Dołącz do nas

Siatkówka

Siatkarska krótka przesunięta – [20] – Wreszcie wygrana siatkarzy GKS-u!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

STATYSTYKI MECZOWE GKS-u

Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z Będzinem trwał 125 minut, z czego I set 28 min. – II set 22 min. – III set 26 min. – IV set 29 min. – V set 20 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 29: zagrywka 17, atak 8, siatka 2, inne 2.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 34: zagrywka 22, atak 11, siatka 0, inne 1.

Ilość zdobytych punktów – GKS 71: Butryn 26, Kohut 13, Pietraszko 11, Quiroga 11, Sobański 6, Witczak 3, Komenda 1,
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 24: Butryn 9, Kohut 5, Pietraszko 4, Quiroga 3, Witczak 1, Komenda 1, Sobański 1,
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 47: Butryn 17, Kohut 8, Quiroga 8, Pietraszko 7, Sobański 5, Witczak 2,
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 21: Butryn 12, Kohut 11, Pietraszko 4, Witczak 2, Komenda -1, Kapelus -1, Fijałek -1, Stańczak -2, Sobański -3,

Ilość zagrywek – GKS 99: Pietraszko 22, Butryn 15, Kohut 15, Sobański 15, Quiroga 15, Komenda 10, Witczak 4, Kapelus 1, Kalembka 1, Fijałek 1,
Ilość błędów na zagrywce – GKS 22: Butryn 5, Pietraszko 5, Sobański 4, Quiroga 3, Komenda 2, Kohut 2, Fijałek 1,
Ilość asów serwisowych – GKS 5: Pietraszko 2, Witczak 1, Komenda 1, Kohut 1,

Ilość przyjęć – GKS 90: Sobański 36, Stańczak 23, Quiroga 23, Mariański 5, Kapelus 3,
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 7: Quiroga 3, Stańczak 2, Sobański 2,
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 44%: Stańczak 52%, Quiroga 48%, Sobański 42%, Kapelus 33%, Mariański 20%,
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 18%: Kapelus 33%, Stańczak 22%, Mariański 20%, Sobański 17%, Quiroga 13%,

Ilość ataków – GKS 121: Butryn 45, Quiroga 27, Sobański 15, Kohut 14, Pietraszko 11, Witczak 4, Komenda 3, Kapelus 2,
Ilość błędów w ataku – GKS 11: Butryn 6, Quiroga 4, Sobański 1,
Ilość ataków zablokowanych – GKS 10: Butryn 3, Pietraszko 2, Sobański 2, Witczak 1, Kapelus 1, Quiroga 1,
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 57: Butryn 24, Quiroga 10, Kohut 8, Pietraszko 7, Sobański 6, Witczak 2,
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 47%: Pietraszko 64%, Kohut 57%, Butryn 53%, Witczak 50%, Sobański 40%, Quiroga 37%, Komenda 0%, Kapelus 0%,

Ilość bloków punktowych – GKS 9: Kohut 4, Butryn 2, Pietraszko 2, Quiroga 1,
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 0:

 

Pierwszy set był bardzo wyrównany od samego początku z kilkukrotnie zmieniającym się prowadzeniem, z tym, że to częściej nasz zespół posiadał minimalną (dwupunktową) przewagę. W końcówce gdy GKS objął prowadzenie 22:19, rywale szybko zniwelowali te straty (22:21), ale w końcu udało się dociągnąć tego seta do zwycięskiego końca. Skuteczność w ataku – GKS miał 59% przy 50% MKS-u – w punktach wyszło 13;11. W asach i blokach wygraliśmy 4:2. Błędy własne – GieKSa miała 10 przy 8 przeciwników. Przyjęcie wysokie w obu ekipach, ale lepsze po stronie będzinian – dokładne na poziomie 59% do 65%, a perfekcyjne na poziomie 18% do 15%. Najlepiej punktowali Butryn 6 oczek (przy 71% skuteczności) i Pietraszko 5 punktów (100% skuteczności).

Druga partia to był koszmar w wykonaniu naszych siatkarzy, graliśmy fatalnie, nie wychodziło nam nic, a dodatkowo popełnialiśmy juniorskie błędy na boisku. Zaczęło się od prowadzenia gospodarzy 1:5, potem 2:8, następnie 6:13 i 8:19 !!! i tak już zostało do końca. Skuteczność w ataku – GKS miał 25% przy 61% MKS-u – punktowo podliczono 7:14. W asach i blokach też przegraliśmy 1:6. Błędy własne – GieKSa miała 5 przy 6 rywali. Przyjęcie oczywiście też na korzyść będzinian – dokładne na poziomie 45% do 70%, a perfekcyjne na poziomie 20% do 20%. Trudno kogoś pochwalić gdy nasz zespół zdobywa 8 punktów po własnych akcjach!!!

W trzeci set nie weszliśmy zbyt dobrze (0:2) i gospodarze utrzymywali swą minimalną przewagę do stanu 8:9. Wtedy dopiero nastąpiło przebudzenie z szoku po poprzednim secie i po wyjściu na prowadzenie 11:9, szybko powiększyliśmy tę przewagę (14:10). Kluczowy moment nadszedł gdy zdobyliśmy 3 oczka z rzędu i po bloku Butryna prowadziliśmy już 20:14. Kontrolowaliśmy już do końca przebieg tego seta, pozwalając gospodarzom na odrobienie tylko dwóch punktów. Skuteczność w ataku – GKS miał 75% przy 59% MKS-u – wynikowo wyszło tylko 12:10. W asach i blokach wygraliśmy 6:3. Błędy własne – GieKSa miała 8 przy 7 przeciwników. Przyjęcie lepsze po naszej stronie – dokładne na poziomie 69% do 39%, a perfekcyjne na poziomie 25% do 6%. Punktowanie rozłożyło się na czterech graczy na wysokiej skuteczności – Butryn (80%), Kohut (100%), Quiroga (100%) i Sobański (60%).

Na początku czwartego seta szybko uzyskaliśmy przewagę (6:3), dociągając ją do stanu 10:7. Wtedy nasz lekki kryzys wykorzystali rywale i objęli prowadzenie 12:15, potem udało się jeszcze wyrównać poziom gry i doprowadzić do remisu po 17. Kolejny przestój w grze (17:22) kosztował nas już niestety przegraną tego seta, choć co prawda udało się jeszcze zniwelować część strat (20:22), to ostatecznie będzinianie cieszyli się z wygranej. Skuteczność w ataku – GKS miał 44% przy 48% MKS-u – a mimo to wygraliśmy w tym elemencie wyraźnie, bo aż 17:11! W asach i blokach przegraliśmy 2:5, więc łącznie po własnych skończonych akcjach byliśmy lepsi 19:16! Jak łatwo się domyśleć przegraliśmy tę partię błędami własnymi – GieKSa miała aż 9 przy tylko 2 rywali! Przyjęcie lepsze u przeciwników – dokładne na poziomie 32% do 47%, a perfekcyjne na poziomie 12% do 33%. Najwięcej oczek zdobył Butryn, aż 9, ale tylko przy 56% skuteczności, zabrakło wsparcia innych graczy. Szkoda tej przegranej, bo to my sami podaliśmy rękę rywalom, którzy skwapliwie z tej szansy skorzystali.

Tie-break zaczął się lepiej dla będzinian, bo od prowadzenia (1:3 do 5:7). Wtedy, po time oucie trenera Gruszki wreszcie GKS zaczął walczyć o wygraną i wyszedł na prowadzenie 8:7. Niestety szybko straciliśmy tę minimalną przewagę (8:9) i chyba mało kto mógł przypuszczać, że trzy skuteczne akcje z rzędu w wykonaniu Butryna (11:10) będą ostatnimi w tym meczu, gdy nasi siatkarze zdobywają punkt po własnym ataku! Kluczowym momentem była sytuacja gdy sędziowie przyznali punkt MKS-owi po ataku Araujo, na szczęście wywołany challenge (dotknięcie siatki) zmusił ich do zmiany decyzji i wynik był wciąż korzystny dla nas (12:11). W samej końcówce gospodarze „rozsypali się” na dobre i po zepsutej zagrywce, Waliński dwa razy z rzędu pomylił się w ataku, podając nam na tacy zwycięstwo w tym meczu. Skuteczność w ataku – GKS miał 50% przy 53% MKS-u – w punktach wyszło 8:9. Obie drużyny miały tylko po 1 asie serwisowym. Błędy własne – GieKSa miała tylko 2 (w tym ani jednego na zagrywce! – to ewenement) przy 6 przeciwników. Przyjęcie bardzo słabe po naszej stronie – dokładne na poziomie 17% do 71%, a perfekcyjne na poziomie 17% do 43%. Najlepiej punktował Butryn 4 oczka (przy 57% skuteczności).

Ogólnie GKS zagrał dobrze tylko fragmentami, choć na pewno było z tą stabilnością lepiej niż ostatnio. Niestety trafił się kompromitujący set (drugi) w wykonaniu naszych siatkarzy, a czwarty tak naprawdę przegraliśmy na własne życzenie. Cieszy oczywiście wygrana, ale styl pozostawia wiele do życzenia. Skuteczność w ataku – GKS miał 47% przy 54% MKS-u – w punktach podliczono 57:55. W asach serwisowych przegraliśmy 5:7, a w blokach punktowych 9:10. Łącznie po skończeniu własnych akcji punktacja wyszła następująco – 71:72. Błędy własne – GieKSa miała aż 34 (w tym aż 22 na zagrywce – to prawdziwa zmora tego sezonu w naszym zespole) przy 29 przeciwników. Przyjęcie lepsze po stronie gospodarzy – dokładne na poziomie 44% do 57%, a perfekcyjne na poziomie 18% do 22%. MVP tego meczu został oczywiście Butryn, który zdobył 26 punktów, w tym 24 atakiem (przy 53% skuteczności) plus 2 punkty blokiem. Karol 6 razy pomylił się w ataku oraz 3 razy został zablokowany. Ponadto 15 razy serwował, psując 5 zagrywek. Trzeba również wyróżnić parę środkowych – Kohuta i Pietraszkę, którzy razem zdobyli 24 punkty.

 

 

ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 20 meczach (75 setów)

Bilans meczów łącznie – 8:12 – Bilans punktów – 23:37 – Bilans setów – 32:43 – Bilans małych punktów – 1645:1708
Bilans meczów „u siebie” – 3:7 – Bilans punktów – 9:21 – Bilans setów – 12:22 – Bilans małych punktów – 745:797
Bilans meczów „na wyjeździe” – 5:5 – Bilans punktów – 14:16 – Bilans setów 20:21 – Bilans małych punktów – 900:911

Rozegrane mecze – 20: Komenda, Butryn, Kapelus, Quiroga, 19: Kohut, Witczak, Pietraszko, Mariański, 16: Sobański, Fijałek, 14: Krulicki, Stelmach, 12: Kalembka, 9: Stańczak,

Rozegrane sety – 75: Quiroga, 70: Komenda, 68: Kohut, Butryn, 63: Mariański, 62: Pietraszko, 60: Kapelus, 47: Witczak, 41: Sobański, 40: Fijałek, 29: Stańczak, 26: Krulicki, 22: Kalembka, Stelmach,

Widzów na meczach GKS-u – „u siebie” / „na wyjeździe” – 13.060:15.350

Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u trwały 1890 minut, z czego I set 493 min. – II set 509 min. – III set 501 min. – IV set 325 min. – V set 62 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 491: zagrywka 280, atak 157, siatka 20, inne 34.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 534: zagrywka 351, atak 130, siatka 20, inne 33.

Ilość zdobytych punktów – GKS 1154: Butryn 271, Quiroga 235, Kapelus 139, Kohut 139, Pietraszko 131, Witczak 82, Sobański 49, Komenda 43, Krulicki 28, Kalembka 25, Fijałek 7, Stelmach 5.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 388: Butryn 99, Quiroga 71, Pietraszko 44, Kapelus 41, Kohut 40, Komenda 32, Witczak 23, Sobański 16, Krulicki 10, Stelmach 4, Kalembka 4, Fijałek 4.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 766: Butryn 172, Quiroga 164, Kohut 99, Kapelus 98, Pietraszko 87, Witczak 59, Sobański 33, Kalembka 21, Krulicki 18, Komenda 11, Fijałek 3, Stelmach 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 406: Butryn 129, Quiroga 92, Kohut 77, Pietraszko 55, Kapelus 39, Witczak 38, Krulicki 14, Kalembka 4, Stelmach 3, Sobański -3, Fijałek -4, Stańczak -6, Komenda -6, Mariański -26.

Ilość zagrywek – GKS 1649: Quiroga 280, Butryn 232, Pietraszko 217, Komenda 210, Kohut 199, Kapelus 178, Witczak 91, Sobański 77, Kalembka 56, Krulicki 53, Fijałek 51, Stelmach 5.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 351: Pietraszko 57, Butryn 52, Kohut 51, Quiroga 44, Komenda 43, Kapelus 35, Kalembka 16, Sobański 16, Witczak 15, Krulicki 10, Fijałek 10, Stelmach 2.
Ilość asów serwisowych – GKS 97: Quiroga 21, Butryn 21, Pietraszko 15, Komenda 10, Witczak 8, Kohut 8, Kapelus 5, Fijałek 4, Krulicki 3, Stelmach 1, Kalembka 1.

Ilość przyjęć – GKS 1424: Quiroga 487, Kapelus 339, Mariański 318, Sobański 151, Stańczak 77, Pietraszko 14, Kohut 12, Stelmach 6, Kalembka 6, Krulicki 6, Komenda 4, Butryn 2, Fijałek 1, Witczak 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 113: Quiroga 32, Mariański 26, Kapelus 25, Sobański 14, Stańczak 6, Pietraszko 3, Krulicki 3, Komenda 2, Fijałek 1, Kalembka 1,
Przyjęcie negatywne – GKS 291: Quiroga 92, Kapelus 75, Mariański 56, Sobański 43, Stańczak 16, Pietraszko 3, Stelmach 2, Komenda 1, Kalembka 1, Kohut 1, Krulicki 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 372: Quiroga 127, Mariański 102, Kapelus 81, Sobański 34, Stańczak 17, Kohut 2, Stelmach 2, Pietraszko 2, Kalembka 2, Krulicki 1, Witczak 1, Butryn 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 26%: Witczak 100%, Butryn 50%, Stelmach 33%, Kalembka 33%, Mariański 32%, Quiroga 26%, Kapelus 24%, Sobański 23%, Stańczak 22%, Krulicki 17%, Kohut 17%, Pietraszko 14%, Komenda 0%, Fijałek 0%,

Ilość ataków – GKS 1946: Butryn 492, Quiroga 476, Kapelus 298, Kohut 178, Witczak 158, Pietraszko 138, Sobański 112, Kalembka 32, Krulicki 32, Komenda 24, Stelmach 3, Fijałek 3.
Ilość błędów w ataku – GKS 130: Butryn 46, Quiroga 38, Kapelus 12, Witczak 11, Sobański 10, Pietraszko 5, Kohut 3, Kalembka 2, Komenda 2, Krulicki 1,
Ilość ataków zablokowanych – GKS 154: Butryn 44, Quiroga 29, Kapelus 28, Witczak 18, Sobański 12, Pietraszko 11, Kohut 8, Komenda 2, Kalembka 2.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 915: Butryn 234, Quiroga 199, Kapelus 125, Kohut 106, Pietraszko 88, Witczak 70, Sobański 41, Kalembka 21, Krulicki 15, Komenda 10, Stelmach 3, Fijałek 3.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 47%: Fijałek 100%, Stelmach 100%, Kalembka 66%, Pietraszko 64%, Kohut 60%, Butryn 48%, Krulicki 47%, Witczak 44%, Komenda 42%, Kapelus 42%, Quiroga 42%, Sobański 37%,

Ilość bloków punktowych – GKS 142: Pietraszko 28, Kohut 25, Komenda 23, Butryn 16, Quiroga 15, Krulicki 10, Kapelus 9, Sobański 8, Witczak 4, Kalembka 3, Stelmach 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 20: Butryn 4, Quiroga 4, Kohut 3, Komenda 3, Pietraszko 2, Sobański 1, Kapelus 1, Kalembka 1, Fijałek 1.
MVP – GKS 8: Butryn 3, Komenda 2, Quiroga 1, Mariański 1, Fijałek 1.
Najlepsi siatkarze w przegranych meczach – GKS 11: Butryn 7, Kapelus 1, Sobański 1, Witczak 1, Quiroga 1, (oprócz meczu z ZAKSĄ)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Felietony Hokej

Czy możemy narzekać na najlepszą drużynę ostatnich pięciu lat?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.

Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.

Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.

Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?

Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.

Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.

Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?

Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga