Dołącz do nas

Siatkówka

Siatkarska krótka przesunięta – [8] – Piąte zwycięstwo z rzędu GieKSy!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

STATYSTYKI MECZOWE GKS-u

Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z BBTS-em trwał 113 minut, z czego I set 26 min. – II set 33 min. – III set 27 min. – IV set 27 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 29: zagrywka 13, atak 13, siatka 0, inne 3.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 24: zagrywka 19, atak 4, siatka 0, inne 1.

Ilość zdobytych punktów – GKS 74: Butryn 18, Quiroga 17, Kapelus 13, Kohut 9, Krulicki 4, Komenda 4, Pietraszko 4, Witczak 2, Sobański 2, Stelmach 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 26: Quiroga 8, Butryn 6, Kapelus 4, Komenda 2, Sobański 2, Krulicki 1, Pietraszko 1, Kohut 1, Stelmach 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 48: Butryn 12, Kapelus 9, Quiroga 9, Kohut 8, Pietraszko 3, Krulicki 3, Witczak 2, Komenda 2.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 30: Butryn 9, Quiroga 7, Kohut 5, Krulicki 3, Komenda 2, Kapelus 2, Sobański 2, Witczak 1, Mariański -1.

Ilość zagrywek – GKS 102: Quiroga 19, Komenda 17, Butryn 15, Kapelus 15, Kohut 11, Pietraszko 8, Krulicki 7, Kalembka 3, Witczak 2, Fijałek 2, Stelmach 2, Sobański 1.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 19: Butryn 4, Kohut 4, Pietraszko 3, Komenda 2, Kapelus 2, Quiroga 2, Krulicki 1, Stelmach 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 7: Butryn 2, Komenda 1, Pietraszko 1, Kohut 1, Stelmach 1, Quiroga 1.

Ilość przyjęć – GKS 88: Kapelus 36, Quiroga 31, Mariański 17, Sobański 3, Kohut 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 10: Kapelus 5, Quiroga 4, Mariański 1.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 53%: Kohut 100%, Mariański 71%, Quiroga 65%, Kapelus 39%, Sobański 0%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 36%: Kohut 100%, Mariański 53%, Quiroga 42%, Kapelus 25%, Sobański 0%.

Ilość ataków – GKS 122: Butryn 33, Quiroga 32, Kapelus 25, Kohut 13, Krulicki 6, Pietraszko 5, Witczak 4, Sobański 3, Komenda 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 4: Quiroga 2, Witczak 1, Butryn 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 11: Butryn 4, Kapelus 4, Quiroga 2, Pietraszko 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 56: Butryn 14, Quiroga 14, Kapelus 11, Kohut 7, Pietraszko 3, Krulicki 2, Witczak 2, Sobański 2, Komenda 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 46%: Komenda 100%, Sobański 67%, Pietraszko 60%, Kohut 54%, Witczak 50%, Kapelus 44%, Quiroga 44%, Butryn 42%, Krulicki 33%.

Ilość bloków punktowych – GKS 11: Krulicki 2, Komenda 2, Butryn 2, Kapelus 2, Quiroga 2, Kohut 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 0:

 

Pierwszy set to wyrównana gra od samego początku aż do końca, gdy żadna z drużyn nie potrafiła osiągnąć większej przewagi niż dwa punkty, a prowadzenie zmieniało się kilkukrotnie. Słabszy moment GKS-owi zdarzył się przy naszym prowadzeniu 16:18, kiedy to gospodarze zdobyli cztery oczka z rzędu. Na szczęście straty te szybko zostały zniwelowane i po wyjściu na ponowne prowadzenie 21:22, końcówkę lepiej rozegrali nasi siatkarze. Skuteczność obu ekip była na podobnym poziomie – GKS 41% przy 48% BBTS-u – bo w punktach mieliśmy punkcik więcej, tj. 12:11. W asach i blokach również była nasza nieznaczna przewaga, bo 4:2. W błędach własnych – GKS 11 przy 10 bielszczan. Przyjęcie lepsze po naszej stronie – dokładne na poziomie 58% do 47%, a perfekcyjne na poziomie 37% do 24%. Punktowanie rozłożyło się równo na całą szóstkę graczy.

Drugi set od początku był pod naszą kontrolą. Zaczęło się od prowadzenia 2:4, 3:6, poprzez 6:11, 8:15, 12:19, 16:22 aż do stanu 19:24! W tym okresie trudno aby mieć jakieś większe uwagi do gry naszych siatkarzy. Niestety nastąpił wtedy niezrozumiały przestój w grze, który doprowadził do zdobycia aż pięciu punktów z rzędu przez gospodarzy i tym samym doprowadziliśmy na własne życzenie do nerwowej końcówki. W niej na szczęście ani razu, nie oddaliśmy inicjatywy z wynikiem BBTS-owi i w końcu Gonzalo Quiroga dwoma skutecznymi atakami zamknął tego seta na naszą korzyść. Skuteczność w ataku pozostała na wyrównanym poziomie – GKS miał 52% przy 50% BBTS-u – a wynikowo zliczono 17:17. W asach i blokach wyszło na remis po 6. Natomiast w błędach własnych GKS miał 5 przy 7 bielszczan. Przyjęcie znów wyższe u nas – dokładne na poziomie 62% do 52%, a perfekcyjne na poziomie 46% do 28%. Punktowanie wzięli na swoje barki Butryn (8 oczek) oraz Quiroga (7 oczek).

 

Trzecia partia to znów od początku przewaga gospodarzy, dzięki lepszej grze w ataku i na siatce. Zaczęło się od prowadzenia BBTS-u 4:2, 8:5, a potem nasza gra wyglądała coraz gorzej i tak doszliśmy do stanu 16:10, 18:11 i 20:15. Udało się dojść rywali na wynik 22:20, ale tym razem końcówka należała do bielszczan. Skuteczność w ataku tym razem lepsza u rywali – GKS miał 34% przy 48% BBTS-u – choć punktowo to nie było jakiejś dużej straty, bo wyszło 12:15. W asach i blokach przegraliśmy dość wyraźnie, 2:5 na korzyść przeciwników. Błędy własne troszkę zmniejszyły nasze straty – GKS miał ich 5 przy 8 gospodarzy. Przyjęcie wciąż lepsze po naszej stronie – dokładne na poziomie 50% do 40%, a perfekcyjne na poziomie 36% do 20%. Tym razem trudno kogoś wyróżnić, jeśli chodzi o zdobycze punktowe.

Czwarta partia to tak naprawdę gra falami, co uzyskaliśmy kilku punktową przewagę to za chwilę ją traciliśmy. Zaczęło się od 0:2, 2:5, 3:7, by rywale wyrównali na po 8. Potem z kolei mieliśmy 10:12 oraz 11:14 i szybki remis po 14! Następnie z 14:17 daliśmy jeden, jedyny raz wyjść BBTS-owi na prowadzenie 18:17! By po chwili znów odskoczyć na 18:21 i dopiero wtedy utrzymaliśmy tę przewagę, choć jeszcze raz pozwoliliśmy gospodarzom na zniwelowanie straty, do stanu 22:23. Skuteczność w ataku tym razem była lepsza po naszej stronie – GKS miał 60% przy 41% bielszczan – w punktach wyliczono 15:11. W asach i blokach przegraliśmy 6:8. W błędach własnych tym razem remis, po 4. Przyjęcie się wyrównało – dokładne na poziomie 43% do 48%, a perfekcyjne na poziomie 24% do 24%. W punktowaniu najlepsi tym razem Butryn i Kapelus, po 6 oczek.

 

Ogólnie mecz GKS-u na solidnym poziomie, aczkolwiek gra z ostatnią drużyną w tabeli, powinna wyglądać znacznie lepiej. Pierwszy set był wyrównany, drugi pod kontrolą z tą nieszczęsną końcówką, no nie można dać przeciwnikowi „wrócić do gry”, trzeci set słaby, a w czwartej partii gra falowała. Na pewno muszą cieszyć wygrane końcówki setów i oby ta tendencja została utrzymana. Skuteczność w ataku GKS miał na poziomie 46% przy 47% BBTS-u – w punktach podliczono 56:55 na naszą korzyść. Asów serwisowych mieli więcej rywale, bo 7:10, a w blokach punktowych był remis, po 11. Łącznie po skutecznych własnych akcjach wyszło 74:76 na korzyść gospodarzy. Błędy własne – GKS miał 24 przy 29 rywali. Na przyjęciu lepsza jakość u nas – dokładne na poziomie 53% do 47%, a perfekcyjne na poziomie 36% do 24%. Najlepiej punktującym był w naszym zespole Butryn z 18 oczkami, natomiast MVP został wybrany, po raz pierwszy Quiroga z 17 punktami. Argentyńczyk na 32 ataki skończył 14 piłek (44%), 2 razy popełniając błąd i 2 razy został zablokowany. Przyjmował piłkę 31 razy popełniając 4 błędy (65% dokładnego). Gonzalo najczęściej też serwował, bo 19 razy, 2 razy psując zagrywkę oraz posyłając jednego asa i dołożył jeszcze 2 skuteczne bloki.

 

ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 8 meczach (30 setów)

Bilans meczów łącznie – 6:2 – Bilans punktów – 17:7 – Bilans setów – 20:10 – Bilans małych punktów – 708:650
Bilans meczów „u siebie” – 2:1 – Bilans punktów – 6:3 – Bilans setów – 7:3 – Bilans małych punktów – 248:218
Bilans meczów „na wyjeździe” – 4:1 – Bilans punktów – 11:4 – Bilans setów 13:7 – Bilans małych punktów – 460:432

Rozegrane mecze – 8: Komenda, Butryn, Kapelus, Pietraszko, Kohut, Stelmach, Quiroga, 7: Witczak, Mariański, 6: Fijałek, 5: Krulicki, Sobański, 4: Stańczak, Kalembka,

Rozegrane sety – 30: Kapelus, Quiroga, 29: Komenda, Butryn, 27: Pietraszko, Kohut, 22: Mariański, 15: Witczak, Fijałek, Stelmach, 14: Stańczak, 11: Krulicki, 9: Sobański, 6: Kalembka,

Widzów na meczach GKS-u – „u siebie” / „na wyjeździe” – 2950:6840

Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u trwały 773 minuty, z czego I set 195 min. – II set 209 min. – III set 212 min. – IV set 137 min. – V set 20 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 219: zagrywka 126, atak 65, siatka 11, inne 17.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 196: zagrywka 143, atak 34, siatka 8, inne 11.

Ilość zdobytych punktów – GKS 489: Butryn 112, Quiroga 99, Kapelus 88, Pietraszko 62, Kohut 54, Komenda 28, Witczak 17, Krulicki 12, Sobański 11, Stelmach 3, Kalembka 2, Fijałek 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 188: Butryn 46, Quiroga 34, Kapelus 31, Pietraszko 21, Komenda 21, Kohut 16, Witczak 6, Sobański 6, Krulicki 5, Stelmach 2.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 301: Butryn 66, Quiroga 65, Kapelus 57, Pietraszko 41, Kohut 38, Witczak 11, Komenda 7, Krulicki 7, Sobański 5, Kalembka 2, Fijałek 1, Stelmach 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 217: Butryn 57, Quiroga 52, Kapelus 40, Kohut 30, Pietraszko 28, Komenda 6, Witczak 5, Krulicki 5, Stelmach 2, Kalembka 1, Sobański 1, Fijałek -2, Mariański -4, Stańczak -4.

Ilość zagrywek – GKS 703: Quiroga 122, Butryn 114, Komenda 110, Kapelus 99, Pietraszko 94, Kohut 82, Witczak 26, Krulicki 24, Fijałek 10, Kalembka 10, Sobański 9, Stelmach 3.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 143: Pietraszko 27, Butryn 22, Kohut 21, Kapelus 20, Komenda 20, Quiroga 16, Krulicki 6, Witczak 4, Sobański 3, Fijałek 2, Kalembka 1, Stelmach 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 45: Quiroga 9, Butryn 9, Komenda 8, Pietraszko 6, Kapelus 4, Witczak 3, Kohut 3, Krulicki 2, Stelmach 1.

Ilość przyjęć – GKS 529: Quiroga 187, Kapelus 178, Mariański 76, Stańczak 54, Sobański 18, Kohut 4, Kalembka 3, Pietraszko 3, Komenda 2, Krulicki 2, Stelmach 1, Fijałek 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 35: Quiroga 12, Kapelus 10, Stańczak 4, Mariański 4, Sobański 2, Fijałek 1, Krulicki 1, Pietraszko 1.
Przyjęcie negatywne – GKS 113: Kapelus 41, Quiroga 37, Mariański 13, Stańczak 10, Sobański 8, Komenda 1, Kalembka 1, Pietraszko 1, Kohut 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 149: Quiroga 51, Kapelus 44, Mariański 33, Stańczak 12, Sobański 4, Kohut 2, Krulicki 1, Pietraszko 1, Stelmach 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 28%: Stelmach 100%, Krulicki 50%, Mariański 43%, Pietraszko 33%, Kohut 33%, Quiroga 27%, Kapelus 25%, Sobański 22%, Stańczak 22%, Komenda 0%, Fijałek 0%, Kalembka 0%,

Ilość ataków – GKS 780: Butryn 202, Quiroga 193, Kapelus 163, Kohut 68, Pietraszko 62, Witczak 35, Sobański 24, Krulicki 14, Komenda 13, Kalembka 3, Stelmach 2, Fijałek 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 34: Butryn 14, Quiroga 9, Kapelus 4, Witczak 4, Pietraszko 2, Kohut 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 60: Butryn 19, Kapelus 14, Quiroga 10, Sobański 5, Witczak 4, Pietraszko 4, Kohut 2, Komenda 2.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 380: Butryn 96, Quiroga 85, Kapelus 78, Kohut 43, Pietraszko 40, Witczak 11, Sobański 10, Komenda 6, Krulicki 6, Stelmach 2, Kalembka 2, Fijałek 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 49%: Fijałek 100%, Stelmach 100%, Kalembka 67%, Pietraszko 65%, Kohut 63%, Kapelus 48%, Butryn 48%, Komenda 46%, Quiroga 44%, Krulicki 43%, Sobański 42%, Witczak 31%,

Ilość bloków punktowych – GKS 64: Pietraszko 16, Komenda 14, Kohut 8, Butryn 7, Kapelus 6, Quiroga 5, Krulicki 4, Witczak 3, Sobański 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 8: Quiroga 2, Pietraszko 2, Kohut 1, Butryn 1, Kapelus 1, Kalembka 1.
MVP – GKS 6: Komenda 2, Butryn 2, Quiroga 1, Mariański 1.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Jagi i Cracovii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.

1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.

2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.

3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.

4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.

5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.

6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.

7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.

8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.

9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.

10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.

11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.

12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.

13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.

14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.

15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.

16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.

17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.

18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.

19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.

20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.

21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.

22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.

23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.

24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.

25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.

—-

26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.

27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i  się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.

28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.

29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.

30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.

31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.

32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.

33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.

34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.

35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.

36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.

37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.

38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.

39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.

40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.

41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.

42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.

43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.

44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.

45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.

46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.

47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.

48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.

49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.

50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.

51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.

52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.

53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.

54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.

55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.

56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.

57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.

58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.

59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.

60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.

61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!

62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga