Dołącz do nas

Piłka nożna

Rafał Górak: Pewność siebie musi dawać jakość, a nie być elementem nonszalancji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po meczu z GKS-em Tychy odbyła się tradycyjna, choć wyjątkowo długa, konferencja prasowa. Trener Rafał Górak nie krył zadowolenia z postawy swojego zespołu, natomiast trener Dariusz Banasik wyraził swoje duże zastrzeżenia pod adresem zespołu sędziowskiego.

Rafał Górak:

Kapitalnie gra się takie mecze, przy takiej frekwencji, na takim stadionie, takiej rangi. Byliśmy na prowadzeniu i wyglądało, że możemy przejść przez ten mecz w taki kontrolowany sposób, ale trudno mi zrozumieć, w jaki sposób mogliuśmy stracić dwie bramki. Widziałem dużo pewności siebie w pierwszej połowie. Ta pewność siebie na pewno jest plusem, ale niekiedy bywa troszkę zgubna. W przerwie jeśli chodzi o przyczynę trafiliśmy w punkt i drużyna kapitalnie zareagowała i nie ulega wątpliwości, że dzisiejszy mecz wygrała drużyna moim zdaniem lepsza. Gratuluję zespołowy bardzo dobrych zawodów, bo teren jest tutaj ciężki, dziś przyszło dużo kibiców i był bardzo żywiołowy doping.

Pytania do trenera Góraka:

Co było kluczowym elementem pozwalającym zdominować rywala w drugiej połowie? W drugiej części pierwszej połowy był z tym problem, a w drugiej połowie wyglądało to już bardzo dobrze.

Górak: Pewność siebie musi dawać jakość, a nie może być elementem nonszalancji. Moi zawodnicy, którzy bardzo ciężko pracują na to, by gra wyglądała tak jak w drugiej połowie muszą charakteryzować się bardzo dużą jakością, każde podanie i każde przyjęcie jest naprawdę bardzo cenne i wydaje mi się, że właśnie ten element zadecydował w drugiej połowie, byliśmy dokładniejsi, byliśmy szybsi i to spowodowało, że zdominowaliśmy przeciwnika.

Czy już wstępnie wiadomo, co z Marcem?

Górak: Staw skokowy jest podkręcony, natomiast wydaje mi się, że nie jest to uraz, który wyeliminuje go na jakiś dłuższy okres czasu, mam nadzieję, że Mati szybko się wyliże.

Jak pan skomentuje występ Jakuba Araka, który w pierwszej fazie sezonu był nawet obiektem wielu docinków, a ostatnio strzela bramkę w trzecim kolejnym meczu?

Górak: Myślę, że kibicowanie swojemu zespołowi powinno polegać na tym, że każdemu zawodnikowi w kadrze trzeba kibiciwać cały sezon, trzymać kciuki i dopingować. Ci, którzy drwili i w jakiś sposób też obrażali, mam nadzieję, że przyjmą to na klatę i swoim dopingiem i postawą na trybunach przeproszą, ale tu nie chodzi o indywidualne sprawy, tylko trzeba zapomnieć. Kuba kapitalnie zareagował na wszystko.

Do tej pory przekleństwem GKS-u, takim jego alibi, była tak zwana presja. Mam wrażenie, że w tym sezonie umiejętność udźwignięcia tej presji jest kluczem do wielu sukcesów. Czy jest pan w stanie wytłumaczyć taką metamorfozę psychologiczną zespołu?

Górak: Być może proces i ta pięcioletnia praca, która moim zdaniem jest bardzo uporządkowana – ja wiedziałem, że w GieKSie wiele rzeczy, które po prostu są mitem, zostaną przełamane. Zespół wielokrotnie sobie poradził w trudnych momentach, uważam, że powinno być to w jakiś sposób docenione. Natomiast my wszyscy czekamy na kolejne mecze, bo bardzo się radujemy z każdej bramki, z każdego wyjścia z opresji, natomiast jeszcze dzisiaj nic żeśmy nie zrobili.

Będzie pan jakoś uważniej śledził mecz Górnika Łęczna? Jeśli nie wygra, macie na pewno baraże.

Górak: Mam 51 lat, potrzebuję trochę resetu – na pewno pies, spacer, relaks z rodziną. Na wynik zerknę.

Zwykle trener dość chłodno przyjmował bramki swojego zespołu, natomiast dziś ta radość wyszła na powierzchnię. Czy to znaczyło, że drużyna grała dokładnie to, co pan zakładał, stąd ten gol i pana radość, czy nie umiał pan zapanować nad tym i to tak wyszło?

Górak: Rzeczywiście cieszyła mnie cała druga połowa, a jeśli w doliczonym czasie gry zdobywa się bramkę, to trochę radości jest i czasem reaguję bardziej żywiołowo.

Półżartem półserio – jest święta wojna między GKS-em Katowice a Zagłębiem Sosnowiec, a jutro może być tak, że cały GKS Katowice będzie kibicował Zagłębiu, bo pojawiła się szansa bezpośredniego awansu. Tak będzie, czy wszystko tylko w nogach piłkarzy GieKSy?

Górak: Rozgrywki są na finiszu, I liga to kawał wielkich emocji. Fajnie, że jesteśmy bardzo wysoko w tabeli i fajnie, że walczymy o wszystko. Cóż, będziemy kibicować, ja zawsze kibicowałem piłce, kibicowałem I lidze, bo jestem z nią zżyty i wiem, że wszystko jest naprawdę możliwe. Niech ta sprawa rozstrzyga się po prostu na boisku, a kibice czerpią z tego radość. Idźmy dalej do przodu.

Czy GKS postraszył Wisłę Kraków, która do tej pory uchodziła za drużynę, która gra do końca i w końcówkach zadaje ostatni cios?

Górak: Od straszenia to są duchy i dzieci w nie wierzą, także Wisła się na pewno nie wystraszy. Będziemy musieli znaleźć nowy sposób na grę zespołu. Nie zmienimy nic w przygotowaniach, będzie taki sam mikrocykl jak przed Stalą Rzeszów i GKS-em Tychy. Wiemy, jaka siła jest w szatni Wisły Kraków, ale proszę mi uwierzyć, że siła w szatni GKS-u Katowice również jest z dnia na dzień coraz większa.

Czy da się jeszcze bardziej podnieść mental drużyny? Zespół ostatnio dwa razy wygrał mecze, odwracając ich losy. Czy widzi trener, jak w ciągu sezonu ten zespół mentalnie rośnie?

Górak: Na pewno rośnie, na pewno dużo przeszedł, na pewno wiele się wydarzyło, na pewno fantastycznie na to wszystko zareagował. Ale żeby wspominać ten sezon po latach, musi się on skończyć tak, jak się dzieje to teraz.Sezon trwa, musimy po prostu zapanować nad następnym meczem.

Czyli nie będzie teraz trzeba studzić głów piłkarzy?

Górak: Nie, widzę, w jaki sposób reagują w szatni, to jest takie bardzo umiarkowane, z duża dozą wiedzy, że przed nami kolejny bardzo trudny krok.

Dariusz Banasik:

Przegraliśmy derbowy mecz, niestety byliśmy zdziesiątkowani przez kartki i kontuzje, wystawiliśmy najbardziej optymalny skład, jaki mogliśmy. Został nam jeden środkowy obrońca, mimo tego zagraliśmy dobry mecz, zwłaszcza pierwsza połowa była bardzo fajna – stracona bramka, wyrównanie, potem dołożyliśmy drugą bramkę. natomiast w drugiej połowie niestety wzięło górę doświadczenie GKS-u Katowice. Wiedzieliśmy, że po stałych fragmentach są bardzo groźni no i największe zastrzeżenia mam do tej 90. minuty, bo nasz młody zespół (różnica wieku między naszym zespołem a GKS-em Katowice to jest przepaść) – niestety nasz młody zespół się podpalił, chciał strzelić bramkę na 3:2, poszliśmy trochę va banque i niestety zostaliśmy skontrowani. Nie poruszałem jeszcze w tej rundzie, tematu sędziowania, ale muszę to teraz zrobić. Brzydko to zabrzmi, ale sędziowie są bezczelni w swoim zachowaniu, nie można zwrócić na nic uwagi. Jeśli chodzi o sytuację z karnym, który wszyscy na stadionie widzieli, że był, potem to sprawdzaliśmy –  usłyszałem, że wybił piłkę Komor, a nie Rumin, a to jest niemożliwe, bo ja jeszcze nie widziałem, żeby zawodnik wybijał piłkę w kierunku swojej bramki. Patrząc na karne, jakie się gwiżdże w tej lidze, to był ewidentny karny, Sędziowie się oczywiście z tego wytłumaczą, pokazując taki kadr, takie ujęcie, że nie będzie tego widać, ale patrząc z gry, to był ewidentny rzut karny. Ktoś musi zacząć tych sędziów rozliczać, bo zwłaszcza u siebie mamy bardzo złe sędziowanie i nietrafione decyzje. Druga sprawa to różnica wieku, GKS Katowice ma średnia wieku 31 lat, a my 21-22. Chłopcy zagrali dobry mecz, ale muszą się jeszcze rozwijać i dzisiejszy mecz pokazał, że jest to I liga dla starych zawodników, którzy swoim doświadczeniem wygrali. Mecz dobry, bardzo widowiskowy, pozostaje tylko przeprosić kibiców. Ci chłopcy, którzy dziś zagrali, w przyszłości będą lepszymi piłkarzami. Bierzemy ten mecz na klatę, idziemy dalej, w kolejnym meczu gramy dalej bez linii obrony, szkoda, że w tak ważnym dla nas momencie nie możemy skorzystać z optymalnego składu.

Pytania do trenera Banasika:

Czy ten mecz nie pokazał po raz kolejny, że ta drużyna nie jest w stanie sprostać presji walki o awans?

Banasik: Ja jako trener nie mogę tego powiedzieć, może to czuję, ale nie mogę powiedzieć, że nie mamy drużyny na awans. Na pewno potrzebujemy więcej doświadczenia i więcej zawodników ogranych. Zawodnicy GKS-u Katowice to młodzieżowiec, Repka, a poza tym zawodnicy 30-letni i tym doświadczeniem, stałymi fragmentami wygrywają – do tego sędziowie się nabierają na pewne rzeczy – na przykład dzisiaj Wasielewski przy bramce na 1-0 zachował się tak jakby mu nogę urwali, po czym wstał i się otrzepał. Nasi zawodnicy tegom nie zrobią, może gdybyśmy w końcówce grali na czas, oszukiwali, może dowieźlibyśmy ten remis. Możliwe, że jeszcze nie mamy takiego zespołu, żeby walczyć o awans, a najwyżej o baraże.

Czyli niezależnie czy będzie awans, czy nie, dość jasno pan zasugerował, jak będzie wyglądało najbliższe okienko transferowe?

Banasik: Nie wiem, jaki będzie kierunek transferów, na razie myślę o tym sezonie, to jest bardzo dobry sezon dla nas. Po sezonie zastanowimy się nad transferami. Kibice oczekują od razu, tu i teraz, natomiast w sporcie, w piłce nożnej nie ma od razu. ten zespół budowany jest dopiero od roku, a żeby zbudować zespół, który się rozumie na boisku i poza boiskiem to potrzeba trochę czasu.

Jeszcze w kwestii sędziowania – mówi się, że trenerzy niepotrzebnie narzekają na sędziów, bo finalnie bilans szczęścia i pecha równa się zero. Czy pana zdaniem GKS Tychy jest na minusie?

Banasik: Nie wiem, jak na to pytanie odpowiedzieć. Nie wiem, czy na minusie, czy na plusie, każdy ma prawo się pomylić, ale chodzi też o formę przekazu, nie można z tymi panami porozmawiać. Ale nie chcę już dalej narzekać, bo zaraz okaże się, że będziemy stać personalnie jeszcze gorzej.

Pana zatrudnienie miało być planem dwuletnim, ale można już ten plan zrealizować w jeden rok. Czy pan wyczuł już w trakcie zimowego okienka transferowego, że ta drużyna jest za młoda by walczyć o awans, czy to są wnioski po ostatnich meczach?

Banasik: To też nie jest tak, bo ta młoda drużyna również potrafi wygrywać mecze, dziś przegraliśmy ważny mecz, ale dalej walczymy i jesteśmy w grze.

Jaki jest pana plan na baraże, z kim najlepiej zagrać i czy u siebie, czy na wyjeździe?

Banasik: Nie mam żądnego planu na baraże, a co do rywali, uważam, że super nam się gra z Wisłą Kraków, natomiast Wisła Płock i Górnik Łęczna są bardzo trudnymi przeciwnikami właśnie ze względu na liczbę doświadczonych zawodników.

A z GKS-em Katowice chciałby pan zagrać i się zrewanżować?

Banasik: Chciałbym w końcu zagrać z GKS-em Katowice w optymalnym składzie.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Plusy i minusy po Lechii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.

Plusy:

+ Bartosz Nowak

Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.

+ Rafał Strączek

Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.

+ Skuteczność przy niskim posiadaniu

38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.

Minusy:

– Zmarnowane okazje

Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.

Podsumowanie:

2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.

GieKSiarz

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.

Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.

Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.

W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga