Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

[POMECZOWO] Czas decyzji, z których każda jest zła

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Nie zazdroszczę najbliższych decyzji prezesowi Marcinowi Janickiemu i dyrektorowi Tadeuszowi Bartnikowi. Na pewno jakąś będą musieli podjąć, bo brak działań to także będzie sygnał, że dajemy czas/wierzymy trenerowi Jackowi Paszulewiczowi.

Jeśli Klub zdecyduje się rozwiązać umowę z trenerem Paszulewiczem, to jestem ciekaw, jak będzie bronić tej decyzji. Żegnanie się ze szkoleniowcem po meczu w Głogowie, gdy po Chojnicach dostał szansę i czas na ułożenie drużyny podczas reprezentacyjnej przerwy, byłoby mało logiczne. Przecież pojawiły się wtedy wypowiedzi, w których przewijało się zaufanie w to, co mówi i zapowiada Paszulewicz. Jeśli jedno słabe spotkanie (choć należy zaznaczyć, że byliśmy lepsi od rywali, ale dalej mierni) spowoduje utratę wiary w projekt, w który wierzyło się niecałe dwa tygodnie temu, to jak ma być normalnie w Katowicach? Jaki inny sensowny szkoleniowiec zdecyduje się u nas na pracę, skoro zobaczy niestabilnych emocjonalnie włodarzy?

Jeśli Klub nie zwolni Paszulewicza, bo dalej wierzy w ten projekt, to będzie posunięciem w miarę logicznym, choć niekoniecznie najlepszym. Ale co w sytuacji, jeśli Klub nie zdecyduje się na rozwiązanie umowy z trenerem, choć w niego już nie wierzy, ale będzie wiedział, że taka decyzja spowoduje podkopanie wiary w działania szefostwa? A co w sytuacji, gdy brak zmiany spowodowany jest tym, że dyrektor Bartnik boi się przyznać do porażki? Jeśli postanawia dalej ciągnąć ten projekt, bo głupio mu teraz wycofywać się z wcześniejszych słów? Jeśli całym sobą wie, że to nie ma sensu, ale łudzi się, że może to jakoś zaskoczy?

Jeśli Klub zwolni Paszulewicza, ale nie będzie miał gotowego następcy, to zrobi dobrze czy może jednak źle? Bo czy ktoś wierzy, że już mamy kandydata na oku i jesteśmy z nim dogadani? Czy warto w tym momencie zaspokajać społeczne oczekiwania, czy może jednak lepiej przygotować się do tak strategicznej decyzji? A co jeśli nowy szkoleniowiec będzie uważał, że obecna kadra jest za słaba? Co jeśli przez kolejne dwa okienka transferowe będziemy wymieniać kolejnych zawodników? Czy zaakceptujemy kolejne wariatkowo?

A co z piłkarzami, którzy zarabiają w Katowicach niebotyczne pieniądze, na które na razie nie zasługują? Wszyscy zgadzamy się, że kadra jest mocna. To co przeszkadza im punktować i grać dobrze? Skład w Głogowie był praktycznie optymalny, taki jaki wystawiłaby większość z nas (może poza Śpiączką i Frańczakiem), więc co powoduje, że gra wygląda tak bardzo źle? Czy trenera obarczamy też tym, że jego podopieczni zachowują się na boisku tak, jakby pierwszy raz grali w piłkę? Teraz mają taryfę ulgową, bo złość (pewnie po części słuszna) skupia się na Paszulewiczu, ale czy aby na pewno oni są bez winy? Czy usuwając rzekomo niepasującego im trenera, nie stworzymy kolejny raz ośrodka władzy w szatni, a nie gabinetach?

A kto zweryfikuje dyrektora Bartnika? Prezes Janicki wybrał go na stanowisko i zadeklarował odcięcie się od kwestii sportowych, na których – jak sam mówi – się nie zna. Kto i w jaki sposób zweryfikuje więc pracę Bartnika i to, czy obecna sytuacja nie jest jego winą? Obecna struktura Klubu jest taka, że Janicki ma nad sobą właściciela (miasto, a dokładnie prezydenta Marcina Krupę), piłkarze trenera, trener dyrektora, a w domyśle dyrektor prezesa. Tylko jak prezes może weryfikować jego pracę, skoro sam mówi, że na piłce się nie zna.

A wreszcie co z nami – kibicami, którzy chodzą na mecze i co pół roku, rok, dają się nabierać na kolejne projekty? Co z nami, którzy na wstępie deklarujemy pełne poparcie dla coraz to innych trenerów, głosimy stałość uczuć i apelujemy o minimum 1,5-2 lata spokoju, a po kilku spotkaniach, maksymalnie jednej rundzie, chcemy zwalniać „nieudaczników”? Czy postępujemy logicznie? Czy naprawdę wciąż wierzymy w to, że każdy szkoleniowiec, jaki u nas pracuje, okazuje się słabeuszem? W innych okolicznościach bawiłyby mnie obecne deklaracje, które pojawiają się na forum, GieKSa.pl i mediach społecznościowych: „weźmy x i dajmy mu 2 lata czasu”. Ta, już to widzę…

Niemniej nie wierzę w to, że trener Paszulewicz dotrwa na trenerskiej ławce do końca roku. Zbyt duże jest oczekiwanie wszystkich wokół, by doszło do zmiany i nie sądzę, by ktoś był się w stanie oprzeć tej presji. Osobiście dałbym szkoleniowcowi czas do końca roku, ale coraz mniej jestem przekonany, że to byłaby słuszna decyzja. Po prostu z wielu złych wybrałbym akurat taką. Ale to, co ja bym zrobił, nie ma żadnego znaczenia.

14 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

14 komentarzy

  1. Avatar photo

    Yoka

    15 września 2018 at 14:43

    Trener GieKSy jest przygotowany do pełnienia tej funkcji, teorię piłki ma w jednym palcu , ale w praktyce to jakoś się ne sprawdza. Kadra została poszerzona i odbudowana, mimo to nie grają skutecznie, szorujemy po dnie tabeli, dawno tak źle nie było i jak to odwrócić

  2. Avatar photo

    Solski

    15 września 2018 at 15:19

    Co można sądzić o trenerze, który dostał piłkarzy jakich chciał i pod każdym transferem się podpisał,a nie mający z nimi wyników? Krótko i na temat. Ten Pan Trener ma słaby warsztat. Jego taktyka jest słaba, dobór i co najważniejsze brak stabilizacji w składzie, ciągłe mieszanie zawodnikami? Było dobrze? Było, poza Podbeskidziem zagrali fajny mecz i z Tychami i z Wigrami. Porażka z Rakowem ujmy im nie przyniosła, ale trener postanowił coś zepsuć, bo jak było dobrze to chciał coś jeszcze udoskonalić, a teraz się miota. Czy piłkarze grają przeciwko niemu? Nie sądzę, bo to dzięki niemu tutaj sa i trafili do klubu poukładanego, który płaci regularnie, a z tym w polskiej piłce bywa różnie. Moim skromnym zdaniem (innym niż w dniu wczorajszym) proponuję zostawić „trenera” do końca rundy jesiennej, nie wliczając w to oczywiście spotkań rozegranych awansem i wtedy podjąć decyzję. Sam wczoraj byłem za jego natychmiatowym zwolnieniem, ale kto w zamian?

  3. Avatar photo

    Michał1980

    15 września 2018 at 20:33

    Jak tak będziemy gdybac żeby dać mu szansę to staniemy się posmiewiskiem gorszym niż jesteśmy obecnie. Więc trzeba pierdyknac w stół zwolnić go i jakiegoś innego trenera od ręki. Który niech od razu bierze się do pracy. Między czasie meczami kilka sparingów żeby chycili wiedzę nowych taktyk trenera. Paszkiewicz tak spiepszyl że mając aż 2 tygodnie pewnych wolnych nie zrobil żadnego sparingu. Z czym tu do ludzi.

  4. Avatar photo

    Michał1980

    15 września 2018 at 20:34

    Wziąłbym Bartosza on się dobrze radził w 1 lidze i awansował do ekstraklasy

  5. Avatar photo

    Rafał

    16 września 2018 at 09:22

    Trenera kopnąć w d..pe już dawno trzeba było, z trenerką to on nic wspólnego niema i jedynie co umie to dobrze wyglądać w tych swoich garniturkach i myśli że jest fajny Laluś jeden. Wypad i jeszcze niech oda kasę za transfery które okazały się niewypałem i zwodnicy ściągnięci okazali się jeszcze gorsi od zawodników których miał GKS. Już dawno powinny głowy polecieć!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Tylko układy prezesa, dyrektora sportowego i trenera, te 3 osoby powinny wylecieć i to jak najszybciej bo niszczą ten klub i tyle.

  6. Avatar photo

    wierny

    16 września 2018 at 10:19

    Zwolnic i tyle po co ta rozkmina.

  7. Avatar photo

    PanGoroli

    16 września 2018 at 12:36

    Ale tu są szybcy do zwalniania. Prezesów. kierownikow, trenerów. Dobrze, że to nie Wy decydujecie. Bo ywolni, to moment, tylko, że co potem? Skąd wiadomo, że przyjdzie ktoś lepszy? Akurat Bartnik to zawalił raczej z Paszulewiczem, chociaż ta decyzja nie była do końca bez sensu. Za to zrobił świetną robotę z nowymi. Dobra, zwolni c Bartnika, a co jeśli w jego miejsce będzie kolejny złomiarz, jak motała, i będzie nam tu zaś piłkarski złom ściągać? Z Paszulewiczem jest prosta sprawa – nawet licząc czas od lipca, to jego chłopaki powinny już coś grać, powinien być postęp, a tego nie widać. Nie znam się na trenerce, i może on jest świetnym trenerem, tylko, że teraz odwala czarną robotę, i wyniki przyjdą potem. Za rok, dwa. Gdy będziemy grać derby ze smrodami w 4 lidze… Może. Ale sądzę że niejeden trener nawet na tym etapie, co jesteśmy poradzi sobie lepiej. Jeśliu motoryka to konik paszula, to może niech zostanie tu trenerem od pompek i przysiadów, jeśli mu to wychodzi, a weźmy jeszcze kogoś, kto się zna na grze? A jak Paszulewicz poduczy się, nabierze doświadczenia, to czemu nie? Tak za 10, 15 lat?

  8. Avatar photo

    KaTe

    16 września 2018 at 12:50

    „Dobra zmiana” się nie sprawdza…
    Trochę kijowo, że ta drużyna to autorski projekt Paszulewicza, a nie Gieksy. Jak jego zabraknie, to co dalej z tą ekipą? Chyba raczej to trener powinien dostosowywać się do klubu, a nie odwrotnie.
    Siłą rzeczy nie widziałem ostatnich szpili, ale sądząc z opisów nie było w nich obiecywanej walki i zasuwania do upadłego – co obiecywał trener (tzw. Kat?).
    Skoro nie ma jakości, to może zobaczylibyśmy chociaż maksymalne zaangażowanie. Czy ktoś go o to spyta?

  9. Avatar photo

    potf

    16 września 2018 at 13:51

    Atmosfera wokół zespołu jest zła, punktów i dobrej gry nie ma. Niby wszystko sprzyja temu by zwolnić Paszulewicza i zacząć budować z nowym trenerem… Ja jednak poczekałbym z tym do końca rundy, jakoś naiwnie wierzę w to, że ta sportowa złość w końcu eksploduje i zaczniemy punktować. Przecież potrafili zagrać naprawdę dobre spotkanie, po prostu zacięli sie w głowach i na boisku nie idzie…

  10. Avatar photo

    Hanys

    16 września 2018 at 15:04

    Niech nie miesza ze składem a będzie ok.

  11. Avatar photo

    MARCIN

    16 września 2018 at 21:07

    .. Powiem tak oglądając powtórki z Głogowa to nasi naprawdę mieli fajne sytuację i szans na strzelenie bramki a że umiejętnosci wykończenia brakuję to nie wina trenera, bo on nie gra ino kopacze..

  12. Avatar photo

    Dziadek

    16 września 2018 at 21:20

    Powinien zostać, przepracować zimę a na wiosnę mamy prawo oczekiwać efektów i ewentualnie krytykować. Jeśli ktoś wierzył, że będzie czary mary i pierwsza trójka to jest fantastą. Wielokrotnie na tym forum ludzie mówili o zmianach i grze młodymi. Są zmiany, są młodzi, więc dajmy czas. Trener to nie cudotwórca, na wynik ma wpływ dużo czynników. No i pamiętajmy, że Gieksa to spółka miejska (państwowa) w której nikt za nic nie odpowiada i nie ponosi konsekwencji, a dopóki tak jest to nadal wszystko będzie toczyło się utartymi ścieżkami. To Katowice, tutaj wszystko co powiązane z miastem jest na niejasnych zasadach. Nie widzę szans na powrót wielkiej Gieksy bez sponsora i prezesa niezależnego od miasta. Tutaj kasa znika bez efektów. Może za dużo płacom grajkom? Dlaczego nie znamy wysokości kontraktów skoro sponsorem jest samorząd? Myślę, że z naszym budżetem taki Rozwój byłby w czołówce 1 ligi i biłby się o ekstraklasę.

  13. Avatar photo

    Mecza

    17 września 2018 at 08:23

    Oprócz taktyki, przygotowania fizycznego liczy się również motywacja, odpowiednie podejście trenera do każdego piłkarza. Piłkarze przegrali 4 mecze z rzędu bo są zaszczuci przez niesprawiedliwego trenera. Nie wiedzą co grać, jak grać bo gościu się mota i wiecznie niezadowolony z nich jest nawet po wygranych (odstawienie od składu) Paszulewicz zgłupiał w Katowicach, rozdmuchał kadrę gdzie większość jest niezadowolona. W Grudziądzu miał wąsko i każdy był w rytmie meczowym. Tutaj maszyna losująca i na dzień dzisiejszy kadra rozdmuchana. Czy każda decyzja będzie zła? Jeśli jest wniosek, że z tym trenerem nie awansujemy bo za wysokie progi dla niego to trzeba natychmiast to uciąć, gorzej być nie może.

  14. Avatar photo

    pablo eskobar

    17 września 2018 at 15:53

    Teraz w tych trzech meczach najmniej powinien zdobyc 7 punktow plus dobra gra z Pogonia tylko to go ratuje innej opcij niewidze

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Rafał Strączek: To duża sprawa

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok miała miejsce konferencja, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz bramkarz Rafał Strączek.

Michał Kajzerek: Witam wszystkich bardzo serdecznie na konferencji przed meczem 33. kolejki z Jagiellonią Białystok. Wszystkie bilety sprzedane, dlatego apelujemy o przekazanie/odsprzedanie biletów przez kibiców nie mogących przyjść na mecz, aby jak najwięcej pojawiło się nas na arenie.

Czego trener się spodziewa pod kątem tego meczu? O wielką rzecz walczą także piłkarki.
Rafał Górak:
Kobiety mają pierwszeństwo, więc zacznijmy od nich. Trzymamy kciuki, liczymy na następne trofea i medale w gablocie. Piękna sprawa, fajnie, że udało się to przenieść bliżej. Trzymamy kciuki bardzo mocno. My mamy swoje sprawy do załatwienia, musimy się koncentrować na spotkaniu z Jagiellonią – godzinę przed finałem mamy trening. My z racji tego, gdzie jesteśmy w tabeli, po prostu musimy być jak najlepiej przygotowani do rywala trudnego, wymagającego. Mieliśmy okazję się już spotkać w tym roku, graliśmy bardzo dobrze momentami. Jeśli zagramy tak przez cały mecz, zawiesimy poprzeczkę bardzo wysoko.

Zostałeś nominowany do nagrody dla najlepszego bramkarza sezonu.
Rafał Strączek:
To duża sprawa, jest to dla mnie ogromne wydarzenie. Cieszę się, że ta praca została doceniona.

Wczoraj Jagiellonia grała w rytmie niejako europejskich pucharów.
Rafał Górak:
Drużyna grająca w środę nie czuje żadnego zmęczenia, jest wystarczająco czasu do niedzieli na regenerację. Dla Jagiellonii wypadł bardzo ważny zawodnik, doświadczony. Trener Siemieniec ma w kim jednak wybierać.

Raków nie wykorzystał sytuacji, ale stłamsił Jagiellonię.
Było widać duży napór Rakowa, brakowało bramki. To też świadczy o jakimś braku. Jagiellonia wygrała zasłużenie, nie ma co dyskutować.

Mówicie o szansie na awans do pucharów?
Rafał Strączek:
Mamy świadomość tego, że zostały dwa mecze i jakie miejsce zajmujemy. Ta liga jest mega szalona, różnice między miejscami są bardzo małe. Patrzymy w górę i robimy wszystko, by zająć jak najwyższe miejsce.

Była obawa po powrocie?
Trzy mecze, bark mi doskwierał. W miarę szybko to wyleczyłem i dałem znać trenerowi, że dobrze się czuję.

Spodziewaliście się, że tak blisko będzie do podium?
Nikt o takich rzeczach nawet w Katowicach nie myślał. Tym bardziej się cieszymy z takiej okazji, spinamy się wszyscy w szatni, motywujemy. Musimy poświęcić całych siebie, by osiągnąć jak najlepszy wynik.

W Gliwicach nie grał Klemenz.
Rafał Górak:
Lukas dzisiaj zaczyna proces treningowy, będziemy się zastanawiać, czy wróci w niedzielę. Pozostali zawodnicy, poza Paluszkiem i Trepką, są do mojej dyspozycji.

Jak oglądasz takie mecze z nadchodzącym rywalem?
Rafał Strączek:
Podchodzę trochę zawodowo, trochę jednak na spokojnie. Staram się patrzeć na zachowania zawodników, poruszanie systemowe. Fajnie, że grali wczoraj, można się przypatrzeć i wyciągnąć więcej wniosków.

Jest presja na zwycięstwo?
Rafał Górak:
To nie presja, że chcemy wygrać. Chcemy podjąć rywalizację sportową. Od kilkunastu dni nie ma biletów, to daje do myślenia. Wczoraj z zawodnikami i zawodniczkami mieliśmy wielką imprezę, radosne dzieci, kobiety i mężczyźni. To jest wyzwanie, żeby tym ludziom zrobić fajny dzień. Po tym ile otrzymaliśmy od nich miłych słów… Zawodnicy byli pod wrażeniem. Ludzie kupują koszulki z ich nazwiskami, potem jeszcze chcą ich autograf. Dawno tego nie było, to niesamowite.

Odczuwacie mentalne zmęczenie na finiszu sezonu?
Nie będziemy się porównywać ze słowami piłkarzy Jagiellonii, oni mają swoje problemy. My w ogóle nie jesteśmy zmęczeni, na pewno każdy w jakiś sposób o wakacjach marzy. Zawodnicy się realizują, doskonale zdają sobie sprawę, że teraz czas świetnej, ciężkiej roboty.

Motywować drużyny nie trzeba, a trzeba im mówić, by cieszyli się grą?
Jest pula do zdobycia. Sześć punktów załatwi nam wszystko – będziemy grać w europejskich pucharach, taka jest prawda. Nie ma co kalkulować, przemotywowywać. Oni wypracowali to miejsce, wielu z nich nigdy tam nie grało. Dzisiaj mogą w nich zagrać, nie ma mowy o wakacjach, o zmęczeniu. Nie wolno się też presować, trzeba się radować. Musimy wykonywać nasze zadania taktyczne, pokazać momenty i błyski – wtedy będzie mnóstwo zabawy.

Jest pomysł na wymóg Polaków w kadrze, jak pan na to patrzy?
Wszystko, co związane z limitami, zaczyna mi się to robić niezgodne z tym, jak lubię żyć. To jakbym kazał dzieciom uczyć się polskiego, mówić po angielsku, a przy śniadaniu po francusku. To w klubie powinniśmy brać odpowiedzialność za to, jak one wyglądają. Ja swoją ideę mam i wiem, od jakich piłkarzy zyskujemy najwięcej. Wiem, co dają nasi piłkarze, chcę, by szatnia mówiła w języku polskim. Ja sam się uczę języka angielskiego, mam deficyty, ale jesteśmy u siebie.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga