Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Tyły GieKSy zbyt dziurawe, Koszmar w obronie, GieKSa w strefie spadkowej, Kibice GKS Katowice zaczynają się martwić – alarmujące tytuły w mediach po przegranej z Arką

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu siódmej kolejki I ligi GKS Katowice – Arka Gdynia. GieKSa przegrała kolejny mecz, tym razem 2:4 (1:1).

 

sport.trojmiasto.pl – Arka wygrała, Marcus z rekordem

[…] Końcowy rezultat nie oddaje dramaturgii tego spotkania. Gospodarze dwukrotnie prowadzili, a jeszcze w końcówce Martin Dobrotka nie pozwolił im wyrównać, wybijając piłkę z linii bramkowej. Żółto-niebiescy doczekali się na happy end, gdyż po raz drugi w tym sezonie 2 trafienia zaliczył Olaf Kobacki, a Marcus ustanowił absolutny rekord w historii gdyńskiego klubu. Na koncie ma 63 gole.

 

sportdziennik.com – Tyły GieKSy zbyt dziurawe

GKS dwa razy prowadził, ale ostatecznie został rozstrzelany przez Arkę.

[…] Emocje, zwroty akcji, kolejne widowisko, a obrona GieKSy znów nieszczelna. Chciałoby się rzec, że przy Bukowej wszystko po staremu, ale nie można, skoro gospodarze nie dość, że nie poprawili się w defensywie, to na dodatek ponieśli pierwszą domową porażkę w roli beniaminka. To aż niesamowite, ale w czterech ostatnich meczach stracili aż 13 goli!

Choć dwukrotnie obejmowali prowadzenie i jeszcze w końcówce mogli mieć nadzieję na korzystny wynik, ostatecznie zeszli z murawy pokonani, a krótka rozmowa pod „Blaszokiem” zakończyła się dosadnym okrzykiem kibiców: „Do roboty!”. Żarty się kończą, bo katowiczanie usadowili się w okolicach strefy spadkowej, z 8 spotkań wygrali ledwie 1, no i mają zdecydowanie najgorszą defensywę w I lidze, ze średnią traconych goli przewyższającą dwa na mecz.

[…] Trener Rafał Górak wystawił tę samą czwórkę obrońców, co tydzień temu w Łodzi (wracający do zdrowia kapitan Arkadiusz Jędrych zasiadł wśród rezerwowych), ale zaczęła inaczej, ostrożniej. Od pierwszej minuty oddała rywalom inicjatywę, nie atakowała wysokim pressingiem, była cierpliwa i wyczekiwała swoich szans.

Długo wydawało się, że to może przynieść efekt. Z optycznej przewagi Arki nic nie wynikało, a to GKS strzelił na 1:0, gdy Rafał Figiel wykończył dogranie Zbigniewa Wojciechowskiego. Po objęciu prowadzenia katowiczanie – i Figiel – mogli pójść za ciosem, ale uderzenie pomocnika z rzutu wolnego obiło poprzeczkę. Brakło centymetrów…

Arka szybko wyrównała, po przerwie GKS je odzyskał, bo dobrą zmianę dał Patryk Szwedzik. Trafił głową po centrze Adriana Błąda, mógł strzelić dwa kolejne gole, ale do siatki drogę znajdywali już tylko goście, choć przy stanie 2:2 wydawało się, że to gospodarze są bliżsi zadania tego decydującego ciosu. Nie uczynili tego jednak i przed poniedziałkowym meczem w Polkowicach na pewno będą mieli nad czym myśleć.

 

sportslaski.pl – Defensywa wciąż dziurawa. Wysoka porażka GKS-u w Katowicach

Piłkarze GKS-u Katowice zanotowali już drugi mecz w tym sezonie, w którym stracili oni aż cztery gole. W czwartkowy wieczór ponownie dała o sobie znać słabo dysponowana defensywa zespołu beniaminka, a po porażce 2:4 przeciwko Arce Gdynia, zespół ma na koncie aż 18 straconych bramek oraz zajmuje miejsce w strefie spadkowej.

Choć do pewnego momentu katowiczanie grali z Arką jak równy z równym, na przestrzeni całego spotkania gdynianie byli zwyczajnie lepsi, przez większość czasu kontrolując tempo gry i zasłużenie pokonując katowiczan.

[…] Po około dziesięciu minutach zawodników zaskoczyła nagła ulewa. Do ekstremalnych warunków, jakie zapanowały nad murawą w Katowicach, o wiele lepiej przystosowali się gospodarze. Do tej pory spychani do głębokiej defensywy gracze GKS-u wykorzystali moment, w którym zespół przyjezdny ewidentnie oddał kontrolę nad meczem. Piłkarze z Katowic wyprowadzali akcję za akcją, aż w końcu jedna z nich przyniosła zamierzony efekt. Świetnie spisał się Wojciechowski, który zgarnął piłkę na przedpolu, a później asystował przy fantastycznym trafieniu z pierwszej piłki autorstwa Rafała Figla. Pomocnikowi GKS-u do drugiego trafienia brakowało niewiele – po uderzeniu z rzutu wolnego z okolic siedemnastego metra piłka tylko otarła się o poprzeczkę.

Nie miał jednak szczęścia wspomniany wcześniej Wojciechowski. Kilka minut później poślizgnął się, umożliwiając Mateuszowi Żebrowskiemu rozpędzenie się lewą stroną boiska. Napastnik Arki wpadł w pole karne i zagrał dokładną piłkę do Macieja Rosołka, który skiksował. Jego błąd skutecznie naprawił jednak Olaf Kobacki, dzięki czemu 20-letni napastnik wyrównał wynik starcia.

Od momentu, w którym intensywny deszcz ustał, piłkarze z Katowic jeden po drugim co chwila padali na murawie. Wyglądało na to, że ich buty nie były dostosowane do panujących warunków.

[…] Druga część gry znów rozpoczęła się od intensywnych opadów deszczu, a także kłopotów gospodarzy. Goście korzystali z miejsca w polu karnym rywali, jakie zostawiali piłkarze GKS-u. Katowiczanom nie trzeba było wiele – szukali oni bezpośrednich środków, takich jak kontrataki i dośrodkowania. Jedną z kontr świetnie rozprowadził Arkadiusz Woźniak, który założył „siatkę” przeciwnikowi, za co otrzymał ogromne owacje. Kilka chwil później wybitą piłkę zebrał Adrian Błąd, który obrócił się z rywalem na plecach i idealnie dograł do Patryka Szwedzika, któremu nie pozostało nic innego, jak tylko skierować piłkę do bramki uderzeniem głową. Zawodnik ten zmienił w przerwie Filipa Szymczaka, który – poza wywalczeniem rzutu wolnego – był nieszczególnie widoczny.

Co istotne, katowiczanie w całym meczu oddali tylko 2 celne uderzenia, po których zdobyli obie bramki. Fakt ten najwidoczniej rozzłościł piłkarzy Arki, którzy przyjechali do Katowic zgarnąć kolejne punkty. Po siódmym rzucie rożnym na korzyść gdynian (w tym czasie GKS nie wywalczył jeszcze żadnego) i uderzeniu z szesnastego metra dość poważnie zakotłowało się przed bramką Kudły. Do bezpańskiej piłki dopadł Michał Marcjanik, a wbicie do bramki piłki stojącej kilka metrów przed nią nie było dla tego zawodnika żadnym wyzwaniem.

Około dwudziestu minut gry przy stanie remisowym to było wszystko, na co stać było piłkarzy z Katowic. Gdynianie coraz bardziej zamykali GKS we własnym polu karnym, momentami nie mieli jednak pomysłu na finalizację akcji. W końcu końcowe podanie otrzymał Olaf Kobacki. 20-latek ustrzelił dublet w tym spotkaniu.

[…] Niewiele brakowało, a katowiczanie wróciliby do tego meczu szybciej, niż ktokolwiek mógł się spodziewać. Prostopadłe dogranie Błąda starał się przecinać Szwedzik, a interweniujący wślizgiem Valcarce omal nie pokonał własnego bramkarza, jednak piłkę z linii bramkowej wybił Martin Dobrotka. Świetna interwencja defensora popchnęła gości do ataku. Hubert Adamczyk otrzymał mnóstwo wolnej przestrzeni w polu karnym GKS-u, dograł piłkę zewnętrzną częścią stopy do wbiegającego Viniciusa, a Brazylijczyk, zdobywając bramkę w doliczonym czasie gry, tylko dobił drużynę z Katowic. Po tym trafieniu kibice zaczęli już opuszczać stadion.

 

dziennikbaltycki.pl – Zwycięstwo Arki Gdynia w Katowicach. Marcus da Silva z rekordem!

[…] Dzisiejszy mecz był historyczny dla Marcusa da Silvy, który dzięki trafieniu w doliczonym czasie gry wysunął się samodzielnie na czoło w klasyfikacji najskuteczniejszych strzelców w żółto-niebieskich barwach. Dobre wspomnienia z pojedynku z GKS-em Katowice będzie miał także Olaf Kobacki. Młodzieżowiec Arki Gdynia zaliczył już drugi dublet w żółto-niebieskich barwach.

[…] Arka Gdynia posiadała przewagę, jednak niespodziewanie już sześć minut później dała się zaskoczyć gospodarzom. Po dośrodkowaniu w pole karne Daniana Pavlasa celnie przymierzył Rafał Figiel.

[…] Po przerwie piłkarze Arki Gdynia kontynuowali ataki, jednak Mateusz Żebrowski spudłował w dogodnej sytuacji. Tymczasem gospodarze popisali się skuteczną akcją w 53 minucie spotkania. Adrian Błąd, były zawodnik Arki Gdynia, dośrodkował w pole karne, a do siatki trafił głową Patryk Szwedzik.

Arce Gdynia zajęło dziesięć minut, aby wyrównać stan meczu. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, w zamieszaniu w polu karnym piłkę z bliska wpakował do siatki Michał Marcjanik.

Żółto-niebiescy starali się do końca meczu o wywalczenie zwycięstwa, a ich wysiłki wynagrodzone zostały w 85 minucie spotkania.

 

infokatowice.pl – Koszmar w obronie. GieKSa znowu bez punktów

[…] Mający od początku sezonu duże problemy z obroną katowiczanie przez całą pierwszą połowę grali mocno cofnięci. Od samego początku przewaga na boisku należała do Arki, która raz za razem przedzierała się skrzydłami i stwarzała duże zagrożenie pod bramką Kudły. GieKSa swoją pierwszą akcję przeprowadziła w 28 min. i od razu objęła prowadzenie po strzale Figla., który wykorzystał bardzo dobre podanie od Wojciechowskiego.

[…] Trener Rafał Górak w przerwie dokonał jednej zmiany. Za Szymczaka na murawie pojawił się Szwedzik i właśnie ten zawodnik w 53 min. po raz kolejny wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Tym razem Arka na odpowiedź potrzebowała 10 min., a katowickiego golkipera po dużym zamieszaniu w polu karnym pokonał Adamczyk. Od tego momentu GieKSa zaatakowała śmielej i stworzyła kilka ciekawych okazji. Najbliżej pokonania Krzepisza był w 84 min. Błąd, ale źle trafił w piłkę i strzelił obok bramki. Końcówka spotkania należała jednak do Arki, która strzeliła dwie kolejne bramki i tym samym pokonała GieKSę 4:2. Katowiczanie w ostatnich trzech spotkaniach stracili 11 bramek. Z taką obroną mogą mieć duże problemy z utrzymaniem się w pierwszej lidze.

 

dziennikzachodni.pl – GieKSa w strefie spadkowej

Piłkarze GKS Katowice dzielnie walczyli z Arką Gdynia, dwukrotnie obejmowali prowadzenie, ale ostatecznie zeszli z boiska pokonani. W efekcie klub z Bukowej znalazł się w strefie spadkowej.

[…] Gra GKS Katowice w zaległym meczu z Arką Gdynia była jak pogoda towarzysząca spotkaniu. Nagła ulewa i równie nagły jej koniec nie ułatwiały kopania piłki, ale wyższość gości nie podlegała dyskusji. I chociaż to zespół Rafała Góraka dwukrotnie obejmował prowadzenie to końcowy wynik (2:4) był sprawiedliwy.

Goście byli stroną dominującą i GKS przeżywał na własnej murawie sporo trudnych chwil. Obraz meczu na kilkanaście minut zmienił deszcz, który wybił z rytmu gdynian, co katowiczanie potrafili wykorzystać, gdy Rafał Figiel wykorzystał podanie Zbigniewa Wojciechowskiego. Chwilę później ten sam zawodnik mógł podwyższyć na 2:0, ale trafił w poprzeczkę. Arka skarciła tę akcję golem wyrównującym.

Po przerwie rywale znad morza znów przejęli inicjatywę i znów… stracili gola. Zmiennik Patryk Szwedzik głową sfinalizował dośrodkowanie Adriana Błąda. Frustracja Arki rosła i przełożyła się na kolejne okazje strzeleckie. GKS nie przetrzymał tego naporu tracąc trzy bramki, będące efektami fatalnych błędów w defensywie.

W ostatnich trzech meczach GKS zdobył zero punktów i stracił jedenaście goli. Ten bilans mówi sam za siebie.

 

Kibice GKS Katowice zaczynają się martwić

2.309 kibiców przyszło na mecz GKS Katowice z Arką Gdynia, co jest drugim wynikiem na Bukowej w obecnym sezonie. Fani przeżyli jednak trudne chwile nie tylko ze względu na ulewny deszcz. Ich ulubieńcy znów stracili cztery gole i obsunęli się do strefy spadkowej.

[…] Zespół gości zasłużenie wygrał 4:2, a fani ekipy Rafała Góraka zdecydowanie mają się czym martwić.

Katowiczanie obronę mają bowiem dziurawą jak sito. Po raz ostatni czyste konto strat zachowali 19 sierpnia, gdy zremisowali z Sandecją 0:0. Potem Zagłębie Sosnowiec strzeliło im dwa gole (GKS zdołał jednak odpowiedzieć trzema) i nastąpiła seria trzech wysokich porażek: 0:4 z Chrobrym w Głogowie, 1:3 z Widzewem w Łodzi i czwartkowe „zaległe” 2:4 z Arką.

W efekcie GKS po rozegraniu ośmiu spotkań znalazł się – po raz pierwszy w tym sezonie – w strefie spadkowej. W poniedziałek o 20.30 katowiczan czeka mecz z gatunku tych o „sześć punktów” z Górnikiem w Polkowicach.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Marsz ku marzeniom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.

Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.

Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.

Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.

GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.

Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.

Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.

I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.

GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.

Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.

Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.

No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.

Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.

I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.

Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.

Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.

Niepojęte. Twierdza od samego startu.

Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.

W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.

Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.

Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.

Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.

Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.

Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.

A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga