Siatkówka
Siatkarska krótka przesunięta – [17] – Co się dzieje z siatkarzami GKS-u?!
STATYSTYKI MECZOWE GKS-u
Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z Łuczniczką trwał 105 minut, z czego I set 29 min. – II set 26 min. – III set 23 min. – IV set 27 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 29: zagrywka 10, atak 14, siatka 2, inne 3.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 31: zagrywka 13, atak 12, siatka 3, inne 3.
Ilość zdobytych punktów – GKS 54: Quiroga 13, Pietraszko 12, Witczak 9, Butryn 7, Kapelus 6, Kohut 4, Komenda 1, Fijałek 1, Sobański 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 16: Pietraszko 4, Quiroga 4, Witczak 2, Kapelus 2, Komenda 1, Butryn 1, Fijałek 1, Sobański 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 38: Quiroga 9, Pietraszko 8, Witczak 7, Butryn 6, Kapelus 4, Kohut 4.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 13: Pietraszko 8, Witczak 5, Quiroga 5, Butryn 1, Fijałek -1, Kohut -1, Kapelus -2, Mariański -2.
Ilość zagrywek – GKS 84: Quiroga 19, Kapelus 16, Pietraszko 15, Fijałek 10, Witczak 9, Kohut 7, Butryn 4, Komenda 3, Krulicki 1.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 13: Kapelus 3, Kohut 3, Pietraszko 2, Fijałek 2, Quiroga 2, Witczak 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 6: Quiroga 2, Witczak 1, Kapelus 1, Pietraszko 1, Fijałek 1.
Ilość przyjęć – GKS 84: Kapelus 28, Mariański 27, Quiroga 23, Sobański 5, Pietraszko 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 6: Kapelus 3, Mariański 2, Quiroga 1.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 44%: Quiroga 57%, Mariański 48%, Kapelus 36%, Sobański 20%, Pietraszko 0%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 27%: Quiroga 43%, Mariański 30%, Sobański 20%, Kapelus 14%, Pietraszko 0%.
Ilość ataków – GKS 111: Quiroga 27, Witczak 21, Kapelus 21, Butryn 16, Pietraszko 13, Kohut 9, Sobański 3, Komenda 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 12: Quiroga 5, Butryn 2, Kapelus 2, Komenda 1, Pietraszko 1, Kohut 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 10: Butryn 4, Witczak 3, Pietraszko 1, Kohut 1, Sobański 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 40: Pietraszko 9, Quiroga 9, Witczak 7, Butryn 7, Kapelus 5, Kohut 2, Sobański 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 36%: Pietraszko 69%, Butryn 44%, Witczak 33%, Sobański 33%, Quiroga 33%, Kapelus 24%, Kohut 22%, Komenda 0%.
Ilość bloków punktowych – GKS 8: Pietraszko 2, Kohut 2, Quiroga 2, Witczak 1, Komenda 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 3: Komenda 1, Butryn 1, Quiroga 1.
Początek meczu należał do gospodarzy (3:1), potem inicjatywę przejął nasz zespół (7:10, 9:12 i 11:13). Środkowa jego część to gra „punkt za punkt” do stanu po 19 i wtedy gracze Łuczniczki zdobyli trzy punkty z rzędu, których nie udało się już odrobić. Szkoda, bo mimo wszystko szansa na wygranie tego seta była. Skuteczność w ataku – GKS miał 45% przy 50% Łuczniczki – w punktach wyszło 13:14. W asach i blokach był remis po 3. Błędy własne – GieKSa miała 8 przy 7 bydgoszczan. Przyjęcie lepsze po stronie rywali – dokładne na poziomie 43% do 60%, a perfekcyjne na poziomie 30% do 40%. Najlepiej punktował Witczak, 6 oczek (przy 67% skuteczności).
W drugim secie katowiczanie od samego początku byli stroną kontrolującą jego przebieg. Wystarczy nadmienić, że Łuczniczka tylko raz w tej partii wyszła na prowadzenie (6:5), a tak od stanu 6:10 to nasi siatkarze utrzymywali tę przewagę aż do samego końca. Skuteczność w ataku GKS miał słabszą – 35% przy 39% Łuczniczki; w punktach wyliczono 8:11 – co nie przeszkodziło w wygraniu tej partii dość wyraźnie. W asach i blokach lepsi byli nasi zawodnicy 6:3, co dało łącznie remis po 14 w łącznej punktacji po własnych akcjach. Resztę zrobiły błędy własne – GieKSa miała 6 przy aż 11 bydgoszczan. Przyjęcie przeciętne, ale lepsze po naszej stronie – dokładne na poziomie 38% do 29%, a perfekcyjne na poziomie 25% do 14%. Tym razem najlepiej punktował Quiroga, 6 oczek (przy 71% skuteczności).
Trzecia partia to była kompromitacja naszego zespołu. Od stanu 4:3 dla przeciwników nasza gra kompletnie się posypała i przykro było patrzeć na bezradność siatkarzy GKS-u. Gospodarze systematycznie odjeżdżali z wynikiem (8:3, 15:8, 20:9) by zakończyło się prawdziwym blamażem 25:13! Liczby tego seta są wielce wymowne. Skuteczność w ataku – GKS miał 19% (wstyd!) przy 41% Łuczniczki – w punktach wyszło 5:9! Mieliśmy tylko 1 blok przy 5 rywali plus 2 asy, co dało łącznie żenujący wynik po skończeniu własnych akcji – 6:16! Błędy własne – GieKSa miała 9 przy 7 bydgoszczan – a więc dostaliśmy jeden punkt więcej w prezencie od rywali niż sami zdobyliśmy! Przyjęcie żałosne po stronie… rywali! tylko co z tego?! – dokładne na poziomie 45% do 9%, a perfekcyjne na poziomie 18% do 0%. Nie spotkałem się jeszcze nigdy z taką statystyką, aby drużyna mająca przyjęcie na poziomie 9% oraz 0%, wygrała seta 25:13!!!
W czwartej partii nasza gra nie wyglądała o wiele lepiej. Gospodarze szybko odskoczyli z wynikiem (8:4), by potem swą przewagę systematycznie powiększać (13:8, 17:11) dochodząc aż do stanu 22:18. Wtedy katowiczanie spróbowali jeszcze odwrócić losy tego seta (23:22), doprowadzając do małej nerwówki po stronie przeciwników, ale ostatecznie nie udało się doprowadzić do tie-breaka. Skuteczność w ataku – GKS miał 42% przy 48% Łuczniczki – w punktach wyszło na remis po 14. W asach i blokach byliśmy minimalnie lepsi, bo 4:3, a mimo to przegraliśmy tego seta. Błędy własne – GieKSa miała 8 przy 4 bydgoszczan. Przyjęcie zdecydowanie lepsze po stronie rywali – dokładne na poziomie 48% do 63%, a perfekcyjne na poziomie 35% do 47%. Sytuację w punktach próbowali ratować Butryn oraz Pietraszko po 5 oczek zdobytych.
Ogólnie mecz w wykonaniu naszych siatkarzy słaby, pierwsze dwa sety dobre, trzeci kompromitująco słaby, a czwarty przeciętny. Wydawało się, że po przełamaniu w meczu z Czarnymi nasza gra pójdzie w górę (a przynajmniej utrzyma tamten poziom), a tu znów zjazd w dół z formą i co gorsze, wciąż pojawiające się problemy mentalne zawodników, na co coraz głośniej narzeka trener Piotr Gruszka. Nie wróży to dobrze na dalszą część rundy rewanżowej, a przed nami jeszcze mnóstwo grania (13 meczów) i „tylko” 6 oczek przewagi nad strefą barażową w tabeli! Skuteczność w ataku – GKS miał 36% (bardzo słabo!) przy 45% Łuczniczki – w punktach podliczono 40:48. W asach serwisowych remis po 6, a w blokach punktowych przegraliśmy 8:10. Łączna punktacja po skończeniu własnych akcji wyniosła 54:64. W błędach własnych – GieKSa miała 31 przy 29 bydgoszczan. Przyjęcie na „równo” po obu stronach – dokładne na poziomie 44% do 44%, a perfekcyjne na poziomie 27% do 28%. Najlepiej punktującym graczem był Quiroga, 13 punktów, ale przy słabej skuteczności 33%, za to solidnie zagrał na środku Pietraszko – 12 oczek przy 69% skuteczności. Zabrakło wsparcia pozostałych graczy, a w szczególności atakujących. Teraz przed nami bardzo trudny pojedynek z rewelacją tego sezonu ONICO Warszawa.
ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 17 meczach (63 sety)
Bilans meczów łącznie – 7:10 – Bilans punktów – 21:30 – Bilans setów – 28:35 – Bilans małych punktów – 1386:1429
Bilans meczów „u siebie” – 3:5 – Bilans punktów – 9:15 – Bilans setów – 11:16 – Bilans małych punktów – 586:624
Bilans meczów „na wyjeździe” – 4:5 – Bilans punktów – 12:15 – Bilans setów 17:19 – Bilans małych punktów – 800:805
Rozegrane mecze – 17: Komenda, Butryn, Kapelus, Kohut, Quiroga, 16: Witczak, Pietraszko, Mariański, 14: Sobański, 13: Fijałek, 12: Stelmach, Krulicki, 9: Kalembka, 7: Stańczak,
Rozegrane sety – 63: Quiroga, 59: Kohut, 58: Komenda, 56: Butryn, 55: Mariański, 53: Kapelus, 51: Pietraszko, 39: Witczak, 35: Fijałek, 34: Sobański, 22: Krulicki, 21: Stańczak, 19: Stelmach, 18: Kalembka,
Widzów na meczach GKS-u – „u siebie” / „na wyjeździe” – 11480:13850
Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u trwały 1582 minuty, z czego I set 405 min. – II set 440 min. – III set 425 min. – IV set 270 min. – V set 42 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 413: zagrywka 232, atak 134, siatka 16, inne 31.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 438: zagrywka 282, atak 107, siatka 19, inne 30.
Ilość zdobytych punktów – GKS 973: Butryn 208, Quiroga 199, Kapelus 128, Kohut 116, Pietraszko 111, Witczak 77, Komenda 40, Sobański 40, Krulicki 23, Kalembka 20, Fijałek 6, Stelmach 5.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 333: Butryn 77, Quiroga 62, Kapelus 41, Pietraszko 38, Kohut 31, Komenda 29, Witczak 22, Sobański 14, Krulicki 9, Stelmach 4, Kalembka 3, Fijałek 3.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 640: Quiroga 137, Butryn 131, Kapelus 87, Kohut 85, Pietraszko 73, Witczak 55, Sobański 26, Kalembka 17, Krulicki 14, Komenda 11, Fijałek 3, Stelmach 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 365: Butryn 97, Quiroga 85, Kohut 61, Pietraszko 54, Kapelus 39, Witczak 36, Krulicki 13, Kalembka 4, Stelmach 4, Komenda 1, Sobański 1, Fijałek -4, Stańczak -4, Mariański -22.
Ilość zagrywek – GKS 1389: Quiroga 246, Butryn 185, Komenda 177, Pietraszko 173, Kohut 168, Kapelus 157, Witczak 81, Sobański 57, Fijałek 48, Kalembka 47, Krulicki 46, Stelmach 4.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 282: Pietraszko 44, Kohut 44, Butryn 39, Quiroga 36, Komenda 34, Kapelus 33, Witczak 13, Kalembka 11, Sobański 10, Fijałek 9, Krulicki 8, Stelmach 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 81: Quiroga 21, Butryn 16, Pietraszko 12, Komenda 8, Witczak 7, Kohut 5, Kapelus 5, Krulicki 3, Fijałek 3, Stelmach 1.
Ilość przyjęć – GKS 1194: Quiroga 420, Kapelus 298, Mariański 274, Sobański 104, Stańczak 54, Pietraszko 11, Kohut 10, Stelmach 6, Kalembka 5, Krulicki 5, Komenda 3, Butryn 2, Fijałek 1, Witczak 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 90: Quiroga 24, Mariański 22, Kapelus 20, Sobański 12, Stańczak 4, Pietraszko 3, Krulicki 2, Fijałek 1, Kalembka 1, Komenda 1,
Przyjęcie negatywne – GKS 245: Quiroga 79, Kapelus 64, Mariański 47, Sobański 36, Stańczak 10, Pietraszko 3, Stelmach 2, Komenda 1, Kalembka 1, Kohut 1, Krulicki 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 326: Quiroga 117, Mariański 88, Kapelus 73, Sobański 26, Stańczak 12, Kohut 2, Stelmach 2, Pietraszko 2, Krulicki 1, Witczak 1, Kalembka 1, Butryn 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 27%: Witczak 100%, Butryn 50%, Stelmach 33%, Mariański 32%, Quiroga 28%, Sobański 25%, Kapelus 24%, Stańczak 22%, Kohut 20%, Krulicki 20%, Kalembka 20%, Pietraszko 18%, Komenda 0%, Fijałek 0%,
Ilość ataków – GKS 1648: Quiroga 399, Butryn 389, Kapelus 274, Kohut 154, Witczak 150, Pietraszko 112, Sobański 89, Kalembka 28, Krulicki 26, Komenda 21, Stelmach 3, Fijałek 3.
Ilość błędów w ataku – GKS 107: Butryn 35, Quiroga 32, Witczak 11, Kapelus 11, Sobański 8, Pietraszko 3, Kohut 3, Kalembka 2, Komenda 2.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 129: Butryn 37, Kapelus 25, Quiroga 22, Witczak 17, Sobański 9, Kohut 8, Pietraszko 7, Komenda 2, Kalembka 2.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 768: Butryn 179, Quiroga 166, Kapelus 114, Kohut 91, Pietraszko 74, Witczak 66, Sobański 33, Kalembka 17, Krulicki 12, Komenda 10, Stelmach 3, Fijałek 3.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 47%: Fijałek 100%, Stelmach 100%, Pietraszko 66%, Kalembka 61%, Kohut 59%, Komenda 48%, Krulicki 46%, Butryn 46%, Witczak 44%, Kapelus 42%, Quiroga 42%, Sobański 37%,
Ilość bloków punktowych – GKS 124: Pietraszko 25, Komenda 22, Kohut 20, Butryn 13, Quiroga 12, Kapelus 9, Krulicki 8, Sobański 7, Witczak 4, Kalembka 3, Stelmach 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 19: Butryn 4, Quiroga 4, Kohut 3, Pietraszko 2, Komenda 2, Sobański 1, Kapelus 1, Kalembka 1, Fijałek 1.
MVP – GKS 7: Komenda 2, Butryn 2, Quiroga 1, Mariański 1, Fijałek 1.
Najlepsi siatkarze w przegranych meczach – GKS 9: Butryn 5, Kapelus 1, Sobański 1, Witczak 1, Quiroga 1, (oprócz meczu z ZAKSĄ)
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.
Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.
Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.
Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?
Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.
Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.
Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?
Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie pęka przed NIKIM
Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.
Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.
Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.
A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.
I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.
Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.
Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.
W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.
Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.
Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.
Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.
W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.
Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.
Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.
Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.
Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.
Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.
Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.
Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.
Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.
Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.


Najnowsze komentarze