Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

[POMECZOWO] Czas decyzji, z których każda jest zła

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Nie zazdroszczę najbliższych decyzji prezesowi Marcinowi Janickiemu i dyrektorowi Tadeuszowi Bartnikowi. Na pewno jakąś będą musieli podjąć, bo brak działań to także będzie sygnał, że dajemy czas/wierzymy trenerowi Jackowi Paszulewiczowi.

Jeśli Klub zdecyduje się rozwiązać umowę z trenerem Paszulewiczem, to jestem ciekaw, jak będzie bronić tej decyzji. Żegnanie się ze szkoleniowcem po meczu w Głogowie, gdy po Chojnicach dostał szansę i czas na ułożenie drużyny podczas reprezentacyjnej przerwy, byłoby mało logiczne. Przecież pojawiły się wtedy wypowiedzi, w których przewijało się zaufanie w to, co mówi i zapowiada Paszulewicz. Jeśli jedno słabe spotkanie (choć należy zaznaczyć, że byliśmy lepsi od rywali, ale dalej mierni) spowoduje utratę wiary w projekt, w który wierzyło się niecałe dwa tygodnie temu, to jak ma być normalnie w Katowicach? Jaki inny sensowny szkoleniowiec zdecyduje się u nas na pracę, skoro zobaczy niestabilnych emocjonalnie włodarzy?

Jeśli Klub nie zwolni Paszulewicza, bo dalej wierzy w ten projekt, to będzie posunięciem w miarę logicznym, choć niekoniecznie najlepszym. Ale co w sytuacji, jeśli Klub nie zdecyduje się na rozwiązanie umowy z trenerem, choć w niego już nie wierzy, ale będzie wiedział, że taka decyzja spowoduje podkopanie wiary w działania szefostwa? A co w sytuacji, gdy brak zmiany spowodowany jest tym, że dyrektor Bartnik boi się przyznać do porażki? Jeśli postanawia dalej ciągnąć ten projekt, bo głupio mu teraz wycofywać się z wcześniejszych słów? Jeśli całym sobą wie, że to nie ma sensu, ale łudzi się, że może to jakoś zaskoczy?

Jeśli Klub zwolni Paszulewicza, ale nie będzie miał gotowego następcy, to zrobi dobrze czy może jednak źle? Bo czy ktoś wierzy, że już mamy kandydata na oku i jesteśmy z nim dogadani? Czy warto w tym momencie zaspokajać społeczne oczekiwania, czy może jednak lepiej przygotować się do tak strategicznej decyzji? A co jeśli nowy szkoleniowiec będzie uważał, że obecna kadra jest za słaba? Co jeśli przez kolejne dwa okienka transferowe będziemy wymieniać kolejnych zawodników? Czy zaakceptujemy kolejne wariatkowo?

A co z piłkarzami, którzy zarabiają w Katowicach niebotyczne pieniądze, na które na razie nie zasługują? Wszyscy zgadzamy się, że kadra jest mocna. To co przeszkadza im punktować i grać dobrze? Skład w Głogowie był praktycznie optymalny, taki jaki wystawiłaby większość z nas (może poza Śpiączką i Frańczakiem), więc co powoduje, że gra wygląda tak bardzo źle? Czy trenera obarczamy też tym, że jego podopieczni zachowują się na boisku tak, jakby pierwszy raz grali w piłkę? Teraz mają taryfę ulgową, bo złość (pewnie po części słuszna) skupia się na Paszulewiczu, ale czy aby na pewno oni są bez winy? Czy usuwając rzekomo niepasującego im trenera, nie stworzymy kolejny raz ośrodka władzy w szatni, a nie gabinetach?

A kto zweryfikuje dyrektora Bartnika? Prezes Janicki wybrał go na stanowisko i zadeklarował odcięcie się od kwestii sportowych, na których – jak sam mówi – się nie zna. Kto i w jaki sposób zweryfikuje więc pracę Bartnika i to, czy obecna sytuacja nie jest jego winą? Obecna struktura Klubu jest taka, że Janicki ma nad sobą właściciela (miasto, a dokładnie prezydenta Marcina Krupę), piłkarze trenera, trener dyrektora, a w domyśle dyrektor prezesa. Tylko jak prezes może weryfikować jego pracę, skoro sam mówi, że na piłce się nie zna.

A wreszcie co z nami – kibicami, którzy chodzą na mecze i co pół roku, rok, dają się nabierać na kolejne projekty? Co z nami, którzy na wstępie deklarujemy pełne poparcie dla coraz to innych trenerów, głosimy stałość uczuć i apelujemy o minimum 1,5-2 lata spokoju, a po kilku spotkaniach, maksymalnie jednej rundzie, chcemy zwalniać „nieudaczników”? Czy postępujemy logicznie? Czy naprawdę wciąż wierzymy w to, że każdy szkoleniowiec, jaki u nas pracuje, okazuje się słabeuszem? W innych okolicznościach bawiłyby mnie obecne deklaracje, które pojawiają się na forum, GieKSa.pl i mediach społecznościowych: „weźmy x i dajmy mu 2 lata czasu”. Ta, już to widzę…

Niemniej nie wierzę w to, że trener Paszulewicz dotrwa na trenerskiej ławce do końca roku. Zbyt duże jest oczekiwanie wszystkich wokół, by doszło do zmiany i nie sądzę, by ktoś był się w stanie oprzeć tej presji. Osobiście dałbym szkoleniowcowi czas do końca roku, ale coraz mniej jestem przekonany, że to byłaby słuszna decyzja. Po prostu z wielu złych wybrałbym akurat taką. Ale to, co ja bym zrobił, nie ma żadnego znaczenia.

14 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

14 komentarzy

  1. Avatar photo

    Yoka

    15 września 2018 at 14:43

    Trener GieKSy jest przygotowany do pełnienia tej funkcji, teorię piłki ma w jednym palcu , ale w praktyce to jakoś się ne sprawdza. Kadra została poszerzona i odbudowana, mimo to nie grają skutecznie, szorujemy po dnie tabeli, dawno tak źle nie było i jak to odwrócić

  2. Avatar photo

    Solski

    15 września 2018 at 15:19

    Co można sądzić o trenerze, który dostał piłkarzy jakich chciał i pod każdym transferem się podpisał,a nie mający z nimi wyników? Krótko i na temat. Ten Pan Trener ma słaby warsztat. Jego taktyka jest słaba, dobór i co najważniejsze brak stabilizacji w składzie, ciągłe mieszanie zawodnikami? Było dobrze? Było, poza Podbeskidziem zagrali fajny mecz i z Tychami i z Wigrami. Porażka z Rakowem ujmy im nie przyniosła, ale trener postanowił coś zepsuć, bo jak było dobrze to chciał coś jeszcze udoskonalić, a teraz się miota. Czy piłkarze grają przeciwko niemu? Nie sądzę, bo to dzięki niemu tutaj sa i trafili do klubu poukładanego, który płaci regularnie, a z tym w polskiej piłce bywa różnie. Moim skromnym zdaniem (innym niż w dniu wczorajszym) proponuję zostawić „trenera” do końca rundy jesiennej, nie wliczając w to oczywiście spotkań rozegranych awansem i wtedy podjąć decyzję. Sam wczoraj byłem za jego natychmiatowym zwolnieniem, ale kto w zamian?

  3. Avatar photo

    Michał1980

    15 września 2018 at 20:33

    Jak tak będziemy gdybac żeby dać mu szansę to staniemy się posmiewiskiem gorszym niż jesteśmy obecnie. Więc trzeba pierdyknac w stół zwolnić go i jakiegoś innego trenera od ręki. Który niech od razu bierze się do pracy. Między czasie meczami kilka sparingów żeby chycili wiedzę nowych taktyk trenera. Paszkiewicz tak spiepszyl że mając aż 2 tygodnie pewnych wolnych nie zrobil żadnego sparingu. Z czym tu do ludzi.

  4. Avatar photo

    Michał1980

    15 września 2018 at 20:34

    Wziąłbym Bartosza on się dobrze radził w 1 lidze i awansował do ekstraklasy

  5. Avatar photo

    Rafał

    16 września 2018 at 09:22

    Trenera kopnąć w d..pe już dawno trzeba było, z trenerką to on nic wspólnego niema i jedynie co umie to dobrze wyglądać w tych swoich garniturkach i myśli że jest fajny Laluś jeden. Wypad i jeszcze niech oda kasę za transfery które okazały się niewypałem i zwodnicy ściągnięci okazali się jeszcze gorsi od zawodników których miał GKS. Już dawno powinny głowy polecieć!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Tylko układy prezesa, dyrektora sportowego i trenera, te 3 osoby powinny wylecieć i to jak najszybciej bo niszczą ten klub i tyle.

  6. Avatar photo

    wierny

    16 września 2018 at 10:19

    Zwolnic i tyle po co ta rozkmina.

  7. Avatar photo

    PanGoroli

    16 września 2018 at 12:36

    Ale tu są szybcy do zwalniania. Prezesów. kierownikow, trenerów. Dobrze, że to nie Wy decydujecie. Bo ywolni, to moment, tylko, że co potem? Skąd wiadomo, że przyjdzie ktoś lepszy? Akurat Bartnik to zawalił raczej z Paszulewiczem, chociaż ta decyzja nie była do końca bez sensu. Za to zrobił świetną robotę z nowymi. Dobra, zwolni c Bartnika, a co jeśli w jego miejsce będzie kolejny złomiarz, jak motała, i będzie nam tu zaś piłkarski złom ściągać? Z Paszulewiczem jest prosta sprawa – nawet licząc czas od lipca, to jego chłopaki powinny już coś grać, powinien być postęp, a tego nie widać. Nie znam się na trenerce, i może on jest świetnym trenerem, tylko, że teraz odwala czarną robotę, i wyniki przyjdą potem. Za rok, dwa. Gdy będziemy grać derby ze smrodami w 4 lidze… Może. Ale sądzę że niejeden trener nawet na tym etapie, co jesteśmy poradzi sobie lepiej. Jeśliu motoryka to konik paszula, to może niech zostanie tu trenerem od pompek i przysiadów, jeśli mu to wychodzi, a weźmy jeszcze kogoś, kto się zna na grze? A jak Paszulewicz poduczy się, nabierze doświadczenia, to czemu nie? Tak za 10, 15 lat?

  8. Avatar photo

    KaTe

    16 września 2018 at 12:50

    „Dobra zmiana” się nie sprawdza…
    Trochę kijowo, że ta drużyna to autorski projekt Paszulewicza, a nie Gieksy. Jak jego zabraknie, to co dalej z tą ekipą? Chyba raczej to trener powinien dostosowywać się do klubu, a nie odwrotnie.
    Siłą rzeczy nie widziałem ostatnich szpili, ale sądząc z opisów nie było w nich obiecywanej walki i zasuwania do upadłego – co obiecywał trener (tzw. Kat?).
    Skoro nie ma jakości, to może zobaczylibyśmy chociaż maksymalne zaangażowanie. Czy ktoś go o to spyta?

  9. Avatar photo

    potf

    16 września 2018 at 13:51

    Atmosfera wokół zespołu jest zła, punktów i dobrej gry nie ma. Niby wszystko sprzyja temu by zwolnić Paszulewicza i zacząć budować z nowym trenerem… Ja jednak poczekałbym z tym do końca rundy, jakoś naiwnie wierzę w to, że ta sportowa złość w końcu eksploduje i zaczniemy punktować. Przecież potrafili zagrać naprawdę dobre spotkanie, po prostu zacięli sie w głowach i na boisku nie idzie…

  10. Avatar photo

    Hanys

    16 września 2018 at 15:04

    Niech nie miesza ze składem a będzie ok.

  11. Avatar photo

    MARCIN

    16 września 2018 at 21:07

    .. Powiem tak oglądając powtórki z Głogowa to nasi naprawdę mieli fajne sytuację i szans na strzelenie bramki a że umiejętnosci wykończenia brakuję to nie wina trenera, bo on nie gra ino kopacze..

  12. Avatar photo

    Dziadek

    16 września 2018 at 21:20

    Powinien zostać, przepracować zimę a na wiosnę mamy prawo oczekiwać efektów i ewentualnie krytykować. Jeśli ktoś wierzył, że będzie czary mary i pierwsza trójka to jest fantastą. Wielokrotnie na tym forum ludzie mówili o zmianach i grze młodymi. Są zmiany, są młodzi, więc dajmy czas. Trener to nie cudotwórca, na wynik ma wpływ dużo czynników. No i pamiętajmy, że Gieksa to spółka miejska (państwowa) w której nikt za nic nie odpowiada i nie ponosi konsekwencji, a dopóki tak jest to nadal wszystko będzie toczyło się utartymi ścieżkami. To Katowice, tutaj wszystko co powiązane z miastem jest na niejasnych zasadach. Nie widzę szans na powrót wielkiej Gieksy bez sponsora i prezesa niezależnego od miasta. Tutaj kasa znika bez efektów. Może za dużo płacom grajkom? Dlaczego nie znamy wysokości kontraktów skoro sponsorem jest samorząd? Myślę, że z naszym budżetem taki Rozwój byłby w czołówce 1 ligi i biłby się o ekstraklasę.

  13. Avatar photo

    Mecza

    17 września 2018 at 08:23

    Oprócz taktyki, przygotowania fizycznego liczy się również motywacja, odpowiednie podejście trenera do każdego piłkarza. Piłkarze przegrali 4 mecze z rzędu bo są zaszczuci przez niesprawiedliwego trenera. Nie wiedzą co grać, jak grać bo gościu się mota i wiecznie niezadowolony z nich jest nawet po wygranych (odstawienie od składu) Paszulewicz zgłupiał w Katowicach, rozdmuchał kadrę gdzie większość jest niezadowolona. W Grudziądzu miał wąsko i każdy był w rytmie meczowym. Tutaj maszyna losująca i na dzień dzisiejszy kadra rozdmuchana. Czy każda decyzja będzie zła? Jeśli jest wniosek, że z tym trenerem nie awansujemy bo za wysokie progi dla niego to trzeba natychmiast to uciąć, gorzej być nie może.

  14. Avatar photo

    pablo eskobar

    17 września 2018 at 15:53

    Teraz w tych trzech meczach najmniej powinien zdobyc 7 punktow plus dobra gra z Pogonia tylko to go ratuje innej opcij niewidze

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga