Siatkówka
Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci? – po wygranej w Gdańsku
Znów było głośno w mediach o grze siatkarzy GKS-u, a to ich echa…
katowickisport.pl – Trefl Gdańsk nie postraszył siatkarzy GieKSy
Siatkarze GKS-u Katowice potrzebowali jedynie trzech setów, aby zabrać z Gdańska do domu komplet punktów. Mecz w trójmiejskiej hali ułożył się po myśli katowiczan, którzy już na samym początku objęli prowadzenie 5:3 po skutecznym ataku Emanuela Kohuta ze środka. Nasz zespół w połowie seta dołożył skuteczny blok na Mateuszu Mice i Damianie Schulzu. Do tego GieKSa grała dobrze w obronie i wyprowadzała skuteczne kontry. Po jednej z nich zakończonej atakiem Serhija Kapelusa zespół Piotra Gruszki prowadził już 14:9. Gospodarze z każdą kolejną akcją łapali swój rytm i wkrótce doprowadzili do stanu 17:17. GKS jednak nie dał Treflowi ani razu wyjść na prowadzenie. W końcówce świetną pracę w polu zagrywki wykonał Kohut, który swoim serwisem odrzucił rywali. W efekcie od stanu 20:20 nasz zespół zdobył pięć punktów z rzędu i zwycięsko zakończył seta. Wielkie emocje miały miejsce w drugiej odsłonie. Przez większość czasu obie drużyny szły punkt za punkt, ale w połowie seta gdańszczanie zdołali podbić kilka naszych ataków i wyszli na prowadzenie 15:12. Nasz zespół próbował odrabiać straty, jednak po chwili na tablicy wyników był już wynik 23:19. Decydujące momenty partii były jednak popisem gry katowiczan. Doskonałą pracę na zagrywce wykonał Karol Butryn, a przy siatce niezastąpiony okazał się Gonzalo Quiroga. Argentyński przyjmujący zdobył cztery decydujące punkty i dał zwycięstwo naszej drużynie. Dziesięciominutowa przerwa w żaden sposób nie wybiła naszego zespołu z rytmu, bowiem GKS po skutecznych atakach Kapelusa prowadził już 3:0. Presja naszego zespołu wymusiła też błędy po stronie gospodarzy i po chwili było już 8:3. Rywale nie składali jednak broni i zmniejszyli stratę do naszego zespołu do dwóch punktów (12:10). Wówczas nasz zespół ponownie zdołał zbudować przewagę. Dwukrotnie zatrzymaliśmy Artura Szalpuka, a punkt z zagrywki dołożył Kohut. W końcówce nerwowo zrobiło się przy zagrywce Szalpuka, bowiem Trefl znów zdołał zniwelować stratę do dwóch punktów. Nasz zespół nie dał jednak sobie wydrzeć zwycięstwa i po raz drugi z rzędu cieszył się z trzech punktów w Gdańsku. (…)
siatka.org/pl – PL: Ważne zwycięstwo GKS-u w Gdańsku
Siatkarze GKS-u Katowice z wyprawy do Gdańska przywiozą trzy punkty. Podopieczni trenera Piotra Gruszki pokonali Trefla na jego terenie 3:0 i tym samym zanotowali na swoim koncie drugie zwycięstwo. Dla gdańszczan była to pierwsza ligowa porażka w tym sezonie. (…)
polsatsport.pl – PlusLiga: GKS Katowice zdobył Gdańsk
(…) Mecz w trójmiejskiej hali ułożył się po myśli katowiczan, którzy już na samym początku objęli prowadzenie 5:3 po skutecznym ataku Emanuela Kohuta ze środka. Goście w połowie seta dołożyli skuteczny blok na Mateuszu Mice i Damianie Schulzu. Do tego GieKSa grała dobrze w obronie i wyprowadzała skuteczne kontry. Po jednej z nich zakończonej atakiem Serhija Kapelusa zespół Piotra Gruszki prowadził już 14:9. Gospodarze jednak z każdą kolejną akcją łapali swój rytm i wkrótce doprowadzili do stanu 17:17. GKS jednak nie dał Treflowi ani razu wyjść na prowadzenie. W końcówce świetną pracę w polu zagrywki wykonał Kohut, który swoim serwisem odrzucił rywali. W efekcie od stanu 20:20 katowicki zespół zdobył pięć punktów z rzędu i zwycięsko zakończył seta. (…)
polsatsport.pl – Komenda: To był nasz najlepszy mecz
(…) „Zagraliśmy bardzo dobre spotkanie i sympatycznie będzie wracać do domu. Po porażkach takie długie podróże nie są zbyt przyjemne, ale teraz wszyscy jesteśmy w świetnych humorach. Na pewno w autokarze nie zabraknie dowcipów i uśmiechu” – stwierdził Komenda. Rozgrywający katowickiej drużyny uważa, że w Gdańsku GKS rozegrał najlepszy mecz w tym sezonie. „Przez większą część spotkania graliśmy swoją siatkówkę i poza drugim setem mieliśmy tę potyczkę pod kontrolą. Na pewno największym pozytywem jest to, że trzymaliśmy dobry poziom przez całe spotkanie. We wcześniejszych konfrontacjach, z Cerradem i Onico, także nie brakowało w naszym wykonaniu udanych fragmentów, ale właśnie równa i stabilna gra, bez amplitud, zapewni nam najlepsze rezultaty” – podkreślił. (…) „Wygrane w takich setach dodatkowo napędzają i pokazują, że bez względu na wynik, zawsze trzeba wierzyć i walczyć do końca, bo przy takim nastawieniu wszystko się może zdarzyć. Podkreśliłbym jeszcze kluczową rolę w tej partii dwóch naszych zmienników. Karol Butryn świetnie spisał się na zagrywce, a Bartek Krulicki, który odpowiadał wówczas za nasze rozegranie, pokazał świetną technikę użytkową i wypadł jak profesor. Ważne jest również to, że po dwóch setach, jak to miało miejsce w meczu w Radomiu, nie uciekła nam koncentracja” – ocenił. Komenda, którego wybrano najlepszym siatkarzem tego spotkania, został na dwa lata wypożyczony do katowickiego zespołu z Asseco Resovii Rzeszów. Poprzednie dwa sezony ten 21-letni rozgrywający spędził na takiej samej zasadzie w Effektorze Kielce. „Robię swoje i nie myślę o sprawach, na które do końca nie mam wpływu. Z każdego treningu oraz meczu staram się wyciągnąć jak najwięcej i cieszę się, że jestem w GKS. W tym klubie wszystko funkcjonuje tak jak powinno, treningi prowadzone są na wysokim poziomie, a w zespole zebrała się fajna grupa ludzi. Spotkanie z Treflem pokazało, że mamy bardzo duży potencjał, w który cały czas musimy wierzyć” – podsumował Komenda.
sportowefakty.wp.pl – PlusLiga: katowicki koszmar Trefla Gdańsk trwa, GKS znów zwycięski
Trefl Gdańsk, który w poprzednim sezonie dwukrotnie przegrał z GKS-em Katowice, ponownie musiał uznać wyższość prowadzonego przez Piotra Gruszkę zespołu. W 4 kolejce PlusLigi we własnej hali bezradni gdańszczanie nie wygrali ani jednego seta. (…) Druga od początku była o wiele bardziej wyrównana. O ile atak katowiczan wciąż był zbilansowany, o tyle wśród gdańszczan wyłonił się wyraźny lider – Artur Szalpuk. Kapitalnie radził sobie i w ataku, i w zagrywce, pomagając swojemu zespołowi zbudować znaczną przewagę (22:18). W szeregach gości wciąż koncertowo grali z kolei środkowi. Nie tylko byli skuteczni w ataku, ale pokazali, że są także czujni w bloku. W połączeniu z kapitalną serią zagrywek Karola Butryna, który w końcówce partii zmienił Dominika Witczaka, pozwoliło to podopiecznym Piotra Gruszki najpierw doprowadzić do remisu, by ostatecznie zwyciężyć do 23. (…)
sportowefakty.wp.pl – Marcin Komenda: Powołanie do kadry nie powinno być celem
(…) WP SportoweFakty: GKS Katowice chyba lubi grać z Treflem Gdańsk? W poprzednim sezonie obydwa spotkania tych drużyn padły łupem katowiczan.
Marcin Komenda, rozgrywający GKS-u Katowice: Nie było mnie w tej drużynie rok temu, ale wszyscy opowiadali, że z Treflem grało nam się dobrze. Cieszę się, że udało nam się podtrzymać dobrą passę i mam nadzieję, że w tej kwestii nic się nie zmieni.
Mecz wygraliście 3:0. Czy to znaczy, że było łatwo?
To był wyrównany pojedynek, a drugi set pokazał, że mogło się w nim zdarzyć wszystko. Gdybyśmy wówczas nie odwrócili wyniku, losy spotkania mogłyby się potoczyć zupełnie inaczej. Dlatego cieszy nas, że się udało, bo to podbudowało nasze morale przed trzecią partią. Ważne jest też, że 10-minutowa przerwa tym razem nie wyprowadziła nas z równowagi, jak miało to miejsce w Radomiu. Cieszymy się z każdego aspektu tego spotkania i mamy nadzieję, że będzie ono dla nas motywacją na dalszą część sezonu.
Co było kluczem do zwycięstwa?
Chcieliśmy pokazać, że mamy naprawdę dużo energii. W poprzednich spotkaniach tego nie zabrakło, co stało się w jakimś stopniu przyczyną porażek. Tym razem podtrzymaliśmy dobrą atmosferę przez cały mecz i dzięki temu łatwiej nam się grało. Przy dobrym nastawieniu można zrobić na boisku o wiele więcej. Cieszy, że pokazaliśmy, że jesteśmy mocni psychicznie.
A taktyka? Wasz atak wydawał się bardzo dobrze zbilansowany.
Rzeczywiście taki był. To zasługa tego, że mamy ogromny potencjał na wszystkich pozycjach, nie tylko na środku, którym dużo w tym starciu graliśmy. Dla mnie to przyjemność, że mogę rozporządzać piłki między takich zawodników – do kogo bym nie zagrał, to będzie punkt. Dzięki temu dobrze i pewnie czuję się na boisku. Pomagamy sobie nawzajem i uzupełniamy się.
Poza boiskiem też czuje się pan w GKS-ie dobrze?
O tym sezonie mogę jak na razie wypowiadać się w samych superlatywach. Wiadomo, porażki nie były przyjemne, ale i one czegoś nas nauczyły, czego efekty widzieliśmy w starciu z Treflem Gdańsk. Atmosfera jest świetna, z całym sztabem dogadujemy się bardzo dobrze. Widać, że wszyscy chcemy dobra zespołu, a to jest najważniejsze. Wspólny cel pomaga iść do przodu.
Jaki jest ten cel?
Celem jest grać, tak jak w tym wygranym spotkaniu. Pokazywać siatkówkę radosną, ale pełną koncentracji. Jeśli będziemy trzymać stabilny poziom, w wielu spotkaniach możemy pokusić się o dobry wynik. Dla nas gra to przyjemność.
I naprawdę nie myślicie o tym, by na koniec sezonu znaleźć się na jakiejś konkretnej lokacie?
Wiadomo, wszyscy mamy jakieś marzenia, ale staramy się podchodzić skoncentrowani do każdego kolejnego meczu i wyciągać jak najwięcej nawet ze spotkań przegranych. Chcemy wygrywać i jestem pewien, że możemy zajść naprawdę wysoko.
Współpraca z Piotrem Gruszką motywuje bardziej? On przecież jest częścią sztabu reprezentacji, jednym z tych, o których mówi się w kontekście wyboru nowego szkoleniowca.
Podchodzę do tego tematu spokojnie, starając się skupić na sezonie ligowym. Tylko tak można się zweryfikować, pokazać i mieć możliwość otrzymania powołania do kadry. Każdy z nas chce osiągać jak najwyższe wyniki i w kręgu zainteresowania sztabu ma szansę być kilku chłopaków. Dlatego naszym celem powinno być nie dostanie się do kadry, a dobra gra. To dzięki niej osiąga się wszystko pozostałe.
czassiatkowki.pl – PlusLiga: Katowiczanie wygrywają w Gdańsku i zgarniają komplet punktów
(…) Trzeci set rozpoczął się trzypunktową serią zespołu z Katowic (3:0), którą przełamał w ataku Damian Schulz. Po błędzie w zagrywce Wojciecha Ferensa (2:5) oraz pomyłce Daniela McDonnella w przyjęciu (2:6), natychmiast zareagował Anastasi, prosząc o czas. Po wejściu na boisko gdańszczanie próbowali odrobić stratę, ale uniemożliwiła im to bezbłędna gra w ataku i obronie drużyny przyjezdnych (4:9). Nadzieję gdańszczanom dał Artur Szalpuk, który popisał się serią znakomitych zagrywek, minimalizując przewagę do katowiczan do jednego punktu (8:9). Radość drużyny Gdańska nie trwała jednak długo, po kilku błędach gospodarzy GKS Katowice odzyskał kilkupunktowe prowadzenie (15:11). Napędzany wynikiem Emanuel Kohut bawił się w polu ataku (17:12), a na zagrywce zameldował się Paweł Pietraszko, zapisując na swoim punkcie as serwisowy (19:14). Kolejne trzy punkty padły łupem gospodarzy (17:19), Piotr Gruszka wziął czas, chcąc uspokoić grę swojego zespołu. Pomimo nerwowej końcówki zespół z Katowic nie oddał już prowadzenia kończąc spotkanie w trzech setach (25:22). (…)
sport.trefl.com – Historia lubi się powtarzać
Drużyna GKS-u Katowice, podobnie jak w listopadzie ubiegłego roku, odniosła trzysetowe zwycięstwo w ERGO ARENIE. Goście popisali się bardzo dobrą zagrywką i w pełni wykorzystali słabszą dyspozycję „gdańskich lwów”. (…)
Liczby meczu:
5 – tyle punktowych bloków zaliczył w sobotę Piotr Nowakowski. Po jednym dołożyli Wojciech Ferens, Dan McDonnell i Artur Szalpuk.
18 – tyle punktów – najwięcej wśród „gdańskich lwów” – w sobotnim spotkaniu zdobył Artur Szalpuk. Pomimo wielu heroicznych i pełnych poświęcenia akcji młodego reprezentanta Polski żółto-czarnym nie udało się jednak wyszarpać seta.
19 – z tym numerem w żółto-czarnych barwach zadebiutował dziś Brad Gunter – kanadyjski atakujący. Trener Andrea Anastasi skorzystał z niego pod koniec pierwszego oraz w trakcie trzeciego seta.
Powiedzieli po meczu:
– Na pewno nie było tej energii, która powinna być w naszej drużynie. Drugi set był w naszym wykonaniu przyzwoity, ale ta końcówka wszystko popsuła. W tej lidze każda drużyna jest nieobliczalna, wszystko zależy od dnia. Najlepsze zespoły charakteryzują się tym, że potrafią zwyciężać niezależnie od wszystkich przeciwności losu. Nam na chwilę obecną jeszcze trochę brakuje, żeby być taką ekipą – powiedział Artur Szalpuk.
– GKS-owi bardzo dobrze siedziała dzisiaj zagrywka, praktycznie wszyscy zagrywali z wyskoku, a my mieliśmy problem z tym elementem, więc nie narobiliśmy im szkód swoim serwisem. Gdy Marcin Komenda, który ma już małe doświadczenia kadrowe, dostawał dokładne piłki, troszkę się z nami pobawił. Popełniliśmy zbyt wiele błędów własnych, szczególnie w końcówce drugiego seta – dobra zagrywka Katowic plus obrona i nasze błędy sprawiły, że GKS nas dogonił i objął w meczu prowadzenie 2:0. Mieliśmy nadzieję, że po tej dziesięciominutowej przerwie zaburzy się trochę rytm zagrywki katowiczan i będziemy mogli złapać swój rytm, ale nic takiego się nie stało. Teraz czeka nas mecz z teoretycznie wyższej półki, więc mamy nadzieję, że i nasza gra dopasuje się do tego poziomu, a my pokażemy nasze możliwości, co pozwoli nam uzyskać z jastrzębianami dobry wynik – podsumował Piotr Nowakowski.
Felietony Piłka nożna
21 sekund mistrzowskich akcji
Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.
No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.
Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.
Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.
Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.
I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.
Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.
Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.
To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.
Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.
Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.
Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.
W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.
Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.
W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.
No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…
Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.
Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.
Felietony Piłka nożna
Trudność w podejściu do średniawki
Aaaa qrwa jego mać…
To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.
Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.
Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.
O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.
Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.
Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.
Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.
Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.
Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.
Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.
Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.
Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.
Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.
Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.
Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.
Piłka nożna
Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę
Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.
Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.
Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.
Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.


Najnowsze komentarze