Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Niecodzienna prezentacja katowiczan. Pokażą się… na dachu galerii!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Piłkarki w 5. kolejce zmierzą się na wyjeździe z Mistrzem Polski Pogonią Szczecin. Mecz zostanie rozegrany w sobotę 14 września o godzinie 11:15. Piłkarze rozegrali spotkanie towarzyskie z Piastem Gliwice. Mecz zakończył się remisem 1:1 (0:0). Najbliższe spotkanie ligowe drużyna rozegra w piątek 13 sierpnia o 20:30 na Bukowej z Widzewem Łódź. Kacper Pietrzyk został wypożyczony do Hutnika Kraków. Mateusz Kowalczyk został młodzieżowcem sierpnia PKO BP Ekstraklasy.

Siatkarze w VI Memoriale im. Janusza Sikorskiego zajęli czwarte miejsce po przegranych 1:3 z Norwidem Częstochowa i ZAKSą Kędzierzyn-Koźle. W najbliższą niedzielę nasza drużyna rozegra pierwsze spotkanie w sezonie 2024/25 w PlusLidze. Przeciwnikiem będzie MKS Będzin, spotkanie rozpocznie się o godzinie 20:30, w hali w Szopienicach.

W minioną sobotę hokeiści rozegrali ostatni sparing przed startem THL z Podhalem Nowy Targ. Drużyna przegrała 1:3. W piątek, 13 września nasz zespół  rozegra pierwsze ligowe spotkanie nowego sezonu. Przeciwnikiem GieKSy będzie STS Sanok. Mecz rozpocznie się o godzinie 17:00, w Satelicie. Prezentacja drużyny odbędzie się dzisiaj o godzinie 18:00 na dachu Supersamu.

 

PIŁKA NOŻNA

piast-gliwice.eu – Piast – GKS Katowice 1-1. Sparing na remis

W piątkowym meczu sparingowym Piast Gliwice zremisował z GKS-em Katowice 1-1 (0-0). Bramkę dla Niebiesko-Czerwonych zdobył Filip Karbowy.

Piast Gliwice – GKS Katowice 1-1 (0-0)

0-1 – Arak, 50. min.

1-1 – Karbowy, 59. min.

Piast: Szymański – Mokwa, Pitan, Munoz, Huk (31. Liszewski) – Karbowy, Tomasiewicz – Kądzior (46. Daniel), Szczepański (31. Felix), Mucha (46. Skupień) – Rosołek.

GKS: Strączek – Marzec, Jaroszek, Klemenz (31. Rogala), Komor, Czerwiński (31. Antczak) – Galán (46. Bergier), Milewski (46. Bród), Bród (31. Baranowicz), Mak – Bergier (31. Arak).

Spotkanie rozegrano w formacie 2 x 30 minut.

ekstraklasa.org – Młodzieżowiec Sierpnia PKO Banku Polskiego – Mateusz Kowalczyk (GKS Katowice)

Mateusz Kowalczyk został wybrany Młodzieżowcem Sierpnia PKO Banku Polskiego. Piłkarz GKS Katowice zdobył zaszczytną nagrodę kilka tygodni po swoim debiucie w najwyższej polskiej lidze.

W pierwszej sierpniowej kolejce Mateusz Kowalczyk z GKS Katowice zadebiutował w wyjściowym składzie w PKO Bank Polski Ekstraklasie. Od tej pory nie oddał miejsca w podstawowej „jedenastce” Gieksy. Trener Rafał Górak desygnował go do gry w każdym z pięciu meczów tego miesiąca. Pomocnik z rocznika 2004 w tym czasie zdobył jedną bramkę (z mistrzem Polski – Jagiellonią Białystok na 2:1) oraz zanotował jedną asystę (z Piastem Gliwice – na 1:0). Zwyżkując formę tego zawodnika dostrzegł także selekcjoner reprezentacji Polski. Michał Probierz powołał wszak zawodnika katowickiego klubu do drużyny narodowej na wrześniowe spotkania Ligi Narodów UEFA.

W chwili otrzymania nagrody Mateusz Kowalczyk ma na koncie zaledwie sześć spotkań w elicie. Jest on pierwszym przedstawicielem GKS z tym laurem na koncie (18. klub w historii z Młodzieżowcem Miesiąca), ale też dopiero piątym piłkarzem jakiegokolwiek beniaminka, który otrzymał podobny tytuł. Przed nim dokonali tego: Rafał Strączek (Stal Mielec 2020/2021), Filip Majchrowicz (Radomiak Radom 2021/2022), Olaf Kobacki (Miedź Legnica 2022/2023) oraz Oliwier Zych (Puszcza Niepołomice 2023/2024). W tym gronie więc drugi raz pojawił się zawodnik z pola.

Mateusz Kowalczyk w rywalizacji o miano Młodzieżowca Sierpnia PKO Banku Polskiego pokonał Filipa Rózgę (Cracovia) i Kacpra Trelowskiego (Raków Częstochowa). Każdy z nich pierwszy raz w karierze znalazł się w finałowej „trójce” – podobnie jak przedstawiciele najlepszego lipcowego tercetu (Jan Ziółkowski, Antoni Kozubal i Patryk Paryzek). Nowy sezon zaczął się zatem od sześciu młodzieżowców z debiutem w tym zestawieniu.

W tym sezonie status młodzieżowca przysługuje zawodnikom urodzonym w 2003 roku lub młodszym i posiadającym polskie obywatelstwo. Piłkarze spełniający oba te kryteria mogą się ubiegać o nagrodę Młodzieżowca Miesiąca PKO Banku Polskiego. Nominowani oraz zwycięzca są wybierani na podstawie statystyk, zachowania w meczach oraz postawy poza boiskiem. W minionym miesiącu pod uwagę zostały wzięte dokonania z okresu od 3. do 7. kolejki.

dziennikzachodni.pl – Już za chwilę pojawi się murawa

Budowa nowego kompleksu sportowego GKS Katowice powoli zmierza do końca. Na stadionie trwają już przygotowania do położenia nowej murawy.

Prace budowlane na nowym kompleksie sportowym dedykowanym dla GKS Katowice powinny się zakończyć jeszcze w 2024. Obiekt nabrał już kształtów i trwają działania wykończeniowe. Na trybunach zamontowano krzesełka, przygotowywane jest podłoże pod murawę, na której wiosną 2025 swoje mecze mają rozgrywać piłkarze.

Inwestycja trwa na Załęskiej Hałdzie, przy ulicach Bocheńskiego, Upadowej i Dobrego Urobku, tuż obok autostrady A4. Stadion pomieści 14.896 osób, a hala 2.792. Głównym arenom towarzyszą dwa trawiaste boiska treningowe, parkingi oraz mała infrastruktura. Ulica ma zostać przemianowana na Nową Bukową.

Koszt inwestycji to 285,9 milionów złotych brutto (pierwotnie zakładano 248,8 mln, ale podwyżka została zaakceptowana przez radnych).

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Memoriał Sikorskiego: Norwid Częstochowa i Verona Volley górą pierwszego dnia

Pierwszy dzień Memoriału Janusza Sikorskiego dobiegł końca. Na kibiców czekały dwa ciekawe spotkania. Najpierw Norwid Częstochowa ograł w czterech setach GKS Katowice, a następnie ZAKSA Kędzierzyn-Koźle zmierzyła się z Verona Volley. Spotkanie z włoskim klubem obfitowało w zwroty akcji, a o losach pojedynku na korzyść Włochów zadecydował tie-break.

Tegoroczny VI Memoriał Janusza Sikorskiego zainaugurowało spotkanie Norwida Częstochowa z GKS-em Katowice. Dwaj plusligowi rywale mają za sobą wymagający okres przygotowawczy, lecz górą okazała się drużyna spod Jasnej Góry niesiona dopingiem lokalnych kibiców. Początek spotkania wcale nie należał do gospodarzy turnieju. Bardzo szybko na prowadzenie wysunęła się ekipa z Katowic, która przez większość czasu trzymała 3-4 punktową przewagę. Po autowym ataku Ebadipoura zespół gości wygrywał już 22:17, zmierzając w kierunku zwycięstwa. Ostatecznie set zakończył się wynikiem – 25:23.

Prawdziwym show okazał się drugi set, w którym drużyna trenera Grzegorza Słabego nie mogła sobie pozwolić już na swobodną grę. Częstochowianie wreszcie doprowadzili do remisu po 18. Gra zaczęła się od nowa, a żadna ze stron nie była w stanie zakończyć seta. Bohaterem drugiej części spotkania został Daniel Popiela, lecz wynik 37:35 dla Norwida robi wrażenie.

Norwid Częstochowa w dwóch kolejnych setach poszedł za ciosem. Trzecia odsłona spotkania okazała się maratonem niewykorzystanych szans katowiczan. Choć przez większość gry nie było wiadomo, kto sięgnie po wygraną, to poważny kryzys GieKSy na koniec pokrzyżował przyjezdnym plany (18:18, 21:18). Pomimo wprowadzonych zmian zwycięstwo ponownie padł łupem gospodarzy – 25:21. Czwarta odsłona spotkania to ponownie dobra gra siatkarzy spod Jasnej Góry. W kluczowym momencie potrafili oni przejąć inicjatywę, a wynik spotkania zamknęła autowa zagrywka Bartosza Gomułki.

Steam Hemarpol Norwid Częstochowa – GKS Katowice 3:1 (20:25, 37:35, 25:21, 25:22)

Memoriał Sikorskiego: Verona Volley zwycięzcą zawodów. ZAKSA lepsza od GKS-u

Memoriał Janusza Sikorskiego dobiegł końca. W drugim dniu zmagań ZAKSA Kędzierzyn Koźle pokonała GKS Katowice 3:1. Zwłaszcza dwie ostatnie partie nie wyszły katowiczanom, którzy zajęli ostatnie miejsce w zawodach.

[…] Początek spotkania należał do wyrównanych, a wynik oscylował wokół remisu. Później do głosu doszła ZAKSA, której kilka skończonych piłek z rzędu dało prowadzenie 12:9. As serwisowy Aymena Bouguerry pozwolił katowiczanom na wyrównanie (14:14), przywracając nadzieje na odwrócenie losów seta. Kędzierzynianie nie dawali za wygraną, niemniej na prowadzenie wysunęła się GieKSa. Dwupunktowa przewaga wystarczyła, aby wygrać set. Po zaciętej końcówce rezultat domknął Bartosz Gomułka, który zablokował Bartosza Kurka (25:23).

Kolejna część meczu to ponownie dobry początek zespołu z Katowic. Przedłużająca się przewaga GKS- u w końcu rozdrażniła trenera Gianiego, który przy stanie 9:11 przerwał grę. Dobre przyjęcie i wysoka skuteczność ataku była sposobem katowiczan na przeciwników. Czas niewiele pomógł, a znakomity fragment gry zanotował Jewhenij Kisiluk (16:11). Chwilę potem na podobny krok zdecydował się Grzegorz Słaby, reagując na grę Kurka. Później ZAKSE do walki poderwał Daniel Chitigoi, co przełożyło się na kolejną zaciętą końcówkę i wygraną dwukrotnych triumfatorów Ligi Mistrzów – 26:24.

Trzeci i czwarty set to koncertowa gra kędzierzynian. Dobry początek trzeciej osłony meczu w wykonaniu GKS-u to nie wszystko. Chwilę później siatkarze z Katowic całkowicie stracili kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Mimo reakcji szkoleniowca gra zespołu nie ulegała poprawie, a set ostatecznie zakończył się wysoką wygraną ZAKSY do 15. Czarę goryczy przelała czwarta część spotkania, która od początku nie należała do katowiczan (4:11). Na boisku pojawił się Alexander Berger. Ustabilizowało to grę zespołu, lecz kędzierzynianie poszli za ciosem. Po udanym bloku Szymańskiego prowadzili już 19:13, ostatecznie wygrywając 25:18.

GKS Katowice – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 1:3 (25:23, 24:26, 15:25, 18:25)

[…] Klasyfikacja końcowa

1. Verona Volley

2. ZAKSA Kędzierzyn-Koźle

3. Steam Hemarpol Norwid Częstochowa

4. GKS Katowice

 

HOKEJ

hokej.net – Zwycięstwo „Szarotek”. W tle odejście trenera

Pomimo zamieszania w sztabie szkoleniowym i odejściu trenera głównego Dave Allisona tuż przed rozpoczęciem meczu hokeiści Podhala Nowy Targ stanęli na wyżynach. Nowotarżanie w ostatnim meczu przed sezonem ograli GKS Katowice 3:1.

Trener Dave Allison pożegnał się z zespołem dwie godziny przed rozpoczęciem spotkania, tłumacząc swoją decyzję brakiem profesjonalizmu w klubie i specyficznym podejściem zarządu do szkoleniowca z Kanady.

Zamieszanie przed meczem nie wpłynęło zbytnio na grę nowotarżan, którzy zmobilizowali się i pokazali niezły hokej na tle silnego przeciwnika. W pierwszej tercji nie padła żadna bramka, co było głównie zasługą Pawła Bizuba, który bronił jak w transie.

W drugiej odsłonie padła jedna bramka, gdy dokładnie podanie Filipa Wielkiewicza wykorzystał Andriej Denyskin. W ostatniej odsłonie padły jeszcze trzy bramki. Najpierw prowadzenie podwyższył obrońca Robert Mrugała, który zdecydował się na ofensywny wypad. Katowiczanie zmniejszyli dystans do rywala tuż przed końcem spotkania, gdy okres gry w przewadze gola zamienił Dante Salituro. W boksie stał już wtedy John Murray, gdyż trener Jacek Płachta zdecydował się na manewr ze ściągnięciem golkipera. Wygraną „Szarotek” strzałem do pustej bramki przypieczętował Alexander Szczechura.

–Od początku do końca graliśmy jak zespół. Wszyscy wiedzieli, ile ten mecz znaczy dla fanów i wspaniale było wygrać z jedną z najlepszych drużyn w lidze. Staramy skupić się na grze obronnej, i wykorzystać nasze szanse w ofensywnej tercji. I oczywiście walczyć do końca– podsumował mecz Christian Mroczkowski, napastnik Podhala.

Niecodzienna prezentacja katowiczan. Pokażą się… na dachu galerii!

Już 13 września rozpocznie się sezon 2024/2025 TAURON Hokej Ligi. Przed nim polskie zespoły prezentują swoje drużyny kibicom. Nie inaczej będzie w Katowicach, gdzie wicemistrzowie Polski pokażą się swoim kibicom w nietypowej scenerii.

Całe wydarzenie odbędzie się we wtorek, 10 września, o godzinie 18:00 na dachu Supersamu, czyli katowickiej galerii zlokalizowanej przy ul. Księdza Piotra Skargi 6a.

Pomieścić się może tam 350 osób, a prezentacja GieKSy nie będzie pierwszym tego typu wydarzeniem tam, gdyż wcześniej odbywały się tam koncerty czy pokazy filmowe. Oprócz hokejowej sekcji, zaprezentowana zostanie również sekcja siatkarska.

–Na miejscu funkcjonować będzie także punkt sprzedażowy, w którym będzie można nabyć karnety na mecze siatkarzy i hokeistów. Zapraszamy także do skorzystania z oferty stoiska gastronomicznego przygotowanego przez partnera GKS-u firmę Trześniewscy Group. Wstęp na prezentację jest wolny– informuje katowicki klub.

Portal GieKSa.pl tworzony jest od kibiców, dla kibiców, dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą o wsparcie poprzez:

a/ przelew na konto bankowe:

SK 1964
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533

b/ wpłatę na PayPal:

E-mail: [email protected]

c/ rejestrację w Superbet z naszych banerów.

Dziękujemy!

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kibice Piłka nożna

Pogoń Szczecin kibicowsko

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Pogoń Szczecin to jedna z większych kibicowskim firm na obecnej scenie. Ostatnia dekada w ich wykonaniu to absolutne panowanie w województwie zachodniopomorskim i nic nie wskakuje na to, żeby kiedykolwiek miał się to zmienić.

Ruch kibicowski w Szczecinie zapoczątkował się już w latach 70., kiedy dorobili się zgody z Legią Warszawa oraz Śląskiem Wrocław.

W 1980 roku u boku Legii (zgoda ze Śląskiem już padła), która grała finał Pucharu Polski ze znienawidzonym Lechem Poznań w Częstochowie, doszło do jednej z największych awantur w historii polskiego podwórka. Na stadionie trwała regularna bitwa i do dzisiaj nie wiemy, ile osób zginęło. Dużo było zatajania informacji o śmierci kibiców – jedne źródła informowały o 2-3 zabitych, inne „dźwigały” do nawet 7-8.

Pogoń, która jest starym wyjadaczem polskich trybun, dorobiła się przez wszystkie lata garstki zgód. Z czego to wynikało? Jednoznacznej odpowiedzinie mamy, ale z pewnością subkultura metalowców, mająca dużo do powiedzenia, miała swoją rolę w odbiorze Portowców przez chuliganów w resztach zakątkach Polski, w których łyse głowy oraz kurtki „fleki” były na porządku dziennym.

Sztama z Legią jest dzielona na dwa rozdziały. Pierwszy to sojusz zawarty od lat 70., który trwał do połowy lat 80. Po zakończeniu zgody relacje Warszawa – Szczecin nie były, delikarnie pisząc, idealne. Wiosną 1994 roku do Szczecina jechała 80-osobowa załoga Legii gotowa na wszystko… Wcześniej zjeżdżały się jednostki fanów CWKS-u i jedni ze starymi znajomymi Portowcami pili wódkę, inni na mieście bili  się między sobą. Naprawdę nikt nie wiedział, jak ten dzień się zakończy. W trakcie pierwszej połowy stara ekipa Legii przyszła do młyna Portowców i przekazała, że od dziś jest zgoda. Zostały nawet wymienione między sobą flagi, ale w trakcie meczu doszło do konfliktu fanów MKS-u między sobą. Jedni pozdrawiali CWKS, inni „jechali” Legię od najgorszych… Flaga „Warsaw Fans Hooligans” wisiała w sektorze Pogoni – została zdjęta, po czym znowu wracała na płot… Ogólnie od 70. minuty już było wszystko wyprostowane i wyjaśnione we wszystkich szeregach – Pogoń zabrała Legię na piwo i zgoda zaczynała się na nowo rozwijać, ale był kolejny problem…

Zagłębie Sosnowiec to stara i zasłużona zgoda Legii Warszawa. Miała również dwa etapy przyjaźni, ale rok 1991 to moment, w którym Zagłębie z Legią odnowiło sztamę podczas naszego wspólnego finału Pucharu Polski w Piotrkowie Trybunalskim. Jeszcze we wrześniu 1994 roku Portowcy grali w Częstochowie, gdzie zawitało Zagłębie Sosnowiec w 50 osób. Stara ekipa Pogoni powiedziała, że mogą wejść i wywiesić symbolicznie flagę, ale mają stać obok, bo sztamy i tak nie będzie. Zagłębie wychodząc z sektora zaczęło wbijać w Pogoń, za co Portowcy również im pojechali wyzwiskami. W kwietniu 1995 roku doszło do spotkania w „Źródełku” (lokalu kibiców Legii) przy okazji meczu Legia – Pogoń, kiedy mottem zbratania dwóch zwaśnionych ekip było hasło: „zgoda buduje, niezgoda rujnuje”. Były to dyplomatyczne zagranie Legii, aby Pogoń i Zagłębie zakopali topór wojenny, a zgoda została oficjalnie przybita. Nieoficjalnie – tej zgody nigdy nie było. Mimo potężnej odległości między Szczecinem a Sosnowcem, ta kosa jest naprawdę silna i odczuwalna. Chuligani Barra Bravas ’97 (ze wsparciem kolegów z BKS-u Stal Bielsko-Biała) nawet tak się poświęcili, że pojechali na morsowanie fanów Pogoni, z którego przywieźli ze sobą flagę szczecinian.

Co do kos, to oprócz „lokalnej” z Lechem Poznań, mają od zawsze daleką, ale nigdy starzejącą się z Cracovią. Podczas meczu Polska – Anglia w Chorzowie (1993 rok) kibce Cracovii zabili nożem w tramwaju Andrzeja „Faraona” Kujawę.

W 2013 roku Legia Warszawa grała mecz w europejskich pucharach z Lazio Rzym. Ekipa Zagłębia zabrała swoją zgodę z Bielska-Białej, która wydawało się, że zbliża się coraz bliżej do Legionistów. Nie mogło zabraknąć konfliktu przy bezpośrednim spotkaniu. Portowcy czuli się nieswojo, natomiast Legia zbytnio nie dała im wsparcia. We wrześniu obie strony postanowiły ogłosić, że blisko 20-letnia przyjaźń przechodzi do historii i rozstają się ze wzajemnym szacunkiem. Tydzień temu ta relacja już oficjalnie przekształciła się w kosę.

Obecnie Pogoń Szczecin ma regionalną zgodę z Kotwicą Kołobrzeg, która trwa od 2019 roku. We wcześniejszych latach Kotwa miała status fan clubu ale poczyniła spory chuligański rozwój. Odnośnie do  fanów z Kołobrzegu to ciekawostką jest fakt, że mimo końca zgody Legii z Pogonią, jest niepisany pakt, który mówi, że fanów Legii w Kołobrzegu się nie rusza, bo to oni im zapoczątkowali ruch kibicowski na Kotwicy. Sami kibice Kotwy wytłumaczyli to w wywiadzie dla „To My Kibice!”.

Drugą zgodą Pogoni jest holenderski Feyenoord Rotterdam. Oficjalnie sztama przybita została w 2023 roku, ale wcześniej łączył ich układ chuligański, który także mają z niemieckim Dynamem Berlin. Wielu przez zbliżony herb „D” myli, że Portowcy trzymają z Dynamem Drezno.

Dobre relacje mają również chuligani z chorwackim NK Osijek. Były i dawniej jakieś kontakty ze Spartą Praga czy Ujpestem Budapeszt, ale skończyło się na turnieju kibiców lub zwykłych prywatnych relacjach.
Dokąd zmierzają Portowcy? Ciężko wskazać, bo nic oficjalnie ich już nie łączy, jednak wiele ekip zdążyło im zaśpiewać pieśni „pozdrawiające” Widzew Łódź i sugerując, że koalicja WRWE jest im bliższa, ale wszystko to obecnie domysły i spekulacje.

Nasza rywalizacja z Portowcami jest bogata w doświadczenia. Ledwo od dnia powstania naszego klubu i gry w Ekstraklasie zaczęliśmy ze sobą rywalizować. Już w 1968 roku chłopak na zdjęciu miał do wyboru dwa mecze – GieKSa podejmowała szczecinian na Stadionie Śląskim (nie mieliśmy jeszcze swojego stadionu), zaś nasi sąsiedzi równolegle grali ze Śląskiem Wrocław.

Nie licząc kilku lat, w których nas zabrakło w elicie (od 1971 do 1978 roku), graliśmy ze sobą non stop. Wiosną 1988 roku, kiedy graliśmy z Pogonią, nasz młyn był wystawiony na obecnym sektorze 5 i 6 Trybuny Głównej.

Rok później w marcu 1989 roku nasi piłkarze byli już wspierani z Blaszoka.

Ogólnie do końca lat 80. ciężko odnotować jakieś wzajemne liczy na obu stadionach. Pierwszą odnotowaną liczbę fanów GieKSy w Szczecinie datuje się na wiosnę 1987 roku – 5 naszych fanatyków. Sezon później, czyli jesienią 1988 roku, do Szczecina pojechało aż 200 fanów GKS-u, ale warto zaznaczyć, że było to lato i zjeżdżali się fani GieKSy przebywający na wczasach nad polskim morzem z różnych miejscowości. Co do kibiców MKS-u na Bukowej. Nie wątpię, że byli ale niestety nigdzie nie odnalazłem żadnego śladu wizyty kibiców Pogoni w Katowicach. Także pora przenieść się w najlepsze lata – szalone 90.

Pogoń Szczecin w sezonie 1992/1993 wróciła do elity. Na wyjazd w sierpniu wybrało się 12 fanatyków GieKSy oraz… 1 kibic Pogoni z Jaworzna.

Rok później w sezonie 1993/1994 jesienią do Katowic zawitało 30 fanów Pogoni.

Wiosną 1994 roku do Szczecina wybrało się 52 fanatyków GieKSy, na których czekało mnóstwo atrakcji chuligańskich na trasie. Pod koniec meczu gospodarze wykorzystali naszą radość po strzelonej bramce i zerwali małą flagę „Giszowiec”.

W tym samym roku ponownie mieliśmy wyjazd do Szczecina. Tym razem wybrało się 6 kibiców GieKSy, a nasza skromna delegacja została trafiona i flaga zmieniła właściciela. Na powrocie ustawiła się w Poznaniu „Brygada Banici” w 20 osób, ale oszczędziła naszych kibicó. Mieli jedynie pretensje o wywieszanie flagi Gniezna na Blaszoku.

Wiosną 1995 roku na Bukowej Pogoń Szczecin oszacowała się łącznie na 100 głów. Byli świeżo po przybiciu zgody z Zagłębiem Sosnowiec i dzięki temu mecz miał dodatkowe atrakcje. Dostali wsparcie od fanów Zagłębia, którzy oczywiście stanowili większość ekipy przyjezdnej.

W sezonie 1995/1996 na jesień graliśmy w Szczecinie. Wyjechało 30 fanów GieKSy, ale z różnych przyczyn na trasie (m.in. brak biletów i brak połączeń) ostatecznie na własną rękę dotarło 5 fanatyków.

Wiosną 1996 roku w marcu do Katowic przyjechało 50 Portowców.

Po spadku Pogoni z ekstraklasy na rok, zobaczyliśmy się w sezonie 1997/1998 ponownie. Jesienią Bukową odwiedziło 17 fanów Pogoni, którzy zostali obici i stracili swoje fanty – szaliki i koszulkę.

W kwietniu 1998 roku na rewanżowe spotkanie wybrało się 72 kiboli GieKSy. Jak pokazały poprzednie wizyty i doświadczenie zdarzeń losowych, finalnie dojechało 36 GieKSiarzy. Resztę wyrzuciła policja za brak biletów, co w latach 90. było chlebem powrzednim. Druga załoga dowiedziała się, że na stadion nie wejdą, bo weszły wtedy obowiązkowe identyfikatory. Pozostało zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie na peronie Szczecin Dąbie.

W sezonie 1998/1999 pierwszy mecz zagraliśmy na Bukowej. W październiku przyjechało 32 Portowców, z czego kilka jednostek zostało wyczajonych na mieście i obitych. Na Blaszoku doszło do konfliktu z zarządem, który nie życzył sobie wieszania flag od… zewnętrznej strony płotu przez co trybuna została opuszczona, a piłkarze dokończyli mecz bez flag i kibiców.

W marcu 1999 do Szczecina nie wybrał się żaden przedstawiciel GieKSy przez niewpuszczanie kibiców gości. Ostatecznie GieKSa po tłustych latach i chwilowej przeciętności w lidze pożegnała się z Ekstraklasą…

Po rocznej banicji GieKSa wróciła do Ekstraklasy w 2000 roku. Na inaugurację ligi zagraliśmy z Pogonią na Bukowej. Portowcy w lipcu zawitali całkiem solidną liczbą 180 głów, co było wtedy ich rekordem w Katowicach. Z kolei Blaszok po awanturze ze Śląskiem Wrocław został zamknięty na pół roku i nasz młyn przeniósł się na Trybunę Północną. Mogliśmy wtedy na własne oczy uświadczyć jakie dogodne warunki do oglądania meczów mają u nas kibice gości.

W marcu 2001 roku po ogromnej mobilizacji w naszych szeregach do Szczecina pojechało 240 GieKSiarzy, w tym 10 Banik Ostrava. Była to nasza najlepsza liczba w historii na szczecińskiej „Papricanie”. GKS wygrał 2:1.

ACD Systems Digital Imaging

Sezon 2001/2002 to dziwny wymysł centrali z PZPN, która chciał uatrakcyjnić ligę i podzielono rozgrywki na grupę A i B, gdzie pierwsze 4 drużyny po rozegraniu 14 spotkań awansowały do grupy mistrzowskiej, a druga część do grupy spadkowej. GKS w ostatniej kolejce awansował do elity,w któej w krótkim odstępie czasu mógł się spotkać z Pogonią.

W marcu 2002 roku doszło do ciekawego meczu. Portowcy przyjechali w 40 głów, z czego część na dworcu została trafiona przez naszych chuliganów. Pogoń została skrojona z szalików. Niespodziewanie około 80. minuty meczu chuligani Pogoni zrobili wjazd pod kasy w drugie 40 głów z okrzykiem ich ówczesnej bandy – Terror Corps. Nasi oczywiście wyszli naprzeciwko i doszło do szybkiego starcia, jednak mundurowi jeszcze szybciej przerwali harce i odwieźli Pogoń na dworzec. Z kolei na łuku doszło do walki z ochroną i mundurowymi.

Miesiąc później w kwietniu graliśmy rewanż w Szczecinie. Wyruszyło 38 fanatyków, ale tradycji stało się zadość. W Lesznie prawie cały skład skończył podróż przez policję. Dwie osoby wyruszyły na własną rękę różnymi sposobami i przesiadkami, a ostatnie 200 km do Szczecina postanowili pokonać… taksówką. Inna 5 osobowa załoga jechała swoim samochodem i finalnie zasiadło w sektorze gości 7 fanów GieKSy.

Sezon 2002/2003 to słodko-gorzki sezon dla fanów GieKSy. Klub spisywał się ponad oczekiwania wszystkich i do końca sezonu nawet chwilowo włączył się o walkę tytułu Mistrza Polski, w tle jednak od października toczyła się nasza wojna z firmą Dospel.

Jesienią do Szczecina wybrało się 80 kiboli GieKSy, a towarzyszyła nam jedynie flaga naszego Świętej Pamięci brata – Pisaka. W pierwszą stronę zostało nawet trafionych kilku fanów Lecha Poznań jadącym tym samym pociągiem, którzy zostali pozbawieni z szalików.

Wiosną 2003 roku w maju podejmowaliśmy już spadającą z ligi ekipę Pogoni Szczecin, a ważniejszym od miejsca w tabeli był los samego klubu, który zaczął tonąć. Portowcy również popadli w ogromny kryzys kibicowski. Do Katowic dojechało jedynie 15 fanatyków, część z nich nie miała wyjścia i musiała stoczyć honorową walkę po 4 osoby, którą szybko wygrała GieKSa, a naszym łupem padły 2 płótna (Ekipa 100% Gryfino” oraz „Pogoń Walcząca”), która z oczywistych względów została zwrócona.

Po spadku z ekstraklasy Portowcy podobnie jak my w 2000 roku, wrócili po rocznej banicji do elity.

We wrześniu 2004 roku pojechało nas 57 głów, ale nie mogliśmy wejść ze względu na brak tzw. chipów.

W maju 2005 roku zaczynaliśmy się pomału żegnać tym razem my. Ale wtedy nikt nie wiedział, że na trochę dłużej niż się wszystkim wydawało. Blaszok został zamknięty, a młyn zasiadł na Trybunie Północnej. Portowców zabrakło, a na pustym Blaszoku wywiesiliśmy transparent „www.RatujemyGieKSe.pl”.

Po wysłaniu nas w zaświaty i żmudnej drodze odbudowy naszego klubu w 2009 roku wróciliśmy na zaplecze Ekstraklasy. Wyjazd Do Szczecina był 1 sierpnia, czyli w święto Powstania Warszawskiego, ale nie to było wtedy najgłośniejszym tematem polskich trybun. W sektorze gości ogłoszona została śląska zgoda: GKS-u Katowice i Górnika Zabrze, którą wcześniej łączył układ chuligański. Pojechało nas wtedy rekordowe 502 osoby, w tym 150 Torcida i 12 Banik Ostrava, co do dziś jest naszą najlepszą liczbą na Pogoni.

Tego samego roku w listopadzie zagraliśmy mecz z Pogonią na Bukowej. Świeżo upieczona zgoda z Górnikiem miała się świetnie i Torcida w tym dniu dała nam nieprawdopodobne wsparcie przyjeżdżając w 1000 głów! Portowcy tego dnia przyjechali w 265 głów, w tym 10 Legia Warszawa, co było ich najlepszym wyjazdem w historii do Katowic, ale Trybuna Północna, na której zasieli ugościła ostatni raz przyjezdnych…

Sezon później zagraliśmy pierwszy mecz na wyjeździe. W listopadzie wypadł wyjazd w najgorszym możliwym terminie – czwartek. Na eskapadę zdecydowało się mimo wszystko 201 fanatyków, w tym 28 Banik Ostrava i 21 Górnik Zabrze, co było doskonałą liczbą. Nieprawdopodobne widowisko zafundowali nasi piłkarze którzy przegrywali w Szczecinie 3:1 do 85. minuty. Jednak GieKSa w przeciągu 5 minut strzeliła… 3 bramki i wygrała 4:3! Od tego wyjazdu zaczął obowiązywać zakaz jeżdżenia kobiet na wyjazdy, a wyjątek od tej grupy miał miejsce m.in. na ostatnim meczu w Zabrzu.

Rewanż był bezbarwny. W czerwcu 2011 roku graliśmy kolejny beznadziejny sezon, a Blaszok żegnał Wojciecha Stawowego białymi chusteczkami i taczką. Portowców, przez wyłączoną z użytku Trybunę Północną, zabrakło.

 

W sezonie 2011/2012 graliśmy ostatni raz w lidze ze sobą. Na Bukowej mecz nie miał żadnej historii. Przegraliśmy 0:2, a fanów gości ponownie zabrakło (przez brak sektora gości).

 

Wiosną 2012 roku w maju do Szczecina wybrało się 180 fanatyków GieKSy. Piłkarze przegrali 0:1 i skończył się kolejny beznadziejny sezon walki o nic. Portowcy natomiast po wieloletniej odbudowie zostali beniaminkiem Ekstraklasy, w której grają nieprzerwalnie do dziś.

Po 10 latach udało nam się znowu zagrać z Pogonią… ale rezerwami. W Pucharze Polski wylosowaliśmy Pogoń II Szczecin i mimo środowego terminu zainteresowanie wyjazdem do Szczecina było spore. Mecz graliśmy na bocznym boisku, a dzięki uprzejmości Portowców mogliśmy zawitać w 215 głów, w tym 3 ROW Rybnik i 2 Banik Ostrava.

Ostatni raz z Portowcami mierzyliśmy się 6 lat temu – ze Szczecina do Katowic przyjechało wówczas 118 fanów Pogonii.

W piątek widzimy się na Blaszoku. To jeden z trzech ostatnich spotkań GieKSy na Bukowej. Żyjmy chwilą!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Jest gaz w zespole

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu w Krakowie odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trenerzy obu drużyn – Rafał Górak oraz Tomasz Tułacz.

Rafał Górak: Cokolwiek by się nie mówiło, to wiadomo, że to zwycięstwo było na tyle przekonujące, że co bym nie powiedział, to mogłoby to zostać niebezpiecznie odebrane. Graliśmy bardzo dobrze. Zwycięstwo było wysokie i dało 3 punkty. Daje też wiele pewności siebie i cieszy to, że ta strategia, którą przyjęliśmy, daje nam trzy punkty. Jesteśmy zadowoleni. Jesteśmy przed drugą przerwą reprezentacyjną i będziemy mieli okazję, żeby ten czas dobrze wykorzystać i żeby ci zawodnicy, których dzisiaj ze względu na urazy nie było, a dochodzi przecież jeszcze Sebastian Bergier, byli dostępni na kolejny mecz. Gaz w zespole jest i dzisiaj niezmiernie cieszę się z jego postawy.

Ze względów zdrowotnych przerwa na pewno się przyda, ale ze względów sportowych, może przeszkodzić?
Przerwy są zawsze planowane i my wiemy wcześniej, że one są. Ale na tę chwilę jestem zadowolony, że będę miał czas, aby wszyscy zawodnicy byli zdrowi.

Czy oglądając spotkanie widział pan GieKSę z najlepszych czasów pierwszoligowych, z końcówki sezonu?
Rozgrywki pierwszoligowe są już historią. Trzeba patrzeć na to co przed nami. Dzisiaj bardzo dobrze, bardzo dojrzale.

Prowadziliście do przerwy 2:0. Czy uczulał pan piłkarzy, by zachowali koncentrację?
Zdecydowanie. To były trudne zawody. W przerwie było dużo mobilizacji, bo wiedzieliśmy, że 2:0 nic jeszcze nie znaczy.

 Jest wstępna diagnoza w sprawie Sebastiana Bergiera?
Wstępnie to być może zwykłe spięcie, ale okaże się po badaniach.

W drugiej połowie pojawił się Borja Galan. Wydawał się w pewnym momencie sfrustrowany, że nie mógł strzelić bramki. Czy taki moment w końcu nadejdzie?
Jestem o to bardzo spokojny. Rzeczywiście takiej bramki zabrakło. Jest to zawodnik o nietuzinkowych umiejętnościach, ale nawet jeśli mamy na tę bramkę jeszcze trochę poczekać, to ta bramka na pewno przyjdzie.

Czy był taki plan, by atakować po ziemi? Szczególnie obrona pola karnego była bardzo skuteczna.
My zawsze dobieramy zawodników, którzy pod polem karnym  mają czuć się swobodnie.  Spisywali się dziś dobrze i zagrożenia pod polem karnym Dawida nie było. Mur obronny Puszczy za to pękał. Trzeba stosować bardzo dużo manewrów, żeby przeciwnik nie mógł przygotować się na coś konkretnego.

***

Tomasz Tułacz: Wstyd, wstyd i jeszcze raz wstyd. Dzisiaj grały dwa zespoły. Ekstraklasowy GKS i zlepek ludzi, którzy nie wiem, po co wyszedł na boisko. Chciałbym przeprosić kibiców i zarząd za to, jak to dzisiaj wyglądało. W pierwszej połowie jeszcze jakoś to wyglądało. W drugiej widoczna nasza ofiarność. Wystarczy porównać ofiarność GKS-u w polu karnym w walce o piłkę a naszą. Jak to będzie dalej tak wyglądało, to trzeba będzie się pakować do innej ligi. Wyciągać konsekwencję zawsze kojarzy się z cięciem głów. Dziś dobrze i solidnie grający GKS-u wykorzystał nasze słabości. Na pewno nie przejdziemy do następnych dni pracy bez tego co powiedziałem. Pierwszy raz na poziomie centralnym w przygodzie trenerskiej przezywam taką porażkę. Można przegrać mecz, ale nie w taki sposób.

Pana diagnoza na gorąco? Pierwsza myśl?
Podjąłem takie decyzje personalne. Miało to wpływ na to, jak mentalnie zespół wyglądał. Nie zostawimy tego tak. Jestem człowiekiem, który może stanąć w prawdzie i będę umiał się zachować.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Bartosz Nowak: Arek dał mi karnego

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokim zwycięstwie z Puszczą Niepołomice przeprowadziliśmy rozmowę z Bartoszem Nowakiem, który zaliczył debiutanckie trafienie dla naszego klubu.

Czy spodziewaliście się tak łatwej wygranej?
Bartosz Nowak: To nie był łatwy mecz. Cieszymy się, że zwycięstwo było tak wysokie i okazałe i był to fajny mecz do oglądania i do grania. Była to po prostu nasza zasługa, że cały mecz byliśmy skoncentrowani i graliśmy na naszych warunkach, jakie założyliśmy sobie przed meczem. Na początku przecież nasza gra nie była taka otwarta i łatwa. Z Puszczą zawsze gra się ciężko i cieszymy się z takiego okazałego zwycięstwa. Dzisiaj wszyscy są w świetnych humorach, tym bardziej że teraz jest trochę przerwy.

Czy teraz worek z bramkami, po twoim pierwszym trafieniu dla GieKSy, się rozwiąże?
Mam taką nadzieję. Ja co tydzień chcę strzelać, co tydzień chcę wygrywać. Nie zawsze się jednak strzela i nie zawsze się wygrywa. Tak jak mówię – cieszę się z dzisiejszego zwycięstwa. Arek to jest prawdziwy kapitan – dał mi karnego, aby każdy dzisiaj dołożył swoją cegiełkę.

W ostatniej sytuacji meczowej, kiedy wychodziłeś sam na sam, to zabrakło wykończenia?
To nie chodzi o wykończenie, tylko o decyzyjność. Za dużo myśli w głowie. Jak się czujesz tak pewnie, to już czasem jest za pewnie i za dużo myśli masz, żeby coś zrobić. Na pewno więcej sytuacji jeszcze mieliśmy, ale wszystkiego nie strzelisz, a na pewno cieszymy się, że stwarzamy te sytuacje i tych sytuacji dzisiaj było mnóstwo. I co ważne, że rywal miał mało sytuacji, a jak jakąś stworzył, to Wasyl wybronił, czy Kudłi wybronił i ogólnie nasi stoperzy dzisiaj byli w formie. Każdy może być szczęśliwy czy zawodnicy z ławki, czy grający, czy trenerzy, czy kibice, myślę, że fajnie tak zacząć weekend, fajnie zacząć tak wolne.

Jak się grało pierwszy raz w tym sezonie bez wsparcia kibiców?
No tak ostatnio graliśmy przy głośniejszym dopingu nasze mecze. Bo wiadomo, na Bukowej zawsze jest komplet i jest bardzo głośno i fajna atmosfera. Także te mecze wyjazdowe ostatnio były bardzo fajne, ale tutaj wiedzieliśmy, że jest specyficzny klimat. Puszcza ma swoich kibiców, ma ludzi, którzy ja wspierają, ale doping nie jest tak głośny, jak na większych stadionach. Wiedzieliśmy, gdzie i po co przyjeżdżamy.

Jak oceniasz naszego kolejnego rywala w Pucharze Polski?
Cieszymy się, że przeszliśmy Termalikę i że jesteśmy w następnej rundzie. Teraz po prostu chcemy przejść do kolejnej. Śledziliśmy losowanie i wiedzieliśmy, że trafimy na Unię lub Motor. Unia, wyrzucając z Pucharu Polski Motor Lublin, pokazała, że to jest groźna drużyna. W tym sezonie tak samo, jak we wcześniejszych, jest kilka niespodzianek, więc trzeba być czujnym, bo to jest jeden mecz i musisz podejść do niego, jak do meczu ligowego z Mistrzem Świata.

Jak, po serii zwycięstw, podchodzisz do przerwy na reprezentację?
Seria nie seria – to jest trzecie spotkanie, ale cieszymy się, że wygraliśmy. Wiadomo, że chcielibyśmy grać, bo czujemy się mocni, ale mam nadzieję, że nic się nie zmieni za dwa tygodnie. Też mamy trochę urazów, trochę swoich jakichś tam mniejszych problemów tak, jak każda drużyna. Po prostu to jest ten czas, żeby trochę wylizać rany, trochę się zregenerować na kolejne cztery kolejki plus Puchar Polski i wejść znowu z tą samą siłą, tą samą energią i tak, jak teraz kończyliśmy, tak samo zacząć zmagania.

Wiadomo co z Sebastianem Bergierem?
Nie, nie wiadomo jeszcze nic, dopiero będzie jechał na prześwietlenie. Wiemy, że coś z barkiem, ale nie chcę nic mówić, dopóki nie przejdzie badań.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga