Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: podkarpacka piłka poszła mocno do przodu
Zimowa przerwa w tym sezonie jest dla nas wyjątkowo krótka. Najstarsi górale nie pamiętają, kiedy do ligowych rozgrywek wracaliśmy jeszcze w styczniu – o ile kiedykolwiek taka sytuacja miała miejsce. Ale to już zadanie dla piłkarskich statystyków. Dziś myślimy już o piątkowym meczu ze Stalą Mielec, którym rozpoczniemy ligową rywalizację w 2025 roku. Zapytaliśmy Macieja Decowskiego-Niemca, dziennikarza portalu Podkarpacielive.pl, jak do tego spotkania oraz reszty sezonu przygotowywała się Stal Mielec i czego można się spodziewać po naszym rywalu.
Na co dzień obserwujesz poczynania nie tylko Stali, ale również innych podkarpackich klubów. Jak twoim zdaniem rozwija się futbol w tej części kraju? Jest tutaj klimat na „dużą piłkę”?
Wydaje mi się, że tak. Z perspektywy poprzednich lat Podkarpacie „odgruzowało się” piłkarsko. Był okres, kiedy nie było tu praktycznie żadnego silnego ośrodka – Stal Mielec kręciła się w okolicach drugiej ligi, a pozostałe kluby to była głównie 3. liga. Mimo, że zarówno Resovia, jak i Stal Rzeszów walczyły o awans do wyższych lig, to długo się to nie udawało. Następna w kolejce była Stal Stalowa Wola, która powoli przebijała się wyżej. Na szczęście w ostatnich latach nasze drużyny wyraźnie poszły w górę. Rośnie też zainteresowanie kibiców, o czym świadczą pełne trybuny na meczach Stali Mielec, również w Rzeszowie i Stalowej Woli obserwuje się wzrost frekwencji. Moim zdaniem podkarpacka piłka poszła w ostatnich latach mocno do przodu i czuć tu głód „dużej piłki”.
Stal ma potencjał, aby zaspokoić ten głód?
Praktycznie przed każdym sezonem Stal była skazywana na spadek z Ekstraklasy. Tymczasem krok po kroku budowała swoją pozycję w lidze i dziś jest bardziej postrzegana jako drużyna środka ligowej stawki. To moim zdaniem duży postęp, bo po dość niespodziewanym awansie klub mierzył się nie tylko z rywalami, ale i problemami finansowymi. Udało się z tego wybrnąć i dziś Stal jest jednym z najlepiej zarządzanych klubów w Polsce. Dość powiedzieć, że pensje są regularnie wypłacane piłkarzom z góry za każdy miesiąc kontraktu. Finansowo wszystko jest tu poukładane jak należy. Z kolei sportowo po zmianie trenera wdrożono nowy, ładny dla oka system gry, z cierpliwym rozgrywaniem od tyłu. Jeśli pójdą za tym wyniki, to mimo straty sponsora strategicznego, klub będzie się rozwijał. Pojawiły się nawet informacje, że w najbliższym meczu piłkarze zagrają z logotypem nowego sponsora na koszulkach. Celem Stali jest zawsze poprawa pozycji w tabeli w porównaniu do poprzedniego sezonu. Ostatnio było to 11. miejsce, więc teraz sukcesem będzie przynajmniej jedno „oczko” wyżej. Dziś najważniejsze jest jednak utrzymanie.
Jak dużą przeszkodą w rozwoju klubu jest wycofanie się PGE i PZU ze sponsorowania Stali? Zarząd był przygotowany na taki scenariusz?
O właściwym zarządzaniu klubowymi finansami, nawet w obliczu wycofania się głównego sponsora, może świadczyć choćby fakt, że znalazły się środki na zmianę trenera, co zawsze jest dużym kosztem. Tymczasem w Mielcu zdecydowano się na taki ruch po 7. kolejce, czyli już po wycofaniu się sponsora strategicznego. Wraz z nowym trenerem doszło dwóch zawodników, Krykun i Knap, czyli piłkarze o ugruntowanej ligowej pozycji. Takie ruchy świadczą o tym, że budżet był przygotowywany z uwzględnieniem różnych ewentualności. Prezes zapewnia, że klub jest zabezpieczony przynajmniej do końca sezonu. Dzięki pieniądzom z Ekstraklasy, Miasta i nowego sponsora sytuacja powinna być co najmniej stabilna. Zawodnicy potwierdzają, że drużyna nie odczuła utraty sponsora, a klub poradził sobie z tą sytuacją. Na marginesie warto dodać, że sytuacja, w której spółki Skarbu Państwa deklarują wycofanie ze sponsorowania sportu, a tymczasem przenoszą się z jednego klubu do drugiego, jest absurdalna. Moim zdaniem takie podmioty powinny sponsorować całą ligę, a nie pojedyncze kluby. Takie rozwiązanie byłoby najbardziej sprawiedliwe.
Miałeś okazję śledzić przygotowania Stali na obozie w L’Albir niedaleko Alicante. Jak ocenisz warunki i postawę drużyny podczas tego zgrupowania?
Obóz w Hiszpanii można ocenić jako bardzo udany. Piłkarze trenowali w idealnych warunkach pogodowych – było słonecznie i ok. 15 stopni przez cały okres zgrupowania. Co jeszcze ważniejsze, mieli do dyspozycji na wyłączność doskonale przygotowane boisko, więc nie było problemu z dostosowaniem planów treningowych. Dla porównania, w Turcji kolejne drużyny często czekają już w kolejce i z zegarkiem w ręku korzysta się z tamtejszych obiektów. Dobre warunki w hotelu, blisko morza – okolica była malownicza. Nie było powodów do narzekania ani na warunki treningowe, ani na zakwaterowanie, bo drużyna dysponowała wyodrębnioną częścią hotelu. Pod względem szkoleniowym udało się zrealizować wszystkie założenia. Potwierdziły to sparingi: przekonujące zwycięstwo 2:0 ze szwedzkim Elfsborgiem, minimalna porażka 1:2 z Legią, a gdyby w ostatniej minucie Wołkowicz wykorzystał rzut karny, byłby remis. Podobnie było w meczu z Piastem, gdzie Stal prezentowała się lepiej, natomiast rywal wykorzystał chwilę przestoju Stali i skończyło się remisem 2:2. Bilans jest więc równy, co jest optymalne z mentalnego punktu widzenia, bo nie ma ani samozachwytu, ani paniki.
Zimowy rynek transferowy nie jest w Polsce zbyt dynamiczny. Stal wykonała dwa ruchy. Co na tym etapie możesz powiedzieć o nowych nabytkach ekipy z Mielca?
Fin Pyry Hannola został sprowadzony w miejsce Kokiego Hinokio, który odszedł do ŁKS-u. Najprawdopodobniej będzie grał na pozycji numer 8. W mojej opinii w sparingach wyglądał tak, jakby był częścią tej drużyny od dłuższego czasu. Prezentował się bardzo dobrze, dlatego uważam, że od początku będzie się liczył w walce o pierwszy skład. W meczu z GKS za kartki pauzuje Matthew Guillaumier, więc jest to duża szansa dla Pyriego, aby zadebiutować, a potem utrzymać miejsce w wyjściowym składzie. Po wielu rozmowach i obserwacji oceniono, że odpowiada on stylowi gry Stali i moim zdaniem może pozytywnie zaskoczyć. Warto również wspomnieć o młodym Natanie Niedźwiedziu z rezerw Korony (zbieżność nazwisk z trenerem przypadkowa), który kilka razy dobrze pokazał się w końcówkach meczów sparingowych. Moim zdaniem drzemie w nim duży potencjał.
Są w planach kolejne ruchy kadrowe?
Klub interesował się hiszpańskim pomocnikiem Davo i ukraińskim wahadłowym Bogdanem Milovanovem. Po ostatnim sparingu zapytałem trenera o kolejne ruchy transferowe i potwierdził on, że mają w planach piłkarzy do rywalizacji na jednej, dwóch pozycjach. Moim zdaniem przydałoby się wzmocnienie rywalizacji na pozycji numer 10, ponadto poszukiwany jest pewnie bardziej uniwersalny zawodnik, który zabezpieczy kilka pozycji.
Wspomniałeś wcześniej o zmianie trenera. Bez żalu żegnany w Chorzowie Janusz Niedźwiedź dość szybko znalazł pracę właśnie w Mielcu. Jak oceniasz jego pracę po kilku miesiącach?
Piłkarze są zadowoleni z modelu gry, jaki zaproponował Janusz Niedźwiedź. Jego dewizą jest gra piłką krótkimi podaniami, ponadto trener mocno stawia na rozwój indywidualny zawodników, co podoba się piłkarzom. Drużyna jest nastawiona na wysoki pressing, szybki odbiór i kombinacyjną grę – taki styl piłkarze lubią. Stal Mielec będzie próbowała kreować grę w każdym meczu i czas pokaże, czy przełoży się to na wyniki. W składzie są zawodnicy o dużych umiejętnościach technicznych, którzy są w stanie odnaleźć się w takiej grze i jeśli wykona się odpowiednią pracę, to powinno dać to dobre efekty. Z resztą już widać wyćwiczone schematy i konkretne elementy gry, które piłkarze stosują i rozwijają. Dostrzegam progres z każdym treningiem i meczem.
W naszym pierwszym meczu emocji i goli było jak na lekarstwo, jednak to GKS zdołał przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Trudno było mielczanom przełknąć tę porażkę?
Analizując tamten mecz, dostrzegłem pewną analogię do poprzedniego sezonu, gdy w 3. kolejce przegraliśmy na wyjeździe z Puszczą Niepołomice. Wtedy też było widać duże rozczarowanie wśród kibiców. Po meczu z GKS-em dało się słyszeć podobne głosy, że skoro nie wygrywamy z beniaminkiem, to czeka nas ciężka walka o utrzymanie. Na tamtym etapie nikt jednak nie wiedział, na co będzie stać GieKSę w Ekstraklasie. W miarę upływu sezonu okazywało się, że GKS nie jest tak słaby, jak przewidywała część obserwatorów. Z perspektywy całej rundy inaczej patrzę więc na tę porażkę, choć uważam, że w tamtym meczu remis byłby bardziej sprawiedliwy. Ponadto, gdyby nie tamta porażka, to być może trener Kiereś nadal pracowałby w Mielcu, bo uważam, że ten wynik zachwiał wtedy jego pozycją.
W drużynie Stali gra dobrze znany katowickim kibicom Krzysztof Wołkowicz, który jest w zasadzie naszym wychowankiem i to z GKS-u wypłynął na szersze wody. Jaką rolę odgrywa dziś w Mielcu i czy jesteś zadowolony z jego postawy?
Jego przypadek jest dość ciekawy. Gra w Mielcu dopiero drugi sezon, a do klubu sprowadzał go trener, z którym ostatecznie nie miał nawet okazji popracować. Za ten transfer odpowiadał Adam Majewski, kontrakt podpisano w styczniu 2023 r., a Wołkowicz miał dołączyć do klubu w lipcu. W międzyczasie trenera Majewskiego zwolniono, a drużynę przejął Kamil Kiereś. Największym problemem Krzyśka jest fakt, że rywalizuje o miejsce w składzie z jedynym rodowitym mielczaninem, kapitanem drużyny Krystianem Getingerem. Trudno mu więc wygrać rywalizację o pierwszy skład. Tylko od niego zależy, jak długo będzie się godził z rolą rezerwowego, bo prezentuje się dobrze i z pewnością znalazłby miejsce w pierwszym składzie większości drużyn I ligi. Na dziś jest wartościowym zmiennikiem i na pewno jest przygotowany, by w razie potrzeby wskoczyć do składu.
Wspólnym mianownikiem naszych klubów jest też Bartosz Mrozek, który pomógł nam awansować do I ligi, a w Stali był podstawowym bramkarzem w okresie wypożyczenia z Lecha. Jak dziś obsadzona jest ta pozycja? Udało się załatać dziurę po powrocie Mrozka do Poznania?
Na dzień dzisiejszy numerem jeden w bramce jest Kuba Mądrzyk, a rywalizuje z nim Konrad Jałocha. Dobra postawa obu zawodników to z pewnością zasługa trenera Kamila Beszczyńskiego, spod którego skrzydeł wyszło kilku wartościowych bramkarzy. Rafał Strączek, który dziś gra u was, wyjechał z Mielca do Bordeaux, Bartek Mrozek wrócił do Lecha i ma tam niepodważalną pozycję. Kolejny to Mateusz Kochalski, którego sprzedano do Azerbejdżanu za milion euro. Widać więc, że Stal dobrze pracuje z bramkarzami, a Kuba Mądrzyk to jeszcze młody zawodnik i widać w nim duży potencjał i chęci do pracy. Warto także podkreślić atmosferę współpracy między bramkarzami, którzy wspierają się nawzajem i rywalizują na zdrowych zasadach.
Kibice w Mielcu z pewnością pamiętają czasy, gdy o obliczu Stali decydował Bartosz Nowak. Natomiast pewnie niewielu, zarówno w Katowicach, jak i w Mielcu pamięta, że epizod przy Solskiego 1 zaliczył Sebastian Bergier.
Szczerze mówiąc sam jestem zaskoczony informacją, że Sebastian Bergier grał w Stali. Można chyba powiedzieć, że jego pobyt w Mielcu był krótki i bez większej historii. Natomiast Bartosz Nowak to zawodnik, który kilka lat temu odegrał ważną rolę w Stali. Był jednym z współautorów awansu do Ekstraklasy, a wiele klubów oferowało wtedy za niego naprawdę duże pieniądze. Udało się go jednak utrzymać i razem z Michałem Żyro był głównym architektem tego awansu. Do dziś jest dobrze wspominany w Mielcu i zawsze będzie tu miło witany.
Mimo że sam mam dość dobrą pamięć do ligowych meczów GieKSy, to trudno mi przywołać jakiś szczególny pojedynek z naszej rywalizacji w I lidze, choć było ich kilka w ostatniej dekadzie. Zazwyczaj wygrywała Stal i tylko dwa razy udało się nam urwać punkty. Czy ty masz konkretne wspomnienia z naszych meczów?
Żaden z naszych meczów nie utkwił mi specjalnie w pamięci. Musiały to nie być wielkie pojedynki. Bez zagłębiania się w historię tych spotkań nie jestem w stanie przywołać żadnej historii z nimi związanej. Doskonale za to pamiętam nasz ostatni mecz i rzut karny podyktowany po zagraniu ręką Getingera. Ale i w tym meczu nie działo się zbyt wiele.
Z jakim nastawieniem Stal przyjedzie w piątek do Katowic?
Moim zdaniem celem Stali będzie zwycięstwo. Po okresie przygotowawczym nastroje są dobre, a punkty w pierwszym ligowym meczu jeszcze je poprawią. W następnej serii gier czeka Jagiellonia, więc mecz z GieKSą może być traktowany jako nieco łatwiejsze wyzwanie. Remis nie będzie zły, ale celem będzie pełna pula.
Jaki scenariusz boiskowych wydarzeń przewidujesz?
Trudno cokolwiek przewidywać na podstawie samych przygotowań i sparingów. Nie wiem, jak GKS przepracował ten okres i w jakiej będzie dyspozycji. Należy jednak podkreślić, że spotkają się drużyny, które chcą kreować grę i narzucać swoje warunki na boisku. Spodziewam się więc ofensywnej gry z obu stron i walki o zwycięstwo. A po kilku kolejkach łatwiej będzie ocenić potencjał poszczególnych drużyn.
Pokusisz się o wytypowanie wyniku?
Skoro już powiedziałem, że w piątek może się sporo dziać na boisku, to postawię na 2:1 dla Stali Mielec.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Felietony Piłka nożna
Marsz ku marzeniom
No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.
Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.
Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.
Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.
GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.
Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.
Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.
I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.
GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.
Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.
Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.
No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.
I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.
Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.
Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.
Niepojęte. Twierdza od samego startu.
Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.
W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.
Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.
Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.
Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.
Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.
Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.
A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?


Jacek Wrobel
30 stycznia 2025 at 13:24
Dzień dobry, przypomnę jeszczę osobę Andreji Prokica. Wyjątkowy zawodnik. Grał w Stali, odszedł do GiekSy i ponownie zagrał w Stali. Kolejny zawodnik to Mateusz Mak, znowu osoba, która miała spory wkład w powrót Stali do Ekstraklasy. Wszyscy w Mielcu są mile wspominani i kibice wyrażają się o nich zawsze z dużym uznaniem i sympatią. Pozdrowienia z Mielca i powodzenia ale dopiero na nowym stadionie!!!