastrukturą, płynnością finansową, nie narzekamy na nic, co mogłoby przeszkadzać w procesie treningowym i szkoleniowym. Mając takie warunki i osoby w sztabach dobierające zawodników pod sukces, możemy być w miarę pewni dobrych miejsc.
Jesteśmy faktycznie nudnym klubem, jeśli chodzi o zakulisowe informacje prasowe.
Ja też myślę, że tak jest (śmiech). Zawsze powtarzam, że jeśli miałem pod sobą różnego rodzaju podwładnych, którzy byli dyrektorami różnych placówek, najbardziej cieszyłem się z tych, od których nie docierały żadne złe informacje. Taki sam przykład daje GieKSa. Jeśli nie ma o czym pisać w tym kontekście, to nie ma skandali, czyli jest dobrze.
Klub miejski ma ograniczony budżet, a głośno jest chociażby wokół Bartosza Nowaka. Trzeba jakoś decyzje podejmować, to duże wyzwanie dla prezesa?
Cieszę się, że w tych czasach większościowym właścicielem jest miasto, bo odczuwamy jego wyraźną opiekę i stabilizację. Ta stabilizacja pomaga w rozmowach ze sponsorami, a także są rozmowy o znalezieniu w przyszłości udziałowca. Lepszą sytuacją dla nas jest, jeśli możemy poddać się każdemu audytowi i wykazać, że nie mamy żadnych zaległości i jesteśmy stabilni finansowo. Sponsorzy wtedy wykazują większą chęć przyjścia do klubu niż w momencie, gdy przyszłość nie jest tak pewna.
Czy spodziewał się pan, że Bartosz Nowak zostanie ligowcem roku?
Bardzo na to liczyłem, znam Bartka – to jest Pan Piłkarz. Nawet rywalizując z takimi nazwiskami jak Grosicki, zasługiwał na wyróżnienie. Odrzucając emocje, powiedziałbym, że absolutnie Bartek zapracował sobie na tę nagrodę.
Wielosekcyjność klubu dokłada dużo pracy w okienku zimowym? Rozmawialiśmy z przedstawicielem Superbetu i dla sponsorów jest to atrakcyjne. Jak to wygląda z perspektywy prezesa klubu?
Oj, tak (śmiech). Nie mam kompletnie czasu na urlop. W tej przerwie, gdy koledzy prezesi z jednosekcyjnych klubów odpoczywają i biorą urlopy, to u mnie się toczą rozgrywki w hokeju czy siatkówce i ta przerwa na obozy piłkarzy i piłkarek wcale nie oznaczała dla mnie tego, że odpocznę.
Jest pan zadowolony z lokalizacji nowego sklepu?
Jak to w handlu – zawsze jest jakieś ryzyko, i to ryzyko podjąłem. Mając doświadczenie z prowadzenia własnej działalności gospodarczej, wiedziałem, że jeżeli nie podejmiemy ryzyka, to nigdy się nie dowiemy, czy się uda. Oczywiście wszystko zostało przemyślane – od metrażu po miejsce. Rozmawialiśmy z Galerią Katowicką na temat warunków, na jakich zostanie postawiony nasz sklep. Jak dotąd jestem zadowolony, ale to jest oczywiście dopiero początek i cały czas to analizujemy. Otwieraliśmy sklep na Mikołaja i grudzień był rewelacyjny. Teraz badamy okres przejściowy do czasu rozpoczęcia rundy, a potem zobaczymy jak wyjdzie pełna runda. Na pewno jest lepiej niż w dawnej lokalizacji, mimo większych kosztów.
Czy na starej Bukowej i Arenie Katowice będą stałe punkty sprzedażowe, czy będą otwierane tylko na okazje spotkań?
Jeśli będzie taka potrzeba, to na Nowej Bukowej jesteśmy przygotowani na taką możliwość. Mamy dwa ładnie obrandowane kontenery, kto był na stadionie, ten widział. Są nowoczesne, z założonym ogrzewaniem, oświetleniem i internetem. Mogą one służyć jako sklep stacjonarny, jeśli tylko będzie takie zapotrzebowanie. Chcemy otwierać ten sklep nie tylko na mecze, ale także na wszystkie eventy. Jeśli uznamy, że jest sens otwierania tych sklepów na co dzień, to tak będzie. Natomiast na starej Bukowej na razie nie planujemy sklepu stacjonarnego.
















Najnowsze komentarze