Siatkówka
Siatkarska krótka przesunięta – [16] – Wielki oddech ulgi po wygranej z Czarnymi
STATYSTYKI MECZOWE GKS-u
Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z Czarnymi trwał 102 minuty, z czego I set 24 min. – II set 26 min. – III set 25 min. – IV set 27 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 24: zagrywka 12, atak 10, siatka 0, inne 2.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 24: zagrywka 19, atak 3, siatka 2, inne 0.
Ilość zdobytych punktów – GKS 72: Witczak 16, Quiroga 16, Pietraszko 15, Kapelus 14, Kohut 6, Butryn 3, Fijałek 1, Sobański 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 23: Pietraszko 7, Kapelus 6, Quiroga 5, Witczak 4, Sobański 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 49: Witczak 12, Quiroga 11, Kapelus 8, Pietraszko 8, Kohut 6, Butryn 3, Fijałek 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 37: Witczak 10, Pietraszko 10, Kapelus 8, Quiroga 8, Butryn 3, Kohut 2, Komenda -1, Fijałek -1, Mariański -2.
Ilość zagrywek – GKS 95: Pietraszko 20, Quiroga 18, Kohut 16, Fijałek 12, Witczak 11, Kapelus 11, Komenda 2, Butryn 2, Sobański 2, Krulicki 1.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 19: Kapelus 4, Witczak 3, Pietraszko 3, Kohut 3, Quiroga 3, Fijałek 2, Komenda 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 5: Quiroga 3, Pietraszko 2.
Ilość przyjęć – GKS 75: Mariański 31, Quiroga 19, Kapelus 17, Pietraszko 4, Sobański 3, Kohut 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 7: Pietraszko 2, Mariański 2, Kapelus 1, Sobański 1, Quiroga 1.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 51%: Sobański 67%, Mariański 58%, Kapelus 53%, Quiroga 47%, Pietraszko 0%, Kohut 0%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 36%: Sobański 67%, Kapelus 47%, Mariański 35%, Quiroga 32%, Pietraszko 0%, Kohut 0%.
Ilość ataków – GKS 104: Quiroga 27, Witczak 25, Kapelus 21, Pietraszko 13, Kohut 11, Butryn 6, Fijałek 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 3: Quiroga 2, Witczak 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 6: Witczak 2, Quiroga 2, Kapelus 1, Kohut 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 60: Witczak 16, Kapelus 13, Quiroga 11, Pietraszko 10, Kohut 6, Butryn 3, Fijałek 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 58%: Fijałek 100%, Pietraszko 77%, Witczak 64%, Kapelus 62%, Kohut 55%, Butryn 50%, Quiroga 41%.
Ilość bloków punktowych – GKS 7: Pietraszko 3, Quiroga 2, Kapelus 1, Sobański 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 2: Fijałek 1, Quiroga 1.
Mecz z Czarnymi zaczął się od wyrównanej gry i kilkukrotnie zmieniającego się prowadzenia. Żadna ze stron nie mogła osiągnąć większej przewagi niż dwa oczka. Tak było aż do samego końca do stanu 21:19, gdy w kolejnej akcji pomylił się w ataku siatkarz gości i tej skromnej przewagi nie wypuściliśmy już z rąk. Skuteczność w ataku – GKS miał 59% przy 38% Czarnych – w punktach wyszło 16:10. Obie drużyny miały tylko po 2 bloki, obyło się tym razem bez asów serwisowych. Błędy własne – GieKSa miał 9 przy 7 radomian. Przyjęcie prawie na równi – dokładne na poziomie 47% do 50%, a perfekcyjne na poziomie 35% do 39%. Punktowanie rozłożyło się na czterech graczy: Witczak 5 punktów oraz Kapelus, Pietraszko i Quiroga po 4 oczka.
W drugi set lepiej weszli goście i zaczęli od wysokiego prowadzenia 3:7, na szczęście szybko zniwelowaliśmy straty doprowadzając do remisu po 11. Od tego momentu znów trwała zacięta rywalizacja z akcjami „punkt za punkt” aż do stanu 20:21. W decydującej końcówce nasi siatkarze zagrali bardzo pewnie, nie oddając rywalom już ani jednego punktu, a wszystko to działo się przy bardzo dobrej zagrywce Pawła Pietraszki. Skuteczność w ataku – GKS miał 50% przy 43% Czarnych – w punktacji wyliczono jednak remis 13:13. W asach i blokach byliśmy minimalnie gorsi – 3:4. Zadecydowały błędy własne – GieKSa miał ich tylko 4 przy aż 9 radomian. Przyjęcie lepsze po stronie rywali – dokładne na poziomie 50% do 57%, a perfekcyjne na poziomie 33% do 48%. Punktowanie rozłożyło się równo na całą piątkę wyjściową graczy, najwięcej miał Witczak 4 punkty, a reszta po 3 oczka. Oby tak częściej…
Trzecia partia rozpoczęła się identycznie jak poprzednia (3:7), ale tym razem zakończyła się bez happy endu. Nasza gra nie układała się najlepiej i to nasi przeciwnicy kontrolowali jej przebieg. Przegrywaliśmy już 9:15, potem 13:20, by zniwelować straty do stanu 20:23. Na całkowite odrobienie zabrakło po prostu czasu. Skuteczność w ataku była taka sama jak w poprzednim secie czyli – GKS miał 58% przy 52% Czarnych – w punktach wyszło na remis 14:14. Tym razem mieliśmy tylko 2 bloki, na co goście odpowiedzieli tym samym oraz dołożyli 3 asy – razem było więc 2:5. Błędy własne – GieKSa miała 6 przy 5 radomian. Przyjęcie znów lepsze po stronie rywali – dokładne na poziomie 52% do 59%, a perfekcyjne na poziomie 38% do 41%. Ponownie zdobywanie punktów rozłożyło się na całą drużynę, a najwięcej oczek tym razem zdobył Kapelus (4).
W czwartym secie od początku trwała zacięta rywalizacja, gdy żaden z przeciwników nie mógł osiągnąć większej przewagi niż dwa oczka. Taka sytuacja miała miejsce tylko dwa razy, przy wynikach 10:8 oraz 16:18. Od tego drugiego momentu GieKSa zagrała bardzo dobrą końcówkę seta, oddając w tym fragmencie meczu tylko jeden punkt rywalom! Wszystko to za sprawą świetnej zagrywki Quirogi (aż 3 asy!) oraz czterech skutecznych akcji w wykonaniu Pietraszki ( w tym dwa blokiem). Skuteczność w ataku bardzo dobra – GKS miał 63% przy 57% Czarnych – w punktach wyliczono 17:12. W asach i blokach też nasza przewaga, bo było 5:2. Błędy własne – GieKSa miała 5 przy tylko 3 radomian. Przyjęcie jeszcze raz lepsze po stronie przeciwników – dokładne na poziomie 53% do 55%, a perfekcyjne na poziomie 37% do 45%. Numerem jeden był oczywiście Gonzalo Quiroga (7 punktów), a za nim Witczak i Pietraszko po 5 oczek, przy 71% i 60% skuteczności w ataku.
Ogólnie mecz bardzo wyrównany z lepiej rozegranymi końcówkami setów przez naszą drużynę. Widać było znaczną poprawę gry w wykonaniu siatkarzy GKS-u i tylko szkoda tej trzeciej partii, w której znaczny przestój w grze poskutkował jej przegraniem. Przy takiej dyspozycji jest duża szansa na odnoszenie kolejnych wygranych, na co oczywiście bardzo liczymy. Skuteczność w ataku bardzo dobra po naszej stronie – GKS miał 58% przy 47% Czarnych – w punktacji wyliczono 60:49. W asach serwisowych przegraliśmy 5:7, by wygrać minimalnie w blokach punktowych 7:6. Łączna punktacja po skończeniu własnych akcji wyniosła 72:62 na naszą korzyść. W błędach własnych był remis po 24, choć wciąż liczba zepsutych zagrywek (aż 19) naszej drużyny musi martwić. Przyjęcie troszkę lepsze było po stronie naszych przeciwników – dokładne na poziomie 51% do 55%, a perfekcyjne na poziomie 36% do 43%. Bardzo ładnie (równo) zapunktowało w naszej drużynie aż czterech graczy – Witczak i Quiroga po 16 oczek oraz Pietraszko 15 i Kapelus 14 punktów. Oby tak częściej wyglądała gra w ataku. MVP tego meczu wybrano jednak naszego rozgrywającego Macieja Fijałka, który troszkę niespodziewanie dostał szansę gry w wyjściowej szóstce i jak widać wykorzystał ją w pełni. Nasz były kapitan (jeszcze z czasów pierwszoligowych) zdobył 1 punkt w ataku, ponadto 12 razy serwował, myląc się 2 razy, najważniejsze jednak, ze umiejętnie pokierował grą swoich kolegów z drużyny. I oby utrzymał taką formę w kolejnych spotkaniach, a następne już w najbliższą sobotę w Bydgoszczy.
ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 16 meczach (59 setów)
Bilans meczów łącznie – 7:9 – Bilans punktów – 21:27 – Bilans setów – 27:32 – Bilans małych punktów – 1303:1334
Bilans meczów „u siebie” – 3:5 – Bilans punktów – 9:15 – Bilans setów – 11:16 – Bilans małych punktów – 586:624
Bilans meczów „na wyjeździe” – 4:4 – Bilans punktów – 12:12 – Bilans setów 16:16 – Bilans małych punktów – 717:710
Rozegrane mecze – 16: Komenda, Butryn, Kapelus, Kohut, Quiroga, 15: Witczak, Pietraszko, Mariański, 13: Sobański, 12: Stelmach, Fijałek, 11: Krulicki, 9: Kalembka, 7: Stańczak,
Rozegrane sety – 59: Quiroga, 55: Kohut, 54: Komenda, 53: Butryn, 51: Mariański, 49: Kapelus, 47: Pietraszko, 35: Witczak, 32: Sobański, 31: Fijałek, 21: Stańczak, Krulicki, 19: Stelmach, 18: Kalembka,
Widzów na meczach GKS-u – „u siebie” / „na wyjeździe” – 11480:12580
Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u trwały 1477 minut, z czego I set 376 min. – II set 414 min. – III set 402 min. – IV set 243 min. – V set 42 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 384: zagrywka 222, atak 120, siatka 14, inne 28.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 407: zagrywka 269, atak 95, siatka 16, inne 27.
Ilość zdobytych punktów – GKS 919: Butryn 201, Quiroga 186, Kapelus 122, Kohut 112, Pietraszko 99, Witczak 68, Komenda 39, Sobański 39, Krulicki 23, Kalembka 20, Stelmach 5, Fijałek 5.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 317: Butryn 76, Quiroga 58, Kapelus 39, Pietraszko 34, Kohut 31, Komenda 28, Witczak 20, Sobański 13, Krulicki 9, Stelmach 4, Kalembka 3, Fijałek 2.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 602: Quiroga 128, Butryn 125, Kapelus 83, Kohut 81, Pietraszko 65, Witczak 48, Sobański 26, Kalembka 17, Krulicki 14, Komenda 11, Fijałek 3, Stelmach 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 352: Butryn 96, Quiroga 80, Kohut 62, Pietraszko 46, Kapelus 41, Witczak 31, Krulicki 13, Kalembka 4, Stelmach 4, Komenda 1, Sobański 1, Fijałek -3, Stańczak -4, Mariański -20.
Ilość zagrywek – GKS 1305: Quiroga 227, Butryn 181, Komenda 174, Kohut 161, Pietraszko 158, Kapelus 141, Witczak 72, Sobański 57, Kalembka 47, Krulicki 45, Fijałek 38, Stelmach 4.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 269: Pietraszko 42, Kohut 41, Butryn 39, Komenda 34, Quiroga 34, Kapelus 30, Witczak 12, Kalembka 11, Sobański 10, Krulicki 8, Fijałek 7, Stelmach 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 75: Quiroga 19, Butryn 16, Pietraszko 11, Komenda 8, Witczak 6, Kohut 5, Kapelus 4, Krulicki 3, Fijałek 2, Stelmach 1.
Ilość przyjęć – GKS 1110: Quiroga 397, Kapelus 270, Mariański 247, Sobański 99, Stańczak 54, Kohut 10, Pietraszko 10, Stelmach 6, Kalembka 5, Krulicki 5, Komenda 3, Butryn 2, Fijałek 1, Witczak 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 84: Quiroga 23, Mariański 20, Kapelus 17, Sobański 12, Stańczak 4, Pietraszko 3, Krulicki 2, Fijałek 1, Kalembka 1, Komenda 1,
Przyjęcie negatywne – GKS 229: Quiroga 74, Kapelus 62, Mariański 40, Sobański 34, Stańczak 10, Pietraszko 3, Stelmach 2, Komenda 1, Kalembka 1, Kohut 1, Krulicki 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 303: Quiroga 107, Mariański 80, Kapelus 69, Sobański 25, Stańczak 12, Kohut 2, Stelmach 2, Pietraszko 2, Krulicki 1, Witczak 1, Kalembka 1, Butryn 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 27%: Witczak 100%, Butryn 50%, Stelmach 33%, Mariański 32%, Quiroga 27%, Kapelus 26%, Sobański 25%, Stańczak 22%, Kohut 20%, Pietraszko 20%, Krulicki 20%, Kalembka 20%, Komenda 0%, Fijałek 0%,
Ilość ataków – GKS 1537: Butryn 373, Quiroga 372, Kapelus 253, Kohut 145, Witczak 129, Pietraszko 99, Sobański 86, Kalembka 28, Krulicki 26, Komenda 20, Stelmach 3, Fijałek 3.
Ilość błędów w ataku – GKS 95: Butryn 33, Quiroga 27, Witczak 11, Kapelus 9, Sobański 8, Pietraszko 2, Kohut 2, Kalembka 2, Komenda 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 119: Butryn 33, Kapelus 25, Quiroga 22, Witczak 14, Sobański 8, Kohut 7, Pietraszko 6, Komenda 2, Kalembka 2.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 728: Butryn 172, Quiroga 157, Kapelus 109, Kohut 89, Pietraszko 65, Witczak 59, Sobański 32, Kalembka 17, Krulicki 12, Komenda 10, Stelmach 3, Fijałek 3.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 47%: Fijałek 100%, Stelmach 100%, Pietraszko 66%, Kohut 61%, Kalembka 61%, Komenda 50%, Krulicki 46%, Butryn 46%, Witczak 46%, Kapelus 43%, Quiroga 42%, Sobański 37%,
Ilość bloków punktowych – GKS 116: Pietraszko 23, Komenda 21, Kohut 18, Butryn 13, Quiroga 10, Kapelus 9, Krulicki 8, Sobański 7, Witczak 3, Kalembka 3, Stelmach 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 16: Kohut 3, Butryn 3, Quiroga 3, Pietraszko 2, Sobański 1, Kapelus 1, Kalembka 1, Komenda 1, Fijałek 1.
MVP – GKS 7: Komenda 2, Butryn 2, Quiroga 1, Mariański 1, Fijałek 1.
Najlepsi siatkarze w przegranych meczach – GKS 8: Butryn 5, Kapelus 1, Sobański 1, Witczak 1, (oprócz meczu z ZAKSĄ)
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.
Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.
Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.
Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?
Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.
Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.
Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?
Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?


Najnowsze komentarze