[PILNE!] Pomagamy żonie GieKSiarza!

Dodano przez kosa | 12 lutego 2018 00:37
Licznik odwiedzin: 5530

Żona naszego kibica (większość z Was zapewne kojarzy użytkownika MiRo z forum kibiców) potrzebuje pieniędzy na operację w Barcelonie. Do zebrania jest niecałe 100 tys. złotych. Para ma dwuletnią córkę Antosię. Trójkolorowa społeczność ruszyła z pomocą w myśl zasady #calaGIEKSArazem. 

Na GieKSa.pl tworzymy bardzo wiele treści o naszym klubie, wszystkich jego sekcjach i kibicach. Dzisiejszy news jest jednak jednym z najważniejszych w naszej prawie sześcioletniej historii. Chodzi o ludzkie życie i nie możemy obok tego tematu przejść obojętnie. Jeśli GieKSa ma tysiąc kibiców i każdy z nich wpłaci 100 złotych, to zbiórkę zamkniemy lada moment. My wierzymy, że tak jest. Niżej znajdzie się więcej szczegółów odnośnie choroby, ale dla tych, którzy nie mają czasu czytać, to po prostu wykonajcie to, co jest poniższej.

  1. Wejdź na stronę https://zrzutka.pl/hvzugj i przelej jak najwięcej pieniędzy. Nie czekaj na wieczór, czy bliżej nieokreślone jutro. Zrób to po prostu teraz i pomóż!

  2. Udostępnij ten wpis, gdzie tylko się – Facebook, Twitter itd. Powiedz o zbiórce swoim znajomym. Razem możemy więcej!

  3. Polub i PROMUJ fanpage, na którym będzie pojawiać się więcej szczegółów odnośnie akcji.

Na razie zebraliśmy: 12 951 złotych, czyli 13 proc. z potrzebnych 98 800 złotych. Udało się też uzyskać 512 udostępnień akcji na portalach społecznościowych.

Diagnoza: Zespół Arnolda Chiari, choroba filum, syndrom Nerwowo-Czaszkowo-Kręgowy, wielopoziomowe dyskopatie

Wyobraź sobie ból głowy, ale nie taki zwykły. Ból, który doprowadza Cię do wymiotów, ból który rozsadza Ci głowę tak, że czujesz jak pulsują Ci oczy, uszy i skronie. Ból, który wzmaga się w stresie, przy kaszlu czy nawet śmiechu.. Dodaj do tego codzienne obowiązki w domu i pracy oraz opiekę nad dwuletnim dzieckiem. Teraz wyobraź sobie, że masz tak codziennie przez rok. Rok walczysz z samym sobą, żeby to przetrwać, nie dla siebie czy wyższych idei, ale dla męża i córeczki. To jest właśnie moja codzienność. Do tego dochodzą zawroty głowy, które zmuszają byś usiadł akurat tam gdzie stoisz, niezależnie czy jest to środek ulicy czy sklepu, omdlenia i ból kręgosłupa, który przeszywa tak, że zrzuca Cię z nóg. Są leki, oczywiście, ale jest też wątroba, która się buntuje. Funkcjonowanie przy opioidach też nie należy do najłatwiejszych, więc staram się ich nie brać. Rozdrażnienie spowodowane bezsilnością i bólem odbija się na rodzinie, choć na co dzień staram się nie pokazywać, że cierpię. Mogę się uśmiechać, udawać, że wszystko jest dobrze, ale w środku toczę walkę, o to by znieść kolejny dzień.

Ten koszmar zaczął się rok temu, przez z pozoru niegroźny wypadek samochodowy. Nawet nie wiedziałam wtedy, że to koniec tego, co do tej pory budowałam, co sobie założyłam, o czym marzyłam. Wyobraź sobie, że masz w sobie tykającą bombę i może ją odpalić najmniejsza iskierka. Tą bombą okazał się Zespół Arnolda Chiariego i choroba filum, które uaktywniły się właśnie po wypadku. Malformacja mózgowia polegająca na przemieszczeniu struktur tyłomózgowia do kanału kręgowego, co spowodowane jest chorobą filum. Najprościej mówiąc; mózg osuwa mi się do kręgosłupa, bo rdzeń kręgowy go za sobą ciągnie. Ten rdzeń może w końcu pęknąć. Dotychczasowe badania potwierdzają, że jest źle, a będzie jeszcze gorzej, choroba postępuje z miesiąca na miesiąc. Wysiada mi już wzrok, drętwieje ręka i noga, a jeśli się tego nie powstrzyma i będzie postępować, stracę w końcu możliwość przełykania i usiądę na wózku inwalidzkim. Mam 27 lat, męża, dwuletnią córeczkę Antosię i taką wizję przed sobą.

Lekarze w Polsce kazali mi nauczyć się z tym żyć, kazali myśleć pozytywnie, brać leki, chodzić od psychiatry do psychiatry, bo przecież mogło być gorzej.

Pojawiła się jednak nadzieja, o którą modliłam się codziennie. Barcelona – a w niej instytut zajmujący się takimi przypadkami jak mój. Niestety sama operacja w stolicy Katalonii kosztuje 80 tysięcy złotych, do tego trzeba doliczyć koszt leków na miejscu, rehabilitacji, przelotu i noclegu w instytucie, co daje blisko 100 tysięcy złotych. Kwota, która jest absolutnie poza moim zasięgiem. Dlatego zwracam się z prośbą o pomoc. Każda złotówka to dla mnie i mojej rodziny krok w stronę normalności. Krok, który tak bardzo pragnę zrobić. Pomożesz?

Brak komentarzy »

  Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Brak komentarzy.

 

Dodaj komentarz

*