Piłka nożna
Górak i Niedźwiedź po meczu
Po meczu GKS Katowice – Stal Mielec wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów – Rafał Górak i Janusz Niedźwiedź.
Janusz Niedźwiedź (trener Stali Mielec):
Nie tak sobie wyobrażaliśmy taki początek rundy wiosennej, przyjechaliśmy z zamiarem, by wywieźć punkty. Pierwsze 30 minut było rozczarowujące, nie byliśmy to my, nie byliśmy Stalą, którą znamy, którą uwielbiam oglądać. To był najgorszy fragment meczu. Przegrywaliśmy pojedynki, nie graliśmy do przodu, nawet jak przełamaliśmy pierwszą linię pressingową, brakowało kontynuacji. Potem opanowaliśmy grę, w międzyczasie stworzyliśmy sytuacje, które przy lepszej finalizacji mogły doprowadzić do strzelenia jednej czy dwóch bramek. Mecz był wtedy otwarty GKS i my mieliśmy swoje szanse. W drugiej połowie szala przechyliła się na naszą korzyść, zaczęliśmy dominować i grać swój dobry futbol. W najmniej oczekiwaliśmy momencie, kiedy mieliśmy wszystko pod kontrolą, popełniliśmy duży błąd – takie piłki nie mają prawa przejść przez środek. Straciliśmy bramkę, jedyną w tym meczu i mimo swoich szans, których nie wykorzystaliśmy, nie byliśmy w stanie się podnieść. Na pewno pierwszy mecz niczego w naszym nastawieniu nie zmienia i nie rozstrzyga. Chcieliśmy dobrze, ale mamy lekcję, by tak nie wchodzić w spotkanie i nie być takim zespołem jak w pierwszych trzydziestu minutach. Mimo że nie straciliśmy bramki, to był najsłabszy nasz moment. Później odzyskaliśmy nasz zespół i grę, mecz mógł się potoczyć w obie strony. Dziś potoczył się na stronę gospodarzy. Gratuluję GKS zwycięstwa. My musimy się przygotować i czekać na drugie spotkanie.
Nie wiem, czy za dużo było ryzyka, bo jeśli ktoś zamyka przestrzeń i nie pozwala wprowadzić piłki do drugiej linii, to trzeba wykorzystywać bramkarza i stoperów, by spod tego pressingu w końcu wyjść. Kilka razy się to udało, zdobyliśmy plecy tej trójki, która pressowała, ale potem był moment, gdy zabrakło nas między strefami lub żeby zaatakować przestrzeń za ich plecami, można było przyspieszyć, mieliśmy dwie sytuacje, gdy zagraliśmy dobrze na ścianę, ale zabrakło kogoś, aby wsparł zawodnika i rozwinął akcję. Czasem gramy krótszymi, czasem dłuższymi podaniami, to zależy też od sytuacji, od tego, jak przeciwnik się zachowuje. Pamiętajmy też, że to kosztuje siły, ktoś biega cały czas od prawej do lewej, ale przychodzi 60-70 minuta i jeśli ktoś zrobi takich 20-30 przebieżek, to to odczuwa i być może też stąd później większa nasza dominacja.
Cały czas trzeba trenować, ostatnia rzecz na boisku to finalizacja, sytuacje w polu karnym czy tuż przed. Tak jak Pery Hannoli, po którego strzale piłka otarła się o słupek. Mieliśmy też co najmniej dwie świetne sytuacje, kiedy nie trafiliśmy z głowy. To jest najtrudniejsza część futbolu. Tam potrzeba dużo determinacji, jakości i treningu. Ważne, że do tych sytuacji dochodzimy, wierzę, że zaczniemy je wykorzystywać i zamieniać na bramki, a to na punkty.
Nie jestem zadowolony z gry, ale poprawiliśmy ją w trakcie meczu i byliśmy lepszym zespołem w drugiej połowie. Sytuacji kilka stworzyliśmy, nawet w samej końcówce, kiedy powinniśmy ją wykorzystać. Stworzenie kilku sytuacji z GieKSą to nie jest byle co, a mieliśmy cztery, pięć dobrych szans na zdobycie bramki. Jeśli tyle tworzysz z zespołem, który ma szczelną defensywę, to nie jest to łatwe, a my to robiliśmy. Minus dla nas, że nie trafialiśmy w bramkę, bo wtedy szansa na gola spada do zera.
Zagraliśmy dwadzieścia meczów, a ja mówiłem tylko o meczu we Wrocławiu, w którym od początku źle weszliśmy w mecz. Ale rzeczywiście zdarzały nam się gorsze wejścia w mecz czy gorsze drugie połowy. Ale ważne, żeby umieć rozegrać dwie równe połowy. Dzisiaj gorsze 30 minut, wtedy pierwsze 15-20 minut pierwsze bardzo złe, ale lepsza druga połowa. Mogliśmy tam strzelić 2-3 bramki strzelić. Zespołowi potrzeba pracy, rozmowy, pokazać, że – nawet patrząc na ostatni sparing z Piastem, pełna kontrola trwała 60 minut, a potem straciliśmy na 10 minut koncentrację i 2 bramki i musieliśmy odrabiać.
Nie wiem, czy Szkurin mnie denerwował, ale byłem bardzo niezadowolony z jego gry. Czekałem, aż przebudzi się jedną czy drugą akcją. W okresie przygotowawczym wyglądał bardzo dobrze, ale dzisiaj było widać, że nie jest sobą i koło 70. minuty straciliśmy wiarę, że on to odwróci. Ale mamy dobrze przygotowanego Wolsztyńskiego i myślę, że ta zmiana nikogo nie dziwi.
Pierwsza połowa Hannoli – widać było, że szuka rytmu, jest to jego pierwsze zderzenie z ekstraklasą, ze stadionem, z kibicami. Od początku może to było trochę bojaźliwe granie. Później z każdą minutą było widać, że się rozkręca. Szkoda, że piłka otarła się po słupek po jego strzale, bo byłaby to piękna bramka. Jest to człowiek, który bardzo ciężko pracuje. W 70. minucie miał tyle kilometrów, że na koniec meczu miałby chyba trzynaście gdyby grał do końca.
Gramy wkrótce z Jagiellonią, z Pogonią. W ekstraklasie nie będzie łatwych meczów. Nie będzie meczów, w których nie jesteśmy w stanie nawiązać walki, ale i takich, z którymi punkty dopiszemy sobie przed meczem. Lepiej skupić się na codziennej pracy, wyciągnąć szybko wnioski, każde spotkanie jest na wagę złota. Tu już nie będzie kolejnej rundy, w każdym meczu musimy utrzymać poziom koncentracji i na końcu być skutecznym.
Cały czas rozmawiamy o wzmocnieniach, mamy ustalony priorytet, okienko trwa praktycznie do końca lutego.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Rywalom chciałbym podziękować za mecz, za który bój stoczyliśmy. Jestem zadowolony z wyniku, z prowadzenia gry i ze sposobu, w jaki graliśmy. Wiedzieliśmy, że Stal trenera Niedźwiedzia ma swój sposób na grę i swoje DNA. Grają nisko, wciągają przeciwnika, dużo manewrują piłką. Naszego wysokiego pressingu i gonienia było dość sporo, ale bardzo ładnie zamykaliśmy tę grę i progresji Stali Mielec nie było. Szczególności w pierwszej połowie osiągnęliśmy dość widoczną przewagę, szkoda, że nie skończyliśmy tego bramką. Im dalej w mecz wiadomo, że przy 0:0 sytuacje stworzą się pod jedną czy drugą bramką. My mieliśmy słupek i poprzeczkę. W końcu zdobyliśmy bramkę i wydaje mi się, że z konkretów mieliśmy dużo przewagi. Zasłużenie wygraliśmy ten mecz i jest to bardzo cenna zdobycz.
Nie chcę wyróżniać jakiegoś zawodnika jako bohatera. Niektórzy zawodnicy zagrali na bardzo wysokim poziomie i zrobili bardzo dużo dobrego wokół siebie, jeśli chodzi o oglądanie meczu zza bocznej linii. Natomiast cały proces analityczny tych detali, gdzie zawodnicy złożyli swoje działania w całość – na to muszę chwilkę poczekać. Nigdy nie lubię wskazywać kogoś na bohatera, bo niekiedy jest to bardzo łatwe, a czasem jest on może w cieniu, bo na przykład wykonał kawał czarnej pracy. Drużyna dziś pracowała na trzy punkty i zawsze jej przypisuje najwięcej. Podkreślam również rolę zawodników wchodzących, którzy dużo dziś dali.
Marcin ma bardzo dużo inklinacji ofensywnych i jeśli znajduje się w takiej sytuacji, to potrafi być bardzo konkretny. Tam wiele rzeczy zagrało bardzo dobrze, włącznie z podanie otwierającym dla Marcina. Jego zachowanie potem w pojedynku z obrońcą i finalizacja – piękna bramka.
Wydawało mi się, że jesteśmy gotowi, by w końcówce szukać kolejnej bramki, znaleźć wolną przestrzeń i liczyłem na konkretnych zawodników. Ale dobrze funkcjonowaliśmy defensywnie w końcówce meczu.
Co do mojej żółtej kartki miałem inną optykę na jedną sytuację, inną niż sędzia, który bardzo poprawnie prowadził dziś zawody.
Chodzi mi czasem o nutkę szczęścia, trochę przypadkowość w wyrównanym meczu, która decyduje o przechyleniu szali zwycięstwa. Podanie Bartka Nowaka to był najwyższy kunszt, to jest wow, zagranie z najwyższej piłkarskiej półki. Niekiedy w równych meczach decyduje łut szczęścia, dzisiaj wygrała drużyna lepsza. Bartek może zagrać z Rakowem Częstochowa.
Nie ma u mnie nieszczerości czy opowiadania bajek, byłem ogromnie zdeterminowany, gdy cała procedura przyjścia Bartka trwała sporo i parokrotnie i było ciężko. Widziałem jego nieszablonowość i nieoczywistość w graniu – jest ogromna. Jego doświadczenie jest duże. Samą postawą, bo jest to facet skromny, daje dużo zespołowi. Zawsze takiego zawodnika będzie brakować w zespole.
Na obozie w Turcji mieszkałem na 8. piętrze i z lotu ptaka oglądałem Filipa trenującego w Lechu Poznań. Nie miałem wątpliwości, że Filip jest gotowy. Trzeba natomiast podkreślić bardzo dobry mecz Sebastiana Bergiera i byłem przekonany, że jak przyjdzie Filip, to Sebastian również podniesie poziom. Rywalizacja, jeśli jest uczciwa i czysta, podnosi umiejętności.
Rzeczywiście strzał Wolsztyńskiego był groźny, ale był to strzał niecelny. Przypominam sobie chyba jeden strzał celny w kierunku bramki Dawida. Mamy nadzieję, że taki mecz jak z Koroną już nam się nie przytrafi. Ale piłka ma to do siebie, że lepszy nie wygrywa spotkania. Dzisiaj jestem przekonany, że lepszy zespół wygrał.
Zacieram ręce na powrót Klemenza. Każdy z nich chce grać, zawodnicy chcą grać. Natomiast jeśli drużyna będzie grać i realizować założenia taktyczne, to zawodnik będzie musiał poczekać. Krzywda mu się nie stanie. A nie zapominałbym o Olku, który dzisiaj wszedł i dał bardzo dobrą zmianę.
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.
Piłka nożna
Górak: Jestem pełen optymizmu
Po meczu Jagiellonia – GKS wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Adrian Siemieniec i Rafał Górak. Poniżej główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Mecz jest przegrany i nikt z nas nie jest szczęśliwy. Wydaje mi się jednak, że warto o paru rzeczach opowiedzieć. Zdecydowanie wiedzieliśmy, że przyjeżdżamy do bardzo rozdrażnionej, bo ostatnie wyniki nie były najlepsze i brakowało zwycięstw, Jagiellonii, wiec spodziewaliśmy się bardzo zdeterminowanego i pozytywnie nakręconego przeciwnika i tak też było. Samej jakości piłkarskiej jest masę w Jagiellonii, więc jeśli oni są dobrze zregenerowani, mają dobre flow, to przeciwnik ma dużo problemów.
Straciliśmy dwie bramki w pierwszej połowie i kluczowa była przerwa, bo można było się rozlecieć i przegrać wyższym wynikiem, a to nie buduje i zawsze w głowie zostaje, jeśli przegrasz wyżej. Jestem zbudowany całą drugą płową, tą energią, z jaką wyszliśmy na drugą połowie, bo wydaje mi się, że naprawdę można było z przyjemnością patrzeć na odrabiający GKS Katowice, na dążący najpierw do zdobycia pierwszej bramki, która byłaby momentem zwarcia wyniku i szukalibyśmy tej drugiej. Za późno padła ta bramka i zabrakło nam trochę czasu. Nie chodzi o to, że chcę powiedzieć, że wynik remisowy byłby sprawiedliwy. Chodzi mi o to, że jestem zbudowany postawą zespołu w drugiej połowie. Bardzo dobrze przepracowaliśmy przerwę i drużyna zagrała tak, jakbym sobie tego życzył w momencie, kiedy na boisku utytułowanego, ogranego w pucharach bardzo mocnego rywala moglibyśmy nie dać rady. Drużyna bardzo dobrze wyciągnęła wnioski, bardzo dobrze weszła w drugą połowę, szukaliśmy sytuacji do zdobycia bramki kontaktowej. Tak się stało, ale zabrakło czasu. Gratuluję zwycięstwa gospodarzom, zasłużone, natomiast ja jestem pełen optymizmu po tym meczu i mogę swojej drużynie pogratulować. Wiadomo, że każdy chce punktować i wygrywać, to by było najlepsze. Dzisiaj nam zabrakło. Będziemy się dalej starać i pracować, przed nami kolejne spotkanie.
Adrian Siemieniec (trener Jagiellonii Białystok):
Rozpocznę od podziękowań i gratulacji dla zespołu za zwycięstwo bardzo ważne, w bardzo ważnym momencie. Również podziękowania dla naszych kibiców i całego stadionu, bo miałem wrażenie, że dzisiaj byliśmy skonsolidowani i stadion niósł drużynę. Potrzebowaliśmy tego i to było czuć, że wszyscy pragniemy tego zwycięstwa. Cieszę się, że możemy się z tego cieszyć. Na pewno miałem pierwsze odczucie, w pierwszej i po pierwszej połowie, że wróciliśmy jako drużyna i mam nadzieję, że ten mecz będzie początkiem tego, że będziemy dalej się tak prezentować, szczególnie jak w pierwszej połowie. Choć z perspektywy poświęcenia, pracowitości i determinacji cały mecz był na wysokim poziomie. W pierwszej połowie graliśmy bardzo dobrze, bramka na 2:0 była kluczowa, mimo to, że wcześniej mieliśmy sytuacje, bo Jesus uderzał czy Bartek Mazurek. Bo w drugiej połowie po zmianach GKS miał więcej inicjatywy z piłką, ten mecz wyglądał z naszej strony inaczej, więc staraliśmy się kontrolować grę bez piłki, więcej się wybronić, do tego potrzebowaliśmy poświęcenia. Wygraliśmy z bardzo dobrą drużyną, która jest w świetnej dyspozycji – do tej pory przegrała tylko jedno spotkanie, a wygrała trzy z rzędu. Czuć było ich pewność siebie i że są w dobrej dyspozycji. Tym bardziej cieszę się, że wygraliśmy to niełatwe z perspektywy ostatnich wyników spotkania. Tym bardziej ważne jest, żebyśmy trzymali konsekwentnie poziom i podnosili go, bo w sobotę kolejny mecz u siebie i chcemy zakończyć ten mecz przed przerwą na kadrę w dobry sposób.


Najnowsze komentarze