Piłka nożna Prasówka
Media o meczu: Jagiellonia gra o szybką rehabilitację
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wieczornego spotkania Jagiellonia Białystok – GKS Katowice.
sport.tvp.pl – Jagiellonia zagra z Gieksą. Kapitan GKS zdecydowanie: puchary? Dlaczego o tym nie marzyć? [WYWIAD]
Przed nami zaległy mecz Ekstraklasy pomiędzy Jagiellonią Białystok a GKS Katowice. Kapitan przyjezdnych Arkadiusz Jędrych w rozmowie z TVPSPORT.PL mówi o celach i potencjale swojej drużyny, Bartoszu Nowaku, jako kandydacie do kadry i marzeniach, które mogą się spełnić jeszcze w tym sezonie.
[…] – Bierzecie do głowy taką myśl, że możliwe pokonanie Jagiellonii sprawi, że zaczniecie walkę nawet o miejsce pozwalające na grę w europejskich pucharach?
– Chcąc nie chcąc, patrzymy mimo wszystko w tabelę, ale z drugiej strony wiemy, jaka ta tabela w tym sezonie jest i wiemy jakie małe różnice dzielą wszystkie zespoły. Dzisiaj z pełną świadomością mogę powiedzieć, że każdy gra w tej lidze o coś i na dziewięć kolejek do końca faktycznie można rzec, że wszyscy są w wielkiej grze o marzenia. Jedni walczą o byt w Ekstraklasie, inni o puchary europejskie. My jednak nie chcemy ulegać tym wpływom. Naszym zadaniem jest obecnie skupić się wyłącznie na Jagiellonii Białystok. Musimy być powtarzalni, zdyscyplinowani, musimy być najlepszą wersją samych siebie. Pokora jest w stanie doprowadzić do wielkich rzeczy.
[…] – Przed wami teraz zaległy mecz z Jagiellonią Białystok, która wpadła w pewnego rodzaju minikryzys, notując pięć meczów bez wygranej. Upatrujecie w tym swojej szansy? Trener Siemieniec powiedział, że po porażce z Piastem w szatni panowała grobowa atmosfera…
– Nie wiem, czy to ma jakiś większy wpływ na naszą grę. My chcemy do tego spotkania podejść jak do każdego innego. Kryzys? Każdy taki w sporcie przechodził. To codzienność. Raz się jest na górze, raz trochę niżej. Na pewno skupimy się na sobie, a nie na ostatnich wynikach ligowych Jagiellonii. Znamy lepsze strony Jagiellonii i znamy też słabsze strony, dzięki czemu będziemy chcieli w spotkaniu zaatakować i wywieźć z Białegostoku komplet punktów. Na dzisiaj nie ma w naszej lidze zespołu, którego nie da się ograć.
– Afimico Pululu… Kolejny raz zmierzy się pan przeciwko temu piłkarzowi. Dziś jest łatwiej rozszyfrować grę tego napastnika? Wielu mówi, że kluby Ekstraklasy wiedzą już, jak gra Jagiellonia i to ułatwia im rywalizację.
– Na pewno jest jednym z najlepszych napastników w Ekstraklasie, ale dla nas nie będzie najważniejsze to, kto wystąpi w Jagiellonii, a to, kto wystąpi w GKS i z jakimi wartościami oraz nastawieniem wybiegniemy na boisku. Jestem przekonany, że pojedziemy do Białegostoku po trzy punkty.
– Jak zagrać z Jagiellonią, by te trzy punkty zdobyć?
– Spodziewam się dobrego, piłkarskiego meczu. Widziałem, że murawa w Białymstoku nie jest najgorsza. Myślę, że piłka będzie ładnie chodziła. Jagiellonia to bardzo dobry przeciwnik, bo wiemy, w której części tabeli się znajdują i jeszcze do niedawna grali też w Lidze Konferencji. Na pewno ich za to szanujemy, ale skupimy się na tym, by być najlepszą wersją samych siebie. Będziemy chcieli być stabilni, powtarzalni, ale z elementem zaskoczenia Jagi, co mam nadzieję, pozwoli nam zdobyć trzy punkty.
– Zgodziłby się pan z tym, że pewnego rodzaju uhonorowaniem pana długiej kariery byłoby zagrać w finale Pucharu Polski? Zmierzycie się z Rakowem, z którym dwukrotnie w tym sezonie przegrywaliście.
– To jest bardzo fajna historia nie tylko dla nas, ale i dla całego klubu, bo ponad dwadzieścia lat nie byliśmy na takim etapie Pucharu Polski i na pewno fajną puentą byłoby zagrać na Stadionie Narodowym. Oczywiście przed nami kolejny krok do wykonania, czyli mecz z Rakowem Częstochowa. Z drugiej strony skupimy się na półfinale w odpowiednim czasie. Dziś najważniejsze jest spotkanie z Jagiellonią. Z całą pewnością chcielibyśmy się z Rakowem w tym sezonie przełamać i spełnić marzenia.
dziennikzachodni.pl – Do trzech razy sztuka. GKS Katowice we wtorek zagra w Białymstoku o podium Ekstraklasy!
114 – tyle dni minęło od pierwszego terminu meczu Jagiellonia – GKS. Dziś wreszcie spotkanie dojdzie do skutku, co dla gości jest świetną informacją.
Kibice na mecz Jagiellonia – GKS czekają od 23 listopada 2025. Wtedy opady śniegu i dziwnie ospałe działania organizatorów doprowadziły do odwołania spotkania. Zostało ono przełożone na 4 lutego. Białostoczanie znów jednak wystraszyli się prognozy pogody i mecz został odwołany po raz drugi. Kolejny termin wyznaczono na dziś na godzinę 19.
– Do trzech razy sztuka. Z mało którym trenerem tak często się spotykam, co z Adrianem Siemieńcem. Ma kapitalny zespół, pojedziemy do Białegostoku pełni szacunku dla rywala, ale na pewno nie będziemy się go bać – stwierdził trener Rafał Górak.
Paradoksalnie dla jego zespołu to zdecydowanie lepszy moment na ten mecz niż poprzednie. Wtedy Katowiczanie balansowali na pograniczu strefy spadkowej, dziś są liderami tabeli wiosny i znajdują się w sytuacji, w której wygrana z Jagiellonią pozwoliłaby im minąć gospodarzy i awansować na trzecie miejsce w Ekstraklasie ze stratą dwóch punktów do liderów. Z kolei zespół Siemieńca znajduje się w dołku – na zwycięstwo czeka od 7 lutego i nie wygrał już pięciu kolejnych meczów.
W meczu z Lechią karę za żółte kartki odpokutowali Arkadiusz Jędrych i Alan Czerwiński, więc Katowiczanie mogą wystąpić w optymalnym zestawieniu.
zagranie.com – Goście ponownie zaskoczą?
Jagiellonie podejmie u siebie GKS Katowice w ramach 16. kolejki Ekstraklasy. To spotkanie będzie bardzo ważne dla obu ekip, które są w górnej połówce tabeli i walczą o poważne cele w tym sezonie. GKS Katowice pokonał już raz Jagiellonie w tym sezonie, ale w ramach Pucharu Polski. Jak będzie tym razem?
Jagiellonia Białystok w tym sezonie radzi sobie solidnie, ale na ten moment nie wykorzystują jeszcze pełni swojego potencjału. Drużyna odpadła z Ligi konferencji, a do tego na dość wczesnym etapie zostali wyeliminowanie także z Pucharu Polski. Na ten moment rywalizują jeszcze w rozgrywkach ligowych o mistrzostwo, ale to też nie idzie im przecież idealnie. W tym sezonie wiele mocniejszych ekip nie potrafi nadążyć pod względem zdobywanych punktów i tak naprawdę teoretycznie te słabsze ekipy biją się o wygranie ligi. Jeżeli chodzi o ekipy po których można było się spodziewać walki o tytuł w tym sezonie, to jedynie Lech i Raków są w stanie rywalizować z Jagiellonią. Warto jednak zaznaczyć, że Raków też tak dobrze nie punktuje po zmianie trenera i będzie im niezwykle ciężko wygrać całe rozgrywki. Jagiellonia ostatnio zaliczyła dwa słabsze spotkania i przegrali z Piastem i Lechią. Drużyna z Białegostoku nie jest w stanie wypracować sobie odpowiedniej przewagi w lidze i na ten moment tracą 3 punkty do lidera, ale mają jednocześnie spotkanie zaległe do rozegrania. Na 10 ostatnich spotkań domowych drużyn wygrała 4 z nich, co jest raczej dość słabym wynikiem, patrząc na to jaki potencjał ma ta drużyna. Jagiellonie stać zdecydowanie na więcej, a ostatnie wyniki nie są po prostu zbyt optymistyczne w kontekście przyszłości. Warto jednocześnie zaznaczyć, że 2 z tych spotkań to mecze towarzyskie, więc sytuacja tym bardziej nie jest kolorowa. Jagiellonia straciła aż 10 goli w ostatnich 5 meczach, co jest bardzo słabym wynikiem. Drużyna ma ostatnio spore problemy w obronie i zdecydowanie muszą to poprawić, jeżeli chcą walczyć o coś sensownego w tym sezonie.
GKS Katowice w tym sezonie radzą sobie naprawdę dobrze i ich gra jest bardzo imponująca. Drużyna wygrała 4 ostatnie spotkania z rzędu i na ten moment znajdują się na 6. miejscu w tabeli Ekstraklasy. Zdecydowanie przekroczyli oczekiwania na ten sezon, a nic nie zapowiada tego, żeby mieli się zatrzymać w najbliższych tygodniach. Spotkanie z Jagiellonią na pewno nie będzie dla nich proste, ale zdecydowanie stać ich na sprawienie niespodzianki. Tym bardziej biorąc pod uwagę fakt, że już raz w tym sezonie udało im się wygrać z tą drużyną. Ostatnie 4 spotkania tej drużyny to 8 bramek strzelonych i tylko 2 stracone. Widać, że nie ma w ich grze przypadku i radzą sobie po prostu świetnie. Teoretycznie problemem może być fakt, że będzie to dla nich spotkanie wyjazdowe i będą musieli się mocno wysilić by zaskoczyć rywala. Warto jednak podkreślić, że GKS Katowice wygrał 5 z 10 ostatnich spotkań poza własnym stadionem, co jest bardzo dobrym wynikiem, tym bardziej przyrównując to do warunków Ekstraklasy. Ekipa z Katowic wygrała jednak tylko 4 z 11 spotkań w lidze w całym sezonie na wyjazdach. Te liczby nie są już tak przyjemne dla nich, a do tego zanotowali w tym czasie bilans bramkowy 14:17. Bartosz Nowak radzi sobie bardzo dobrze w tym sezonie i jest zdecydowanym liderem tej drużyny.
W tym spotkaniu spodziewam się dobrej gry ze strony obu drużyn. Jagiellonia radzi sobie bardzo słabo w ostatnim czasie, ale tutaj będą mieli przewagę własnego boiska, a do tego nie biorą już udziału w europejskich pucharach. Drużyna strzeliła przynajmniej jedną bramkę w 9 z 10 ostatnich spotkań domowych, co jest bardzo dobrym wynikiem, biorąc pod uwagę fakt jak słabe wyniki jednak osiągnęli w tym czasie. GKS Katowice wygrał 4 ostatnie spotkania z rzędu i udało im się strzelić w tym czasie 8 bramek, co można uznać za bardzo solidny wynik, tym bardziej jeżeli weźmiemy pod uwagę, że nie jest to drużyna z wybitną kadrą na ten sezon. Bartosz Nowak radzi sobie bardzo dobrze w tym sezonie i zdecydowanie prowadzi drużynę do zwycięstw. Taki gracz jak ten może stworzyć coś niczego w takich spotkaniach, co pokazał nawet w poprzednim starciu z Jagiellonią. Nowak zanotował wtedy 2 bramki i asystę w meczu Pucharu Polski, który ostatecznie wyeliminował Jagiellonie z tych rozgrywek. Obie ekipy mają spory potencjał ofensywny w tym sezonie i liczę na to, że pokażą to w tym spotkaniu. Jagiellonia jest sporym faworytem tego spotkania, ale stracili aż 10 bramek w ostatnich 5 meczach. Jest to bardzo słaby wynik i spodziewam się, że ekipa GKS Katowice może po prostu ich zaskoczyć w tym starciu.
poranny.pl – Jagiellonia gra o szybką rehabilitację po ostatnich słabszych meczach w Ekstraklasie. Musimy być razem
[…] Ostatnie mecze Jagiellonii w Ekstraklasie nie napawają kibiców optymizmem. Ostatnia porażka u siebie z Piastem Gliwice była bolesna. I nie tylko bolała ze względu na wynik, ale także ze względu na słabą grę piłkarzy Jagiellonii. Na szczęście szybko podopieczni trenera Adriana Siemieńca mogą swój obraz poprawić. We wtorek mecz z GKS Katowice. Zadanie nie będzie łatwe, gdyż rywale są na fali wznoszącej, a ich gra zewsząd komplementowana.
[…] – To, co trzeba zrobić, to wziąć się w garść, skupić się i poszukać zwycięstwa, przełamania. Gra się nam nie układa, widać, że brakuje pewności siebie zawodnikom w niektórych sytuacjach. Musimy teraz dobrze przygotować się do wtorkowego meczu, który poniekąd, jak powiedziałem drużynie, jest handicapem, to zaległe spotkanie. Kolejka nie odbywa się, tylko my i GKS możemy sięgnąć po punkty. Można tym spotkaniem wrócić na dobrą drogę i udanie zakończyć okres przed przerwą na kadrę. Trzeba skupić się na jak najlepszym przygotowaniu do wtorku. Żebyśmy rośli, poprawiali się – mówił na konferencji po przegranym meczu z Piastem Gliwice trener Jagiellonii Adrian Siemieniec.
W przełamanie złej ligowej serii mocno wierzy także Jesus Imaz.
– We wtorek czeka nas kolejny ważny mecz. Nic się nie zmienia – jeśli wygramy, możemy zdobyć więcej punktów, a to jest dla mnie najważniejsze. Patrzmy w przyszłość i spróbujmy wyjść z tego trudnego momentu tak szybko, jak to możliwe – mówił piłkarz Jagiellonii, który strzelając swoją 108 bramkę w ekstraklasie zrównał się pod tym względem z wyczynem innego obcokrajowca Flavio Paixao.
gol24.pl – Odrabiają zaległości. Trzeci termin
[…] Nie da się ukryć, że Jagiellonia jest w dołku. Gra słabo i nie punktuje. Po remisie z Legią Warszawa zanotowała dwie porażki z rzędu – w weekend u siebie uległa Piastowi Gliwice (1:2).
A jednak Jagiellonia może dziś ugrać naprawdę wiele. W przypadku zwycięstwa zrówna się z liderującym Zagłębiem Lubin. Jeżeli wygra wysoko to nawet wskoczy na pierwsze miejsce. Grać ma o co także GieKSa, czyli zespół który świetnie wygląda tej wiosny. Pełna pula pozwoli wskoczyć mu na podium i strącić z niego właśnie Jagiellonię. Wszyscy są dobrej myśli, bo podopieczni Rafała Góraka, licząc Puchar Polski, mają serię czterech wygranych. W weekend uporali się z Lechią Gdańsk (2:0). Poza tym po pauzach wracają do defensywy Arkadiusz Jędrych z Alanem Czerwińskim. Nie zagrają w meczu Jagiellonia: Jóźwiak, Stojinović (kontuzje) GieKSa: Zrelak, Bosch, Bród, Jaroszek, Marzec, Paluszek, Rejczyk, Trepka (kontuzje).
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Felietony Piłka nożna
Marsz ku marzeniom
No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.
Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.
Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.
Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.
GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.
Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.
Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.
I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.
GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.
Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.
Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.
No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.
I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.
Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.
Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.
Niepojęte. Twierdza od samego startu.
Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.
W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.
Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.
Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.
Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.
Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.
Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.
A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?


Najnowsze komentarze