Felietony Piłka nożna
Wielcy piłkarze, którzy grali przeciwko GieKSie w Europejskich Pucharach
Wszystko wskazuje na to, że już wkrótce wznowiona zostanie 2. liga i unikniemy tak bardzo niechcianych rozstrzygnięć przy zielonym stoliku. Zanim jednak nastanie ta nowa piłkarska rzeczywistość i wrócimy do pisania o sprawach bieżących, zapraszam na jeszcze jeden wspominkowy tekst nawiązujący do występów GieKSy w europejskich pucharach.
Patrząc na to, gdzie w tym momencie znajduje się nasz klub, aż nie chce się wierzyć, że jeszcze kilkanaście lat temu naszym zawodnikom było dane rywalizować z piłkarzami z absolutnego topu. Naprzeciw „Trójkolorowym” stawali Mistrzowie Europy, Świata, czy nawet nominowani w plebiscycie Złotej Piłki. W tym kolejnym z serii nostalgicznych wpisów postanowiłem więc zaprezentować najlepszą według mnie jedenastkę piłkarzy, która mierzyła się z GieKSą w europejskich pucharach. Z racji tego, że wybór był naprawdę trudny i kilku piłkarzy o włos otarło się o mój dream team, to skompletowałem też ławkę rezerwowych.
Salvador Sadurní (FC Barcelona/Hiszpania)
Jeden z najlepszych bramkarzy w historii Blaugrany. Mistrz Europy z 1964 roku, a także trzykrotny zdobywca Trofeo Zamora – nagrody dla najlepszego golkipera ligi hiszpańskiej. Strzegł katalońskiej bramki w pamiętnym dwumeczu z GKS-em w Pucharze Miast Targowych w 1970 roku. W pierwszym meczu na Stadionie Śląskim udało mu się zachować czyste konto, ale w rewanżu na Camp Nou drogę do jego bramki udało się znaleźć Gerardowi Rotherowi oraz Jerzemu Nowokowi.
Ten mierzący zaledwie 169 centymetrów lewy obrońca bez dwóch zdań zalicza się do najwybitniejszych na tej pozycji w historii. W trakcie swojej kariery wygrał niemal wszystko, co było do wygrania. Zdobył Mistrzostwo Świata i Europy, wygrywał Ligę Mistrzów, a także sześciokrotnie sięgał po mistrzostwo Niemiec. W reprezentacji Francji rozegrał w sumie 97 meczów, w których zdobył 2 bramki. Zanim jednak sięgnął po te wszystkie triumfy, miał okazję wybiec na murawę przy Bukowej w ramach rywalizacji o Puchar UEFA w sezonie 94/95. Filigranowy obrońca zagrał w obydwu spotkaniach pełne 90 minut, ale ostatecznie nie pomógł Bordeaux w wyeliminowaniu katowiczan.
Czołowy niemiecki środkowy defensor na przełomie wieków. W kadrze naszych zachodnich sąsiadów wystąpił 66 razy i uczestniczył w trzech imprezach rangi mistrzowskiej. W 1992 roku znalazł się w składzie reprezentacji Niemiec, która na szwedzkich boiskach sięgała po wicemistrzostwo Europy. Wybierany czterokrotnie podczas swojej kariery do drużyny sezonu w Bundeslidze. Był fundamentalną postacią defensywy w zespole Dragoslava Stepanovica, który dał GieKSie srogą lekcję futbolu w 1/8 finału Pucharu UEFA w sezonie 94/95.
Terry Butcher (Glasgow Rangers/Anglia)
Ikona klubów Ipswich Town oraz Glasgow Rangers. Wielokrotny reprezentant Anglii, z którą doszedł do półfinału Mundialu we Włoszech w 1990 roku. Potężnie zbudowany i twardo grający obrońca był postrachem napastników na Wyspach Brytyjskich w latach 80’. O jego sile i nieprzyjemnym stylu gry mogli przekonać się także nasi zawodnicy. Butcher wystąpił w obydwu meczach przeciwko GKS-owi w 1988 roku i mocno przyczynił się do awansu Glasgow Rangers do kolejnej fazy Pucharu UEFA. W rewanżowym meczu rozgrywanym na Stadionie Śląskim zdobył dwie bramki po uderzeniach głową. Aktualnie pracuje jako trener odpowiedzialny za grę defensywną klubu z chińskiej Superligi – Guangzhou R&F.
Mój blok defensywny uzupełnia ten efektownie grający brazylijski obrońca. Mistrz Świata z 1994 roku z USA, wybrany do jedenastki gwiazd tamtego turnieju. W reprezentacji Canarinhos rozegrał w sumie 64 mecze i zdobył 3 bramki. Na boisku wyróżniał się nie tylko wysokimi umiejętnościami, ale także wzorowym zachowaniem, dzięki czemu został wyróżniony nagrodą FIFA Fair Play w 1991 roku. Broniąc barw Bayeru Leverkusen, konfrontował się z GKS-em Katowice przy okazji dwumeczu w ramach drugiej rundy Pucharu UEFA w sezonie 90/91. Jego zespół bez problemu uporał się z Trójkolorowymi ,aplikując im w dwumeczu aż 6 bramek, z których jedna padła łupem Jorginho. Brazylijczyk w rewanżowym meczu rozgrywanym w Niemczech pokonał Janusza Jojko strzałem z rzutu wolnego.
Rui Costa (Benfica Lizbona/Portugalia)
Nie bez powodu nazywany “il Maestro”, był wirtuozem w świecie piłki. Grający z charakterystycznie nisko opuszczonymi getrami Portugalczyk, dysponował genialną techniką i przeglądem pola gry. Oglądanie meczów z jego udziałem było samą przyjemnością. Należał do złotej generacji portugalskiego futbolu, za której początek uznaje się zdobycie Mistrzostwa Świata U-20 w 1991 roku. Członkami tamtej ekipy oprócz Rui Costy byli także: Luis Figo, Jorge Costa, Joao Pinto czy Abel Xavier. Dwa lata po zwycięstwie w młodzieżowym mundialu Rui Costa miał możliwość zaprezentować swoje wysokie umiejętności w meczach przeciwko GieKSie w Pucharze Zdobywców Pucharów. Jak wiemy Benfica z Costą w składzie nie bez problemów, bo w dość mocno kontrowersyjnych okolicznościach wyeliminowała nas z tamtej edycji pucharów.

Zinedine Zidane (Bordeaux/Francja)
Tego jegomościa raczej nikomu nie trzeba zbytnio przedstawiać. Szczerze mówiąc, to kompletowanie tej drużyny rozpoczynałem właśnie od niego. Bezsprzecznie jeden z najlepszych zawodników w historii piłki nożnej. Wygrał wszystko, co było do wygrania drużynowo, jak i indywidualnie. Tym bardziej cieszyć może fakt, że gdzieś na początku jego drogi na szczyt stanął pewien Śląski klub, któremu udało się wyeliminować Bordeaux z nim w składzie z Pucharu UEFA. Niestety aktualnie możemy tylko rzec -“Kiedyś to było…”

Słynący ze swojego krnąbrnego charakteru genialny niemiecki pomocnik był trzykrotnie na podium w plebiscycie o Złotą Piłkę. W lidze hiszpańskiej zdobył mnóstwo trofeów, występując w barwach Barcelony, Realu Madryt i Atletico. Może pochwalić się także Mistrzostwem Europy zdobytym z reprezentacją RFN w 1980 roku, aczkolwiek jego kariera reprezentacyjna zakończyła się bardzo szybko, bo już w wieku 24 lat. Wynikało to z jego ciągłych kłopotów i nieporozumień z Niemieckim Związkiem Piłki Nożnej, selekcjonerem czy też kolegami z kadry. Po powrocie z Hiszpanii w 1993 roku Schuster zakotwiczył w Bayerze Leverkusen. W trakcie drugiego sezonu w klubie z Bundesligi wystąpił w dwumeczu 1/8 finału Pucharu UEFA przeciwko GKS-owi. W obu spotkaniach wyszedł w podstawowej jedenastce, a w rewanżu zdobył kapitalną bramkę z rzutu wolnego.
Zestawienie pomocy uzupełnia legenda belgijskiego futbolu. Kapitan reprezentacji Belgii w latach 1984-1991, wicemistrz Europy z 1980 roku i zdobywca 4 miejsca na Mistrzostwach Świata w 1986 roku. Przez całą swoją karierę nie opuścił Belgii pomimo wielu ofert z wielkich klubów. Najbliższym zakontraktowania Ceulemansa był AC Milan, ale ostatecznie do transferu nie doszło. W barwach FC Brugge zdobył ponad 200 bramek i przyczynił się do wielu sukcesów klubu. W swoim ostatnim sezonie w karierze miał okazję wystąpić w meczu Pucharu Zdobywców Pucharów przeciwko GKS-owi Katowice, meldując się na murawie w 80 minucie rewanżowego meczu, zmieniając Daniela Amokachiego. Katowiczanie przegrali wtedy obydwa spotkania z belgami i odpadli z rozgrywek.

Urodzony supersnajper, trzykrotnie sięgał po koronę króla strzelców Bundesligi. W sumie w najwyższej klasie rozgrywkowej naszych zachodnich sąsiadów zdobył 182 gole, co daje mu siódmą lokatę w klasyfikacji wszechczasów. W 1994 roku o jego nieprzeciętnym instynkcie strzeleckim boleśnie przekonali się piłkarze GieKSy. Kirsten zaaplikował nam w dwumeczu Pucharu UEFA trzy gole, a także dorzucił jedną asystę. Cztery lata wcześniej wystąpił także w pierwszej w historii potyczce GieKSy z Bayerem Leverkusen w europejskich pucharach. W pierwszym spotkaniu na Bukowej rozegrał 59 minut, ale nie udało mu się wpisać na listę strzelców.
Ostatnim zawodnikiem, który zarazem kompletuje ten skład, jest najlepszy strzelec w historii reprezentacji Turcji i Galatasaray Stambuł. Hakan Sukur w 112 występach w kadrze zdobył 51 bramek i poprowadził swój zespół do trzeciego miejsca na mundialu w Japonii i Korei w 2002 roku. Natomiast z zespołem ze Stambułu 8-krotnie zdobywał mistrzostwo Turcji, 6 razy krajowy puchar, a także Puchar UEFA w sezonie 99/00. Naprzeciw Trójkolorowym stanął w 1992 roku, kiedy los w I rundzie Pucharu UEFA przydzielił nam turecki Galatasaray. Niestety po bezbramkowym pierwszym meczu, GieKSa uległa na Ali Sami Yen 2:1, a jedną z bramek zdobył właśnie Sukur.
Tak prezentuje się podstawowa jedenastka najlepszych według mnie piłkarzy, którzy rywalizowali z nami w europejskich pucharach.

Chris Woods (Glasgow Rangers/Anglia)
Świetny bramkarz niestety w trakcie swojej kariery trafił na wybitnego konkurenta, jakim był Peter Shilton, co przez długi czas utrudniało mu zdobycie bluzy z numerem 1 w reprezentacji Anglii. Dwukrotnie brał udział w Mistrzostwach Świata (1986,1990) i raz Mistrzostwach Europy (1992). W sumie w reprezentacji Anglii rozegrał 43 spotkania. Będąc bramkarzem Glasgow Rangers, nie przepuścił gola pomiędzy 26 listopadem 1986 a 31 stycznia 1987 co dało mu w sumie 1197 minut z czystym kontem. W meczach przeciwko GKS-owi w 1988 roku zagrał dwa razy po 90 minut i przepuścił dwie bramki.
Przez ponad 15 lat był fundamentalną postacią defensywy Galatasaray oraz reprezentacji Turcji. W barwach zespołu ze Stambułu spędził całą swoją piłkarską karierę, rozgrywając w sumie 630 spotkań dla klubu. Reprezentacyjną koszulkę przywdziewał natomiast aż 102 razy i podobnie jak Sukur może pochwalić się brązowym medalem Mistrzostw Świata. Dwa razy w podstawowej jedenastce Galatasaray w meczach pucharowych z GKS-em.
Stefan Schwarz (Benfica Lizbona/Szwecja)
Twardo grający i bardzo waleczny szwedzki pomocnik. W trakcie swojej bogatej kariery przywdziewał barwy takich klubów jak: Benfica Lizbona, Arsenal Londyn czy Valencia.
Wybrany piłkarzem roku w Szwecji w 1999 roku. Z reprezentacją zdobył brązowy medal Mistrzostw Świata w 1994 roku, a dwa lata wcześniej doszedł do półfinału Mistrzostw Europy. W sumie w kadrze wystąpił w 68 meczach i zdobył 6 goli. W meczach Benfiki z GieKSą występował w linii pomocy u boku Rui Costy i Victora Peneiry.
Christophe Dugarry (Bordeaux/Francja)
Kolejny z zawodników w tym składzie obok Lizarazu i Zidane’a mogący poszczycić się złotym medalem za Mistrzostwo Świata i Europy. W przeciwieństwie do wymienionej dwójki odegrał on troszkę mniejszą rolę w tych francuskich sukcesach, bo pełnił raczej rolę rezerwowego. Jego kariera klubowa nie była już tak usłana sukcesami, jak ta reprezentacyjna, aczkolwiek występował chociażby w Barcelonie czy Milanie.

Carles Rexach (FC Barcelona/Hiszpania)
Całe życie związany z katalońskim klubem. Rozegrał w barwach Barcelony 449 oficjalnych spotkań ,co plasuje go w pierwszej dziesiątce zawodników z największą ilością występów w historii klubu. W sezonie 70/71 zdobył Trofeo Pichichi dla najlepszego strzelca ligi hiszpańskiej. W tym samym sezonie wpisał się także dwukrotnie na listę strzelców w meczach z GKS-em Katowice w ramach Pucharu Miast Targowych.
Wielokrotny reprezentant Anglii (84 występy i 3 bramki), występował w takich klubach jak; Manchester United, Glasgow Rangers, Chelsea Londyn, AC Milan czy PSG. Wybierany dwukrotnie najlepszym zawodnikiem Chelsea (1976,1977), a w 2013 roku trafił do Galerii Sław angielskiej piłki. Grał w obydwóch spotkaniach Glasgow Rangers z GieKSą w 1988 roku.
Ally McCoist (Glasgow Rangers/Szkocja)
Legenda Glasgow Rangers. Autor 355 goli dla klubu, co czyni go najlepszym strzelcem w historii Rangersów. Zajmuje pierwsze miejsce także pod względem ilości zdobytych hat-tricków, których ma na swoim koncie aż 28. Dwukrotnie zdobywał Europejskiego Złotego Buta (1992,1993). Z reprezentacją Szkocji uczestniczył dwa razy w Mistrzostwach Europy oraz jednym Mundialu. W sumie w kadrze rozegrał 61 meczów i zdobył 19 bramek.
Nie wystąpił w pierwszym meczu z GKS-em w Glasgow z powodu kontuzji, ale w rewanżu zagrał już pełne 90 minut.
Zapraszam również Was do przyłączenia się do tej zabawy i wytypowania swojej najlepszej jedenastki piłkarzy, którzy mierzyli się z nami w Europie. Mam nadzieję, ze podzielicie się swoimi typami w komentarzach pod tym wpisem.
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Lechii
GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.
Plusy:
+ Bartosz Nowak
Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.
+ Rafał Strączek
Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.
+ Skuteczność przy niskim posiadaniu
38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.
Minusy:
– Zmarnowane okazje
Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.
Podsumowanie:
2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.
GieKSiarz
Piłka nożna
Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień
Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.
Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.
Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.
W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.


tomassi
16 maja 2020 at 20:37
moje mecze najlepsze
moje piękne wspomnienia
dzięki „roberts”
Taurus
18 maja 2020 at 11:23
Super tekst, swietna robota.
Fajnie ze zalapal sie jeden z moich ulubionych pilkarzy Ceulemans.
Chcialbym dozyc jeszcze takich czasow ponownie…