Piłka nożna
[TRANSFER] Peter Sulek nowym zawodnikiem
Z oficjalnej strony klubu otrzymaliśmy komunikat transferowy w którym poinformowano, iż nowym zawodnikiem GieKSy został Słowak Peter Sulek. Zawodnik ten jest lewonożnym pomocnikiem grającym najczęściej na pozycjach 6-8. Jego technika ma pomóc GieKSie w rozgrywaniu piłki.
Ostatnio reprezentował barwy ekstraklasowca z Węgier – Mezokovesd Zsory FC, z którego został wypożyczony do GieKSy do końca sezonu.
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.
Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.
Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.
Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?
Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.
Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.
Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?
Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie pęka przed NIKIM
Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.
Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.
Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.
A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.
I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.
Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.
Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.
W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.
Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.
Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.
Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.
W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.
Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.
Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.
Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.
Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.
Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.
Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.
Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.
Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.
Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.


Michałio
16 sierpnia 2017 at 14:42
A za ten szrot kto odpowiada? my nie mamy młodzieży do huja pana co tu sie dzieje?
Tomek
16 sierpnia 2017 at 14:44
Cygan już chyba stracił całkowicie zdrowy rozsądek. Kolejny pomocnik w dodatku po kontuzji i z imponująca ilością rozegranych spotkań. Po co to. Chyba tylko po to by pokazać, że coś się robi. Po co kolejny pomocnik jak w ataku ubogo i nie ma kim straszyc. Nawet jeśli ten człowiek cos soba reprezentuje to po co były transfery pozostałych pomocników. Nie widze w tym żadnej logiki.
tyta
16 sierpnia 2017 at 14:54
… zaczynam wątpić w fachowość trenera Mandrysza. Na oficjalnej stronie klubu wypowiada się, że jak Sulek będzie w dobreh formie to nam się przyda. To my nie wiemy co bierzemy !!! To zaczynam rozumieć dlaczego nie ma wyników i nigdy będzie choćby sam Nawałka wrócił na ławkę trenerską skoro my „kupujemy” kota w worku na zasadzie odpali albo i nie !!! Zahefajny ma skauting i to od lat !!! Prezesie albo traktujemy się piważnie albo póki co nie widzimy się na B1
KaTe
16 sierpnia 2017 at 16:08
Coś strasznego! Znowu wypożyczony zawodnik i to po kontuzji. Niedługo będzie trzydziestu boroków w składzie, a nie ma nawet drużyny rezerw w której mogliby grać. Z Motałą czy bez – przyszłość jest równie różowa jak nowy stadion!
Greg
16 sierpnia 2017 at 16:17
Czy my naprawdę jesteśmy takie biedoki ze nie możemy żadnego na poziomie transferu zrobic z tymi wzmocnieniami to my możemy ale bronić sie orzed spadkiem
GieKSa
16 sierpnia 2017 at 16:31
no właśnie Greg słowo klucz „transfer”
Tomek 2
16 sierpnia 2017 at 16:54
Jest gorąco, nie ma wyników więc zarząd reaguje – uderz w stół nożyce się odezwą. Tylko że na grę pozorów nikt się już nie da nabrać. To jest transfer???? Wszyscy jako tacy piłkarze z e-klasy, którzy byli do wyjęcia są w innych klubów. Zostało ratować się szrotem z zagranicy. Dramat.
MARCIN
16 sierpnia 2017 at 16:57
Wygląda to jak przygotowania do utrzymania bo też trzeba jakoś w miarę grać żeby utrzymać się w 1 lidze..
MARCIN
16 sierpnia 2017 at 17:30
.. Po analizie jego gry uznaliśmy, że nam się przyda – mówi o nim trener GieKSy, Piotr Mandrysz.. Tzn że biorą każdego byle jakiego kopacza, który ino jest wolny bez żadnego sprawdzenia, obserwacji no k… istne jaja dzieją się w naszym Klubie !
Mario1964
16 sierpnia 2017 at 17:39
Robi sie drużyna specjalnej troski!!!zakład chroniony!!!
tomek
16 sierpnia 2017 at 18:04
Z tym mandryszem tez jest cos nie tak. Bierze kolejnego pomocnika i mowi ze jesli bedzie w formie to sie przyda.to on nie wie jaka jest jego dyspozycja.zaczynam rozumiec dlaczego reszta transferow to niewypal. Jak beda w formie to sie przydzadza
Tomek 2
16 sierpnia 2017 at 18:07
Tym „zaciągiem” Cygan we współpracy czy tam bez Motały i Janickiego przebili chyba nawet ten Króla z Karwanem, Sokołowskim i Szalą na czele…Jak się nie obudzimy w porę (i nie chodzi o jebanie piłkarzy tylko tych którzy ich nasprowadzali) to możemy nie zagrać kolejnego sezonu w I lidze… Obym się mylił.
MARCIN
16 sierpnia 2017 at 18:09
Powiem tak Brzęczek naprawdę był blisko awansu gdyby nie ci beznadziejni kopacze, którzy u siebie zjebali wszystko, dobrze kombinował co do ich umiejętności aż w końcu się wkurwił i odszedł bo pewnie stracił kupę zdrowia przez tych ciuli a oni dalej w ciula lecieli i śmiali mu się w oczy !
MARCIN
16 sierpnia 2017 at 18:11
No dokładnie Tomek 2, robi się gorąco bo już mamy straty 8 punktów do lidera..
MARCIN
16 sierpnia 2017 at 18:15
.. a kaj tam do w miarę jakiejś gry..
Irishman
16 sierpnia 2017 at 18:28
Kocham takie opinie! Nie widzieliście gościa nawet przez sekundę ale już wiecie, że:
„Cygan już chyba stracił całkowicie zdrowy rozsądek”
„zaczynam wątpić w fachowość trenera Mandrysza”
„Coś strasznego!”
Cóż, oczywiście, że cierpimy przez to, że nie awansowaliśmy przez co pozyskujemy prawie wyłącznie piłkarzy do ogrania. No ale też proponuję trochę powstrzymać emocje, bo jak zaczniemy punktować, to będzie trochę wstyd!
MARCIN
16 sierpnia 2017 at 18:34
Sorry irishman ale dawać na szpicę nieznanego, nowego kolesia Yunisa , który jest też ino wypożyczony no to wydaję mi się ze to porażka totalna jak mamy sprawdzonego Prokicia i nawet Goncerza, tych nowych to na ostatnie minuty meczu bym dał !!!!
Mecza
16 sierpnia 2017 at 18:50
Odczepcie się od Mandrysza, co miał powiedzieć że go nie chce i mu Motała kolejnego nieprzygotowanego wciska? Myślicie że analiza była przez ostatnie 3 dni? To jest transfer Motały a słowa Mandrysza tylko potwierdzają że to nie jego wybór a przełożonego który uciekł ze statku.
Mecza
16 sierpnia 2017 at 18:55
@tomek, przecież gołym okiem widać że my pomocników nie mamy którzy potrafią grę kreować i piłkę przytrzymać. W ostatnim meczu w pomocy grał środkowy obrońca i napastnik. Taki Goncerz czy Prokić jest w stanie 15 bramek strzelić w sezonie ale bez kreatywnych pomocników nic nie zdziałają.
Ksawery
16 sierpnia 2017 at 18:57
Tragedia. To jest defensywny pomocnik. Mandrysz jest jakiś psychiczny pod względem nastawiania drużyny na 100% obrony. Koleś po kontuzji – wypożyczenie – nawet jak odzyska forme to wtedy go oddamy i wypożyczymy kolejnego po kontuzji albo 35+. Na naszych oczach niszczą nam Giekse.
Ksawery
16 sierpnia 2017 at 18:58
Ojjj długo już sie nie pojawie na B1. To jest jakaś drużyna parasportowców.
Alan
16 sierpnia 2017 at 19:31
Ksawery najlepiej nie pojawiaj się nigdy…
Ksawery
16 sierpnia 2017 at 19:52
@Alan
Ty sie pojawiaj za mnie i podziękuj Cyganowi jak to super zorganizował.
Mecza
16 sierpnia 2017 at 20:02
Żadko przeklinam ale dzisiaj jestem mega wkurzony na stronę, wygląda tak jakby była cenzura. Dwa długie wpisy i oba nie ukazały się. Wcześniejsze wpis są z tego tematu ale następne pewnie odchaczone „odrzucaj” przez cenzora. Coś ala rozmowy kontrolowane.
Tomek 2
16 sierpnia 2017 at 21:22
Cenzura ??
Tomek 2
16 sierpnia 2017 at 21:25
Za rzeczową krytykę zarządu? Bo tak jak „mecza” nie rozumiem za co.
bce
16 sierpnia 2017 at 21:58
Też wpisze. To zaczyna przypominać zakład pracy chronionej.
Nam potrzeba napadziora na już ściągać Szołtysa i to w trybie pilnym z Rozwoju.
Miałby chłop szanse na pokazanie swojego wiecznego talentu może odpaliłby w końcu.
Mam nadzieje, że ten malutki progres w grze Gonza poszybuje w górę jak najszybciej.
Widze teraz, że nawet Kufel byłby lepszy od zbieraniny emerytów.
Tomek
17 sierpnia 2017 at 07:22
Irishman a kto mądry ściąga taką ilość pomocników i potem kolejnego. Z przodu nie ma sensownego zawodnika w tym problem. Że nikt tego zawodnika nie widział to prawda. Być może jet coś wart. Problem w tym że dotychczasowe wzmocnienia były na podobnej zasadzie. Skoro ściąga sie kolejnego pomocnika tzn że dotychczas ściągnięci są niewypałem. Co do Mandrysza to miałem z nim wielkie nadzieje. Niestety jak to mówia krowa która dużo ryczy mało mleka daje. Gościu opowiadał jakie to porządki nie zaprowadzi jak to awans po cichu zrobi no i zrobił 1 pkt na 9 i dostał wpierdziel od słabiutkiej siarki. Nie jest też prawdą podawana tu teza, że Motała mu wszystko wcisnął. Wciskał mu kędziorę plizgę do bramki kazał nowaka wstawić. Bzdura. To są jego autorskie pomysły kolesi z termali. Sam ich chciał to ma. Niestety ale jak będzie dalszy brak wyników to do konca rundy nie wytrzyma. Problem z nim jest taki że nie ma żadnego pomyslu na to towarzystwo. Do tego dodajcie sobie co sie bedzie działo jak skonfliktuje sie z szatnią. Niestety wyniku nie da się budować jedynie na strachu przed ostrym Mandryszem. Sorry ale zawodnicy których tu sciągnął stawiają pod wielkim znakiem zapytania jego kwalifikacje. Nikt takiego szrotu nie sciągnął jak On. I zapewniam was to nie Motała go zmuszał. Motała nie miał tylko lepszego pomysłu bo odpuscil temat bo widział sie juz Lubinie.
wiem co nie co
17 sierpnia 2017 at 08:14
po co ten placz? nikt nie spadnie i bedzie dobrze!
Mecza
17 sierpnia 2017 at 08:50
łubu dubu
Mecza
17 sierpnia 2017 at 08:53
dwa słowa można wpisać ale dwóch zdań już nie
tyta
17 sierpnia 2017 at 09:07
…@ Irishman – najpierw zacznijmy punktować a dopiero potem będę się „wstydził” za swój wpis. Nie mam problemu z przyznaniem się do błędu i przeproszeniem publicznie kogokolwiek, nie tak jak chociażby „nasz” prezes.Trener Mandrysz aktualnie wyników niema,na konferencji już nie taki rozmowny i na dodatek taka wypowiedź na oficjalnej stronie o nowym „transferze”. Mnie trener i jego filozofia zdobywania punktów od samego początku nie przekonuje. No ale jak zacznie piąć się w tabeli to przeproszę jeśli kogoś uraziłem. Z miłości do tego klubu chciałbym to zrobić jak najszybciej.
Irishman
17 sierpnia 2017 at 09:59
Tomek, ja też jestem zbulwersowany taką polityką transferową. Ale może było tak, że jak Mandrysz zobaczył jaki szrot mu proponuje Motała to się chwycił za głowę i faktycznie poprosił swoich byłych zawodników żeby przyszli, bo nie byłoby kim grać?????
Ja też jestem wkurzony, bo to się w pale nie mieści, żeby na Bukową przyjeżdżały jakieś wioski i grały jak u siebie.
Ale dajmy tym zawodnikom dojść do pełni dyspozycji, drużynie się zgrać i wtedy oceniajmy. Może nas jeszcze pozytywnie zaskoczą?
Irishman
17 sierpnia 2017 at 10:04
I skończcie już z tą „utalentowaną” młodzieżą. Chorzowscy grają młodzieżą i co, lepiej im to wychodzi?
Tomek
17 sierpnia 2017 at 11:07
Do Irishman. Oczywiście poczekamy. Problem w tym że tu nie chodzi o to że mamy pecha ale gramy w piłkę. My nie gramy w piłkę nie mamy sytuacji wiec skąd czerpać nadzieje.
Nie jestem też przekonany do tego że Motała dawał mu gorszy szrot. Obawiam sie ze jednak mandrysz naciskal by dac mu swoich. Zauważ że poprzednie transfery Motały były dużo lepsze niz te z Mandryszem
Piotrek
17 sierpnia 2017 at 11:53
Jak to Mandrysz nie miał kim grać? Jedyne osłabienie to odejście Czerwińskiego + wzmocnienia które rekomendował. Tamta drużyna z Brzęczkiem skończyła na 7 miejscu z 54-ma pkt. Czemu niby mamy łagodniej traktować Mandrysza niż Brzęczka? Ciekaw jestem najbliższych meczów z Rakowem i Chojniczanką ile pkt ugramy?
stefan
17 sierpnia 2017 at 14:37
Gdzie sa wzmocnienia ? to pytanie do prezesa Cygana.
Kolejny już raz wychodzi prawda ,ze wcale tak dobrze mu nie wychodzi prezesowanie i układ z miastem.
TYle na forum zachwytów było jak to wyciagnał Nas z długów , niestety prawda jest brutalna.
Nie mamy kasy na graczy lepszych i teraz nie ma kim walczyc o awans.
Z piłkarzy którzy mogli do Nas przyjść i dac jakość nie zakontraktowano nikogo! a nazwiska były ciekawe.
Rafał
17 sierpnia 2017 at 22:26
Jak ten zawodnik (Peter Sulek)był by taki dobry jak go opisują to ekipa z Węgier by go nie puściła tak łatwo,więc wnioski nasuwają się same jak jest naprawdę.
Ksawery
17 sierpnia 2017 at 22:53
Mandrysz na Raków daj 7-3-0 😀 Może przywieziemy punkt 😀
wiem co nie co
18 sierpnia 2017 at 09:06
ja tam wiem ze tego nowego jeszcze na medaliki nie wypusci.
zippo50
18 sierpnia 2017 at 12:56
Wygląda to tak jak w tym kawale :wybierzcie mnie trenerem obiecuję że nie będzie lepiej ale będzie śmieszniej. Teraz poważnie patrząc obiektywnie to wygląda to na straszny bajzel totalny brak profesjonalizmu ze strony piłkarzy jak i ławki trenerskiej tak i zarządu klubu. Piłkarze nie potrafią grać, trener ustawić składu i taktyki a Prezes ogarnąć tego całego cyrku.Za takie postępowanie należy się kara w prostej postaci „KASA” jakby odczuli to finansowo to może wyniki by były lepsze.
Zippo50
Mecza
18 sierpnia 2017 at 18:23
Jeszcze jest inna strona medalu, w każdym klubie na siłę szuka się Dyrektora Sportowego a wydaje się, że to taki zawód do którego trzeba mieć nazwisko, znajomości i robić szum (transferowy za nie swoje pieniądze) Kiedyś tego nie było. Manager musi robić transfery nawet niepotrzebne ale nie może być inaczej skoro pobiera pensje. U nas nie wystarczy tylko Mandrysz?