Dołącz do nas

Piłka nożna

Rafał Górak: Pewność siebie musi dawać jakość, a nie być elementem nonszalancji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po meczu z GKS-em Tychy odbyła się tradycyjna, choć wyjątkowo długa, konferencja prasowa. Trener Rafał Górak nie krył zadowolenia z postawy swojego zespołu, natomiast trener Dariusz Banasik wyraził swoje duże zastrzeżenia pod adresem zespołu sędziowskiego.

Rafał Górak:

Kapitalnie gra się takie mecze, przy takiej frekwencji, na takim stadionie, takiej rangi. Byliśmy na prowadzeniu i wyglądało, że możemy przejść przez ten mecz w taki kontrolowany sposób, ale trudno mi zrozumieć, w jaki sposób mogliuśmy stracić dwie bramki. Widziałem dużo pewności siebie w pierwszej połowie. Ta pewność siebie na pewno jest plusem, ale niekiedy bywa troszkę zgubna. W przerwie jeśli chodzi o przyczynę trafiliśmy w punkt i drużyna kapitalnie zareagowała i nie ulega wątpliwości, że dzisiejszy mecz wygrała drużyna moim zdaniem lepsza. Gratuluję zespołowy bardzo dobrych zawodów, bo teren jest tutaj ciężki, dziś przyszło dużo kibiców i był bardzo żywiołowy doping.

Pytania do trenera Góraka:

Co było kluczowym elementem pozwalającym zdominować rywala w drugiej połowie? W drugiej części pierwszej połowy był z tym problem, a w drugiej połowie wyglądało to już bardzo dobrze.

Górak: Pewność siebie musi dawać jakość, a nie może być elementem nonszalancji. Moi zawodnicy, którzy bardzo ciężko pracują na to, by gra wyglądała tak jak w drugiej połowie muszą charakteryzować się bardzo dużą jakością, każde podanie i każde przyjęcie jest naprawdę bardzo cenne i wydaje mi się, że właśnie ten element zadecydował w drugiej połowie, byliśmy dokładniejsi, byliśmy szybsi i to spowodowało, że zdominowaliśmy przeciwnika.

Czy już wstępnie wiadomo, co z Marcem?

Górak: Staw skokowy jest podkręcony, natomiast wydaje mi się, że nie jest to uraz, który wyeliminuje go na jakiś dłuższy okres czasu, mam nadzieję, że Mati szybko się wyliże.

Jak pan skomentuje występ Jakuba Araka, który w pierwszej fazie sezonu był nawet obiektem wielu docinków, a ostatnio strzela bramkę w trzecim kolejnym meczu?

Górak: Myślę, że kibicowanie swojemu zespołowi powinno polegać na tym, że każdemu zawodnikowi w kadrze trzeba kibiciwać cały sezon, trzymać kciuki i dopingować. Ci, którzy drwili i w jakiś sposób też obrażali, mam nadzieję, że przyjmą to na klatę i swoim dopingiem i postawą na trybunach przeproszą, ale tu nie chodzi o indywidualne sprawy, tylko trzeba zapomnieć. Kuba kapitalnie zareagował na wszystko.

Do tej pory przekleństwem GKS-u, takim jego alibi, była tak zwana presja. Mam wrażenie, że w tym sezonie umiejętność udźwignięcia tej presji jest kluczem do wielu sukcesów. Czy jest pan w stanie wytłumaczyć taką metamorfozę psychologiczną zespołu?

Górak: Być może proces i ta pięcioletnia praca, która moim zdaniem jest bardzo uporządkowana – ja wiedziałem, że w GieKSie wiele rzeczy, które po prostu są mitem, zostaną przełamane. Zespół wielokrotnie sobie poradził w trudnych momentach, uważam, że powinno być to w jakiś sposób docenione. Natomiast my wszyscy czekamy na kolejne mecze, bo bardzo się radujemy z każdej bramki, z każdego wyjścia z opresji, natomiast jeszcze dzisiaj nic żeśmy nie zrobili.

Będzie pan jakoś uważniej śledził mecz Górnika Łęczna? Jeśli nie wygra, macie na pewno baraże.

Górak: Mam 51 lat, potrzebuję trochę resetu – na pewno pies, spacer, relaks z rodziną. Na wynik zerknę.

Zwykle trener dość chłodno przyjmował bramki swojego zespołu, natomiast dziś ta radość wyszła na powierzchnię. Czy to znaczyło, że drużyna grała dokładnie to, co pan zakładał, stąd ten gol i pana radość, czy nie umiał pan zapanować nad tym i to tak wyszło?

Górak: Rzeczywiście cieszyła mnie cała druga połowa, a jeśli w doliczonym czasie gry zdobywa się bramkę, to trochę radości jest i czasem reaguję bardziej żywiołowo.

Półżartem półserio – jest święta wojna między GKS-em Katowice a Zagłębiem Sosnowiec, a jutro może być tak, że cały GKS Katowice będzie kibicował Zagłębiu, bo pojawiła się szansa bezpośredniego awansu. Tak będzie, czy wszystko tylko w nogach piłkarzy GieKSy?

Górak: Rozgrywki są na finiszu, I liga to kawał wielkich emocji. Fajnie, że jesteśmy bardzo wysoko w tabeli i fajnie, że walczymy o wszystko. Cóż, będziemy kibicować, ja zawsze kibicowałem piłce, kibicowałem I lidze, bo jestem z nią zżyty i wiem, że wszystko jest naprawdę możliwe. Niech ta sprawa rozstrzyga się po prostu na boisku, a kibice czerpią z tego radość. Idźmy dalej do przodu.

Czy GKS postraszył Wisłę Kraków, która do tej pory uchodziła za drużynę, która gra do końca i w końcówkach zadaje ostatni cios?

Górak: Od straszenia to są duchy i dzieci w nie wierzą, także Wisła się na pewno nie wystraszy. Będziemy musieli znaleźć nowy sposób na grę zespołu. Nie zmienimy nic w przygotowaniach, będzie taki sam mikrocykl jak przed Stalą Rzeszów i GKS-em Tychy. Wiemy, jaka siła jest w szatni Wisły Kraków, ale proszę mi uwierzyć, że siła w szatni GKS-u Katowice również jest z dnia na dzień coraz większa.

Czy da się jeszcze bardziej podnieść mental drużyny? Zespół ostatnio dwa razy wygrał mecze, odwracając ich losy. Czy widzi trener, jak w ciągu sezonu ten zespół mentalnie rośnie?

Górak: Na pewno rośnie, na pewno dużo przeszedł, na pewno wiele się wydarzyło, na pewno fantastycznie na to wszystko zareagował. Ale żeby wspominać ten sezon po latach, musi się on skończyć tak, jak się dzieje to teraz.Sezon trwa, musimy po prostu zapanować nad następnym meczem.

Czyli nie będzie teraz trzeba studzić głów piłkarzy?

Górak: Nie, widzę, w jaki sposób reagują w szatni, to jest takie bardzo umiarkowane, z duża dozą wiedzy, że przed nami kolejny bardzo trudny krok.

Dariusz Banasik:

Przegraliśmy derbowy mecz, niestety byliśmy zdziesiątkowani przez kartki i kontuzje, wystawiliśmy najbardziej optymalny skład, jaki mogliśmy. Został nam jeden środkowy obrońca, mimo tego zagraliśmy dobry mecz, zwłaszcza pierwsza połowa była bardzo fajna – stracona bramka, wyrównanie, potem dołożyliśmy drugą bramkę. natomiast w drugiej połowie niestety wzięło górę doświadczenie GKS-u Katowice. Wiedzieliśmy, że po stałych fragmentach są bardzo groźni no i największe zastrzeżenia mam do tej 90. minuty, bo nasz młody zespół (różnica wieku między naszym zespołem a GKS-em Katowice to jest przepaść) – niestety nasz młody zespół się podpalił, chciał strzelić bramkę na 3:2, poszliśmy trochę va banque i niestety zostaliśmy skontrowani. Nie poruszałem jeszcze w tej rundzie, tematu sędziowania, ale muszę to teraz zrobić. Brzydko to zabrzmi, ale sędziowie są bezczelni w swoim zachowaniu, nie można zwrócić na nic uwagi. Jeśli chodzi o sytuację z karnym, który wszyscy na stadionie widzieli, że był, potem to sprawdzaliśmy –  usłyszałem, że wybił piłkę Komor, a nie Rumin, a to jest niemożliwe, bo ja jeszcze nie widziałem, żeby zawodnik wybijał piłkę w kierunku swojej bramki. Patrząc na karne, jakie się gwiżdże w tej lidze, to był ewidentny karny, Sędziowie się oczywiście z tego wytłumaczą, pokazując taki kadr, takie ujęcie, że nie będzie tego widać, ale patrząc z gry, to był ewidentny rzut karny. Ktoś musi zacząć tych sędziów rozliczać, bo zwłaszcza u siebie mamy bardzo złe sędziowanie i nietrafione decyzje. Druga sprawa to różnica wieku, GKS Katowice ma średnia wieku 31 lat, a my 21-22. Chłopcy zagrali dobry mecz, ale muszą się jeszcze rozwijać i dzisiejszy mecz pokazał, że jest to I liga dla starych zawodników, którzy swoim doświadczeniem wygrali. Mecz dobry, bardzo widowiskowy, pozostaje tylko przeprosić kibiców. Ci chłopcy, którzy dziś zagrali, w przyszłości będą lepszymi piłkarzami. Bierzemy ten mecz na klatę, idziemy dalej, w kolejnym meczu gramy dalej bez linii obrony, szkoda, że w tak ważnym dla nas momencie nie możemy skorzystać z optymalnego składu.

Pytania do trenera Banasika:

Czy ten mecz nie pokazał po raz kolejny, że ta drużyna nie jest w stanie sprostać presji walki o awans?

Banasik: Ja jako trener nie mogę tego powiedzieć, może to czuję, ale nie mogę powiedzieć, że nie mamy drużyny na awans. Na pewno potrzebujemy więcej doświadczenia i więcej zawodników ogranych. Zawodnicy GKS-u Katowice to młodzieżowiec, Repka, a poza tym zawodnicy 30-letni i tym doświadczeniem, stałymi fragmentami wygrywają – do tego sędziowie się nabierają na pewne rzeczy – na przykład dzisiaj Wasielewski przy bramce na 1-0 zachował się tak jakby mu nogę urwali, po czym wstał i się otrzepał. Nasi zawodnicy tegom nie zrobią, może gdybyśmy w końcówce grali na czas, oszukiwali, może dowieźlibyśmy ten remis. Możliwe, że jeszcze nie mamy takiego zespołu, żeby walczyć o awans, a najwyżej o baraże.

Czyli niezależnie czy będzie awans, czy nie, dość jasno pan zasugerował, jak będzie wyglądało najbliższe okienko transferowe?

Banasik: Nie wiem, jaki będzie kierunek transferów, na razie myślę o tym sezonie, to jest bardzo dobry sezon dla nas. Po sezonie zastanowimy się nad transferami. Kibice oczekują od razu, tu i teraz, natomiast w sporcie, w piłce nożnej nie ma od razu. ten zespół budowany jest dopiero od roku, a żeby zbudować zespół, który się rozumie na boisku i poza boiskiem to potrzeba trochę czasu.

Jeszcze w kwestii sędziowania – mówi się, że trenerzy niepotrzebnie narzekają na sędziów, bo finalnie bilans szczęścia i pecha równa się zero. Czy pana zdaniem GKS Tychy jest na minusie?

Banasik: Nie wiem, jak na to pytanie odpowiedzieć. Nie wiem, czy na minusie, czy na plusie, każdy ma prawo się pomylić, ale chodzi też o formę przekazu, nie można z tymi panami porozmawiać. Ale nie chcę już dalej narzekać, bo zaraz okaże się, że będziemy stać personalnie jeszcze gorzej.

Pana zatrudnienie miało być planem dwuletnim, ale można już ten plan zrealizować w jeden rok. Czy pan wyczuł już w trakcie zimowego okienka transferowego, że ta drużyna jest za młoda by walczyć o awans, czy to są wnioski po ostatnich meczach?

Banasik: To też nie jest tak, bo ta młoda drużyna również potrafi wygrywać mecze, dziś przegraliśmy ważny mecz, ale dalej walczymy i jesteśmy w grze.

Jaki jest pana plan na baraże, z kim najlepiej zagrać i czy u siebie, czy na wyjeździe?

Banasik: Nie mam żądnego planu na baraże, a co do rywali, uważam, że super nam się gra z Wisłą Kraków, natomiast Wisła Płock i Górnik Łęczna są bardzo trudnymi przeciwnikami właśnie ze względu na liczbę doświadczonych zawodników.

A z GKS-em Katowice chciałby pan zagrać i się zrewanżować?

Banasik: Chciałbym w końcu zagrać z GKS-em Katowice w optymalnym składzie.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Gabriel Kobylak 2028

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GKS Katowice zdecydował się na transfer definitywny Gabriela Kobylaka z Legii Waszawa. 24-letni bramkarz podpisał z nami umowę do końca czerwca 2028 roku. Kontrakt zawiera opcję przedłużenia o kolejny sezon.

Kobylak występował w podkarpackich drużynach młodzieżowych (Zgoda Zarszyn, Orzeł Bażanówka, Ekoball Sanok i Karpaty Krosno). W 2018 roku trafił do Legii, gdzie najpierw grał w rezerwach a następnie został wypożyczony do Puszczy Niepołomice (2020-22) oraz Radomiaka Radom (2022/23 i wiosna 2024). Po sezonie 2023/24 wrócił do Legii Warszawa, ale nie przebił się na stałe do pierwszej jedenastki. Ze stołeczną drużyną zdobył Puchar i SuperPuchar Polski. 

W ostatnim sezonie wystąpił w 8 spotkaniach (6 w rezerwach Legii w III lidze, 1 w Lidze Konferencji i 1 w Pucharze Polski). Na poziomie Ekstraklasy ma rozegrane 47 spotkań, a na jej zapleczu – 50. Ma także skromne doświadczenie pucharowe – wystąpił w 6 meczach w Lidze Konferencji (w tym 1 w eliminacjach).

Życzymy powodzenia w naszych barwach!

Foto: GKSKatowice.eu

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga