Siatkówka
Siatkarska krótka przesunięta – [4] – GKS ma patent na gdańszczan i znów wygrał w Ergo Arenie
STATYSTYKI MECZOWE GKS-u
Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z Treflem trwał 79 minut, z czego I set 22 min. – II set 27 min. – III set 30 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 24: zagrywka 13, atak 6, siatka 1, inne 4.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 12: zagrywka 10, atak 2, siatka 0, inne 0.
Ilość zdobytych punktów – GKS 51: Kapelus 12, Quiroga 11, Kohut 10, Pietraszko 8, Witczak 7, Butryn 2, Komenda 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 20: Quiroga 6, Kapelus 4, Kohut 4, Witczak 2, Pietraszko 2, Komenda 1, Butryn 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 31: Kapelus 8, Pietraszko 6, Kohut 6, Quiroga 5, Witczak 5, Butryn 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 29: Kapelus 9, Kohut 7, Quiroga 7, Pietraszko 5, Witczak 2, Butryn 1, Mariański -2.
Ilość zagrywek – GKS 74: Witczak 16, Kohut 12, Quiroga 12, Pietraszko 11, Komenda 9, Kapelus 9, Butryn 5.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 10: Pietraszko 3, Kohut 3, Kapelus 2, Witczak 1, Komenda 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 4: Pietraszko 2, Witczak 1, Kohut 1.
Ilość przyjęć – GKS 53: Quiroga 20, Kapelus 18, Mariański 15.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 2: Mariański 2.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 42%: Mariański 47%, Quiroga 40%, Kapelus 39%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 21%: Mariański 40%, Quiroga 20%, Kapelus 6%.
Ilość ataków – GKS 85: Quiroga 27, Kapelus 22, Witczak 16, Kohut 8, Pietraszko 6, Butryn 5, Komenda 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 2: Witczak 1, Quiroga 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 8: Witczak 3, Quiroga 3, Butryn 1, Kapelus 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 43: Kapelus 12, Quiroga 11, Kohut 7, Witczak 6, Pietraszko 5, Butryn 2.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 51%: Kohut 88%, Pietraszko 83%, Kapelus 55%, Quiroga 41%, Butryn 40%, Witczak 38%, Komenda 0%.
Ilość bloków punktowych – GKS 4: Kohut 2, Komenda 1, Pietraszko 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 0:
GieKSa zaczęła mecz w Gdańsku na wysokich obrotach, dając wyraźnie do zrozumienia gospodarzom, że nie ma mowy o poddaniu się bez walki. Rozpoczęło się od prowadzenia GKS-u 1:3, 7:9 i 8:13, w którym katowiczanie zaprezentowali siatkówkę na więcej niż solidnym poziomie. Chwila zwątpienia nastąpiła, gdy ambitni gracze Trefla doszli nas na remis po 17 i była obawa, że nas mogą przełamać. Po akcjach punkt za punkt, doszliśmy do stanu 20:20 i wreszcie w końcówce nasz zespół nie pękł. Dwa dobre ataki Butryna oraz trzy nieskończone akcje gospodarzy, dały w sumie wyraźną wygraną pod koniec tego seta 20:25. Skutecznością w ataku biliśmy Trefla wyraźnie – GKS miał 64% do 46% rywali, a w punktach wyliczono 16:12. W asach i blokach minimalnie przegraliśmy, bo mieliśmy tylko po jednym punkcie w tym elemencie, a Trefl miał 3 bloki. W błędach własnych GieKSa miała 5, a gospodarze 7. Przyjęcie tym razem gorsze od przeciwnika – dokładne na poziomie 44% do 57%, a perfekcyjne na poziomie 31% do 38% – ale jak się już nie jeden raz przekonaliśmy, w meczu siatkarskim nie zawsze to ma bezpośrednie przełożenie na wynik spotkania. Punktowanie rozłożyło się na całą drużynę, co też warto podkreślić.
Druga partia miała zdecydowanie inny przebieg. Po początkowym okresie wyrównanej gry, gdy prowadzenie zmieniało się kilkukrotnie (2:3, 5:4, 6:7, 10:9), to GieKSę dopadł kryzys, gdy mieliśmy problemy ze skończeniem własnych akcji i było już 15:12 dla gospodarzy. Potem po akcjach punkt za punkt z obu stron doszliśmy do stanu 23:19 i sprawa wydawała się już rozstrzygnięta na korzyść Trefla. Na szczęście nasi siatkarze byli odmiennego zdania i ambitnie powalczyli o wygranie tego seta. Po bloku Pawła Pietraszki, na zagrywkę poszedł Karol Butryn, który nie powstrzymywał ręki, nie ułatwiając zadania miejscowym. Prawdziwym bohaterem tej emocjonującej końcówki został jednak Gonzalo Quiroga, który aż 4 razy skutecznie zaatakował i walnie przyczynił się do tej wygranej. Katowiczanie znów, jak w poprzedniej partii pokazali charakter, odporność na stres i wolę walki, co zaowocowało pięcioma, a w drugiej partii aż sześcioma zdobytymi punktami z rzędu! Skuteczność w ataku procentowo się wyrównała – obie ekipy miał po 47% – w punktach 15:15. W blokach i asach znów lepsi byli gracze Trefla – GKS miał ponownie po jednym punkcie w obu elementach, a gdańszczanie 1 asa i 3 bloki, co łącznie po własnych skutecznych akcjach dało wynik 19:17 dla gospodarzy. Nadrobiliśmy straty błędami własnymi, których GKS miał tylko 4, gdańszczanie aż 8. Przyjęcie zdecydowanie na naszą korzyść – dokładne na poziomie 47% do 19%, a perfekcyjne na poziomie 21% do 10%. Tym razem najlepiej punktującym graczem w naszej drużynie był Quiroga zdobywca 6 oczek.
W trzecim secie GKS od początku wyszedł na prowadzenie, którego nie oddał już do samego końca. Wygranie poprzedniej końcówki seta w tak dramatycznych okolicznościach, podbudowało tylko pewność siebie i chęć zamknięcia tego spotkania w trzech partiach. Zaczęliśmy od prowadzenia 0:3, chwilę potem już było 2:7, by na momencik dopuścić gospodarzy do głosu 8:9. Równie szybko nasza przewaga wróciła do początkowego stanu, czyli 8:11, 11:16, by doszła do rezultatu 13:19. Szkoda, że doprowadziliśmy do troszkę nerwowej końcówki, bo Trefl doszedł na 18:20. W decydujących momentach znów nasi siatkarze byli uważni i pewni swych akcji, grając z gospodarzami akcje punkt za punkt, tym samym doprowadzając do trzeciego już zwycięstwa nad drużyną z Gdańska w PlusLidze! Skuteczność z lekką przewagą Trefla – GKS miał 43% przy 50% rywali – w punktach wyszło 13:15. Asy i bloki na lekką korzyść naszego zespołu – GieKSa miała po dwa punkty w tych elementach, natomiast przeciwnicy 1 asa oraz 2 bloki. Błędy własne – GKS popełnił ich 4 przy 8 gdańszczan. Przyjęcie troszkę lepsze po naszej stronie – dokładne na poziomie 33% do 23%, a perfekcyjne na poziomie 11% do 14%. Punktowanie wzięli na swoje barki, Kapelus i Kohut, którzy zdobyli po 5 oczek.
Ogólnie siatkarze GKS-u zaprezentowali poziom na jaki ich stać. Dobra gra w każdym z elementów rzemiosła siatkarskiego plus walka i nieodpuszczanie oraz bardzo dobrze rozegrane i wytrzymane końcówki setów, dały taki a nie inny wynik. Możemy tylko żałować, że wciąż brakuje u naszych graczy stabilności w grze, a to na pewno w przegranych dwóch meczach dałoby nam minimum 3 punkty więcej. Skuteczność w ataku – GKS 51% przy 48% Trefla – w punktach wyliczono 44:42 dla nas. Asy serwisowe – 4:2, a bloki punktowe 4:8. Łącznie po własnych akcjach uzyskano wynik remisowy 52:52. Błędy własne – GKS 13, a Trefl 23. Przyjęcie lepsze po stronie GKS-u – dokładne na poziomie 42% do 33%, a perfekcyjne na poziomie 21% do 20%. Najwięcej punktów zdobyli Kapelus i Quiroga, ale trzeba tutaj koniecznie podkreślić dobrą grę naszych środkowych, gdzie Pietraszko z Kohutem zdobyli razem aż 18 punktów. Paweł miał 83% skuteczność w ataku, a Emanuel aż 88% skuteczność! Oby tak częściej. A i tak po raz drugi statuetkę MVP otrzymał nasz rozgrywający Marcin Komenda.
ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 4 meczach (15 setów)
Bilans meczów łącznie – 2:2 – Bilans punktów – 6:6 – Bilans setów – 8:7 – Bilans małych punktów – 349:331
Bilans meczów „u siebie” – 0:1 – Bilans punktów – 0:3 – Bilans setów – 1:3 – Bilans małych punktów – 97:102
Bilans meczów „na wyjeździe” – 2:1 – Bilans punktów – 6:3 – Bilans setów 7:4 – Bilans małych punktów – 252:229
Rozegrane mecze – 4: Witczak, Komenda, Butryn, Kapelus, Pietraszko, Fijałek, Kohut, Stelmach, Quiroga, 3: Stańczak, Krulicki, Mariański, 2: Kalembka, Sobański
Rozegrane sety – 15: Butryn, Kapelus, Quiroga, 14: Komenda, Pietraszko, 12- Stańczak, Kohut, 11: Fijałek, 9: Witczak, 8: Stelmach, 7: Mariański, 6: Krulicki, 4: Sobański, 3: Kalembka,
Widzów na meczach GKS-u – „u siebie” / „na wyjeździe” – 1850:5200
Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u trwały 381 minuty, z czego I set 90 min. – II set 101 min. – III set 104 min. – IV set 86 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 107: zagrywka 62, atak 28, siatka 8, inne 9.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 96: zagrywka 68, atak 18, siatka 5, inne 5.
Ilość zdobytych punktów – GKS 242: Kapelus 50, Butryn 49, Quiroga 45, Pietraszko 38, Kohut 24, Witczak 9, Komenda 9, Sobański 7, Krulicki 6, Kalembka 2, Stelmach 2, Fijałek 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 92: Butryn 19, Kapelus 19, Pietraszko 14, Quiroga 13, Kohut 11, Komenda 6, Witczak 4, Sobański 3, Krulicki 2, Stelmach 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 150: Quiroga 32, Kapelus 31, Butryn 30, Pietraszko 24, Kohut 13, Witczak 5, Krulicki 4, Sobański 4, Komenda 3, Kalembka 2, Fijałek 1, Stelmach 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 109: Quiroga 27, Kapelus 27, Butryn 22, Pietraszko 22, Kohut 13, Krulicki 3, Stelmach 2, Kalembka 2, Witczak 1, Sobański 0, Fijałek -2, Komenda -2, Mariański -2, Stańczak -4.
Ilość zagrywek – GKS 349: Quiroga 57, Pietraszko 51, Butryn 50, Komenda 48, Kapelus 46, Kohut 42, Witczak 21, Krulicki 14, Fijałek 8, Sobański 6, Kalembka 5, Stelmach 1.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 68: Pietraszko 16, Kapelus 11, Komenda 9, Kohut 9, Butryn 8, Quiroga 5, Krulicki 3, Sobański 3, Fijałek 2, Witczak 2.
Ilość asów serwisowych – GKS 17: Witczak 3, Pietraszko 3, Komenda 2, Krulicki 2, Butryn 2, Kapelus 2, Kohut 2, Quiroga 1.
Ilość przyjęć – GKS 269: Kapelus 106, Quiroga 72, Stańczak 54, Mariański 20, Sobański 9, Kalembka 2, Krulicki 1, Pietraszko 1, Stelmach 1, Komenda 1, Fijałek 1, Kohut 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 16: Kapelus 4, Stańczak 4, Quiroga 4, Mariański 2, Fijałek 1, Sobański 1.
Przyjęcie negatywne – GKS 57: Kapelus 24, Quiroga 14, Stańczak 10, Mariański 5, Sobański 3, Komenda 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 66: Kapelus 25, Quiroga 17, Stańczak 12, Mariański 7, Sobański 2, Krulicki 1, Pietraszko 1, Stelmach 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 25%: Krulicki 100%, Pietraszko 100%, Stelmach 100%, Mariański 35%, Kapelus 24%, Quiroga 24%, Stańczak 22%, Sobański 22%, Komenda 0%, Fijałek 0%, Kohut 0%, Kalembka 0%,
Ilość ataków – GKS 402: Butryn 103, Quiroga 103, Kapelus 83, Pietraszko 31, Kohut 27, Witczak 20, Sobański 12, Komenda 9, Krulicki 8, Kalembka 3, Stelmach 2, Fijałek 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 18: Butryn 9, Quiroga 4, Kapelus 3, Witczak 2.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 31: Butryn 10, Kapelus 5, Quiroga 5, Witczak 4, Sobański 3, Kohut 2, Komenda 2.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 196: Kapelus 46, Butryn 44, Quiroga 42, Pietraszko 23, Kohut 17, Witczak 6, Sobański 6, Krulicki 4, Komenda 3, Stelmach 2, Kalembka 2, Fijałek 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 49%: Fijałek 100%, Stelmach 100%, Pietraszko 74%, Kalembka 67%, Kohut 63%, Kapelus 55%, Krulicki 50%, Sobański 50%, Butryn 43%, Quiroga 41%, Komenda 33%, Witczak 30%,
Ilość bloków punktowych – GKS 29: Pietraszko 12, Kohut 5, Komenda 4, Butryn 3, Kapelus 2, Quiroga 2, Sobański 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 5: Quiroga 2, Kohut 1, Butryn 1, Kapelus 1.
MVP – GKS 2: Komenda 2.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Piłka nożna
Rafał Strączek: To duża sprawa
Przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok miała miejsce konferencja, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz bramkarz Rafał Strączek.
Michał Kajzerek: Witam wszystkich bardzo serdecznie na konferencji przed meczem 33. kolejki z Jagiellonią Białystok. Wszystkie bilety sprzedane, dlatego apelujemy o przekazanie/odsprzedanie biletów przez kibiców nie mogących przyjść na mecz, aby jak najwięcej pojawiło się nas na arenie.
Czego trener się spodziewa pod kątem tego meczu? O wielką rzecz walczą także piłkarki.
Rafał Górak: Kobiety mają pierwszeństwo, więc zacznijmy od nich. Trzymamy kciuki, liczymy na następne trofea i medale w gablocie. Piękna sprawa, fajnie, że udało się to przenieść bliżej. Trzymamy kciuki bardzo mocno. My mamy swoje sprawy do załatwienia, musimy się koncentrować na spotkaniu z Jagiellonią – godzinę przed finałem mamy trening. My z racji tego, gdzie jesteśmy w tabeli, po prostu musimy być jak najlepiej przygotowani do rywala trudnego, wymagającego. Mieliśmy okazję się już spotkać w tym roku, graliśmy bardzo dobrze momentami. Jeśli zagramy tak przez cały mecz, zawiesimy poprzeczkę bardzo wysoko.
Zostałeś nominowany do nagrody dla najlepszego bramkarza sezonu.
Rafał Strączek: To duża sprawa, jest to dla mnie ogromne wydarzenie. Cieszę się, że ta praca została doceniona.
Wczoraj Jagiellonia grała w rytmie niejako europejskich pucharów.
Rafał Górak: Drużyna grająca w środę nie czuje żadnego zmęczenia, jest wystarczająco czasu do niedzieli na regenerację. Dla Jagiellonii wypadł bardzo ważny zawodnik, doświadczony. Trener Siemieniec ma w kim jednak wybierać.
Raków nie wykorzystał sytuacji, ale stłamsił Jagiellonię.
Było widać duży napór Rakowa, brakowało bramki. To też świadczy o jakimś braku. Jagiellonia wygrała zasłużenie, nie ma co dyskutować.
Mówicie o szansie na awans do pucharów?
Rafał Strączek: Mamy świadomość tego, że zostały dwa mecze i jakie miejsce zajmujemy. Ta liga jest mega szalona, różnice między miejscami są bardzo małe. Patrzymy w górę i robimy wszystko, by zająć jak najwyższe miejsce.
Była obawa po powrocie?
Trzy mecze, bark mi doskwierał. W miarę szybko to wyleczyłem i dałem znać trenerowi, że dobrze się czuję.
Spodziewaliście się, że tak blisko będzie do podium?
Nikt o takich rzeczach nawet w Katowicach nie myślał. Tym bardziej się cieszymy z takiej okazji, spinamy się wszyscy w szatni, motywujemy. Musimy poświęcić całych siebie, by osiągnąć jak najlepszy wynik.
W Gliwicach nie grał Klemenz.
Rafał Górak: Lukas dzisiaj zaczyna proces treningowy, będziemy się zastanawiać, czy wróci w niedzielę. Pozostali zawodnicy, poza Paluszkiem i Trepką, są do mojej dyspozycji.
Jak oglądasz takie mecze z nadchodzącym rywalem?
Rafał Strączek: Podchodzę trochę zawodowo, trochę jednak na spokojnie. Staram się patrzeć na zachowania zawodników, poruszanie systemowe. Fajnie, że grali wczoraj, można się przypatrzeć i wyciągnąć więcej wniosków.
Jest presja na zwycięstwo?
Rafał Górak: To nie presja, że chcemy wygrać. Chcemy podjąć rywalizację sportową. Od kilkunastu dni nie ma biletów, to daje do myślenia. Wczoraj z zawodnikami i zawodniczkami mieliśmy wielką imprezę, radosne dzieci, kobiety i mężczyźni. To jest wyzwanie, żeby tym ludziom zrobić fajny dzień. Po tym ile otrzymaliśmy od nich miłych słów… Zawodnicy byli pod wrażeniem. Ludzie kupują koszulki z ich nazwiskami, potem jeszcze chcą ich autograf. Dawno tego nie było, to niesamowite.
Odczuwacie mentalne zmęczenie na finiszu sezonu?
Nie będziemy się porównywać ze słowami piłkarzy Jagiellonii, oni mają swoje problemy. My w ogóle nie jesteśmy zmęczeni, na pewno każdy w jakiś sposób o wakacjach marzy. Zawodnicy się realizują, doskonale zdają sobie sprawę, że teraz czas świetnej, ciężkiej roboty.
Motywować drużyny nie trzeba, a trzeba im mówić, by cieszyli się grą?
Jest pula do zdobycia. Sześć punktów załatwi nam wszystko – będziemy grać w europejskich pucharach, taka jest prawda. Nie ma co kalkulować, przemotywowywać. Oni wypracowali to miejsce, wielu z nich nigdy tam nie grało. Dzisiaj mogą w nich zagrać, nie ma mowy o wakacjach, o zmęczeniu. Nie wolno się też presować, trzeba się radować. Musimy wykonywać nasze zadania taktyczne, pokazać momenty i błyski – wtedy będzie mnóstwo zabawy.
Jest pomysł na wymóg Polaków w kadrze, jak pan na to patrzy?
Wszystko, co związane z limitami, zaczyna mi się to robić niezgodne z tym, jak lubię żyć. To jakbym kazał dzieciom uczyć się polskiego, mówić po angielsku, a przy śniadaniu po francusku. To w klubie powinniśmy brać odpowiedzialność za to, jak one wyglądają. Ja swoją ideę mam i wiem, od jakich piłkarzy zyskujemy najwięcej. Wiem, co dają nasi piłkarze, chcę, by szatnia mówiła w języku polskim. Ja sam się uczę języka angielskiego, mam deficyty, ale jesteśmy u siebie.
Felietony Piłka nożna
Marsz ku marzeniom
No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.
Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.
Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.
Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.
GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.
Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.
Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.
I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.
GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.
Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.
Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.
No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.
I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.
Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.
Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.
Niepojęte. Twierdza od samego startu.
Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.
W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.
Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.
Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.
Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.
Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.
Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.
A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?


Najnowsze komentarze