Dołącz do nas

Wywiady

Piotr Mandrysz: Na głowę nikt mi nie wejdzie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GKS Katowice ma od miesiąca nowego trenera, którym został Piotr Mandrysz. Były wieloletni zawodnik ROW Rybnik, Zagłębia Sosnowiec czy przede wszystkim Pogoni Szczecin, jako trener z sukcesami w postaci awansów do ekstraklasy z RKS Radomsko, Piastem Gliwice czy Niecieczą, tym razem swoich trenerskich sił próbuje w naszym klubie. Postanowiliśmy przeprowadzić ze szkoleniowcem szczerą rozmowę i wypytać o nurtujące kwestie. Jaką trener ma diagnozę dotyczącą klęski drużyny w poprzednim sezonie? Czy rzeczywiście był skonfliktowany z Tomaszem Foszmańczykiem w Niecieczy? Jak szkoleniowiec zapatruje się na zmiany pokoleniowe zachodzące w polskim futbolu? Czy myśli jeszcze o wzmocnieniach na poszczególne pozycje? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań znajdziecie czytając poniższy wywiad.

Czy zdaje pan sobie sprawę, że porażka w Tarnobrzegu z Siarką już na samym wstępie sezonu spowodowała duże rozdrażnienie u kibiców?

Jeżeli zespół jedzie na mecz, a przegra, to trudno, żeby ktokolwiek był zadowolony. I ja jako trener, również nie jestem.

Nie było widać w tym meczu chęci wygrania za wszelką cenę. W końcówce nie można było odnieść choćby minimalnego wrażenia, że bramka wyrównująca wisi w powietrzu.

Trudno zawodnikom zarzucić, że nie chcieli. Czasami tak bywa, że mecz się nie układa od początku i tak było w tym przypadku. Źle rozpoczęliśmy to spotkanie. Jeszcze nie rozebrałem tego meczu na czynniki pierwsze – robimy to właśnie [rozmowa odbyła się w poniedziałek – przyp.red.] – żebym mógł powiedzieć, co było przyczyną. Przeciwnik przejął inicjatywę od początku meczu i szybko zdobył gola. To nie pomogło nam w dalszej grze – graliśmy nerwowo. Brakowało doskoku w drugiej linii, stąd taka przewaga optyczna rywala. To są rzeczy, które mnie martwią, bo w poprzednich spotkaniach – chociażby tych na obozie – wyglądało to lepiej. Czy wpływ na to miała pogoda, trudno mi powiedzieć, bo było upalnie, ale takie warunki był dla obu stron. Nie szukam więc usprawiedliwienia w tym elemencie. Muszę też porozmawiać z drużyną, bo myślę, że wpływ na naszą postawę też miał obóz, który dopiero co skończyliśmy i wydaje mi się, że to było kluczowe w naszej postawie w pierwszej połowie.

A czy od strony taktycznej, personalnej i przygotowania zespołu, zmieniłby pan coś?

Ta drużyna jest w przebudowie. Odeszło jedenastu piłkarzy, przyszło dziesięciu. Nawzajem się oni poznają i było widać braki w zgraniu. To było główną przyczyną tego, że ponieśliśmy porażkę.

GKS Katowice słynie z tego, że kibice są bardzo wymagający i wywierają presję na piłkarzach. Poprzedni sezon został spektakularnie przegrany – to znaczy nie było awansu, mimo że wystarczyło zdobyć zaledwie kilka punktów więcej. Można mieć poczucie, że dla kibiców mecz z Siarką był kontynuacją pewnego marazmu, który był w zeszłym sezonie… Czy ma pan wiedzę na temat nadszarpniętego zaufania kibiców i w związku z tym jeszcze większych oczekiwań obecnie?

Oczekiwania kibiców we wszystkich klubach, które coś znaczą w polskiej piłce – a GKS taką firmą na pewno jest – są duże. Oczywiście trzeba mieć w tym wiele cierpliwości, choć zdaję sobie sprawę, że kibice GKS Katowice z utęsknieniem od wielu lat czekają na to, aby ich drużyna wróciła na najwyższy szczebel rozgrywkowy. I o tym wiedziałem od początku. Natomiast myślę, że wywieranie przedwczesnej presji na drużynie nie pomaga. Sądzę, że postawa drużyny w rundzie jesiennej poprzedniego sezonu tak mocno rozbudziła oczekiwania wszystkich, że po prostu tego ciężaru odpowiedzialności gry o awans na wiosnę nie udźwignęli. Nie uważam natomiast, że to, co się wydarzyło w Tarnobrzegu, to kontynuacja. To jest nowa drużyna. Musicie mieć świadomość, jak ta drużyna się tworzy, a dzieje się to w zupełnie inny sposób niż w poprzednim roku. Przed poprzednim sezonem trener Brzęczek po powrocie z urlopu miał kadrę zbudowaną w 95 procentach, doszedł w ostatnich dniach sierpnia tylko Mikołaj Lebedyński. W tym roku wszyscy w klubie po zimie widzieli tylko jeden scenariusz i byli przygotowani na awans do ekstraklasy, łącznie z ewentualnymi wzmocnieniami po awansie, obozem w innym terminie i innymi sparingpartnerami. Sytuacja w końcówce rundy potoczyła się niekorzystnie dla każdego, komu na sercu leży dobro GKS i stąd odejście trenera, przyjście nowego, budowanie kadry i dobór nowych sparingpartnerów. To wszystko zaczęło się tworzyć dopiero w momencie, kiedy wiadomo było, że kierownictwo klubu zostaje, ja przychodzę jako trener i nie byliśmy tak przygotowani, jak GKS przed poprzednim sezonem.

W rundzie wiosennej GKS w wielu meczach nie miał prawa nie wygrać meczu, a jednak czasem nie potrafił nawet zremisować. Wydaje się, że aż taki zjazd z wynikami jest trudny do wytłumaczenia tylko czysto sportowym spadkiem formy. Pan widział sporo meczów GieKSy, ma pan diagnozę, dlaczego runda wiosenna wyglądała tak, a nie inaczej?

Nie znam osoby, która nie chciałby grać w ekstraklasie. To się wiąże z większą satysfakcją związaną z dowartościowanej własnej osoby, z lepszymi uposażeniami, ale też większą medialnością, zarówno zawodnika, jak i drużyny i klubu. Uważam, że problemem GKS było to, że w spotkaniach zwłaszcza u siebie, zespół nie udźwignął ciężaru bycia faworytem i wygrał tylko jeden mecz – z GKS Tychy. W pozostałych spotkaniach nie potrafił wygrać. Oczywiście, jeśli na mecz się wychodzi, to z nastawieniem, żeby wygrać, ale po fakcie śmiało możemy powiedzieć, że gdyby te cztery wiosenne porażki zespół zamieniłby na remisy, to byłby w ekstraklasie. Jeden punkt nie satysfakcjonuje, ale odbiera przecież punkty przeciwnikom. Często „chciejstwo” wygrania spotkań i gra o pełną pulę spowodowała na wiosnę to, że zespół cztery spotkania u siebie przegrał i to było kluczowe – przynajmniej w tym sezonie, bo wiosna była nietypowa i rzadko bywały takie rundy, w której faworyci tak nagminnie traciliby punkty.

Wspomniał pan o nieudźwignięciu roli faworyta. W zespole nastąpiło sporo zmian kadrowych, ale czy poza tym będzie pan szukał jakichś metod, żeby zespół sobie z tą presją radził, w postaci np. trenera mentalnego czy psychologa?

Każda forma pomocy jest dobra, tylko to musi być zrobione z głową i zespół musi taką rzecz akceptować. Gdy byłem trenerem Pogoni Szczecin w rundzie wiosennej sezonu 2009/10 szukaliśmy takiej formy wsparcia, zatrudniliśmy psychologa sportu, który miał przeprowadzać z piłkarzami seanse i to czynił. Po czasie odbiór był taki, że mimo że przyszła jedna osoba, to problemu nie udało się rozwiązać – wtedy, w tamtej sytuacji. Oczywiście to też była inna grupa ludzka, inny klub. Ja nie zamykam się na tego rodzaju formy wsparcia, ale poczekajmy, bo to musi być fachowiec pełną gębą i to nie może być ktoś, kto będzie w GKS tylko „przy okazji”, a będzie pracował gdzie indziej, bo to wtedy jest robione – moim zdaniem – nierzetelnie.

Od wielu lat w klubie działy się różne rzeczy na linii kibice-piłkarze, sam pan wspominał w wywiadzie dla telewizji klubowej o meczu GKS z Niecieczą, kiedy kibice po spotkaniu udali się pod szatnie, a była to przecież 3. kolejka. Za to na wiosnę poprzedniego sezonu, kibice zawiesili hasło „tu jest GieKSa, tu jest presja” i nawet po systematycznie przegrywanych meczach, wspierali zespół. Mamy wrażenie, że drużyna z tego wsparcia zupełnie skorzystała.

Trudno mi się wypowiadać za poprzedników, ale odnoszę wrażenie, po rozmowach z zawodnikami, że bardzo sobie to cenili. Na przestrzeni lat miałem okazję bywać na Bukowej czy to w roli kibica czy trenera zespołów przeciwnych, w poprzednim sezonie widziałem ogromną zmianę na plus. Dzięki zachowaniu kibiców ci chłopcy zdobywali punkty. Jeśli możemy mówić o wsparciu kibiców, to było ono na nieprawdopodobnie wysokim poziomie. Kibice swoją postawą byli dwunastym zawodnikiem zespołu. Mogę tylko prosić was – bo reprezentujecie przecież kibiców – aby dać takie wsparcie dla drużyny, jakie dostała drużyna z poprzedniego sezonu.

Jednak kibice widzieli, co się działo – zaufanie zostało mocno nadszarpnięte i tak naprawdę jedyną osobą, na której kibice opierają swoje nadzieje jest pan.

Jest mi miło, że kibice tak sądzą. Nie znam trenera, który nie chciałby osiągnąć sukcesu, a wiem, jaki sukces usatysfakcjonuje kibiców. Rozumiem frustrację kibiców, która z roku na rok się przejawia coraz bardziej. Jako trener mogę dołożyć wszelkich starań, aby tę drużynę odpowiednio umotywować, przygotować i nastawić, ale też za zawodników na boisko grać nie wyjdę – nie te lata. Wierzę, że ci chłopcy przy wsparciu kibiców podejmą rękawice. Droga nie będzie usłana różami, będą też ciernie, ale myślę, że wyrozumiałość kibiców będzie taka, jak w zeszłym sezonie – tyle, że z lepszym happy endem.

Czy grupa społeczna pod nazwą piłkarze jest godna zaufania i łatwa do współpracy? Często słyszy się historie, że piłkarze grają przeciw trenerowi, a pan sam doświadczył pewnych zachowań ze strony piłkarzy w Sosnowcu.

Bez względu na to,co mnie spotkało w Zagłębiu uważam, że niedopuszczalne jest zachowanie, by podopieczny stawał w przeciwwadze do przełożonego. To jest zachowanie skandaliczne. Ja w swojej karierze zawodniczej współpracowałem z wieloma trenerami, na temat każdego z nich miałem swoje zdanie, ale na boisku i w szatni starałem zawsze być profi i spełniać te obowiązki, które nakreślił przełożony. Wiem, że tego typu rzeczy się zdarzają i mnie to dotknęło osobiście, wszyscy wiemy też jaki był tego epilog w Sosnowcu. Myślę, że od tego, aby do takich rzeczy nie dochodziło jest kierownictwo klubu i jasne stanowisko kierownictwo określa i daje jasną informację, czego oczekuje od pracowników i co ich czeka w razie niesubordynacji. Nie przewiduję jednak, aby coś takiego miało miejsce w Katowicach i muszę też powiedzieć, że w każdym klubie, w którym pracowałem, miałem dobry kontakt z zespołem.

W GieKSie mieliśmy trenerów mniej i bardziej asertywnych, ale wiemy, że są szkoleniowcy, którzy mimo dziwnych zachowań piłkarzy, wspomnianej niesubordynacji, i tak wystawiają ich w meczach. Można się spodziewać, że w Katowicach piłkarze nie wejdą panu na głowę?

Żaden piłkarz mi na głowę nie wszedł i na pewno nie wejdzie. Jako zawodnik, a zawsze miałem wiele do powiedzenia na tematy piłkarskie w drużynie i w szatni, nigdy bym sobie na coś takiego nie pozwolił. Powtórzę – mimo że moja ocena szkoleniowców była różna, nigdy nie pozwoliłem sobie na to, by tak się zachować i jako trener nie pozwolę na to zawodnikom.

Patrząc na zmiany pokoleniowe, takie zachowania mogą być związane z inną mentalnością, manierami czy wychowaniem niż mieli zawodnicy w dawniejszych czasach?

Myślę, że tak. Ja jestem z pokolenia, w którym najpierw byłem rozliczany przez rodziców, potem przez nauczycieli. Teraz młodzieży być może pewne rzeczy przychodzą łatwiej, być może ktoś w przeszłości na pewne rzeczy nie zwracał uwagi i stąd takie, a nie inne zachowania. Czasami ktoś popełni błąd. Ale gdy popełni go drugi raz, to znaczy, że coś już jest z nim nie tak. Chciałbym rozmawiać o GKS, ale jeśli już poruszyliśmy temat Zagłębia, to muszę powiedzieć, że sytuacja z Dudkiem nie była pierwszą, którą miał ten zawodnik z trenerem. Parę lat wcześniej to samo potrafił zrobić z nestorem polskich trenerów Orestem Lenczykiem, po mistrzostwie Polski. Różnica polegała na tym, że ze Śląska po takim wybryku wyleciał po pięciu minutach, w Sosnowcu – po pięciu miesiącach. Uważam, że mamy pokolenie, które nie wychowało się tylko biegając za piłką, bo dzisiaj jest dużo nowości technicznych, czasem dostali coś zbyt łatwo. My musieliśmy na to ciężko zapracować, a myślę, że nasi rodzice jeszcze ciężej – więc bardziej pewne rzeczy doceniamy.

Był pewien moment, w którym wydawało się, że nie wyleci pan z ekstraklasowej karuzeli trenerskiej, a jednak tak się stało. Ma pan chęć udowodnienia, że jest pan jednak trenerem ekstraklasowym?

Uważam, że jestem. Z Niecieczy odszedłem na własne życzenie. Miałem propozycję przedłużenia kontraktu o dalszy rok, natomiast uważałem, że po 2,5-rocznym pobycie, który był okraszony i awansem, i utrzymaniem, potrzebowałem odpocząć. Chciałoby się, abyśmy w Polsce mogli pracować w zakresie takiej ciągłości, jak na zachodzie, ale myślę, że na razie polska piłka do tego nie dojrzała. Uważałem, że na tamten moment nie jestem w stanie nic więcej z tej drużyny wyciągnąć, stąd miałem potrzebę zmiany środowiska. W swoją pracę wkładam bardzo dużo wysiłku – często osoby postronne nie wiedzą, że praca trenera nie kończy się po wyjściu z budynku klubowego, tylko trwa praktycznie cały czas. Tak jak mówię, potrzebowałem się zresetować i odpocząć psychicznie, co robiłem w miarę systematycznie – po dwóch latach pracy odszedłem ze Szczecina, podobnie było w Tychach. Przerwy, które sobie robiłem dobrze wpływały na mój system nerwowy. Chciałem też trochę pomieszkać w domu, nacieszyć się rodziną, stąd też mój powrót na Śląsk. A co do ekstraklasy, to kto zasmakował pracy w ekstraklasie, ten wie, jakie w niej czekają „dołki”. Nie wszystkim to się musi podobać… Stąd ja nie odbieram swojej pracy poza ekstraklasą jako hańby czy ujmy, uważam nawet, że to przyjemniej jest coś osiągnąć i móc się też pochwalić, bo wtedy jest się też zapamiętanym, tworzy się historię danego klubu. Oczywiście ja historii w GKS nie stworzę w takim wymiarze, jak w Piaście, Radomsku czy Niecieczy, bo to były dziewicze awanse, historyczne dla tych klubów. GKS wiele lat w ekstraklasie grał, ma bogatą historię i ja mogę jedynie – jeśli uda się osiągnąć efekt końcowy – być jednym z kilku czy z wielu.

Wydaje nam się jednak, że kibice mocno docenią trenera, który po tylu latach awansuje i na pewno nie będzie oceniany jako trener „jeden z wielu”…

Powiem w swoim imieniu, ale także moich współpracowników, że to jest przyjemne być na ustach kogoś i zapisać się złotymi zgłoskami w historii nowszej klubu, bo GKS chce odbudować swoją historię po różnych przejściach. W sporcie trzeba jednak mieć dużo pokory, bo ktoś, kto dąży do pewnych rzeczy zbyt szybko czy po trupach, nie licząc się z innymi, w konsekwencji i tak przegra. Ja jestem przyzwyczajony do tego, że nic mi łatwo nie przychodziło i tutaj na pewno będzie podobnie. Zdaje więc sobie sprawę ze skali trudności, ale dołożymy wszelkich starań, aby gra GKS satysfakcjonowała kibiców. Oczywiście wiem, kiedy tak się stanie – wtedy, kiedy drużyna będzie wygrywała, ładnie grała i chcielibyśmy, aby nastąpiło to jak najszybciej. Jednak przed GKS-em nikt się nie położy i o tym też musimy pamiętać.

A co pan rozumie mówiąc o tych „dołkach” w ekstraklasie?

Oglądacie panowie Canal+ i doskonale zdajecie sobie sprawę, że są trenerzy bardziej i mniej lubiani, bardziej i mniej forowani. Resztę można sobie dopowiedzieć.

Gdy z Niecieczą zaczynał pan sezon, wygraliście 6:0 w Głogowie. Teraz mówi pan o tym, że etap przygotowań był skrócony, drużyna się budowała i potrzeba trochę czasu. Czy w związku z tym na pierwsze mecze będzie pan wymagał od zawodników myślenia „nie na hurra”, żeby szanowali to miejsce w którym obecnie są czy jednak będzie to wy,aganie takiej gry, której pan w stu procentach oczekuje?

Gry takiej, jakiej bym oczekiwał w stu procentach na pewno się nie spodziewam. My w ogóle mamy niezamkniętą kadrę. Pierwszą rzeczą, o której wspominałem przychodząc tutaj było pozyskanie dobrej klasy środkowego pomocnika. To był priorytet, bo patrząc na zespół GKS wiosną na tej pozycji widziałem główny problem. Do tej chwili nie udało nam się takiej osoby pozyskać. Stąd moje próby z Klemenzem czy przybyciem do klubu młodego chłopaka, ale z czwartej ligi, Kulińskiego. De facto jednak naszymi głównymi zainteresowaniami byli inni zawodnicy, którzy do nas nie trafili. Już po moim przyjściu spotkały mnie dwa nieprzyjemne odejścia, których nie zakładałem, bo widziałem te osoby w składzie i chciałem ich – mowa o Lebedyńskim i Abramowiczu. Stąd więc mamy tematy zastępcze, ale one wymagają czasu. Przygotowania rozpoczęliśmy 20 czerwca, niektórych zawodników – jak Plizgę – miałem na rozpoczęcie obozu, czyli 11 lipca. To jest 21 dni różnicy, nie da się zrobić tak jak w fabryce, że da się formę i wyprodukuje określone rzeczy. To są zawodnicy ambitni i myślę, że bardzo rzetelnie będą podchodzili do swoich obowiązków, ale liczy się drużyna, a nie jednostki. My jeszcze nie mamy scementowanej drużyny, co było widać choćby w grach kontrolnych – jak już dobrze graliśmy w defensywie, to z przodu była mizeria. Jak coś z przodu stworzymy, to nie potrafimy tego wykorzystać, a w defensywie przydarza nam się taki klops, za który należy się wstydzić. Dlatego ta drużyna w dalszym ciągu jest na etapie lepienia i zobaczymy, co z tego ciasta urośnie. Przychodząc do zespołu Niecieczy zimą zespół oglądał się za siebie, bo był na 12. miejscu w tabeli. Wiosna była przeglądem drużyny i orientacją, jaki ma ona potencjał. Latem wymieniliśmy tylko kilku piłkarzy, udało nam się dobrze wystartować. W Piaście z kolei przyszedłem latem, ale drużyna była po bardzo dobrym sezonie i szkielet był. Ze mną przyszło tylko dwóch zawodników. Zespół był scalony, może pewne rzeczy lekko poprzestawiałem, ale mimo to pierwsze dwa spotkania przegraliśmy. W Radomsku znowu przyszedłem zimą i też miałem pół roku na ocenę drużyny, by w kolejnym sezonie skutecznie zaatakować ekstraklasę. Z taką sytuacją, jak teraz, że tylu zawodników ubyło i przybyło, spotykam się po raz pierwszy i nie mogę powiedzieć, że jestem już zadowolony z kształtu zespołu, a w sobotę z pewnością zagramy tak, jakbym tego oczekiwał. Jeśli tak się stanie, to zespół mnie zaskoczy in plus.

Spodziewa się pan środkowego pomocnika już w najbliższych dniach?

Nie jest tajemnicą, że chcieliśmy Babiarza. To jest zawodnik, który idealnie by pasował do naszego środka pola. To chłopak z Katowic, zna region i klub, na boisku nigdy się nie zatrzymuje, a w szatni byłby pozytywną postacią. Chcieliśmy też Drewniaka, który wybrał Cracovię. Aż tylu zawodników, którzy mieliby umiejętności takie by wejść do drużyny i być wyraźnym wzmocnieniem na rynku niestety nie ma. Nie sztuką jest brać „byle kogo”, kogoś kogo za miesiąc czy dwa ocenicie jako słaby transfer. Mamy doświadczenie w wyborach, ale nie chcemy nikogo brać z łapanki. Teraz mamy temat jednego zawodnika, pracuje nad tym dyrektor Motała, trzeba jednak pamiętać, że nawet jeśli on do nas dotrze w tym momencie to trzeba go wkomponować, zobaczyć jak on jest przygotowany, czy będzie dobrze czuł się już w treningu. Z mojej strony byłoby też nieuczciwe gdybym wstawił taką osobę od razu do składu, gdy inni walczyli o ten skład cały miesiąc. Wierze, że dwaj zawodnicy jeszcze do nas dotrą – środkowy pomocnik i lewy obrońca bo tam z konieczności grał Zejdler.

A jaki jest pana pomysł właśnie na Łukasza Zejdlera? Zawodnik jesień miał kapitalną, był wyróżniającym się graczem. Wiosną natomiast grał praktycznie tylko do boku i do tyłu…

Od strony technicznej Zejdler to jeden z lepszych zawodników w zespole. To bardzo dobry piłkarz, który w Cracovii, grającej kombinacyjnie, krótkimi podaniami odnajdywał się bardzo dobrze. Wiosną, mimo, iż grał na swojej pozycji to trzeba pamiętać, że zespół grał inaczej. Moim zdaniem najlepiej GieKSa grała w Bielsku, zobaczcie jak tam była ustawiona drużyna. To jest takie coś, do czego chciałbym wrócić z innymi wykonawcami. Tam GieKSa prezentowała się tak, że każdy kibic był z takiej gry dumny.

Środkowy pomocnik miał być priorytetem transferowym – a jaką rolę przewiduje Pan dla Tomasza Foszmańczyka?

Foszmańczyka znam bardzo dobrze, bo grał w Niecieczy. To jest typowa dziesiątka i na tej pozycji może dać najwięcej drużynie, tutaj się najlepiej odnajduje. Tam widzę jego miejsce.

Wśród kibiców pojawiły się informacje, że w czasach, gdy był pan w Niecieczy popadł pan w konflikt właśnie z Foszmańczykiem. Czy było coś na rzeczy?

Między nami konflikt? Trzeba Tomka spytać, bo ja mogę się jedynie uśmiechnąć na te domysły. Myślę, że on przed Niecieczą nie grał więcej minut w zespole niż za mojej kadencji. Dwa razy przekazywałem pozytywną opinię na temat przedłużenia jego kontraktu w tym klubie. Dla mnie takie plotki to bzdura.

Można powiedzieć, że kręgosłup zespołu jest oparty na środkowych obrońcach, natomiast boczni będą nowi. W środku mamy wymiennie Kalinkowski, Zejdler, Kuliński, Klemenz. Przed napastnikiem Foszmańczyk albo Plizga, ale właśnie – co z napastnikami, bo ma pan czterech różnych graczy. Czy to będzie problem wkomponować ich w grę i zmieniać system grania w zależności od napastnika?

Prokic jest jednym z najszybszych graczy, w Mielcu grał jako napastnik, nie uczestniczył w grze obronnej. W tym się świetnie odnajdował w tamtym zespole, gdy Stal robiła awans. Po przyjściu do Katowic grał jesienią na skrzydle. Odnajdywał się w tym z różnym skutkiem – ale był nieskuteczny. Wiosną odpalił grając w ataku. On najlepiej się czuje w szybkim ataku, przestawiam go również na grę na skrzydle, ale być może będziemy z niego korzystać w ataku gdy będziemy grać nieco defensywniej np. na wyjeździe. Kędziora – to jest napastnik, który zaczynał w drugiej linii, wyszedł z piłki halowej i dobrze odnajduje się w grze w tłoku i krótkich podaniach. Myślę, że potrzebuje trochę czasu by dojść do pełnej dyspozycji, bo mało grał na wiosnę w Niecieczy. Uważam, że w przeciągu całego sezonu będziemy mogli ocenić go pozytywnie. Yunis to zawodnik, którego nie planowaliśmy pozyskać bowiem liczyliśmy na Lebedyńskiego. Dla mnie Lebedyński to typowa dziewiątka i tak by grał u mnie w zespole. Chcieliśmy go w drużynie, ale gdy wyjechał do Płocka, pozyskaliśmy Yunisa. Jest to młody chłopak mający dobre warunki fizyczne, świetnie biega, potrafi grać twardo. Na razie ma braki w zgraniu – widać było np. w Tarnobrzegu gdzie dostał prostopadłą piłkę, do której nie poszedł, bo po prostu nie zna jeszcze przyzwyczajeń innych zawodników. Jeden warunek – on musi strzelać bramki by był wystawianym. Yunis jest osobą, która będzie „przeciwwagą” do Kędziory. Jest jeszcze Grzegorz Goncerz, który był królem strzelców dwa lata temu. Do tej pory miał lepsze i gorsze momenty, trzeba jednak pamiętać, że jego gole nie wzięły się z niczego. Faktem jest jednak to, że w ważnych meczach nie grał tak jak wszyscy od niego oczekiwali, podobnie zresztą jak cała drużyna.

Patrząc na postawę Prokica na skrzydle i w ataku mamy takie wrażenie, że on na skrzydle traci pewność siebie. Na wiosnę w takich sytuacjach nie pudłował.

Często wchodził na wiosnę z ławki, czasami był dżokerem. Moim zdaniem większym złem dla drużyny będzie wystawienie Foszmańczyka na skrzydle, a przesunięcie Prokica do ataku aniżeli wystawienie Prokica na skrzydle.

Jak Pan ocenia bramkarzy? Ma Pan już decyzję, kto będzie numerem jeden?

Znam bardzo dobrze obu bramkarzy, Nowaka ściągałem kiedyś do Chorzowa, znam go dłużej. Abramowicz miał grać u mnie w Niecieczy, ale zerwał Achillesa. To są bardzo dobrzy bramkarze, choć różni – Abramowicz jest bardziej dynamiczny, Nowak jest spokojniejszy. Na tą chwilę nie wiem kto będzie bronić. Proszę się nie sugerować spotkaniem w Tarnobrzegu. Chciałem tam zobaczyć jak będzie się prezentować Mateusz. Decyzję podejmiemy wspólnie z trenerem bramkarzy.

W oficjalnym komunikacie z klubu była informacja, iż to Pan wybrał Tomasza Midzierskiego na kapitana. Proszę powiedzieć z czego wynikała taka decyzja?

Jestem tutaj nowym trenerem, przyszli nowi zawodnicy, duża część odeszła. Chciałem coś zmienić. Goncerz był kapitanem i spisywał się dobrze, ale potrzebny był nowy impuls. Midzierski ma największe predyspozycje, by kierować drużyną na boisku, ale również i w szatni – stąd taka moja decyzja.

Różnie się układała pierwsza liga w sezonach, w których pan w niej był lub prowadził zespoły w ekstraklasie. Raz była walka między trzema drużynami, w poprzednim sezonie walka do końca między kilkoma zespołami. Jakiego sezonu teraz pan się spodziewa?

Każdy sezon jest trudny. Trzy lata temu szybko odskoczyły trzy ekipy. Po rundzie jesiennej było wiadomo, że dwa z tej trójki wywalczą awans. Dwa lata temu było podobnie, bo Arka i Wisła odjechały wszystkim. Teraz był sezon gdzie do końca ważyły się losy awansu. Myślę, że też byłoby ciekawie gdyby Sandecja nie wygrała w Katowicach, ale to się jednak nie stało. W tym roku będzie to inny sezon i taka mała ilość punktów jak teraz nie wystarczy już do awansu. Będzie kilka zespołów, które będą mówiły o tym awansie, a jakiś czarny koń na pewno się pojawi w trakcie rozgrywek.

Myśli pan, że kluczowy może być już sierpień gdzie grana jest duża ilość spotkań?

Myślę, że nie. Wydaje mi się, że dużo rozstrzygnie się pod koniec rundy jesiennej.

Kto według Pana będzie kandydatem do awansu?

Na pewno Zagłębie Sosnowiec, Miedź Legnica, Podbeskidzie Bielsko-Biała.

A co Pan sądzi o wzmacniającym się GKS Tychy?

Kadrę wymienili tak jak my – dużo zmian. Zobaczymy, nikomu nie można odbierać szans. Chciałoby się by śląskie drużyny awansowały, bo wyprzedziła nas już małopolska, która ma 4 drużyny w ekstraklasie.

GKS Katowice powalczy o awans?

Chciałbym, aby tak było.

Co by pan przekazał przed pierwszym meczem ligowym kibicom, którzy jednak w większości czują się oszukani po poprzednich rozgrywkach?

Mam nadzieję, że ja nie zawiodłem kibiców w rundzie wiosennej (śmiech), więc serdecznie was proszę o to, byście wykazali dla tej drużyny odrobinę wyrozumiałości i wsparli ją swoim dopingiem, bo tak jak mecz się zaczyna, to decydujące jest to, jaki wynik jest po 90 minutach, a nie np. w 10. minucie czy w przerwie.

Rozmawiali: Błażej, Shellu

5 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

5 komentarzy

  1. Avatar photo

    Jerzy

    26 lipca 2017 at 10:09

    No to szykujemy się na walkę o miejsca 8-10 🙂

  2. Avatar photo

    bce

    26 lipca 2017 at 14:52

    Powiem krótko 3-mamy stronę trenera. Jak trzeba to wy… pan opierdalaczy co pozorują grę. Daj trenerze znak, że który wchodzi na łeb to BLASZOK szybko sprawe naprostuje. Stawiaj na młodzież ze Śląska z tzw. „naszego placu” czy „hasioka”. Wiem jedno awansu nie będzie ale ma być ku.. walka tak żeby kości trzeszczały. Jak pan ulepi z tej mąki i wody ciasto będzie git. Potrzeba czasu każdy to wie. Pozory sie skończyły. Wstawiaj im pan takie ogień w dupe, zeby wiedzieli co grają. Górnik Z. postawił na młodzież i walcza co z tego, że przegrali w Białymstoku. Walczyli aż miło było popatrzeć pierw 10 chopa a potem w 9. Żurkowski mi się podobała niby go nie widać a skorbał cały czas. Chcą wypłatę to mają solidnie na nią zarobić.

  3. Avatar photo

    lukasz

    26 lipca 2017 at 18:38

    a wg mnie to mozemy nawet walczyc o utrzymanie, ale ja chce widziec walke pot zmeczenie wyprute zyly, chce widziec ze dla nich pilka nozna to po prostu pasja. Trenerowi zycze wytrwalosci.

  4. Avatar photo

    Mecza

    27 lipca 2017 at 07:54

    Mandrysz nie jest cudotwórcą jak się niektórym wydawało ale jestem pewny że w przeciągu dwóch lat stworzy z przeciętniaków zespół który bez problemów awansuje w 2019 roku.

  5. Avatar photo

    adamGieKsa

    27 lipca 2017 at 09:55

    Awans w 2019 roku??! aha czyli ten sezon gramy o nic, nie dziwne że ludzie mają na ten cyrk wyjebane, tak wogóle to podejrzewam że za dwa lata to Mandrysza już od 1,5 roku nie będzie, no ale kto naiwnemu zabroni wierzyć w bajki o awansie

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Co matematyka mówi o futbolu? Szanse GieKSy na LKE

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Choć Mundial nabiera tempa, my w przyszłym tygodniu bardziej niż zza Wielkiej Wody nasłuchiwać będziemy wieści ze Szwajcarii, bo 17 czerwca w Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji, podczas którego swojego rywala pozna GKS Katowice. Czego możemy się spodziewać w tej i kolejnych rundach i jak nasze szanse widzi jeden z najlepszych ekspertów od piłkarskich cyferek na polskim Twitterze? Zapytaliśmy Piotra Klimka o drogę GieKSy do Europy przez pryzmat matematycznych modeli i scenariusze na najbliższe tygodnie w kwalifikacjach do europejskich pucharów.

Twoje konto na Twitterze obserwuje ponad 35 tysięcy ludzi, głównie ze środowiska futbolowego. Tymczasem, jak sam zaznaczasz w opisie konta, nie znasz się na kopaniu piłki.
Faktycznie sądzę, że się nie znam. Przez większą część sezonu uważałem na przykład, że Raków będzie mistrzem Polski, typowałem też, że Motor zakręci się koło miejsc spadkowych, tymczasem praktycznie wcale nie był zagrożony degradacją. „Na czuja” nie udaje mi się trafiać konkretnych rozstrzygnięć skuteczniej niż przeciętnemu twitterowiczowi. Nie jest więc tak, że zarabiam miliony u bukmachera. Jeśli natomiast chodzi o trendy poparte danymi, na pewnym etapie sezonu można było np. zakładać, że Termalica już się nie odkręci i spadnie.

W przeciwieństwie do wielu kibiców patrzących na futbol przez pryzmat emocji, ty próbujesz go definiować za pomocą liczb. Da się wytłumaczyć piłkę nożną językiem matematyki?
Próbuję, ale piłka nożna jest jednym z najbardziej losowych sportów. Zupełnie inny jest na przykład baseball, gdzie rzadko zdarza się, aby niżej notowany zespół pokonywał faworyta. Tymczasem u nas niespodzianki zdarzają się praktycznie w każdej kolejce, np. Termalica wygrywa w Białymstoku albo ktoś niespodziewany awansuje do Ekstraklasy, tak jak Warta Poznań kilka lat temu. W innych sportach nie zdarza się to tak często – czołówka bywa zwykle stabilna i rzadko trafiają się niespodzianki.

O niedawno zakończonym sezonie Ekstraklasy mówiło się jako o szczególnie zwariowanym. Tymczasem cofnąłem się do pierwszej z twoich tabel, publikowanych na Twitterze jeszcze przed pierwszą kolejką. Chciałbym przytoczyć dwa komentarze tego posta. Pierwszy: „Coś Panu styki przegrzało. Motor, Widzew i Lechia będą znacznie wyżej!”. Ty typowałeś je odpowiednio na 12., 13. i 16. miejscu, a sezon zakończyli odpowiednio na 12., 14., i 16. Drugi ciekawy komentarz: „Przewidywanie Widzewa na 13. miejscu pokazuje tylko, że cyferki z komputera są bez sensu”. Jak to skomentować?
Trafił się chyba dobry sezon pod kątem przewidywań. Pamiętam za to, że we wrześniu próg utrzymania wychodził mi na poziomie 35/36 punktów. Ta prognoza skompromitowała się już w okolicach listopada.

Na czym więc opierasz swoje wyliczenia? Na każdym kroku pojawia się tajemnicze słowo Elo, które mnie kojarzy się bardziej z podwórkowym zawołaniem sprzed 15 lat.
Do sporządzenia kalkulacji pobierana jest baza wyników mniej więcej 50 poprzednich meczów każdego zespołu. Na tej podstawie wyliczana jest „moc” poszczególnych klubów. Stąd najsilniejszą drużyną w Polsce jest Lech, dalej Jagiellonia i Raków, a Górnik na drugim miejscu to w tym sezonie pewna anomalia, grający ponad swój potencjał. Z kolei najsłabsze w Ekstraklasie są Termalica i Arka, co znalazło potwierdzenie w tabeli. W ten sposób powstaje baza do procentowych wyliczeń wyników starcia np. GieKSy z Zagłębiem Lubin. Na podstawie pojedynczych meczów powstaje oczekiwane zestawienie ligowe – co by było, gdyby wszyscy grali tak jak do tej pory. Takie zestawienie jest aktualizowane po każdej kolejce. Stąd wspomniane wcześniej trafienia, np. Motor grał dokładnie tak jak do tej pory – nie zrobił ani kroku w przód, ani w tył. Tutaj najwłaściwszym parametrem bardziej niż miejsce w tabeli jest oczekiwana liczba punktów.

Michał Trela z Canal+ robi podobne zestawienie według swojego przekonania, a na koniec sezonu zestawia je z twoimi wyliczeniami. Tym razem zdecydowanie dokładniejszy był model matematyczny.
Michał Trela jako jedyny z ekspertów, których obserwuję, ma odwagę podjąć się takiego typowania. Lubię takie zabawy – na ile bazowanie na rankingu Elo ma sens w porównaniu z obserwacjami ekspertów, którzy na co dzień śledzą i analizują Ekstraklasę. W tym roku wyliczenia były wyjątkowo dokładne, nie jest jednak tak, że mój model wygrywa co sezon. O ile dobrze pamiętam, w ubiegłym roku górą był człowiek. Najlepszym przykładem jest tutaj drużyna awansująca do Ekstraklasy przez baraże – ją maszyna wskazuje zwykle jako najsłabszą. Tymczasem w ostatnich sezonach ekipy z trzecich miejsc w pierwszej lidze radzą sobie całkiem przyzwoicie na najwyższym poziomie. Z kolei zespół gromiący rywali w 1. Lidze często spada potem z Ekstraklasy, jak choćby Arka czy kilka lat temu Miedź Legnica.

Przed sezonem typowałeś GieKSę na 48 oczekiwanych punktów, więc pomyliłeś się niewiele. Dawało to ok. 21% szans na europejskie puchary. W miarę upływu kolejnych tygodni, jak zmieniało się twoje postrzeganie naszego klubu?
Pamiętam, że mieliście bardzo słaby start sezonu. W pewnym momencie byłem wręcz przekonany, że GKS będzie walczył o utrzymanie. Koło października widać było wasz wyraźny dołek i jeśli wtedy nie zaczęlibyście się odkręcać, to mogło być naprawdę gorąco. Tym bardziej nikt w Katowicach nie mówił wtedy o Europie. Tymczasem bardzo udana wiosna w tym dziwnym sezonie z wyjątkowo zagęszczonym środkiem tabeli, po kilku zwycięstwach pozwoliła wyskoczyć do góry. Można było zauważyć, że w pewnym momencie procenty dla GieKSy, szczególnie w kontekście szans na Europę, z kolejki na kolejkę rosły znacząco.

Na Twitterze ukuło się określenie „rankingorze” dla użytkowników śledzących europejskie rozgrywki pod kątem jak najmocniejszej pozycji Polski w rankingu UEFA. Niektórzy z nich ubolewali nad rozstrzygnięciami ostatniej kolejki Ekstraklasy. Jak ty patrzysz na sytuację Polski na progu nowych rozgrywek w Europie?
Śledzę ten ranking intensywnie, co widać na moim Twitterze, a każdy awans Polski jest dla mnie powodem do radości. Przekłada się to na fakt, że wypuszczamy do Europy coraz więcej klubów, dochodzących do coraz dalszych faz. Musimy jednak dostrzec także drugą stronę: ranking nie jest celem samym w sobie. Właśnie po to go nabijamy, aby dać szansę na europejską przygodę właśnie takim klubom jak GieKSa. Innym przykładem jest Jagiellonia, która dwa lata temu niespodziewanie została mistrzem i dzięki temu dostała mecze z FK Bodø/Glimt, a na stulecie klubu grała z Ajaxem. Kolejne karty tej historii zapisali w Lidze Konferencji, zwieńczone ćwierćfinałem z Betisem. Po to rok temu wywalczyliśmy piąty slot dla Polski, aby dać szansę innym klubom napisać podobną historię. Być może i GieKSa w sierpniu zagra z Ajaxem.

W ostatnich latach wiele napisano o rankingowym TOP15, które dało nam piąty slot w Europie. O co gramy w tym sezonie?
Dzięki TOP15 dziś w Europie gra GieKSa, a nie Brøndby, bo m. in. Duńczyków przeskoczyliśmy w rankingu. W tym sezonie osiągnęliśmy miejsce dwunaste, co w kolejnych rozgrywkach pozwoli zwycięzcy Pucharu Polski grać od razu w 4. rundzie kwalifikacji Ligi Europy. Zespół z dobrym współczynnikiem będzie więc miał jeden łatwy krok do tych rozgrywek, a gwarantowana będzie Liga Konferencji. Z kolei Mistrz Polski zacznie od ostatniej rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów, z pełną oprawą Champions League, a w razie niepowodzenia ląduje w Lidze Europy. Gdzieś w tle są jeszcze pieniądze – w LE da się zarobić ok 15 mln euro, natomiast w Lidze Mistrzów kasa leje się już strumieniami. Wicemistrz tak jak dziś gra w drugiej rundzie kwalifikacji LM, czwarty w lidze gra w kwalifikacjach Ligi Europy, a piąty bez zmian. Teraz celujemy w miejsce dziesiąte, które dziś jest dla nas wyjściowe. Aby je utrzymać, nie możemy dać się wyprzedzić ani Czechom, ani Grekom, którzy będą większym zagrożeniem niż nasi południowi sąsiedzi. Nawet w przypadku gorszych scenariuszy powinniśmy utrzymać dwunaste miejsce, a piętnaste jest w zasadzie zapewnione na kilka lat do przodu.

Nabicie wysokiego współczynnika umożliwiła nam przede wszystkim reforma europejskich rozgrywek i utworzenie Ligi Konferencji. Dla ciebie są to wartościowe rozgrywki czy – jak mówią niektórzy – „puchar pasztetowej”?
Dla mnie jest to odpowiednie narzędzie do zbudowania siły naszej ligi w Europie. Dotychczas było tak, że o sile ligi nie świadczył hegemon dobrze radzący sobie w pucharach, np. Crvena Zvezda. Musiał być jeszcze równie silny Partizan i kolejne zespoły, które dokładały punkty w rankingu. Liga Konferencji pozwoliła wyrównać te szanse i uwypuklić znaczenie innych niż mocny mistrz zespołów w danych ligach. Nie mamy klubu na tyle silnego, aby regularnie kwalifikował się do Ligi Mistrzów, ale mamy kilka w miarę mocnych drużyn, które są w stanie zostawiać w tyle zespoły drugie, trzecie czy czwarte w swoich ligach. Nie odpadamy już ze słabeuszami, a na europejskich średniaków patrzymy jak na ekipy w naszym zasięgu. W moim odczuciu ten ranking jest dziś bardziej sprawiedliwy niż wcześniej.

Napisałeś niedawno, że druga runda kwalifikacji do Ligi Konferencji to w zasadzie runda amatorska. Co czeka GieKSę na tym etapie? Awans to nasz obowiązek?
Zdecydowanie jest to obowiązek zarówno Rakowa, jak i GieKSy. Potencjalnych rywali jest 44 i są wśród nich zespoły typowo amatorskie, np. z Gibraltaru, Andory, Walii czy Irlandii Północnej. Z drugiej strony są rywale z lig średnich, które mogą nam sprawić trochę kłopotów, ale i tak widzę tu polskie zespoły w roli faworyta. Tutaj wskazałbym np. węgierskie Paksi FC, ukraińskie Polissia Żytomierz i LNZ Czerkasy, rumuńskie Universitatea Cluj, a dalej Dunajska Streda ze Słowacji albo szkockie Motherwell. Gdyby GieKSa nie miała w losowaniu ani pecha, ani szczęścia, to trafiłaby na kogoś pokroju FK Železničar Pančevo – czwarty zespół serbskiej ekstraklasy, co nie brzmi specjalnie groźnie.

Spośród wspomnianych rywali nie będziemy mieli szansy trafić na wszystkich, bo tuż przed losowaniem UEFA dokona czegoś w rodzaju podziału geograficznego. Na czym będzie on polegał?
W dzień losowania UEFA dzieli wszystkie 86 zespołów na kilkanaście koszyków, według kryterium umownie nazywanego geograficznym. Dodatkowe znaczenie ma uniemożliwienie wylosowania się zespołów z tego samego kraju. Czynnik geograficzny teoretycznie też ma znaczenie, dlatego w ostatnich latach często trafialiśmy np. na Kazachstan czy Słowację. UEFA stara się również tak dobierać koszyki, aby ich poziom był względnie wyrównany, ale to wychodzi już różnie.

Nie zakładamy więc innego scenariusza niż zameldowanie się w komplecie w 3. rundzie kwalifikacji. Co nas tam czeka?
W tej rundzie GieKSa na 99% będzie nierozstawiona. Ten jeden procent to szansa trafienia w drugiej rundzie Sheriffa Tyraspol, który startuje od Q1 LE z ogromnym współczynnikiem, ale w tym sezonie jest bardzo słaby i może spaść do nierozstawionych Q2 LKE. Wtedy GieKSa przejęłaby współczynnik Sheriffa w losowaniu Q3. Szansa na to jest jednak marginalna i w trzeciej rundzie traficie na drużynę rozstawioną, z odpowiednim współczynnikiem. W razie pokonania tej przeszkody przejmujecie współczynnik rywala, który może dać rozstawienie w Q4.

Jak oceniasz nasze szanse w Q3?
GieKSa może trafić na rywala z czterech kategorii. Pierwsza to rywal z potężną marką i ogromnym współczynnikiem, którego raczej nie przejdziecie, ale jeśli wydarzy się cud, to w czwartej rundzie będziecie rozstawieni. Przykłady to Braga, Ajax, Kopenhaga albo Panathinaikos. Druga półka to rozstawieni, którzy ostatnimi laty nie radzą sobie najlepiej: Partizan Belgrad mający ogromne problemy finansowe, Rapid Wiedeń, który w zeszłym sezonie był najgorszy w LKE, a Raków i Lech wręcz ich zmiażdżyły, być może także Steaua Bukareszt, która rok temu odpadła z macedońską Shkëndiją Tetowo albo Lugano, choć ostatnio ciężko nam idzie ze Szwajcarami. Trzecia kategoria to zespoły, które nie dadzą rozstawienia w Q4, ale są wyraźnie słabsze od polskich drużyn, np. wspomniana Shkëndija, Żalgiris Wilno, Astana, Ryga czy Zrinjski Mostar. Ich po prostu trzeba przejść, bo nie możemy odpadać z drugim zespołem macedońskiej ekstraklasy.

Kogo jak kogo, ale zespołów z Macedonii w Katowicach lekceważyć nie będziemy, bo mamy do wyrównania pewne rachunki sprzed 23 lat…
Znam tę historię z opowieści, bo z racji wieku nie mam prawa jej pamiętać. Takie to były czasy, że odpadaliśmy wtedy z różnymi egzotycznymi rywalami. Wracając jednak do czekających nas rozgrywek, czwarta kategoria to chyba najgorszy scenariusz, bo są to zespoły na tyle mocne, że nie gwarantujące awansu, a jednocześnie nie dające rozstawienia w kolejnej rundzie. Tutaj wskazałbym Twente Enschede, Beşiktaş, Cluj, Rijekę lub Başakşehir. Z nimi GieKSa się namęczy, a i tak może potem polec w Q4.

Patrząc na te wszystkie zestawienia, którego z rywali byś nam życzył w danej fazie, a który byłby dla nas najgorszym trafem?
W drugiej rundzie jest to w zasadzie obojętne, bo tę przeszkodę po prostu trzeba pokonać. Najsłabszy wydaje się być Vestri Ísafjördur – drugoligowiec z Islandii, który niespodziewanie wygrał krajowy puchar. W trzeciej rundzie życzyłbym wam Partizana lub Rapidu, które są do przejścia i raczej dadzą rozstawienie w Q4. Nie życzyłbym natomiast Bragi, bo nie jest to marka z pierwszych stron gazet, a jednocześnie będzie trudnym do przejścia rywalem. Podobnie z Panathinaikosem nie widziałbym GieKSy w roli faworyta, a to właśnie z Grecją walczymy o TOP10 w rankingu.

W jednym z twitterowych komentarzy wyliczyłeś nam 21% szans, że przebrniemy wszystkie 3 rundy i zakwalifikujemy się do fazy ligowej LKE. Zważywszy, że takie same szanse mieliśmy przed sezonem na awans do Europy, a cel udało się osiągnąć, to nie brzmi to jak mission impossible. Wierzysz, że jesteśmy w stanie dojść do fazy grupowej? I jak będzie z pozostałymi ekipami z Polski?
Bez obrazy, ale nie postawiłbym pieniędzy na awans GieKSy do fazy ligowej. Mimo to nie jest to nierealny wariant. Czasem wystarczy jeden „cudowny” dwumecz i pokonanie rozstawionego rywala, które wprowadzi na łatwiejszą ścieżkę w ostatniej rundzie. Do Ligi Konferencji co roku kwalifikują się zespoły, od których GieKSa na pewno nie jest gorsza. Dwa lata temu grała tam choćby Mlada Boleslav, na której mecze w Czechach przychodzi po 500 widzów. Jeśli los będzie sprzyjał GieKSie, to awans do fazy ligowej może się udać. Obok GieKSy najtrudniejszą sytuację ma Raków, bo nie ma żadnego marginesu błędu. Jest wprawdzie rozstawiony, ale musi być bezbłędny. Szanse Górnika oceniam w miarę wysoko, bo ma do rozegrania sześć spotkań, każde z rywalem mocniejszym od siebie, ale wystarczy, że wyjdzie im jeden dwumecz. Byłoby idealnie, gdyby trafił na Sturm Graz. Jaga, jeśli spadnie do Q4 LKE, to na 90% będzie rozstawiona więc powinna sobie poradzić. Natomiast na wszystkie rozstawione zespoły w Q4 LKE czeka nierozstawione Getafe, które jest największą pułapką i może pokrzyżować nasze plany.

Jaki jest więc scenariusz dla polskich drużyn na te kwalifikacje – minimalny i realny?
Za dobry uznałbym scenariusz, gdy do faz ligowych wprowadzamy cztery zespoły – dwa w Lidze Europy i dwa w Lidze Konferencji. Byłby to kolejny krok do przodu. Minimum to trzy zespoły w Europie, w tym Lech w Lidze Europy, bo ma na tyle dobry współczynnik, że wręcz musi grać co najmniej w LE. W przypadku awansu dwóch zespołów będziemy musieli oglądać się za siebie w walce o TOP12.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Potencjalni rywale w Lidze Konferencji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Dziś o 14:00 w szwajcarskim Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji. Własnie poznaliśmy sześciu potencjalnych rywali GKS Katowice.

GieKSa została przydzielona do grupy 5, w której jest rozstawiona. Na tym etapie wylosować możemy jeden z poniższych klubów: FK Panevėžys (Litwa), przegranego z pary pierwszej rundy kwalifikacyjnej Ligi Europy HNK Hajduk Split (Chorwacja) – MŠK Žilina (Słowacja), ŁNZ Cherkasy (Ukraina), Zimbru Kiszyniów (Mołdawia) lub Auda Ķekava (Łotwa).

ŁNZ Czeraksy swoje mecze ma rozgrywać na stadionie Wisły Płock.

Mecze drugiej rundy kwalifikacyjnej zostaną rozegrane w czwartki – 23 i 30 lipca.

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna SK 1964

Mural śp. Adama Ledwonia

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W czwartek uroczyście zaprezentowano mural poświęcony śp. Adamowi Ledwoniowi.

Wczoraj w godzinach porannych na ul. Gliwickiej przed pracą kibiców GieKSy pojawiła się rodzina Adam Ledwonia, prezes GKS Katowice Sławomir Witek, wiceprezydent Miasta Katowice Maciej Stachura, przedstawiciel Stowarzyszenia Kibiców GKS-u Katowice „SK 1964” oraz kibice GieKSy, w większości z trójkolorowej dzielnicy Załęże. Po krótkich przemowach oficjalnie przecięto wstęgę, a następnie swój czas dostali dziennikarze i fotografowie.

Mural powstał z inicjatywy Stowarzyszenia Kibiców GKS-u Katowice „SK 1964”, we współpracy z Urzędem Miasta oraz kibicami GieKSy z Trójkolorowego Załęża. Ściana została udostępniona przez Zielone Załęże, a fundatorem farb był każdy kibic, który zakupił w sklepie Blaszok koszulkę młynówkę, bo to zysk z jej sprzedaży (dzięki umowie z klubem) został przekazany na stworzenie tej imponującej pracy.

Adam Ledwoń reprezentował GKS Katowice w latach 1991-1997 i przyczynił się między innymi do zdobycia Pucharu Polski (1993) oraz dwóch wicemistrzostw Polski (1992, 1994). Występował także w reprezentacji Polski.

Jest to drugi tej wielkości mural stworzony przez kibiców GKS Katowice. Pierwszy z nich, poświęcony śp. Janowi Furtokowi, znajduje się na ulicy Granicznej. Katowiccy fani zapowiedzieli, że nie zamierzają na tym poprzestać.

Wczorajsze wydarzenie zostało uwiecznione na zdjęciach (tutaj) oraz wideo (tutaj) przez oficjalną stronę – www.GKSKatowice.eu, a także na portalu wKatowicach.eu (tutaj).

Foto: GKSKatowice.eu oraz wKatowicach.eu

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga