Piłka nożna Prasówka
Ten najważniejszy wieczór – opinie dziennikarzy na temat meczu barażowego GieKSa-Stal Rzeszów
W dniu dzisiejszym GieKSa zmierzy się ze Stalą Rzeszów i będzie to półfinałowy mecz barażowy o awans do Fortuna I Ligi. Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat tego meczu.
sportdziennik.com – Ten najważniejszy wieczór
GieKSa dwa razy z rzędu musi dokonać tego, co nie udawało jej się przez lata, czyli wygrać kluczowy mecz w końcowej fazie sezonu. Dziś początek wielkiej barażowej walki o I ligę.
[…] Rywala ma dziś z wysokiej półki. Przed sezonem to z otoczenia Stali Rzeszów, a nie GieKSy, dobiegały głosy o awansie. Gdy we wrześniu katowiczanie jechali do stolicy Podkarpacia, to raczej w roli „underdoga” niż faworyta, przyjmując remis 1:1 za dobrą monetę. Im dłużej trwał sezon, tym bardziej role się odwracały. 27 czerwca Stal przegrała u siebie ze Zniczem i wylądowała w strefie spadkowej. Od tamtej pory w 6 meczach zdobyła 16 punktów, w sobotę w imponującym stylu rozbiła (4:0) solidną Skrę Częstochowa i rzutem na taśmę załapała się do barażu. GKS na tym odcinku czasowym wzbogacił się jedynie o 8 „oczek” – o jedno za mało, by świętować bezpośredni awans. Bukowa przestała być postrachem przeciwników. Drużyna Rafała Góraka śrubowała tam serię bez porażki, regularnie wygrywała, ale trzech ostatnich rywali pokonać nie zdołała. 1:2 z Polkowicami, 1:1 z Widzewem, 1:1 z Resovią… Ostatnie zwycięstwo odniosła jeszcze przy pustych trybunach (2:0 z Garbarnią). W takim anturażu pokonała też 13 czerwca… rzeszowską Stal. Mecz był świetny, goście przeważali, ale skończyło się 3:2 za sprawą rajdu i bramki Grzegorza Janiszewskiego z 86 minuty.
Janiszewski dziś raczej nie zagra. Ofensywne aktywa – ofensywnymi aktywami, ale do jego zadań należy bronienie i w tej materii wyczerpał już chyba limit błędów, dlatego parę stoperów – tak jak w sobotę z Resovią – Arkadiusz Jędrych utworzy znów z Czechem Radkiem Dejmkiem. Do dyspozycji sztabu po absencjach za żółte kartki wracają Bartosz Mrozek, Grzegorz Rogala i Piotr Kurbiel. O ile pozycja Rogali na lewej obronie jest niepodważalna, o tyle bardzo zastanawia, co Rafał Górak uczyni z Mrozkiem i Kurbielem. Szymon Frankowski bronił w sobotę bardzo dobrze. Był to jego dopiero 3. występ w sezonie. Czy katowiczanie zaryzykują i znów desygnują między słupki 19-latka, czy postawią jednak na Mrozka – nawet ze świadomością, że zdarzają mu się w tej rundzie „babole”? Znak zapytania jest też w ataku. Kurbiel czy Rogalski? Ten drugi zagrał w sobotę w wyjściowym składzie pierwszy raz od 7 czerwca. Swoje zrobił, wykorzystał rzut karny, z dorobkiem 10 goli jest najlepszym strzelcem zespołu, a strzelba Kurbiela jak szybko wypaliła, tak też zardzewiała. Po raz ostatni trafił do siatki… rzeszowskiej Stali.
Nadal za kartki pauzuje natomiast (ma ich 12, dlatego „wisi” nie jeden, a dwa mecze) podstawowy młodzieżowiec i prawy obrońca Kacper Michalski. Wydaje się, że zastąpi go Zbigniew Wojciechowski. Teoretycznie, na bok defensywy mógłby zostać przesunięty Arkadiusz Woźniak, a rolę młodzieżowca spełniać na skrzydle Danian Pavlas. Tyle że wśród młodzieżowców nie ma drugiego bocznego pomocnika i chcąc ściągnąć Pavlasa, trzeba by dokonać dwóch zmian, bo prócz jego następcy wprowadzić też młodzieżowca. Na takie kombinowanie w barażu raczej nie ma miejsca, dlatego stawiamy, że albo od 1 minuty zagrają obaj ci młodzieżowcy, albo sam Wojciechowski.
Kibice trzymają kciuki, by „czynny” był kapitan Adrian Błąd, który przedwcześnie zakończył występ z Resovią.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice w barażu ze Stalą Rzeszów. Ilu kibiców będzie mogło wejść na stadion?
[…] Katowicka GieKSa do ostatniej kolejki liczyła się w grze o bezpośredni awans do I ligi. Podopieczni trenera Rafała Góraka zremisowali jednak z Resovią 1:1 i zajęli 3. miejsce, gromadząc 59 punktów, czyli tyle samo, co Widzew Łódź (przegrał ze Zniczem Pruszków 0:1). Pierwszy był Górnik Łęczna, który wygrał na wyjeździe z Legionovią 2:0 i zakończył sezon z dorobkiem 63 punktów.
Teraz to już wszystko nieważne, bo GKS Katowice we wtorek staje przed kolejną szansą awansu, choć będzie to dopiero pierwszy barażowy krok. Katowiczanie podejmą szósty zespół sezonu zasadniczego, czyli Stal Rzeszów.
[…] – Katowicom i sobie życzę, abyśmy się spotkali tutaj jeszcze raz, w piątek – mówił trener Resovii Szymon Grabowski po meczu przy Bukowej.
[…] GKS Katowice chciałby, aby na wtorkowym meczu trybuny mogły zapełnić się już w 50 procentach, czyli zgodnie z najnowszym rozporządzeniem rządu. Do tej pory GieKSa mogła wpuścić na swój obiekt 1760 osób, a chciałaby 3520. Możliwe, że decyzja zapadnie dopiero w dniu barażu.
stalrzeszów.pl – Z obozu rywala – GKS Katowice
[…] Obie ekipy ostatni raz mierzyły się 13 czerwca, również na stadionie przy Bukowej, gdzie lepsi okazali się gospodarze, wygrywając 3-2. Od tego momentu forma katowiczan była dość niestabilna, co potwierdzają wyniki osiągnięte w kolejnych dziewięciu kolejkach, w których to zdobili 12 punktów, wygrywając zaledwie trzy spotkania.
[…] Zarówno mecz ze Stalówką, jak i następne spotkanie z z Resovią, pokazały, że Gieksa nie ma patentu na drużyny z Podkarpacia. W Stalowej Woli to gospodarze, walczący o utrzymanie w lidze, pewnie wygrali to spotkanie 2-0, natomiast przy Bukowej mecz z Resovią zakończył się remisem. O ile spotkanie w Stalowej Woli gościom nie wyszło, tak największe pretensje podopieczni trenera Góraka mogą mieć do siebie po remisie z Resovią, w którym to nie wykorzystali wielu dogodnych okazji, a przede wszystkich wielkiej szansy na bezpośredni awans na zaplecze Ekstraklasy, który przy komplecie punktów stałby się faktem.
Przed nami arcyważne i z pewnością bardzo ciekawe spotkanie półfinałowe. Bardziej zadowoleni z gry w barażach na pewno są zawodnicy beniaminka – Stali Rzeszów, którzy zajęli ostatnie premiowane play-offami miejsce. Przypieczętowali je pewną wygraną w ostatniej kolejce z częstochowską Skrą, dzięki czemu o punkt wyprzedzili Garbarnię Kraków i Olimpię Elbląg.
Goncerz: “Udział w barażach to na pewno nie jest dla nas sufit. Chcemy więcej!”
Przed pierwszym meczem barażowym o grę w Fortuna 1. lidze porozmawialiśmy z naszym napastnikiem Grzegorzem Goncerzem, który dawniej występował w barwach GieKSy, zostając m.in. królem strzelców 1. ligi.
[…] Tak, to zdecydowanie byłoby wielkie święto piłki w Rzeszowie. Przechodząc już do wtorkowego spotkania z GieKSą – jak Ty, jako były piłkarz i lider zespołu z Katowic podchodzisz do tego spotkania?
– Nie będę ukrywał, będzie to dla mnie wyjątkowe spotkanie. Fajnie, że zagramy przy udziale kibiców (choćby w okrojonej liczbie). Wiem dobrze, że kibice z Katowic potrafią stworzyć naprawdę fajną atmosferę, na pewno będą wspierali swoich piłkarzy. Będzie to trzecie spotkanie pomiędzy naszymi drużynami w tym sezonie, ale zdecydowanie najważniejsze. Nie ma tu mowy o remisie, albo odniesiemy zwycięstwo i awansujemy do finału barażów o Fortuna 1. ligę, albo ten sezon dla nas się skończy. Ja osobiście lubię takie spotkania, myślę, że nasz zespół też. Z niecierpliwością czekamy na ten mecz. Tak jeszcze patrząc przez pryzmat tej rundy i całego sezonu, to jest to też dla nas nagroda za ten lipiec, bo pamiętajmy, że na początku miesiąca byliśmy bardzo nisko i widmo spadku, ale w trudnym momencie zebraliśmy się wszyscy razem i zaczęliśmy seryjnie punktować, także myślę, że we 28. lipca mamy stadion, dobrą atmosferę, światła, fajną porę do grania i jest to dla nas nagroda, że ten lipiec bardzo dobrze przepracowaliśmy, ale to na pewno nie jest to dla nas sufit. Chcemy jeszcze więcej! Chcemy jeszcze bardziej namieszać i zobaczymy, gdzie nas to zaprowadzi. Ja jestem optymistą przed tym spotkaniem, mimo, że wiem, że czeka nas piekielnie ciężkie zadanie i absolutnie rywal z najwyższej 2-ligowej półki.
Wydaje się, że ostatnie spotkanie z GieKSą, gdyby nie nasze indywidualne błędy, to mogliśmy wygrać. Sam trener Górak w bardzo pochlebnych słowach wypowiadał się na temat naszej gry i mocno komplementował nasz zespół, mówiąc, że wygrana nad takim przeciwnikiem, jak Stal Rzeszów powinna być wręcz punktowana wyżej niż 3 pkt. Jak Ty oceniasz tamto spotkanie teraz z perspektywy czasu i czy podzielasz powyższe opinie?
– W tamtym spotkaniu bardzo źle weszliśmy w mecz, bo bardzo szybko straciliśmy bramkę. Na szczęście szybko udało nam się wyrównać. W ogóle tę pierwszą połowę, mimo straty bramkowej, oceniam bardzo dobrze. Wydaje mi się, że była bardzo dobra w naszym wykonaniu, bo czuć było z boiska, że jesteśmy mocni, że umiemy stwarzać sytuacje, że ta kolejna bramka dla nas zaraz wpadnie i już w pierwszych 45-minutach powinniśmy przechylić szalę zwycięstwa na naszą stronę, niestety na koniec stało się inaczej. W drugiej połowie GKS Katowice już zagrał z nami inaczej. My nie potrafiliśmy za bardzo wrócić do tego swojego grania dobrego z I. połowy, ale myślę, że kierunek tego, jak z GieKSą trzeba grać został pokazany. Musimy wyjść wysoko, agresywnie, „na tak”, pełni entuzjazmu, ale tak jak powiedziałeś, ustrzegać się błędów indywidualnych, bo one niestety w takim spotkaniu mogą kosztować bardzo dużo, gdyż nie ma tam marginesu błędu. Mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że jesteśmy świadomi, jesteśmy gotowi, pełni pasji, pełni determinacji, pewni siebie zwłaszcza też po sobotnim spotkaniu ze Skrą. W dobrym humorze, w dobrej atmosferze podejdziemy do tego wtorkowego spotkania i sam jestem ciekaw jak to będzie.
Czy to, że GieKSa nie wykorzystała swojej szansy, by awansować bezpośrednio, może jakkolwiek wpływać na ich mental i podejście do wtorkowego barażu?
– Bardzo podobne pytanie zadawali mi dziennikarze z Katowic, czy to ma jakiekolwiek znaczenie z perspektywy psychologii u zawodnika, czy postawa zespołu może być inna, że my na euforii dostaliśmy się do baraży, a GieKSa w ostatnich dwóch kolejkach nie wykorzystała swojej szansy na bezpośredni awans. To wszystko oczywiście jest istotne, ale do pierwszego gwizdka. W momencie, gdy ten gwizdek zabrzmi, wszystkie rzeczy schodzą na dalszy plan. Wówczas najważniejsza będzie pełna determinacja, koncentracja na zadaniach. Liczy się pełne 90 minut plus ewentualna dogrywka, czy ewentualne karne i wszystko może się wydarzyć. Oczywiście piłkarze GKS-u pewnie jeszcze dzisiaj żałują, że tej Resovii nie udało się wcisnąć bramki na 2-1, bo mieli naprawdę dużo klarownych sytuacji. Widziałem skrót, widziałem, jak GKS prowadzi grę, dochodzi do sytuacji, był naprawdę dobrze przygotowany, ale niestety (dla nich) taka jest piłka. Teraz grają z nami i myślę, że gdy usłyszą pierwszy gwizdek, to o tym wszystkim już zapomną.
[…] Nasi kibice pewnie bardziej skupiają się na tym, jak my gramy, niż na innych zespołach. Wy jesteście już po analizach meczów ligowych z GieKSą, a sam też dobrze znasz tych chłopaków, więc gdybyś miał przybliżyć naszym fanom atuty drużyny z Katowic, to co by to było?
– Wydaje mi się, że są mocni, jako kolektyw. Chcą w tę piłkę grać i są w tym wszystkim powtarzalni. Mają w swoim składzie Adriana Błąda i Adriana Woźniaka, o których wysokiej jakości piłkarskiej wiemy nie od dzisiaj. Są mocnymi punktami tego zespołu. My natomiast musimy się wystrzegać tego, co nie funkcjonowało w ostatnim naszym pojedynku z nimi i nie dopuszczać do tego, by te ich wrzutki z bocznych sektorów dochodziły w nasze pole karne. W taki sposób nas wtedy skarcili. Te piłki zbyt łatwo przechodziły. Do tego na pewno nie możemy dopuszczać i te sytuacje skutecznie wybronić. Znając trenera Góraka, z pewnością będzie miał na ten mecz coś specjalnego, my też coś takiego przygotujemy, więc zapowiada się naprawdę fajny, ciekawy pojedynek. Należy trzymać kciuki i wierzyć w to, że awansujemy dalej.
se.pl – GKS Katowice – Stal Rzeszów TV TRANSMISJA NA ŻYWO
[…] Emocje po ekscytującej końcówce sezonu II ligi jeszcze nie opadły, a przed nami już baraże o awans. GKS Katowice podejmuje Stal Rzeszów. Zdecyduje wynik jednego spotkania, rewanżu nie będzie. Piłkarze GKS-u Katowice muszą się szybko otrząsnąć po bolesnym niepowodzeniu, jakim niewątpliwie były zmarnowane szanse na wyprzedzenie w tabeli Widzewa i wywalczenie bezpośredniego awansu.
[…] W meczach tych drużyn w tym sezonie w Katowicach GKS pokonał Stal 3:2, a w Rzeszowie był remis 1:1.
– Jeszcze nic straconego. Bardzo liczę na trybuny, na wsparcie kibiców, że będą tę naszą drużynę wspomagać tak jak do tej pory. W sercach wiadomo co mamy – mówi Rafał Górak, trener GKS-u Katowice.
– Przed nami dwa finały i tak do tego trzeba podchodzić. Nie udało się wywalczyć awansu bezpośredniego, ale walczyliśmy i jestem dumny z tej drużyny. Jesteśmy cały czas w grze i walczymy do ostatniego gwizdka – dodał Arkadiusz Woźniak, piłkarz GKS-u Katowice, który również zaapelował do fanów „GieKSy” o doping i wsparcie.
Felietony Piłka nożna
21 sekund mistrzowskich akcji
Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.
No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.
Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.
Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.
Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.
I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.
Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.
Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.
To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.
Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.
Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.
Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.
W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.
Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.
W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.
No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…
Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.
Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.
Piłka nożna
Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę
Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.
Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.
Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.
Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.
Felietony Piłka nożna
Trudność w podejściu do średniawki
Aaaa qrwa jego mać…
To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.
Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.
Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.
O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.
Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.
Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.
Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.
Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.
Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.
Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.
Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.
Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.
Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.
Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.
Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.


Najnowsze komentarze