Dołącz do nas

Siatkówka

Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci? – po wygranej z MKS-em Będzin

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GieKSa wygrała w końcu jakieś spotkanie (szkoda że dopiero po tie-breaku), ale styl gry wciąż pozostawia wiele do życzenia. Ciągle brakuje stabilności formy w dłuższym wymiarze czasowym, a irytują tak słabe sety w wykonaniu naszych siatkarzy, jak drugi w ostatnim meczu.

 

katowickisport.pl – GieKSa wygrywa dreszczowiec z MKS-em Będzin. Popis Karola Butryna

Mimo że oba zespoły ostatnio nie zachwycały, to jednak obserwowaliśmy niezwykle zacięte spotkanie, w trakcie którego swój indywidualny pojedynek toczyli Rafael Araujo z Karolem Butrynem. Obaj bombardierzy to najlepiej punktujący gracze w swoich drużynach, którzy przed derbami mogli się pochwalić bardzo dobrymi statystykami (Araujo – 15,32 punktu na mecz, Butryn – 12,89). Nic dziwnego, że kibice, którzy do ostatniego miejsca wypełnili halę MOSiR w Sosnowcu z zapartym tchem oglądali mocne zbicia obu atakujących. W I secie obie drużyny dość długo szły „łeb w łeb” i wydawało się, że losy tej partii rozstrzygną się w końcówce. Mocne zagrywki „GieKSy” zrobiły swoje, po serwisie Pawła Pietraszki, z którym nie poradził sobie Jan Klobucar, goście uciekli na 21:18. Dodajmy, że wcześniej, gdy w polu zagrywki zameldował się Rafał Faryna, oglądaliśmy siatkarski pocisk, którym ustrzelony został Butryn… Ostatecznie katowiczanie zagarnęli inauguracyjnego seta po chytrym ataku Gonzalo Quirogi. Twarda sztuka… – Araujo w I secie zdobył tylko 3 „oczka” i znalazł się w cieniu Butryna. Ale Brazylijczyk to twarda sztuka, siatkarz, który nie załamuje się chwilowymi niepowodzeniami. Od drugiej partii był już sobą, stając się zmorą katowickiego bloku. Do szalenie mocnych zbić Araujo dołożył kilka skutecznych zagrywek, więc nic dziwnego, że druga partia była popisem gospodarzy, którzy dominowali w jej trakcie w każdym elemencie sztuki siatkarskiej. Goście mieli przede wszystkim problemy z przyjęciem zagrywki i stąd się brała ich ogólna niemoc… – Mieliśmy w głowach trzysetową porażkę w Katowicach w pierwszej rundzie i bardzo chcieliśmy się zrewanżować rywalom. Ja tylko robiłem to co do mnie należało, najważniejszy był zespół. W sumie to bardzo żałujemy, że nie udało się wygrać. Tym bardziej, że mieliśmy mocne wsparcie naszych kibiców, którym dziękujemy za doping – powiedział nam po meczu Araujo. Metamorfozy Butryna –  Trzecia odsłona to już riposta Butryna, który zdobył w niej 8 punktów omijając będziński blok nawet wówczas, gdy dostawał nieco trudniejsze piłki. Katowiczanie potrafili się sprężyć po laniu, jakim dostali w drugiej odsłonie, jednak swoją pieczęć na zwycięstwie przyłożyli dopiero w tie-breaku. A w nim zacięta walka trwała od pierwszej do ostatniej piłki. Po autowym ataku Walińskiego, goście mogli fetować zwycięstwo wspólnie z Klubem Kibiców Niepełnosprawnych GKS Katowice, który niewątpliwie pomógł swojej drużynie głośnym dopingiem…  (…)

siatka.org – PL: Koniec czarnej serii. Tie-break w Sosnowcu dla GKS-u Katowice

Do podziału punktów doszło w starciu sąsiadów tabeli. MKS Będzin podejmował GKS Katowice, a pojedynek był bardzo ważny w kontekście układu dolnej części tabeli. Ostatecznie w decydującym secie lepsi okazali się podopieczni Piotr Gruszki, którzy tym samym awansowali na 11. pozycję w ligowej tabeli. Mecz dwóch sąsiadujących ze sobą drużyn w tabeli rozpoczął się od remisu 3:3. W zespole z Katowic punktował Karol Butryn, przyjezdni – po tym jak został zablokowany Rafael Araujo, prowadzili 8:6. Gospodarze szybko odpowiedzieli swoim rywalom, grę MKS-u napędzili Jan Klobucar oraz Rafael Araujo i był remis 10:10. Gra obu drużyn falowała, ekipa z Katowic po błędach gospodarzy prowadziła 15:13 i o pierwszą przerwę na żądanie poprosił Stelio DeRocco. Było to dobre posuniecie tego szkoleniowca, w polu zagrywki punktował Rafał Faryna i będzinianie prowadzili 17:16. Wynik oscylował wokół remisu, ciężar gry w drużynie gości wziął Paweł Pietraszko, najpierw popisał się atakiem, a kilka chwil później asem serwisowym, nieporozumienie w szeregach gospodarzy wykorzystał Emanuel Kohut i katowiczanie prowadzili 21:18. Drużyna z Będzina zbliżyła się na jeden punkt do swoich rywali (20:21), ale na niewiele się to zdało, zwycięstwo w premierowej odsłonie meczu zanotowali goście i prowadzili w spotkaniu 1:0.  (…)

 

polsatsport.pl – PlusLiga: Podział punktów w starciu MKS – GKS

(…)  Premierowa odsłona miała bardzo wyrównany przebieg, żadna ze stron nie była w stanie wypracować sobie znaczącej przewagi (5:5, 11:11, 17:17). W końcówce odskoczyli katowiczanie, przy zagrywkach Pawła Pietraszko (18:21). Gospodarze nie składali broni, skutecznie w tej części gry prezentował się Bartłomiej Grzechnik (22:23), jednak katowiczanie decydujące punkty zapisali na swym koncie. Gonzalo Quiroga zamknął seta skutecznym atakiem (23:25). Podrażnieni gospodarze w drugiej partii całkowicie zdominowali grę. Rozpoczęli od mocnego uderzenia (5:1, 8:2 – as serwisowy Rafaela Araujo), a i w dalszej części nie pozwolili dojść do głosu rywalom, którzy nieco ułatwiali zadanie gospodarzom, popełniając proste błędy. W końcówce seta różnica wynosiła już dziesięć oczek (18:8 – po punktowej zagrywce Artura Ratajczaka). MKS wygrał ostatecznie 25:14, a ostatni punkt zdobył Jan Klobucar. W trzeciej odsłonie inicjatywa była po stronie podopiecznych Piotra Gruszki. Po początkowej przewadze gospodarzy (7:5), katowiczanie uzyskali przewagę dzięki dobrej zagrywce i błędom rywali (9:11). Skuteczna gra Karola Butryna pozwoliła ekipie GKS odskoczyć (10:14, 14:20); w końcówce utrzymywali przewagę, a zepsuta zagrywka Rafała Faryny ustaliła wynik na 21:25. Seta numer cztery lepiej rozpoczęli goście (3:6, 6:9), jednak będzinianie szybko wyrównali (10:10), a w środkowej części seta zaczęli budować przewagę. Kluczowa dla losów tej partii była seria pięciu wygranych przez gospodarzy piłek (22:17). Katowiczanie nie byli już w stanie skutecznie odpowiedzieć. Araujo wywalczył piłkę setową (24:20), a skuteczny blok zakończył tę partię (25:21). W tie-breaku oglądaliśmy zaciętą, choć niepozbawioną błędów walkę. Przy zmianie stron punkt przewagi mieli goście (7:8), później prowadzenie przechodziło z rąk do rąk, jednak ostatniej fazie seta błędy gospodarzy przesądziły o zwycięstwie GKS. Najpierw Araujo zmarnował zagrywkę, po chwili Marcin Waliński zaatakował w antenkę, a w ostatniej akcji zaatakował bez bloku w aut (12:15).  (…)

sportowefakty.wp.pl – MKS Będzin – GKS Katowice: podopieczni Piotra Gruszki złapali oddech. Ważna wygrana katowiczan w śląskich derbach

(…)  Mecz będzinian i katowiczan jeszcze przed pierwszym gwizdkiem wyrósł ponad rangę przeciętnego ligowego spotkania. Oprócz zwykłej walki o zwycięstwo, w grę weszły też lokalne animozje między Ślązakami a Zagłębiakami i rywalizacja o 12. miejsce w PlusLidze, ostatnie nad strefą barażową.  (…)  Zagłębiacy utrzymali dobrą dyspozycję w początkowej fazie trzeciej partii, jednak tym razem GKS nie pozwolił sobie na tak długi przestój, jak na starcie trzeciej odsłony.  Po ataku Gonzalo Quirogi szybko wyszedł z niewygodnego ustawienia. Żaden z zespołów nie potrafił jednak odskoczyć od rywala na bezpieczny dystans (8:7). Wszystko zmieniło się chwilę później, gdy gracze MKS-u zachorowali na chorobę, która wcześniej męczyła ich rywali – zaczęli masowo popełniać błędy własne. Mylili się zarówno w ataku, przyjęciu, jak i na zagrywce (11:15). Przy takim obrocie spraw, katowiczanie zaczęli dyktować warunki gry. Prym w ofensywie wiódł Butryn, ale spore znaczenie miała też niezła dyspozycja katowickich środkowych. Trener DeRocco jeszcze starał się uratować seta zmianami, dzięki którym gospodarze odrobili część strat, ale ostatecznie przegrali (21:25).  (…)

 

czassiatkowki.pl – PlusLiga: GKS Katowice wygrywa po pięciu setach

W ostatnim meczu dwudziestej kolejki PlusLigi zespół MKS-u Będzin podejmował ekipę GKS-u Katowice. W pierwszym secie zespoły nawiązały między sobą zaciętą walkę, lecz w drugim secie wyraźnie można było zaobserwować jednostronną grę na korzyść gospodarzy. Ostatecznie po pięciu setach zwycięstwa mogli się cieszyć katowiczanie.  (…)  Tie-break rozpoczął się błędem Karola Butryna, lecz stracony punkt odrobił Paweł Pietraszko (1:1). Będzinianie wypracowali sobie dwupunktowe prowadzenie (3:1), a następnie utrzymywali taką różnicę punktową w kolejnych akcjach. Jeszcze przed zmiana stron goście doprowadzili do remisu (5:5), ale nie objęli prowadzenia. Zespoły nie zwalniały tempa gry. Błąd Rafaela Araujo Rodriguesa wyprowadził przyjezdnych na minimalną przewagę (8:7). Ostatecznie wyrównaną końcówkę rozstrzygnęli na swoją korzyść katowiczanie (15:12).  (…)

mksbedzin.pl – Dreszczowiec dla „GieKSy”

(…)  W pierwszym secie obie drużyny dość długo szły „łeb w łeb” i wydawało się, że losy tej partii rozstrzygną się w końcówce. Mocne zagrywki „GieKSy” zrobiły swoje, po serwisie Pawła Pietraszki, z którym nie poradził sobie Jan Klobucar, goście uciekli na 21:18. Dodajmy, że wcześniej, gdy w polu zagrywki zameldował się Rafał Faryna, oglądaliśmy siatkarski pocisk, jakim ustrzelony został Butryn… Ostatecznie katowiczanie zagarnęli inauguracyjnego seta po chytrym ataku Gonzalo Quirogi. Araujo zdobył tylko trzy „oczka” i znalazł się w cieniu Butryna, ale Brazylijczyk to twarda sztuka, siatkarz który nie załamuje się chwilowymi niepowodzeniami. Od drugiej części spotkania był już sobą, stając się zmorą katowickiego bloku. Do szalenie mocnych zbić Araujo dołożył kilka skutecznych zagrywek, więc nic dziwnego, że druga partia była popisem gospodarzy, dominujących w każdym elemencie sztuki siatkarskiej. Goście mieli przede wszystkim problemy z przyjęciem zagrywki i stąd  wynikała ich ogólna niemoc– Mieliśmy w głowach trzysetową porażkę w Katowicach w pierwszej rundzie i bardzo chcieliśmy się zrewanżować rywalom. Ja tylko robiłem, to co do mnie należało, najważniejszy był zespół – powiedział atakujący MKS-u. Trzecia odsłona to już riposta Butryna, który zdobył w niej osiem punktów, omijając będziński blok nawet wówczas, gdy dostawał nieco trudniejsze piłki. Katowiczanie potrafili się sprężyć po laniu, jakim dostali w drugiej odsłonie, jednak swoją pieczęć na zwycięstwie przyłożyli dopiero w tie-breaku. W  nim zacięta walka trwała od pierwszej do ostatniej piłki. Po autowym ataku Marcina Walińskiego goście mogli się cieszyć ze zwycięstwa i przerwania serii trzech porażek ligowych z rzędu…  (…)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga