Dołącz do nas

Siatkówka

[PODSUMOWANIE STATYSTYCZNE] – Drugi sezon GKS-u w PlusLidze słabszy od pierwszego

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Suche liczby potwierdzają tylko wizualne spostrzeżenia, że druga kampania w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce, była słabsza w wykonaniu siatkarzy GKS-u Katowice niż w debiutanckim sezonie.

 

Wciąż własny parkiet nie jest naszym atutem, to boli kibiców GieKSy zapewne najbardziej. Choć tu trzeba rozróżnić grę na dwóch halach. W Spodku GKS w pierwszym sezonie miał bilans 3 wygranych przy 2 porażkach, a już w ostatnim na 5 spotkań przegrał wszystkie. Tak więc w tej legendarnej hali mamy z jednej strony dobrą frekwencję na widowni, ale z drugiej coraz gorsze wyniki drużyny. W Szopienicach z kolei w zeszłej kampanii mieliśmy katastrofalny bilans 3 wygranych przy 8 przegranych, a w dopiero co zakończonym sezonie wygraliśmy już 6 razy przy 5 porażkach. Wiadomo, że z uwagi na fatalne położenie tego obiektu, to z frekwencją nigdy nie będzie dobrze, a przy słabszej grze (oraz braku zwycięstw) to i tak odbije się to na obu halach. Zdecydowanie lepiej radzą sobie nasi siatkarze w meczach wyjazdowych, mając bilans „pół na pół”.

Jeśli chodzi o ocenę poszczególnych elementów siatkarskiego rzemiosła, to tu w większości odnotowaliśmy „spadek”. Skuteczność gry w ataku procentowo poprawiła się, ale biorąc pod uwagę ostateczną liczbę zdobytych punktów, to różnica jest już spora (oczywiście na niekorzyść drugiej kampanii). Na zagrywce utrzymaliśmy liczbę asów serwisowych, ale za to błędów w tym elemencie było znacznie więcej… zdecydowanie zbyt dużo, biorąc nawet pod uwagę ryzyko jakie ponosi się przy stosowaniu agresywnej zagrywki. Bardzo duża różnica była w grze na siatce i to nie tylko patrząc na samą ilość bloków punktowych, ale również przy grze tzw. pasywnym blokiem. Bez tego elementu trudno myśleć o kontrze i zdobywaniu punktów seriami. Jedyny postęp można odnotować „na przyjęciu”, które na pewno się polepszyło, aczkolwiek i tak w sporej ilości meczów mieliśmy problemy w tym elemencie gry. Osobna kwestia to taka, że dobre przyjęcie nie przekładało się (często) na skuteczność gry w ataku.

 

Oceniając personalia, to trzeba podkreślić, że po pierwszym sezonie zostawiono tych siatkarzy którzy się sprawdzili na parkietach PlusLigowych i wymieniono tych słabszych. Koncepcja poniekąd słuszna, ale nikt nie mógł przewidzieć, że prawie u wszystkich tych którzy zostali, forma poszła mocno w dół i ci „nowi” nie byli wstanie poprawić ogólnego wyniku zespołu z zeszłej kampanii. Karol Butryn nie miał już tak udanego sezonu jak rok temu i zbyt często zawodził w ważnych momentach spotkań. Obaj podstawowi środkowi Bartłomiej Krulicki i Tomasz Kalembka stracili miejsce w wyjściowym składzie, a gdy wchodzili na zmiany lub dłuższy okres czasu gry to nie dawali już tej jakości jak w zeszłej kampanii. Szansę gry wykorzystał za to Paweł Pietraszko, mało grający w poprzednim sezonie, spisując się więcej niż solidnie. Tym bardziej troszkę dziwi rezygnacja z Pawła kosztem Bartka w kadrze na nowy sezon. Mocno obniżył loty też podstawowy gracz GKS-u w dwóch sezonach PlusLigowych – Serhij Kapelus. Rok temu był przecież najrówniej grającym siatkarzem w naszym zespole, a w tym już coraz częściej zawodził. Wypadł ze składu Rafał Sobański i siłą rzeczy nie miał już tak udanego sezonu jak poprzedni. Podobnie można powiedzieć o libero Adrianie Stańczaku, który również stracił dobrą formę i przez większą część rozgrywek grywał już tylko Bartosz Mariański. Dobrze trzeba ocenić przyjście do naszego zespołu Marcina Komendy (udanie zastąpił na rozegraniu Marco Falaschiego), doświadczonego Emanuela Kohuta oraz ambitnego Gonzalo Quirogę, choć z drugiej strony nie był to z ich strony szczyt możliwości.

Sezon 2017/18 możemy uznać za zamknięty, czekamy teraz na odpowiednie ruchy transferowe, które pozwolą poczynić znaczący postęp w grze i wynikach siatkarskiej GieKSy w nowej kampanii.

 

ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 64 meczach (128 + 122 = 250 setów)

Bilans meczów – sezon 16/17
– 14:18 – Bilans punktów – 42:54 – Bilans setów – 57:71 – Bilans małych punktów – 2818:2884
Bilans meczów – sezon 17/18
– 14:18 – Bilans punktów – 41:55 – Bilans setów – 55:67 – Bilans małych punktów – 2659:2737
Bilans meczów łącznie w PlusLidze
– 28:36 – Bilans punktów – 83:109 – Bilans setów – 112:138 – Bilans małych punktów – 5477:5621

Bilans meczów „u siebie” – sezon 16/17
– 6:10 – Bilans punktów – 22:26 – Bilans setów – 28:36 – Bilans małych punktów – 1410:1437
Bilans meczów „u siebie” – sezon 17/18
– 6:10 – Bilans punktów – 19:29 – Bilans setów – 25:34 – Bilans małych punktów – 1282:1329
Bilans meczów „u siebie” łącznie w PlusLidze
– 12:20 – Bilans punktów – 41:55 – Bilans setów – 53:70 – Bilans małych punktów – 2692:2766

Bilans meczów „na wyjeździe” – sezon 16/17
– 8:8 – Bilans punktów – 20:28 – Bilans setów – 29:35 – Bilans małych punktów – 1408:1447
Bilans meczów „na wyjeździe” – sezon 17/18
– 8:8 – Bilans punktów – 22:26 – Bilans setów – 30:33 – Bilans małych punktów – 1377:1408
Bilans meczów „na wyjeździe” łącznie w PlusLidze
– 16:16 – Bilans punktów – 42:54 – Bilans setów – 59:68 – Bilans małych punktów – 2785:2855

 

Rozegrane mecze – łącznie w PlusLidze zagrało 17 zawodników
64: BUTRYN, 64: KAPELUS, 56: PIETRASZKO, 56: SOBAŃSKI, 55: Mariański, 52: Fijałek, 52: Krulicki, 49: Stańczak, 49: Kalembka, 47: Stelmach, 32: Komenda, 32: Falaschi, 31: Kohut, 30: Quiroga, 30: Witczak, 28: Van Walle, 23: Błoński,

Rozegrane sety – łącznie w PlusLidze zagrało 17 zawodników
231: BUTRYN, 223: KAPELUS, 184: SOBAŃSKI, 172: Pietraszko, 170: Mariański, 169: Stańczak, 151: Krulicki, 149: Kalembka, 130: Fijałek, 118: Falaschi, 113: Komenda, 108: Kohut, 107: Quiroga, 83: Stelmach, 68: Witczak, 66: Van Walle, 53: Błoński,

 

Wyniki „razem” – 9- 3:0 / 9- 3:1 / 10- 3:2 / 9- 2:3 / 10- 1:3 / 17- 0:3

Wyniki „u siebie” – 5- 3:0 / 5- 3:1 / 2- 3:2 / 7- 2:3 / 3- 1:3 / 10- 0:3 PLUS „złoty set” 12:15

Wyniki „na wyjeździe” – 4- 3:0 / 4- 3:1 / 8- 3:2 / 2- 2:3 / 7- 1:3 / 7- 0:3

 

Widzów na meczach GKS-u – sezon 16/17
„u siebie” / „na wyjeździe” – 25.060–30.480 – łącznie mecze GKS-u obejrzało 55.540 osób
Widzów na meczach GKS-u – sezon 17/18
„u siebie” / „na wyjeździe” – 21.160–23.930 – łącznie mecze GKS-u obejrzało 45.090 osób
Widzów na meczach GKS-u – łącznie w PlusLidze
„u siebie” / „na wyjeździe” – 46.220–54.410 – łącznie mecze GKS-u obejrzało 100.630 osób

 

Czas trwania spotkań – sezon 16/17 – Mecze GKS-u z trwały
3296 minut, z czego I set 840 min. – II set 847 min. – III set 867 min. – IV set 518 min. – V set 224 min. + „Złoty set”
Czas trwania spotkań – sezon 17/18 – Mecze GKS-u z trwały
3024 minut, z czego I set 781 min. – II set 797 min. – III set 804 min. – IV set 509 min. – V set 133 min.
Czas trwania spotkań – łącznie w PlusLidze – Mecze GKS-u z trwały
6320 minut, z czego I set 1621 min. – II set 1644 min. – III set 1671 min. – IV set 1027 min. – V set 357 min.

 

Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – sezon 16/17 –
GKS 826: zagrywka 507, atak 208, siatka 51, inne 60.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – sezon 17/18 –
GKS 785: zagrywka 475, atak 229, siatka 38, inne 43.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – łącznie w PlusLidze –
GKS 1611: zagrywka 982, atak 437, siatka 89, inne 103.

Punkty oddane przez błędy własne – sezon 16/17 –
GKS 856: zagrywka 522, atak 241, siatka 31, inne 62.
Punkty oddane przez błędy własne – sezon 17/18 –
GKS 825: zagrywka 537, atak 214, siatka 31, inne 43.
Punkty oddane przez błędy własne – łącznie w PlusLidze –
GKS 1681: zagrywka 1059, atak 455, siatka 62, inne 105.

 

Ilość zdobytych punktów – sezon 16/17 : GKS 1992 – sezon 17/18 : GKS 1874
GKS 3866: BUTRYN 945, KAPELUS 631, SOBAŃSKI 418, Quiroga 333, Pietraszko 311, Krulicki 251, Kalembka 234, Kohut 220, Van Walle 170, Witczak 108, Błoński 91, Komenda 61, Falaschi 49, Fijałek 26, Stelmach 18,

Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – sezon 16/17 : GKS 671 – sezon 17/18 : GKS 629
GKS 1300: BUTRYN 316, KAPELUS 171, SOBAŃSKI 127, Pietraszko 120, Quiroga 98, Krulicki 96, Kalembka 92, Kohut 75, Komenda 46, Van Walle 45, Błoński 36, Witczak 26, Falaschi 23, Fijałek 17, Stelmach 12,

Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – sezon 16/17 : GKS 1321 – sezon 17/18 : GKS 1245
GKS 2566: BUTRYN 629, KAPELUS 460, SOBAŃSKI 291, Quiroga 235, Pietraszko 191, Krulicki 155, Kohut 145, Kalembka 142, Van Walle 125, Witczak 82, Błoński 55, Falaschi 26, Komenda 15, Fijałek 9, Stelmach 6,

Bilans punktów zdobytych do straconych – sezon 16/17 : GKS 803 – sezon 17/18 : GKS 708
GKS 1511: BUTRYN 485, KAPELUS 268, KRULICKI 147, Quiroga 142, Pietraszko 132, Kohut 118, Van Walle 86, Sobański 83, Kalembka 78, Witczak 40, Falaschi 17, Błoński 9, Stelmach 4, Komenda 1, Fijałek -16, Stańczak -34, Mariański -49,

Ilość zagrywek – sezon 16/17 : GKS 2823 – sezon 17/18 : GKS 2660
GKS 5483: BUTRYN 728, KAPELUS 702, PIETRASZKO 552, Sobański 542, Kalembka 474, Krulicki 463, Quiroga 394, Falaschi 335, Kohut 332, Komenda 312, Fijałek 180, Van Walle 169, Błoński 136, Witczak 127, Stelmach 37,

Ilość błędów na zagrywce – sezon 16/17 : GKS 522 – sezon 17/18 : GKS 537
GKS 1059: BUTRYN 164, PIETRASZKO 141, KALEMBKA 113, Sobański 107, Kapelus 103, Kohut 83, Krulicki 72, Quiroga 58, Komenda 52, Błoński 38, Fijałek 37, Van Walle 32, Falaschi 28, Witczak 24, Stelmach 7,

Ilość asów serwisowych – sezon 16/17 : GKS 171 – sezon 17/18 : GKS 171
GKS 342: BUTRYN 67, PIETRASZKO 47, SOBAŃSKI 36, Kapelus 33, Quiroga 33, Kalembka 29, Kohut 19, Krulicki 17, Komenda 15, Van Walle 11, Błoński 9, Witczak 9, Fijałek 8, Falaschi 7, Stelmach 2,

Ilość przyjęć – sezon 16/17 : GKS 2368 – sezon 17/18 : GKS 2260
GKS 4628: KAPELUS 1224, SOBAŃSKI 1119, MARIAŃSKI 734, Quiroga 682, Stańczak 435, Błoński 244, Stelmach 50, Pietraszko 30, Krulicki 27, Kalembka 25, Kohut 20, Falaschi 11, Butryn 11, Komenda 6, Witczak 5, Fijałek 5,

Ilość błędów w przyjęciu – sezon 16/17 : GKS 150 – sezon 17/18 : GKS 180
GKS 330: SOBAŃSKI 84, KAPELUS 82, MARIAŃSKI 49, Quiroga 45, Stańczak 34, Błoński 11, Krulicki 5, Stelmach 5, Falaschi 3, Pietraszko 3, Komenda 3, Kalembka 2, Butryn 1, Fijałek 1, Witczak 1, Kohut 1,

Przyjęcie negatywne – sezon 16/17 : GKS 587 – sezon 17/18 : GKS 483
GKS 1070: SOBAŃSKI 295, KAPELUS 286, MARIAŃSKI 145, Quiroga 140, Stańczak 100, Błoński 62, Stelmach 15, Krulicki 6, Falaschi 5, Kalembka 4, Pietraszko 4, Kohut 3, Butryn 2, Fijałek 1, Komenda 1, Witczak 1,

Przyjęcie perfekcyjne – sezon 16/17 : GKS 492 – sezon 17/18 : GKS 553
GKS 1045: SOBAŃSKI 249, KAPELUS 239, MARIAŃSKI 217, Quiroga 178, Stańczak 94, Błoński 39, Krulicki 6, Kalembka 6, Stelmach 5, Kohut 4, Pietraszko 4, Witczak 2, Butryn 2,

Procent przyjęcia perfekcyjnego – sezon 16/17 : GKS 21% – sezon 17/18 : GKS 24%
GKS 22,5%: WITCZAK 40%, MARIAŃSKI 29,5%, KALEMBKA 27%, Quiroga 26%, Sobański 22,5%, Stańczak 21,5%, Krulicki 20,5%, Kohut 20%, Kapelus 19,5%, Butryn 18,5%, Błoński 16%, Stelmach 11%, Pietraszko 10%, Falaschi 0%, Fijałek 0%, Komenda 0%,

Ilość ataków – sezon 16/17 : GKS 3323 – sezon 17/18 : GKS 3096
GKS 6419: BUTRYN 1696, KAPELUS 1270, SOBAŃSKI 817, Quiroga 654, Van Walle 331, Pietraszko 321, Krulicki 274, Kalembka 271, Kohut 268, Witczak 223, Błoński 185, Falaschi 41, Komenda 32, Stelmach 23, Fijałek 13,

Ilość błędów w ataku – sezon 16/17 : GKS 241 – sezon 17/18 : GKS 214
GKS 455: BUTRYN 147, KAPELUS 71, SOBAŃSKI 69, Quiroga 49, Kalembka 24, Van Walle 22, Błoński 16, Witczak 16, Pietraszko 16, Krulicki 13, Kohut 7, Komenda 3, Fijałek 2,

Ilość ataków zablokowanych – sezon 16/17 : GKS 276 – sezon 17/18 : GKS 235
GKS 511: BUTRYN 148, KAPELUS 107, SOBAŃSKI 75, Quiroga 39, Van Walle 30, Witczak 27, Pietraszko 19, Błoński 17, Kalembka 17, Krulicki 14, Kohut 11, Stelmach 2, Komenda 2, Fijałek 2, Falaschi 1,

Ilość zdobytych punktów w ataku – sezon 16/17 : GKS 1512 – sezon 17/18 : GKS 1471
GKS 2983: BUTRYN 795, KAPELUS 545, SOBAŃSKI 341, Quiroga 283, Pietraszko 201, Kohut 160, Krulicki 153, Van Walle 146, Kalembka 141, Witczak 95, Błoński 75, Falaschi 20, Komenda 13, Stelmach 9, Fijałek 6,

Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – sezon 16/17 : GKS 46% – sezon 17/18 : GKS 48%
GKS 47%: PIETRASZKO 62,5%, KOHUT 60%, KRULICKI 56,5%, Kalembka 56%, Falaschi 49%, Butryn 47%, Fijałek 45%, Van Walle 44%, Kapelus 43%, Witczak 43%, Quiroga 43%, Sobański 42,5%, Komenda 41%, Błoński 41%, Stelmach 40%,

Ilość bloków punktowych – sezon 16/17 : GKS 309 – sezon 17/18 : GKS 232
GKS 541: BUTRYN 83, KRULICKI 81, KALEMBKA 64, Pietraszko 63, Kapelus 53, Sobański 41, Kohut 41, Komenda 33, Falaschi 22, Quiroga 17, Van Walle 13, Fijałek 12, Błoński 7, Stelmach 7, Witczak 4,

Ilość błędów dotknięcia siatki – sezon 16/17 : GKS 31 – sezon 17/18 : GKS 31
GKS 62: BUTRYN 11, SOBAŃSKI 8, KRULICKI 7, Kalembka 6, Kohut 6, Komenda 6, Quiroga 4, Błoński 4, Pietraszko 4, Falaschi 1, Van Walle 1, Stelmach 1, Kapelus 1, Fijałek 1, Witczak 1,

MVP – sezon 16/17 : GKS 13 – sezon 17/18 : GKS 14
GKS 27: BUTRYN 8, KAPELUS 5, KOMENDA 5, Sobański 3, Błoński 1, Kalembka 1, Falaschi 1, Quiroga 1, Mariański 1, Fijałek 1, (oprócz meczu z Politechniką)

Najlepsi siatkarze w przegranych meczach – sezon 16/17 : GKS 19 – sezon 17/18 : GKS 17
GKS 36: BUTRYN 13, SOBAŃSKI 6, KAPELUS 5, Falaschi 4, Stańczak 2, Quiroga 2, Fijałek 1, Witczak 1, Pietraszko 1, Komenda 1, (oprócz meczu z ZAKSĄ)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Hokej

Czy możemy narzekać na najlepszą drużynę ostatnich pięciu lat?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.

Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.

Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.

Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?

Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.

Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.

Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?

Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga