Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Znamy beniaminka PlusLigi!
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Piłkarki w minionym tygodniu rozegrały dwa wygrane spotkania – z Energą Stomilanki Olsztyn 5:0 oraz ze Śląskiem Wrocław 2:1. W najbliższą sobotę 16 maja o 12:00 u rozegramy finał Pucharu Polski z Czarnymi Sosnowiec w Tychach. PZPN przedstawił kandydatki do pierwszej Gali Orlen Ekstraligi Kobiet. Piłkarze w minionym tygodniu zremisowali 0:0 z Piastem. W najbliższą niedzielę 17 maja o 14:45 zagramy domowe spotkanie z Jagiellonią. Klub rozpoczął sprzedaż karnetów na następny sezon PKO BP Ekstraklasy. W środę 13 maja na Arenie Katowice odbędzie się spotkanie kibiców z piłkarkami i piłkarzami GieKSy – będzie możliwości zrobienia zdjęcia i zdobycia autografu.
Siatkarze w trzecim spotkaniu finału play-off przegrali 0:3 z BBTSem Bielsko-Biała. W czwartym meczu pokonali BBTS na wyjeździe 3:0 i tym samym, po rocznej banicji, wracają do PlusLigi.
Mateusz Bepierszcz opuszcza szeregi hokejowej GieKSy.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – GKS zwycięża w zaległym meczu
W zaległym meczu 13. kolejki Orlen Ekstraligi zespół GKS-u Katowice odnotował pokaźne zwycięstwo nad Energa Stomilankami Olsztyn. Julia Włodarczyk ustrzeliła hat-tricka.
Katowiczanki doskonale weszły w mecz – już w piątej minucie prowadziły 1:0 za sprawą Klaudii Maciążki. Ledwie trzy minuty później Julia Włodarczyk podwyższyła rezultat. Po kwadransie gry ta zawodniczka skompletowała dublet po dynamicznym rajdzie lewą stroną boiska. Do przerwy rezultat nie uległ zmianie, a podopieczne Karoliny Koch kontrolowały boiskowe wydarzenia, nie pozwalając przyjezdnym na zbyt swobodne poczynania ofensywne. Pod koniec pierwszej połowy Stomilanki stworzyły dogodną sytuację strzelecką – Martyna Duchnowska przymierzyła w słupek.
Zaledwie dwie minuty po gwizdku Sylwii Biernat na drugą część spotkania Gieksa podwyższyła prowadzenie. Julia Włodarczyk skompletowała hat – tricka. Katowiczanki nie zamierzały poprzestać na czterech trafieniach i wielokrotnie zmuszały golkiperkę Stomilanek, Oliwię Krzemińską do interwencji. W doliczonym czasie gry Patricia Hmirova ustaliła rezultat spotkania na 5:0.
radiowroclaw.pl – Piłkarki Śląska wracają na tarczy z Katowic
[…] Mistrzynie Polski od początku starcia pokazywały, na co je stać. Od razu po pierwszym gwizdku ruszyły na bramkę Hanny Wieczerzak. WKS miał trudności z wyjściem z własnej połowy i utrzymaniem się przy piłce. Trwało oblężenie.
W 10. minucie spotkania GKS wykonywał rzut wolny z prawej strony boiska na wysokości 25. metra od linii końcowej. Patricia Hmirova posłała futbolówkę wysoko nad polem karnym. Piłka trafiła na głowę Katarzyny Nowak, która odegrała do wbiegającej Kateriny Vojtkovej. Ta z bliskiej odległości pokonała golkiperkę Śląska i wyprowadziła swój zespół na prowadzenie.
Wrocławianki chciały szybko odpowiedzieć – zablokowana została jednak Katarzyna Białoszewska. Był to jeden z niewielu wypadów przyjezdnych na połowę rywalek. Katowiczanki kontrolowały przebieg rywalizacji i szukały drugiego gola. Najbardziej aktywną zawodniczką gospodyń była Klaudia Maciążka, która sprawiała przyjezdnym spore problemy.
Śląsk najlepszą sytuację na doprowadzenie do remisu miał w 30. minucie. Wtedy Karolina Gec zagrała na prawe skrzydło do Kingi Wyrwas. Młoda zawodniczka dobiegła z futbolówką do linii końcowej i dośrodkowała wprost na głowę perfekcyjnie ustawionej Białoszewskiej, która oddała strzał. Piłka trafiła jednak do rąk Kingi Seweryn.
Po kilku minutach od wznowienia gry po przerwie przyjezdne zaczęły coraz częściej utrzymywać się przy piłce. W 53. minucie wyprowadziły obiecującą kontrę. Wyrwas dostała futbolówkę blisko środka boiska i ruszyła w stronę bramki rywalek. Przebiegła kilkadziesiąt metrów i gdy znalazła się w szesnastce, spróbowała strzału. Została jednak zablokowana.
Wrocławianki zaczynały się rozpędzać. Dziesięć minut później wykonywały rzut rożny. Bramkarka GKS-u pomyliła się przy piąstkowaniu i powaliła na ziemię Wyrwas. Pani arbiter pokazała na jedenasty metr. Do piłki podeszła Gec i doprowadziła do remisu!
Rywalizacja się zaostrzyła, a tempo spotkania wzrosło. Każda z drużyn chciała zgarnąć w tym meczu trzy punkty. Więcej klarownych okazji tworzyły sobie gospodynie, ale przyjezdne próbowały dotrzymać im kroku. Warto odnotować, że na kwadrans przed ostatnim gwizdkiem na murawie pojawiła się Joanna Wróblewska, dla której był to pierwszy występ w tej rundzie. Kapitan WKS-u długo leczyła kontuzję, ale na szczęście już wróciła do pełnej sprawności.
W 80. minucie Ewelina Piórkowska źle zagrała do Hanny Wieczerzak we własnej szesnastce. Aleksandra Nieciąg przejęła piłkę i zaczęła rozgrywać akcję. Daria Sokołowska musiała ratować zespół faulem. Sędzia po raz drugi w tym meczu wskazała na jedenasty metr. Do futbolówki podeszła Hmirova i pomyliła się! Trafiła w słupek, a Julia Langosz próbowała dobitki, lecz nie udało jej się wyprowadzić swojej drużyny na prowadzenie. Śląsk miał sporo szczęścia, którego jednak zabrakło chwilę później.
Gospodynie dośrodkowały w szesnastkę WKS-u z rzutu wolnego. Zakotłowało się pod bramką Wieczerzak, która wybroniła pierwsze uderzenie. Później z linii piłkę wybiła Piórkowska, ale trzeciego strzału już nie udało się zatrzymać. Marcjanna Zawadzka trafiła do siatki.
pzpn.pl – Czas na kolejny krok! PZPN ogłasza Galę Orlen Ekstraligi Kobiet
Kalendarium piłki nożnej kobiet można rozpocząć w roku 1921. To właśnie wtedy na tytułowej stronie „Przeglądu Sportowego” pojawiło się zdjęcie piłkarek Unii Poznań. Fotografia została podpisana jako „pierwsza żeńska footballowa drużyna w Polsce”. W 1980 roku rozegrano pierwsze oficjalne rozgrywki ligowe. Sezon zakończył się w 1981 roku, a po trofeum sięgnęły piłkarki Czarnych Sosnowiec. Teraz, w 2026, Polski Związek Piłki Nożnej stawia kolejny milowy krok dla piłki nożnej kobiet w Polsce. Już 1 czerwca odbędzie się pierwsza Gala Orlen Ekstraligi Kobiet, podczas której poznamy najlepsze zawodniczki sezonu.
Statuetki zostaną rozdane w 11 kategoriach: MVP sezonu, najlepsza młoda piłkarka, bramkarka, obrończyni, pomocniczka i napastniczka sezonu, a także najlepszy trener/trenerka, gol, inicjatywa na rzecz rozwoju piłki kobiecej – to niektóre z kategorii, w których zostaną rozdane statuetki podczas Gali Orlen Ekstraligi Kobiet. Nie zabraknie także wyróżnienia dla królowej strzelczyń. Specjalna nagroda będzie również wręczona dla ambasadora piłki nożnej kobiet. Zaplanowano aż 11 kategorii, które mają kompleksowo uhonorować piłkarki zakończonego sezonu.
[…] Kapituła Gali Orlen Ekstraligi Kobiet wybrała już listę nominowanych w poszczególnych kategoriach. W gronie wyróżnionych znalazły się czołowe zawodniczki Orlen Ekstraligi Kobiet, które przez cały sezon decydowały o obliczu swoich drużyn – od doświadczonych liderek po największe młode talenty. O statuetki powalczą także trenerzy stojący za sukcesami ligowych zespołów oraz autorki spektakularnych goli i projekty promujące piłkę nożną kobiet. W następnym etapie kapituła wybierze zwyciężczynie i zwycięzców w poszczególnych kategoriach, których poznamy 1 czerwca podczas gali.
[…] Pełna lista nominowanych:
Najlepsza bramkarka:
[…] Kinga Seweryn (GKS Katowice)
Najlepsza obrończyni:
[…] Katarzyna Nowak (GKS Katowice)
[…] Marcjanna Zawadzka (GKS Katowice)
Najlepsza pomocniczka:
Patrícia Hmírová (GKS Katowice)
Trener sezonu:
Karolina Koch (GKS Katowice)
Najlepsza inicjatywa:
[…] 8311 kibiców na meczu Lech Poznań UAM – GKS Katowice, organizator: Lech Poznań UAM
MVP sezonu:
[…] Patrícia Hmírová (GKS Katowice)
[…] Klaudia Maciążka (GKS Katowice)
[…] Kinga Seweryn (GKS Katowice)
wkatowicach.eu – Czy uKOCHane zdobędą trofeum? Finał Orlen Pucharu Polski kobiet 2026 odbędzie się w Tychach
Kobieca sekcja piłkarska GKS-u Katowice zagra w finale Orlen Pucharu Polski kobiet 2026. Rywalkami będa zawodniczki Czarnych Sosnowiec, a mecz odbędzie się w Tychach, choć pierwotnie planowano rozegranie tego spotkania w Szczecinie.
Polski Związek Piłki Nożnej poinformował, że na prośbę klubów finał Orlen Pucharu Polski kobiet, w którym GKS Katowice zmierzy się z Czarnymi Antrans Sosnowiec, został przeniesiony do Tychów – pierwotnie planowano rozegranie meczu finałowego w Szczecinie.
Podopieczne trener Karoliny Koch, zwane uKOCHanymi zapewniły sobie bezpośrednią walkę o krajowe trofeum, wygrywając pewnie półfinałowy mecz z piłkarkami Lecha Poznań. Spotkanie w Poznaniu zakończyło się wynikiem 0-5.
Mecz finałowy na Stadionie Miejskim w Tychach odbędzie się w sobotę 16 maja o godzinie 12:00. Transmisję z finału przeprowadzi TVP Sport. Rozpoczęła się już sprzedaż biletów na finał prowadzona poprzez platformę „Łączy nas piłka” – bilety.laczynaspilka.pl. Sektor dedykowany dla sympatyków GKS-u Katowice to sektor „P”.
Ceny biletów:
kategoria 1 – 30 zł (15 zł ulgowy)
kategoria 2 – 20 zł (10 zł ulgowy)
Spotkanie z piłkarzami i piłkarkami GieKSy na Arenie Katowice. Wyjątkowa okazja dla karnetowiczów
To będzie wyjątkowy prezent dla najwierniejszych kibiców GieKSy. W środę, 13 maja, w Arenie Katowice odbędzie się specjalne spotkanie z piłkarzami i piłkarkami GKS-u Katowice. Na uczestników czeka autografiada, wspólne zdjęcia i możliwość osobistego wsparcia drużyn przed decydującymi meczami sezonu.
Końcówka rozgrywek zapowiada się niezwykle emocjonująco. Zarówno piłkarze, jak i piłkarki GKS-u znajdują się w czołówkach swoich ligowych tabel, a kobieca drużyna dodatkowo powalczy jeszcze o triumf w finale Pucharu Polski. Klub postanowił więc stworzyć kibicom okazję do bezpośredniego spotkania ze sportowcami przed najważniejszym momentem sezonu.
Autografiada odbędzie się w hali Areny Katowice w środę, 13 maja, w godz. 17:00–19:00. W wydarzeniu mogą uczestniczyć wyłącznie osoby posiadające karnety na mecze piłkarzy GKS-u Katowice. Aby wejść na spotkanie, trzeba pobrać darmową wejściówkę w systemie biletowym klubu. Dystrybucja biletów rozpocznie się w czwartek, 7 maja, o godz. 10:00.
Klub zaznacza, że liczba miejsc dostępnych jednocześnie podczas wydarzenia będzie ograniczona, dlatego warto nie zwlekać z rezerwacją wejściówek.
Przy okazji wydarzenia kibice będą mogli odwiedzić także stoisko GIEKSA FANSTORE. W sprzedaży pojawią się klubowe gadżety i specjalne fankarty przygotowane z myślą o zbieraniu autografów. Dodatkową atrakcją będzie pierwsza możliwość zakupu koszulek „match worn” piłkarzy GKS-u Katowice – czyli meczowych trykotów używanych przez zawodników podczas spotkań. Na wybranych koszulkach będzie można od razu zdobyć podpis ulubionego gracza.
sport.tvp.pl – Eman Marković chce doprowadzić GKS Katowice do europejskich pucharów. „Po niektórych meczach Erling Haaland mi gratulował”
Eman Marković jest objawieniem ostatnich tygodni w PKO BP Ekstraklasie. Ofensywny zawodnik GKS Katowice w pięciu poprzednich spotkaniach strzelił siedem goli i zanotował dwie asysty. Norweg znajduje się w życiowej formie i chce wywalczyć medal MP. – Chcemy pozostać niepokonani do końca sezonu. Wtedy zajmiemy miejsce na podium Ekstraklasy i awansujemy do europejskich pucharów – mówił w rozmowie dla TVPSPORT.PL.
Jakub Kłyszejko, TVPSPORT.PL: Eman, w ostatnim czasie jesteś w bardzo dobrej formie. Co miało na to największy wpływ: przygotowanie fizyczne, pewność siebie, taktyka zespołu czy może coś innego?
Eman Marković, piłkarz GKS Katowice: – Myślę, że bardzo ważna jest pewność siebie. Kiedy drużyna dobrze funkcjonuje, gra solidnie w defensywie i osiąga dobre wyniki, każdemu zawodnikowi jest łatwiej. To daje spokój i pomaga również w ofensywie. Mamy za sobą świetny czas, ale sezon jeszcze się nie skończył. Robota jest jeszcze do zrobienia i musimy kontynuować dobrą passę.
– W ostatnich meczach regularnie zdobywasz bramki. To najlepszy moment w twojej karierze?
– Pod względem strzeleckim na pewno jest to jeden z najlepszych okresów w mojej karierze. Ogólnie, jeśli chodzi o grę ofensywną, czuję się bardzo dobrze. Cieszę się, że wysoka forma przyszła właśnie w kluczowym momencie sezonu. Bardzo chciałem pomóc zespołowi w odnoszeniu zwycięstw.
– Ostatnio jesteś wymieniany jako jeden z najlepszych zawodników ligi. Jak reagujesz na takie opinie?
– To miłe, ale nie myślę o tym zbyt dużo. Staram się każdego dnia pracować tak samo i skupiać na kolejnych meczach. Najważniejsze jest to, żeby pomagać drużynie.
– Dobry czas w Polsce zmienia twoje ambicje na najbliższe lata?
– Na pewno mocno pomaga. Kiedy czujesz się dobrze, grasz regularnie i masz pewność siebie, zaczynasz patrzeć w przyszłość z większym optymizmem. Chcę dalej się rozwijać. Trafiłem do bardzo dobrego miejsca. Mamy mocną drużynę, świetny sztab i jesteśmy w stanie osiągnąć coś wielkiego, na co w Katowicach wszyscy długo czekają. Nie chcemy zmarnować tej szansy.
– Trener Rafał Górak mówił, że potrzebowałeś czasu, aby zrozumieć jego pomysł na grę, szczególnie w defensywie, i że teraz widać efekty tej pracy. Zgadzasz się z tą oceną?
– Tak. Kiedy przychodzisz do nowego kraju, do nowej ligi i nowej drużyny, wszystko wymaga czasu. Trzeba poznać taktykę, zawodników, wymagania trenera i sposób gry zespołu. To normalne, że adaptacja trwa.
– Co było najtrudniejsze w dostosowaniu się do wymagań trenera Góraka?
– Na początku najtrudniejsze było przyzwyczajenie się do innej pozycji, innego ustawienia i innych zadań taktycznych. Było dużo nowych informacji, ale dzięki pracy z trenerem i drużyną udało mi się lepiej to zrozumieć. Efekty przyszły bardzo szybko, z czego jestem niezwykle zadowolony. Ostatnie tygodnie są dla mnie znakomite.
– Dziś czujesz, że jesteś bardziej kompletnym piłkarzem niż wtedy, gdy trafiłeś do GKS-u Katowice?
– Tak, zdecydowanie. Dzięki trenerom, kolegom z drużyny i codziennej pracy rozwinąłem się jako zawodnik. Lepiej rozumiem grę i czuję, że zrobiłem krok do przodu. Nieco inaczej patrzę na grę w defensywie i staram się pomagać drużynie w każdym aspekcie.
– GKS Katowice walczy o europejskie puchary i medal mistrzostw Polski. Jak podchodzicie do tego w szatni?
– Skupiamy się na każdym kolejnym meczu. Oczywiście wiemy, o co gramy, ale najważniejsze jest to, żeby wykonywać swoją pracę, wygrywać spotkania i zdobywać trzy punkty. Nie chcemy wybiegać zbyt daleko w przyszłość. Mamy przed sobą jeszcze trzy finały. Chcemy pozostać niepokonani do końca sezonu. Wtedy zajmiemy miejsce na podium Ekstraklasy i awansujemy do europejskich pucharów.
– Co jest największą siłą waszego zespołu?
– Drużyna. Jesteśmy zgrani, walczymy jeden za drugiego i ciężko pracujemy każdego dnia. Mamy wielu dobrych zawodników, ale najważniejsze jest to, że działamy razem. Tutaj nikt nie patrzy na drugiego. Każdy daje z siebie wszystko i wie, co ten zespół może osiągnąć. Nie widzimy swojego limitu.
SIATKÓWKA
siatka.org – Wielkie emocje w Katowicach. Walka o złoto przedłużona!
Rywalizacja o złoto I ligi trwa w najlepsze. GKS Katowice przed dzisiejszym spotkaniem był już o krok od wielkiego sukcesu i trzeciej wygranej, jednak siatkarze BBTSu Bielsko-Biała postawili mocną kontrę i zatrzymali dobrą passę rywali. Walka o złoty medal i awans do PlusLigi nadal trwa.
Dla BBTS-u Bielsko-Biała wtorkowe spotkanie było ostatnią szansą na zaczepienie się w finałowej rywalizacji. Toczy się ona do trzech zwycięstw, a GKS Katowice ma już na swoim koncie dwa – kolejno 3:1 i 3:2. Kolejne spotkanie o awans do PlusLigi znów toczyło się w Arenie Katowice przy ulicy Nowej Bukowej.
Kilka udanych kontr pozwoliło siatkarzom z Bielska-Białej odskoczyć na 3:1 na starcie spotkania. Ta kilkupunktowa przewaga utrzymywała się bardzo długo. Katowiczanom zdecydowanie brakowało skuteczności w ataku. Po drugiej stronie siatki z kolei na zmianę wyróżniali się Szymon Romać i Kamil Dębski. Na półmetku było 15:11 dla BBTS-u. Dopóki Bielszczanie cierpliwie grali przy długich wymianach, wszystko układało się po ich myśli. Po błędzie serwisowym Wojciecha Włodarczyka dystans zwiększył się nawet do sześciu „oczek”. I nagle, przy stanie 14:22 coś ruszyło. Świetny serwis Ferensa i nieocenione wsparcie Michała Superlaka w ataku pozwoliło Katowiczanom zbudować pokaźną serię punktową. Momentalnie zrobiło się 23:24. BBTS jednak wciąż miał wszystko w swoich rękach. Nie musiał za wiele robić – błąd serwisowy gospodarzy zamknął rywalizację.
Punkt za punkt od początku toczył się set numer dwa. Jakob Thelle sporo grał środkiem, natomiast po stronie GKS-u dużo robił Włodarczyk. Wymiana ciosów trwała przez dłuższą chwilę (4:4, 9:9). Wówczas znów do akcji wkroczył ofensywny duet, Dębski i Romać. Gdy ten drugi posłał jeszcze asa serwisowego, zrobiło się 13:10 dla BBTS-u. Katowiczanie nie zamierzali odpuszczać. Czuwali na siatce i kilkukrotnie udało im się zatrzymać rywali – 16:17. Tym razem, można było się w pełni spodziewać wyrównanej, emocjonującej końcówki. Remis pojawił się wtedy, gdy pomylił się Romać. Doszło do rywalizacji na przewagi. Decydujący był blok Bielszczan na Wojciechu Ferensie.
Bielszczanie byli bardzo zmotywowani. Cierpliwie grali w ataku, cały czas pilnowali też rywali na siatce. Początek trzeciej odsłony był słabszy w wykonaniu Włodarczyka. BBTS szukał natomiast regularności w polu serwisowym – 6:6. Wynik był na styku, po ataku Bartłomieja Krulickiego to GKS przejął pałeczkę. Zaraz jednak wszystko odwróciło się przy dobrym serwisie Kajetana Tokajuka (9:11). Gospodarze trzymali się blisko, ale wciąż minimalnie z przodu był zespół z Bielska-Białej, który częściej punktował w długich akcjach. Przysłowiowym gwoździem do trumny Katowiczan, okazał się blok na Ferensie – 19:22. Przyjmujący próbował poprawić sytuację asem serwisowym, ale to było zbyt mało. Pomyłka Gonzalo Quirogi na dziewiątym metrze zakończyła to starcie.
GKS Katowice – BBTS Bielsko-Biała 0:3 (23:25, 24:26)
Znamy beniaminka PlusLigi! Krótko ich nie było
GKS Katowice i BBTS Bielsko-Biała zafundowały naprawdę emocjonujące widowisko w finale I ligi mężczyzn. Nic dziwnego, bo stawką był przede wszystkim awans do PlusLigi. W czwartym meczu Katowiczanie nie mieli litości dla rywali. Zamknęli wszystko w trzech setach, dzięki czemu po roku przerwy wracają do najwyższej klasy rozgrywkowej. Na wysokości zadania stanęli przede wszystkim Wojciech Włodarczyk i Michał Superlak.
Podrażnieni przedłużeniem rywalizacji do czwartego meczu siatkarze GKS-u Katowice pewnie weszli w mecz. Bardzo dobrze od początku spisywał się Bartłomiej Krulicki, a po ataku z przechodzącej Wojciecha Włodarczyka było już 6:2 dla gości. BBTS Bielsko-Biała nie istniał, zaś trzema asami serwisowymi z rzędu postraszył gospodarzy Grzegorz Pająk – 10:3. Z pewnego poziomu nie schodził też Michał Superlak. Osamotniony na placu boju Szymon Romać niewiele mógł natomiast robić, a przewaga po stronie GieKSy była porażająca – 17:7. Dopiero w końcówce Bielszczanie zdołali odrobić parę oczek. Spektakularną kiwką popisał się też Jakob Thelle, ale za moment było już 1:0 dla Katowiczan – 25:18.
Zupełnie inaczej wyglądała druga partia, gdzie oba zespoły szły łeb w łeb. Niewiele było przestrzeni na błędy, a Romacia czynnie wspierał Kamil Dębski. Asa na samym początku dołożył też Bartosz Pietruczuk. Na posterunku był jednak Damian Hudzik, nie mówiąc nic o nie zwalniającym ręki w ataku Superlaku – 8:8. Niespodziewanie lokalnym udało się wyjść na prowadzenie – 13:9. Uśpiło to nieco czujność BBTS-u, zwłaszcza, że zespół trzymał się na przodzie przez parę minut – 16:13. Z czasem różnica zaczęła maleć, a po aucie Romacia i Pietruczuka było już 17:17. Prowadzenie asem gościom dał Michał Superlak i to gracze GKS-u dyktowali w samej końcówce tempo. Powalczyć chciał jeszcze Kajetan Tokajuk, ale 2:0 było kwestią paru wymian – 25:23.
Trzecia odsłona okazała się tą ostatnią, a pozbawieni szans gospodarze nie zdołali przełamać. Chęci drużynie nie można jednak odmówić, bowiem początek należał do wyrównanych – 8:8. Cenne oczka dokładał Mariusz Zawalski, a szansę na dłuższą grę otrzymał też Bartłomiej Zawalski. Wciąż liderem pozostawał Romać, ale było tak do czasu, gdy w polu serwisowym znów zameldował się Grzegorz Pająk. Po kolejnym asie rozgrywającego było już 13:10. Jako kolejny asa dołożył Hudzik – 20:12, a ekipa lokalnych zdała sobie sprawę z uciekających marzeń. Błędom nie było końca. Egzekucja trwała zaś dalej, a decydujący cios Bielszczanom zadał właśnie Szymon Romać, psują zagrywkę – 17:25 (0:3).
MVP: Grzegorz Pająk
BBTS Bielsko-Biała – GKS Katowice 0:3 (18:25, 23:25, 17:25)
HOKEJ
hokej.net.pl – GKS Katowice pożegnał swojego wojownika. Trenuje już w innym klubie
Mateusz Bepierszcz po pięciu sezonach opuścił GKS Katowice. Doświadczony skrzydłowy rozpoczął przygotowania do sezonu z Polonią Bytom.
Wicemistrzowie Polski poinformowali o zakończeniu współpracy z Mateuszem Bepierszczem. Umowa doświadczonego napastnika wygasła, a zawodnik po pięciu sezonach pożegnał się z katowickim klubem.
Przypomnijmy, że Bepierszcz wrócił do GieKSy przed sezonem 2021/22, wcześniej reprezentując klub również w latach 2012-2014. W trakcie ostatniego etapu swojej przygody z katowickim zespołem sięgnął po dwa mistrzostwa Polski i trzy srebrne medale mistrzostw kraju. Był także częścią drużyny, która zdobyła brązowy medal Pucharu Kontynentalnego w sezonie 2024/25.
Łącznie w barwach GKS-u rozegrał 354 spotkania, a w samych rozgrywkach ligowych wystąpił 258 razy, notując 38 bramek i 54 asysty.
– Mateusza zawsze charakteryzowała ogromna wola walki oraz serce zostawione na lodzie. Nie odpuszczał żadnego krążka i zawsze był gotów do wielkich poświęceń dla swoich kolegów z zespołu – czytamy w oficjalnym komunikacie GieKSy.
Nie jest tajemnicą, że skrzydłowy rozpoczął już treningi z Polonią Bytom. Wszystko wskazuje na to, że właśnie tam będzie kontynuował karierę.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Felietony Piłka nożna
Marsz ku marzeniom
No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.
Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.
Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.
Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.
GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.
Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.
Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.
I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.
GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.
Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.
Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.
No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.
I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.
Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.
Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.
Niepojęte. Twierdza od samego startu.
Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.
W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.
Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.
Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.
Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.
Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.
Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.
A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?


Najnowsze komentarze