Dołącz do nas

Siatkówka

Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci? – po wygranej z MKS-em Będzin

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GieKSa wygrała w końcu jakieś spotkanie (szkoda że dopiero po tie-breaku), ale styl gry wciąż pozostawia wiele do życzenia. Ciągle brakuje stabilności formy w dłuższym wymiarze czasowym, a irytują tak słabe sety w wykonaniu naszych siatkarzy, jak drugi w ostatnim meczu.

 

katowickisport.pl – GieKSa wygrywa dreszczowiec z MKS-em Będzin. Popis Karola Butryna

Mimo że oba zespoły ostatnio nie zachwycały, to jednak obserwowaliśmy niezwykle zacięte spotkanie, w trakcie którego swój indywidualny pojedynek toczyli Rafael Araujo z Karolem Butrynem. Obaj bombardierzy to najlepiej punktujący gracze w swoich drużynach, którzy przed derbami mogli się pochwalić bardzo dobrymi statystykami (Araujo – 15,32 punktu na mecz, Butryn – 12,89). Nic dziwnego, że kibice, którzy do ostatniego miejsca wypełnili halę MOSiR w Sosnowcu z zapartym tchem oglądali mocne zbicia obu atakujących. W I secie obie drużyny dość długo szły „łeb w łeb” i wydawało się, że losy tej partii rozstrzygną się w końcówce. Mocne zagrywki „GieKSy” zrobiły swoje, po serwisie Pawła Pietraszki, z którym nie poradził sobie Jan Klobucar, goście uciekli na 21:18. Dodajmy, że wcześniej, gdy w polu zagrywki zameldował się Rafał Faryna, oglądaliśmy siatkarski pocisk, którym ustrzelony został Butryn… Ostatecznie katowiczanie zagarnęli inauguracyjnego seta po chytrym ataku Gonzalo Quirogi. Twarda sztuka… – Araujo w I secie zdobył tylko 3 „oczka” i znalazł się w cieniu Butryna. Ale Brazylijczyk to twarda sztuka, siatkarz, który nie załamuje się chwilowymi niepowodzeniami. Od drugiej partii był już sobą, stając się zmorą katowickiego bloku. Do szalenie mocnych zbić Araujo dołożył kilka skutecznych zagrywek, więc nic dziwnego, że druga partia była popisem gospodarzy, którzy dominowali w jej trakcie w każdym elemencie sztuki siatkarskiej. Goście mieli przede wszystkim problemy z przyjęciem zagrywki i stąd się brała ich ogólna niemoc… – Mieliśmy w głowach trzysetową porażkę w Katowicach w pierwszej rundzie i bardzo chcieliśmy się zrewanżować rywalom. Ja tylko robiłem to co do mnie należało, najważniejszy był zespół. W sumie to bardzo żałujemy, że nie udało się wygrać. Tym bardziej, że mieliśmy mocne wsparcie naszych kibiców, którym dziękujemy za doping – powiedział nam po meczu Araujo. Metamorfozy Butryna –  Trzecia odsłona to już riposta Butryna, który zdobył w niej 8 punktów omijając będziński blok nawet wówczas, gdy dostawał nieco trudniejsze piłki. Katowiczanie potrafili się sprężyć po laniu, jakim dostali w drugiej odsłonie, jednak swoją pieczęć na zwycięstwie przyłożyli dopiero w tie-breaku. A w nim zacięta walka trwała od pierwszej do ostatniej piłki. Po autowym ataku Walińskiego, goście mogli fetować zwycięstwo wspólnie z Klubem Kibiców Niepełnosprawnych GKS Katowice, który niewątpliwie pomógł swojej drużynie głośnym dopingiem…  (…)

siatka.org – PL: Koniec czarnej serii. Tie-break w Sosnowcu dla GKS-u Katowice

Do podziału punktów doszło w starciu sąsiadów tabeli. MKS Będzin podejmował GKS Katowice, a pojedynek był bardzo ważny w kontekście układu dolnej części tabeli. Ostatecznie w decydującym secie lepsi okazali się podopieczni Piotr Gruszki, którzy tym samym awansowali na 11. pozycję w ligowej tabeli. Mecz dwóch sąsiadujących ze sobą drużyn w tabeli rozpoczął się od remisu 3:3. W zespole z Katowic punktował Karol Butryn, przyjezdni – po tym jak został zablokowany Rafael Araujo, prowadzili 8:6. Gospodarze szybko odpowiedzieli swoim rywalom, grę MKS-u napędzili Jan Klobucar oraz Rafael Araujo i był remis 10:10. Gra obu drużyn falowała, ekipa z Katowic po błędach gospodarzy prowadziła 15:13 i o pierwszą przerwę na żądanie poprosił Stelio DeRocco. Było to dobre posuniecie tego szkoleniowca, w polu zagrywki punktował Rafał Faryna i będzinianie prowadzili 17:16. Wynik oscylował wokół remisu, ciężar gry w drużynie gości wziął Paweł Pietraszko, najpierw popisał się atakiem, a kilka chwil później asem serwisowym, nieporozumienie w szeregach gospodarzy wykorzystał Emanuel Kohut i katowiczanie prowadzili 21:18. Drużyna z Będzina zbliżyła się na jeden punkt do swoich rywali (20:21), ale na niewiele się to zdało, zwycięstwo w premierowej odsłonie meczu zanotowali goście i prowadzili w spotkaniu 1:0.  (…)

 

polsatsport.pl – PlusLiga: Podział punktów w starciu MKS – GKS

(…)  Premierowa odsłona miała bardzo wyrównany przebieg, żadna ze stron nie była w stanie wypracować sobie znaczącej przewagi (5:5, 11:11, 17:17). W końcówce odskoczyli katowiczanie, przy zagrywkach Pawła Pietraszko (18:21). Gospodarze nie składali broni, skutecznie w tej części gry prezentował się Bartłomiej Grzechnik (22:23), jednak katowiczanie decydujące punkty zapisali na swym koncie. Gonzalo Quiroga zamknął seta skutecznym atakiem (23:25). Podrażnieni gospodarze w drugiej partii całkowicie zdominowali grę. Rozpoczęli od mocnego uderzenia (5:1, 8:2 – as serwisowy Rafaela Araujo), a i w dalszej części nie pozwolili dojść do głosu rywalom, którzy nieco ułatwiali zadanie gospodarzom, popełniając proste błędy. W końcówce seta różnica wynosiła już dziesięć oczek (18:8 – po punktowej zagrywce Artura Ratajczaka). MKS wygrał ostatecznie 25:14, a ostatni punkt zdobył Jan Klobucar. W trzeciej odsłonie inicjatywa była po stronie podopiecznych Piotra Gruszki. Po początkowej przewadze gospodarzy (7:5), katowiczanie uzyskali przewagę dzięki dobrej zagrywce i błędom rywali (9:11). Skuteczna gra Karola Butryna pozwoliła ekipie GKS odskoczyć (10:14, 14:20); w końcówce utrzymywali przewagę, a zepsuta zagrywka Rafała Faryny ustaliła wynik na 21:25. Seta numer cztery lepiej rozpoczęli goście (3:6, 6:9), jednak będzinianie szybko wyrównali (10:10), a w środkowej części seta zaczęli budować przewagę. Kluczowa dla losów tej partii była seria pięciu wygranych przez gospodarzy piłek (22:17). Katowiczanie nie byli już w stanie skutecznie odpowiedzieć. Araujo wywalczył piłkę setową (24:20), a skuteczny blok zakończył tę partię (25:21). W tie-breaku oglądaliśmy zaciętą, choć niepozbawioną błędów walkę. Przy zmianie stron punkt przewagi mieli goście (7:8), później prowadzenie przechodziło z rąk do rąk, jednak ostatniej fazie seta błędy gospodarzy przesądziły o zwycięstwie GKS. Najpierw Araujo zmarnował zagrywkę, po chwili Marcin Waliński zaatakował w antenkę, a w ostatniej akcji zaatakował bez bloku w aut (12:15).  (…)

sportowefakty.wp.pl – MKS Będzin – GKS Katowice: podopieczni Piotra Gruszki złapali oddech. Ważna wygrana katowiczan w śląskich derbach

(…)  Mecz będzinian i katowiczan jeszcze przed pierwszym gwizdkiem wyrósł ponad rangę przeciętnego ligowego spotkania. Oprócz zwykłej walki o zwycięstwo, w grę weszły też lokalne animozje między Ślązakami a Zagłębiakami i rywalizacja o 12. miejsce w PlusLidze, ostatnie nad strefą barażową.  (…)  Zagłębiacy utrzymali dobrą dyspozycję w początkowej fazie trzeciej partii, jednak tym razem GKS nie pozwolił sobie na tak długi przestój, jak na starcie trzeciej odsłony.  Po ataku Gonzalo Quirogi szybko wyszedł z niewygodnego ustawienia. Żaden z zespołów nie potrafił jednak odskoczyć od rywala na bezpieczny dystans (8:7). Wszystko zmieniło się chwilę później, gdy gracze MKS-u zachorowali na chorobę, która wcześniej męczyła ich rywali – zaczęli masowo popełniać błędy własne. Mylili się zarówno w ataku, przyjęciu, jak i na zagrywce (11:15). Przy takim obrocie spraw, katowiczanie zaczęli dyktować warunki gry. Prym w ofensywie wiódł Butryn, ale spore znaczenie miała też niezła dyspozycja katowickich środkowych. Trener DeRocco jeszcze starał się uratować seta zmianami, dzięki którym gospodarze odrobili część strat, ale ostatecznie przegrali (21:25).  (…)

 

czassiatkowki.pl – PlusLiga: GKS Katowice wygrywa po pięciu setach

W ostatnim meczu dwudziestej kolejki PlusLigi zespół MKS-u Będzin podejmował ekipę GKS-u Katowice. W pierwszym secie zespoły nawiązały między sobą zaciętą walkę, lecz w drugim secie wyraźnie można było zaobserwować jednostronną grę na korzyść gospodarzy. Ostatecznie po pięciu setach zwycięstwa mogli się cieszyć katowiczanie.  (…)  Tie-break rozpoczął się błędem Karola Butryna, lecz stracony punkt odrobił Paweł Pietraszko (1:1). Będzinianie wypracowali sobie dwupunktowe prowadzenie (3:1), a następnie utrzymywali taką różnicę punktową w kolejnych akcjach. Jeszcze przed zmiana stron goście doprowadzili do remisu (5:5), ale nie objęli prowadzenia. Zespoły nie zwalniały tempa gry. Błąd Rafaela Araujo Rodriguesa wyprowadził przyjezdnych na minimalną przewagę (8:7). Ostatecznie wyrównaną końcówkę rozstrzygnęli na swoją korzyść katowiczanie (15:12).  (…)

mksbedzin.pl – Dreszczowiec dla „GieKSy”

(…)  W pierwszym secie obie drużyny dość długo szły „łeb w łeb” i wydawało się, że losy tej partii rozstrzygną się w końcówce. Mocne zagrywki „GieKSy” zrobiły swoje, po serwisie Pawła Pietraszki, z którym nie poradził sobie Jan Klobucar, goście uciekli na 21:18. Dodajmy, że wcześniej, gdy w polu zagrywki zameldował się Rafał Faryna, oglądaliśmy siatkarski pocisk, jakim ustrzelony został Butryn… Ostatecznie katowiczanie zagarnęli inauguracyjnego seta po chytrym ataku Gonzalo Quirogi. Araujo zdobył tylko trzy „oczka” i znalazł się w cieniu Butryna, ale Brazylijczyk to twarda sztuka, siatkarz który nie załamuje się chwilowymi niepowodzeniami. Od drugiej części spotkania był już sobą, stając się zmorą katowickiego bloku. Do szalenie mocnych zbić Araujo dołożył kilka skutecznych zagrywek, więc nic dziwnego, że druga partia była popisem gospodarzy, dominujących w każdym elemencie sztuki siatkarskiej. Goście mieli przede wszystkim problemy z przyjęciem zagrywki i stąd  wynikała ich ogólna niemoc– Mieliśmy w głowach trzysetową porażkę w Katowicach w pierwszej rundzie i bardzo chcieliśmy się zrewanżować rywalom. Ja tylko robiłem, to co do mnie należało, najważniejszy był zespół – powiedział atakujący MKS-u. Trzecia odsłona to już riposta Butryna, który zdobył w niej osiem punktów, omijając będziński blok nawet wówczas, gdy dostawał nieco trudniejsze piłki. Katowiczanie potrafili się sprężyć po laniu, jakim dostali w drugiej odsłonie, jednak swoją pieczęć na zwycięstwie przyłożyli dopiero w tie-breaku. W  nim zacięta walka trwała od pierwszej do ostatniej piłki. Po autowym ataku Marcina Walińskiego goście mogli się cieszyć ze zwycięstwa i przerwania serii trzech porażek ligowych z rzędu…  (…)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Gabriel Kobylak 2028

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GKS Katowice zdecydował się na transfer definitywny Gabriela Kobylaka z Legii Waszawa. 24-letni bramkarz podpisał z nami umowę do końca czerwca 2028 roku. Kontrakt zawiera opcję przedłużenia o kolejny sezon.

Kobylak występował w podkarpackich drużynach młodzieżowych (Zgoda Zarszyn, Orzeł Bażanówka, Ekoball Sanok i Karpaty Krosno). W 2018 roku trafił do Legii, gdzie najpierw grał w rezerwach a następnie został wypożyczony do Puszczy Niepołomice (2020-22) oraz Radomiaka Radom (2022/23 i wiosna 2024). Po sezonie 2023/24 wrócił do Legii Warszawa, ale nie przebił się na stałe do pierwszej jedenastki. Ze stołeczną drużyną zdobył Puchar i SuperPuchar Polski. 

W ostatnim sezonie wystąpił w 8 spotkaniach (6 w rezerwach Legii w III lidze, 1 w Lidze Konferencji i 1 w Pucharze Polski). Na poziomie Ekstraklasy ma rozegrane 47 spotkań, a na jej zapleczu – 50. Ma także skromne doświadczenie pucharowe – wystąpił w 6 meczach w Lidze Konferencji (w tym 1 w eliminacjach).

Życzymy powodzenia w naszych barwach!

Foto: GKSKatowice.eu

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga