Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: podkarpacka piłka poszła mocno do przodu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zimowa przerwa w tym sezonie jest dla nas wyjątkowo krótka. Najstarsi górale nie pamiętają, kiedy do ligowych rozgrywek wracaliśmy jeszcze w styczniu – o ile kiedykolwiek taka sytuacja miała miejsce. Ale to już zadanie dla piłkarskich statystyków. Dziś myślimy już o piątkowym meczu ze Stalą Mielec, którym rozpoczniemy ligową rywalizację w 2025 roku. Zapytaliśmy Macieja Decowskiego-Niemca, dziennikarza portalu Podkarpacielive.pl, jak do tego spotkania oraz reszty sezonu przygotowywała się Stal Mielec i czego można się spodziewać po naszym rywalu.

Na co dzień obserwujesz poczynania nie tylko Stali, ale również innych podkarpackich klubów. Jak twoim zdaniem rozwija się futbol w tej części kraju? Jest tutaj klimat na „dużą piłkę”?
Wydaje mi się, że tak. Z perspektywy poprzednich lat Podkarpacie „odgruzowało się” piłkarsko. Był okres, kiedy nie było tu praktycznie żadnego silnego ośrodka – Stal Mielec kręciła się w okolicach drugiej ligi, a pozostałe kluby to była głównie 3. liga. Mimo, że zarówno Resovia, jak i Stal Rzeszów walczyły o awans do wyższych lig, to długo się to nie udawało. Następna w kolejce była Stal Stalowa Wola, która powoli przebijała się wyżej. Na szczęście w ostatnich latach nasze drużyny wyraźnie poszły w górę. Rośnie też zainteresowanie kibiców, o czym świadczą pełne trybuny na meczach Stali Mielec, również w Rzeszowie i Stalowej Woli obserwuje się wzrost frekwencji. Moim zdaniem podkarpacka piłka poszła w ostatnich latach mocno do przodu i czuć tu głód „dużej piłki”.

Stal ma potencjał, aby zaspokoić ten głód?
Praktycznie przed każdym sezonem Stal była skazywana na spadek z Ekstraklasy. Tymczasem krok po kroku budowała swoją pozycję w lidze i dziś jest bardziej postrzegana jako drużyna środka ligowej stawki. To moim zdaniem duży postęp, bo po dość niespodziewanym awansie klub mierzył się nie tylko z rywalami, ale i problemami finansowymi. Udało się z tego wybrnąć i dziś Stal jest jednym z najlepiej zarządzanych klubów w Polsce. Dość powiedzieć, że pensje są regularnie wypłacane piłkarzom z góry za każdy miesiąc kontraktu. Finansowo wszystko jest tu poukładane jak należy. Z kolei sportowo po zmianie trenera wdrożono nowy, ładny dla oka system gry, z cierpliwym rozgrywaniem od tyłu. Jeśli pójdą za tym wyniki, to mimo straty sponsora strategicznego, klub będzie się rozwijał. Pojawiły się nawet informacje, że w najbliższym meczu piłkarze zagrają z logotypem nowego sponsora na koszulkach. Celem Stali jest zawsze poprawa pozycji w tabeli w porównaniu do poprzedniego sezonu. Ostatnio było to 11. miejsce, więc teraz sukcesem będzie przynajmniej jedno „oczko” wyżej. Dziś najważniejsze jest jednak utrzymanie.

Jak dużą przeszkodą w rozwoju klubu jest wycofanie się PGE i PZU ze sponsorowania Stali? Zarząd był przygotowany na taki scenariusz?
O właściwym zarządzaniu klubowymi finansami, nawet w obliczu wycofania się głównego sponsora, może świadczyć choćby fakt, że znalazły się środki na zmianę trenera, co zawsze jest dużym kosztem. Tymczasem w Mielcu zdecydowano się na taki ruch po 7. kolejce, czyli już po wycofaniu się sponsora strategicznego. Wraz z nowym trenerem doszło dwóch zawodników, Krykun i Knap, czyli piłkarze o ugruntowanej ligowej pozycji. Takie ruchy świadczą o tym, że budżet był przygotowywany z uwzględnieniem różnych ewentualności. Prezes zapewnia, że klub jest zabezpieczony przynajmniej do końca sezonu. Dzięki pieniądzom z Ekstraklasy, Miasta i nowego sponsora sytuacja powinna być co najmniej stabilna. Zawodnicy potwierdzają, że drużyna nie odczuła utraty sponsora, a klub poradził sobie z tą sytuacją. Na marginesie warto dodać, że sytuacja, w której spółki Skarbu Państwa deklarują wycofanie ze sponsorowania sportu, a tymczasem przenoszą się z jednego klubu do drugiego, jest absurdalna. Moim zdaniem takie podmioty powinny sponsorować całą ligę, a nie pojedyncze kluby. Takie rozwiązanie byłoby najbardziej sprawiedliwe.

Miałeś okazję śledzić przygotowania Stali na obozie w L’Albir niedaleko Alicante. Jak ocenisz warunki i postawę drużyny podczas tego zgrupowania?
Obóz w Hiszpanii można ocenić jako bardzo udany. Piłkarze trenowali w idealnych warunkach pogodowych – było słonecznie i ok. 15 stopni przez cały okres zgrupowania. Co jeszcze ważniejsze, mieli do dyspozycji na wyłączność doskonale przygotowane boisko, więc nie było problemu z dostosowaniem planów treningowych. Dla porównania, w Turcji kolejne drużyny często czekają już w kolejce i z zegarkiem w ręku korzysta się z tamtejszych obiektów. Dobre warunki w hotelu, blisko morza – okolica była malownicza. Nie było powodów do narzekania ani na warunki treningowe, ani na zakwaterowanie, bo drużyna dysponowała wyodrębnioną częścią hotelu. Pod względem szkoleniowym udało się zrealizować wszystkie założenia. Potwierdziły to sparingi: przekonujące zwycięstwo 2:0 ze szwedzkim Elfsborgiem, minimalna porażka 1:2 z Legią, a gdyby w ostatniej minucie Wołkowicz wykorzystał rzut karny, byłby remis. Podobnie było w meczu z Piastem, gdzie Stal prezentowała się lepiej, natomiast rywal wykorzystał chwilę przestoju Stali i skończyło się remisem 2:2. Bilans jest więc równy, co jest optymalne z mentalnego punktu widzenia, bo nie ma ani samozachwytu, ani paniki.

Zimowy rynek transferowy nie jest w Polsce zbyt dynamiczny. Stal wykonała dwa ruchy. Co na tym etapie możesz powiedzieć o nowych nabytkach ekipy z Mielca?
Fin Pyry Hannola został sprowadzony w miejsce Kokiego Hinokio, który odszedł do ŁKS-u. Najprawdopodobniej będzie grał na pozycji numer 8. W mojej opinii w sparingach wyglądał tak, jakby był częścią tej drużyny od dłuższego czasu. Prezentował się bardzo dobrze, dlatego uważam, że od początku będzie się liczył w walce o pierwszy skład. W meczu z GKS za kartki pauzuje Matthew Guillaumier, więc jest to duża szansa dla Pyriego, aby zadebiutować, a potem utrzymać miejsce w wyjściowym składzie. Po wielu rozmowach i obserwacji oceniono, że odpowiada on stylowi gry Stali i moim zdaniem może pozytywnie zaskoczyć. Warto również wspomnieć o młodym Natanie Niedźwiedziu z rezerw Korony (zbieżność nazwisk z trenerem przypadkowa), który kilka razy dobrze pokazał się w końcówkach meczów sparingowych. Moim zdaniem drzemie w nim duży potencjał.

Są w planach kolejne ruchy kadrowe?
Klub interesował się hiszpańskim pomocnikiem Davo i ukraińskim wahadłowym Bogdanem Milovanovem. Po ostatnim sparingu zapytałem trenera o kolejne ruchy transferowe i potwierdził on, że mają w planach piłkarzy do rywalizacji na jednej, dwóch pozycjach. Moim zdaniem przydałoby się wzmocnienie rywalizacji na pozycji numer 10, ponadto poszukiwany jest pewnie bardziej uniwersalny zawodnik, który zabezpieczy kilka pozycji.

Wspomniałeś wcześniej o zmianie trenera. Bez żalu żegnany w Chorzowie Janusz Niedźwiedź dość szybko znalazł pracę właśnie w Mielcu. Jak oceniasz jego pracę po kilku miesiącach?
Piłkarze są zadowoleni z modelu gry, jaki zaproponował Janusz Niedźwiedź. Jego dewizą jest gra piłką krótkimi podaniami, ponadto trener mocno stawia na rozwój indywidualny zawodników, co podoba się piłkarzom. Drużyna jest nastawiona na wysoki pressing, szybki odbiór i kombinacyjną grę – taki styl piłkarze lubią. Stal Mielec będzie próbowała kreować grę w każdym meczu i czas pokaże, czy przełoży się to na wyniki. W składzie są zawodnicy o dużych umiejętnościach technicznych, którzy są w stanie odnaleźć się w takiej grze i jeśli wykona się odpowiednią pracę, to powinno dać to dobre efekty. Z resztą już widać wyćwiczone schematy i konkretne elementy gry, które piłkarze stosują i rozwijają. Dostrzegam progres z każdym treningiem i meczem.

W naszym pierwszym meczu emocji i goli było jak na lekarstwo, jednak to GKS zdołał przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Trudno było mielczanom przełknąć tę porażkę?
Analizując tamten mecz, dostrzegłem pewną analogię do poprzedniego sezonu, gdy w 3. kolejce przegraliśmy na wyjeździe z Puszczą Niepołomice. Wtedy też było widać duże rozczarowanie wśród kibiców. Po meczu z GKS-em dało się słyszeć podobne głosy, że skoro nie wygrywamy z beniaminkiem, to czeka nas ciężka walka o utrzymanie. Na tamtym etapie nikt jednak nie wiedział, na co będzie stać GieKSę w Ekstraklasie. W miarę upływu sezonu okazywało się, że GKS nie jest tak słaby, jak przewidywała część obserwatorów. Z perspektywy całej rundy inaczej patrzę więc na tę porażkę, choć uważam, że w tamtym meczu remis byłby bardziej sprawiedliwy. Ponadto, gdyby nie tamta porażka, to być może trener Kiereś nadal pracowałby w Mielcu, bo uważam, że ten wynik zachwiał wtedy jego pozycją.

W drużynie Stali gra dobrze znany katowickim kibicom Krzysztof Wołkowicz, który jest w zasadzie naszym wychowankiem i to z GKS-u wypłynął na szersze wody. Jaką rolę odgrywa dziś w Mielcu i czy jesteś zadowolony z jego postawy?
Jego przypadek jest dość ciekawy. Gra w Mielcu dopiero drugi sezon, a do klubu sprowadzał go trener, z którym ostatecznie nie miał nawet okazji popracować. Za ten transfer odpowiadał Adam Majewski, kontrakt podpisano w styczniu 2023 r., a Wołkowicz miał dołączyć do klubu w lipcu. W międzyczasie trenera Majewskiego zwolniono, a drużynę przejął Kamil Kiereś. Największym problemem Krzyśka jest fakt, że rywalizuje o miejsce w składzie z jedynym rodowitym mielczaninem, kapitanem drużyny Krystianem Getingerem. Trudno mu więc wygrać rywalizację o pierwszy skład. Tylko od niego zależy, jak długo będzie się godził z rolą rezerwowego, bo prezentuje się dobrze i z pewnością znalazłby miejsce w pierwszym składzie większości drużyn I ligi. Na dziś jest wartościowym zmiennikiem i na pewno jest przygotowany, by w razie potrzeby wskoczyć do składu.

Wspólnym mianownikiem naszych klubów jest też Bartosz Mrozek, który pomógł nam awansować do I ligi, a w Stali był podstawowym bramkarzem w okresie wypożyczenia z Lecha. Jak dziś obsadzona jest ta pozycja? Udało się załatać dziurę po powrocie Mrozka do Poznania?
Na dzień dzisiejszy numerem jeden w bramce jest Kuba Mądrzyk, a rywalizuje z nim Konrad Jałocha. Dobra postawa obu zawodników to z pewnością zasługa trenera Kamila Beszczyńskiego, spod którego skrzydeł wyszło kilku wartościowych bramkarzy. Rafał Strączek, który dziś gra u was, wyjechał z Mielca do Bordeaux, Bartek Mrozek wrócił do Lecha i ma tam niepodważalną pozycję. Kolejny to Mateusz Kochalski, którego sprzedano do Azerbejdżanu za milion euro. Widać więc, że Stal dobrze pracuje z bramkarzami, a Kuba Mądrzyk to jeszcze młody zawodnik i widać w nim duży potencjał i chęci do pracy. Warto także podkreślić atmosferę współpracy między bramkarzami, którzy wspierają się nawzajem i rywalizują na zdrowych zasadach.

Kibice w Mielcu z pewnością pamiętają czasy, gdy o obliczu Stali decydował Bartosz Nowak. Natomiast pewnie niewielu, zarówno w Katowicach, jak i w Mielcu pamięta, że epizod przy Solskiego 1 zaliczył Sebastian Bergier.
Szczerze mówiąc sam jestem zaskoczony informacją, że Sebastian Bergier grał w Stali. Można chyba powiedzieć, że jego pobyt w Mielcu był krótki i bez większej historii. Natomiast Bartosz Nowak to zawodnik, który kilka lat temu odegrał ważną rolę w Stali. Był jednym z współautorów awansu do Ekstraklasy, a wiele klubów oferowało wtedy za niego naprawdę duże pieniądze. Udało się go jednak utrzymać i razem z Michałem Żyro był głównym architektem tego awansu. Do dziś jest dobrze wspominany w Mielcu i zawsze będzie tu miło witany.

Mimo że sam mam dość dobrą pamięć do ligowych meczów GieKSy, to trudno mi przywołać jakiś szczególny pojedynek z naszej rywalizacji w I lidze, choć było ich kilka w ostatniej dekadzie. Zazwyczaj wygrywała Stal i tylko dwa razy udało się nam urwać punkty. Czy ty masz konkretne wspomnienia z naszych meczów?
Żaden z naszych meczów nie utkwił mi specjalnie w pamięci. Musiały to nie być wielkie pojedynki. Bez zagłębiania się w historię tych spotkań nie jestem w stanie przywołać żadnej historii z nimi związanej. Doskonale za to pamiętam nasz ostatni mecz i rzut karny podyktowany po zagraniu ręką Getingera. Ale i w tym meczu nie działo się zbyt wiele.

Z jakim nastawieniem Stal przyjedzie w piątek do Katowic?
Moim zdaniem celem Stali będzie zwycięstwo. Po okresie przygotowawczym nastroje są dobre, a punkty w pierwszym ligowym meczu jeszcze je poprawią. W następnej serii gier czeka Jagiellonia, więc mecz z GieKSą może być traktowany jako nieco łatwiejsze wyzwanie. Remis nie będzie zły, ale celem będzie pełna pula.

Jaki scenariusz boiskowych wydarzeń przewidujesz?
Trudno cokolwiek przewidywać na podstawie samych przygotowań i sparingów. Nie wiem, jak GKS przepracował ten okres i w jakiej będzie dyspozycji. Należy jednak podkreślić, że spotkają się drużyny, które chcą kreować grę i narzucać swoje warunki na boisku. Spodziewam się więc ofensywnej gry z obu stron i walki o zwycięstwo. A po kilku kolejkach łatwiej będzie ocenić potencjał poszczególnych drużyn.

Pokusisz się o wytypowanie wyniku?
Skoro już powiedziałem, że w piątek może się sporo dziać na boisku, to postawię na 2:1 dla Stali Mielec.

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    Jacek Wrobel

    30 stycznia 2025 at 13:24

    Dzień dobry, przypomnę jeszczę osobę Andreji Prokica. Wyjątkowy zawodnik. Grał w Stali, odszedł do GiekSy i ponownie zagrał w Stali. Kolejny zawodnik to Mateusz Mak, znowu osoba, która miała spory wkład w powrót Stali do Ekstraklasy. Wszyscy w Mielcu są mile wspominani i kibice wyrażają się o nich zawsze z dużym uznaniem i sympatią. Pozdrowienia z Mielca i powodzenia ale dopiero na nowym stadionie!!!

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Hajduk lub Żilina rywalem GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji trafił na przegranego z pary I rundy eliminacji Ligi Europy – Hajduk Split/MSK Żilina.

Mecze tej rundy odbędą się 23 i 30 lipca.

Pierwsze spotkanie GieKSa rozegra na wyjeździe.

W zakończonym sezonie Hajduk zajął drugie miejsce w lidze chorwackiej z dorobkiem 68 punktów w 36 meczach, na który złożyło się 20 zwycięstw, 8 remisów i 8 porażek (bramki: 61-36)

MSK Żilina natomiast zajęła w lidze słowackiej miejsce czwarte, zdobywając 52 punkty w 32 meczach – 15 zwycięstw, 7 remisów i 10 porażek (bramki: 59-41). Zespół zdobył również Puchar Słowacji w finale pokonując Koszyce 3:1.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Gabriel Kobylak 2028

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GKS Katowice zdecydował się na transfer definitywny Gabriela Kobylaka z Legii Waszawa. 24-letni bramkarz podpisał z nami umowę do końca czerwca 2028 roku. Kontrakt zawiera opcję przedłużenia o kolejny sezon.

Kobylak występował w podkarpackich drużynach młodzieżowych (Zgoda Zarszyn, Orzeł Bażanówka, Ekoball Sanok i Karpaty Krosno). W 2018 roku trafił do Legii, gdzie najpierw grał w rezerwach a następnie został wypożyczony do Puszczy Niepołomice (2020-22) oraz Radomiaka Radom (2022/23 i wiosna 2024). Po sezonie 2023/24 wrócił do Legii Warszawa, ale nie przebił się na stałe do pierwszej jedenastki. Ze stołeczną drużyną zdobył Puchar i SuperPuchar Polski. 

W ostatnim sezonie wystąpił w 8 spotkaniach (6 w rezerwach Legii w III lidze, 1 w Lidze Konferencji i 1 w Pucharze Polski). Na poziomie Ekstraklasy ma rozegrane 47 spotkań, a na jej zapleczu – 50. Ma także skromne doświadczenie pucharowe – wystąpił w 6 meczach w Lidze Konferencji (w tym 1 w eliminacjach).

Życzymy powodzenia w naszych barwach!

Foto: GKSKatowice.eu

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga