Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: nie straciliśmy pewności siebie
Wymieniana w pierwszym szeregu kandydatów do mistrzostwa Cracovia przyjechała jesienią do Katowic i nie pozostawiła złudzeń GieKSie. Forma Pasów w pierwszej części sezonu jest zwykle wysoka, co rozbudza nadzieje kibiców, natomiast wiosną najczęściej przychodzi dołek i rozczarowanie. Zapytałem Rafała Nowaka z serwisu TerazPasy.pl, z którym miałem przyjemność rozmawiać przed poprzednim meczem w Krakowie (zapraszam do lektury), skąd bierze się ta prawidłowość i jak widzi szansę na odwrócenie tego scenariusza w obecnym sezonie.
Cykl życia kibica Cracovii jest względnie stały – rozbudzone nadzieje jesienią i weryfikacja wiosną. Sam mówiłeś mi w listopadzie 2024, że gracie o mistrza, a ostatecznie skończyliście na szóstym miejscu. Jak dziś patrzysz na waszą sytuację w lidze?
Na początku sezonu osiemnaście drużyn Ekstraklasy chce grać o mistrzostwo, a dziś, po 25 kolejkach, chyba tylko Termalica straciła matematyczne szanse na pierwsze miejsce. Nawet kibice Legii, gdyby ta nagle zaczęła wygrywać wszystko jak leci, mogliby mieć nadzieję na miejsce w czołówce. Tym bardziej my – wciąż nie straciliśmy szans na mistrzostwo, a sensem kibicowania nie jest chłodna kalkulacja, tylko wiara w swoją drużynę. Mimo to czasem ręce opadają, gdy patrzę, jak ostatnio punktujemy, a w zasadzie nie punktujemy. Przegraliśmy u siebie dwa mecze z rywalami, którzy absolutnie byli w naszym zasięgu. To wręcz niemożliwe, ile pecha mieliśmy w starciach z Piastem i Wisłą Płock. Ponadto nie pamiętam tak słabej Legii jak obecna, mimo to udało nam się z nimi przegrać w Warszawie. Nawet gdyby piłkarski los miał nam jeszcze oddać wszystkie punkty, które pechowo traciliśmy, to i tak raczej skończymy gdzieś w środku tabeli.
Tabela Ekstraklasy nie ma środka – albo walczysz o mistrzostwo, albo bronisz się przed spadkiem, albo jedno i drugie na raz. Z którego bieguna czujesz mocniejsze przyciąganie?
To jest trochę jak obecna wiosenna pogoda: niby świeci słońce, ale w cieniu czuć chłód. No i powiało nam ostatnio chłodem niczym z piwnicy. Jeśli będziemy punktować tak jak ostatnio, to cztery „oczka” przewagi nad strefą spadkową, w której są drużyny, jakich nikt się tam nie spodziewał, mogą okazać się niewystarczającą zaliczką. Trudno się pogodzić z taką myślą, więc przydałoby się zapunktować w sobotę. Macie pecha, bo jesteście naszą szansą na przełamanie i zrobimy wszystko, by ją wykorzystać.
Jak dotąd to wy jesteście drużyną, na której przełamują się rywale – czy to Wisła Płock, która od pięciu spotkań nie potrafiła wygrać, czy wcześniej Legia, której zdobywanie punktów przychodzi wiosną z wielkim trudem. Tymczasem przebieg tych meczów wcale nie wskazywał was jako słabszą ekipę.
Analizując statystyki ostatniego meczu z Wisłą rzuca się w oczy, że w każdym aspekcie byliśmy lepsi: liczba strzałów, procent celnych podań, posiadanie piłki – przemawiają za nami wszystkie wskaźniki oprócz tego najważniejszego, czyli goli. Było widać po Wiśle, jak ciąży im ta seria porażek, odbierając pewność siebie. Cracovia, mimo nienajlepszych wyników, pewności siebie nie straciła, bo to nie tak, że nic nam nie wychodzi. Sytuacja w tabeli robi się jednak niebezpieczna i słaby mecz z wami może nas zakopać mentalnie. Dlatego jestem ciekaw tego pojedynku tym bardziej, że jesienią w Katowicach mecz zakończył się trudnym do wytłumaczenia wynikiem – jeśli ktoś oglądał pierwsze pół godziny, a potem musiał wyjść, to wyobrażam sobie jego zaskoczenie po sprawdzeniu końcowego rezultatu.
Czy trener Elsner ma pomysł, jak wrócić z Pasami na właściwe tory? Szerokim echem odbiła się informacja o jego rezygnacji, która ostatecznie nie została przyjęta. Co się kryje za tym ruchem?
Moja odpowiedź raczej cię nie zadowoli, ale naprawdę nie wiem, co tam się wydarzyło. Możemy jedynie spekulować bazując na słowach trenera, który dawał do zrozumienia, że rozmowa z zarządem nie dotyczyła kwestii sportowych, tylko organizacyjnych, a Elsner zaoferował swoją rezygnację, która nie została przyjęta. Wewnątrz drużyny i jej relacji z trenerem wszystko jest w porządku, a zespół jest zjednoczony i zmotywowany. Cała ta sytuacja nie będzie miała przełożenia na boisko. Ponadto po ostatnim meczu, mimo porażki, z trybun poniosła się pozytywna motywacja i wsparcie dla piłkarzy. A co do samego Elsnera, to moim zdaniem jego pozycja jest w tej chwili mocniejsza niż była.
Z Krakowa wypływają różne informacje o niedawnych zmianach na poziomie właścicielskim, a gdzieś w tle toczy się wojenka o sposób zarządzania miejskimi klubami, na której czele stoi szef waszych sąsiadów zza miedzy. Patrząc na własny przykład uważasz, że prywatny kapitał jest remedium na wszystkie bolączki organizacyjne polskiego futbolu?
Wychodząc poza piłkę nożną, która jako sport masowy i popularny poradziłaby sobie bez publicznych pieniędzy, wyłączając infrastrukturę i szkolenie młodzieży, to inne dyscypliny bez środków państwowych czy miejskich nie mogłyby funkcjonować. Bliski nam hokej ledwo zipie i można się obrażać, że Cracovia jest jedynym w pełni prywatnym podmiotem w lidze, natomiast ja nie mam pretensji, że miasta utrzymują kluby, jeśli taka jest wola mieszkańców. Nie jest to układ idealny, ale koszykówka, siatkówka, wspomniany hokej czy cała masa innych dyscyplin w dużej mierze opierają się na środkach publicznych. W Krakowie mamy pat, bo zarówno Wisła, jak i Cracovia pilnują się nawzajem, aby były równo traktowane przez Miasto.
Jak więc działa wasz klub będący kompletnie w prywatnych rękach?
Fundusz kapitałowy zarządzający Comarchem sprzedał część spółek wchodzących w skład grupy, a jedną z nich była Cracovia. Obecnie 80% udziałów jest w rękach Roberta Platka, który jako nowy właściciel początkowo nie przeprowadził żadnych zmian w zarządzie i radzie nadzorczej. Zmiana prezesa nastąpiła dopiero w styczniu, a Mateusza Dróżdża zastąpiła Elżbieta Filipiak, która z kolei zrezygnowała z tej funkcji po niespełna 50 dniach twierdząc, że nie ma realnego wpływu na decyzje zapadające w klubie. Od tego czasu Cracovia nie ma prezesa i nie wiadomo, w którą stronę pójdziemy. Wybrano nową radę nadzorczą, która powinna wybrać prezesa, ale wszystko dzieje się powoli.
Nie jest tajemnicą, że Robert Platek ma na swoim koncie kilka porażek jako właściciel klubów piłkarskich. Nie boicie się, że podzielicie losy Spezii, która z długami spadła do Serie B?
Dotychczasowy model zarządzania klubami przez Roberta Platka nie polegał na tym, że pompował on w te projekty duże pieniądze. Cracovia ma jednak największy potencjał i najlepszą bazę spośród wszystkich klubów, których właścicielem jest Platek, bo np. będąca na peryferiach portugalskiego futbolu Casa Pia to bez porównania mniejszy projekt. W Krakowie Platek dysponuje stadionem w środku dużego miasta, kompleksem treningowym na europejskim poziomie i terenami przy Wielickiej, gdzie można szkolić młodzież. Model biznesowy Platka polega na tym, aby szkolić i promować zawodników, zarabiając na ich sprzedaży. Być może już tego lata sprzedany zostanie Oskar Wójcik, natomiast nie wydaje mi się, aby zarządzający klubem mieli złe intencje.
Wracając do piłki, w sobotę pod znakiem zapytania stoi występ Mauro Perkovicia. Jak duża byłaby to strata?
Mauro to jeden z zawodników, którzy byli wypożyczani do Krakowa z opcją wykupu i w jego przypadku ta opcja została uruchomiona. Dobrze broni, jego atutem jest gra głową, nieźle wyprowadza piłkę – spodziewam się, że jeśli będzie zdrowy, to uda się go sprzedać za kilka milionów. W meczu z Wisłą wrócił do składu po skręceniu kostki w pierwszym wiosennym spotkaniu z Bruk-Betem, natomiast pojawiają się informacje, że nie jest jeszcze w pełnej dyspozycji. Niby mamy go kim zastąpić, ale gdyby był zdrowy, to byłby pierwszym wyborem trenera.
Jesienią w rozmowie ze mną Kamil podkreślał, że dzięki Filipowi Stojilkoviciowi nie tęsknicie za Kallmanem. Nie minęło pół roku, a tęsknicie pewnie i za jednym, i za drugim napastnikiem?
Po odejściu Stojilkovicia Cracovia zmieniła model gry. Wcześniej grała bardzo bezpośrednio – szybkie przejęcie piłki i fazy przejściowe, prostopadłe zagranie do wybiegającego za plecy obrońców napastnika i szukanie kolejnych goli. Sami traciliście tak bramki w Katowicach. Obecnie próbujemy więcej operować piłką, dłużej się przy niej utrzymywać i nie czekać na to, co zrobi rywal. Nawet na Legii próbowaliśmy grać od tyłu, mimo że murawa nie sprzyjała takiej taktyce. Podobnie może wyglądać sobotni mecz z GieKSą, jeśli pozwolicie nam grać w ten sposób. Na pewno będziemy próbowali utrudnić życie Bartkowi Nowakowi, którego nie można zostawiać samego w środku pola. Myślę, że zagramy czwórką z tyłu, co pozwoli na wprowadzenie kolejnego pomocnika do środka, a jako fałszywa dziewiątka zagra Martin Minczew, mimo że ostatnio nie grzeszy skutecznością.
To zawsze dobra wiadomość, gdy w Ekstraklasie wypływa kolejny młody piłkarz, który bez kompleksów podejmuje rywalizację z bardziej doświadczonymi. U was dobre noty zbiera ostatnio Mateusz Tabisz.
Mateusz jest synem byłego wiceprezesa Cracovii i zdarzają się kibice, którzy mu to wypominają. Dla Luki Elsnera nie ma to jednak żadnego znaczenia, a stawia na Tabisza, bo dostrzega w nim potencjał. Brakuje nam zawodników, którzy mogą wygrywać pojedynki w bocznych sektorach, a Mateusz podejmuje się dryblingów i dobrze wyglądał nawet w tych krótkich fragmentach, które otrzymał. Moim zdaniem ma szansę zagrać w sobotę od początku, a jeśli nie, to i tak swoje minuty dostanie.
Warto zatrzymać się chwilę przy byłych reprezentantach Polski. Czy Mateusz Klich spełnia pokładane w nim nadzieje?
Nie jestem obiektywny w stosunku do Mateusza, bo jestem jego wielkim fanem: bardzo go lubię jako człowieka i oglądałem wszystkie mecze Leeds United, w których grał. Mimo to Klich trochę mnie rozczarowuje, bo oczekiwałbym od niego więcej. Luka Elsner wyraża się jednak o nim bardzo pozytywnie podkreślając, jak wiele zależy od jego formy. Skoro trener mówi, że potrzebuje go na placu, to nie będę z nim dyskutował. Choć nie okazał się typem lidera, który niesie na plecach całą drużynę, to wciąż wiele od niego zależy i chciałbym, żeby zagrał jeszcze taki mecz, w którym bez dyskusji wskazano by go jako najlepszego na boisku.
Nieco bardziej przykurzyło się za to nazwisko innego reprezentanta. Czy Kamil Glik może jeszcze zaistnieć w Cracovii?
Kamil jest zdrowy i trenuje z drużyną, jednak z jakiegoś powodu trener po niego nie sięga. Siedzi więc na ławce i czeka na swoją szansę. Miejsce dla Glika mogłoby się znaleźć, gdybyśmy zostali zmuszeni do niskiej obrony we własnym polu karnym. Kamil ma swoje atuty w takich okolicznościach – jego gra głową i doświadczenie może się tu przydać. Nie jest już jednak na tyle mobilny, by uczestniczyć w grze wysokim pressingiem. Wydaje mi się, że w naszym kolejnym meczu w Zabrzu jego walory mogą się okazać bardziej przydatne – spodziewam się go prędzej tam niż w sobotę przeciwko wam.
Porozmawiajmy teraz o pewnym piłkarzu GieKSy – mobilna dziesiątka z przeszłością w Rakowie, ostatnio coraz częściej trafiający do siatki. Mowa oczywiście o… Mateuszu Wdowiaku, którego doskonale znacie w Krakowie.
Wychowankowie mają zawsze szczególne miejsce w sercu kibica Cracovii takiego jak ja. Zawsze trzymam za nich kciuki, ale niektórzy są bardziej wyjątkowi. Wśród nich jest właśnie Mateusz, który doprowadził mnie do łez szczęścia, zdobywając bramkę na wagę Pucharu Polski w pojedynku z Lechią Gdańsk w Lublinie, w 117. minucie dogrywki. Z tego powodu jest nieśmiertelny przy Kałuży i do końca kariery mógłby już nic nie zrobić, a i tak będzie kochany w Krakowie. Mam nadzieję, że w sobotę noga mu zadrży na naszym stadionie, bo strzelił tu kilka ważnych bramek dla Pasów, jak choćby dwie w półfinale wspomnianych rozgrywek z Legią. Cieszę się, że po nieudanym pobycie w Lubinie odnalazł formę w Katowicach i gra coraz więcej. Chciałbym też, żeby jeszcze kiedyś wystąpił w naszych barwach. Cieszę się na spotkanie z nim w sobotę.
W naszej poprzedniej rozmowie typowałeś 4:2 dla Cracovii. Wynik przy Kałuży był zbliżony, choć zwycięzca inny. Co to był za mecz…
Do dzisiaj wku.. rza mnie reklama Superbetu z bramką Adriana Błąda, ilekroć ją zobaczę. Ze względu na poziom emocji z pewnością fajnie byłoby powtórzyć taki mecz, ale my nie będziemy raczej grać w takim stylu. Mamy inny sposób grania, w którym na razie jesteśmy mega nieskuteczni. Nie wiem, czego spodziewać się w sobotę. Cel jest jeden – wygrać z GieKSą, natomiast patrząc na trzech ostatnich rywali, to właśnie mecz z wami wydaje mi się najtrudniejszy. Ostatnie mecze pokazały, że możemy przegrać z każdym, ja natomiast wolałbym zobaczyć, że jesteśmy w stanie wygrać z każdym. Jestem przekonany, że jesteśmy w stanie wygrać z GieKSą, a podobnego zdania są nawet bukmacherzy. Wygląda na to, że Cracovia jest faworytem tego pojedynku, czego szczerze mówiąc się nie spodziewałem. Wydaje się, że to my bardziej potrzebujemy zwycięstwa, aby nie zagrzebać się w dolnych rejonach tabeli. Wy, mając swoje ambicje i cele, nawet w przypadku porażki nie utracicie szans na ich osiągnięcie.
Jaki wynik tym razem typujesz?
Chciałbym, żebyśmy wygrali, ale nie sądzę, że będzie to spektakularne zwycięstwo. Liczę na 2:1 dla Cracovii. Przede wszystkim jednak chciałbym, abym na koniec sezonu nie musiał się martwić gorszym bilansem bezpośrednich spotkań z GieKSą, a zaliczka z Katowic wydaje się być obiecująca.
Rozmawiając z kibicem Cracovii nie mogę nie zapytać o hokej, tym bardziej, że niedawno mierzyliśmy się w ćwierćfinale Mistrzostw Polski. Spodziewałeś się takiego przebiegu naszych zmagań? I co powiesz o ogólnej postawie Cracovii w tym sezonie?
Biorąc pod uwagę formę Cracovii w tym sezonie, a tym bardziej wynik pierwszego meczu tej serii, rezultaty dwóch kolejnych starć można uznać za niespodziankę. Z pewnością nie spodziewaliście się, że będziemy w stanie stawić wam taki opór. Wydaje się, że łatwe zwycięstwo w pierwszym meczu przełożyło się na pewną kalkulację, szczególnie wśród starszych zawodników, którzy muszą odpowiednio gospodarować siłami w perspektywie walki o medale. W trybie ekonomicznym nie da się jednak wygrywać, stąd zaskakująco dobra postawa Cracovii w drugim meczu w Katowicach. Natomiast większą niespodzianką było dla mnie zwycięstwo w Krakowie. W kolejnych starciach GieKSa poprawiła jednak grę i jakość indywidualna waszych zawodników musiała przeważyć. Nie za bardzo widziałem przestrzeń dla Cracovii na sprawienie kolejnej niespodzianki. GKS grał szybciej, bardziej zespołowo i wykorzystywał swoje atuty. Z drugiej strony to bez znaczenia, czy odpadasz przegrywając 2:4 zamiast 0:4. Kończymy sezon na ósmym miejscu, co jest najgorszym wynikiem od przeszło dwudziestu lat. Teraz czeka nas modernizacja lodowiska, którego klub jest operatorem, więc może na nim zarabiać. Ponadto, zagwarantowane są środki z Comarchu, więc mimo że skoku jakościowego nie będzie, to na pewno przystąpimy do rozgrywek, ale nie będziemy należeć do potentatów.
Galeria Piłka nożna
My im nie dali wygrać
Ostatni mecz w tym sezonie na Nowej Bukowej GieKSa zremisowała z Jagiellonią Białystok 2:2. Zapraszamy do fotorelacji z Areny Katowice.
Piłka nożna
LIVE: Remis cenniejszy niż złoto
17.05.2026 Katowice
GKS Katowice – Jagiellonia Białystok 2:2
Bramki: Nowak (3), Galan (78) – Vital (31), Pululu (56-k)
GKS: Strączek – Wasielewski, Czerwiński, Jędrych, Olsen (90. Klemenz), Galan (90. Jirka) – Kowalczyk, Milewski (65. Rasak), Nowak, Marković (65. Wędrychowski) – Zrel’ák (65. Szkurin).
Jagiellonia: Abramowicz – Wojtuszek, Vital, Kobayashi, Montoia, Pozo (76. Jóźwiak), Kozłowski (90. Nahuel), Lozano (63. Mazurek), Imaz, Szmyt, Pululu (63. Bazdar).
Ż.kartki: Wasielewski, Jędrych, Galan, Olsen
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)
Widzów: 14651
Piłka nożna
Rafał Strączek: To duża sprawa
Przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok miała miejsce konferencja, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz bramkarz Rafał Strączek.
Michał Kajzerek: Witam wszystkich bardzo serdecznie na konferencji przed meczem 33. kolejki z Jagiellonią Białystok. Wszystkie bilety sprzedane, dlatego apelujemy o przekazanie/odsprzedanie biletów przez kibiców nie mogących przyjść na mecz, aby jak najwięcej pojawiło się nas na arenie.
Czego trener się spodziewa pod kątem tego meczu? O wielką rzecz walczą także piłkarki.
Rafał Górak: Kobiety mają pierwszeństwo, więc zacznijmy od nich. Trzymamy kciuki, liczymy na następne trofea i medale w gablocie. Piękna sprawa, fajnie, że udało się to przenieść bliżej. Trzymamy kciuki bardzo mocno. My mamy swoje sprawy do załatwienia, musimy się koncentrować na spotkaniu z Jagiellonią – godzinę przed finałem mamy trening. My z racji tego, gdzie jesteśmy w tabeli, po prostu musimy być jak najlepiej przygotowani do rywala trudnego, wymagającego. Mieliśmy okazję się już spotkać w tym roku, graliśmy bardzo dobrze momentami. Jeśli zagramy tak przez cały mecz, zawiesimy poprzeczkę bardzo wysoko.
Zostałeś nominowany do nagrody dla najlepszego bramkarza sezonu.
Rafał Strączek: To duża sprawa, jest to dla mnie ogromne wydarzenie. Cieszę się, że ta praca została doceniona.
Wczoraj Jagiellonia grała w rytmie niejako europejskich pucharów.
Rafał Górak: Drużyna grająca w środę nie czuje żadnego zmęczenia, jest wystarczająco czasu do niedzieli na regenerację. Dla Jagiellonii wypadł bardzo ważny zawodnik, doświadczony. Trener Siemieniec ma w kim jednak wybierać.
Raków nie wykorzystał sytuacji, ale stłamsił Jagiellonię.
Było widać duży napór Rakowa, brakowało bramki. To też świadczy o jakimś braku. Jagiellonia wygrała zasłużenie, nie ma co dyskutować.
Mówicie o szansie na awans do pucharów?
Rafał Strączek: Mamy świadomość tego, że zostały dwa mecze i jakie miejsce zajmujemy. Ta liga jest mega szalona, różnice między miejscami są bardzo małe. Patrzymy w górę i robimy wszystko, by zająć jak najwyższe miejsce.
Była obawa po powrocie?
Trzy mecze, bark mi doskwierał. W miarę szybko to wyleczyłem i dałem znać trenerowi, że dobrze się czuję.
Spodziewaliście się, że tak blisko będzie do podium?
Nikt o takich rzeczach nawet w Katowicach nie myślał. Tym bardziej się cieszymy z takiej okazji, spinamy się wszyscy w szatni, motywujemy. Musimy poświęcić całych siebie, by osiągnąć jak najlepszy wynik.
W Gliwicach nie grał Klemenz.
Rafał Górak: Lukas dzisiaj zaczyna proces treningowy, będziemy się zastanawiać, czy wróci w niedzielę. Pozostali zawodnicy, poza Paluszkiem i Trepką, są do mojej dyspozycji.
Jak oglądasz takie mecze z nadchodzącym rywalem?
Rafał Strączek: Podchodzę trochę zawodowo, trochę jednak na spokojnie. Staram się patrzeć na zachowania zawodników, poruszanie systemowe. Fajnie, że grali wczoraj, można się przypatrzeć i wyciągnąć więcej wniosków.
Jest presja na zwycięstwo?
Rafał Górak: To nie presja, że chcemy wygrać. Chcemy podjąć rywalizację sportową. Od kilkunastu dni nie ma biletów, to daje do myślenia. Wczoraj z zawodnikami i zawodniczkami mieliśmy wielką imprezę, radosne dzieci, kobiety i mężczyźni. To jest wyzwanie, żeby tym ludziom zrobić fajny dzień. Po tym ile otrzymaliśmy od nich miłych słów… Zawodnicy byli pod wrażeniem. Ludzie kupują koszulki z ich nazwiskami, potem jeszcze chcą ich autograf. Dawno tego nie było, to niesamowite.
Odczuwacie mentalne zmęczenie na finiszu sezonu?
Nie będziemy się porównywać ze słowami piłkarzy Jagiellonii, oni mają swoje problemy. My w ogóle nie jesteśmy zmęczeni, na pewno każdy w jakiś sposób o wakacjach marzy. Zawodnicy się realizują, doskonale zdają sobie sprawę, że teraz czas świetnej, ciężkiej roboty.
Motywować drużyny nie trzeba, a trzeba im mówić, by cieszyli się grą?
Jest pula do zdobycia. Sześć punktów załatwi nam wszystko – będziemy grać w europejskich pucharach, taka jest prawda. Nie ma co kalkulować, przemotywowywać. Oni wypracowali to miejsce, wielu z nich nigdy tam nie grało. Dzisiaj mogą w nich zagrać, nie ma mowy o wakacjach, o zmęczeniu. Nie wolno się też presować, trzeba się radować. Musimy wykonywać nasze zadania taktyczne, pokazać momenty i błyski – wtedy będzie mnóstwo zabawy.
Jest pomysł na wymóg Polaków w kadrze, jak pan na to patrzy?
Wszystko, co związane z limitami, zaczyna mi się to robić niezgodne z tym, jak lubię żyć. To jakbym kazał dzieciom uczyć się polskiego, mówić po angielsku, a przy śniadaniu po francusku. To w klubie powinniśmy brać odpowiedzialność za to, jak one wyglądają. Ja swoją ideę mam i wiem, od jakich piłkarzy zyskujemy najwięcej. Wiem, co dają nasi piłkarze, chcę, by szatnia mówiła w języku polskim. Ja sam się uczę języka angielskiego, mam deficyty, ale jesteśmy u siebie.


Najnowsze komentarze