Siatkówka
Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci? – po przegranej w Rzeszowie
Niestety, ale znów kibice siatkarskiej GieKSy musieli przeżyć rozczarowanie. Kolejna porażka w kiepskim stylu i „dodatek” w postaci przegranego, trzeciego seta mimo prowadzenia naszego zespołu 20:15 (to sztuka nie lada tracąc osiem punktów z rzędu), był niestrawnym świątecznym zakalcem…
katowickisport.pl – Porażka GKS-u Katowice. Francuski bohater
Siatkarze GKS-u Katowice przegrali z Asseco Resovią 0:3. Podopieczni Piotra Gruszki jedynie w trzecim secie pokazali dobrą siatkówkę. GKS Katowice jedynie w trzecim secie sprawił kłopot w Rzeszowie Asseco Resovii. Miał nawet ogromną szansę na jego wygranie. Prowadził już bowiem 20:15. I wtedy gra katowiczan kompletnie się załamała. Zagrywkę przyjmowali bardzo niedokładnie, przez co ich rozegranie było bardzo czytelne. Rozgrywający zwykle wystawiał piłkę do swojego lider – w tym dniu był nim Serhij Kapelus – ale ten nie był w stanie przebić się przez blok gospodarzy. Po drugiej stronie siatki natomiast nie do zatrzymania był Thibault Rossard. Francuz się nie mylił. Rzeszowianie wywalczyli siedem punktów z rzędu, z czego pięć było dziełem Rossarda. Gospodarze wyszli na prowadzenie 22:20 i nie oddali go już do końca. Dzięki wywalczeniu trzech punktów wciąż są w walce o awans do play offu. (…)
siatka.org – PL: Rzeszowianie nie rezygnują z walko o play-off, 3:0 z GKS-em
Resovia Rzeszów nie rezygnuje z walki o play-off. Podopieczni trenera Andrzej Kowala pokonali w 28. kolejce PlusLigi 3:0 GKS Katowice i zanotowali na swoim koncie kolejne trzy punkty. Katowiczanie mieli swoją szansę w trzecim secie, w którym prowadzili w końcówce czterema punktami, ale efektowna seria punktu dla Resovii zakończyła mecz. Już na początku spotkania dwa oczka przewagi zapewnili sobie gospodarze, którzy po udanej akcji na siatce Łukasza Perłowskiego prowadzili 8:5. W aut zaatakowali goście, ale szybko dokładnie to samo zrobił atakujący z Rzeszowa (11:9). Potem jednak zza linii dziewiątego metra zaczął punktować Thibault Rossard (15:10), a błędy w ofensywie katowiczan nie pozwalały im na nawiązanie wyrównanej walki (14:20). Z lewej flanki swój atak skończył Kapelus, a chwilę potem ekipa z Katowic dołożyła blok (17:21). Błąd dotknięcia siatki po stronie gości dał rywalom piłkę setową (24:18), ale katowiczanie nie składali broni, przy dobrych zagrywka Serhija Kapelusa obronili kilka z nich i dopiero udana akcja ze środka rzeszowian zakończyła premierową odsłonę (25:23). (…)
siatka.org – Marcin Komenda: Przespaliśmy jedno ustawienie
(…) Szkoda trzeciego seta, szkoda trochę pierwszego seta? Mecz niewykorzystanych szans? – Marcin Komenda: – Generalnie szkoda całego meczu, bo nie przyjechaliśmy tutaj na wycieczkę, nie chcieliśmy, żeby to tak wyglądało, że przegrywamy 0:3. Jesteśmy grupą ambitnych chłopaków, którzy chcą po prostu wychodzić na każde spotkanie i dawać z siebie maksa. Szkoda, bo naprawdę szczególnie w tym trzecim secie mieliśmy wszystko w swoich rękach i pod kontrolą i tylko przez nasze głupie błędy tego nie wykorzystaliśmy i przede wszystkim tego żałujemy. W pierwszym secie powiedzmy, że to Asseco Resovia kontrolowała sytuację, a nam udało się podgonić wynik w końcówce. W trzeciej odsłonie zrobiliśmy sobie fajną atmosferę, było czuć chęć do gry i fantazję w tym wszystkim i szkoda, że tak się to zakończyło, bo naprawdę byłoby to coś fajnego, gdyby udało nam się tutaj coś ugrać.
Po tej 10-minutowej przerwie wyszliście na boisko z nową energią, ale również nowym składem. – Po prostu wyszliśmy na parkiet, po naszej stronie było dużo zmian personalnych i każdy z nas chciał się pokazać jak najlepiej, bo w naszym zespole każdemu zależy na dobru całej drużyny. Każdy chciał dać z siebie maksa i udowodnić, że potrafimy grać na fajnym poziomie i do pewnego momentu tak to wyglądało. W końcówce niestety przespaliśmy jedno ustawienie i skończyło się tak, jak się skończyło.
Zrywami graliście również ostatnio z Jastrzębskim Węglem. Dwa słabe sety, dwa dobre i przegrany tie-break. – Dokładnie tak, to był bardzo podobny mecz, z tym że wtedy udało nam się wyciągnąć wynik i doprowadzić do tie-breaka, a tutaj niestety Asseco Resovia – myślę, że swoim doświadczeniem nam na to nie pozwoliła. Na boisko wszedł Jochen Schöps, który utrzymał zagrywkę, zagrał bardzo spokojnie i to wystarczyło. To jest – przynajmniej dla mnie, a myślę, że również dla pozostałych chłopaków również, cenna lekcja, że cały czas trzeba utrzymywać najwyższy poziom koncentracji i cały czas trzeba analizować. Mam nadzieję, że w kolejnych spotkaniach takie przestoje już nam się po prostu nie będą zdarzały.
Tych kolejnych meczów nie zostało już tak wiele, bo do końca sezonu zasadniczego zaledwie dwie kolejki. Macie jakieś specjalne założenia na te dwa spotkania? – Na pewno chcielibyśmy się utrzymać w tej pierwszej dziesiątce w tabeli PlusLigi. Wiemy, że goni nas zespół z Zawiercia, dlatego będziemy pod presją zawiercian, ale uważam, że w tych dwóch meczach możemy się pokazać z dobrej strony. Po świętach gramy u siebie z AZS-em Olsztyn i moim zdaniem nie stoimy na straconej pozycji. Jeśli zagramy swoją siatkówkę we własnej hali, to jesteśmy w stanie zrobić dobry wynik, co pokazaliśmy w pierwszej rundzie sezonu zasadniczego. Dlatego też musimy się skupić na tym, żeby zagrać swoje i wierzę, że w tym sezonie jeszcze coś ugramy.
siatka.org – Dominik Witczak: Zagraliśmy naprawdę słabo
(…) Podopieczni Piotra Gruszki tylko momentami byli w stanie nawiązać walkę z Asseco Resovią. -Zadecydowała nasza słaba postawa w tym meczu. Nawet my jesteśmy tym zaskoczeni, bo naprawdę zagraliśmy słabo. Popełniliśmy dużo błędów, pomyłek i niedokładności. Pojawiła się nadzieja po 10 minutowej przerwie, gdzie wróciliśmy do gry. Było trochę rotacji na boisku i tą trzecią partię rozpoczęliśmy z większą energią i jakością. Mieliśmy całego seta pod kontrolą i powiększaliśmy systematycznie przewagę. Potem jednak ta nasza gra szybko się rozmyła w jednym ustawieniu. Wszedł Jochen na zagrywkę i zagrał kilka razy fajnie, ale przecież kilka tych jego serwisów przyjęliśmy w punkt, bądź blisko siatki i nie potrafiliśmy skończyć akcji. Jak już na tym poziomie nie potrafi się zrobić przejścia, to potem się przegrywa seta. Z punktu na punkt wkradła się do naszej drużyny jakaś niedokładność i nie potrafiliśmy nagle skończyć prostej piłki po przyjęciu, gdzie na początku czy w połowie seta kończyliśmy naprawdę trudne sytuacyjne piłki, gdzieś tam wystawiane zza boiska, kiedy potrafiliśmy nabić piłkę na blok, żeby powtórzyć akcję. Nagle ta gra zupełnie się rozmyła i wróciliśmy do popełniania seryjnych błędów jak w dwóch pierwszych setach – ocenił po spotkaniu Dominik Witczak. Katowiczanie poza trzecim setem mieli także zryw w premierowej odsłonie, gdzie odrobili sporą część strat. – Zaczęliśmy troszeczkę stabilniej grać, a udane zagrywki Siergieja Kapelusa doprowadziły do tej końcówki, gdzie broniliśmy setboli i mogliśmy doprowadzić do remisu. Niestety, Resovia jest na tyle wymagającym zespołem, że potrafi wyjść z takich opresji. Jak jest okazja, to rywale potrafią za pierwszy razem skończyć seta, czyli to czego my nie zrobiliśmy w partii numer trzy i dlatego mecz skończył się wynikiem 0:3 – analizował Witczak. (…)
sportowefakty.wp.pl – Asseco Resovia – GKS: ważna wiktoria rzeszowian, podopieczni Andrzeja Kowala wciąż z szansami na miejsce w „szóstce”
(…) Asseco Resovia od początku potyczki zabrała się mocno do pracy i wyszła na prowadzenie 8:5 po skutecznym zbiciu w wykonaniu Łukasza Perłowskiego. Gospodarze nie zamierzali zwalniać tempa, a znakomicie zagrywał Thibault Rossard (15:10). Umiejętnie rozgrywał Michał Kędzierski, a swoje ataki kończyli Jakub Jarosz oraz Aleksander Śliwka. Kiedy Pasy prowadziły 24:19, wydawało się, że już nic nie wydarzy się w inauguracyjnym secie. Jednakże przyjezdnych było jeszcze stać na zryw w końcówce i zbliżenie się do rywali na jeden punkt przy serwisie Serhiya Kapelusa. Ostatnie słowo należało do miejscowej ekipy, która po zagraniu Barthelemy’ego Chineyeze’a wygrała I partię do 23. Podopieczni Andrzeja Kowala nie zamierzali zwalniać tempa i wygrywali 9:7. GKS nie prezentował argumentów do skutecznej walki, co skrzętnie wykorzystywała Resovia. Ekipa z Katowic popełniała sporo błędów własnych i przegrywała 11:18. Mateusz Masłowski oraz spółka byli w stanie postawić kropkę nad „i”, triumfując w drugiej odsłonie 25:15. Po dziesięciominutowej przerwie katowiccy zawodnicy, którzy nie mieli już nic do stracenia, postanowili zagrać odważniej i szybko objęli prowadzenie 4:1. Inicjatywa była po stronie GKS-u Katowice, a na boisku brylował Serhiy Kapelus (11:15). Resovia miała kłopoty w defensywie i przez pewien czas nie mogła przerwać naporu rywala. Kluczem do podjęcia przez gospodarzy rękawicy w tej odsłonie okazało się zatrzymanie Kapelusa i wzmocnienie zagrywki. Właśnie to sprawiło, iż siatkarze ze stolicy województwa podkarpackiego wygrywali 22:20. Jochen Schoeps oraz jego klubowi koledzy już nie pozwolili się dogonić (25:22) i odnieśli wiktorię 3:0 w całym meczu. (…)
czassiatkowki.pl – PlusLiga: Rzeszowianie pokonują katowiczan i nadal mają szansę na czołową szóstkę
Spotkanie pomiędzy Asseco Resovią Rzeszów a GKS-em Katowice zakończyło się po trzech setach na korzyść gospodarzy. Podopieczni trenera Piotra Gruszki mieli szansę na przedłużenie meczu w ostatniej partii, w której prowadzili nawet pięcioma punktami. Ostatecznie jednak rzeszowianie odwrócili losy tej odsłony i wygrali całe starcie. (…) Kolejną odsłonę od dwupunktowe prowadzenia rozpoczęli gospodarze (2:0). Katowiczanie szybko doprowadzili do wyrównania (4:4). Gra przez jakiś czas toczyła się punkt za punkt (7:7), ale rzeszowianie po raz kolejny narzucili rywalom swój rytm gry i wysforowali się na trzy „oczka” prowadzenia (11:8). Dobra gra w ataku i bloku spowodowały, że przewaga siatkarzy Asseco Resovii rosła (14:9, 16:10). Podopieczni trenera Andrzeja Kowala nie tracili koncentracji, dzięki czemu mieli wysoką zaliczkę (19:11). W decydującą część seta zespoły wkraczały przy stanie 20:11 na korzyść rzeszowian. Ostatecznie partia ta zakończyła się wynikiem 25:15 dla gospodarzy. (…)
czassiatkowki.pl – Maciej Fijałek: „Chcemy grać do końca i walczyć o jak najlepsze miejsce”
(…) „Od początku nie mogliśmy wejść w ten mecz i było widać, że gracze którzy weszli, pokazali że można grać, sprawia im to radość. My zaczęliśmy grać słabiej, było widać nerwowość i przez dwa sety nic nam nie wychodziło” – powiedział po spotkaniu w Rzeszowie rozgrywający GKS-u Katowice, Maciej Fijałek. Trzecim secie gra miała całkiem inny obraz i to goście nadawali rytm gry, wszystko jednak rozstrzygnęło się w ostatnich akcjach. „W końcówce nie mogliśmy przyjąć piłek, poza tym nie byliśmy w stanie skończyć dwóch, trzech piłek i zrobiło się nerwowo, a w konsekwencji nie udało się wygrać tej końcówki” – dodał Maciej Fijałek. (…) Gracze GKS-u Katowice mieli swoje szanse na przedłużenie losów spotkania w Rzeszowie, po dziesięciominutowej przerwie zapewnili sobie bowiem wysokie prowadzenie i wydawałoby się, że są na dobrej drodze do zwycięstwa. W końcówce jednak w polu zagrywki pojawił się Jochen Schöps, który posłał kilka asów serwisowych i odrzucił przeciwników od siatki. „Można powiedzieć, że Jochen praktycznie wprowadzał nam zagrywkę, bo nie można powiedzieć, że to był jakiś trudny serwis, a my sobie z tym nie poradziliśmy i nie byliśmy w stanie przyjąć tej piłki” – mówił Maciej Fijałek, dodając: „W trzecim secie wszystko się fajnie układało. Wyszedł zmieniony skład i od samego początku było widać, że gra zaczęła wyglądać całkiem nieźle, a na pewno lepiej niż w pierwszych dwóch partiach. Na początku nie potrafiliśmy przyjąć zagrywki i wtedy ciężko się gra z taką drużyną jak Asseco Resovia. Szkoda, bo do samego końca prowadziliśmy pięcioma punktami i w końcówce wróciliśmy do tego, co pokazywaliśmy w pierwszych dwóch setach”. (…) „Z mobilizacją nie będzie problemu. Chcemy grać do końca i walczyć o jak najlepsze miejsce w tabeli i nie patrzymy na to, co się dzieje. Na razie jesteśmy w miarę spokojni, ale wszystko może się tak ułożyć, że każdy mały punkt będzie decydował o kolejności końcowej” – zakończył Maciej Fijałek.
assecoresovia.pl – Trzysetowe zwycięstwo z GKS-em Katowice
(…) Od pierwszych piłek swoją przewagę budowali podopieczni trenera Andrzeja Kowala. Po atakach ze środka gospodarze prowadzili 8:5. Pewne zbicia Jakuba Jarosza na prawym skrzydle, a także asy serwisowe Thibaulta Rossarda dały wynik 15:10. Skuteczna gra po stronie rzeszowian i proste błędy przyjezdnych utrzymywały przewagę Asseco Resovii (19:14). Przy zagrywkach Emanuela Kohuta straty nieco zniwelowali rywale (21:17) i o pierwszą przerwę w tym spotkaniu poprosił trener Andrzej Kowal. Po powrocie na parkiet punktowy blok ustawił Michał Kędzierski. Dobre wejście w pole serwisowe zanotował Serhiy Kapelus, dzięki czemu katowiczanie doprowadzili do wyniku 24:23, ostatecznie atak ze środka zakończył tą odsłonę (25:23). Wyrównany początek miał drugi set tego pojedynku (6:6). Gospodarze przewagę zaczęli budować przy serwisach Olka Śliwki i Łukasza Perłowskiego (11:8). W momencie, kiedy w polu zagrywki zameldował się Jakub Jarosz prowadzenie urosło do pięciu punktów i o czas poprosił trener Piotr Gruszka (14:9). Proste błędy po stronie przyjezdnych powiększały prowadzenie rzeszowian, którzy pewnie kroczyli po zwycięstwo w tym secie (22:13). Na długą przerwę zespoły schodziły po błędzie dotknięcia siatki ekipy GKS-u (25:15). Trzecią partię lepiej otworzyli przyjezdni (1:4), jednak po bloku Olka Śliwki na tablicy widniał remis po 4. Mocne serwisy zawodników z Katowic systematycznie budowały ich prowadzenie (11:15). Dobre wejście na boisko zanotował Jochen Schops, który punktował nie tylko blokiem, ale również zagrywką doprowadzając do remisu po 20. W końcówce seta nie do zatrzymania był Thibault Rossard (24:22), a pojedynek zakończył Olek Śliwka (25:22). (…)
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Piłka nożna
Gabriel Kobylak 2028
GKS Katowice zdecydował się na transfer definitywny Gabriela Kobylaka z Legii Waszawa. 24-letni bramkarz podpisał z nami umowę do końca czerwca 2028 roku. Kontrakt zawiera opcję przedłużenia o kolejny sezon.
Kobylak występował w podkarpackich drużynach młodzieżowych (Zgoda Zarszyn, Orzeł Bażanówka, Ekoball Sanok i Karpaty Krosno). W 2018 roku trafił do Legii, gdzie najpierw grał w rezerwach a następnie został wypożyczony do Puszczy Niepołomice (2020-22) oraz Radomiaka Radom (2022/23 i wiosna 2024). Po sezonie 2023/24 wrócił do Legii Warszawa, ale nie przebił się na stałe do pierwszej jedenastki. Ze stołeczną drużyną zdobył Puchar i SuperPuchar Polski.
W ostatnim sezonie wystąpił w 8 spotkaniach (6 w rezerwach Legii w III lidze, 1 w Lidze Konferencji i 1 w Pucharze Polski). Na poziomie Ekstraklasy ma rozegrane 47 spotkań, a na jej zapleczu – 50. Ma także skromne doświadczenie pucharowe – wystąpił w 6 meczach w Lidze Konferencji (w tym 1 w eliminacjach).
Życzymy powodzenia w naszych barwach!
Foto: GKSKatowice.eu


Najnowsze komentarze