Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Tyły GieKSy zbyt dziurawe, Koszmar w obronie, GieKSa w strefie spadkowej, Kibice GKS Katowice zaczynają się martwić – alarmujące tytuły w mediach po przegranej z Arką

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu siódmej kolejki I ligi GKS Katowice – Arka Gdynia. GieKSa przegrała kolejny mecz, tym razem 2:4 (1:1).

 

sport.trojmiasto.pl – Arka wygrała, Marcus z rekordem

[…] Końcowy rezultat nie oddaje dramaturgii tego spotkania. Gospodarze dwukrotnie prowadzili, a jeszcze w końcówce Martin Dobrotka nie pozwolił im wyrównać, wybijając piłkę z linii bramkowej. Żółto-niebiescy doczekali się na happy end, gdyż po raz drugi w tym sezonie 2 trafienia zaliczył Olaf Kobacki, a Marcus ustanowił absolutny rekord w historii gdyńskiego klubu. Na koncie ma 63 gole.

 

sportdziennik.com – Tyły GieKSy zbyt dziurawe

GKS dwa razy prowadził, ale ostatecznie został rozstrzelany przez Arkę.

[…] Emocje, zwroty akcji, kolejne widowisko, a obrona GieKSy znów nieszczelna. Chciałoby się rzec, że przy Bukowej wszystko po staremu, ale nie można, skoro gospodarze nie dość, że nie poprawili się w defensywie, to na dodatek ponieśli pierwszą domową porażkę w roli beniaminka. To aż niesamowite, ale w czterech ostatnich meczach stracili aż 13 goli!

Choć dwukrotnie obejmowali prowadzenie i jeszcze w końcówce mogli mieć nadzieję na korzystny wynik, ostatecznie zeszli z murawy pokonani, a krótka rozmowa pod „Blaszokiem” zakończyła się dosadnym okrzykiem kibiców: „Do roboty!”. Żarty się kończą, bo katowiczanie usadowili się w okolicach strefy spadkowej, z 8 spotkań wygrali ledwie 1, no i mają zdecydowanie najgorszą defensywę w I lidze, ze średnią traconych goli przewyższającą dwa na mecz.

[…] Trener Rafał Górak wystawił tę samą czwórkę obrońców, co tydzień temu w Łodzi (wracający do zdrowia kapitan Arkadiusz Jędrych zasiadł wśród rezerwowych), ale zaczęła inaczej, ostrożniej. Od pierwszej minuty oddała rywalom inicjatywę, nie atakowała wysokim pressingiem, była cierpliwa i wyczekiwała swoich szans.

Długo wydawało się, że to może przynieść efekt. Z optycznej przewagi Arki nic nie wynikało, a to GKS strzelił na 1:0, gdy Rafał Figiel wykończył dogranie Zbigniewa Wojciechowskiego. Po objęciu prowadzenia katowiczanie – i Figiel – mogli pójść za ciosem, ale uderzenie pomocnika z rzutu wolnego obiło poprzeczkę. Brakło centymetrów…

Arka szybko wyrównała, po przerwie GKS je odzyskał, bo dobrą zmianę dał Patryk Szwedzik. Trafił głową po centrze Adriana Błąda, mógł strzelić dwa kolejne gole, ale do siatki drogę znajdywali już tylko goście, choć przy stanie 2:2 wydawało się, że to gospodarze są bliżsi zadania tego decydującego ciosu. Nie uczynili tego jednak i przed poniedziałkowym meczem w Polkowicach na pewno będą mieli nad czym myśleć.

 

sportslaski.pl – Defensywa wciąż dziurawa. Wysoka porażka GKS-u w Katowicach

Piłkarze GKS-u Katowice zanotowali już drugi mecz w tym sezonie, w którym stracili oni aż cztery gole. W czwartkowy wieczór ponownie dała o sobie znać słabo dysponowana defensywa zespołu beniaminka, a po porażce 2:4 przeciwko Arce Gdynia, zespół ma na koncie aż 18 straconych bramek oraz zajmuje miejsce w strefie spadkowej.

Choć do pewnego momentu katowiczanie grali z Arką jak równy z równym, na przestrzeni całego spotkania gdynianie byli zwyczajnie lepsi, przez większość czasu kontrolując tempo gry i zasłużenie pokonując katowiczan.

[…] Po około dziesięciu minutach zawodników zaskoczyła nagła ulewa. Do ekstremalnych warunków, jakie zapanowały nad murawą w Katowicach, o wiele lepiej przystosowali się gospodarze. Do tej pory spychani do głębokiej defensywy gracze GKS-u wykorzystali moment, w którym zespół przyjezdny ewidentnie oddał kontrolę nad meczem. Piłkarze z Katowic wyprowadzali akcję za akcją, aż w końcu jedna z nich przyniosła zamierzony efekt. Świetnie spisał się Wojciechowski, który zgarnął piłkę na przedpolu, a później asystował przy fantastycznym trafieniu z pierwszej piłki autorstwa Rafała Figla. Pomocnikowi GKS-u do drugiego trafienia brakowało niewiele – po uderzeniu z rzutu wolnego z okolic siedemnastego metra piłka tylko otarła się o poprzeczkę.

Nie miał jednak szczęścia wspomniany wcześniej Wojciechowski. Kilka minut później poślizgnął się, umożliwiając Mateuszowi Żebrowskiemu rozpędzenie się lewą stroną boiska. Napastnik Arki wpadł w pole karne i zagrał dokładną piłkę do Macieja Rosołka, który skiksował. Jego błąd skutecznie naprawił jednak Olaf Kobacki, dzięki czemu 20-letni napastnik wyrównał wynik starcia.

Od momentu, w którym intensywny deszcz ustał, piłkarze z Katowic jeden po drugim co chwila padali na murawie. Wyglądało na to, że ich buty nie były dostosowane do panujących warunków.

[…] Druga część gry znów rozpoczęła się od intensywnych opadów deszczu, a także kłopotów gospodarzy. Goście korzystali z miejsca w polu karnym rywali, jakie zostawiali piłkarze GKS-u. Katowiczanom nie trzeba było wiele – szukali oni bezpośrednich środków, takich jak kontrataki i dośrodkowania. Jedną z kontr świetnie rozprowadził Arkadiusz Woźniak, który założył „siatkę” przeciwnikowi, za co otrzymał ogromne owacje. Kilka chwil później wybitą piłkę zebrał Adrian Błąd, który obrócił się z rywalem na plecach i idealnie dograł do Patryka Szwedzika, któremu nie pozostało nic innego, jak tylko skierować piłkę do bramki uderzeniem głową. Zawodnik ten zmienił w przerwie Filipa Szymczaka, który – poza wywalczeniem rzutu wolnego – był nieszczególnie widoczny.

Co istotne, katowiczanie w całym meczu oddali tylko 2 celne uderzenia, po których zdobyli obie bramki. Fakt ten najwidoczniej rozzłościł piłkarzy Arki, którzy przyjechali do Katowic zgarnąć kolejne punkty. Po siódmym rzucie rożnym na korzyść gdynian (w tym czasie GKS nie wywalczył jeszcze żadnego) i uderzeniu z szesnastego metra dość poważnie zakotłowało się przed bramką Kudły. Do bezpańskiej piłki dopadł Michał Marcjanik, a wbicie do bramki piłki stojącej kilka metrów przed nią nie było dla tego zawodnika żadnym wyzwaniem.

Około dwudziestu minut gry przy stanie remisowym to było wszystko, na co stać było piłkarzy z Katowic. Gdynianie coraz bardziej zamykali GKS we własnym polu karnym, momentami nie mieli jednak pomysłu na finalizację akcji. W końcu końcowe podanie otrzymał Olaf Kobacki. 20-latek ustrzelił dublet w tym spotkaniu.

[…] Niewiele brakowało, a katowiczanie wróciliby do tego meczu szybciej, niż ktokolwiek mógł się spodziewać. Prostopadłe dogranie Błąda starał się przecinać Szwedzik, a interweniujący wślizgiem Valcarce omal nie pokonał własnego bramkarza, jednak piłkę z linii bramkowej wybił Martin Dobrotka. Świetna interwencja defensora popchnęła gości do ataku. Hubert Adamczyk otrzymał mnóstwo wolnej przestrzeni w polu karnym GKS-u, dograł piłkę zewnętrzną częścią stopy do wbiegającego Viniciusa, a Brazylijczyk, zdobywając bramkę w doliczonym czasie gry, tylko dobił drużynę z Katowic. Po tym trafieniu kibice zaczęli już opuszczać stadion.

 

dziennikbaltycki.pl – Zwycięstwo Arki Gdynia w Katowicach. Marcus da Silva z rekordem!

[…] Dzisiejszy mecz był historyczny dla Marcusa da Silvy, który dzięki trafieniu w doliczonym czasie gry wysunął się samodzielnie na czoło w klasyfikacji najskuteczniejszych strzelców w żółto-niebieskich barwach. Dobre wspomnienia z pojedynku z GKS-em Katowice będzie miał także Olaf Kobacki. Młodzieżowiec Arki Gdynia zaliczył już drugi dublet w żółto-niebieskich barwach.

[…] Arka Gdynia posiadała przewagę, jednak niespodziewanie już sześć minut później dała się zaskoczyć gospodarzom. Po dośrodkowaniu w pole karne Daniana Pavlasa celnie przymierzył Rafał Figiel.

[…] Po przerwie piłkarze Arki Gdynia kontynuowali ataki, jednak Mateusz Żebrowski spudłował w dogodnej sytuacji. Tymczasem gospodarze popisali się skuteczną akcją w 53 minucie spotkania. Adrian Błąd, były zawodnik Arki Gdynia, dośrodkował w pole karne, a do siatki trafił głową Patryk Szwedzik.

Arce Gdynia zajęło dziesięć minut, aby wyrównać stan meczu. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, w zamieszaniu w polu karnym piłkę z bliska wpakował do siatki Michał Marcjanik.

Żółto-niebiescy starali się do końca meczu o wywalczenie zwycięstwa, a ich wysiłki wynagrodzone zostały w 85 minucie spotkania.

 

infokatowice.pl – Koszmar w obronie. GieKSa znowu bez punktów

[…] Mający od początku sezonu duże problemy z obroną katowiczanie przez całą pierwszą połowę grali mocno cofnięci. Od samego początku przewaga na boisku należała do Arki, która raz za razem przedzierała się skrzydłami i stwarzała duże zagrożenie pod bramką Kudły. GieKSa swoją pierwszą akcję przeprowadziła w 28 min. i od razu objęła prowadzenie po strzale Figla., który wykorzystał bardzo dobre podanie od Wojciechowskiego.

[…] Trener Rafał Górak w przerwie dokonał jednej zmiany. Za Szymczaka na murawie pojawił się Szwedzik i właśnie ten zawodnik w 53 min. po raz kolejny wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Tym razem Arka na odpowiedź potrzebowała 10 min., a katowickiego golkipera po dużym zamieszaniu w polu karnym pokonał Adamczyk. Od tego momentu GieKSa zaatakowała śmielej i stworzyła kilka ciekawych okazji. Najbliżej pokonania Krzepisza był w 84 min. Błąd, ale źle trafił w piłkę i strzelił obok bramki. Końcówka spotkania należała jednak do Arki, która strzeliła dwie kolejne bramki i tym samym pokonała GieKSę 4:2. Katowiczanie w ostatnich trzech spotkaniach stracili 11 bramek. Z taką obroną mogą mieć duże problemy z utrzymaniem się w pierwszej lidze.

 

dziennikzachodni.pl – GieKSa w strefie spadkowej

Piłkarze GKS Katowice dzielnie walczyli z Arką Gdynia, dwukrotnie obejmowali prowadzenie, ale ostatecznie zeszli z boiska pokonani. W efekcie klub z Bukowej znalazł się w strefie spadkowej.

[…] Gra GKS Katowice w zaległym meczu z Arką Gdynia była jak pogoda towarzysząca spotkaniu. Nagła ulewa i równie nagły jej koniec nie ułatwiały kopania piłki, ale wyższość gości nie podlegała dyskusji. I chociaż to zespół Rafała Góraka dwukrotnie obejmował prowadzenie to końcowy wynik (2:4) był sprawiedliwy.

Goście byli stroną dominującą i GKS przeżywał na własnej murawie sporo trudnych chwil. Obraz meczu na kilkanaście minut zmienił deszcz, który wybił z rytmu gdynian, co katowiczanie potrafili wykorzystać, gdy Rafał Figiel wykorzystał podanie Zbigniewa Wojciechowskiego. Chwilę później ten sam zawodnik mógł podwyższyć na 2:0, ale trafił w poprzeczkę. Arka skarciła tę akcję golem wyrównującym.

Po przerwie rywale znad morza znów przejęli inicjatywę i znów… stracili gola. Zmiennik Patryk Szwedzik głową sfinalizował dośrodkowanie Adriana Błąda. Frustracja Arki rosła i przełożyła się na kolejne okazje strzeleckie. GKS nie przetrzymał tego naporu tracąc trzy bramki, będące efektami fatalnych błędów w defensywie.

W ostatnich trzech meczach GKS zdobył zero punktów i stracił jedenaście goli. Ten bilans mówi sam za siebie.

 

Kibice GKS Katowice zaczynają się martwić

2.309 kibiców przyszło na mecz GKS Katowice z Arką Gdynia, co jest drugim wynikiem na Bukowej w obecnym sezonie. Fani przeżyli jednak trudne chwile nie tylko ze względu na ulewny deszcz. Ich ulubieńcy znów stracili cztery gole i obsunęli się do strefy spadkowej.

[…] Zespół gości zasłużenie wygrał 4:2, a fani ekipy Rafała Góraka zdecydowanie mają się czym martwić.

Katowiczanie obronę mają bowiem dziurawą jak sito. Po raz ostatni czyste konto strat zachowali 19 sierpnia, gdy zremisowali z Sandecją 0:0. Potem Zagłębie Sosnowiec strzeliło im dwa gole (GKS zdołał jednak odpowiedzieć trzema) i nastąpiła seria trzech wysokich porażek: 0:4 z Chrobrym w Głogowie, 1:3 z Widzewem w Łodzi i czwartkowe „zaległe” 2:4 z Arką.

W efekcie GKS po rozegraniu ośmiu spotkań znalazł się – po raz pierwszy w tym sezonie – w strefie spadkowej. W poniedziałek o 20.30 katowiczan czeka mecz z gatunku tych o „sześć punktów” z Górnikiem w Polkowicach.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga