Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd doniesień mass mediów: Znamy pary ćwierćfinałowe play-off PHL!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ostatniego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.

Drużyny piłkarskie GieKSy przygotowują się do startu rundy wiosennej rozgrywek. Panie pierwszy mecz ligowy w 2022 roku rozegrają piątego marca z liderem rozgrywek drużyną Górnika Łęczna. do startu rozgrywek Do tego czasu piłkarki planują rozegrać jeszcze dwa sparingi: w najbliższą środę (23 lutego) z Rekordem Bielsko-Biała, oraz w sobotę (26 lutego) z Skrą Częstochowa. Piłkarze rozegrali ostatni sparing, przed startem rozgrywek ligowych, w Opolu z Odrą. Zespół przegrał 0:1. Pierwszy ligowy mecz drużyna rozegra w Nowym Sączu z Sandecją, w niedzielę (27 lutego). Klub podpisał półtoraroczny kontrakt z napastnikiem Marko Roginić.

W minionym tygodniu siatkarze rozegrali dwa spotkania – oba zwycięskie. W zeszły poniedziałek pokonali na wyjeździe w Radomiu, Czarnych 3:0. W sobotę z kolei wygrali ze Stalą Nysa, 3:1. Najbliższe spotkanie drużyna rozegra w Katowicach, z Ślepsk Malow Suwałki, w piątek (25 lutego). Obecnie zespół zajmuje ósmą – ostatnią lokatę premiowaną grą w play-offach, do zakończenia sezonu zasadniczego pozostało naszym siatkarzom sześć spotkań. Kolejnym zawodnikiem (po Micah Ma’a) z którym przedłużono umowę na następny sezon jest Damian Domagała.

Hokeiści w ubiegłym tygodniu rozegrali trzy spotkania, wszystkie zwycięskie. Kolejno drużyna pokonała Unię Oświęcim (6:1), następne z Ciarko Sanok (4:2) i wczoraj z Zagłębiem 2:1. Spotkanie z Zagłębiem zakończyło rundę zasadniczą PHL: zespół zajął pierwsze miejsce w tabeli i będzie reprezentował Polskę w rozgrywkach Pucharu Kontynentalnego. W ćwierćfinale play-off rozgrywek ligowych drużyna zmierzy się z Zagłębiem Sosnowiec (do czterech zwycięstw). Pierwsze cztery spotkania rozegrane zostaną 23, 24, 27 i 28 lutego – dwa pierwsze w Katowicach.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Ten mecz 12. kolejki Ekstraligi obejrzycie w TVP Sport

W pierwszy weekend marca do gry powrócą kobiece rozgrywki ligowe w naszym kraju. Pierwszym w tym roku meczem Ekstraligi, który będzie można obejrzeć na antenie TVP Sport będzie potyczka GKS-u Katowice z Górnikiem Łęczna.

Starcie czwartej drużyny w tabeli z liderem rozgrywek odbędzie się w Katowicach w sobotę, 5 marca o godzinie 13:00.

W pierwszym starciu tych ekip w bieżącym sezonie górą były piłkarki z Lubelszczyzny, które przed własną publicznością triumfowały 2:0.

 

sportdziennik.com – Chorwat spod Klimczoka

Katowiczanie na tydzień przed startem pierwszoligowych rozgrywek zaskoczyli, sprowadzając z Bielska-Białej napastnika Marko Roginicia.

[…] Nikogo nie szukamy, na nikogo nie czekamy – mówił Robert Góralczyk, dyrektor sportowy GieKSy, tuż po rozpoczęciu okresu przygotowawczego, gdy z drużyną trenowali już obaj zawodnicy zakontraktowani tej zimy: Marcin Stromecki i Jakub Karbownik. Katowiczanie zrealizowali swoje cele i spokojnie przyglądali się sytuacji na rynku, czekając ewentualnie na jakąś okazję.

Takowa nadarzyła się, gdy I-ligowa wiosna jest już na horyzoncie. Wczoraj klub z Bukowej ogłosił pozyskanie Marko Roginicia z Podbeskidzia Bielsko-Biała, co można uznać za lokalny hit transferowy. Chorwat podpisał kontrakt na 1,5 roku z opcją przedłużenia.

Zgoda, że 26-letni napastnik znalazł się na zakręcie i ostatnio nie był na wznoszącej. W ekstraklasowym sezonie klubu z Rychlińskiego zdobył ledwie 2 bramki, po spadku został i dorzucił kolejne 2 trafienia, przez całą jesień wychodząc w pierwszym składzie ledwie 5-krotnie. „Góralom” na rękę było rozstanie z Roginiciem, będącym znaczącą pozycją na liście płac, dlatego do tej rundy przygotowywał się z IV-ligowymi rezerwami.

Wciąż jednak mowa o zawodniku, który – nim pod Klimczokiem nastąpiła snajperska supremacja Kamila Bilińskiego – potrafił robić różnicę. 11 golami i bardzo dobrą grą przyczynił się niespełna 2 lata temu do awansu Podbeskidzia. Teraz wzmocni rywalizację w katowickim ataku.

Co prawda trener Rafał Górak nie ma prawa narzekać na brak opcji – ma do dyspozycji Filipa Szymczaka, Patryka Szwedzika, Filipa Kozłowskiego – ale musi się liczyć z tym, że już latem pole manewru zostanie ograniczone, bo Szymczak wróci do Lecha, a Szwedzik – kto wie – grając tak jak jesienią może zapracować na transfer do ekstraklasy, zwłaszcza że na tym poziomie będzie mu jeszcze przysługiwał status młodzieżowca. A że w nowym sezonie GKS chciałby zapewne powalczyć o coś więcej niż utrzymanie, to sprowadzenie Roginicia staje się zrozumiałe.

 

gol24.pl – Ostatni sprawdzian GieKSy przed rundą wiosenną w Fortuna 1. Lidze

W sobotę 19.02.2022 r. GKS Katowice rozegrał ostatni sparing przed rundą wiosenną Fortuna 1. Ligi. GieKSa zagrała w Opolu z innym pierwszoligowcem – Odrą, dla której też to był ostatni sprawdzian przed ligową wiosną i pierwsza porażka w grach kontrolnych.

[…] Do przerwy w sparingu w Opolu było 0:0. Odra objęła prowadzenie w 59. minucie. Gospodarze mieli rzut rożny, a w zamieszaniu przed bramką najlepiej znalazł się Miłosz Trojak, który skierował piłkę do bramki.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Trzysetowe zwycięstwo GKS-u z Czarnymi

Pewny triumf w meczu 20. kolejki PlusLigi zapisali na swoim koncie siatkarze GKS-u Katowice. Podopieczni trenera Grzegorza Słabego nie dali szans Cerrad Enei Czarnym Radom, pokonując ich bez straty seta. Gospodarze jedynie w drugiej partii nawiązali ze śląską ekipą wyrównaną walkę, ale nie zdołali przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę, ulegając ostatecznie po grze na przewagi 24:26. W dwóch pozostałych setach dominacja gości nie podlegała dyskusji.

[…] MVP: Jakub Jarosz

Cerrad Enea Czarni Radom – GKS Katowice 0:3 (15:25, 24:26, 16:25)

 

plusliga.pl – Poniedziałek z PlusLigą: Cerrad Enea Czarni Radom – GKS Katowice 0:3

Siatkarze Cerradu Enei Czarnych Radom przegrali we własnej hali z GKS Katowice 0:3. Dla zespołu ze Śląska to bardzo ważne punkty, które przybliżają go do udziału w fazie play-off. MVP uznano atakującego GKS Jakuba Jarosza.

Trudno o gorszy początek meczu, niż ten, który swoim kibicom zaprezentowali radomianie. Ledwie się zaczął mecz, a już było widać, że po pierwszej partii zawodnicy Jakuba Bednaruka będą przegrywać. Najpierw 0:3, później 1:5, pierwszy czas przy wyniku 2:8, kolejny przy 3:11. Ba, punkt dla GKS zdobył nawet libero Bartosz Mariański, który stojąc tyłem do siatki przebijał piłkę zza linii końcowej boiska. I tak przebił, że spadła ona tuż za mocno zaskoczonym Sebastianem Wardą.

Po stronie katowickiej bardzo dobrze grał skuteczny w ataku, bloku i zagrywce Jakub Jarosz. Ale nie tylko on, bo właściwie wszyscy gracze spisywali się dobrze. Miejscowi za to od stanu 5:15 wreszcie trochę przebudzili się z letargu. Seta oczywiście nie wygrali, ale choć trochę powalczyli, bo w pierwszej partii górą byli katowiczanie, którzy zwyciężyli 25:15.

Chwała radomskim siatkarzom, że nie poddali się po tak bolesnej lekcji w pierwszym secie. W drugim od początku grali znacznie lepiej, a gdy rywale odskoczyli na pięć punktów (5:10) to mozolnie odrabiali straty. Długo nie mogli wyjść na prowadzenie, aż wreszcie udało im się to w najważniejszym momencie – na 24:23. Wprawdzie była to ostatnia miła ich chwila w tym secie, bo do remisu doprowadził Quiroga, później asa posłał Jarosz, a seta zakończył blok na Pawle Rusinie, to jednak za ambicję Cerrad Enei Czarnym należą się brawa.

W trzecim, który okazał się ostatnim, tej walki było już mniej, a błędów zdecydowanie więcej. Katowiczanie uciekli po zagrywce Micah’a Ma’a na pięć punktów, a później jeszcze zdecydowanie powiększyli tę przewagę. Zespół trenera Grzegorza Słabego mógł spokojnie dokończyć mecz, bawiąc się siatkówką i grając z uśmiechem na ustach. Wygrana 25:16 w dobry sposób oddawała przewagę katowiczan nie tylko w ostatnim secie.

 

siatka.org – Damian Domagała zostaje w GKS-ie Katowice na kolejny sezon

Kolejnym zawodnikiem siatkarskiego GKS-u Katowice, który będzie reprezentował ten klub w sezonie 2022/2023 PlusLigi, jest Damian Domagała.

[…] 23-letni atakujący dołączył do GKS-u Katowice tuż po sezonie spędzonym w Asseco Resovii Rzeszów, wcześniej w seniorskiej siatkówce reprezentował Cuprum Lubin i włoski klub Vibo Valentia.

Damian Domagała to jeden z zawodników wybitnej generacji, która w latach 2015-2017 sięgała po złote medale mistrzostw świata i Europy w kategorii kadetów i juniorów. Pochodzący z Łodzi siatkarz rozegrał w barwach katowickiego klubu 17 spotkań w PlusLidze, w których zdobył łącznie 45 punktów, w tym 5 asów serwisowych i 4 bloki. Domagała skorzystał dobrze z szansy otrzymanej w tegorocznych rozgrywkach Pucharu Polski, zdobywając nagrodę MVP meczu 1/8 finału PP z KKS-em Mickiewicz Kluczbork.

 

Stal nie wykorzystała swojej szansy i wyjechała z Katowic bez punktów

Siatkarze Stali Nysa mecz w Katowicach zaczęli bardzo efektownie i wygrali pierwszego seta rozbijając gospodarzy do 13. GKS wyrównał, a przyjezdni nie wykorzystali swojej szansy w końcówce trzeciego seta. Podopieczni Daniela Plińskiego już cieszyli się z wygranego seta, ale challenge wykazał ich błąd i… przegrali po walce na przewagi. Katowiczanie poszli za ciosem i po wygraniu czwartego seta zgarnęli w tym meczu komplet punktów.

Otwarcie toczyło się po myśli gości, pierwszy punkt dla GKS-u zdobył Jakub Jarosz (1:3). Głównie za sprawą pomyłek stali dystans stopniał (3:7, 5:7).

[…] Goście górowali na siatce, po bloku na Jaroszu jeszcze raz interweniował szkoleniowiec katowiczan (10:16). Gospodarze wciąż mieli problem z wyprowadzeniem skutecznego ataku. Trener Słaby wprowadzał kolejnych zmienników, jednak to nie poprawiało gry GKS-u. Po asie Zouheira El Graoui było już 21:11 dla Stali. Punktowa zagrywka Moustaphy M’Baye dała serię piłek setowych gościom (12:24). Pierwszą z nich zagraniem z lewego skrzydła obronił Jakub Szymański. Ostatni punkt padł po ataku Kwasowskiego.

Pierwsze akcje drugiej odsłony grane były pod dyktando gości, po ataku El Graoui odskoczyli na 4:1. Tym razem gospodarze nie pozwolili im powiększyć dystansu. GKS zaliczył serię przy zagrywkach Roussaux i po bloku Marcina Kani na M’Baye to katowiczanie mieli punkt przewagi (5:4).

[…] W kolejnych akcjach drużyny wymieniały się skutecznymi atakami. Chociaż gra GKS-u nie była pozbawiona błędów, gospodarze pozostawali na prowadzeniu (13:11). Nie brakowało ciekawych wymian. Coraz pewniej punktował Gonzalo Quiroga (17:12). Przyjezdni nie mieli zamiaru odpuszczać, po dwóch atakach Kwasowskiego szybko interweniował szkoleniowiec GKS-u (19:16). W końcówce obie drużyny oddawały punkty po błędach (22:18). Decydujący punkt w tym secie atakiem po ciasnym skosie zdobył Jarosz.

Blok na Kwasowskim i błąd Komendy pozwoliły GKS-owi wyjść na prowadzenie 4:2. Kolejne ataki kończył Jarosz a gdy w kontrataku pomylił się El Graoui o czas poprosił trener Pliński (8:5). W kolejnych akcjach dystans powiększał się. Gdy Ben Tara popełnił błąd podczas ataku w szeregach Stali nastąpiła podwójna zmiana (12:8). Z czasem katowiczanie zaczęli mieć problem ze skończeniem akcji, przy stanie 13:12 przerwę wykorzystał trener Słaby. Niemoc GKS-u przerwał atakiem przez środek Kania. Katowiczanie wciąż popełniali proste błędy, pomagając rywalom. Gdy błąd podczas kiwki popełnił Micah Ma’a Stal wyszła na prowadzenie 19:18. Mocną zagrywkę dołożył Kamil Dębski i dzięki szczelnemu blokowi Stal powiększyła dystans, a kolejną przerwę wykorzystał Grzegorz Słaby (19:21). W końcówce obie drużyny walczyły, gra ponownie się wyrównała. Po ataku Kwasowskiego Stal miała piłkę setową, ale zagranie Jarosza doprowadziło do walki na przewagi (24:24). Gdy wydawało się, że to Stal wygrała, po weryfikacji okazało się, że Komenda przekroczył linię środkową (25:25). Ostatecznie po ataku Jarosza to GKS cieszył się ze zwycięstwa.

Chociaż po dobrej grze na siatce Ben Tary Stal prowadziła 4:2, szybko inicjatywę przejęli gospodarze (6:6). Gdy Jarosz dołożył celną zagrywkę GKS zaczął budować przewagę.

[…] Dopiero zagrywka w siatkę Jarosza pozwoliła rywalom zrobić przejście (11:7). Dobrze funkcjonował katowicki blok. Gości do walki starał się poderwać Kwasowski (13:10). Pojedyncze skuteczne zagrania Patryka Szwaradzkiego i El Graoui nie wystarczały, by skutecznie nawiązać walkę z rywalami (17:14). Po skutecznym ataku Jarosza jeszcze jedną przerwę wykorzystał Daniel Pliński (19:15). Gdy w końcówce asa dołożył Szwaradzki, grę przerwał trener Słaby (20:18). Po czasie sytuacyjną piłkę wykorzystał Ma’a a następnie podwójny blok zatrzymał Szwaradzkiego (22:18). Ostatnie punkty w tym spotkaniu dla GKS-u padły po kontrataku z szóstej strefy Quirogi i zagrywce w siatkę Zajdera.

MVP: Micah Ma’a

GKS Katowice – PSG Stal Nysa 3:1 (13:25, 25:20, 29:27, 25:20)

 

HOKEJ

hokej.net – Strzelecka kanonada w „Satelicie”! Pewne zwycięstwo GieKSy i hat trick Wronki

W zaległym meczu 36. kolejki Polskiej Hokej Ligi GKS Katowice rozbił na własnym lodzie Re-Plast Unię Oświęcim 6:1. Jednym z bohaterów GieKSy był Patryk Wronka, który strzelił trzy gole. Tym samym podopieczni Jacka Płachty wrócili na fotel lidera!

Oba zespoły od początku skupiły się na cierpliwej i uważnej grze w destrukcji. Więcej sytuacji kreowali sobie gospodarze, ale Clarke Saunders nie dał się pokonać. Katowiczan z rytmu wyraźnie wybijały problemy z mocowaniem oświęcimskiej bramki i częste przerwy z tym związane.

W 10. minucie na ławkę kar za celowe ruszenie bramki odesłany został dzisiejszy solenizant Nikołaj Stasienko. Chwilę później sędziowie nałożyli też karę na protestującego Toma Coolena, więc biało-niebiescy przez pełne dwie minuty musieli bronić się w trójkę przeciwko piątce rywali. W przetrzymaniu trudnych chwil wyraźnie pomagały im problemy z prawidłowym zamontowaniem bramki, która co rusz wypadała. Aż w końcu w 11. minucie i 8. sekundzie sędziowie przerwali spotkanie i nakazali zespołom udanie się do szatni. Pozostała część pierwszej tercji została dograna po wyczyszczeniu tafli.

Później podobnych problemów już nie uświadczyliśmy, a mecz nabrał rumieńców. Tempo było szybsze, a na tafli więcej się działo. Na pierwszego gola trzeba było poczekać do 25. minuty. Wówczas Miro-Pekka Saarelainen zostawił gumę Marcinowi Koluszowi, a ten przymierzył z nadgarstka i pokonał Clarke’a Saundersa.

Unia ruszyła do odrabiania strat, ale szło jej jak po grudzie. Inna sprawa, że świetnie dysponowany był John Murray, który zaliczył kilka fenomenalnych interwencji, broniąc uderzenia Andreja Themára, Krystiana Dziubińskiego i Teddy’ego Da Costy. W 28. minucie dopisało mu szczęście, bo po strzale Aleksandra Strielcowa uratował go słupek.

W końcówce drugiej odsłony katowiczanie zrobili milowy krok do zwycięstwa, a w roli głównej wystąpił Patryk Wronka. Najlepiej punktujący zawodnik klasyfikacji kanadyjskiej, którego oświęcimianie nie oszczędzali, przekuł sportową złość na bramki. Najpierw popisał się snajperskim instynktem, bo najszybciej dopadł do odbitego od bandy krążka i bez zbędnych ceregieli umieścił go w siatce. Z kolei 57 sekund później w sytuacji sam na sam posłał krążek między parkanami Saundersa.

W trzeciej odsłonie katowiczanie kontrolowali już przebieg spotkania, ale nie zapominali o systematycznym powiększaniu prowadzeia. W 50. minucie na 4:0 podwyższył Mateusz Bepierszcz, który wykorzystał dogranie wzdłuż bramki Patryka Wajdy.

Oświęcimianie honorowego gola zdobyli po sprawnie rozegranej grze w przewadze, cztery minuty później. Daniił Oriechin dograł do Teddy’ego Da Costy, a ten wypatrzył pozostawionego bez opieki Krystiana Dziubińskiego. Ten gol nie wpłynął już na losy spotkania, bo ostatnie słowo w tym spotkaniu należało do ekipy Jacka Płachty. Katowiczanie przypieczętowali zwycięstwo jeszcze dwiema bramkami. Roberta Kowalówkęm który po czwartej bramce zastąpił Clarke’a Saundersa, zaskoczyli Patryk Wronka i Aleksandr Jakimienko.

 

Zabójcza trzecia tercja. GieKSa utrzymuje lidera!

Hokeiści GKS Katowice pokonali w 44. kolejce Polskiej Hokej Ligi Ciarko STS Sanok 4:2. Decydująca była trzecia tercja w której katowiczanie obrócili losy spotkania zdobywając trzy bramki.

W ostatnim meczu sezonu zasadniczego w “Satelicie”, GKS Katowice zmierzył się z Ciarko STS-em Sanok. Stawka spotkania była wysoka, ponieważ zakończenie sezonu na 1. miejscu w tabeli gwarantowało udział w Pucharze Kontynentalnym. W pierwszej tercji katowiczanom udało się wypracować kilka dogodnych szans. Przed najlepszą stanął kapitan Grzegorz Pasiut, który po znakomitej wymianie podań był oko w oko z Patrikiem Spěšným. Ostatecznie doświadczony napastnik zdecydował się na jeszcze jedno podanie, ale koledzy nie przeczytali jego intencji.

Na drugie 20 minut wracaliśmy więc z bezbramkowym prowadzeniem. Obraz gry nie zmieniał się do 35. minuty spotkania. Sanoczanie mieli okazję, by przez 7 sekund grać w podwójnej przewadze i nie zmarnował tej okazji Sami Jekunen, który zdjął pajęczynę z okienka bramki Johna Murraya. Katowiczanie dostali szansę na odpowiedź, gdy sami grali w podwójnej przewadze kilka minut później. Długo gospodarze szukali optymalnej pozycji, ale w końcu znalazł ją Carl Hudson, który pewnym strzałem pod poprzeczkę doprowadził do remisu.

Taki stan rzeczy trwał jednak zaledwie kilkadziesiąt sekund. Sanoczanie wyjechali z szybką akcją i najsprytniejszy okazał się Radosław Sawicki, który przywrócił gości na prowadzenie.

Ale już w 42. minucie do remisu doprowadził Patryk Krężołek. Zawody rozpoczęły się więc od nowa. Po minucie GKS wyszedł na prowadzenie, gdy genialnym podaniem Bartosza Fraszko obsłużył Patryk Wronka. GieKSie było mało i w 48. minucie Grzegorz Pasiut wyjechał z kontrą podczas gry w osłabieniu i strzałem w okienko podwyższył prowadzenie GieKSy. W końcówce sanoczanie grali 6 na 3, ale wynik nie uległ zmianie.

sportdziennik.com – Na zakończenie i… otwarcie

W ostatnim meczu na Stadionie Zimowym padł rekord frekwencji w sezonie i wszyscy byliśmy zaskoczeni.

[…] Gospodarze od pewnego czasu nękani są wieloma problemami natury organizacyjno-sportowymi. Kilku graczy, z różnych przyczyn, pożegnało się z drużyną. Na domiar złego Jarosław Rzeszutko, jeden z liderów zespołu, doznał kontuzji i kto wie czy zdąży się wyleczyć do play offów. Niemniej hokeiści Zagłębia na finiszu pierwszej części sezonu dzielnie walczą do samego końca. I zostali mile zaskoczeni frekwencją, bowiem takiej jeszcze w tym sezonie na Stadionie Zimowym nie było.

W miniony piątek w Oświęcimiu już 4:0, ale przegrali 4:5 po dogrywce. W derbach z GKS-em Katowice również było sporo walki i trudniej o gole, bo goście prezentują uporządkowaną i dobrze zorganizowaną grę. Goście może w ostatnich 2. meczach nie prezentowali nadzwyczajnej gry, ale kontrolowali wydarzenia na tafli i jak tylko trzeba było natychmiast przyspieszali i robiło się gorąco pod bramką. Andrej Fiłonienko miał znaczenie więcej pracy niż John Murray i na dodatek raz skapitulował po uderzeniu Patryka Wajdy.

Zespół GKS-u rozpoczął 2. odsłonę niemrawo i odnosiliśmy wrażenie, że chcieli odnieść wygraną jak najmniejszym wysiłkiem. A trzeba na nią solidnie zapracować i o tym przekonał się GKS. Goście niezdarnie próbowali wyrzucić krążek aż w końcu Aleksandr Wasiljew posłał go do siatki. Grzegorz Pasiut, kapitan przyjezdnych, próbował protestować, że Murrayowi przeszkadzano w skutecznej interwencji. Pasiut został odesłany do boksu kar, ale zespół nie poniósł konsekwencji. Gdy Szymon Luszniak za natarcie otrzymał 2 min goście zabrali się solidnie do pracy i kapitan GKS zdobył 2. gola. Jednak przebieg tercji powinien być sygnałem ostrzegawczym dla gości i nie można lekceważyć rywala.

Ostatnia tercja była przeciętna i jedynie sporo emocji było w końcowych fragmentach, bo goście co rusz wędrowali do boksu kar. Natomiast Filonienko zjeżdżał z lodu, bo gospodarze chcieli za wszelką cenę wyrównać. Goście umiejętnie się bronili i po raz kolejny wygrali tylko trafieniem. Szkoda tylko, że część kibiców nie stanęła na wysokości zadania, bo rzucali różne przedmioty na taflę.

 

hokej.net – Znamy pary ćwierćfinałowe play-off PHL!

Wielu kibiców zastanawia się, jak będą wyglądały pary ćwierćfinału play-off. Ustaliliśmy, na jakie rozwiązania zdecydują się polskie kluby.

Trenerzy klubowi postanowili nie zmieniać rywali i dokonywać wyboru według starej drabinki.

Oznacza to, że GKS Katowice zmierzy się więc z Zagłębiem Sosnowiec, Re-Plast Unia Oświęcim z Ciarko STS-em Sanok, JKH GKS Jastrzębie z KH Energą Toruń, a Comarch Cracovia z GKS Tychy.

[…] GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec
Re-Plast Unia Oświęcim – Ciarko STS Sanok
JKH GKS Jastrzębie – KH Energa Toruń
Comarch Cracovia – GKS Tychy

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

#SzacunekDlaArbitra

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jakoś tak się składa, że w swojej niemal 30-letniej „karierze” na GieKSie, gdy myślę o „skręconych” przez sędziów meczów na niekorzyść naszej drużyny – to do głowy przychodzą mi dwa spotkania… z Legią Warszawa.

Pierwszy, w 1996 roku, gdy katowiczanie do przerwy prowadzili przy Łazienkowskiej po golu Artura Adamusa, ale Legia ostatecznie wygrała 2:1. W bardzo kontrowersyjnych okolicznościach. Bramka Cezarego Kucharskiego padła po ewidentnym spalonym, a GieKSa nie dostała rzutu karnego za faul Piotra Mosóra na Janie Furtoku. Oprócz jedenastki zawodnik Legii powinien wylecieć z boiska. Decyzje niekorzystne dla GKS podejmował tego dnia sędzia Julian Pasek.

Możemy mieć pretensje do siebie, że nie pokaraliśmy Legii wcześniej, bo wiadomo było, że tego wyniku 1:0 nie dowieziemy do końca – pomstował trener GKS Piotr Piekarczyk.

– Sędzia pasek powinien dostać paska – wtórował mu Kazimierz Węgrzyn.

Drugie spotkanie to mecz z 2001 roku, również w Warszawie. Tam GKS przegrał 0:1. Po golu z rzutu karngo, podyktowanego za to, że Adam Majewski potknął się o własne nogi. Z drugiej strony Maciej Murawski sfaulował Krzysztofa Gajtkowskiego w polu karnym, ale jedenastki Ryszard Wójcik nie podyktował. I choć faul był ewidentny, to Gajtek dostał drugą żółtą za symulowanie i wyleciał z boiska.

Oba te mecze zostały tak ordynarnie skręcone, że naprawdę rzadko się to spotyka. Ale to tylko taki historyczny wstęp. W tamtych czasach nie było VAR-u. Gdyby wówczas ta technologia obowiązywała – GKS prawdopodobnie wygrałby oba te mecz. No chyba, że sędziowałby sędzia Sylwestrzak.

Ciągle trudno przejść obojętnie obok piątkowego meczu, choć mam nadzieję, że trener i drużyna już wyrzucili z głowy to spotkanie i skupiają się na meczu z Arką. Ja jednak muszę wrócić do tego, bo wzburzenie pozostaje żywe. Już nie dlatego, że stało się, jak się stało. Tylko dlatego, że taki Sylwestrzak nie poniesie żadnych konsekwencji i wszystko zostanie zamiecione pod dywan.

W każdym programie, w każdym magazynie prześwietlono sytuacje z meczu. Dodatkowo nałożyły się na to sędziowskie błędy z innych spotkań w tej kolejce. I naprawdę trudno uwierzyć, że w dobie VAR, takie byki są ciągle popełniane.

Adam Lyczmański przed rundą mówił o kolejnych, nowych już pierdyliardowych wytycznych odnośnie zagrania ręką. I co? I g…no. Ciągle sędziowie gwiżdżą jak chcą – nomen omen arbitralnie podchodzą do sprawy. Tu gwizdnie jakąś dziwną rękę po główce Bergiera, tu nie podyktuje ewidentnego karnego dla Jagiellonii. No i u nas, Kun – spryciula – tak niby chowa rękę, że intencjonalnie blokuje łokciem strzał. Ale żeby było, że niby cofa. Nie ma karnego.

Dodam tylko, że ta sytuacja miała miejsce bardzo krótko przed tym, jak Legia strzeliła gola…

Nad Szkurinem nie będę się już dłużej rozwodził. Zdania są podzielone, ale raczej przeważa opinia, że karnego nie powinno być. Ja tam widzę, że Tobiasz lewą ręką popycha Ilję i w dynamicznej sytuacji wytrąca go z biegu. Ale rozumiem argumenty drugiej strony.

No dobra, karny, nie karny – sędzia popełnił jeden lub dwa błędy, zdarza się. VAR powinien go zawołać, przynajmniej do tej ręki. Nie zawołał.

Natomiast ta sytuacja z Pankovem i Nowakiem to jest przecież przepotężny skandal, który prawdopodobnie zaraz ucichnie. Bo pokrzywdzonym zespołem jest tylko GieKSa. A przecież ten błąd jest naprawdę tak wielkiej rangi, jak brak czerwonej kartki w meczu Górnik – Jagiellonia. Ale pamiętamy co było wtedy – zaraz po meczu wielkie oburzenie, hurr durr, Frankowski tłumaczący się przed kamerą i wywalony na zbitą buzię przez Marcina Szulca. Choć i tak Frankowski wkrótce cichaczem wrócił. Szybko.

Natomiast tutaj? Cisza. A prześledźmy jeszcze raz, co tam się wydarzyło.

Bo tak, jak mówię. Błędy wynikające z niejasności interpretacji, miękkości faulu (tak jak niby ze Szkurinem) – jestem w stanie zrozumieć. Taka trochę jest piłka – nieewidentna, choć w przypadku rąk, to mam wrażenie, że te przepisy raz po raz zmienia jakieś kółko pijaków na rauszu. A potem i tak nikt nie egzekwuje wytycznych.

Czyli Pankov wjeżdża w nogi Nowaka. Z impetem, wyprostowaną nogą, korkami. Na złamanie nogi. Bandyckie wejście. I znów powiem – gdyby nie było VAR, powiedziałbym – trudno, sędzia nie widział dokładnie.

Tyle że Sylwestrzak podbiegł do monitora i mógł spokojnie, na obrazku, kilka razy zobaczyć, co tam się wydarzyło. Mógł zobaczyć, jak wygląda szkoleniowy faul na poważną kontuzję. Jak wygląda szkoleniowy faul na czerwoną kartkę, który powinien być pokazywany na kursach sędziowskich.

I nie zmienił swojej decyzji. Utrzymał wycenienie tego wejścia na żółtą kartkę.

Szczerze mówiąc, to się nie mieści w głowie. I naprawdę tego nie można w żaden sposób zrozumieć. Niestety – powtórzę – wtórował mu Kamil Kosowski, co jeszcze bardziej zwiększyło rangę absurdu tej sytuacji (w Lidze+Extra Kosa już nie był taki hardy w swojej pierwotnej wersji). Adam Lyczmański uznał tę sytuację za oczywistą czerwień. No ale ostatecznie nikt nie pochylił się nad tym, że jakkolwiek brak czerwonej kartki w pierwszym momencie to był błąd, ale brak zmiany decyzji po VAR-ze to po prostu jeden wielki skandal i kompromitacja sędziego.

Niektórzy próbowali to jakoś głupio tłumaczyć, że Pankov podwinął nogę w ostatniej chwili. Nie – w ostatniej chwili to nogi podwinął Nowak. Bo gdy zobaczył, że wpierdala się na niego z całą petą lokomotywa, to instynktownie próbował zrobić wszystko, żeby uniknąć czołowego zderzenia. Dobrze powiedział Paweł Paczul w Lidze Minus, że te teorie o podwinięciu nogi przez Pankova, to trochę jakby samochód przypierdzielił w ścianę, a kierowca potem pokazywał na zgnieciony przód i mówił „ale przecież hamowałem”.

No i tak to się kula w tej naszej kopanej. Z jednej strony sędziowie raz lepiej sędziują, raz gorzej, ale szkoda, że choć sprawa z błędami z piątkowego meczu stała się medialna, to i tak wszyscy o niej zapomną, a Sylwestrzak dalej sobie będzie sędziował w najlepsze.

A mecz ten zapisze kolejny rozdział w historii sędziowie przeciw GKS w potyczkach z Legią.

Kontynuuj czytanie

Felietony

Duma i wściekłość

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zdania po wczorajszym meczu były raczej zgodne. Z gry GKS wszyscy byli zadowoleni, ale pozostawał niedosyt, że nie udało się tego spotkania wygrać. Katowiczanie znów zaprezentowali się dynamicznie, bardzo walecznie, pokazali też swoje atuty piłkarskie. Zabrakło „tego czegoś”, co dałoby naszemu zespołowi trzy punkty.

Przed meczami z Widzewem – patrząc na formę naszych nadchodzących rywali – wymyśliłem sobie zestaw punktów i moje ustosunkowanie do nich. Mieliśmy się bowiem zmierzyć z rywalami, którzy są w różnego rodzaju rozsypce – Widzew ze zbieraniną gwiazd i trenerem stand-uperem, gadającym takie banialuki na coraz to kolejnych konferencjach, że szkoda gadać. Oraz Legią, pogrążaną w kryzysie, której kibice krzyczą, że jak Legia spadnie, to ich „zajebią”. Tak więc ten zestaw punktów wyglądał następująco: „2 – chujowe minimum, 3 – minimum, 4 – dobrze, 6 – idealnie”.

Przy okazji wybaczcie, że dziś nie będę wykropkowywał przekleństw, ale im dalej od meczu, to zamiast się uspokajać, coraz się bardziej wkurwiam. Ale o tym później.

Wracając do punktów. Trochę słabo by to wyglądało, gdybyśmy z tą zbieraniną z Łodzi i zdołowaną Legią zdobyli jedno czy dwa oczka. Ale po Widzewie były już trzy, więc to minimum zostało wykonane. To nie oznaczało jednak, że gdybyśmy przegrali z Legią, byłbym zadowolony. Jednak musimy zdawać sobie sprawę, że wszystkich meczów wygrać się nie da. Więc jeśli nie da się – to przynajmniej zremisujmy po dobrej grze. A to miało miejsce wczoraj. Więc wyszedł moduł „4 punkty – dobrze”.

Oczywiście ta moja tabelka punktów odnosiła się TYLKO do dorobku punktowego. On się zgadza – i to jest super. Bo jakbym miał spojrzeć na samą postawę zawodników – to już bym powiedział, że było znakomicie. O meczu z Widzewem pisałem. Jeśli chodzi o Legię, to naprawdę nasz zespół znów spisał się bardzo dobrze. Obawiałem się, czy po aż tak „wojennym” meczu jak z Widzewem, katowiczanie będą potrafili na tej samej intensywności z Legią zagrać. Okazało się, że potrafią, więc surowe mięso jak widać jest najlepszej jakości. Do tego widać, że piłkarsko nasz zespół naprawdę ma swoją jakość, próbuje tę piłkę rozgrywać, przesuwa akcje do przodu, gramy krótko, a czasem długo (i celnie!). Brakuje czasem trochę ogarnięcia z przodu, jakiegoś dobrego rozwiązania. Eman Marković hasa na skrzydle, ale mógłby lepiej czasem dograć. Wierzę jednak, że ta efektywność w ofensywie przyjdzie, bo przyjść musi. Nie da się grać idealnie i błędy zawsze będą. I mimo, że właśnie wymieniam tu Emana w kontekście rozwiązywania sytuacji, to i tak uważam, że jego zmiany były bardzo dobre.

GieKSa trochę dała pograć Legii w pierwszej połowie. Z naciskiem na „trochę”. Legioniści też byli dynamiczni i waleczni, jakby naprawdę chcieli wyjść z tego swojego kryzysu. Więc podchodzili pod to nasze pole karne, raz kapitalnie interweniował Rafał Strączek po strzale głową Kuna. Ale nawet i tu – mimo, że przed przerwą było trochę gorzej z naszym pressingiem – GKS z samej gry miał więcej niż w pierwszej połowie meczu z Widzewem. Po przerwie Legia nie miała już praktycznie nic. Defensywne działania GKS zaczynają się już daleko od naszego pola karnego i Legia w dużej mierze została zneutralizowana. Co prawda był krótki moment chaosu w okolicach 70. minuty, ale z grubsza, cała ta połowa była bardzo dobra.

Musimy ten remis cenić też z innego powodu. GieKSa ten mecz przegrywała i wcale nie było oczywiste, że doprowadzimy do wyrównania. Sam gol – to błędy po naszej stronie, ale też trzeba docenić piękną akcję Legii. Poklepali i rozegrali to kapitalnie. Końcowa faza to wiadomo – dośrodkowanie i dał się Lukas Klemenz wyprzedzić małemu Biczachczjanowi, co raczej nie powinno mieć miejsca. Czy Strączek miał szansę odbić tę piłkę? Oczywiście, że miał, bo przecież widać, że próbował trafić dłonią w piłkę, ale nie trafił. Nie wiem, czy to błąd, ale kompletnie się tu golkipera nie czepiam. Było blisko, czas reakcji krótki, więc myślę, że w takiej sytuacji jak piłka przysłowiowo „śmiga koło ucha”, czyli dłoni, to jest w tym też element bramkarskiego szczęścia.

No ale do 45. minuty było 0:1 i na przerwę mogliśmy schodzić na debecie. Tymczasem Bartek Nowak i Borja Galan zrobili coś, co odmieniło losy tego meczu, a bramka miała znaczenie nie tylko wynikowe. Dając takiego „pancza”, jak mówi trener Igor Jovicević, siadło Legii na morale na całą drugą połowę. I Legia już nie była tą samą drużyną, o czym po meczu mówili trener Marek Papszun i Bartosz Kapustka. Gol był na wagę złota.

W tym sezonie to nam strzelano bramki do szatni. Swego czasu przez wiele meczów – co mecz. Wyliczaliśmy to, bo było to irytujące. Sytuacja jednak się zmieniła. My już tych goli do szatni nie tracimy, a na domiar dobrego – sami je strzelamy. I tak było i z Widzewem, i z Legią. Na przerwy dwóch ostatnich meczów schodziliśmy w wyśmienitych nastrojach.

Znów swoje zrobiły stałe fragmenty gry. Znów fenomenalnie wykonuje je Bartosz Nowak. Zawodnik ma fenomenalne liczby w tej rundzie. Brał udział przy każdej z czterech bramek. Jedną zdobył, a trzy razy tak bił rzuty rożne czy wolne, że koledzy zdobywali bramki. Absolutnie fenomenalne. I choć ja bym powiedział, że Bartek chce czasem coś zrobić… za ładnie, za elegancko i nie zawsze to wyjdzie, to stwierdzam, że… może, bo to nasz wybitny zawodnik.

Przejdźmy do spraw mniej przyjemnych i już chyba domyślacie się, o co chodzi. Przyznam szczerze, że sam jestem bardzo ostrożny w ocenianiu decyzji arbitrów – ostrożny w tym sensie, że chyba mam już tyle lat, że jak czarne jest czarne, to nie udaję, że jest białe. Oczywiście będąc kibicem mojego klubu wiadomo, że mam ulgę, gdy sędzia podjął błędną decyzję na korzyść mojej drużyny. Taki to już kibicowski szowinizm. Ale nie będę udawał czy ściemniał, że tego błędu nie popełnił. Miałem swoje zdanie na temat pewnych derbów Trójmiasta i decyzji sędziego w końcówce. Ale wyszło jak wyszło – i bardzo szczęśliwie dla nas.

W ekstraklasie de facto przez te półtora sezonu nie miałem jakichś uwag do sędziów. W naszych meczach wielkich kontrowersji nie było. Nie przypominam sobie meczu, w którym mogliśmy mieć pretensje. Raczej kontrowersje, które się przewijały w przestrzeni medialnej, dotyczyły decyzji sędziów na naszą korzyść. Pamiętamy gol N’Diaya z meczu z Motorem w poprzednim sezonie (tam faktycznie chyba powinien być uznany) czy wyrównująca bramka dla Radomiaka w obecnym.

Ale to co się odjebało wczoraj, to już było po prostu słabe. Ze stadionu tego aż tak nie widziałem, ale później oglądając sobie powtórki, złość zaczęła narastać. I dziś rano zamiast wstać spokojniejszym – było wręcz przeciwnie.

Trzy sytuacje. Pierwsza to łokieć Patryka Kuna przy próbie dośrodkowania Marcina Wasielewskiego. Sytuacja nietypowa i można ją różnie rozpatrywać. Przede wszystkim łokieć wystaje zdecydowanie poza obrys sylwetki Kuna, a zawodnik obraca się w taki sposób, że tę rękę wykorzystuje do zablokowania piłki. Wydaje się, że intencjonalnie. I osiągnął z tego korzyć.

Druga to sytuacja Tobiasza z Ilją. Przecież bramkarz centralnie lewą ręką popycha napastnika w plecy, gdy ten jest przed pustą bramką. Jeszcze na szybko puszczając powtórkę na meczu mogłem się zgodzić z komentatorami, że jest to „za miękkie” na karnego. Ale wygląda na to, że Kacper przeszkodził ewidentnie Ilji w zdobyciu gola.

O ile jednak te dwie sytuacje można jeszcze rozpatrywać interpretacyjnie, choć dziwi mnie, że sędzia nie podchodził do monitora, to jest jeszcze trzecia sytuacja. I tutaj uważam, że to jest kompletny skandal. Pankov niemal łamie nogi Nowakowi, sędzia jeszcze ogląda tę sytuację na VAR-ze i utrzymuje żółtą kartkę.

Powtórzmy to jeszcze raz – Pankov WPIERDALA się prostą nogą i korkami w nogi Nowaka i grozi naszemu pomocnikowi poważną kontuzją. I teraz komentatorzy Kamil Kosowski i Adam Marchliński wili się, żeby zawodnika Legii tłumaczyć – że podwinął nogę w ostatniej chwili. I bardzo chwalili sędziego za utrzymanie w mocy kartki żółtej. Przecież to jest niepojęte. Nawet jeśli Pankov minimalnie ugiął nogę w ostatniej chwili to zrobił to i tak zdecydowanie za późno. To jest tak ewidentna czerwona kartka, że tu nawet nie ma co dyskutować. I naprawdę śmiem twierdzić, że jeśli ktokolwiek bezstronny uważa, że żółta kartka to dobra decyzja – to świadomie lub nie, ale faworyzuje Legię.

Powiem tak, bo idealnie napisał Mariusz Polak na Twitterze: „Ciekawy mecz w Katowicach. Coś mi podpowiada, że większość kibiców w Polsce trzyma kciuki za gospodarzami, a większość dziennikarzy sportowych za gośćmi”.

Nic dodać, nic ująć. Daleki jestem od teorii spiskowych, ale nie zdziwię się, jak zaraz zacznie wyciąganie Legii za uszy ze strefy spadkowej. GieKSie wczoraj należał się z tych dwóch sytuacji przynajmniej jeden rzut karny. A czerwona kartka dla Pankova jest bezdyskusyjna. Niepokazanie jej, to było przyzwolenie na boiskowy bandytyzm.

Szkoda tego meczu, bo naprawdę można go było wygrać. W pewnym sensie przełamaliśmy fatum, w końcu nie przegraliśmy z Legią, która nam nie leżała w końcówce lat 90. i na początku lat 2000, nie leżała nam i teraz. W końcu w całości zagraliśmy mecz, jak równy z równym. Zabrakło tylko kropki nad i.

Miło, że przyczyniliśmy się do pobicia przez Legię niechlubnego rekordu 12 meczów z rzędu bez zwycięstwa w lidze. GKS kiedyś był często klubem na przełamanie dla innych. Teraz to już nie ma miejsca.

Katowiczanie dalej idą łeb w łeb z poprzednim sezonem, a konkretniej – z początkiem roku. Rok temu też w pierwszych trzech meczach wiosny mieliśmy 7 punktów. Tyle że rok temu trzeci mecz to była wojna, ale mało piłki z Piastem u siebie, a teraz wojna, z dobrą piłkarską kwestią.

Możemy być dumni z piłkarzy, spisali się na medal. Mamy piękną drużynę. Kibice też wczoraj zaprezentowali się kapitalnie – komplet, wspaniały doping, wszyscy nakręceni. Kolorytu oczywiście dodał wypełniony sektor gości i kibice Legii, którzy również świetnie dopingowali. To było kolejne piłkarskie święto na Nowej Bukowej.

Czekamy na Arkę. Wracamy do miejsca wielkiego triumfu. To jest historia, piękna historia. Ale teraz czas napisać kolejny jej rozdział.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Czerwiński: To my graliśmy lepiej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po zremisowanym meczu z Legią porozmawialiśmy z Alanem Czerwińskim o atmosferze w klubie i na murawie, kontrowersjach sędziowskich, a także jego roli w szatni. Nie zabrakło również pytania o ulubionego krepla, a po odpowiedzi zapraszamy do lektury.

Ostatnie dwa mecze to twoje dwa udane strzały. Do trzech razy sztuka?
Alan Czerwiński: Mam taką nadzieję, dobrze się z przodu odnajduję. Szkoda, że obydwa strzały były na lewej nodze i nie mogłem pokazać mojej prawej, która jest dużo dokładniejsza. Naprawdę szkoda, że dzisiaj ta bramka nie wpadła, bo byłaby takim stemplem. To był idealny mecz na takiego gola, bo to byłoby po prostu piękne trafienie i szkoda, że nie wpadło.

Grałeś kilka meczów z dolegliwościami. Już wszystko w porządku?
Tak, dochodzę do siebie i jest coraz lepiej. W mojej głowie tak naprawdę nie ma tego urazu. Gdybym wychodził na mecz zastanawiając się, czy wszystko jest okej, miałbym spory problem. Dużo pracuję mentalnie nad przygotowaniami do meczu. W myślach nie mam żadnego urazu, nie kalkuluję nic, gram na 100% i to jest dla mnie najważniejsze w przygotowaniach. Gdy gram na 100%, mogę pokazać wszystkie umiejętności i to, co mam najlepsze.

Za twojego poprzedniego pobytu w Katowicach Legia walczyła w Lidze Mistrzów, a teraz drży o utrzymanie. To zmieniło podejście do tych spotkań?
Mecz z Legią zawsze wzbudza większe emocje wśród zawodników i kibiców. Atmosfera dzisiaj była… no fantastyczna. Nie ma co ukrywać, u nas kibice są tym dwunastym zawodnikiem. W poprzednim meczu żyli tym meczem, tak samo dzisiaj. Bardzo fajnie grać dla nich i zostawiać zdrowie dla kibiców, bardzo za to dziękujemy i to doceniamy. Co do Legii, są w fazie przebudowy, ale dalej mają dobrych zawodników i trochę jakości.

Ale tylko trochę?
Myślę, że to my dzisiaj graliśmy lepiej. Zasłużyliśmy na trzy punkty, taka jest moja opinia. Szanujemy ten remis i jeden punkt, ale staraliśmy się, a kibice też to myślę widzieli – nie grać na remis i powalczyć o trzy punkty. Walczyliśmy do końca, stworzyliśmy kilka sytuacji i zabrakło jedynie centymetrów.

Lukas Klemenz ostatnio powiedział piękne słowa, że zaangażowania i takiej zgranej ekipy nie da się po prostu kupić.
Charakterologicznie jest to świetnie dobrane. Trener sobie to układa i to się dobrze zazębia. Mam nadzieję, że będziemy to trzymać, bo przed nami trudne mecze. Będziemy potrzebować wsparcia kibiców jak dzisiaj, czy tydzień temu z Widzewem. To nas niesie i razem możemy walczyć w każdym meczu o punkty.

Kogo nie spytać, wyróżni Alana Czerwińskiego jako tego, który coś potrafi powiedzieć w szatni.
Generalnie staram się nie mówić za dużo, rozluźniać atmosferę. Nie jestem spiętym zawodnikiem, ale nie boję się wygłaszać swojego zdania. Zawsze chcę pomóc młodym chłopakom, ze starszymi zawodnikami mam dobre relacje. Po prostu nie boję się powiedzieć swojego zdania, w piłce przeżyłem już bardzo dużo. Zagrałem wiele poważnych meczów o sporym ciśnieniu, w Lidze Europy czy Konferencji. Jeden błąd waży tam bardzo dużo. Nie boję się wypowiadać, oczywiście słucham też innych chłopaków – wymieniamy się poglądami i to jest fajne. Nie zamykam się na ich zdanie, a oni na moje. Doskonale to wszystko funkcjonuje. Jeżeli chodzi o odzywanie się w szatni, bardzo to lubię. Rozluźniam atmosferę, żartem czy też dobrym słowem do naszej kochanej młodzieży.

Masz jakieś sposoby na kontrowersyjne decyzje sędziego, czy już się po prostu tym nie przejmujesz?
Totalnie nie, na mnie to już nie wpływa. Dostałem żółtą kartkę i musiałem grać ostrożnie, bo czasem to przypadek decyduje o tym, czy obejrzysz drugi kartonik. Kontrowersje sędziowskie? Pewnie jakieś były, tak mi się wydaje. Wydaje mi się, że nawet mogliśmy dostać rzut karny?

Można było dopatrzeć się nawet trzech potencjalnych jedenastek.
No to naprawdę szkoda, taki karny by nam dzisiaj bardzo pomógł. W tej szesnastce się kotłowało, a to z kolei świadczy o tym, że dochodziliśmy do sytuacji. Legia miała dzisiaj z nami problem.

Było widać przy jednej z ostatnich akcji, że instynktownie chciałeś odpychać rywala, a później cofnąłeś ręce.
Tak, tak. Wyszedłem bardzo wysoko, on sobie dzióbnął tę piłkę. W pierwszym odruchu normalnie bym akcję od razu kasował, bo wolę dostać żółtą kartkę. W ostatnim momencie, naprawdę ostatnim, zaświeciła mi się lampka i odsunąłem ręce. Przybiłem sobie brawo za tę decyzję, bo czerwona kartka mogłaby zupełnie zmienić oblicze meczu w samej końcówce.

Końcówki na Arenie Katowice faktycznie należą do was, łapiecie flow z kibicami. Mocniejszy doping to lepsza akcja i odwrotnie.
Dokładnie tak, w meczu z Widzewem to bardzo mocno odczułem. Jeden z nas zrobił wślizg, trybuny się jeszcze bardziej ożywiły i to nas dalej napędzało. Dawno nie miałem tak, by kibice żyli z drużyną, a drużyna z kibicami. Mega mi się to podoba, to naprawdę pomaga.

Jak radzą sobie nowi zawodnicy?
System nie jest najłatwiejszy, ale mamy taką drużynę, że od razu czują się bardzo dobrze. Jesteśmy otwarci. Kiedyś nie widziałem takich rzeczy, gdy przychodził nowy zawodnik, jak mu pomóc czy doradzić. Teraz staramy się, ja się staram, być bardzo dobrym kolegą. Służyć żartem, pomocą, żeby jak najszybciej się odnaleźli i dobrze czuli. Całej drużynie to wychodzi na dobre, że szybko się wkomponowują. Warunek jest jeden: będziesz się czuł dobrze, jeśli dasz z siebie 100%. Jeśli nie dasz z siebie wszystkiego, będziesz się tu czuł źle i tyle.

Tłusty czwartek za nami, jaki twój ulubiony pączek? Lukier czy cukier puder?
Zdecydowanie lukier. Ulubiony z czekoladą, jadłem z moją córką. Ja sobie takiego sprawiłem i jej też takiego przywiozłem, bardzo takie lubi. Polany czekoladą i z czekoladą w środku, nie odmówiłem sobie (śmiech).

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga