Dołącz do nas

Felietony Hokej

Trzy najważniejsze pytania przed sezonem PHL

Avatar photo

Opublikowany

dnia

TAURON KH GKS Katowice w piątek przystąpi do walki o mistrzostwo Polski w hokeju na lodzie, choć sezon oficjalnie już się rozpoczął – we wtorek Nesta Mires Toruń pokonała Kadrę PZHL 12:1. Zastanówmy się dziś nad największymi niewiadomymi tegorocznych rozgrywek.

1. Czy możemy odebrać Tychom mistrzostwo?

Za Tyszanami już dwa oficjalne mecze w tym sezonie – w Hokejowej Lidze Mistrzów zmierzyli się z IFK Helsinki i Skellefteą AIK. Choć z Finami niemal cały mecz walczyli jak równy z równym, to od Szwedów dostali prawdziwą lekcję hokeja – na własnym lodzie przegrali 8:1. Nie ma jednak co ukrywać – GKS Tychy ma zdecydowanie najmocniejszy i najszerszy skład w naszej lidze. Solidną pracę wykonuje również trener Andrei Gusov. Każdy medal inny niż złoty będzie dla nich porażką. Gdzie możemy szukać naszych szans? Pamiętamy te wszystkie finały, jak chociażby w 2017 roku, gdy Tyszanie nie dawali rady mentalnie udźwignąć tego ciężaru. Choć w czołówce polskiego hokeja są od kilkunastu lat, na ich koncie widnieją tylko trzy mistrzostwa. Wydaje się, że w poprzednim sezonie różnica poziomów była po prostu za duża, by GieKSa miała szansę na złoto. Podobnie było przy poprzednim mistrzostwie Tyszan, kiedy w finale pokonali JKH GKS Jastrzębie. Zmiany w drużynie z piwnego miasta były bardzo niewielkie, a jest to dosyć doświadczony wiekowo zespół. Choć średnia wieku jest tylko rok wyższa niż w Katowicach, w kadrze tyskiego GKS-u jest jedynie sześciu zawodników w wieku 23 lat lub młodszych, w tym dwóch rezerwowych bramkarzy, a Remigiusz Gazda i Marcin Horzelski nie mają pewnego miejsca w składzie na mecz. W GieKSie zawodników w takim wieku jest aż jedenastu, a nowym zawodnikiem zostanie prawdopodobnie 19-letni Patryk Wysocki – ich poziom z roku na rok będzie rósł. Dużo zależeć będzie jak zwykle od bramkarzy – John Murray jest czołowym bramkarzem ligi, jego wadą są jednak duże wahania formy. Katowiccy kibice nie widzieli jeszcze naszego nowego nabytku Kevina Lindskouga w akcji, bardzo dobrze w sparingach spisywał się natomiast Michał Kieler. Jeśli Szwed ma być od niego jeszcze lepszy – powinno być dobrze.

2. Kto może nam odebrać finał?

Pomyśleliśmy już, czy mamy szansę odebrać Tyszanom złoto, jednak czy jest ktoś, kto mógłby nam odebrać srebro? Na razie nie zapowiada się na to, by kolejny raz o najwyższe cele walczyła Cracovia. Krakowianie po letniej rewolucji są jedną wielką niewiadomą. Odeszło wielu zawodników, lecz z drugiej strony w byłej stolicy Polski pozostało wciąż kilku reprezentantów Polski jak Damian Kapica, Maciej Kruczek czy Mateusz Rompkowski. Nie można też wykluczyć sytuacji, że trener Rohacek wraz z profesorem Filipiakiem zdecydują się na kilka zagranicznych wzmocnień tuż przed play-offami, szczególnie przy obniżonej kwocie za dodatkowego obcokrajowca z 25 tys. PLN do zaledwie 7,5 tys. Głównym faworytem do medali obok dwóch GKS-ów wydaje się Podhale Nowy Targ, które najbardziej skorzystało na rewolucji w Cracovii. Do drużyny powróciło kilku wychowanków jak Krystian Dziubiński, Patryk Wajda czy Kacper Guzik, trzeba jednak pamiętać, że jak co sezon kilku wychowanków powędrowało w drugą stronę i opuściło Nowy Targ. W tym roku był to m.in. Damian Tomasik, który trafił do Katowic, a najlepiej punktujący zawodnik Podhala zeszłego sezonu, Sergei Ogorodnikov, zginął śmiercią tragiczną w trakcie wakacji. Niczego nie można wykluczać i do meczów z charakternymi góralami trzeba zawsze podchodzić z pokorą, jednak GieKSa na papierze wygląda zdecydowanie lepiej i powinniśmy utrzymać miejsce w czołowej dwójce PHL.

3. Kto będzie bohaterem GieKSy?

Można być niemal pewnym, że nasi hokeiści nie osiągnęliby tak dobrego wyniku w poprzednim sezonie, gdyby nie świetna postawa Shane’a Owena. Choćbyśmy nie wiadomo jak dobrze grali w ataku i obronie, solidny bramkarz to podstawa. Kevin Lindskoug musi być fundamentem tej drużyny, jeśli mamy marzyć o sukcesach i są podstawy, by myśleć, że tak będzie. Lindskouga i Owena łączy gra w Allsvenskan – Shane właśnie tam rozpoczął poprzedni sezon i w 13 spotkaniach bronił na poziomie 90,2% i 2,88GAA. Kevin ma ponad 100 meczów na tym poziomie rozgrywkowym i zakręcił się w okolicach 92% obronionych strzałów, choć dwa ostatnie sezony spędził na Białorusi i w Danii. Jaką ligą jest Allsvenskan? Dość powiedzieć, że nasz najlepiej punktujący zawodnik sezonu zasadniczego – Jesse Rohtla, trafił do nas z trzeciej ligi szwedzkiej, podczas gdy Allsvenskan jest drugim poziomem rozgrywkowym w tym kraju, a zawodnicy z tej ligi są regularnie draftowani do NHL. Warto również zauważyć, że w ostatnich dwóch latach Lindskoug zdecydowanie poprawiał swoje osiągnięcia, gdy przychodziło do fazy play-off: w sezonie 16/17 w barwach Soligorska w sezonie zasadniczym bronił na poziomie 90,8%, a w najważniejszej części rozgrywek wynik ten wyniósł 92,1%, natomiast w minionym roku w duńskim Rungsted Seier Capital w lidze bronił 90,2% strzałów, a w fazie play-off 91,5%. Shane Owen w Katowicach z fantastycznych 93,5% w sezonie zasadniczym spadł do 92,8% w play-offach, choć w dużej mierze wynik ten jest spowodowany nieudanymi pierwszymi dwoma meczami finałowymi w Tychach.

Wielokrotnie ręce same składały nam się do oklasków po indywidualnych akcjach Patryka Wronki. O walory estetyczne się nie martwimy, natomiast liczymy, że wraz z kolejnym sezonem na taflach nabierze więcej spokoju pod bramką rywala i będzie bardziej skuteczny. Wciąż w rozwojowym wieku są także Radosław Sawicki czy Bartosz Fraszko. Sporo jakości po obu stronach lodu powinni wprowadzić nasi nowi zawodnicy – Grzegorz Pasiut i Maciej Urbanowicz. W bluzie hokejowej GieKSy w końcu zobaczymy naszego wychowanka – Patryka Jóźwika, choć ciężko wymagać od niego cudów w tym sezonie. Jedną z niewiadomych jest to, kto zastąpi Andreja Themara w roli głównej strzelby GKS-u? Nie mamy aktualnie w składzie typowych strzelców poza Tomaszem Malasińskim, który w poprzednim sezonie zdobył tylko dwie bramki mniej od Themara, a przede wszystkim był dużo bardziej skuteczny od niego w fazie play-off. Bardzo dobrym strzałem dysponuje Mikołaj Łopuski i wierzymy, że w tym sezonie obędzie się bez kontuzji u tego zawodnika – wówczas również jego będzie stać na dobry wynik strzelecki. Również Patryk Krężołek sporą część sezonu stracił przez kontuzję, a to kolejny zawodnik, który potrafi precyzyjnie uderzyć. Wygląda na to, że zabraknie tym razem w naszej formacji obronnej zawodnika typowo fizycznego, który na każdym kroku będzie uprzykrzać życie rywalom, jakim był Bogusław Rąpała. Niemniej jednak liczymy, że fajerwerki w ofensywie wynagrodzą nam brak takiego gracza w defensywie.

Portal GieKSa.pl tworzony jest od kibiców, dla kibiców, dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą o wsparcie poprzez:

a/ przelew na konto bankowe:

SK 1964
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533

b/ wpłatę na PayPal:

E-mail: [email protected]

c/ rejestrację w Superbet z naszych banerów.

Dziękujemy!


Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Kompromitacja

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po ostatnim meczu z Arką Gdynia, humory w Katowicach były bardzo dobre. GieKSa odbiła się od dna i w fantastycznym stylu pokonała gdynian. Piłkarze Rafała Góraka chcieli podtrzymać tę passę. Ten sam plan miał jednak Górnik Zabrze, który również efektownie odprawił z kwitkiem Pogoń Szczecin. Przy Roosevelta zapowiadało się naprawdę świetne widowisko, przy rekordowej – 28-tysięcznej – frekwencji.

W GieKSie nastąpiła jedna zmiana w porównaniu z meczem z Arką. Kontuzjowanego Alana Czerwińskiego zastąpił Lukas Klemenz, czyli bohater meczu z gdynianami. W składzie zabrzan ponownie zabrakło Lukasa Podolskiego (ale był już na ławce), mogliśmy natomiast obawiać się dynamicznych Ousmane Sowa i Tofeeka Ismaheela.

Początek meczu był wyrównany, ale drużyny nie stwarzały sobie sytuacji bramkowych, choć gdyby w 5. minucie Adam Zrelak dobrze przyjął piłkę wyszedłby sam na sam od połowy boiska z Łubikiem. W 11. minucie lekko uciekał Klemenzowi Tofeek Ismaheel, który wbiegł w pole karne i nawijał naszego obrońcę, ale Lukas ostatecznie zablokował ten strzał. W 19. minucie Kubicki bardzo dobrze obsłużył prostopadłym podaniem Ambrosa, który kąśliwie uderzał, ale Dawid Kudła bardzo dobrze obronił ten strzał. Pięć minut później w pole karne próbował wdzierał się Borja Galan, ale jego strzał został zamortyzowany. W pierwszych trzydziestu minutach nieco lepiej prezentował się Górnik i mógł to przypieczętować bramką, gdy fatalną stratę przed polem karnym zaliczył Kacper Łukasiak, ale po wygarnięciu piłki przez Kubickiego nie doszedł do niej Liseth. Niestety cofnięta gra GKS nie opłaciła się. Galan dał bardzo dużo miejsca w polu karnym rywalowi, a Ousmane Sow skrzętnie to wykorzystał, wycofując piłkę na 16. metr do Patrika Hellebranda, który pewnym strzałem pokonał Kudłę. W końcówce GKS miał kilka stałych fragmentów gry, ale w przeciwieństwie do meczu z Arką, tutaj nie było z tego żadnego zagrożenia.

Początek drugiej połowy mógł być fatalny. Klemenz wyprowadzał tak, że podał do przeciwnika, piłka zaraz poszła do niepilnowanego Janży, ten wycofał do Sowa, analogicznie jak ten zawodnik w pierwszej połowie, jednak Sow strzelił technicznie obok słupka. Po chwili, w zamieszaniu w polu karnym po wrzucie z autu Kowalczyka, ekwilibrystycznie do piłki próbował dopaść Kuusk, ale nic z tego nie wyszło. Po chwili i tak było 2:0. W 53. minucie piłkarze GKS zagrali niebywale statycznie w polu karnym. Dośrodkowywał Ambros, a kompletnie niepilnowany, choć wśród tłumu naszych (!) zawodników Liseth z bliska skierował piłkę do siatki. W 61. minucie znów rozmontowali naszą dziurawą obronę rywale, Janża znów mając lotnisko na skrzydle, popędził i wycofał po ziemi, a Sow tym razem strzelił niecelnie. Po chwili mieliśmy zmiany, weszli na boisko Aleksander Buksa i debiutujący w GKS Jesse Bosch. Trzy minuty później było po meczu, gdy doszło do absolutnie kuriozalnej sytuacji. Marten Kuusk zagrywał do Kudły. Problem w tym, że naszego bramkarza nie było w bramce i piłka wpadła do siatki ku rozpaczy estońskiego defensora. Kilka minut później swoją szansę miał Ismaheel, ale po dośrodkowaniu z prawej stroną i strzale zawodnika bardzo dobrze interweniował Kudła. W 81. minucie z dystansu uderzał wprowadzony na boisko Lukas Podolski, ale znów obronił bramkarz. W 88. minucie na strzał zdecydował się Kuusk, a piłka musnęła górną stronę poprzeczki. Po chwili była powtórka, uderzał z daleka Gruszkowski i również piłka otarła obramowanie, tym razem spojenie.

Wygląda na to, że GKS przegrał to spotkanie już przed meczem, ewentualnie w trakcie pierwszej połowy. Nie da się z Górnikiem Zabrze, grając tak asekuracyjnie, liczyć na cud i to, że rywale nie strzelą bramki. Dodatkowo po utracie bramki posypało się całkowicie wszystko i nie dość, że nadal nie mieliśmy nic z przodu, to jeszcze popełnialiśmy katastrofalne błędy z tyłu, a gospodarze skrzętnie to wykorzystali. Był to najsłabszy mecz GKS w tym sezonie. Nie chodzi o wynik. Sposób gry był nieprzystający ekstraklasowej drużynie.

23.08.2025, Zabrze
Górnik Zabrze – GKS Katowice 3:0 (1:0)
Bramki: Hellebrand (40), Liseth (53), Kuusk (64-s).
Górnik: Łubik – Kmet (70. Szcześniak), Janicki, Josema (76. Pingot), Janża, Kubicki, Hellebrand, Ambros (70. Podolski), Sow (69. Dzięgielewski), Liseth, Ismaheel (76. Lukoszek).
GKS: Kudła – Wasielewski, Klemenz, Jędrych, Kuusk, Galan (70. Gruszkowski) – Błąd (70. Łukowski), Kowalczyk, Łukasiak (61. Bosch), Nowak (78. Wędrychowski) – Zrelak (61. Buksa).
Żółte kartki: Nowak.
Sędzia: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 28236 (w tym 4300 kibiców GieKSy).

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Szymon Marciniak w końcu sędzią El Clasico

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Sędzią sobotniego meczu Górnik Zabrze – GKS Katowice będzie Szymon Marciniak z Płocka. Śląski Klasyk odbędzie się w sobotę o godzinie 20.15.

Arbitra przedstawiać nie trzeba, ale jednak to zrobimy. Nasz sędzia międzynarodowy ma CV tak bogate, że ciężko objąć wszystko. Według portalu 90minut.pl pierwsze udokumentowane spotkanie to mecz Pucharu Polski w 2006 roku pomiędzy Spartą Augustów i Mrągowią Mrągowo. Szybko piął się po szczeblach kariery i już w kolejnym sezonie prowadził trzy mecze ówczesnej drugiej ligi, czyli zaplecza ekstraklasy.

Uwaga! Wówczas – 5 kwietnia 2008 poprowadził jedyny w swojej karierze mecz GKS Katowice, było to spotkanie w Turku, w którym GKS Katowice zremisował z miejscowym Turem 1:1. Poniżej możecie zobaczyć bramki z tego meczu, nakręcone przez autora niniejszego artykułu. Gola dla GKS zdobył wówczas Krzysztof Kaliciak, a wyrównał dobrze nam znany, grający później w GieKSie – Filip Burkhardt.

Już w sezonie 2008/09 zadebiutował w ekstraklasie, prowadząc mecz GKS Bełchatów z Odrą Wodzisław. Od następnego był już etatowym arbitrem w ekstraklasie, w której sędziuje nieprzerwanie od 15 lat.

W sezonie 2012/13 przyszedł debiut w europejskich pucharach, gdy w Lidze Europy sędziował mecz Lazio z Mariborem. Dwa lata później zadebiutował w Lidze Mistrzów spotkaniem Juventus – Malmo.

Wyliczanie wszystkich prowadzonych przez Marciniaka meczów byłoby dużym wyzwaniem. Spójrzmy po prostu na zbiorczą liczbę spotkań, które prowadził konkretnym europejskim drużynom na przestrzeni tych lat – głównie w Lidze Mistrzów, a także w minimalnym stopniu w Lidze Europy:

Inter Mediolan – 10
Real Madryt – 9
Atletico Madryt – 8
Liverpool, PSG – 7
Juventus, Barcelona, Milan – 6
Bayern, Manchester City, Tottenham, Lyon, Benfica – 4
Sevilla, Feyenoord, Napoli – 3

W mniejszej liczbie prowadził też mecze takich drużyn jak m.in. Lazio, Fiorentina, Manchester United, Roma, BVB, Ajax, Bayer Leverkusen, Lipsk, Atalanta, OM, FC Porto, Chelsea, Sporting, Galatasaray czy Arsenal. Dodajmy, że w zestawieniu nie są uwzględnione spotkaniach w ramach choćby Klubowych Mistrzostw Świata, gdzie dodatkowo dwukrotnie sędziował Realowi Madryt.

W 2013 sędziował swój pierwszy finał Pucharu Polski – pierwszy z dwóch meczów Śląska Wrocław z Legią Warszawa. Później jeszcze trzykrotnie prowadził mecz finałowy na Stadionie Narodowym.

W swojej europejskiej przygodzie był arbitrem kilku spotkań, które obrosły legendą. Na przykład w 2017 był rozjemcą pierwszego meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów, w którym PSG pokonało Barcelonę 4:0. Ten mecz był preludium do historii z rewanżu, gdzie Blaugrana po niesamowitej remontadzie zwyciężyła 6:1. Rok później w tej samej fazie na Marciniaka posypała się lawina krytyki po meczu Tottenham – Juventus (1:2), w którym nasz arbiter popełnił duże błędy. W 2023 roku sędziował w półfinale pogrom Realu Madryt przez Manchester City, kiedy podopieczni Pepa Guardioli wygrali 4:0. A w zeszłym sezonie niesamowite spotkania w 1/8 i 1/2 finału pomiędzy Atletico i Realem oraz Interem i Barceloną – w obu przypadkach były to rewanże. W derbach Madrytu arbiter miał absolutnie nietypową sytuację, gdy w konkursie jedenastek Julian Alvarez dwa razy dotknął piłkę – co dopiero – i to w wielkich kontrowersjach – wykazał VAR. Znowuż w pojedynku na Giuseppe Meazza widzieliśmy prawdziwy spektakl piłki. Gdy w 87. minucie Raphinia trafiał na 3:2 dla Barcelony, wydawało się, że jest pozamiatane. Wyrównał w doliczonym czasie Acerbi, a w dogrywce Nero-Azurri za sparwą Frattesiego przechyli szalę na swoją korzyść.

Szymon Marciniak od dekady prowadzi też mecze reprezentacji. Prowadził spotkania na Mistrzostwach Europy i Świata. W 2016 roku był rozjemcą meczów Hiszpania – Czechy, Islandia – Austria i Niemcy – Słowacja. Podczas Mundialu w Rosji sędziował spotkania Argentyna – Islandia i Niemcy – Szwecja z fenomenalnym trafieniem Kroosa w doliczonym czasie z rzutu wolnego. Na Mistrzostwach Świata w Katarze prowadził spotkania Francja – Dania i Argentyna – Australia, a na Euro 2024 Belgia – Rumunia i Szwajcaria – Włochy.

Na deser zostawiliśmy oczywiście największe sukcesy polskiego sędziego. Czyli sędziowane finały. Najpierw finał Klubowych Mistrzostw Świata 2024, w którym Manchester City pokonał Fliminense 4:0. City zapewniło sobie udział w turnieju poprzez wygranie Ligi Mistrzów w 2023 roku, który również prowadził polski sędzia – Anglicy pokonali Inter Mediolan 1:0 po golu Rodriego. No i nade wszystko mecz meczów, najważniejsze wydarzenie w czteroleciu światowej piłki, czyli finał Mistrzostw Świata 2022 w Katarze: Argentyna – Francja. Finał niebanalny, bo z dwoma golami Leo Messiego i hat-trickiem Kyliana Mbappe. Marciniak był świadkiem ukoronowania Leo Messiego jako najlepszego piłkarza w historii futbolu, zwieńczającego swoją piękną karierę tytułem Mistrza Świata.

Ma w swoim dorobku także prowadzone finały Cypru, Grecji i Albanii oraz Superpuchar Europy.

Przechodząc do spraw przyziemnych – w obecnym sezonie Marciniak prowadził cztery spotkania ekstraklasy, w których pokazał 16 żółtych kartek (średnio 4 na mecz) i ani jednej czerwonej. Podyktował jeden rzut karny – dla Pogoni w meczu z Arką.

Oficjalnie prowadził tylko jedno wspomniane spotkanie GKS Katowice, natomiast na uwagę zasługuje fakt, że Marciniak był gościem specjalnym i sędzią podczas turniejów Spodek Super Cup 2024 i 2025. W obecnym roku zrobił też rzecz niesamowitą – prowadząc mecz w Arabii Saudyjskiej wieczorem dzień przed turniejem, sobie tylko znanymi sposobami przemieścił się do Katowic, by w Spodku już być około godziny 15.00 zwartym i gotowym do pracy.

Będzie to pierwszy Klasyk Szymona Marciniaka, bo mimo wielu wybitnych spotkań, nie udało mu się jeszcze poprowadzić hiszpańskiego El Clasico pomiędzy Realem Madryt i Barceloną.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Czego chcieć więcej?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Pamiętamy otwarcie Nowej Bukowej i spektakularnie wygrany mecz z Górnikiem Zabrze. Wtedy to katowiczanie przełamali złą passę z zabrskim rywalem i w doliczonym czasie gry po golu Filipa Szymczaka po raz pierwszy Arena Katowice odleciała w szale radości. Jednocześnie jak dotychczas był to najbardziej efektowny i spektakularny moment tego stadionu.

Teraz czeka nas kolejne starcie z Górnikiem, tym razem jednak przy Roosevelta. Z tym stadionem nie mamy dobrych wspomnień. Od czasu spadku z ekstraklasy 20 lat temu, katowiczanie trzy razy grali oficjalne mecze w Zabrzu. Wyniki to 0:2, 0:1 i 0:3. Najświeższym wspomnieniem jest mecz z zeszłego sezonu, który GKS gładko przegrał 0:3, tracąc gola już w czwartej minucie po uderzeniu Lukasa Podolskiego. To był jeden z niewielu pojedynków zeszłej jesieni, w którym katowiczanie nie wyglądali na równorzędnego rywala i to mimo tego, że Górnik wcale nie grał jakiegoś wybitnego spotkania. Tak, ekstraklasa nas „przywitała” w środku rundy z przytupem.

Na co stać teraz nasz zespół w jutrzejszych derbach – nie wiadomo. Nie wiadomo do końca, w jakiej formie jest ekipa Rafała Góraka, choć trzeba przyznać, że od początku meczu z Legią ta dyspozycja daje wrażenie, że rośnie. Rzeczywiście pierwsza połowa przy Łazienkowskiej była bardzo dobra, cały mecz niezły, a kolejne spotkania – z Arką Gdynia – było już bardzo dobre. Można więc mieć nadzieję, że po początkowym blackoucie, nasza ekipa w końcu się obudziła i wskoczyła na właściwe tory drużyny środka tabeli.

Problem w tym, że stajemy naprzeciw silnej w tym sezonie drużyny. Zespół Michala Gasparika najpierw wygrał z Lechią, a potem na wyjeździe z Piastem. Być może – patrząc na ten sezon – nie są to jakieś wielkie sukcesy, ale każdy punkt, a zwłaszcza komplet należy cenić. Potem była porażka w Poznaniu i niezasłużona przegrana u siebie z Termaliką. Górnik w tym meczu dominował, ale to goście okazali się lepsi o jedną bramkę. Za to w meczu z Pogonią było do pewnego momentu odwrotnie – to Portowcy cisnęli, cisnęli, ale piłka nie chciała wpaść do siatki. Wkrótce więc sprawy w swoje ręce wzięli zabrzanie i trzykrotnie pokonali bramkarza ze Szczecina.

Jakby więc nie patrzeć – obie ekipy wygrały ostatnie swoje mecze trzema bramkami i to nie z ligowymi leszczami. To znamionuje naprawdę świetne widowisko jutro.

Ciekawi jesteśmy zestawienia GKS na ten mecz. Lukas Klemenz zasłużył się dwiema bramkami – pytanie, czy Alan Czerwiński będzie zdolny do gry, a może znów na ławce zasiądzie Marten Kuusk? No i kwestia środka boiska ciągle jest otwarta. Nie wydaje się, żeby miejsca nie zachował Kacper Łukasiak, bo w końcu zagrał dobry mecz z Arką. Pytanie, co z Adrianem Błądem, czy trener będzie nadal konsekwentnie stawiał na niego czy może szansę dostanie kolejny aspirujący zawodnik. Co do ataku, to nie mamy wątpliwości – Adam Zrelak musi być i już.

Śląski Klasyk to również święto na trybunach. Znów do Zabrza przyjedzie kilkutysięczna armia kibiców GKS Katowice. Rok temu mieliśmy świetne widowisko właśnie na trybunach, trochę gorsze na boisku, przede wszystkim za sprawą GKS. Ale drugi raz z rzędu chyba tak nie będzie. Pięknie by było odczarować ten stadion i zapewnić sobie drugie zwycięstwo w sezonie. Tak jak rok temu w szóstej kolejce. Skazywany na pożarcie GKS wygrał wówczas z Mistrzem Polski – Jagiellonią Białystok.

Sobota wieczór, primetime, jupitery, dwadzieścia kilka tysięcy kibiców, dwie drużyny w gazie, Szymon Marciniak z gwizdkiem. Czego chcieć więcej?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga