Felietony
Post scriptum do Zawiszy
Podsumowujemy „okołomeczowo” pojedynek pucharowy GKS Katowice – Zawisza Bydgoszcz. Mało czasu nam zostało do kolejnego spotkania – w niedzielę gramy w lidze z Olimpią Grudziądz.
1. Spotkanie z Zawiszą miało być piłkarskim świętem na Bukowej. Mimo wszystko jednak do tego miana było daleko patrząc na środowy wieczór. Nawet w tym sezonie były mecze, w których w powietrzu unosiło się coś bardziej ekscytującego niż w środę. To subiektywne wrażenie oczywiście.
2. Być może wpływ na taki odbiór miała pogoda, zimno, deszczowo. Choć piłkarze podobno lubią takie warunki, to jednak kibice woleliby… więcej ciepła.
3. Mecz był transmitowany w jakości HD w TVN Turbo. W związku z tym telewizja rozstawiła niespodziewanie taki maszt dla kamer na Trybunie Głównej. Trzeba przyznać, że w obliczu budowy loży prasowej i całej konstrukcji – „wciśnięcie” tego masztu było majstersztykiem. I na pewno zapewniło telewidzom lepszą widoczność.
4. Kibice zaprezentowali efektowną oprawę z naszymi graczami wznoszącymi Puchar Polski. Pomysł kapitalny, wykonanie (ze sreberkami na całym Blaszoku) również. Niestety to by było na tyle, jeśli chodzi o rozgrywki pucharowe. Następna okazja do takich emocji – za rok.
5. Kibice Zawiszy natomiast potraktowali ten mecz ulgowo. Przyjechało ich kilkadziesiąt i nie zachwycili. Śpiewali rzadko, mało i cicho. W poprzednich sezonach prezentowali się lepiej.
6. Na boisku działo się wiele ciekawego. Było też dużo twardej walki, w wyniku której boisko musieli opuścić Goulon i Pitry, czołowi zawodnicy swoich drużyn.
7. W Zawiszy jednak, jak w mało którym innym zespole, jest wielu zawodników, którzy bardzo dobrze znają smak bramek strzelanych GieKSie. Kuklis (2 gole), Petasz (3), Ziajka (2), Wójcicki (2), Masłowski (1). Co ciekawe żaden z tych piłkarzy nie strzelił w żadnym meczu dubletu, czyli uzyskiwali trafienia w więcej niż w jednym spotkaniu – i tylko Masłowski i Wójcicki w barwach Zawiszy – inni w barwach Arki, Pogoni czy Podbeskidzia.
8. Zwłaszcza w przeszłości dał się nam we znaki Piotr Petasz. Atomowe uderzenia z wolnych i jedno z rzutu karnego kazały na niego uważać. Niestety, podobnie jak niegdyś w meczu z Pogonią (2:2), tak i tym razem huknął z wolnego przy Bukowej. Wtedy w okienko bramki Jacka Gorczycy, teraz tuż nad ziemią do świątyni Łukasza Budziłka.
9. Zawisza przyjechał w 15-osobowym składzie, ale nie był to skład słaby. Gwiazdą zespołu jest Bruno Vasconcelos, który w sobotę z powodu kartek nie zagra z Wisłą, więc mógł dać z siebie wszystko przy Bukowej. Momentami zachwycał techniką, ale tak naprawdę wielkiego meczu nie rozegrał.
10. Gwiazdą na ławce jest natomiast Ryszard Tarasiewicz. Człowiek o dwóch obliczach, niezmiernie sympatyczny, gdy jest spokojny, gdy się unerwi – lepiej uciekać. I w środę dał pokaz szału podczas meczu. Ale jesteśmy do tego przyzwyczajeni.
11. Tak jak dwa lata temu, zawodnicy Zawiszy osiągnęli mistrzostwo w spowalnianiu gry pod koniec meczu. Kilka upadków i kontuzji, powolne schodzenie z murawy. No dobrze, dwa lata temu było jednak gorzej, kiedy prym wiódł „kontuzjowany” Andrzej Witan i Adrian Błąd, który drobniutkimi kroczkami opuszczał murawę.
12. Sędzia też dał popis na koniec. Doliczył trzy minuty i w ich trakcie Vasconcelos odniósł uraz, potrzebna była interwencja medyczna i zniesienie (sprowadzenie) Portugalczyka poza boisko. Cała operacja trwałą z minutę. A arbiter 11 sekund po 93. minucie zakończył zawody. Zmorą sędziów na całym świecie jest niedoliczanie przerz z doliczonego już czasu.
13. Zawisza zagra z Legią lub Górnikiem. To spotkanie jednak jest planowane na 18 grudnia, a więc bydgoszczanie na rywala muszą czekać jeszcze 2 miesiące.
14. I znów wyszło 13 punktów w PS-ie, ale oby tym razem było szczęśliwe, a nie pechowe…
Piłka nożna
Potencjalni rywale w Lidze Konferencji
Dziś o 14:00 w szwajcarskim Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji. Własnie poznaliśmy sześciu potencjalnych rywali GKS Katowice.
GieKSa została przydzielona do grupy 5, w której jest rozstawiona. Na tym etapie wylosować możemy jeden z poniższych klubów: FK Panevėžys (Litwa), przegranego z pary pierwszej rundy kwalifikacyjnej Ligi Europy HNK Hajduk Split (Chorwacja) – MŠK Žilina (Słowacja), ŁNZ Cherkasy (Ukraina), Zimbru Kiszyniów (Mołdawia) lub Auda Ķekava (Łotwa).
ŁNZ Czeraksy swoje mecze ma rozgrywać na stadionie Wisły Płock.
Mecze drugiej rundy kwalifikacyjnej zostaną rozegrane w czwartki – 23 i 30 lipca.
Piłka nożna
Hajduk lub Żilina rywalem GieKSy
GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji trafił na przegranego z pary I rundy eliminacji Ligi Europy – Hajduk Split/MSK Żilina.
Mecze tej rundy odbędą się 23 i 30 lipca.
Pierwsze spotkanie GieKSa rozegra na wyjeździe.
W zakończonym sezonie Hajduk zajął drugie miejsce w lidze chorwackiej z dorobkiem 68 punktów w 36 meczach, na który złożyło się 20 zwycięstw, 8 remisów i 8 porażek (bramki: 61-36)
MSK Żilina natomiast zajęła w lidze słowackiej miejsce czwarte, zdobywając 52 punkty w 32 meczach – 15 zwycięstw, 7 remisów i 10 porażek (bramki: 59-41). Zespół zdobył również Puchar Słowacji w finale pokonując Koszyce 3:1.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!


Najnowsze komentarze