Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: nie straciliśmy pewności siebie
Wymieniana w pierwszym szeregu kandydatów do mistrzostwa Cracovia przyjechała jesienią do Katowic i nie pozostawiła złudzeń GieKSie. Forma Pasów w pierwszej części sezonu jest zwykle wysoka, co rozbudza nadzieje kibiców, natomiast wiosną najczęściej przychodzi dołek i rozczarowanie. Zapytałem Rafała Nowaka z serwisu TerazPasy.pl, z którym miałem przyjemność rozmawiać przed poprzednim meczem w Krakowie (zapraszam do lektury), skąd bierze się ta prawidłowość i jak widzi szansę na odwrócenie tego scenariusza w obecnym sezonie.
Cykl życia kibica Cracovii jest względnie stały – rozbudzone nadzieje jesienią i weryfikacja wiosną. Sam mówiłeś mi w listopadzie 2024, że gracie o mistrza, a ostatecznie skończyliście na szóstym miejscu. Jak dziś patrzysz na waszą sytuację w lidze?
Na początku sezonu osiemnaście drużyn Ekstraklasy chce grać o mistrzostwo, a dziś, po 25 kolejkach, chyba tylko Termalica straciła matematyczne szanse na pierwsze miejsce. Nawet kibice Legii, gdyby ta nagle zaczęła wygrywać wszystko jak leci, mogliby mieć nadzieję na miejsce w czołówce. Tym bardziej my – wciąż nie straciliśmy szans na mistrzostwo, a sensem kibicowania nie jest chłodna kalkulacja, tylko wiara w swoją drużynę. Mimo to czasem ręce opadają, gdy patrzę, jak ostatnio punktujemy, a w zasadzie nie punktujemy. Przegraliśmy u siebie dwa mecze z rywalami, którzy absolutnie byli w naszym zasięgu. To wręcz niemożliwe, ile pecha mieliśmy w starciach z Piastem i Wisłą Płock. Ponadto nie pamiętam tak słabej Legii jak obecna, mimo to udało nam się z nimi przegrać w Warszawie. Nawet gdyby piłkarski los miał nam jeszcze oddać wszystkie punkty, które pechowo traciliśmy, to i tak raczej skończymy gdzieś w środku tabeli.
Tabela Ekstraklasy nie ma środka – albo walczysz o mistrzostwo, albo bronisz się przed spadkiem, albo jedno i drugie na raz. Z którego bieguna czujesz mocniejsze przyciąganie?
To jest trochę jak obecna wiosenna pogoda: niby świeci słońce, ale w cieniu czuć chłód. No i powiało nam ostatnio chłodem niczym z piwnicy. Jeśli będziemy punktować tak jak ostatnio, to cztery „oczka” przewagi nad strefą spadkową, w której są drużyny, jakich nikt się tam nie spodziewał, mogą okazać się niewystarczającą zaliczką. Trudno się pogodzić z taką myślą, więc przydałoby się zapunktować w sobotę. Macie pecha, bo jesteście naszą szansą na przełamanie i zrobimy wszystko, by ją wykorzystać.
Jak dotąd to wy jesteście drużyną, na której przełamują się rywale – czy to Wisła Płock, która od pięciu spotkań nie potrafiła wygrać, czy wcześniej Legia, której zdobywanie punktów przychodzi wiosną z wielkim trudem. Tymczasem przebieg tych meczów wcale nie wskazywał was jako słabszą ekipę.
Analizując statystyki ostatniego meczu z Wisłą rzuca się w oczy, że w każdym aspekcie byliśmy lepsi: liczba strzałów, procent celnych podań, posiadanie piłki – przemawiają za nami wszystkie wskaźniki oprócz tego najważniejszego, czyli goli. Było widać po Wiśle, jak ciąży im ta seria porażek, odbierając pewność siebie. Cracovia, mimo nienajlepszych wyników, pewności siebie nie straciła, bo to nie tak, że nic nam nie wychodzi. Sytuacja w tabeli robi się jednak niebezpieczna i słaby mecz z wami może nas zakopać mentalnie. Dlatego jestem ciekaw tego pojedynku tym bardziej, że jesienią w Katowicach mecz zakończył się trudnym do wytłumaczenia wynikiem – jeśli ktoś oglądał pierwsze pół godziny, a potem musiał wyjść, to wyobrażam sobie jego zaskoczenie po sprawdzeniu końcowego rezultatu.
Czy trener Elsner ma pomysł, jak wrócić z Pasami na właściwe tory? Szerokim echem odbiła się informacja o jego rezygnacji, która ostatecznie nie została przyjęta. Co się kryje za tym ruchem?
Moja odpowiedź raczej cię nie zadowoli, ale naprawdę nie wiem, co tam się wydarzyło. Możemy jedynie spekulować bazując na słowach trenera, który dawał do zrozumienia, że rozmowa z zarządem nie dotyczyła kwestii sportowych, tylko organizacyjnych, a Elsner zaoferował swoją rezygnację, która nie została przyjęta. Wewnątrz drużyny i jej relacji z trenerem wszystko jest w porządku, a zespół jest zjednoczony i zmotywowany. Cała ta sytuacja nie będzie miała przełożenia na boisko. Ponadto po ostatnim meczu, mimo porażki, z trybun poniosła się pozytywna motywacja i wsparcie dla piłkarzy. A co do samego Elsnera, to moim zdaniem jego pozycja jest w tej chwili mocniejsza niż była.
Z Krakowa wypływają różne informacje o niedawnych zmianach na poziomie właścicielskim, a gdzieś w tle toczy się wojenka o sposób zarządzania miejskimi klubami, na której czele stoi szef waszych sąsiadów zza miedzy. Patrząc na własny przykład uważasz, że prywatny kapitał jest remedium na wszystkie bolączki organizacyjne polskiego futbolu?
Wychodząc poza piłkę nożną, która jako sport masowy i popularny poradziłaby sobie bez publicznych pieniędzy, wyłączając infrastrukturę i szkolenie młodzieży, to inne dyscypliny bez środków państwowych czy miejskich nie mogłyby funkcjonować. Bliski nam hokej ledwo zipie i można się obrażać, że Cracovia jest jedynym w pełni prywatnym podmiotem w lidze, natomiast ja nie mam pretensji, że miasta utrzymują kluby, jeśli taka jest wola mieszkańców. Nie jest to układ idealny, ale koszykówka, siatkówka, wspomniany hokej czy cała masa innych dyscyplin w dużej mierze opierają się na środkach publicznych. W Krakowie mamy pat, bo zarówno Wisła, jak i Cracovia pilnują się nawzajem, aby były równo traktowane przez Miasto.
Jak więc działa wasz klub będący kompletnie w prywatnych rękach?
Fundusz kapitałowy zarządzający Comarchem sprzedał część spółek wchodzących w skład grupy, a jedną z nich była Cracovia. Obecnie 80% udziałów jest w rękach Roberta Platka, który jako nowy właściciel początkowo nie przeprowadził żadnych zmian w zarządzie i radzie nadzorczej. Zmiana prezesa nastąpiła dopiero w styczniu, a Mateusza Dróżdża zastąpiła Elżbieta Filipiak, która z kolei zrezygnowała z tej funkcji po niespełna 50 dniach twierdząc, że nie ma realnego wpływu na decyzje zapadające w klubie. Od tego czasu Cracovia nie ma prezesa i nie wiadomo, w którą stronę pójdziemy. Wybrano nową radę nadzorczą, która powinna wybrać prezesa, ale wszystko dzieje się powoli.
Nie jest tajemnicą, że Robert Platek ma na swoim koncie kilka porażek jako właściciel klubów piłkarskich. Nie boicie się, że podzielicie losy Spezii, która z długami spadła do Serie B?
Dotychczasowy model zarządzania klubami przez Roberta Platka nie polegał na tym, że pompował on w te projekty duże pieniądze. Cracovia ma jednak największy potencjał i najlepszą bazę spośród wszystkich klubów, których właścicielem jest Platek, bo np. będąca na peryferiach portugalskiego futbolu Casa Pia to bez porównania mniejszy projekt. W Krakowie Platek dysponuje stadionem w środku dużego miasta, kompleksem treningowym na europejskim poziomie i terenami przy Wielickiej, gdzie można szkolić młodzież. Model biznesowy Platka polega na tym, aby szkolić i promować zawodników, zarabiając na ich sprzedaży. Być może już tego lata sprzedany zostanie Oskar Wójcik, natomiast nie wydaje mi się, aby zarządzający klubem mieli złe intencje.
Wracając do piłki, w sobotę pod znakiem zapytania stoi występ Mauro Perkovicia. Jak duża byłaby to strata?
Mauro to jeden z zawodników, którzy byli wypożyczani do Krakowa z opcją wykupu i w jego przypadku ta opcja została uruchomiona. Dobrze broni, jego atutem jest gra głową, nieźle wyprowadza piłkę – spodziewam się, że jeśli będzie zdrowy, to uda się go sprzedać za kilka milionów. W meczu z Wisłą wrócił do składu po skręceniu kostki w pierwszym wiosennym spotkaniu z Bruk-Betem, natomiast pojawiają się informacje, że nie jest jeszcze w pełnej dyspozycji. Niby mamy go kim zastąpić, ale gdyby był zdrowy, to byłby pierwszym wyborem trenera.
Jesienią w rozmowie ze mną Kamil podkreślał, że dzięki Filipowi Stojilkoviciowi nie tęsknicie za Kallmanem. Nie minęło pół roku, a tęsknicie pewnie i za jednym, i za drugim napastnikiem?
Po odejściu Stojilkovicia Cracovia zmieniła model gry. Wcześniej grała bardzo bezpośrednio – szybkie przejęcie piłki i fazy przejściowe, prostopadłe zagranie do wybiegającego za plecy obrońców napastnika i szukanie kolejnych goli. Sami traciliście tak bramki w Katowicach. Obecnie próbujemy więcej operować piłką, dłużej się przy niej utrzymywać i nie czekać na to, co zrobi rywal. Nawet na Legii próbowaliśmy grać od tyłu, mimo że murawa nie sprzyjała takiej taktyce. Podobnie może wyglądać sobotni mecz z GieKSą, jeśli pozwolicie nam grać w ten sposób. Na pewno będziemy próbowali utrudnić życie Bartkowi Nowakowi, którego nie można zostawiać samego w środku pola. Myślę, że zagramy czwórką z tyłu, co pozwoli na wprowadzenie kolejnego pomocnika do środka, a jako fałszywa dziewiątka zagra Martin Minczew, mimo że ostatnio nie grzeszy skutecznością.
To zawsze dobra wiadomość, gdy w Ekstraklasie wypływa kolejny młody piłkarz, który bez kompleksów podejmuje rywalizację z bardziej doświadczonymi. U was dobre noty zbiera ostatnio Mateusz Tabisz.
Mateusz jest synem byłego wiceprezesa Cracovii i zdarzają się kibice, którzy mu to wypominają. Dla Luki Elsnera nie ma to jednak żadnego znaczenia, a stawia na Tabisza, bo dostrzega w nim potencjał. Brakuje nam zawodników, którzy mogą wygrywać pojedynki w bocznych sektorach, a Mateusz podejmuje się dryblingów i dobrze wyglądał nawet w tych krótkich fragmentach, które otrzymał. Moim zdaniem ma szansę zagrać w sobotę od początku, a jeśli nie, to i tak swoje minuty dostanie.
Warto zatrzymać się chwilę przy byłych reprezentantach Polski. Czy Mateusz Klich spełnia pokładane w nim nadzieje?
Nie jestem obiektywny w stosunku do Mateusza, bo jestem jego wielkim fanem: bardzo go lubię jako człowieka i oglądałem wszystkie mecze Leeds United, w których grał. Mimo to Klich trochę mnie rozczarowuje, bo oczekiwałbym od niego więcej. Luka Elsner wyraża się jednak o nim bardzo pozytywnie podkreślając, jak wiele zależy od jego formy. Skoro trener mówi, że potrzebuje go na placu, to nie będę z nim dyskutował. Choć nie okazał się typem lidera, który niesie na plecach całą drużynę, to wciąż wiele od niego zależy i chciałbym, żeby zagrał jeszcze taki mecz, w którym bez dyskusji wskazano by go jako najlepszego na boisku.
Nieco bardziej przykurzyło się za to nazwisko innego reprezentanta. Czy Kamil Glik może jeszcze zaistnieć w Cracovii?
Kamil jest zdrowy i trenuje z drużyną, jednak z jakiegoś powodu trener po niego nie sięga. Siedzi więc na ławce i czeka na swoją szansę. Miejsce dla Glika mogłoby się znaleźć, gdybyśmy zostali zmuszeni do niskiej obrony we własnym polu karnym. Kamil ma swoje atuty w takich okolicznościach – jego gra głową i doświadczenie może się tu przydać. Nie jest już jednak na tyle mobilny, by uczestniczyć w grze wysokim pressingiem. Wydaje mi się, że w naszym kolejnym meczu w Zabrzu jego walory mogą się okazać bardziej przydatne – spodziewam się go prędzej tam niż w sobotę przeciwko wam.
Porozmawiajmy teraz o pewnym piłkarzu GieKSy – mobilna dziesiątka z przeszłością w Rakowie, ostatnio coraz częściej trafiający do siatki. Mowa oczywiście o… Mateuszu Wdowiaku, którego doskonale znacie w Krakowie.
Wychowankowie mają zawsze szczególne miejsce w sercu kibica Cracovii takiego jak ja. Zawsze trzymam za nich kciuki, ale niektórzy są bardziej wyjątkowi. Wśród nich jest właśnie Mateusz, który doprowadził mnie do łez szczęścia, zdobywając bramkę na wagę Pucharu Polski w pojedynku z Lechią Gdańsk w Lublinie, w 117. minucie dogrywki. Z tego powodu jest nieśmiertelny przy Kałuży i do końca kariery mógłby już nic nie zrobić, a i tak będzie kochany w Krakowie. Mam nadzieję, że w sobotę noga mu zadrży na naszym stadionie, bo strzelił tu kilka ważnych bramek dla Pasów, jak choćby dwie w półfinale wspomnianych rozgrywek z Legią. Cieszę się, że po nieudanym pobycie w Lubinie odnalazł formę w Katowicach i gra coraz więcej. Chciałbym też, żeby jeszcze kiedyś wystąpił w naszych barwach. Cieszę się na spotkanie z nim w sobotę.
W naszej poprzedniej rozmowie typowałeś 4:2 dla Cracovii. Wynik przy Kałuży był zbliżony, choć zwycięzca inny. Co to był za mecz…
Do dzisiaj wku.. rza mnie reklama Superbetu z bramką Adriana Błąda, ilekroć ją zobaczę. Ze względu na poziom emocji z pewnością fajnie byłoby powtórzyć taki mecz, ale my nie będziemy raczej grać w takim stylu. Mamy inny sposób grania, w którym na razie jesteśmy mega nieskuteczni. Nie wiem, czego spodziewać się w sobotę. Cel jest jeden – wygrać z GieKSą, natomiast patrząc na trzech ostatnich rywali, to właśnie mecz z wami wydaje mi się najtrudniejszy. Ostatnie mecze pokazały, że możemy przegrać z każdym, ja natomiast wolałbym zobaczyć, że jesteśmy w stanie wygrać z każdym. Jestem przekonany, że jesteśmy w stanie wygrać z GieKSą, a podobnego zdania są nawet bukmacherzy. Wygląda na to, że Cracovia jest faworytem tego pojedynku, czego szczerze mówiąc się nie spodziewałem. Wydaje się, że to my bardziej potrzebujemy zwycięstwa, aby nie zagrzebać się w dolnych rejonach tabeli. Wy, mając swoje ambicje i cele, nawet w przypadku porażki nie utracicie szans na ich osiągnięcie.
Jaki wynik tym razem typujesz?
Chciałbym, żebyśmy wygrali, ale nie sądzę, że będzie to spektakularne zwycięstwo. Liczę na 2:1 dla Cracovii. Przede wszystkim jednak chciałbym, abym na koniec sezonu nie musiał się martwić gorszym bilansem bezpośrednich spotkań z GieKSą, a zaliczka z Katowic wydaje się być obiecująca.
Rozmawiając z kibicem Cracovii nie mogę nie zapytać o hokej, tym bardziej, że niedawno mierzyliśmy się w ćwierćfinale Mistrzostw Polski. Spodziewałeś się takiego przebiegu naszych zmagań? I co powiesz o ogólnej postawie Cracovii w tym sezonie?
Biorąc pod uwagę formę Cracovii w tym sezonie, a tym bardziej wynik pierwszego meczu tej serii, rezultaty dwóch kolejnych starć można uznać za niespodziankę. Z pewnością nie spodziewaliście się, że będziemy w stanie stawić wam taki opór. Wydaje się, że łatwe zwycięstwo w pierwszym meczu przełożyło się na pewną kalkulację, szczególnie wśród starszych zawodników, którzy muszą odpowiednio gospodarować siłami w perspektywie walki o medale. W trybie ekonomicznym nie da się jednak wygrywać, stąd zaskakująco dobra postawa Cracovii w drugim meczu w Katowicach. Natomiast większą niespodzianką było dla mnie zwycięstwo w Krakowie. W kolejnych starciach GieKSa poprawiła jednak grę i jakość indywidualna waszych zawodników musiała przeważyć. Nie za bardzo widziałem przestrzeń dla Cracovii na sprawienie kolejnej niespodzianki. GKS grał szybciej, bardziej zespołowo i wykorzystywał swoje atuty. Z drugiej strony to bez znaczenia, czy odpadasz przegrywając 2:4 zamiast 0:4. Kończymy sezon na ósmym miejscu, co jest najgorszym wynikiem od przeszło dwudziestu lat. Teraz czeka nas modernizacja lodowiska, którego klub jest operatorem, więc może na nim zarabiać. Ponadto, zagwarantowane są środki z Comarchu, więc mimo że skoku jakościowego nie będzie, to na pewno przystąpimy do rozgrywek, ale nie będziemy należeć do potentatów.
Piłka nożna
Hajduk lub Żilina rywalem GieKSy
GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji trafił na przegranego z pary I rundy eliminacji Ligi Europy – Hajduk Split/MSK Żilina.
Mecze tej rundy odbędą się 23 i 30 lipca.
Pierwsze spotkanie GieKSa rozegra na wyjeździe.
W zakończonym sezonie Hajduk zajął drugie miejsce w lidze chorwackiej z dorobkiem 68 punktów w 36 meczach, na który złożyło się 20 zwycięstw, 8 remisów i 8 porażek (bramki: 61-36)
MSK Żilina natomiast zajęła w lidze słowackiej miejsce czwarte, zdobywając 52 punkty w 32 meczach – 15 zwycięstw, 7 remisów i 10 porażek (bramki: 59-41). Zespół zdobył również Puchar Słowacji w finale pokonując Koszyce 3:1.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Piłka nożna
Gabriel Kobylak 2028
GKS Katowice zdecydował się na transfer definitywny Gabriela Kobylaka z Legii Waszawa. 24-letni bramkarz podpisał z nami umowę do końca czerwca 2028 roku. Kontrakt zawiera opcję przedłużenia o kolejny sezon.
Kobylak występował w podkarpackich drużynach młodzieżowych (Zgoda Zarszyn, Orzeł Bażanówka, Ekoball Sanok i Karpaty Krosno). W 2018 roku trafił do Legii, gdzie najpierw grał w rezerwach a następnie został wypożyczony do Puszczy Niepołomice (2020-22) oraz Radomiaka Radom (2022/23 i wiosna 2024). Po sezonie 2023/24 wrócił do Legii Warszawa, ale nie przebił się na stałe do pierwszej jedenastki. Ze stołeczną drużyną zdobył Puchar i SuperPuchar Polski.
W ostatnim sezonie wystąpił w 8 spotkaniach (6 w rezerwach Legii w III lidze, 1 w Lidze Konferencji i 1 w Pucharze Polski). Na poziomie Ekstraklasy ma rozegrane 47 spotkań, a na jej zapleczu – 50. Ma także skromne doświadczenie pucharowe – wystąpił w 6 meczach w Lidze Konferencji (w tym 1 w eliminacjach).
Życzymy powodzenia w naszych barwach!
Foto: GKSKatowice.eu


Najnowsze komentarze