Siatkówka
Siatkarska krótka przesunięta – [8] – Piąte zwycięstwo z rzędu GieKSy!
STATYSTYKI MECZOWE GKS-u
Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z BBTS-em trwał 113 minut, z czego I set 26 min. – II set 33 min. – III set 27 min. – IV set 27 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 29: zagrywka 13, atak 13, siatka 0, inne 3.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 24: zagrywka 19, atak 4, siatka 0, inne 1.
Ilość zdobytych punktów – GKS 74: Butryn 18, Quiroga 17, Kapelus 13, Kohut 9, Krulicki 4, Komenda 4, Pietraszko 4, Witczak 2, Sobański 2, Stelmach 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 26: Quiroga 8, Butryn 6, Kapelus 4, Komenda 2, Sobański 2, Krulicki 1, Pietraszko 1, Kohut 1, Stelmach 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 48: Butryn 12, Kapelus 9, Quiroga 9, Kohut 8, Pietraszko 3, Krulicki 3, Witczak 2, Komenda 2.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 30: Butryn 9, Quiroga 7, Kohut 5, Krulicki 3, Komenda 2, Kapelus 2, Sobański 2, Witczak 1, Mariański -1.
Ilość zagrywek – GKS 102: Quiroga 19, Komenda 17, Butryn 15, Kapelus 15, Kohut 11, Pietraszko 8, Krulicki 7, Kalembka 3, Witczak 2, Fijałek 2, Stelmach 2, Sobański 1.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 19: Butryn 4, Kohut 4, Pietraszko 3, Komenda 2, Kapelus 2, Quiroga 2, Krulicki 1, Stelmach 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 7: Butryn 2, Komenda 1, Pietraszko 1, Kohut 1, Stelmach 1, Quiroga 1.
Ilość przyjęć – GKS 88: Kapelus 36, Quiroga 31, Mariański 17, Sobański 3, Kohut 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 10: Kapelus 5, Quiroga 4, Mariański 1.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 53%: Kohut 100%, Mariański 71%, Quiroga 65%, Kapelus 39%, Sobański 0%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 36%: Kohut 100%, Mariański 53%, Quiroga 42%, Kapelus 25%, Sobański 0%.
Ilość ataków – GKS 122: Butryn 33, Quiroga 32, Kapelus 25, Kohut 13, Krulicki 6, Pietraszko 5, Witczak 4, Sobański 3, Komenda 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 4: Quiroga 2, Witczak 1, Butryn 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 11: Butryn 4, Kapelus 4, Quiroga 2, Pietraszko 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 56: Butryn 14, Quiroga 14, Kapelus 11, Kohut 7, Pietraszko 3, Krulicki 2, Witczak 2, Sobański 2, Komenda 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 46%: Komenda 100%, Sobański 67%, Pietraszko 60%, Kohut 54%, Witczak 50%, Kapelus 44%, Quiroga 44%, Butryn 42%, Krulicki 33%.
Ilość bloków punktowych – GKS 11: Krulicki 2, Komenda 2, Butryn 2, Kapelus 2, Quiroga 2, Kohut 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 0:
Pierwszy set to wyrównana gra od samego początku aż do końca, gdy żadna z drużyn nie potrafiła osiągnąć większej przewagi niż dwa punkty, a prowadzenie zmieniało się kilkukrotnie. Słabszy moment GKS-owi zdarzył się przy naszym prowadzeniu 16:18, kiedy to gospodarze zdobyli cztery oczka z rzędu. Na szczęście straty te szybko zostały zniwelowane i po wyjściu na ponowne prowadzenie 21:22, końcówkę lepiej rozegrali nasi siatkarze. Skuteczność obu ekip była na podobnym poziomie – GKS 41% przy 48% BBTS-u – bo w punktach mieliśmy punkcik więcej, tj. 12:11. W asach i blokach również była nasza nieznaczna przewaga, bo 4:2. W błędach własnych – GKS 11 przy 10 bielszczan. Przyjęcie lepsze po naszej stronie – dokładne na poziomie 58% do 47%, a perfekcyjne na poziomie 37% do 24%. Punktowanie rozłożyło się równo na całą szóstkę graczy.
Drugi set od początku był pod naszą kontrolą. Zaczęło się od prowadzenia 2:4, 3:6, poprzez 6:11, 8:15, 12:19, 16:22 aż do stanu 19:24! W tym okresie trudno aby mieć jakieś większe uwagi do gry naszych siatkarzy. Niestety nastąpił wtedy niezrozumiały przestój w grze, który doprowadził do zdobycia aż pięciu punktów z rzędu przez gospodarzy i tym samym doprowadziliśmy na własne życzenie do nerwowej końcówki. W niej na szczęście ani razu, nie oddaliśmy inicjatywy z wynikiem BBTS-owi i w końcu Gonzalo Quiroga dwoma skutecznymi atakami zamknął tego seta na naszą korzyść. Skuteczność w ataku pozostała na wyrównanym poziomie – GKS miał 52% przy 50% BBTS-u – a wynikowo zliczono 17:17. W asach i blokach wyszło na remis po 6. Natomiast w błędach własnych GKS miał 5 przy 7 bielszczan. Przyjęcie znów wyższe u nas – dokładne na poziomie 62% do 52%, a perfekcyjne na poziomie 46% do 28%. Punktowanie wzięli na swoje barki Butryn (8 oczek) oraz Quiroga (7 oczek).
Trzecia partia to znów od początku przewaga gospodarzy, dzięki lepszej grze w ataku i na siatce. Zaczęło się od prowadzenia BBTS-u 4:2, 8:5, a potem nasza gra wyglądała coraz gorzej i tak doszliśmy do stanu 16:10, 18:11 i 20:15. Udało się dojść rywali na wynik 22:20, ale tym razem końcówka należała do bielszczan. Skuteczność w ataku tym razem lepsza u rywali – GKS miał 34% przy 48% BBTS-u – choć punktowo to nie było jakiejś dużej straty, bo wyszło 12:15. W asach i blokach przegraliśmy dość wyraźnie, 2:5 na korzyść przeciwników. Błędy własne troszkę zmniejszyły nasze straty – GKS miał ich 5 przy 8 gospodarzy. Przyjęcie wciąż lepsze po naszej stronie – dokładne na poziomie 50% do 40%, a perfekcyjne na poziomie 36% do 20%. Tym razem trudno kogoś wyróżnić, jeśli chodzi o zdobycze punktowe.
Czwarta partia to tak naprawdę gra falami, co uzyskaliśmy kilku punktową przewagę to za chwilę ją traciliśmy. Zaczęło się od 0:2, 2:5, 3:7, by rywale wyrównali na po 8. Potem z kolei mieliśmy 10:12 oraz 11:14 i szybki remis po 14! Następnie z 14:17 daliśmy jeden, jedyny raz wyjść BBTS-owi na prowadzenie 18:17! By po chwili znów odskoczyć na 18:21 i dopiero wtedy utrzymaliśmy tę przewagę, choć jeszcze raz pozwoliliśmy gospodarzom na zniwelowanie straty, do stanu 22:23. Skuteczność w ataku tym razem była lepsza po naszej stronie – GKS miał 60% przy 41% bielszczan – w punktach wyliczono 15:11. W asach i blokach przegraliśmy 6:8. W błędach własnych tym razem remis, po 4. Przyjęcie się wyrównało – dokładne na poziomie 43% do 48%, a perfekcyjne na poziomie 24% do 24%. W punktowaniu najlepsi tym razem Butryn i Kapelus, po 6 oczek.
Ogólnie mecz GKS-u na solidnym poziomie, aczkolwiek gra z ostatnią drużyną w tabeli, powinna wyglądać znacznie lepiej. Pierwszy set był wyrównany, drugi pod kontrolą z tą nieszczęsną końcówką, no nie można dać przeciwnikowi „wrócić do gry”, trzeci set słaby, a w czwartej partii gra falowała. Na pewno muszą cieszyć wygrane końcówki setów i oby ta tendencja została utrzymana. Skuteczność w ataku GKS miał na poziomie 46% przy 47% BBTS-u – w punktach podliczono 56:55 na naszą korzyść. Asów serwisowych mieli więcej rywale, bo 7:10, a w blokach punktowych był remis, po 11. Łącznie po skutecznych własnych akcjach wyszło 74:76 na korzyść gospodarzy. Błędy własne – GKS miał 24 przy 29 rywali. Na przyjęciu lepsza jakość u nas – dokładne na poziomie 53% do 47%, a perfekcyjne na poziomie 36% do 24%. Najlepiej punktującym był w naszym zespole Butryn z 18 oczkami, natomiast MVP został wybrany, po raz pierwszy Quiroga z 17 punktami. Argentyńczyk na 32 ataki skończył 14 piłek (44%), 2 razy popełniając błąd i 2 razy został zablokowany. Przyjmował piłkę 31 razy popełniając 4 błędy (65% dokładnego). Gonzalo najczęściej też serwował, bo 19 razy, 2 razy psując zagrywkę oraz posyłając jednego asa i dołożył jeszcze 2 skuteczne bloki.
ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 8 meczach (30 setów)
Bilans meczów łącznie – 6:2 – Bilans punktów – 17:7 – Bilans setów – 20:10 – Bilans małych punktów – 708:650
Bilans meczów „u siebie” – 2:1 – Bilans punktów – 6:3 – Bilans setów – 7:3 – Bilans małych punktów – 248:218
Bilans meczów „na wyjeździe” – 4:1 – Bilans punktów – 11:4 – Bilans setów 13:7 – Bilans małych punktów – 460:432
Rozegrane mecze – 8: Komenda, Butryn, Kapelus, Pietraszko, Kohut, Stelmach, Quiroga, 7: Witczak, Mariański, 6: Fijałek, 5: Krulicki, Sobański, 4: Stańczak, Kalembka,
Rozegrane sety – 30: Kapelus, Quiroga, 29: Komenda, Butryn, 27: Pietraszko, Kohut, 22: Mariański, 15: Witczak, Fijałek, Stelmach, 14: Stańczak, 11: Krulicki, 9: Sobański, 6: Kalembka,
Widzów na meczach GKS-u – „u siebie” / „na wyjeździe” – 2950:6840
Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u trwały 773 minuty, z czego I set 195 min. – II set 209 min. – III set 212 min. – IV set 137 min. – V set 20 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 219: zagrywka 126, atak 65, siatka 11, inne 17.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 196: zagrywka 143, atak 34, siatka 8, inne 11.
Ilość zdobytych punktów – GKS 489: Butryn 112, Quiroga 99, Kapelus 88, Pietraszko 62, Kohut 54, Komenda 28, Witczak 17, Krulicki 12, Sobański 11, Stelmach 3, Kalembka 2, Fijałek 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 188: Butryn 46, Quiroga 34, Kapelus 31, Pietraszko 21, Komenda 21, Kohut 16, Witczak 6, Sobański 6, Krulicki 5, Stelmach 2.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 301: Butryn 66, Quiroga 65, Kapelus 57, Pietraszko 41, Kohut 38, Witczak 11, Komenda 7, Krulicki 7, Sobański 5, Kalembka 2, Fijałek 1, Stelmach 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 217: Butryn 57, Quiroga 52, Kapelus 40, Kohut 30, Pietraszko 28, Komenda 6, Witczak 5, Krulicki 5, Stelmach 2, Kalembka 1, Sobański 1, Fijałek -2, Mariański -4, Stańczak -4.
Ilość zagrywek – GKS 703: Quiroga 122, Butryn 114, Komenda 110, Kapelus 99, Pietraszko 94, Kohut 82, Witczak 26, Krulicki 24, Fijałek 10, Kalembka 10, Sobański 9, Stelmach 3.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 143: Pietraszko 27, Butryn 22, Kohut 21, Kapelus 20, Komenda 20, Quiroga 16, Krulicki 6, Witczak 4, Sobański 3, Fijałek 2, Kalembka 1, Stelmach 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 45: Quiroga 9, Butryn 9, Komenda 8, Pietraszko 6, Kapelus 4, Witczak 3, Kohut 3, Krulicki 2, Stelmach 1.
Ilość przyjęć – GKS 529: Quiroga 187, Kapelus 178, Mariański 76, Stańczak 54, Sobański 18, Kohut 4, Kalembka 3, Pietraszko 3, Komenda 2, Krulicki 2, Stelmach 1, Fijałek 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 35: Quiroga 12, Kapelus 10, Stańczak 4, Mariański 4, Sobański 2, Fijałek 1, Krulicki 1, Pietraszko 1.
Przyjęcie negatywne – GKS 113: Kapelus 41, Quiroga 37, Mariański 13, Stańczak 10, Sobański 8, Komenda 1, Kalembka 1, Pietraszko 1, Kohut 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 149: Quiroga 51, Kapelus 44, Mariański 33, Stańczak 12, Sobański 4, Kohut 2, Krulicki 1, Pietraszko 1, Stelmach 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 28%: Stelmach 100%, Krulicki 50%, Mariański 43%, Pietraszko 33%, Kohut 33%, Quiroga 27%, Kapelus 25%, Sobański 22%, Stańczak 22%, Komenda 0%, Fijałek 0%, Kalembka 0%,
Ilość ataków – GKS 780: Butryn 202, Quiroga 193, Kapelus 163, Kohut 68, Pietraszko 62, Witczak 35, Sobański 24, Krulicki 14, Komenda 13, Kalembka 3, Stelmach 2, Fijałek 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 34: Butryn 14, Quiroga 9, Kapelus 4, Witczak 4, Pietraszko 2, Kohut 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 60: Butryn 19, Kapelus 14, Quiroga 10, Sobański 5, Witczak 4, Pietraszko 4, Kohut 2, Komenda 2.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 380: Butryn 96, Quiroga 85, Kapelus 78, Kohut 43, Pietraszko 40, Witczak 11, Sobański 10, Komenda 6, Krulicki 6, Stelmach 2, Kalembka 2, Fijałek 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 49%: Fijałek 100%, Stelmach 100%, Kalembka 67%, Pietraszko 65%, Kohut 63%, Kapelus 48%, Butryn 48%, Komenda 46%, Quiroga 44%, Krulicki 43%, Sobański 42%, Witczak 31%,
Ilość bloków punktowych – GKS 64: Pietraszko 16, Komenda 14, Kohut 8, Butryn 7, Kapelus 6, Quiroga 5, Krulicki 4, Witczak 3, Sobański 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 8: Quiroga 2, Pietraszko 2, Kohut 1, Butryn 1, Kapelus 1, Kalembka 1.
MVP – GKS 6: Komenda 2, Butryn 2, Quiroga 1, Mariański 1.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Felietony Piłka nożna
Marsz ku marzeniom
No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.
Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.
Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.
Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.
GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.
Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.
Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.
I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.
GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.
Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.
Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.
No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.
I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.
Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.
Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.
Niepojęte. Twierdza od samego startu.
Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.
W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.
Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.
Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.
Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.
Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.
Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.
A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?


Najnowsze komentarze