Dołącz do nas

Piłka nożna

Warszawski gwiazdozbiór

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Chyba wszyscy, którzy interesują się ekstraklasą znają tych zawodników. Legia jako eksportowa drużyna, rozegrała (podobnie jak Jagiellonia) dodatkową „rundę” w tym sezonie, grając w Lidze Konferencji, a Wojskowi jeszcze przeszli kilka szczebli Pucharu Polski. Poniżej ciekawostki dotyczące karier zawodników, których jutro zobaczymy na Nowej Bukowej. Nie opisaliśmy Bartosza Kapustki, gdyż ten zawodnik na pewno nie zagra, a założeniem tego cyklu jest przedstawienie piłkarzy, których na własne oczy będziemy mogli oglądać.

Kacper Tobiasz (85E, 0 goli) w Legii jest od sezonu 2018/19. W pierwszych latach jednak grywał w pierwszym zespole sporadycznie, raz był nawet wypożyczony do Stomilu Olsztyn, w barwach którego rozegrał nawet mecz przeciw GKS – przegrany przez Stomil u siebie 0:1. W poprzednich dwóch sezonach był podstawowym bramkarzem wojskowych, jednak w tym przez wiele kolejek musiał musiał ustąpić miejsca, czy to Gabrielowi Kobylakowi czy Vladanowi Kovacevićowi.

Właśnie Vladan Kovacević (89E, 0 goli) spektakularnie wrócił do polskiej ligi i spektakularnie… zawalał bramki. Bośniak zanim trafił do Polski, dwukrotnie był mistrzem i zdobywcą Pucharu Bośni i Hercegowiny. Furory w pucharach jego zespół nie zrobił, odpadając w przedbiegach, m.in. dwukrotnie z Celtikiem. W Rakowie bramkarz zdobył Mistrzostwo Polski. Grał też w kampaniach Rakowa w pucharach, m.in. w szalonym dwumeczu z Rubinem Kazań, gdzie zatrzymał samego Kwiczę Kwaratskelię. W poprzednim sezonie grał w Lidze Europy przeciw Atalancie czy Sportingowi. Portugalczykom bramkarz się spodobał, więc ściągnęli go do siebie, ale tam Vladan odgrywał marginalną rolę, rozgrywając zaledwie sześć meczów ligowych, ale zwycięstwo z FC Porto na koncie ma.

Gabriel Kobylak (53E, 1 gol) w tym sezonie zagrał w czterech meczach Ligi Konferencji: z Dinamem Mińsk, Omonią Nikozja, Lugano i Djurgardens. Wcześniej piłkarz grał w Puszczy (także przeciw GKS) oraz Radomiaku, gdzie zasłynął strzeleniem gola a la bramkarz Kolumbii w meczu… z Puszczą na stadionie Cracovii.

Artur Jędrzejczyk (306E, 9 goli) ostatnio rozegrał – na Stamford Bridge – 400. mecz w barwach Legii Warszawa i jest legendą klubu z Łazienkowskiej oraz najbardziej utytułowanym piłkarzem w historii klubu. Zanim na dobre jednak pojawił się w składzie Legii (bo wcześniej miał epizod) mogliśmy oglądać tego zawodnika przeciw GieKSie w barwach GKS Jastrzębie i Dolcanu Ząbki. W Legii zdobył sześć tytułów Mistrza Polski i sześć Pucharów Polski. W pucharach grał przeciw takim zespołom jak PSV, Sporting, Rangers, Dinamo Zagrzeb, Leicester, Napoli, Aston Villa, Betis czy Chelsea. Ale to nie wszystko, bo w barwach Krasnodaru, dla którego rozegrał niemal setkę meczów, mierzył się z Lille, Evertonem, Wolfsburgiem, BVB, Niceą czy Schalke 04. W reprezentacji Polski debiutował w 2010 roku przeciw Ekwadorowi i rozegrał 41 meczów, strzelając 3 bramki. Był podstawowym piłkarzem kadry Adama Nawałki na Euro 2016 rozgrywając komplet minut w ekipie, która doszła co ćwierćfinału. Na Mundialu 2018 w Rosji rozegrał tylko trzeci mecz grupowy – z Japonią, a na ostatnich MŚ w Katarze – 18 minut w spotkaniu z Argentyną.

Steve Kapuadi (90E, 5 goli) nie miał okazji poważnej piłce wystąpić w swoim rodzinnym kraju we Francji. Także w Belgii nie występował w pierwszych składach swoich klubów. Dopiero w Trencinie zaczął grać w dorosłej piłce, a potem trafił do Wisły Płock, gdzie spędził sezon. Od dwóch sezonów w Legii Warszawa.

Radovan Pankov (58E, 4 gole) to formalnie Mistrz Świata U-20 w 2015 roku, choć na turnieju nie zagrał ani minuty. Zawodnik jest 4-krotnym Mistrzem Serbii i 3-krotnym zdobywcą krajowego pucharu, sukcesy te odnosząc w Crvenie Zveździe Belgrad. Grał w dwóch finałach tych rozgrywek przeciw Partizanowi. Na belgradzkiej Marakanie zagrał nawet jeden mecz w Lidze Mistrzów, ale jego zespół sromotnie przegrał z Bayernem 0:6, a Serb mógł przyglądać się czterem trafieniom Roberta Lewandowskiego. W Lidze Europy grał m.in. przeciw Sampdorii, Hoffenheim, AC Milan czy Sproting Bradze. Grał też krótko w Uralu Jekaterynburg i AEK Larnaka, z którą formalnie zdobył Puchar Cypru.

Ruben Vinagre (45E, 1 gol) to Mistrz Europu U-17 i U-19 z Portugalią. Zawodnik do seniorskiej piłki startował w Wolverhampton, gdzie rozegrał 37 meczów w Premiership i potrafił wygrać z Manchesterem United, Chelsea czy dwukrotnie z Manchesterem City, a w FA Cup eliminował Liverpool mając na koncie asystę. Z Familicao i Sportingu grał w La Liga Portugal. Zaliczył też kilkanaście meczów w Serie A w barwach Hellas Verona. W Lidze Mistrzów rozegrał po dwa mecze w barwach Olympiakosu (przeciw OM i Porto) oraz Sporitngu (przeciw Ajaxowi i Besiktasowi).

Warto zwrócić uwagę na Jana Ziółkowskiego (26E, 1 gol), wychowanka Wichru Kobyłka. Potem był w juniorach warszawskiej Polonii, w zeszłym sezonie zagrał w Legii symbolicznie, a ostatnio szturmem wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie. Jeśli Jan utrzyma swoją dyspozycję i sodówka mu do głowy nie uderzy – będzie reprezentantem Polski.

W Uralu co ciekawe grał też przez trzy sezony Rafał Augustyniak (129E, 15 goli). Dla rosyjskiego klubu rozegrał 87 spotkań i strzelił 9 goli, m.in. Spartakowi Moskwa. Pondato sporo zmieniał kubów. Grał w Pogoni Siedlce, Widzewie, Jagiellonii, Wigrach czy Miedzi. W barwach łodzian strzelił na Bukowej bramkę w pierwszej kolejce sezonu 2014/15, ale to GieKSa za sprawą Grzegorza Goncerza i gola w doliczonym czasie z karnego wygrała tamten mecz. Pomocnik ma na koncie Puchar Polski z Legią. Zaliczył też jeden mecz w reprezentacji Polski – i to nie byle jaki, bo na Wembley z Anglią w 2021 roku.

Wahan Biczachczjan (104E, 15 goli) w tym sezonie przeszedł z Pogoni do Legii, ale w barwach Portowców zdążył poznać smak porażki na Bukowej. To 42-krotny reprezentant Armenii i strzelec 5 bramek dla swojej kadry, mając na koncie trafienia m.in przeciw Szwecji, Czarnogórze czy Szkocji. Jest zdobywcą Pucharu Armenii z Szirakiem Gjumri, strzelając gola w finale z Pjunikiem Erewań. Ponadto rozegrał 84 spotkania w słowackiej Żilinie. Również ma na koncie sporo występów w kwalifikacjach do europejskich pucharów.

Kacper Chodyna (162E, 25 goli) swoją dobrą postawą przez kilka sezonów w Zagłębiu Lubin wypracował sobie transfer do Legii. Wychowanek Iny Inśko występował też wcześniej w rezerwach Lecha i w Bytovii Bytów.

Claude Goncalves (26E, 0 goli) do Legii przybył z Łudogorca, z którym trzy razy zdobył Mistrzostwo Bułgarii oraz raz krajowy puchar. W barwach bułgarskiego klubu grał w pucharach m.in. przeciw Ajaxowi czy Betisowi. W Gil Vicente i Tondeli rozegrał ponad sto meczów w portugalskiej ekstraklasie. W barwach Ajaccio grał w Ligue 1, a zarówno w korsykańskim klubie, jak i Troyes – w Ligue 2.

Juergen Elitim (43E, 1 gol) to Kolumbijczyk z hiszpańskim paszportem. Grał w niższych ligach Hiszpanii – z Marbellą, Racingiem Santander, Ponferradią i Deportivo La Coruna w drugiej i trzeciej lidze.

Paweł Wszołek (228E, 39 goli) w ekstraklasie zaczynał dawno temu w Polonii Warszawa, gdzie rozegrał 4 sezony. Potem wyjechał za granicę, gdzie występował w Sampdorii, Hellas Verona i Queens Park Rangers. Jedyną bramkę w Serie A strzelił przeciw Napoli, a zaliczył w lidze pół setki występów, ale za to w meczu z Interem w Pucharze Włoch dostał czerwoną kartkę. W Championship było już ich ponad sto i tu już trafiał przeciw Wolves, Ipswich, Leeds, Fulham czy Aston Villi. Z Legią dwukrotny Mistrz Polski. W reprezentacji 14 meczów i 2 gole.

Patryk Kun (180E, 7 goli) trochę klubów zwiedził. Wywalczył historyczny awans z Rowojem Katowice na zaplecze ekstraklasy. Ponadto grał w Stomilu, Arce czy Rakowie, dla którego w meczu z GKS w pierwszej lidze zdobył bramkę. W Rakowie był podstawowym zawodnikiem drużyny, która dwukrotnie sięgnęła po Puchar Polski i zdobyła Mistrzostwo Polski. Również eliminował popularnego Kvaradonę, który wówczas występował w Rubinie Kazań.

Dla Luquinhasa (117E, 16 goli) to już drugi pobyt w Legii. Zawodnik jest wypożyczony z Fortalezy. W pierwszym pobycie dwukrotnie zdobył z Wojskowymi tytuł Mistrza Polski. Z Legii przeszedł do New York Red Bulls, a w MLS rozegrał 56 meczów i strzelił 8 goli. W meczu z Toronto potrafił ustrzelić dublet, z Colorado zaliczyć trzy asysty. W zespole grał z dobrze nam znanym z pierwszoligowych boisk (Wigry) Patrykiem Klimalą. W Desportivo Aves grał w ekstraklasie Potrugalii.

Ryoya Morishita (57E, 9 goli) to zdobywca Pucharu Ligi Japońskiej z Nagoya Grampus Eight. W J-Leauge rozegrał 120 meczów i strzelił 8 bramek. W azjatyckiej Lidze Mistrzów wystąpił 7 razy. Grał w klubie z Jakubem Świerczokiem. Rozegrał też dwa mecze w reprezentacji Japonii, towarzyskie z Salwadorem i Tajlandią.

Maxi Oyedele (16E, 0 goli) startuje do wielkiej piłki, ale swoje pierwsze kroki stawiał w Anglii. Występował w młodzieżowych drużynach Manchesteru United. Zadebiutował już w reprezentacji Polski – grał przeciw Portugalii i Chorwacji w ostatniej Lidze Narodów.

Marc Gual (113E, 37 goli) zagrał trzy razy w hiszpańskiej młodzieżówce, ale to było dawno. Zanim przyszedł do Polski występował w drugiej lidze hiszpańskiej, gdzie rozegrał 145 meczów i strzelił 31 goli w barwach Sevilli Atletico, Espanyolu B czy Realu Madryt Castilla. Potrafił ustrzelić hat-tricka przeciw Realowi Valladolid i Cordobie czy dublet przeciw Elche i Getafe. Trafiał także do siatki takich ekip jak Mallorca, Real Saragossa, Barcelona B czy Deportivo. W Pucharze Króla grał przeciw Villareal. W Jagiellonii z 15 golami został królem strzelców.

Tomas Pekhart (129E, 49 goli) to m.in. wicemistrz świata u-20 w 2007 roku, grał przez kilka minut w finale z Argentyną – wówczas . W dorosłej reprezentacji rozegrał 26 meczów i strzelił 2 gole. Grał w grupie na Euro 2012 przeciw Grecji i Polsce, a taże w 1/4 finału z Portugalią. Na Euro 2020 zagrał 15 minut przeciw Anglii. OStatnie mecze w kadrze rozegrał w listopadzie 2022. Piłkarz zwiedził sporo klubów. W Bundeslidze w barwach Norynbergi i Ingolstad rozegrał 89 meczów i strzelił 14 goli, m.in. Borusii Dortmund czy Bayerowi Leverkusen. Zagrał kilka meczów w Championship jako zawodnik Southampton. Jeszcze w Sparcie PRaga zaliczył… minutę przeciw Liverpoolowi. Był Mistrzem Czech (Slavia), Izraela (Hapoel Beer Sheva) i Polski (Legia). Z AEK Ateny i Legią zdobywał krajowy puchar. W sezonie 2020/21 został królem strzelców naszej ekstraklasay zdobywając 22 bramki w 25 meczach.

Ilja Szkurin (80E, 26 goli) – Białorusin był królem strzelców w rodzimej lidze w barwach Energetik-BGU Mińsk. W barwach Dynama Kijów zagrał dwa mecze w Lidze Mistrzów – przeciw Benfice i Bayernowi. W CSKA Moskwa natomiast dwukrotnie wybiegł na boisko w Lidze Europy – przeciw Feyenoordowi i Dinamu Zagrzeb. Występował także m.in. w izraelskim Maccabi Petach Tikva. Zaliczył dwa występy w Rakowie Częstochowa.

Trener Goncalo Feio to niezwykle barwna postać. Szkoleniowiec w Legii pracował już dekadę temu jako asystent Heinninga Berga, a potem Stanisława Czerczesowa. Potem pracował z młodzieżą w Wiśle Kraków oraz był asystentem Kiko Ramireza, z którym był w sztabie potem również w greckim Xanthi. W Rakowie Częstochowa był asystentem Marka Papuszuna. Samodzielnie prowadził Motor Lublin, z którym awansował do pierwszej ligi. W poprzednim sezonie rywalizował z GieKSą w Lublinie i na Bukowej, gdzie przegrał 0:2.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.

Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?

Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.

A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.

Może, może (śmiech).  Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.

Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje. 

Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.

Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?

Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.

Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?

Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.

To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?

Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.

A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?

Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.

W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?

Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.

Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.

Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.

Biło serce, jak sprawdzali spalonego?

Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.

Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?

Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.

Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?

Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.

Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.

Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Realizacja piłkarskich mitów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”

Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.

Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.

GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.

Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.

Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…

No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.

Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.

Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.

Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.

Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.

Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.

Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.

Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.

Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.

Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.

Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.

A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Gra o finał to wielka duma

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Widzew Łódź wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów – Rafał Górak i Igor Jovicević. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Igor Jovicević (trener Widzewa Łódź):
To trudny moment, ale jestem dumny z drużyny, jej ducha walki i jakości, który pokazała. Konkurs rzutów karnych to loteria – możesz wygrać i przegrać.  Ale pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną. Potencjał, jakość, ale rezultat nie jest dobry dla nas. Rozumiemy wysokie oczekiwania naszych kibiców, akceptujemy to, ale nie dajemy im takich rezultatów, jak chcą.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Długie i wyczerpujące spotkanie, na pewno też pod względem emocjonalnym, bo wiadomo, że to dużo kosztuje. Graliśmy już w tej edycji dogrywkę, a dzisiaj było jeszcze dłużej, bo były rzuty karne. Sam mecz był równy, zawsze podkreślam, że piłkarze Widzewa nie są z pierwszej łapanki, natomiast my chcąc zawsze odpowiedzieć na to, co na boisku może się wydarzyć, musimy działać organizacyjnie, systemowo i z ogromnym zaangażowaniem. To był taki trudniejszy mecz dla nas, tak energetycznie, podobnie jak ostatnio, gdy tutaj graliśmy. Natomiast z samej organizacji gry było więcej niż przyzwoicie, zawodnicy bardzo dobrze realizowali grę w obronie niskiej, nie chcąc dać się do niej zepchnąć całkowicie, pracowali i walczyli bardzo dobrze, strefy do zabezpieczenia, które każdy z nich miał – to funkcjonowało okej. Stąd nie wzięła się – jak na 120 minut – jakaś duża ilość sytuacji pod naszą bramką. I to jest na plus, ten mecz jest w taki dobry sposób wybroniony. Zaspaliśmy przy rzucie wolnym, to jest nasza wina i sztabu, bo powinniśmy dać lepszą wytyczną drużynie – Widzew nasze gapiostwo wykorzystał i zdobył bramkę. Ciekawe czy stuprocentowa sytuacja na 2:0 nie zamknęłaby tego meczu i nie kończylibyśmy go po 90 minutach. Ale skoro tak się skończyło, to jest to dla kibiców i całego naszego społeczeństwa kolejna nagroda za wiele lat trudnych. Zbieramy owoce naszej cierpliwej pracy i wyrozumiałości. I cóż wszystko przed nami. W niedziele bardzo ważny mecz w Radomiu, musimy się dobrze zregenerować, by w pełni sił pojechać na kolejne spotkanie. A to że zagramy o finał Pucharu Polski, to jest ogromna duma.

 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga