Dołącz do nas

Siatkówka

Siatkarska krótka przesunięta – [20] – Wreszcie wygrana siatkarzy GKS-u!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

STATYSTYKI MECZOWE GKS-u

Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z Będzinem trwał 125 minut, z czego I set 28 min. – II set 22 min. – III set 26 min. – IV set 29 min. – V set 20 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 29: zagrywka 17, atak 8, siatka 2, inne 2.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 34: zagrywka 22, atak 11, siatka 0, inne 1.

Ilość zdobytych punktów – GKS 71: Butryn 26, Kohut 13, Pietraszko 11, Quiroga 11, Sobański 6, Witczak 3, Komenda 1,
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 24: Butryn 9, Kohut 5, Pietraszko 4, Quiroga 3, Witczak 1, Komenda 1, Sobański 1,
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 47: Butryn 17, Kohut 8, Quiroga 8, Pietraszko 7, Sobański 5, Witczak 2,
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 21: Butryn 12, Kohut 11, Pietraszko 4, Witczak 2, Komenda -1, Kapelus -1, Fijałek -1, Stańczak -2, Sobański -3,

Ilość zagrywek – GKS 99: Pietraszko 22, Butryn 15, Kohut 15, Sobański 15, Quiroga 15, Komenda 10, Witczak 4, Kapelus 1, Kalembka 1, Fijałek 1,
Ilość błędów na zagrywce – GKS 22: Butryn 5, Pietraszko 5, Sobański 4, Quiroga 3, Komenda 2, Kohut 2, Fijałek 1,
Ilość asów serwisowych – GKS 5: Pietraszko 2, Witczak 1, Komenda 1, Kohut 1,

Ilość przyjęć – GKS 90: Sobański 36, Stańczak 23, Quiroga 23, Mariański 5, Kapelus 3,
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 7: Quiroga 3, Stańczak 2, Sobański 2,
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 44%: Stańczak 52%, Quiroga 48%, Sobański 42%, Kapelus 33%, Mariański 20%,
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 18%: Kapelus 33%, Stańczak 22%, Mariański 20%, Sobański 17%, Quiroga 13%,

Ilość ataków – GKS 121: Butryn 45, Quiroga 27, Sobański 15, Kohut 14, Pietraszko 11, Witczak 4, Komenda 3, Kapelus 2,
Ilość błędów w ataku – GKS 11: Butryn 6, Quiroga 4, Sobański 1,
Ilość ataków zablokowanych – GKS 10: Butryn 3, Pietraszko 2, Sobański 2, Witczak 1, Kapelus 1, Quiroga 1,
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 57: Butryn 24, Quiroga 10, Kohut 8, Pietraszko 7, Sobański 6, Witczak 2,
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 47%: Pietraszko 64%, Kohut 57%, Butryn 53%, Witczak 50%, Sobański 40%, Quiroga 37%, Komenda 0%, Kapelus 0%,

Ilość bloków punktowych – GKS 9: Kohut 4, Butryn 2, Pietraszko 2, Quiroga 1,
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 0:

 

Pierwszy set był bardzo wyrównany od samego początku z kilkukrotnie zmieniającym się prowadzeniem, z tym, że to częściej nasz zespół posiadał minimalną (dwupunktową) przewagę. W końcówce gdy GKS objął prowadzenie 22:19, rywale szybko zniwelowali te straty (22:21), ale w końcu udało się dociągnąć tego seta do zwycięskiego końca. Skuteczność w ataku – GKS miał 59% przy 50% MKS-u – w punktach wyszło 13;11. W asach i blokach wygraliśmy 4:2. Błędy własne – GieKSa miała 10 przy 8 przeciwników. Przyjęcie wysokie w obu ekipach, ale lepsze po stronie będzinian – dokładne na poziomie 59% do 65%, a perfekcyjne na poziomie 18% do 15%. Najlepiej punktowali Butryn 6 oczek (przy 71% skuteczności) i Pietraszko 5 punktów (100% skuteczności).

Druga partia to był koszmar w wykonaniu naszych siatkarzy, graliśmy fatalnie, nie wychodziło nam nic, a dodatkowo popełnialiśmy juniorskie błędy na boisku. Zaczęło się od prowadzenia gospodarzy 1:5, potem 2:8, następnie 6:13 i 8:19 !!! i tak już zostało do końca. Skuteczność w ataku – GKS miał 25% przy 61% MKS-u – punktowo podliczono 7:14. W asach i blokach też przegraliśmy 1:6. Błędy własne – GieKSa miała 5 przy 6 rywali. Przyjęcie oczywiście też na korzyść będzinian – dokładne na poziomie 45% do 70%, a perfekcyjne na poziomie 20% do 20%. Trudno kogoś pochwalić gdy nasz zespół zdobywa 8 punktów po własnych akcjach!!!

W trzeci set nie weszliśmy zbyt dobrze (0:2) i gospodarze utrzymywali swą minimalną przewagę do stanu 8:9. Wtedy dopiero nastąpiło przebudzenie z szoku po poprzednim secie i po wyjściu na prowadzenie 11:9, szybko powiększyliśmy tę przewagę (14:10). Kluczowy moment nadszedł gdy zdobyliśmy 3 oczka z rzędu i po bloku Butryna prowadziliśmy już 20:14. Kontrolowaliśmy już do końca przebieg tego seta, pozwalając gospodarzom na odrobienie tylko dwóch punktów. Skuteczność w ataku – GKS miał 75% przy 59% MKS-u – wynikowo wyszło tylko 12:10. W asach i blokach wygraliśmy 6:3. Błędy własne – GieKSa miała 8 przy 7 przeciwników. Przyjęcie lepsze po naszej stronie – dokładne na poziomie 69% do 39%, a perfekcyjne na poziomie 25% do 6%. Punktowanie rozłożyło się na czterech graczy na wysokiej skuteczności – Butryn (80%), Kohut (100%), Quiroga (100%) i Sobański (60%).

Na początku czwartego seta szybko uzyskaliśmy przewagę (6:3), dociągając ją do stanu 10:7. Wtedy nasz lekki kryzys wykorzystali rywale i objęli prowadzenie 12:15, potem udało się jeszcze wyrównać poziom gry i doprowadzić do remisu po 17. Kolejny przestój w grze (17:22) kosztował nas już niestety przegraną tego seta, choć co prawda udało się jeszcze zniwelować część strat (20:22), to ostatecznie będzinianie cieszyli się z wygranej. Skuteczność w ataku – GKS miał 44% przy 48% MKS-u – a mimo to wygraliśmy w tym elemencie wyraźnie, bo aż 17:11! W asach i blokach przegraliśmy 2:5, więc łącznie po własnych skończonych akcjach byliśmy lepsi 19:16! Jak łatwo się domyśleć przegraliśmy tę partię błędami własnymi – GieKSa miała aż 9 przy tylko 2 rywali! Przyjęcie lepsze u przeciwników – dokładne na poziomie 32% do 47%, a perfekcyjne na poziomie 12% do 33%. Najwięcej oczek zdobył Butryn, aż 9, ale tylko przy 56% skuteczności, zabrakło wsparcia innych graczy. Szkoda tej przegranej, bo to my sami podaliśmy rękę rywalom, którzy skwapliwie z tej szansy skorzystali.

Tie-break zaczął się lepiej dla będzinian, bo od prowadzenia (1:3 do 5:7). Wtedy, po time oucie trenera Gruszki wreszcie GKS zaczął walczyć o wygraną i wyszedł na prowadzenie 8:7. Niestety szybko straciliśmy tę minimalną przewagę (8:9) i chyba mało kto mógł przypuszczać, że trzy skuteczne akcje z rzędu w wykonaniu Butryna (11:10) będą ostatnimi w tym meczu, gdy nasi siatkarze zdobywają punkt po własnym ataku! Kluczowym momentem była sytuacja gdy sędziowie przyznali punkt MKS-owi po ataku Araujo, na szczęście wywołany challenge (dotknięcie siatki) zmusił ich do zmiany decyzji i wynik był wciąż korzystny dla nas (12:11). W samej końcówce gospodarze „rozsypali się” na dobre i po zepsutej zagrywce, Waliński dwa razy z rzędu pomylił się w ataku, podając nam na tacy zwycięstwo w tym meczu. Skuteczność w ataku – GKS miał 50% przy 53% MKS-u – w punktach wyszło 8:9. Obie drużyny miały tylko po 1 asie serwisowym. Błędy własne – GieKSa miała tylko 2 (w tym ani jednego na zagrywce! – to ewenement) przy 6 przeciwników. Przyjęcie bardzo słabe po naszej stronie – dokładne na poziomie 17% do 71%, a perfekcyjne na poziomie 17% do 43%. Najlepiej punktował Butryn 4 oczka (przy 57% skuteczności).

Ogólnie GKS zagrał dobrze tylko fragmentami, choć na pewno było z tą stabilnością lepiej niż ostatnio. Niestety trafił się kompromitujący set (drugi) w wykonaniu naszych siatkarzy, a czwarty tak naprawdę przegraliśmy na własne życzenie. Cieszy oczywiście wygrana, ale styl pozostawia wiele do życzenia. Skuteczność w ataku – GKS miał 47% przy 54% MKS-u – w punktach podliczono 57:55. W asach serwisowych przegraliśmy 5:7, a w blokach punktowych 9:10. Łącznie po skończeniu własnych akcji punktacja wyszła następująco – 71:72. Błędy własne – GieKSa miała aż 34 (w tym aż 22 na zagrywce – to prawdziwa zmora tego sezonu w naszym zespole) przy 29 przeciwników. Przyjęcie lepsze po stronie gospodarzy – dokładne na poziomie 44% do 57%, a perfekcyjne na poziomie 18% do 22%. MVP tego meczu został oczywiście Butryn, który zdobył 26 punktów, w tym 24 atakiem (przy 53% skuteczności) plus 2 punkty blokiem. Karol 6 razy pomylił się w ataku oraz 3 razy został zablokowany. Ponadto 15 razy serwował, psując 5 zagrywek. Trzeba również wyróżnić parę środkowych – Kohuta i Pietraszkę, którzy razem zdobyli 24 punkty.

 

 

ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 20 meczach (75 setów)

Bilans meczów łącznie – 8:12 – Bilans punktów – 23:37 – Bilans setów – 32:43 – Bilans małych punktów – 1645:1708
Bilans meczów „u siebie” – 3:7 – Bilans punktów – 9:21 – Bilans setów – 12:22 – Bilans małych punktów – 745:797
Bilans meczów „na wyjeździe” – 5:5 – Bilans punktów – 14:16 – Bilans setów 20:21 – Bilans małych punktów – 900:911

Rozegrane mecze – 20: Komenda, Butryn, Kapelus, Quiroga, 19: Kohut, Witczak, Pietraszko, Mariański, 16: Sobański, Fijałek, 14: Krulicki, Stelmach, 12: Kalembka, 9: Stańczak,

Rozegrane sety – 75: Quiroga, 70: Komenda, 68: Kohut, Butryn, 63: Mariański, 62: Pietraszko, 60: Kapelus, 47: Witczak, 41: Sobański, 40: Fijałek, 29: Stańczak, 26: Krulicki, 22: Kalembka, Stelmach,

Widzów na meczach GKS-u – „u siebie” / „na wyjeździe” – 13.060:15.350

Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u trwały 1890 minut, z czego I set 493 min. – II set 509 min. – III set 501 min. – IV set 325 min. – V set 62 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 491: zagrywka 280, atak 157, siatka 20, inne 34.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 534: zagrywka 351, atak 130, siatka 20, inne 33.

Ilość zdobytych punktów – GKS 1154: Butryn 271, Quiroga 235, Kapelus 139, Kohut 139, Pietraszko 131, Witczak 82, Sobański 49, Komenda 43, Krulicki 28, Kalembka 25, Fijałek 7, Stelmach 5.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 388: Butryn 99, Quiroga 71, Pietraszko 44, Kapelus 41, Kohut 40, Komenda 32, Witczak 23, Sobański 16, Krulicki 10, Stelmach 4, Kalembka 4, Fijałek 4.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 766: Butryn 172, Quiroga 164, Kohut 99, Kapelus 98, Pietraszko 87, Witczak 59, Sobański 33, Kalembka 21, Krulicki 18, Komenda 11, Fijałek 3, Stelmach 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 406: Butryn 129, Quiroga 92, Kohut 77, Pietraszko 55, Kapelus 39, Witczak 38, Krulicki 14, Kalembka 4, Stelmach 3, Sobański -3, Fijałek -4, Stańczak -6, Komenda -6, Mariański -26.

Ilość zagrywek – GKS 1649: Quiroga 280, Butryn 232, Pietraszko 217, Komenda 210, Kohut 199, Kapelus 178, Witczak 91, Sobański 77, Kalembka 56, Krulicki 53, Fijałek 51, Stelmach 5.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 351: Pietraszko 57, Butryn 52, Kohut 51, Quiroga 44, Komenda 43, Kapelus 35, Kalembka 16, Sobański 16, Witczak 15, Krulicki 10, Fijałek 10, Stelmach 2.
Ilość asów serwisowych – GKS 97: Quiroga 21, Butryn 21, Pietraszko 15, Komenda 10, Witczak 8, Kohut 8, Kapelus 5, Fijałek 4, Krulicki 3, Stelmach 1, Kalembka 1.

Ilość przyjęć – GKS 1424: Quiroga 487, Kapelus 339, Mariański 318, Sobański 151, Stańczak 77, Pietraszko 14, Kohut 12, Stelmach 6, Kalembka 6, Krulicki 6, Komenda 4, Butryn 2, Fijałek 1, Witczak 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 113: Quiroga 32, Mariański 26, Kapelus 25, Sobański 14, Stańczak 6, Pietraszko 3, Krulicki 3, Komenda 2, Fijałek 1, Kalembka 1,
Przyjęcie negatywne – GKS 291: Quiroga 92, Kapelus 75, Mariański 56, Sobański 43, Stańczak 16, Pietraszko 3, Stelmach 2, Komenda 1, Kalembka 1, Kohut 1, Krulicki 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 372: Quiroga 127, Mariański 102, Kapelus 81, Sobański 34, Stańczak 17, Kohut 2, Stelmach 2, Pietraszko 2, Kalembka 2, Krulicki 1, Witczak 1, Butryn 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 26%: Witczak 100%, Butryn 50%, Stelmach 33%, Kalembka 33%, Mariański 32%, Quiroga 26%, Kapelus 24%, Sobański 23%, Stańczak 22%, Krulicki 17%, Kohut 17%, Pietraszko 14%, Komenda 0%, Fijałek 0%,

Ilość ataków – GKS 1946: Butryn 492, Quiroga 476, Kapelus 298, Kohut 178, Witczak 158, Pietraszko 138, Sobański 112, Kalembka 32, Krulicki 32, Komenda 24, Stelmach 3, Fijałek 3.
Ilość błędów w ataku – GKS 130: Butryn 46, Quiroga 38, Kapelus 12, Witczak 11, Sobański 10, Pietraszko 5, Kohut 3, Kalembka 2, Komenda 2, Krulicki 1,
Ilość ataków zablokowanych – GKS 154: Butryn 44, Quiroga 29, Kapelus 28, Witczak 18, Sobański 12, Pietraszko 11, Kohut 8, Komenda 2, Kalembka 2.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 915: Butryn 234, Quiroga 199, Kapelus 125, Kohut 106, Pietraszko 88, Witczak 70, Sobański 41, Kalembka 21, Krulicki 15, Komenda 10, Stelmach 3, Fijałek 3.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 47%: Fijałek 100%, Stelmach 100%, Kalembka 66%, Pietraszko 64%, Kohut 60%, Butryn 48%, Krulicki 47%, Witczak 44%, Komenda 42%, Kapelus 42%, Quiroga 42%, Sobański 37%,

Ilość bloków punktowych – GKS 142: Pietraszko 28, Kohut 25, Komenda 23, Butryn 16, Quiroga 15, Krulicki 10, Kapelus 9, Sobański 8, Witczak 4, Kalembka 3, Stelmach 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 20: Butryn 4, Quiroga 4, Kohut 3, Komenda 3, Pietraszko 2, Sobański 1, Kapelus 1, Kalembka 1, Fijałek 1.
MVP – GKS 8: Butryn 3, Komenda 2, Quiroga 1, Mariański 1, Fijałek 1.
Najlepsi siatkarze w przegranych meczach – GKS 11: Butryn 7, Kapelus 1, Sobański 1, Witczak 1, Quiroga 1, (oprócz meczu z ZAKSĄ)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga