Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd doniesień mediów: Uzupełnień nie będzie
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Piłkarki przebywają na urlopach, do treningów wrócą dziewiątego stycznia. Piłkarze w ramach przygotowań do rundy wiosennej rozegrali drugi sparing, ze Skrą Częstochowa. Na Rapidzie lepsza była drużyna gości która wygrała 1:0. Kolejny sparing zaplanowany jest na siódmego stycznia z Odrą Opole, a osiemnastego drużyna wyleci na dziesięciodniowe zgrupowanie do Turcji.
W ubiegłym tygodniu drużyna siatkarzy rozegrała dwa spotkania, oba przegrane w stosunku setów 0:3. W pierwszym, na wyjeździe drużyna musiała uznać wyższość Resovii, w drugim w hali w Szopienicach, ekipy Jastrzębskiego Węgla. W rozpoczętym tygodniu zespół rozegra jedno spotkanie, w stolicy z Projektem Warszawa. Mecz rozpocznie się 21 grudnia o 21:00.
Przed świętami hokeiści rozegrają dwie kolejki spotkań: jutro, wyjazdowe z GKS-em Tychy oraz w czwartek, w Satelicie z Cracovią.
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.com – Uzupełnień nie będzie
Jeśli ktokolwiek miałby zimą do nas przyjść, to musi być top! – mówi o planach transferowych trener katowiczan Rafał Górak.
Wygrać z rywalem z wyższej ligi to zawsze miła rzecz. Serię zimowych sparingów GieKSa rozpoczęła ostatniej soboty od pokonania na wyjeździe Korony Kielce 1:0.
– Pojechaliśmy do Kielc, do ekstraklasowej drużyny, na naturalne boisko. Móc zmierzyć się, powalczyć, to zawsze cenne. Pracujemy nad różnymi kwestiami, nad zmianą struktury ustawienia. Jestem bardzo zadowolony, bo zagraliśmy tam z czymś nowym, a wszystko zdało egzamin – mówi Rafał Górak, szkoleniowiec pierwszoligowca z Katowic.
„Z czymś nowym” – czyli z nowym ustawieniem. W zimowym okresie przygotowawczym, obok bazowej formacji 3-4-2-1, GKS szlifować też będzie wariant 3-5-2.
– Dzisiaj trenerzy w pierwszej lidze wiele analizują, często ustawiają swoją drużynę pod rywala, dlatego musimy mieć alternatywę i argumenty, by najnormalniej w świecie być w stanie zaskakiwać czymś przeciwników – tłumaczy Górak, który w sobotnim sparingu podsumowującym pierwszy tydzień przygotowań nie skorzystał z kilku zawodników.
– Dawid Kudła trenował z nami, ale jeszcze leczy się. Arek Jędrych miał przeciążone kolano, Rafał Figiel – przeciążony odcinek lędźwiowy, dlatego choć normalnie trenował, woleliśmy, by odpoczął. Ta przypadłość już zawsze będzie do niego wracać, taki urok tego zawodnika. Grzegorz Rogala w ostatniej minucie piątkowego treningu powiedział, że trochę boli go staw skokowy, a Kubie Arakowi po teście, czyli bieganiu 5000 metrów koło zoo w Parku Śląskim, trochę wysiadły łydki – opisuje szkoleniowiec GieKSy, ciesząc się zarazem, że pierwszy od lipca występ zanotował środkowy obrońca Daniel Tanżyna.
– Latem odnowiła mu się bardzo poważna kontuzja, choć nie było ku temu argumentów, by przypuszczać, że tak się stanie. Problem jednak powrócił. „Dixon” wykonał dużą pracę przez te miesiące, dobrze wygląda fizycznie, świetnie prezentuje się pod kątem tkanki tłuszczowej i wagi, ale przez 9 miesięcy nie było go w grze. W Kielcach zaliczył 20 minut, pukamy w niemalowane i zobaczymy, co będzie dalej. Latem okazało się przecież, że pewne kwestie przyspieszyliśmy, chyba zarówno my, jak i sam Daniel, za bardzo chcieliśmy i trochę się to przeciwko nam odwróciło, za co z różnych stron zbieraliśmy cięgi. Ale dziś wierzę w Daniela, widzę, jaki to profesjonalista, jak bardzo chce grać – podkreśla trener Górak.
W sobotę w Kielcach brakowało jeszcze Kacpra Grzebielucha, choć z innych przyczyn niż zdrowotne. 20-latek, który przed sezonem trafił na Bukową z Cracovii, nawet nie zadebiutował w I lidze.
– Musi szukać swojego miejsca na piłkarskiej mapie. Będziemy się starali mu pomóc, by znalazł klub, do którego mógłby zostać wypożyczony – informuje szkoleniowiec GKS-u.
Pytamy, czy ktoś jeszcze prócz Grzebielucha może otrzymać wolną rękę na zmianę pracodawcy.
– Może, ale kwestie dojść i odejść muszą się równoważyć, to musi być dobrze zarządzane przez dyrektora Góralczyka i menedżera Dubasa. Pokładam w nich ogromne nadzieje. Prowadzimy rozmowy, mamy swoje pomysły, wiem, że mocno się to toczy. Zobaczymy, co przyniosą kolejne dni. Może być tak, że nie stanie się nic, a może się stać tak, że się stanie – uśmiecha się Rafał Górak.
Już wypłynęło zresztą, że na Bukową ma trafić Karol Danielak, 31-latek z łódzkiego Widzewa, biegający jesienią po boiskach ekstraklasy.
– Założyliśmy z dyrektorem, że nie będziemy w tym okienku nikogo testować. Takich zawodników, których moglibyśmy testować, by ewentualnie mogli do nas dojść jako uzupełnienie kadry, po prostu mamy. Ja takich nie chcę, bo bardzo szanuję tych, których już w zespole mam i oni są dla mnie najważniejsi. Jeśli ktokolwiek miałby do nas przyjść, to musi być top – podkreśla szkoleniowiec GKS-u, który zimę spędza na 7. pozycji w I-ligowej tabeli.
W sobotę na „Rapidzie” – o ile aura pozwoli – katowiczanie mają zmierzyć się ze Skrą Częstochowa.
Turcja po czterech latach
Pierwszy raz od momentu powrotu na Bukową trenera Rafała Góraka i dyrektora Roberta Góralczyka drużyna GieKSy poleci na zimowe zgrupowanie.
Wyjazd na 3 dni do Bielska, bieg na Klimczok, a następnie dłuższe, już tygodniowe zgrupowanie w Bielsku-Białej. Tak wyglądały poprzednie zimowe obozy GieKSy, odkąd w połowie 2019 roku wrócili do niej trener Rafał Górak i dyrektor Robert Góralczyk. Szkoleniowiec w czasach drugiej ligi powiedział, że wylot zagranicę byłby fanaberią, a po awansie przyznał, że mają z dyrektorem w głowach to, kiedy nadejdzie na to dobry moment. Nadszedł teraz.
Na riwierę katowiczanie udadzą się po 4 latach przerwy, wcześniej lecieli tam za trenera Dariusza Dudka, w połowie sezonu 2018/19, zakończonego spadkiem. Od 18 do 28 stycznia będą przygotowywać się do rundy wiosennej w Turcji, w miejscowości Lara, około 20 kilometrów na zachód od Belek, będącego popularną destynacją wśród naszych ligowców.
– Sądzę, że nie lecielibyśmy do Turcji, a inaczej układali okres przygotowawczy, gdyby liga ruszała normalnie w okolicach marca. Wtedy może byłyby dwa zgrupowania. Teraz jest czas na jedno, bo grę o punkty zaczynamy już 12 lutego. Patrząc na koszta, zdecydowaliśmy się na Turcję, by wykorzystać 10 dni treningów na naturalnych boiskach. Chciałbym rozegrać tam 3 sparingi, ale według logiki, bo największą wartością czasu tam spędzonego ma być dla mnie trening. Jeśli mielibyśmy grać w takich odstępach, które komplikowałyby nam pracę, to po lepiej w ogóle tego nie robić. Nad rywalami pracują ludzie pomagający nam w organizacji obozu. Złożono nam wstępną propozycję, która jeszcze może się zmienić. Chciałbym zagrać z drużyną z Ukrainy i najnormalniej w świecie spotkać się z tymi ludźmi, porozmawiać. Poza tym, mamy też rywala z ekstraklasy słoweńskiej i z drugiego szczebla rozgrywkowego w Danii. Jeśli dyrektor to dopnie, będzie optymalnie – mówi trener Górak.
Przed polskimi ligowcami rzeczywiście specyficzny okres. Z jednej strony zimą trzeba będzie grać o punkty, a z drugiej nie będzie pewności, czy pogoda pozwoli na regularne trenowanie na naturalnych boiskach.
– W większości trzeba będzie korzystać ze sztucznych muraw, dostęp do naturalnych będzie ograniczony, dlatego dobrze, że 10 dni przygotowań spędzimy na normalnej trawie – zaznacza szkoleniowiec GieKSy.
– Trzeba też powiedzieć, że boisko na „Rapidzie”, z którego korzystamy, jest w bardzo dobrej formie. To sztuczna murawa świeża, nowa, o wysokiej jakości i zbliża nas do warunków panujących na normalnym boisku. Z tego jestem zadowolony, choć wiadomo, że opady śniegu mogą storpedować nasze plany. Przeskoki między sztuczną a naturalną nawierzchnią zawsze rodzą pytania o kwestie prewencji. To już rola fizjoterapeutów, trenera przygotowania motorycznego. Być może trzeba będzie postawić w tym okresie na sztucznych boiskach przede wszystkim na intensywność zajęć, a nie ich objętość – dodaje Górak.
Spośród I-ligowców, na zagraniczne zgrupowanie oprócz GieKSy planuje też lecieć ŁKS Łódź, Resovia i Wisła Kraków. Wszyscy wybrali Turcję.
ks-skra.pl – Zwycięstwo z GKS-em Katowice
Dzisiaj nasza drużyna rozegrała drugi mecz kontrolny w zimowym okresie przygotowawczym. Podopieczni Jakuba Dziółki w wyjazdowym starciu pokonali GKS Katowice 1:0. Autorem bramki dla Skry był Piotr Nocoń.
Od pierwszych minut dzisiejszego meczu zawodnicy Skry grali agresywnie w odbiorze. Wysoko zaatakowali rywali i nierzadko skutecznie utrudniali im wyprowadzenie piłki spod własnego pola karnego. Nie zmienia to jednak faktu, że to gospodarze stworzyli pierwszą groźną okazję. Zawodnik GieKSy, Patryk Szwedzik, wygrał pojedynek szybkościowy na lewej stronie, przełożył piłkę do środka i próbował zaskoczyć Karola Szymkowiaka strzałem po długim słupku. Golkiper naszej ekipy popisał się jednak świetną interwencją i odbił futbolówkę.
W kolejnych minutach zdecydowanie więcej do powiedzenia mieli jednak piłkarze Skry. Na strzał zza pola karnego zdecydował się chociażby Jan Flak. Po przeprowadzeniu ładnej, składnej akcji piłka trafiła do wahadłowego, a ten uderzył niewiele ponad bramką rywala.
Chwilę później dobrym zagraniem popisał się Szymon Szymański, który po wyprowadzeniu futbolówki uruchomił Filipa Kozłowskiego. Napastnik naszego zespołu strzelił z pół-woleja, lecz bramkarz gospodarzy zdołał złapać piłkę.
W kolejnej fazie meczu nie oglądaliśmy zbyt wielu sytuacji bramkowych, ale obie drużyny mądrze budowały kolejne akcje i tworzyły ciekawe widowisko. W końcówce pierwszej połowy dobrą sytuację wypracowali zawodnicy GieKSy. Uniknęliśmy jednak straty gola dzięki świetnej interwencji w defensywie Adama Olejnika.
Piłkarze obu drużyn schodzili na przerwę przy bezbramkowym remisie.
Drugą połowę również rozpoczęliśmy w bardzo dobrym stylu, szybko kreując okazje do zdobycia bramki. Występujący na lewym wahadle zawodnik testowany umiejętnie poradził sobie z rywalem i świetnie dośrodkował w pole karne – w kierunku Piotra Pyrdoła. Ofensywny pomocnik Skry zdołał opanować piłkę w niewielkiej odległości od bramki, lecz jego strzał został w ostatniej chwili zatrzymany przez defensorów GieKSy.
W 53. minucie Piotr Nocoń oddał bardzo mocny strzał zza pola karnego. I choć golkiper GieKSy ostatecznie odbił futbolówkę, to został zmuszony do bardzo dużego wysiłku.
Trzeba przyznać, że zawodnicy Skry byli dobrze zorganizowani. Funkcjonowali na wysokim poziomie zarówno w ofensywie, jak i w defensywie. Mądrze konstruowali kolejne ataki. Efekt w postaci gola przyszedł w 72. minucie. Wówczas Jan Flak przeprowadził dobrą indywidualną akcję prawą stroną, a następnie dośrodkował w pole karne. Akcję doskonale zamykał Piotr Nocoń, który strzałem głową umieścił piłkę w siatce i zapewnił nam prowadzenie.
Do końca meczu wynik nie uległ już zmianie. Zwycięstwo Skry Częstochowa w dzisiejszym spotkaniu było w pełni zasłużone. Nasza drużyna zagrała bardzo dobry mecz!
SIATKÓWKA
sportdziennik.com – Pod pełną kontrolą
GKS Katowice z trzecią kolejną porażką. Przeciwko Asseco Resovii, jednemu z kandydatów do medali, niewiele miał do powiedzenia.
Katowiczanie mieli spory problem, by odpowiednio przygotować się do spotkania w Rzeszowie. W weekend nie mogli trenować we własnej hali w Szopienicach, bo zawładnęły nią zwierzęta. Odbywała się w niej bowiem Śląska Wystawa Drobnego Inwentarza. Siatkarze w zastępstwie ćwiczyli w małej hali „Spodka”, ale i w niej daleko było do ideału, bo były problemy z oświetleniem. Tymczasem by przeciwstawić się Asseco Resovii, należy być przygotowanym i skoncentrowanym w 100-procentach. To czołowy zespół w kraju, jeden z głównych kandydatów do gry o medale. W składzie ma reprezentantów Polski, Słowenii, Stanów Zjednoczonych czy Francji.
Mimo przedmeczowych kłopotów goście podjęli walkę. Ryzykowali w polu serwisowym, a w ataku starali się grać dokładnie i nie popełniać błędów. Dobrze rozgrywał Georgi Seganow, a udanymi atakami popisywali się zwłaszcza Jakub Jarosz i Tomas Rousseaux. Siła miejscowych była jednak ogromna. Nawet gdy z powodu niedokładnego przyjęcia zagrywki Fabian Drzyzga zmuszony był do prostej gry, Torey DeFalco, Klemen Cebulj czy Maciej Muzaj doskonale radzili sobie z podwójnym, a nawet potrójnym blokiem rywali. Gdy z kolei katowiczanie „zwolnili rękę” na zagrywce, Drzyzga od razu rozgrywał do środkowych. Jakub Kochanowski i Jan Kozamernik mieli 100-procentową skuteczność.
Rzeszowianie „odskoczyli”. Wygrywali już 18:14. Wtedy jednak przytrafił im się jeden z niewielu przestojów. Przyjezdni zdobyli trzy kolejne punkty, „łapiąc kontakt” z rywalami. I kto wie jak zakończyłaby się pierwszy set, gdyby nie błędy katowiczan. Zepsuli trzy kolejne zagrywki. Doświadczeni rzeszowianie takich „prezentów” nie marnują.
Miejscowi w kolejnych odsłonach kontrolowali wydarzenia na parkiecie i to mimo że w trzeciej musieli odrabiać trzy punkty straty. W końcówce mocniej jednak przycisnęli w polu serwisowym, twardo grali w ataku i stawiali szczelny blok. To wystarczyło. Przy stanie 23:23 DeFalco najpierw obił ręce blokujących GieKSy, a w kolejnej akcji zablokował Jarosza, kończąc mecz.
Asseco Resovia – GKS Katowice 3:0 (26:24, 25:16, 25:23)
Siatkarze z Jastrzębia znów liderami!
Siatkarze Jastrzębskiego Węgla, zgodnie z przewidywaniami, zdobyli komplet punktów z GKS-em Katowice i znów są liderami tabeli. Tylko momentami była równorzędna, ale wyższość zespołu z Jastrzębia nie podlegała dyskusji.
Oba zespoły mają problemy personalne, ale bardziej odczuwalne są GKS-ie Katowice. Trener Grzegorz Słaby nie mógł skorzystać z dwóch przyjmujących: Jakuba Szymańskiego i Gonzalo Quirogi. To poważne osłabienie, a ponadto nie było żadnego pola manewru. Jastrzębianie byli osłabieni brakiem dwóch środkowych: Łukasza Wiśniewskiego oraz Juraja Gładyra, ale i zastępcy Dawid Dryja oraz Jakub Macyra w pelni wykonali swje zadanie.
Gospodarze skazywani na wysoką porażkę w 1. secie dzielnie walczyli i przez długi czas wynik oscylował wokół remisu. Jednak końcowe fragmenty były już pod kontrolą gości. Druga odsłona miała niemal identyczny przebieg. Wprawdzie inicjatywa należała do gości, ale gospodarze wcale nie zamierzali rezygnować i szybko straty niwelowali. GKS przegrywał tylko 18:19, ale Jakub Jarosz zepsuł zagrywkę, zaś Dryja posłał asa serwisowego i goście opanowali sytuację na parkiecie. To tylko świadczy o klasie siatkarzy z Jastrzębia. Trzeci set, jak się później okazało ostatni, był już zdominowany przez gości. Zagrywka (0 – 5) oraz gra blokiem (3 – 9) – te element były po stronie i one decydowały, zwłaszcza w dwóch pierwszych partiach. A ostatniej osiągnęli wysoką przewagę. Pewna wygrana jastrzębian była do przewidzenia, bo przecież oba zespoły mają zupełnie inne cele.
GKS Katowice – Jastrzębski Węgiel 0:3 (21:25,21:25, 16:25)
HOKEJ
hokej.net – „Rozmowa Tygodnia”. Bartosz Fraszko: Jesteśmy w stanie grać dużo lepiej
Pora na kolejną „Rozmowę Tygodnia”. Tym razem naszym gościem jest Bartosz Fraszko, lider klasyfikacji kanadyjskiej. 27-letni skrzydłowy GKS-u Katowice opowiedział nam trochę o zarówno o dyspozycji swojej, jak i klubu w tym sezonie. Podzielił się z nami również przemyśleniami na temat PHL, Hokejowej Ligi Mistrzów oraz ewentualnej gry w zagranicznym klubie.
HOKEJ.NET: – Gracie na tym etapie sezonu dość mocno w kratkę, przeplatacie kilka zwycięstw z rzędu z kilkoma porażkami, jak oceniasz Waszą dyspozycję?
Bartosz Fraszko, hokeista GKS-u Katowice: – Wiem na pewno, że jeszcze jesteśmy dalecy od naszej optymalnej formy. Mamy świadomość, że jesteśmy w stanie grać dużo lepiej i musimy się zrewanżować tym drużynom, z którymi ostatnio ponieśliśmy porażki. Przede wszystkim trzeba wyciągnąć wnioski i zagrać dużo mądrzej i bardziej odpowiedzialnie.
Przejdźmy teraz na chwilkę do Ciebie. Na tym etapie sezonu jesteś niekwestionowanym liderem punktacji kanadyjskiej PHL. Jak oceniasz personalnie swoją dyspozycję indywidualną?
– Dobrze się czuję i dobrze się rozumiem z moimi partnerami z formacji. Z Grześkiem Pasiutem gramy już razem kolejny sezon, super nam się ta współpraca układa. Dołączył do nas teraz Brandon Magee. Jeśli chodzi o moją dyspozycję to jestem zdania, że mógłbym dać drużynie jeszcze więcej, bo strasznie momentami brakuje nam tej skuteczności pod bramką rywala i dobrych decyzji w tych kluczowych momentach, ale nie mam też powodów do narzekań, bo wcale nie jest tak źle.
Wspomniałeś o współpracy z Grzegorzem Pasiutem, jak pomaga Wam to granie w jednej formacji już kolejny sezon?
– Uważam, że bardzo. Jak byśmy z Grześkiem mieli karty w grze FIFA, to pewnie mielibyśmy zielone połączenie (śmiech). To już nawet bodajże trzeci sezon, w którym gramy razem. Z Grześkiem gra się super, wiadomo, że to świetny zawodnik, w końcu pseudonim „Profesor” nie wziął się znikąd. Bardzo się cieszę, że to tak fajnie funkcjonuje.
Teraz przejdźmy do najbliższej przyszłości, już po świętach turniej Pucharu Polski w Oświęcimiu, jakie stawiacie przed sobą cele na ten turniej?
– Zdecydowanie chcemy zmazać plamę po poprzednim, gdzie w półfinale ulegliśmy zespołowi z Torunia. Bardzo chcieliśmy wtedy zdobyć Puchar Polski dla Katowic, ale niestety się nie udało. Zdobyliśmy za to mistrzostwo. Liczę na to, że będzie to nasze trzecie trofeum w tym roku. A jak będzie? Czas pokaże.
Kończąc wątek Pucharu, zapytam jeszcze, jak oceniasz wybór Oświęcimia na gospodarza Turnieju Finałowego o Puchar Polski?
– Ciężko mi się w tym temacie wypowiedzieć, będziemy mogli to ocenić dopiero po turnieju. W zeszłym roku w Bytomiu wszystko działało dobrze i sprawnie. Mam nadzieję, że w tym roku w Oświęcimiu będzie podobnie.
Pozostając w temacie lodowisk, chciałem zapytać, czy masz jakieś ulubione tafle, na które najbardziej lubisz wracać? Oczywiście poza lodowiskiem w Katowicach?
– Poza “Satelitą” to na pewno wskazałbym Toruń. Z wiadomych względów (śmiech). To moje rodzinne miasto i powrót na Tor-Tor wiąże się ze sporym sentymentem. Dodatkowo liczę też na to, że powstanie bardzo fajne lodowisko w Sosnowcu i z przyjemnością będzie się tam jechać
Pozostańmy przy temacie polskiej ligi. Wielu kibiców twierdzi, że poziom ligi idzie w górę. Wam również udało się to pokazać podczas rozgrywek Hokejowej Ligi Mistrzów, a jak Ty to oceniasz?
– Jako młody chłopak z podziwem oglądałem mecze PLH. Wtedy też reprezentacja radziła sobie trochę lepiej, bo to były początki lat dwutysięcznych. Uważam, że teraz w lidze pojawia się dużo dobrej jakości obcokrajowców. Moim zdaniem powinno ich być trochę mniej, a w składach powinno być więcej polskich graczy. Ale wiemy też jak to wygląda personalnie, ilu jest polskich zawodników, ile lodowisk, młodzieży itd. Uważam, że idzie to w dobrą stronę. Zaprezentowaliśmy się bardzo dobrze w Lidze Mistrzów i niewiele zabrakło, by sprawić jeszcze kilka niespodzianek.
A czy uważasz, że stawka w polskiej lidze wyrównała się?
– Myślę, że tak. Teraz uważam, że już nawet TOP 6-7 zespołów w lidze jest bardzo wyrównanych, a o wyników meczów decydują detale. To było widać już w play-offach w zeszłym sezonie, kiedy to z Tychami graliśmy aż siedem spotkań. Mam nadzieję, że wyrówna się to jeszcze bardziej, bo wiadomo, że wtedy będzie większe zainteresowanie mediów i sponsorów.
Wróćmy jeszcze na chwilkę do Twojej osoby. Poza dobrymi występami w PHL pokazałeś się z dobrej strony w rozgrywkach CHL. Czy uważasz, że te rozgrywki mogą być szansą na pokazanie się szerszej publice i na angaż w zagranicznej lidze?
– Odpowiem trochę pół żartem. Ja w Polsce, mając 27 lat, jestem uważany jeszcze za młodego zawodnika. Za granicą moi rówieśnicy to już doświadczeni gracze, którzy są w najlepszym dla hokeisty wieku. Wiadomo, że chciałbym spróbować swoich sił za granicą, ale mam wysokie ambicje i chciałbym zagościć w lidze mocniejszej od polskiej, a wiadomo, że do tych najlepszych lig nie jest łatwo się dostać. Wydaje mi się że solidne występy w Lidze Mistrzów są w stanie wzbudzić zainteresowanie polskimi zawodnikami, ale dopiero po kilku sezonach regularnej gry w tych rozgrywkach.
Chciałem jeszcze zapytać o Twoje samopoczucie w Katowicach i GieKSie.
– Na dobrą sprawę jestem tu już przez większość swojej hokejowej kariery. Czuję się już tutaj, jak w drugim domu i mam nadzieję, że zeszłoroczny sukces nas poniesie dalej i w tym roku też uda się zdobyć kolejne trofea.
I na zakończenie zapytam o nastroje w katowickiej szatni.
– Atmosfera u nas w szatni zawsze była dobra, tak naprawdę już od samego początku, mimo porażek czy to w lidze, czy Lidze Mistrzów. Mamy fajną, zgraną ekipę i charaktery, które się dopasowały tak, że nie ma żadnych zgrzytów i mogę powiedzieć, że jest wszystko w porządku.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.


Najnowsze komentarze