Piłka nożna Prasówka
Paździerz nad paździerze, a miał być mecz GKS-u z Piastem
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Piast Gliwice, który zakończył się remisem 0:0.
weszlo.com – Paździerz nad paździerze, a miał być mecz GKS-u z Piastem
Są takie mecze o których nie chce się rozmawiać, pisać, nie chce się ich pamiętać, właściwie nie wiadomo, po co one są, oprócz tego, że każdy musi zagrać z każdym po dwa razy, tak, by było parzyście. Zatem dzięki spotkaniu GKS-u z Piastem zmierzamy do tej parzystości i dziękujemy wam, panowie, za porządek w organizacji ligi.
Swoją drogą, jeśli Ekstraklasa tak lubi wykładać pieniądze – jak za Lechię – to może powinna pomyśleć o dofinansowaniu kibiców, którzy marzli i oglądali ten paździerz? Na przykład, żeby rządzący rozgrywkami rozdali im po ciepłej herbacie. Albo dali jakieś vouchery na coś, co jakkolwiek przypomina rozrywkę, czyli choćby liczenie przelatujących gołębi. Ale to chyba nie jest w żaden sposób biletowane. A szkoda – chyba lepiej wydać parędziesiąt złotych na gołębie, niż na GKS z Piastem. Co w tym meczu bowiem było? Trochę się piłkarze poszarpali, to prawda. Wykonali kilkanaście stałych fragmentów gry, to też prawda. Oddali jeden celny strzał przez pierwsze 45 minut, natomiast taki, że obroniłby go każdy na trybunach – to też niestety prawda.
I serio, dziwne, że paździerzowa loteria wybrała akurat to starcie, bo przecież jednych i drugich ogląda się na początku wiosny (ta…) naprawdę przyjemnie. Obie drużyny po sześć punktów, pokonana Legia czy Raków. Jeśli szukać w tej kolejce ciężarów, to można było stawiać na Śląsk z Widzewem, a nie na spotkanie w Katowicach. Niestety tam grali, a tu nie grali.
Z ciekawszych sytuacji widzieliśmy w zasadzie tylko uderzenia Jirki na początku drugiej połowy i na jej końcu. Poza tym – bryndza. Zero płynności, jakości, starcie dwóch nędznych drużyn, które – znów – pokazywały wcześniej, że nędzne nie są.
Więc: dlaczego? Co was, panowie, skłoniło do takiej bezradności?
W sumie – nieważne. Po prostu nie róbcie tak więcej.
gol24.pl – GKS Katowice zremisował bezbramkowo z Piastem Gliwice. Ciekawiej na trybunach niż na boisku
GKS Katowice zremisował w drugim niedzielnym meczu 21. kolejki PKO Ekstraklasy przeciwko Piastowi Gliwice. W przedostatnim domowym starciu przy Bukowej, przed przeprowadzką goli nie oglądaliśmy. Zdecydowanie ciekawiej było w pierwszej połowie na trybunach niż murawie.
[…] Drugi niedzielny mecz w Katowicach za wielu emocji kibiców w mroźne popołudnie nie przyniósł. Przy Bukowej w pierwszej połowie więcej niż goli, oglądaliśmy stałych fragmentów gry. Spotkanie było zamknięte, a obie drużyny mocno pracowały w defensywie i środkowej tercji boiska. Nikt nie chciał popełnić błędu.
Ciekawiej było na trybunach przy Bukowej. Był to przedostatni domowy mecz przed przeprowadzką i z tej okazji fani puścili serpentyny ze swojego sektora przed pierwszym gwizdkiem. Kiedy natomiast i z kim odbędzie się inauguracja na nowym, odświeżonym obiekcie? Przypadnie ona na ostatni weekend marca, kiedy GKS mierzyć się będzie w meczu przyjaźni z Górnikiem Zabrze. Wcześniej podopieczni trenera Góraka zmierzą z Zagłębiem Lubin u siebie.
Sytuacji w meczu było jak na lekarstwo. Statystyki po pierwszej połowie? Pierwszy strzał celny gospodarze oddali na minutę przed końcem regulaminowego czasu gry. Wtedy Frantisek Plach poradził sobie z próbą Borjy Galana z rzutu wolnego. Wcześniej dwukrotnie podopieczni trenera Rafała Góraka oddawali niecelne uderzenia, a goście trzykrotnie mylili się i nie trafiali nawet w światło bramki Dawida Kudły.
– Na pewno nie jest urodziwy mecz. Bardzo dużo długiej piłki, bardzo dużo niewymuszonych błędów. Ale cóż, no czekamy na swoją tak naprawdę jedną okazję, bo mieliśmy w pierwszej połowie dużo stałych fragmentów – mówił w przerwie meczu, Adrian Błąd, czyli atakujący tegorocznego beniaminka z Katowic.
– Ile tych rożnych by nie było, to zawsze jest ich sporo, więc czekamy na ten jeden konkretny. Najważniejsze, że stwarzamy gdzieś te i dochodzimy przede wszystkim do pola karnego rywala – tłumaczył reporterowi Canal+Sport.
W drugiej połowie również oglądaliśmy zamknięty mecz. Choć na boisku pojawili się dwaj wypożyczeni piłkarze z ligowej czołówki. Filip Szymczak (z Lecha Poznań) zameldował się w 59. minucie. Zmienił Sebastiana Bergiera, a w 78. minucie Dawid Drachal (z Rakowa Częstochowa).
dziennikzachodni.pl – Kibice GKS Katowice i Piasta Gliwice zobaczyli twarde derby, w których nie padł żaden gol
W meczu dwóch zespołów, które do tej pory wygrały wiosną po dwa mecze, obie serie dobiegły końca. GKS Katowice z Piastem Gliwice zremisował bez goli.
W niedzielne wczesne popołudnie na Bukowej spotkały się dwa z trzech zespołów, które wygrały dwa pierwsze wiosenne mecze. Derby GKS-u Katowice z Piastem Gliwice zapowiadały się więc znakomicie.
Już początek spotkania dał jednak odpowiedź na pytanie, jak to starcie będzie wyglądało. Na murawie rozgorzała twarda walka, sporo pracy mieli masażyści, a „trup” słał się gęsto. Do niebezpiecznego zdarzenia doszło już po pięciu minutach, gdy głowami zderzyli się Alan Czerwiński i Jorge Felix. Ostatecznie obaj zdołali wrócić do gry.
Ekipa Aleksandara Vukovicia koncentrowała się na wysokim pressingu, całkowicie neutralizując najgroźniejszą broń gospodarzy, czyli szybkie ataki. W efekcie pod bramkami najgroźniej bywało po indywidualnych błędach popełnianych przez obrońców, ale generalnie w pierwszej połowie gra przypominała szarpanie się pięściarzy w klinczu. Sporo było też spalonych i kolejnych fauli.
Na trybunach – w Katowicach po raz kolejny zanotowano sold out, a z Gliwic przyjechało 400 fanów – doping trwał nieustannie. Do przerwy jednak gole nie padły i obaj szkoleniowcy mieli nad czym myśleć. Na jedyną zmianę zdecydował się Vuković – miejsce Macieja Rosołka zajął Miłosz Szczepański. Rafał Górak z kolei skoncentrował się na rozwiązaniach taktycznych i katowiczanie zaczęli uderzać z dystansu.
Pierwszą konkretną okazję do zdobycia gola miał jednak Piast. Erik Jirka dopadł do piłki tuż przed punktem rzutu karnego i Dawid Kudła mógł popisać się efektowną interwencją, tym trudniejszą, że po rykoszecie od obrońców.
Tempo gry zaczęło rosnąć ze wskazaniem na gości. Piast zaczął dominować w środku boiska i próbował zaskoczyć katowiczan podaniami w pole karne. Miał też rzuty wolne – najbliżej szczęścia był Michał Chrapek, ale efektów bramkowych jak nie było, tak nie było. GKS atakował rzadziej, ale ewidentnie brakowało mu pomysłów, a może i środków, do zdemontowania gliwickiej defensywy. W 85 minucie losy meczu mógł rozstrzygnąć Borja Galan, ale Frantisek Plach nie dał się pokonać. Podobnie jak w doliczonym czasie Kudła po potężnym uderzeniu Jirki.
Katowiczanie w derbach zagrali w nowych zielonych koszulkach, na których znalazły się motywy związane z obecnym stadionem. To element pożegnania z Bukową, które ma nastąpić przed marcowym meczem z Górnikiem Zabrze.
katowickisport.pl – Bezbramkowe derby GKS-u z Piastem
To były derby, w których kibice zobaczyli sporo walki. Niestety, zabrakło goli. Mecz zapowiadał się nieźle, bo zarówno Gieksa jak i Piast wygrały swoje dwa pierwsze mecze tej wiosny. Jednak już od pierwszej minuty na murawie oglądaliśmy więcej ostrych starć niż składnych akcji. Niestety, to nie był ładny mecz i wynik 0:0 to potwierdza.
Bezbramkowy rezultat sprawił, że GKS zachował ósmą pozycję w tabeli, z kolei Piast awansował o jedno miejsce i jest dziewiąty.
piast-gliwice.eu – „Cenny punkt” – wypowiedzi po #GKSPIA
W meczu 21. kolejki PKO BP Ekstraklasy Piast Gliwice w wyjazdowym spotkaniu zremisował z GKS-em Katowice 0-0. Przedstawiamy pomeczowe wypowiedzi Michała Chrapka, Miguela Munoza i Erika Jirki oraz trenerów obu zespołów – Aleksandara Vukovicia i Rafała Góraka.
Michał Chrapek: „Przez pierwszą połowę meczu był wyrównany. Natomiast druga część była pod nasze dyktando, mieliśmy pełną kontrolę. GKS Katowice może miał z dwie sytuacje, ale to raczej nie było nic groźnego. Szkoda, bo jesteśmy w dobrej formie i byliśmy blisko trzech punktów.”
Miguel Munoz: „W każdym meczu chcemy wygrywać, nie było inaczej i tym razem. Doceniamy ten jeden punkt, jednak mieliśmy sytuacje, aby to spotkanie wygrać. Byliśmy podbudowani dwiema poprzednimi wygranymi, w tym jedną w naszym domu. W piątek gramy na Okrzei 20 ze Stalą Mielec i będziemy robili co w naszej mocy, aby trzy punkty zostały w Gliwicach.”
Erik Jirka: „Zbieramy jeden punkt, ale wiadomo, że chcieliśmy zdobyć trzy. W pierwszej połowie lepszy był GKS Katowice, a w drugiej części spotkania dominowaliśmy my. Zasłużyliśmy na to, aby strzelić zwycięską bramkę.”
piast.gliwice.pl – Bez bramek w małych derbach Górnego Śląska
Małe derby Śląska bez rozstrzygnięcia bez bramek. W pierwszej połowie nie dało się tego meczu oglądać. Po przerwie już sporo się działo, ale bardzo dobrze spisywali się bramkarze, którzy nie popełnili żadnego błędu. Remis można uznać za sprawiedliwy i też niedosytu nie powinno być, bo żadna z drużyn nie zasłużyła na wygraną, choć więcej sytuacji stworzyli sobie gliwiczanie.
Bez rewolucji, ale z dwoma zmianami wymuszonymi kartką i kontuzją rozpoczął Piast mecz z GKS Katowice. Miejsce Kostadinova zajął Tomasiewicz, a za kontuzjowanego Katsatonisa wszedł Rosołek.
Trudno było przewidzieć jak to spotkanie będzie wyglądać. GieKSa dała się już poznać jako zespół grający ofensywnie, oddający dużo strzałów, ale też popełniający błędy w obronie. Piast natomiast na pierwszym miejscu stawia defensywę, ale w tym roku dało to efekt w postaci 6 punktów.
Już w 2 minucie jednak, po stracie Dziczka – Bergier przejął piłką i za chwilę Kowalczyk wpadł w pole karne, jego strzał w porę jednak zablokował Czerwiński. W 10 minucie po składnej i szybkiej akcji – Chrapek wyłożył piłkę Dziczkowi na 16 metr, ten jednak choć uderzył mocno to bardzo niecelnie. Po kwadransie gry nie można było wskazać drużyny, która miałaby przewagę, choć więcej stałych fragmentów (rogów) mieli gospodarze, a to zawsze jakieś zagrożenie. Nie mniej jednak gliwiczanie nie popełnili błędu, który skutkowałby sytuacją bramkową. Między 15 a 25 minutą optyczną przewagę mieli katowiczanie, ale i ten fragment meczu goście przetrwali. Po półgodzinie gry Piast przejął inicjatywę i w 32 minucie ponownie Dziczek stanął przed szansą na zdobycie gola, ale choć był blisko bramki, nie trafił w jej światło. W 35 minucie fatalny w skutkach błąd popełnił Czerwiński, który przy próbie wybicia piłki zagrał ją pod nogi Bergiera. Na szczęście w porę interweniował Munoz, który wybił piłkę spod nóg wychodzącego sam na sam napastnikowi Gieksy. W 40 minucie gliwiczanie wykonywali dwa rogi z rzędu, ale tylko postraszyli bramkarza Gieksy. W 44 minucie gospodarze wykonywali rzut wolny, a po nim pierwszy celny strzał w tym meczu oddał Borja Galan, ale nie na tyle groźny, by zaskoczyć Placha. Ostatecznie w pierwszej, bardzo słabej połowie kibice nie zobaczyli bramek.
Pierwszych 45 minut w zasadzie nie dało się oglądać. Gliwiczanie mieli dwie okazje, by wyjść na prowadzenie. Katowiczanie jedną. Piast zdążył jednak już przyzwyczaić do takiego obrazu gry. W przerwie meczu udzielający wywiadów zawodnicy obu zespołów przyznali, że gra jest szarpana i trzeba wprowadzić korekty. Na drugą połowę nie wyszedł już Rosołek, który narzekał na grę kolegów. Zastąpił go Szczepański. Już w pierwszych sekundach drugiej odsłony Galan chciał sprytnym strzałem umieścił piłkę siatce, bez powodzenia jednak. W 50 minucie Jirka oddał mocny strzał lewą nogą, był tam jeszcze lekki rykoszet, ale Kudła zdołał odbić piłkę. To była sytuacja bramkowa i szkoda, że nie wpadło. W 61 minucie Chrapek idealnie zacentrował z rogu na głowę Czerwińskiego, ten przymierzył w okienko i zabrakło kilkunastu centymetrów do tego, by piłka znalazła się w siatce. Od tego momentu zarysowała się dość wyraźna przewaga Piasta. Gliwiczanie w zasadzie nie opuszczali okolic pola karnego gospodarzy. W 73 min na 26 metrze faulowany był Dziczek. Na bezpośredni strzał zdecydował się Chrapek, ale posłał piłkę dość daleko od bramki. Czym było bliżej końca tego pojedynku tym mocniej naciskał Piast, ale i katowiczanie mieli swoja okazję. Galan wyszedł na pozycję i oddał strzał, który dobrze obronił Plach. Na 2 sekundy przed końcem meczu Jirka uderzyła zza pola karnego potężnie, celnie, ale Kudła pofrunął niczym w powietrzu i odbił piłkę na róg. Sędzia jeszcze pozwolił wykonać rzut rozny, by zaraz zakończyć mecz.
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
Piłka nożna
Górak: Jestem pełen optymizmu
Po meczu Jagiellonia – GKS wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Adrian Siemieniec i Rafał Górak. Poniżej główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Mecz jest przegrany i nikt z nas nie jest szczęśliwy. Wydaje mi się jednak, że warto o paru rzeczach opowiedzieć. Zdecydowanie wiedzieliśmy, że przyjeżdżamy do bardzo rozdrażnionej, bo ostatnie wyniki nie były najlepsze i brakowało zwycięstw, Jagiellonii, wiec spodziewaliśmy się bardzo zdeterminowanego i pozytywnie nakręconego przeciwnika i tak też było. Samej jakości piłkarskiej jest masę w Jagiellonii, więc jeśli oni są dobrze zregenerowani, mają dobre flow, to przeciwnik ma dużo problemów.
Straciliśmy dwie bramki w pierwszej połowie i kluczowa była przerwa, bo można było się rozlecieć i przegrać wyższym wynikiem, a to nie buduje i zawsze w głowie zostaje, jeśli przegrasz wyżej. Jestem zbudowany całą drugą płową, tą energią, z jaką wyszliśmy na drugą połowie, bo wydaje mi się, że naprawdę można było z przyjemnością patrzeć na odrabiający GKS Katowice, na dążący najpierw do zdobycia pierwszej bramki, która byłaby momentem zwarcia wyniku i szukalibyśmy tej drugiej. Za późno padła ta bramka i zabrakło nam trochę czasu. Nie chodzi o to, że chcę powiedzieć, że wynik remisowy byłby sprawiedliwy. Chodzi mi o to, że jestem zbudowany postawą zespołu w drugiej połowie. Bardzo dobrze przepracowaliśmy przerwę i drużyna zagrała tak, jakbym sobie tego życzył w momencie, kiedy na boisku utytułowanego, ogranego w pucharach bardzo mocnego rywala moglibyśmy nie dać rady. Drużyna bardzo dobrze wyciągnęła wnioski, bardzo dobrze weszła w drugą połowę, szukaliśmy sytuacji do zdobycia bramki kontaktowej. Tak się stało, ale zabrakło czasu. Gratuluję zwycięstwa gospodarzom, zasłużone, natomiast ja jestem pełen optymizmu po tym meczu i mogę swojej drużynie pogratulować. Wiadomo, że każdy chce punktować i wygrywać, to by było najlepsze. Dzisiaj nam zabrakło. Będziemy się dalej starać i pracować, przed nami kolejne spotkanie.
Adrian Siemieniec (trener Jagiellonii Białystok):
Rozpocznę od podziękowań i gratulacji dla zespołu za zwycięstwo bardzo ważne, w bardzo ważnym momencie. Również podziękowania dla naszych kibiców i całego stadionu, bo miałem wrażenie, że dzisiaj byliśmy skonsolidowani i stadion niósł drużynę. Potrzebowaliśmy tego i to było czuć, że wszyscy pragniemy tego zwycięstwa. Cieszę się, że możemy się z tego cieszyć. Na pewno miałem pierwsze odczucie, w pierwszej i po pierwszej połowie, że wróciliśmy jako drużyna i mam nadzieję, że ten mecz będzie początkiem tego, że będziemy dalej się tak prezentować, szczególnie jak w pierwszej połowie. Choć z perspektywy poświęcenia, pracowitości i determinacji cały mecz był na wysokim poziomie. W pierwszej połowie graliśmy bardzo dobrze, bramka na 2:0 była kluczowa, mimo to, że wcześniej mieliśmy sytuacje, bo Jesus uderzał czy Bartek Mazurek. Bo w drugiej połowie po zmianach GKS miał więcej inicjatywy z piłką, ten mecz wyglądał z naszej strony inaczej, więc staraliśmy się kontrolować grę bez piłki, więcej się wybronić, do tego potrzebowaliśmy poświęcenia. Wygraliśmy z bardzo dobrą drużyną, która jest w świetnej dyspozycji – do tej pory przegrała tylko jedno spotkanie, a wygrała trzy z rzędu. Czuć było ich pewność siebie i że są w dobrej dyspozycji. Tym bardziej cieszę się, że wygraliśmy to niełatwe z perspektywy ostatnich wyników spotkania. Tym bardziej ważne jest, żebyśmy trzymali konsekwentnie poziom i podnosili go, bo w sobotę kolejny mecz u siebie i chcemy zakończyć ten mecz przed przerwą na kadrę w dobry sposób.
Galeria Piłka nożna
Koniec pisany z wapna
Zapraszamy do drugiej galerii z Krakowa, gdzie losy spotkania rozstrzygnęły się z jedenastu metrów. GKS Katowice po zaciętej walce wraca do Katowic bez punktów. Zdjęcia przygotowała dla Was Werka.


Najnowsze komentarze