Piłka nożna Wywiady
Proksa: Nie jestem tu by mnie lubiano [WYWIAD]
Przed meczem z Bytovią mieliśmy okazję chwilę porozmawiać z dyrektorem sportowym GieKSy- Grzegorzem Proksą. Zachęcamy was do zapoznania się z tym co miał do powiedzenia dyrektor. Zachęcamy was również do przekazania tego wywiadu wszystkim tym, którzy są związani kibicowsko z naszym klubem. Wierzymy, że działania, które chce wprowadzić dyrektor przyniosą odpowiedni rezultat w postaci zbudowania zespołu na miarę ekstraklasy.
GieKSa.pl: Mimo słabych wyników piłkarskich wciąż nie ma decyzji co do przyszłości trenera Skowronka w klubie. Kiedy możemy spodziewać się informacji, czy trener zostaje na kolejny sezon, lub też czy odchodzi z klubu?
Proksa: Myślę, że jeszcze musimy trochę poczekać z taką decyzją. Mamy jeszcze 9 kolejek do końca. Będziemy wyciągać odpowiednie wnioski, ale wiadomo, że trenera weryfikuje wynik sportowy.
Pytamy o kontrakt trenera gdyż zbliża się koniec sezonu, a wraz z nim potężna przebudowa pierwszego zespołu. Pytanie, kto będzie ją firmować. Czy nie będzie tutaj konfliktu interesów, jeśli chodzi o dobór zawodników, rozmowy z tymi, którzy mają przyjść do GieKSy?
Zdajemy sobie sprawę z tego, jakie pozycje są zagrożone, na niektórych na pewno jest potrzebna zmiana. My to wiemy i wiedzą to wszyscy związani z klubem. Ci, którym kończą się kontrakty muszą powalczyć, żeby zostać.
Trener Skowronek jest obecnie w komitecie transferowym. Czy nie byłoby lepiej aby przed pierwszymi rozmowami z piłkarzami najpierw zadecydować czy trener zostanie na stanowisku?
Na dzień dzisiejszy trener jest w klubie, nie chciałbym go drażnić by on rozmyślał o tym, czy będzie tutaj pracować w następnym sezonie. Chciałbym by skupił się na najbliższym meczu. Nie chcę burzyć harmonii. Trener wie, że będzie rozliczany z wyniku i to musi go obronić.
Czyli na ten moment tym wynikiem się nie broni?
Odpowiedział Pan sam na to pytanie, wiemy to wszyscy. Wszyscy widzimy te mecze, które graliśmy, tym bardziej ja. Dzisiaj chodzę zdenerwowany a grając z takim rywalem nie powinienem być zdenerwowany, powinienem być spokojny i liczyć ile bramek dziś strzelimy by wygrać ten mecz. Tego niestety nie wiemy. Do tego liga jest zwariowana. Patrzę na telefon i widzę wyniki Termaliki z Widzewem. To są jaja. Termalica ma super jesień, potem odpuszcza i spada w tabeli. Trudno wyrokować, co będzie z zawodnikami. To oni muszą się obronić. Ilu z nich się obroni to już zależy od nich.
Dużo też chyba zależy od tego ile zawodników będzie chciało przyjść do GieKSy?
Zwróćmy uwagę na jedną rzecz. Miasto jest właścicielem, ono daje nam gwarancje i wymarzoną sytuację. Ile mamy klubów w I lidze, które mają podobne perspektywy? Zagłębie na pewno, Nieciecza i Bytovia finansowo. Inny aspekt to kibice, stadion, otoczenie. Podejrzewam, że sportowiec wybierający swoją drogę kariery będzie chciał grać w dobrym klubie, w centrum aglomeracji gdzie będzie oglądany przez innych, w klubie, który ma kibiców. Stadion na ten moment w I lidze w porównaniu do innych zespołów jest dobry. Mamy perspektywę nowego obiektu, oczywiście kibice liczą na 18-20 tysięcy, podczas gdy miasto chce 12, ale jestem optymistą. Jestem dobrej myśli, bo miastu też przecież zależy na dobrym wizerunku klubu. Ja jestem tutaj od tego by zbudować zespół od strony sportowej. Chciałbym wprowadzić twardy, solidny mechanizm, którego będziemy się trzymać. Nie patrzę w perspektywie meczu z Bytovią czy też Zagłębiem. Chciałbym by wyniki pracy i tego systemu były widoczne w przeciągu maxymalnie 2 lat. Jesteśmy ogromnym potencjałem, pytanie jak on był wykorzystywany w przeszłości. Niech Pan prześledzi, jakich transferów dokonywaliśmy w ostatnich latach.
Prześledziłem dokładnie. Skrzypczak, Budziłek, Sadzawicki trafili do ekstraklasy w ostatnim czasie. Reszta gra w niższych ligach z tych, którzy przyszli i zdążyli odejść.
Czyli zrobił Pan pierwszy etap analizy. Gdzie jest myślenie o zawodnikach, kiedy sprowadzano 27-30 letnich zawodników, którzy kompletnie się nie sprawdzali. Dobierając zawodnika można określić jego motorykę, zaangażowanie, jak się prowadzi zawodnik, czy ma ułożoną rodzinę. Na tej płaszczyźnie trzeba też pracować. Przykład z dziś- Januszkiewicz, młody zawodnik, ogromy potencjał. Trzeba z nim pracować.
Pytanie teraz gdzie znaleźć takie osoby, które ukształtują tego zawodnika, słyszeliśmy opinie, że Januszkiewicz ma potencjał, ale np. taktycznie odstaje.
W takich zawodnikach jak on można coś zmienić, można go ukształtować. Jeśli mówimy o kolejnych transferach i zawodnikach, to może czas skończyć z zawodnikami, którzy będą na papierze świetni techniczni. Potrzebujemy chamów i buców, którzy rykną w szatni. Na ten moment takiego zawodnika nie ma w kadrze.
W redakcji zauważyliśmy ten problem. Wspominaliśmy o tym, że z postawy na boisku, z pozycji, na jakiej gra to Sławomir Duda może przyjąć taką rolę, ale do tego długa droga by jego tak ukształtować.
W klubie zawsze byli walczący zawodnicy. Jak szli pić to szli całą drużyną, ale grali jak drużyna, walczyli i oddawali serce. W obecnej kadrze jest tylko kilku takich piłkarzy. Trzeba zmienić tą mentalność. Dzisiaj jest znakomity mecz na to by przeprosić kibiców. Poprosiłem o spotkanie i rozmowę z Juniorem, poprosiłem by kibice pokazali piłkarzom, co stracą w przypadku, gdy się pożegnają z klubem. Rozumiem zdenerwowanie kibiców. W tamtym roku to ja myślałem, że sam wyrwę krzesełko widząc grę piłkarzy na boisku. Powiedziałem piłkarzom przed meczem z Bytovią: „Macie 90 minut by udowodnić swoją przynależność do klubu, ale dla mnie, macie jedynie 45 minut na to” . Spojrzeli na mnie zdziwieni, więc powiedziałem, dalej, że “jeżeli przez te 45 minut nie będziecie zapierdalać to ja będę pierwszy w przerwie, który będzie w szatni”. Z całym szacunkiem ja nie przyszedłem tutaj by być lubianym, mam to gdzieś, ja niejestem z piłkarzami kolegami. Ja dostałem kredyt zaufania od kibiców. Skoro byłem postrzegany przez wszystkie lata, jako osoba, która zapierdala, nie mogę teraz tego zmienić. Przyjeżdżam na zgrupowanie do Wałbrzycha, koniec drugiego tygodnia a tam wszyscy „świeżo od fryzjera”. Gdy ja kończyłem dwa tygodnie zgrupowania to nie miałem siły się ogolić. Piłkarzom trzeba zmienić mentalność, to się zmieni w czasie również poprzez indywidualne rozmowy. Nie przechwalając się mógłbym piłkarzom opowiedzieć kilka ciekawostek z mojej kariery sportowej. Ja osiągnąłem więcej niż miałem możliwości, ale nie, dlatego, że miałem talent. W Jaworznie 20 innych osób było lepszych ode mnie, ale to ja codziennie rano wstawałem o 5 i biegałem, bo wiedziałem, że tak robią najwięksi bokserzy na świecie. Przychodziłem z treningu, tłukłem się do szkoły, potem jechałem na trening, wracałem do domu z jęzorem wywieszonym. To było warte. W klubie niektórzy przyzwyczaili się do tego, że mają ciepłe etaty i nic więcej ich nie interesuje. Dziś ( w dniu meczu z Bytovią) też boję się, że to pójdzie w drugą stronę i będą przemotywowani,bo to również jest niebezpieczne. Zejdę do szatni by ich rozluźnić trochę, ale równocześnie przypomnę srodze, że dzisiaj jest mecz i od nich tylko zależy, jaki będzie wynik. Był cały tydzień na to by się do tego przygotować.
Felietony Piłka nożna
21 sekund mistrzowskich akcji
Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.
No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.
Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.
Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.
Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.
I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.
Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.
Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.
To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.
Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.
Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.
Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.
W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.
Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.
W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.
No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…
Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.
Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.
Piłka nożna
Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę
Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.
Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.
Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.
Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.
Piłka nożna
Rafał Strączek 2029!
Rafał Strączek podpisał nowy kontrakt z klubem, a ogłoszenie tego miało miejsce przed piątkowym spotkaniem z Motorem Lublin. Tym samym ucięto medialne spekulacje o przeprowadzce do Poznania.
Nowa umowa będzie obowiązywać do czerwca 2029 roku. Bramkarz, po wejściu do pierwszej jedenastki, świetnie się spisuje i ma wielki udział w wynikach GKS Katowice. W tym sezonie w 23 spotkaniach 8 razy zachował czyste konto.
Piłkarzowi życzymy zdrowia, dalszych dobrych występów i sukcesów z naszym klubem.


Anty GRZYB
13 kwietnia 2015 at 15:09
Panie dyrektorze albo Grzegorz juz wielu przed Toba tak mowilo i efakt znamy . Masz na pewno u kibicow jako jeden z nas wielki kredyt zaufania. trzymam kciuki i LEJ ICH NIECH CI CO NIE CZUJA GIEKSY W SERCU WYPIERDALAJA PRZECIETNIACTWA NIE TOLERUJEMY NA BUKOWEJ
tyta
13 kwietnia 2015 at 16:19
… no to się przygotowali i pokazali
kibic
13 kwietnia 2015 at 17:24
Cóż motywacja słowna nie pomogła, kara finansowa nie pomogła. Bytovia okazała się za trudnym rywalem dla tych grajków. Czas wymienić ich wszystkich. Oni się nie nadają. Tylko by spacerowali z panienkami po sklepach w Silesii, knajpach i mają wywalone, bo kasa leci i tak.
Irishman
14 kwietnia 2015 at 09:58
Ma rację dyrektor. W naszym klubie zawsze byli ludzie z charakterem i to jeszcze w czasach, których on nie może pamiętać, bo… nie było go jeszcze na świecie albo był bardzo mały. Pamięta ktoś Wiktora Morcinka? Może aż tak wielkiego talentu nie miał, ale jak schodził z boiska to był czerwony jak burak, bo dawał całe serducho nas placu. Pamięta ktoś Franka Sputa, który z kontuzją, stanął na jednej nodze i dalej bronił dopóki sędzia nie przerwał gry? Pamięta ktoś jak Darek Grzesik z kontuzją, utykając biegał po boisku pod poolem karnym rywali, bo już nie można go było zmienić? Mając takich zawodników ten klub (tak jak p. Grzegorz) zrobił więcej niż mógł, wyszedł z cienia i stal się wielki. Dziś mam wrażenie, że od ponad roku jest odwrotnie i zawodnicy robią mniej niż by potrafili, a przez to ciągną klub w dół. Ale dziś nie ma wśród nich takich piłkarzy „z jajami”… choć niedawno był – Adrian Napierała, który z wylatującym ciągle barkiem pokazywał dawał od siebie pięć razy więcej niż inni, zdrowi!