Piłka nożna Prasówka
Media o meczu: Jagiellonia gra o szybką rehabilitację
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wieczornego spotkania Jagiellonia Białystok – GKS Katowice.
sport.tvp.pl – Jagiellonia zagra z Gieksą. Kapitan GKS zdecydowanie: puchary? Dlaczego o tym nie marzyć? [WYWIAD]
Przed nami zaległy mecz Ekstraklasy pomiędzy Jagiellonią Białystok a GKS Katowice. Kapitan przyjezdnych Arkadiusz Jędrych w rozmowie z TVPSPORT.PL mówi o celach i potencjale swojej drużyny, Bartoszu Nowaku, jako kandydacie do kadry i marzeniach, które mogą się spełnić jeszcze w tym sezonie.
[…] – Bierzecie do głowy taką myśl, że możliwe pokonanie Jagiellonii sprawi, że zaczniecie walkę nawet o miejsce pozwalające na grę w europejskich pucharach?
– Chcąc nie chcąc, patrzymy mimo wszystko w tabelę, ale z drugiej strony wiemy, jaka ta tabela w tym sezonie jest i wiemy jakie małe różnice dzielą wszystkie zespoły. Dzisiaj z pełną świadomością mogę powiedzieć, że każdy gra w tej lidze o coś i na dziewięć kolejek do końca faktycznie można rzec, że wszyscy są w wielkiej grze o marzenia. Jedni walczą o byt w Ekstraklasie, inni o puchary europejskie. My jednak nie chcemy ulegać tym wpływom. Naszym zadaniem jest obecnie skupić się wyłącznie na Jagiellonii Białystok. Musimy być powtarzalni, zdyscyplinowani, musimy być najlepszą wersją samych siebie. Pokora jest w stanie doprowadzić do wielkich rzeczy.
[…] – Przed wami teraz zaległy mecz z Jagiellonią Białystok, która wpadła w pewnego rodzaju minikryzys, notując pięć meczów bez wygranej. Upatrujecie w tym swojej szansy? Trener Siemieniec powiedział, że po porażce z Piastem w szatni panowała grobowa atmosfera…
– Nie wiem, czy to ma jakiś większy wpływ na naszą grę. My chcemy do tego spotkania podejść jak do każdego innego. Kryzys? Każdy taki w sporcie przechodził. To codzienność. Raz się jest na górze, raz trochę niżej. Na pewno skupimy się na sobie, a nie na ostatnich wynikach ligowych Jagiellonii. Znamy lepsze strony Jagiellonii i znamy też słabsze strony, dzięki czemu będziemy chcieli w spotkaniu zaatakować i wywieźć z Białegostoku komplet punktów. Na dzisiaj nie ma w naszej lidze zespołu, którego nie da się ograć.
– Afimico Pululu… Kolejny raz zmierzy się pan przeciwko temu piłkarzowi. Dziś jest łatwiej rozszyfrować grę tego napastnika? Wielu mówi, że kluby Ekstraklasy wiedzą już, jak gra Jagiellonia i to ułatwia im rywalizację.
– Na pewno jest jednym z najlepszych napastników w Ekstraklasie, ale dla nas nie będzie najważniejsze to, kto wystąpi w Jagiellonii, a to, kto wystąpi w GKS i z jakimi wartościami oraz nastawieniem wybiegniemy na boisku. Jestem przekonany, że pojedziemy do Białegostoku po trzy punkty.
– Jak zagrać z Jagiellonią, by te trzy punkty zdobyć?
– Spodziewam się dobrego, piłkarskiego meczu. Widziałem, że murawa w Białymstoku nie jest najgorsza. Myślę, że piłka będzie ładnie chodziła. Jagiellonia to bardzo dobry przeciwnik, bo wiemy, w której części tabeli się znajdują i jeszcze do niedawna grali też w Lidze Konferencji. Na pewno ich za to szanujemy, ale skupimy się na tym, by być najlepszą wersją samych siebie. Będziemy chcieli być stabilni, powtarzalni, ale z elementem zaskoczenia Jagi, co mam nadzieję, pozwoli nam zdobyć trzy punkty.
– Zgodziłby się pan z tym, że pewnego rodzaju uhonorowaniem pana długiej kariery byłoby zagrać w finale Pucharu Polski? Zmierzycie się z Rakowem, z którym dwukrotnie w tym sezonie przegrywaliście.
– To jest bardzo fajna historia nie tylko dla nas, ale i dla całego klubu, bo ponad dwadzieścia lat nie byliśmy na takim etapie Pucharu Polski i na pewno fajną puentą byłoby zagrać na Stadionie Narodowym. Oczywiście przed nami kolejny krok do wykonania, czyli mecz z Rakowem Częstochowa. Z drugiej strony skupimy się na półfinale w odpowiednim czasie. Dziś najważniejsze jest spotkanie z Jagiellonią. Z całą pewnością chcielibyśmy się z Rakowem w tym sezonie przełamać i spełnić marzenia.
dziennikzachodni.pl – Do trzech razy sztuka. GKS Katowice we wtorek zagra w Białymstoku o podium Ekstraklasy!
114 – tyle dni minęło od pierwszego terminu meczu Jagiellonia – GKS. Dziś wreszcie spotkanie dojdzie do skutku, co dla gości jest świetną informacją.
Kibice na mecz Jagiellonia – GKS czekają od 23 listopada 2025. Wtedy opady śniegu i dziwnie ospałe działania organizatorów doprowadziły do odwołania spotkania. Zostało ono przełożone na 4 lutego. Białostoczanie znów jednak wystraszyli się prognozy pogody i mecz został odwołany po raz drugi. Kolejny termin wyznaczono na dziś na godzinę 19.
– Do trzech razy sztuka. Z mało którym trenerem tak często się spotykam, co z Adrianem Siemieńcem. Ma kapitalny zespół, pojedziemy do Białegostoku pełni szacunku dla rywala, ale na pewno nie będziemy się go bać – stwierdził trener Rafał Górak.
Paradoksalnie dla jego zespołu to zdecydowanie lepszy moment na ten mecz niż poprzednie. Wtedy Katowiczanie balansowali na pograniczu strefy spadkowej, dziś są liderami tabeli wiosny i znajdują się w sytuacji, w której wygrana z Jagiellonią pozwoliłaby im minąć gospodarzy i awansować na trzecie miejsce w Ekstraklasie ze stratą dwóch punktów do liderów. Z kolei zespół Siemieńca znajduje się w dołku – na zwycięstwo czeka od 7 lutego i nie wygrał już pięciu kolejnych meczów.
W meczu z Lechią karę za żółte kartki odpokutowali Arkadiusz Jędrych i Alan Czerwiński, więc Katowiczanie mogą wystąpić w optymalnym zestawieniu.
zagranie.com – Goście ponownie zaskoczą?
Jagiellonie podejmie u siebie GKS Katowice w ramach 16. kolejki Ekstraklasy. To spotkanie będzie bardzo ważne dla obu ekip, które są w górnej połówce tabeli i walczą o poważne cele w tym sezonie. GKS Katowice pokonał już raz Jagiellonie w tym sezonie, ale w ramach Pucharu Polski. Jak będzie tym razem?
Jagiellonia Białystok w tym sezonie radzi sobie solidnie, ale na ten moment nie wykorzystują jeszcze pełni swojego potencjału. Drużyna odpadła z Ligi konferencji, a do tego na dość wczesnym etapie zostali wyeliminowanie także z Pucharu Polski. Na ten moment rywalizują jeszcze w rozgrywkach ligowych o mistrzostwo, ale to też nie idzie im przecież idealnie. W tym sezonie wiele mocniejszych ekip nie potrafi nadążyć pod względem zdobywanych punktów i tak naprawdę teoretycznie te słabsze ekipy biją się o wygranie ligi. Jeżeli chodzi o ekipy po których można było się spodziewać walki o tytuł w tym sezonie, to jedynie Lech i Raków są w stanie rywalizować z Jagiellonią. Warto jednak zaznaczyć, że Raków też tak dobrze nie punktuje po zmianie trenera i będzie im niezwykle ciężko wygrać całe rozgrywki. Jagiellonia ostatnio zaliczyła dwa słabsze spotkania i przegrali z Piastem i Lechią. Drużyna z Białegostoku nie jest w stanie wypracować sobie odpowiedniej przewagi w lidze i na ten moment tracą 3 punkty do lidera, ale mają jednocześnie spotkanie zaległe do rozegrania. Na 10 ostatnich spotkań domowych drużyn wygrała 4 z nich, co jest raczej dość słabym wynikiem, patrząc na to jaki potencjał ma ta drużyna. Jagiellonie stać zdecydowanie na więcej, a ostatnie wyniki nie są po prostu zbyt optymistyczne w kontekście przyszłości. Warto jednocześnie zaznaczyć, że 2 z tych spotkań to mecze towarzyskie, więc sytuacja tym bardziej nie jest kolorowa. Jagiellonia straciła aż 10 goli w ostatnich 5 meczach, co jest bardzo słabym wynikiem. Drużyna ma ostatnio spore problemy w obronie i zdecydowanie muszą to poprawić, jeżeli chcą walczyć o coś sensownego w tym sezonie.
GKS Katowice w tym sezonie radzą sobie naprawdę dobrze i ich gra jest bardzo imponująca. Drużyna wygrała 4 ostatnie spotkania z rzędu i na ten moment znajdują się na 6. miejscu w tabeli Ekstraklasy. Zdecydowanie przekroczyli oczekiwania na ten sezon, a nic nie zapowiada tego, żeby mieli się zatrzymać w najbliższych tygodniach. Spotkanie z Jagiellonią na pewno nie będzie dla nich proste, ale zdecydowanie stać ich na sprawienie niespodzianki. Tym bardziej biorąc pod uwagę fakt, że już raz w tym sezonie udało im się wygrać z tą drużyną. Ostatnie 4 spotkania tej drużyny to 8 bramek strzelonych i tylko 2 stracone. Widać, że nie ma w ich grze przypadku i radzą sobie po prostu świetnie. Teoretycznie problemem może być fakt, że będzie to dla nich spotkanie wyjazdowe i będą musieli się mocno wysilić by zaskoczyć rywala. Warto jednak podkreślić, że GKS Katowice wygrał 5 z 10 ostatnich spotkań poza własnym stadionem, co jest bardzo dobrym wynikiem, tym bardziej przyrównując to do warunków Ekstraklasy. Ekipa z Katowic wygrała jednak tylko 4 z 11 spotkań w lidze w całym sezonie na wyjazdach. Te liczby nie są już tak przyjemne dla nich, a do tego zanotowali w tym czasie bilans bramkowy 14:17. Bartosz Nowak radzi sobie bardzo dobrze w tym sezonie i jest zdecydowanym liderem tej drużyny.
W tym spotkaniu spodziewam się dobrej gry ze strony obu drużyn. Jagiellonia radzi sobie bardzo słabo w ostatnim czasie, ale tutaj będą mieli przewagę własnego boiska, a do tego nie biorą już udziału w europejskich pucharach. Drużyna strzeliła przynajmniej jedną bramkę w 9 z 10 ostatnich spotkań domowych, co jest bardzo dobrym wynikiem, biorąc pod uwagę fakt jak słabe wyniki jednak osiągnęli w tym czasie. GKS Katowice wygrał 4 ostatnie spotkania z rzędu i udało im się strzelić w tym czasie 8 bramek, co można uznać za bardzo solidny wynik, tym bardziej jeżeli weźmiemy pod uwagę, że nie jest to drużyna z wybitną kadrą na ten sezon. Bartosz Nowak radzi sobie bardzo dobrze w tym sezonie i zdecydowanie prowadzi drużynę do zwycięstw. Taki gracz jak ten może stworzyć coś niczego w takich spotkaniach, co pokazał nawet w poprzednim starciu z Jagiellonią. Nowak zanotował wtedy 2 bramki i asystę w meczu Pucharu Polski, który ostatecznie wyeliminował Jagiellonie z tych rozgrywek. Obie ekipy mają spory potencjał ofensywny w tym sezonie i liczę na to, że pokażą to w tym spotkaniu. Jagiellonia jest sporym faworytem tego spotkania, ale stracili aż 10 bramek w ostatnich 5 meczach. Jest to bardzo słaby wynik i spodziewam się, że ekipa GKS Katowice może po prostu ich zaskoczyć w tym starciu.
poranny.pl – Jagiellonia gra o szybką rehabilitację po ostatnich słabszych meczach w Ekstraklasie. Musimy być razem
[…] Ostatnie mecze Jagiellonii w Ekstraklasie nie napawają kibiców optymizmem. Ostatnia porażka u siebie z Piastem Gliwice była bolesna. I nie tylko bolała ze względu na wynik, ale także ze względu na słabą grę piłkarzy Jagiellonii. Na szczęście szybko podopieczni trenera Adriana Siemieńca mogą swój obraz poprawić. We wtorek mecz z GKS Katowice. Zadanie nie będzie łatwe, gdyż rywale są na fali wznoszącej, a ich gra zewsząd komplementowana.
[…] – To, co trzeba zrobić, to wziąć się w garść, skupić się i poszukać zwycięstwa, przełamania. Gra się nam nie układa, widać, że brakuje pewności siebie zawodnikom w niektórych sytuacjach. Musimy teraz dobrze przygotować się do wtorkowego meczu, który poniekąd, jak powiedziałem drużynie, jest handicapem, to zaległe spotkanie. Kolejka nie odbywa się, tylko my i GKS możemy sięgnąć po punkty. Można tym spotkaniem wrócić na dobrą drogę i udanie zakończyć okres przed przerwą na kadrę. Trzeba skupić się na jak najlepszym przygotowaniu do wtorku. Żebyśmy rośli, poprawiali się – mówił na konferencji po przegranym meczu z Piastem Gliwice trener Jagiellonii Adrian Siemieniec.
W przełamanie złej ligowej serii mocno wierzy także Jesus Imaz.
– We wtorek czeka nas kolejny ważny mecz. Nic się nie zmienia – jeśli wygramy, możemy zdobyć więcej punktów, a to jest dla mnie najważniejsze. Patrzmy w przyszłość i spróbujmy wyjść z tego trudnego momentu tak szybko, jak to możliwe – mówił piłkarz Jagiellonii, który strzelając swoją 108 bramkę w ekstraklasie zrównał się pod tym względem z wyczynem innego obcokrajowca Flavio Paixao.
gol24.pl – Odrabiają zaległości. Trzeci termin
[…] Nie da się ukryć, że Jagiellonia jest w dołku. Gra słabo i nie punktuje. Po remisie z Legią Warszawa zanotowała dwie porażki z rzędu – w weekend u siebie uległa Piastowi Gliwice (1:2).
A jednak Jagiellonia może dziś ugrać naprawdę wiele. W przypadku zwycięstwa zrówna się z liderującym Zagłębiem Lubin. Jeżeli wygra wysoko to nawet wskoczy na pierwsze miejsce. Grać ma o co także GieKSa, czyli zespół który świetnie wygląda tej wiosny. Pełna pula pozwoli wskoczyć mu na podium i strącić z niego właśnie Jagiellonię. Wszyscy są dobrej myśli, bo podopieczni Rafała Góraka, licząc Puchar Polski, mają serię czterech wygranych. W weekend uporali się z Lechią Gdańsk (2:0). Poza tym po pauzach wracają do defensywy Arkadiusz Jędrych z Alanem Czerwińskim. Nie zagrają w meczu Jagiellonia: Jóźwiak, Stojinović (kontuzje) GieKSa: Zrelak, Bosch, Bród, Jaroszek, Marzec, Paluszek, Rejczyk, Trepka (kontuzje).
Piłka nożna Wywiady
Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji
Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.
Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?
Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.
A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.
Może, może (śmiech). Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.
Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje.
Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.
Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?
Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.
Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?
Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.
To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?
Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.
A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?
Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.
W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?
Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.
Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.
Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.
Biło serce, jak sprawdzali spalonego?
Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.
Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?
Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.
Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?
Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.
Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.
Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.
Felietony Piłka nożna
Realizacja piłkarskich mitów
Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”…
Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.
Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.
GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.
Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.
Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…
No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.
Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.
Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.
Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.
Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.
Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.
Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.
Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.
Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.
Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.
Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.
A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.
Piłka nożna
Górak: Gra o finał to wielka duma
Po meczu GKS Katowice – Widzew Łódź wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów – Rafał Górak i Igor Jovicević. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Igor Jovicević (trener Widzewa Łódź):
To trudny moment, ale jestem dumny z drużyny, jej ducha walki i jakości, który pokazała. Konkurs rzutów karnych to loteria – możesz wygrać i przegrać. Ale pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną. Potencjał, jakość, ale rezultat nie jest dobry dla nas. Rozumiemy wysokie oczekiwania naszych kibiców, akceptujemy to, ale nie dajemy im takich rezultatów, jak chcą.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Długie i wyczerpujące spotkanie, na pewno też pod względem emocjonalnym, bo wiadomo, że to dużo kosztuje. Graliśmy już w tej edycji dogrywkę, a dzisiaj było jeszcze dłużej, bo były rzuty karne. Sam mecz był równy, zawsze podkreślam, że piłkarze Widzewa nie są z pierwszej łapanki, natomiast my chcąc zawsze odpowiedzieć na to, co na boisku może się wydarzyć, musimy działać organizacyjnie, systemowo i z ogromnym zaangażowaniem. To był taki trudniejszy mecz dla nas, tak energetycznie, podobnie jak ostatnio, gdy tutaj graliśmy. Natomiast z samej organizacji gry było więcej niż przyzwoicie, zawodnicy bardzo dobrze realizowali grę w obronie niskiej, nie chcąc dać się do niej zepchnąć całkowicie, pracowali i walczyli bardzo dobrze, strefy do zabezpieczenia, które każdy z nich miał – to funkcjonowało okej. Stąd nie wzięła się – jak na 120 minut – jakaś duża ilość sytuacji pod naszą bramką. I to jest na plus, ten mecz jest w taki dobry sposób wybroniony. Zaspaliśmy przy rzucie wolnym, to jest nasza wina i sztabu, bo powinniśmy dać lepszą wytyczną drużynie – Widzew nasze gapiostwo wykorzystał i zdobył bramkę. Ciekawe czy stuprocentowa sytuacja na 2:0 nie zamknęłaby tego meczu i nie kończylibyśmy go po 90 minutach. Ale skoro tak się skończyło, to jest to dla kibiców i całego naszego społeczeństwa kolejna nagroda za wiele lat trudnych. Zbieramy owoce naszej cierpliwej pracy i wyrozumiałości. I cóż wszystko przed nami. W niedziele bardzo ważny mecz w Radomiu, musimy się dobrze zregenerować, by w pełni sił pojechać na kolejne spotkanie. A to że zagramy o finał Pucharu Polski, to jest ogromna duma.


Najnowsze komentarze