Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
GKS Katowice od razu w finale Pucharu Kontynentalnego!
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Kobieca drużyna rozegrała trzeci mecz w Orlen Ekstralidze, w którym pokonała zespół KS Uniwersytet Jagielloński 2:0 (1:0). W następnej kolejce piłkarki zmierzą się 13 września w Katowicach z Pogonią Tczew. Wcześniej, bo w środę 27 sieprnia, zespół rozegra w Słowenii spotkanie w ramach eliminacji do Ligi Mistrzyń z WFC BIIK-Shymkent. W przypadku zwycięstwa nasza drużyna zmierzy się w sobotę 30 sierpnia z wygranym spotkania ŽNK Mura – Spartak Myjava. Wygrany w turnieju awansuje do następnej fazy eliminacji LM, a druga i trzecia drużyna zagrają w Pucharz Europy. Drużyna męska przegrała w 6. kolejce PKO BP Ekstraklasy z Górnikiem Zabrze 0:3. Następny mecz zespół rozegra w piątek 29 sierpnia o 20:30 w Katowicach z Radomiakiem.
Siatkarze w ubiegłym tygodniu rozegrali dwa sparingi z MKS-em Będzin. W obu padł wynik 3:2, przy czym pierwszy wygrał MKS, a drugi GieKSa. Kolejny sparing zaplanowano na 29 sierpnia, ponownie z MKS-em.
Hokeiści w ubiegłym tygodniu wzięli udział w turnieju w Parubie, w którym przegrali 1:3 z RI Okna Berani Żlin, następnie 2:3 z HC RT Torax Poruba oraz wygrali 4:1 z LHK Jestřábi Prostějov. Kolejne spotkania towarzyskie zostaną zostaną rozegrane z Zagłębiem Sosnowiec 29 i 30 sierpnia.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – GKS Katowice z pewnym zwycięstwem!
Katowiczanki po falstarcie z Rekordem Bielsko-Biała zrehabilitowały się pewnym zwycięstwem nad Energą Stomilankami Olsztyn. Pojedynek z beniaminkiem z Krakowa z pewnością nie należał do najłatwiejszych, bowiem „Jagiellonki” bardzo dobrze rozpoczęły sezon i znajdowały się w dobrej dyspozycji.
Pierwszy strzał na bramkę oddały w 5. minucie gry gościnie, było to małe zaskoczenie, ponieważ od samego początku naciskały katowiczanki i to raczej z ich strony można było oczekiwać stworzenia niebezpiecznej sytuacji. Jedna z „Jagiellonek” dynamicznie pomknęła prawą stroną boiska, zdecydowała się na odważne uderzenie z dystansu, siła była na odpowiednim poziomie, zabrakło celności. W 10. minucie doszło do wymuszonej zmiany w GieKSie, na placu gry pojawiła się Jagoda Cyraniak w miejsce Anity Turkiewicz. W 13. minucie Weronika Smaza zauważyła wysuniętą na przedpole Kingę Seweryn i zdecydowała się na próbę przelobowania jej z okolic połowy boiska. Piłka wylądowała jednak w dłoniach bramkarki gospodyń. Katowiczanki w pierwszym kwadransie nie zdołały stworzyć sobie dogodnej sytuacji strzeleckiej, krakowianki mądrze się broniły, próbując wyprowadzać kąśliwe ataki. Zwiastowało to bardzo ciekawe spotkanie. W 16. minucie zbyt głębokie dośrodkowanie Katarzyny Nowak wpadło wprost do koszyczka Karoliny Klabis. Chwilę później świetnie, krótkimi podaniami pograły na prawej stronie Włodarczyk i Maciążka, która w decydującym momencie posłała płaskie zagranie w pole karne wzdłuż linii bramkowej. Do wybitej piłki dopadła Kozarzewska, uderzyła jednak bardzo niecelnie. Kilkadziesiąt sekund później po dośrodkowaniu Hmírovej zakotłowało się w polu karnym gościń, zabrakło jednak którejś z zawodniczek GieKSy, aby skutecznie akcję wykończyć. W 26. minucie GieKSa miała dobrą okazję strzelecką z rzutu wolnego, Hmírová uderzyła ponad murem, ale i ponad bramką. Katowiczanki uzyskały optyczną przewagę. W 29. minucie ponownie do rzutu wolnego podeszła Hmírová, tym razem dośrodkowywała, jej zagranie przyniosło rzut rożny. Dogranie z narożnika nie zostało jednoznacznie przez defensorki z Krakowa wyjaśnione, akcja była kontynuowana i zakończyła się bardzo niebezpiecznym uderzeniem z pola karnego w wykonaniu Aleksandry Nieciąg, bardzo dobrze w bramce spisała się Karolina Klabis. W 33. minucie wybitą z pola karnego rywalek piłkę zgarnęła Julia Włodarczyk. Podjęła próbę strzału z dystansu, skutecznie interweniowała po raz kolejny bramkarka „Jagiellonek”. W 37. minucie jedną z nielicznych okazji w pierwszej części gry miały krakowianki. Z dośrodkowaniem z rzutu rożnego poradziła sobie jednak Kinga Seweryn. Chwilę później przed świetną okazją na premierowe trafienie w GieKSie stanęła Kaláberová! Po przejęciu piłki przez jedną z partnerek otrzymała podanie, będąc w okolicach szesnastego metra i mając czystą pozycję strzelecką, uderzyła jednak bez wystarczającej precyzji i skutecznie interweniowała Klabis. W 40. minucie w końcu katowiczanki dopięły swego i udokumentowały bramką okres swojej przewagi. Świetnym prostopadłym podaniem w pole karne popisała się Julia Włodarczyk, wyprowadziła nim na dogodną pozycję strzelecką Aleksandrę Nieciąg, która tej idealnej okazji nie zmarnowała i pewnym uderzeniem pokonała bramkarkę rywalek! Cztery minuty później ponownie Nieciąg dała o sobie znać! Przejęła za krótki podanie Urnej do Klabis, uderzała z ostrego kąta i piłka wylądowała zaledwie na bocznej siatce. Po upływie doliczonego czasu gry sędzia Patrycja Turczyn zaprosiła zawodniczki do szatni. Na jednobramkowym prowadzeniu katowiczanki.
Dwie minuty po rozpoczęciu gry w drugiej połowie dogodną sytuację strzelecką miały krakowianki, po dobrym dośrodkowaniu z prawego skrzydła jedna z napastniczek doszła do strzału głową, zabrakło jednak precyzji i piłka minęła lewy słupek bramki strzeżonej przez Seweryn. „Jagiellonki” odważnie atakowały, czego efektem był odważny strzał z dystansu w 50. minucie gry, strzał niestety niecelny. Sześćdziesiąt sekund później ponownie było niebezpiecznie w szesnastce katowiczanek, na posterunku była jednak Seweryn i wybiła dośrodkowaną piłkę. W celach statystycznych warto odnotować niecelne uderzenie z dystansu zespołu Karoliny Koch w 54. minucie gry. Dwie minuty później wstrzelona piłka w pole karne krakowianek, po rykoszecie, ostatecznie padła łupem Karoliny Klabis. W 57. minucie było bardzo blisko drugiej bramki dla GieKSy! Hmírová fantastycznym prostopadłym podaniem wyprowadziła Nieciąg na czystą pozycję strzelecką, uderzenie zza linii pola karnego nieznacznie minęło spojenie słupka z poprzeczką. W 58. minucie krakowianki niefrasobliwie wyprowadzały piłkę z własnej strefy obronnej, przejęły ją katowiczanki. Wysokie dośrodkowanie w pole karne z głębi pola posłała Kaláberová, w odpowiednim czasie, w odpowiednim miejscu znalazła się bardzo aktywna dzisiejszego dnia Aleksandra Nieciąg i precyzyjnym strzałem głową pokonała Klabis. To jej trzecie trafienie w bieżącym sezonie! W 61. minucie z centrostrzałem Anny Zapały świetnie poradziła sobie Seweryn, zabrakło naprawdę niewiele, a bylibyśmy świadkami bramki kontaktowej. W 64. minucie po raz drugi dzisiejszego wieczoru przed bramkową szansą stanęła Kaláberová! Otrzymała świetne podanie, idealne do uderzenia z pierwszej piłki na szesnastym metrze, uderzyła jednak bardzo wysoko nad poprzeczką. Powtarzał się scenariusz analogiczny do tego z pierwszej połowy: po dobrym początku KS Uniwersytetu Jagiellońskiego, z każdą kolejną minutą coraz wyraźniej dochodziły do głosu zawodniczki GKS-u Katowice, finalnie zdobywając bramki. W 73. minucie spotkania powinno być 3:0 dla GieKSy! Aleksandra Nieciąg tym razem bliska była odnotowania asysty, dobrze dograła piłkę do wbiegającej w pole karne, niepilnowanej Hmírovej. Partnerka z drużyny oddała dobre uderzenie w kierunku dalszego słupka, fenomenalnie interweniowała jednak Klabis! Katowiczanki podjęły jeszcze próbę dobitki, była ona jednak nieskuteczna. W 78. minucie z ostrego kąta lewą nogą w boczną siatkę uderzała Jaszek, która pojawiła się na placu gry w drugiej części spotkania. Warto odnotować, że w zespole KS Uniwersytetu Jagiellońskiego w 78. minucie na placu gry pojawiła się Lidia Kulka, 16-letnia wychowanka klubu, trenująca na co dzień w Akademii Młodych Jagiellonek. W 82. minucie gry Vuškāne starała się dośrodkować idealnie na głowę Jaszek, dogranie było jednak nieco za głębokie i padło łupem Klabis. W 84. minucie w polu karnym rywalek zagościły „Jagiellonki”, z dośrodkowaniem bez większego trudu poradziła sobie jednak defensywa GieKSy. W 90. minucie bardzo bliskie szczęścia były zawodniczki prowadzone przez trenera Jakuba Sieniawskiego! Fantastycznie piłkę w polu karnym przyjęła Magdalena Kowalska, będąc pod presją, obróciła się i świetnie złożyła się do strzału z woleja! Kinga Seweryn byłaby bez szans, uratowała ją jedynie poprzeczka! Ależ to by była piękna bramka! Do ostatnich sekund meczu krakowianki bardzo ambitnie walczyły o zdobycie bramki, niestety ta sztuka dzisiejszego wieczoru nie powiodła się. Należą im się słowa uznania za charakter i walkę do końca, zaś katowiczankom gratulacje bardzo dobrego spotkania, przez znaczną część gry całkowicie kontrolowanego. MVP spotkania – bez wahania, Aleksandra Nieciąg!
Spotkanie w ramach następnej 4. kolejki Orlen Ekstraligi GKS Katowice rozegra na wyjeździe z Lechem Poznań UAM w zmienionym terminie – 22 listopada o godzinie 11:00. Katowiczanki 27 i 30 sierpnia rozegrają swoje spotkania w ramach 2. rundy kwalifikacji do Ligi Mistrzyń. Na boiska ekstraligowe powrócą w 5. kolejce, kiedy to 13 września na własnym obiekcie podejmą KS Pogoń Dekpol Tczew.
gol24.pl – Żółta Ściana kibiców GKS Katowice. Ilu ich było na Śląskim Klasyku z Górnikiem Zabrze?
Zaryzykujemy tezę, że większego wyjazdu w tym sezonie PKO Ekstraklasy kibice GKS Katowice już nie zaliczą. W sobotni wieczór na stadionie przy Roosvelta wspierali swój zespół w rekordowej liczbie na tzw. Śląskim Klasyku, czyli meczu z Górnikiem Zabrze. Piłkarze, niestety, im nie dorównali, przegrywając 0:3. Padł absolutny rekord frekwencji.
Górnik sprzedał wszystkie bilety na mecz przyjaźni. Na Arenie Zabrze padł więc frekwencyjny rekord. Mecz obejrzało dokładnie 28 236 widzów.
Ilu z nich było w żółtych koszulkach? Otóż GieKSa otrzymała pulę wynoszącą 4200 wejściówek i ją wykorzystała w pełni. Jej sympatycy zajęli miejsca na trybunie na przeciwko młyna Torcidy. Byli na parterze i piętrze, tworząc magiczną „Żółtą Ścianę”.
SIATKÓWKA
siatka.org – Dziesięć setów w dwumeczu spadkowiczów z PlusLigi
Już coraz mniej czasu zostało do rozpoczęcia I ligi mężczyzn. Drużyny weszły już w okres sparingów. Kolejne mecze towarzyskie rozegrali spadkowicze z PlusLigi. W spotkaniach między Nowak-Mosty MKS-em Będzin a GKS-em Katowice rozegrano łącznie aż 10 setów. Zespoły podzieliły się wygranymi.
Zespoły I ligi mężczyzn coraz intensywniej sprawdzają swoją formę. Sezon zaplecza PlusLigi startuje bowiem już w połowie września. GKS Katowice ma za sobą dwa sparingi z Lechią Tomaszów Mazowiecki. Również Nowak-Mosty MKS Będzin rozegrał swoje mecze towarzyskie. W ostatnich dniach spadkowicze z PlusLigi zagrali dwumecz.
Pierwsze spotkanie odbyło się w Będzin Arenie. Lepiej w mecz weszli katowiczanie, ale gospodarze szybko zniwelowali dystans. W dalszej fazie seta trwała zacięta walka. Choć w końcówce MKS przegrywał 21:23, po czasie dla swojego szkoleniowca zaliczył serię i wygrał tę partię. W drugiej odsłonie za sprawą dobrej gry blokiem Bartłomieja Krulickiego również GKS kontrolował grę. Gospodarze nie potrafili znaleźć sposobu na zatrzymanie Michała Superlaka. Dystans powiększał się i tym razem będzinianie nie zdołali odwrócić biegu seta. Również początek trzeciej odsłony należał do katowiczan. Tym razem za sprawą zagrywek MKS zmniejszył dystans. Nie wystarczyło to jednak do doprowadzenia do remisu. GKS górował na siatce i po asie Wojciecha Włodarczyka wygrał 25:28.
Od czwartego seta GKS grał drugą szóstką. Rywale wykorzystali to. MKS postawił na celną zagrywkę, wykorzystywał kolejne kontrataki i wygrał do 20. Piąta partia początkowo toczyła się po myśli MKS-u, ale GKS skutecznie gonił wynik. W polu zagrywki dobrze spisywał się Ryszard Sałata. Choć przy jego zagrywkach MKS odskoczył na cztery punkty, GKS doprowadził do zaciętej końcówki. W walce na przewagi lepszy okazał się MKS.
MKS Będzin – GKS Katowice 3:2 (25:23, 18:25, 18:25, 25:20, 26:24)
Dzień później przyszedł czas na sparing przy Nowej Bukowej. Tym razem to MKS lepiej rozpoczął w ataku, odskakując na 12:9. Po asie Damiana Domagały GKS wyrównał. Od tego momentu trwała rywalizacja punkt za punkt, którą rozstrzygnął katowicki blok. W drugiej odsłonie ponownie będzinianie początkowo prowadzili, ale dzięki dobrej grze na skrzydłach GKS wyrównał (18:18). Końcówka była ciekawa, ale skuteczniejsi tym razem okazali się przyjezdni. W trzeciej odsłonie trener Siewiorek zaczął rotować składem. W szeregach GKS-u pojawiły się błędy. Mimo walki gospodarze nie zdołali odwrócić biegu seta. Partię zagraniem z przechodzącej piłki zamknął Jakub Sadkowski. Z biegiem czwartej partii inicjatywę odzyskiwali katowiczanie. Bardzo dobrze funkcjonował blok GKS-u, gospodarze utrzymywali wysoką skuteczność. MKS popełniał liczne błędy i przegrał do 17. Również w piątej odsłonie gospodarze szybko zaczęli budować przewagę, której nie oddali już do końca.
GKS Katowice – MKS Będzin 3:2 (25:23, 22:25, 21:25, 25:17, 25:18)
HOKEJ
hokej.net – Wielka zmiana w Pucharze Kontynentalnym. GKS Katowice od razu w finale!
GKS Katowice zagra od razu w turnieju finałowym najbliższej edycji Pucharu Kontynentalnego. To efekt zmian w formacie PK, których dokonała Międzynarodowa Federacja Hokeja na Lodzie (IIHF).
IIHF ogłosiła dziś nowy kształt rozgrywek w PK na najbliższy sezon. Powodem jest fakt, że nie było chętnych do zorganizowania turnieju drugiej rundy, w którym GieKSa miała rywalizować o awans do finałowej rozgrywki z duńskim Herning Blue Fox, brytyjską ekipą Nottingham Panthers, a także drużyną zakwalifikowaną z pierwszej rundy.
Zgodnie z nowymi zasadami w turnieju finałowym wystąpi aż 6, a nie jak dotąd 4 zespoły. Do tego 4 drużyny mają w nim występ zapewniony z góry, a tylko o 2 pozostałe miejsca będzie się toczyła rywalizacja.
Oprócz GKS-u pewne udziału w turnieju finałowym są też drużyny Herning Blue Fox i Nottingham Panthers, a oprócz nich także wicemistrz Kazachstanu Torpiedo Ust-Kamienogorsk. Impreza odbędzie się w Nottingham w połowie stycznia.
O bezpośrednim zakwalifikowaniu do finału decydowały wyniki zespołów z poszczególnych krajów w poprzednich sezonach Pucharu Kontynentalnego. GieKSa w finałowej rywalizacji wystąpi po raz trzeci z rzędu. Jest jedynym zespołem, który grał w niej w obu poprzednich edycjach.
Tegoroczne rozgrywki PK rozpoczną się w dniach 17-19 października dwoma turniejami pierwszej rundy na Litwie i w Rumunii. Zwycięzcy tych imprez awansują do drugiej rundy, gdzie zostanie rozegrany już tylko jeden turniej we francuskim Angers. Oprócz drużyn promowanych z pierwszej rundy zagrają w nim miejscowi Ducs d’Angers oraz włoski zespół SG Cortina. Te dwie ekipy pierwotnie także miały dołączać do rywalizacji na etapie drugiej rundy razem z tymi, którym ostatecznie przyznano prawo gry w turnieju finałowym.
Z rozgrywek drugiej rundy we Francji 2 najlepsze drużyny zakwalifikują się do turnieju finałowego.
W samym turnieju finałowym z kolei zespoły zostaną podzielone na dwie grupy. Szczegóły dotyczące terminarza zostaną podane w późniejszym czasie.
Puchar Kontynentalny z roku na rok boryka się z coraz większymi problemami organizacyjnymi. Przypomnijmy, że w tym roku wystartuje w nim najmniejsza od lat liczba uczestników. Będzie ich tylko 14.
Do tego – jak informowaliśmy przed miesiącem – pierwotnie zgłoszony chorwacki KHL Sisak wycofał się z rozgrywek, gdy okazało się, że na swój turniej musiałby wyruszyć w długą podróż do Wilna. Ostatecznie chorwacką ekipę zastąpi islandzki Skautafélag Akureyrar.
Puchar Kontynentalny 2025-26:
I runda (17-19 października):
Grupa A (Wilno, Litwa): Hockey Punks Wilno (Litwa), Mogo Ryga (Łotwa), Narwa PSK (Estonia), Skautafélag Akureyrar (Islandia).
Grupa B (Gheorgheni, Rumunia): ACSH Gheorgheni (Rumunia), Budapeszt JAHC (Węgry), Crvena zZvezda Belgrad (Serbia), HK Krzemieńczuk (Ukraina).
II runda:
Grupa C (Angers): Ducs d’Angers (Francja), SG Cortina (Włochy), zwycięzca grupy A, zwycięzca grupy B.
Turniej finałowy (Nottingham):
GKS KATOWICE, Herning Blue Fox (Dania), Nottingham Panthers (Wielka Brytania), Torpiedo Ust-Kamienogorsk (Kazachstan), 2 najlepsze drużyny z grupy C.
Niewykorzystane sytuacje się zemściły. Wicemistrz Polski przegrał z czeskim pierwszoligowcem
Od porażki swój udział w Turnieju o Puchar RT Torax rozpoczęli hokeiści GKS-u Katowice. Podopieczni Jacka Płachty ulegli 1:3 RI OKNA Berani Zlin. Jedynego gola dla GieKSy zdobył Bartosz Fraszko.
Katowiczanom wyraźnie brakowało dziś dokładności w rozegraniu i skuteczności. Nie wykorzystali też żadnej z czterech gier w przewadze.
Wicemistrzowie Polski po pierwszej odsłonie przegrywali 0:1. W 17. minucie power play na gola zamienił Tomáš Vracovský, który po sprytnym podaniu Lukáša Válka przymierzył z korytarza międzybulikowego i zaskoczył Jespera Eliassona.
Ekipa ze stolicy województwa śląskiego wyrównała podczas gry w… osłabieniu. Bartosz Fraszko przejął krążek i w sytuacji sam na sam pokonał golkipera rywali, popisując się swoim firmowym uderzeniem w „piątą dziurę”.
Ale jeszcze przed przerwą Czesi odzyskali prowadzenie. Obrońcom GieKSy urwał się Matěj Zavřel, który precyzyjnie przymierzył z nadgarstka.
Zespół dowodzony przez Jacka Płachtę miał kilka sytuacji na doprowadzenie do remisu. Tę najlepszą wykreował duet Jean Dupuy – Bartosz Fraszko. Kanadyjczyk pomknął prawym skrzydłem i dograł do reprezentanta Polski, ale jego uderzenie sparował Marek Čiliak.
Dosłownie chwilę później ekipa ze Zlinu zadała decydujący cios. Michal Gago dostał podanie od Jessego Paukku i umieścił krążek między parkanami katowickiego golkipera.
Emocji nie zabrakło! Dramatyczna końcówka i błąd czeskiego bramkarza. GieKSa przegrywa po dogrywce
W swoim drugim meczu Turnieju o Puchar RT Torax GKS Katowice przegrał 2:3 po dogrywce z gospodarzami całych zmagań. Złotego gola dla ekipy z Poruby zdobył Frenks Razgals, który w sezonie 2021/2022 był zawodnikiem JKH GKS-u Jastrzębie.
Trener Jacek Płachta postawił w bramce na Michała Kielera, który już w pierwszej odsłonie błysnął kilkoma świetnymi interwencjami. Był opoką dla swojego zespołu podczas gry w podwójnym osłabieniu, a następnie skutecznie zatrzymał sprawnie wyprowadzony kontratak rywali. Dobrą formą błysnął również w drugiej odsłonie. Miał też szczyptę szczęścia, bo po uderzeniu Tomáša Gřeša uratowała go poprzeczka.
Choć gospodarze mieli optyczną przewagę, to jako pierwsi na prowadzenie wyszli katowiczanie. W 38. minucie do odbitego krążka najszybciej dojechał Jonasz Hofman i posłał gumę „pod ladę”.
Podopieczni Rudolfa Roháčka wyrównali dopiero w 47. minucie. Jakub Žůrek dalekim podaniem uruchomił Jakuba Kotalę, a ten huknął z pełnego zamachu w krótki róg i zaskoczył golkipera GieKSy. Chwilę później ekipa z Poruby wykorzystała okres gry w przewadze, a na listę strzelców wpisał się Jan Bartko.
Ale wicemistrzowie Polski nie poddali się i do samego końca walczyli o drugiego gola. Ta sztuka udała im się na 1,7 sekundy przed końcem regulaminowego czasu gry. Wszystko zaczęło się od niefrasobliwego wybicia krążka przez bramkarza Ondřeja Bláhę. Zawodnicy GKS-u Katowice utrzymali krążek w tercji, a spod niebieskiej przymierzył Jacob Lundegård. Po uderzeniu szwedzkiego obrońcy tor lotu krążka zmienił Patryk Wronka. Byliśmy więc świadkami pięciominutowej dogrywki, rozgrywanej systemem trzech na trzech.
Na 110 sekund przed jej zakończeniem zwycięskiego gola dla HC RT TORAX Poruba zdobył Frenks Razgals. Były zawodnik JKH GKS-u Jastrzębie będąc przed Michałem Kielerem wykonał zwód na bekhend i trafił do siatki.
Czeski turniej dobiegł końca. Poruba triumfuje. Drugie miejsce katowickiej GieKSy
GKS Katowice po trzech spotkaniach zakończył turniej RT Torax w Ostrawie. Wicemistrz Polski zakończył te zmagania z jednym triumfem i drugim miejscem.
Pierwsze miejsce wtych zmaganiach trafiło do gospodarzy turnieju – HC RT Torax Poruba 2011, który zajął pierwsze miejsce z dorobkiem siedmiu punktów. Druga pozycja przypadłaGKS-owi Katowice, a miejsce na najniższymstopniupodium przypadło hokeistomLHK Jestřábi Prościejów, którzy zgromadzili tyle samo punktów co podopieczni Jacka Płachty (4), ale mieli gorszy bilans bezpośrednich spotkań. Na ostatnim miejscu uplasował się RI OKNA Berani Zlin.
W punktacji kanadyjskiej na czele stanął gracz z Prościejowa -Jan Káňa z dwoma bramkami i czterema asystami na koncie. Najlepszy wynik GKS-u to ex aequo trzecie miejsce McNulty’ego, który zainkasował trzy „oczka”.
Katowiczanie mogli się też „pochwalić” największą liczbą kar. Było to aż 77 minut. A w klasyfikacji indywidualnej na drugiej lokacie uplasował się Dupuy z 27 minutami. Bramkarz GieKSy natomiast zajął czwarte miejsce, przepuszczając średnio 2,2 bramki na mecz.
Przypomnijmy również, że poprzednie dwie edycje wygrywał gospodarz turnieju z Poruby. Polska drużyna natomiast po raz ostatni świętowała zwycięstwo na tych zmaganiach w 2019 roku i był to JKH GKS Jastrzębie.
Felietony Piłka nożna
Projekt GKS Katowice
Latem 2019 roku na swoją drugą kadencję przybył do GieKSy Rafał Górak. Trener, który miał coś do udowodnienia wszystkim związanym z katowicką piłką. Zadania podjął się ekstremalnie trudnego. GieKSa właśnie spadła do drugiej ligi – po kilku latach marzeń i nadziei na awans do ekstraklasy, zakończyło się zmianą ligi – ale w drugą stronę. To był dla nas wszystkich koszmar. Zamiast do Warszawy, Poznania czy Zabrza mieliśmy jeździć do Legionowa, Wejherowa czy Stargardu. Marzenia o najwyższej klasie rozgrywkowej trzeba było odłożyć i ratować, co się da.
Jak wielką otchłanią była ta sytuacja… Pierwszy mecz w drugiej lidze u siebie ze Zniczem Pruszków został przegrany, a do przerwy dostaliśmy trzy gongi. Można było wtedy czuć spory niepokój, że na drugiej lidze się nie skończy. Że spotka nas los, którego doświadczają teraz choćby kibice Zagłębia Sosnowiec. Że o wzroście nie ma co marzyć, a jedyne, o co należy walczyć, to żeby nie pogrążać się coraz bardziej.
Trudne to były początki. GKS w pierwszym sezonie w drugiej lidze nie awansował, choć zabrakło zaledwie jednego punktu. Pamiętam ten mecz z Resovią, kiedy wiedzieliśmy już, że Widzew przegrał i do awansu wystarczył jeden gol. GKS nacierał, ale go nie wbił, a potem ze Stalą Rzeszów odpadł w półfinale baraży.
Awans był rok później. Z perturbacjami, ale ostatecznie dość spokojny, na kolejkę przed końcem rozgrywek. To był pierwszy mały sukces Rafała Góraka. Co by nie mówić – mimo wszystko stadiony pierwszoligowe to coś innego niż stadiony drugoligowe. Tu już pojawiają się spadkowicze z ekstraklasy, no i generalnie jest kilka uznanych firm. Więc tragedii nie ma. No chyba, że kisi się w niej kilkanaście lat i przewija się w niej kilkadziesiąt klubów, a GKS jak był, tak jest dalej.
Znów na tym zapleczu ekstraklasy byliśmy i po dwóch latach był to powiew świeżości. Znów branding pierwszej ligi, znów mecze w Polsacie i… marzenia o ekstraklasie. Coś zostało odbudowane, a klątwa Witana przestała obowiązywać, bo znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Było ciężko. Po dobrych początkach przychodziły rozczarowania, jak na przykład to, gdy po triumfie z ŁKS w Łodzi, GieKSa nie potrafiła utrzymać prowadzenia z grającą w dziesiątkę Termaliką. Bywały spore wtopy jak cztery bramki tracone w Głogowie czy Opolu albo pięć u siebie z ŁKS. Albo trzy porażki u siebie z rzędu, w ciągu praktycznie tygodnia. Nawet Borja Galan nam w barwach Odry potrafił strzelić bramkę na Bukowej. Czy Kowal w barwach ŁKS. Były też drobne momenty triumfu, jak zwycięstwo w doliczonym czasie gry z Ruchem. Ale to była tylko kwestia prestiżu. Potem i tak była wielka piłka (plażowa) w Chojnicach.
Trener łatwo nie miał. Ten projekt się budował i budował, ale nieraz w katuszach. W kolejnym sezonie wydawało się jesienią, że GieKSa już to ma. Efektowna wygrana z Wisłą Płock i Resovią, na wyjeździe w Pruszkowie. Wydawało się, że to ten sezon. Że w końcu GieKSa gra taką piłkę, że szanse na awans są naprawdę spore. Coś się jednak zacięło i nastały długie tygodnie bez wygranej. Nawet prowadząc w Krakowie z Wisłą, katowiczanie stracili dwa gole w doliczonym czasie i przegrali. Było coraz to gorzej, a GKS systematycznie osuwał się w tabeli. Oczywiście z racji baraży mogliśmy marzyć o załapaniu się do nich, ale przecież i to było trudne, jeśli zajmuje się 12. miejsce w tabeli.
Co było wiosną – wszyscy pamiętamy. Prawdziwy szturm, choć nie do końca zamierzony. To znaczy nikt na początku roku o ekstraklasie nie myślał. Była porażka w końcówce z Wisłą Płock. Ale potem GieKSa wygrywała, wygrywała i… zaczęliśmy na poważnie myśleć o barażach. Potem o tym, żeby zająć trzecie miejsce i mieć bonus gry u siebie. Aż w ostatniej kolejce – przy splocie niesamowitych okoliczności – nadarzyła się szansa na awans bezpośredni. Gdynia jest historią.
Piękną historią powrotu GieKSy na polskie salony. Pamiętam ten pierwszy mecz w ekstraklasie z Radomiakiem. Jakie to wszystko było inne niż to, co przeżywaliśmy przez 19 lat. Wszędzie napisy ekstraklasa, Canal+, świadomość, że patrzą na nas już nie tylko lokalne media, a cała piłkarska Polska. Że zainteresował się nami w końcu nie tylko pies z kulawą nogą. Rozpoczęła się piękna przygoda, która trwa od dwóch lat. Jednak nawet wtedy, gdy pokarał nas dwukrotnie Leonardo Rocha, nie byliśmy sobie w stanie wymarzyć, jak to będzie wyglądać. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że w dwa sezony GKS wygra ćwierć setki meczów, zdobędzie prawie sto punktów, strzeli równe sto goli, otrze się o Puchar Polski, a nasz zawodnik zostanie piłkarzem sezonu – zastanowilibyśmy się, czy wszystko z głową jest w porządku.
Jak mówił trener – wtedy sukcesem był każdy gol, każdy zdobyty jeden punkt. Duma, że wygraliśmy w Mielcu. Potem spektakularne zwycięstwo z Jagiellonią. Pogrom z Puszczą. Kilka innych bardzo wartościowych wyników. Potem wiosna i nowy stadion. Szybkie i spokojne utrzymanie. No i zakończony sezon, minimalnie lepszy punktowo od poprzedniego, zakończony awansem do europejskich pucharów.
Ta droga, którą przeszedł GKS Katowice jest naprawdę filmowa. Zarówno od spadku w 2005 roku z ekstraklasy i początków w IV lidze, ale właśnie przede wszystkim w te siedem ostatnich lat. To była droga bardzo trudna, z meczami i sytuacjami ważącymi się w doliczonym czasie gry. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie dwa gole przy Konwiktorskiej. Gdyby nie kapitalna akcja Jakuba Araka w Tychach. Decyzja VAR Tomasza Kwiatkowskiego w derbach Trójmiasta. A patrząc na ten sezon – gdyby nie gol Lukasa Klemenza z Wisłą Płock, no i oczywiście Marcela w Szczecinie.
Musieliśmy być cierpliwi. Zarówno długofalowo, jak i w kontekście pojedynczego meczu. Nieraz bowiem na ten pozytywny rezultat musieliśmy czekać do czasu grubo po dziewięćdziesiątej minucie. GieKSa dziubała te oczka, aż w końcu wyhaftowała na koniec korzystny wynik.
W przeszłości nieraz nam tej cierpliwości brakowało. A do dzisiaj pozostają takie „elementy”, które po jednym nieudanym meczu zaczynają śpiewkę, że GieKSa jest słaba, a „trener pewnego poziomu nie przeskoczy”. Chyba największy wysyp negatywnych komentarzy (eufemizm) był po jesiennym meczu z Lechem. Wtedy punkty były dość słabe, ale sam mecz z Kolejorzem (plus wcześniejszy remis i zwycięstwo pucharowe z Wisłą) dawało dużą nadzieję, że będzie lepiej. I potem było już bardzo dobrze.
Przede wszystkim ta drużyna ma niesamowity mental. Nie będąc zespołem idealnym, czysto piłkarsko znajdując się w środku ekstraklasowej stawki, razem z kilkoma innymi drużynami, ma te elementy, które powodują różnicę na plus. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak GieKSa w ostatnich dwóch latach gra mając lekki nóż na gardle. Mam na myśli sytuację, w których ze 2-3 mecze się nie powiodły, zaczyna to wyglądać bardzo ryzykownie i przychodzi mecz, w przypadku porażki w którym może się zrobić bardzo źle. I GieKSa permanentnie takie mecze wygrywa, najczęściej później poprawiając jakąś kapitalną serią.
Tak było w zeszłym sezonie kilkukrotnie. Choćby wtedy, gdy przegrywaliśmy w Lubinie i Zabrzu, przedzielone straconym zwycięstwem w doliczonym czasie z Widzewem. No to potem wygraliśmy z Pogonią, rozgromiliśmy Puszczę, awansowaliśmy w Pucharze Polski. Była porażka z Legią, Unią i Koroną. Robiło się nieciekawie, a jechaliśmy na wyjazd z bardzo mocną Cracovią. I tam spektakularne zwycięstwo. No a w tym sezonie właśnie te porażki z Lechią, Cracovią i Lechem, przedzielone punkcikiem z Wisłą. I wyjazd na „mecz prawdy” do Lublina. Pogrom Motoru i seria kolejnych zwycięstw.
Coś, co w przeszłości działało dokładnie odwrotnie. Jak było źle, to po kolejnym bardzo ważnym meczu było jeszcze gorzej. Zresztą, jak i katowiczanie mieli wskoczyć na czołowe miejsca, to również tego nie wykorzystywali (słynne sześć nieudanych prób wskoczenia na pozycję lidera za trenera Brzęczka). GieKSa przegrywała wszystkie zarówno bardzo ważne, jak i prestiżowe mecze. Wszyscy pamiętamy seryjne wtopy z Zagłębiem Sosnowiec, Tychami czy Ruchem.
Teraz to już nie ma miejsca. Nasz zespół już tyle razy uniósł ciężar ważnych meczów, że to jest bardziej regułą niż przypadkiem. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę końcówkę zakończonego sezonu. Pisałem o tym na trzy kolejki przed końcem – że trzy punkty powinny dać awans do pucharów. I to się sprawdziło, a GieKSa te trzy oczka uciułała. Ktoś powie, że można było wygrać z Piastem i zakończyć sprawę. Niby tak, ale z drugiej strony – patrząc na terminarz – to przecież wygranie jednego meczu z trzech: Jaga u siebie, wyjazd do Gliwic i Szczecina, jest totalnie nieoczywiste. Jakby takich meczów było dziesięć to tak – moglibyśmy powiedzieć, że klasowa drużyna powinna coś tam wygrać. Ale dokładnie te trzy spotkania to jest na tyle mało, że wcale nie jest oczywiste, że nawet taki Lech Poznań wygrałby jeden z nich.
A GieKSa żadnego z tych meczów nie przegrała i to był klucz do sukcesu. Przeżywaliśmy bardzo trudne chwile w Gliwicach i Szczecinie. A z Jagiellonią przecież też przegrywaliśmy. Uważam, że to, że GKS nie przegrał żadnego z tych trzech meczów, to wielki sukces tej drużyny. W lidze, w której każdy pojedynczy punkcik był na wagę złota. I właśnie m.in. jeden z tych punktów zaważył na sukcesie.
GieKSa wskoczyła na wyższy poziom wtajemniczenia w ekstraklasie. Tak jak pisałem w poprzednim felietonie – można grać w ekstraklasie, ale nie być ekstraklasową drużyną. Nią trzeba się dopiero stać – na placu boju. Wiele drużyn tego nie wytrzymuje i nawet awansując na najwyższy szczebel, dalej utrzymuje vibe pierwszoligowca. I my na początku, będąc beniaminkiem, też tym piłkarskim pierwszoligowcem nadal byliśmy. Ekstraklasa jawiła się jak „nasza Liga Mistrzów”, gdzie każdy gol, każdy remis, każde – daj Boże – zwycięstwo będzie czymś niesamowitym. Trochę na zasadzie, że przede wszystkim liczy się udział, a jak uda się coś ugrać to cudownie.
Wystarczy sobie przypomnieć sytuacje, kiedy w kilkunastu ostatnich latach trafialiśmy w Pucharze Polski na zespół z ekstraklasy. Mieliśmy wrażenie, że przyjeżdża do nas ekipa z innego zupełnie wymiaru. Walczyliśmy dzielnie i nawet czasem udało się wygrać (Podbeskidzie, Pogoń, Warta). Ale były też wtopy. A gdybyśmy sobie wtedy mieli wyobrazić, że gramy na wyjeździe, to już porażka byłaby niemal murowana.
Pisałem o tym kilkukrotnie – pierwszy zalążek tego, że GKS staje się drużyną ekstraklasową zobaczyłem rok temu w Lubinie. Co prawda wcześniej GKS wygrał po świetnym meczu z Jagiellonią, ale to właśnie spotkanie na stadionie Zagłębia pokazało mi coś więcej. GKS pojechał tam prowadzić grę, rządzić na boisku i na tle drużyny, która wiele lat gra w ekstraklasie, na jej obiekcie, nasz zespół nie odstawał, a wieloma momentami po prostu był lepszy. Nawet jeśli ostatecznie wtedy drużyna przegrała – ten pojedynek coś pokazał. I potem systematycznie wzmacniał ekstraklasową pozycję, coraz częściej punktując, coraz częściej wygrywając.
Dalsze umacnianie było w tym sezonie. Systematycznie wznosiliśmy się na coraz wyższy poziom. GieKSę zaczęto szanować i przestawaliśmy być – w opinii niektórych – pierwszoligowymi chłopcami do bicia. Zakończona wiosna jeszcze bardziej umocniła do przekonanie, bo przecież startując ze strefy spadkowej, zakończyliśmy w pucharach. GieKSa wiosną wygrała u siebie wszystko prócz dwóch meczów, które zremisowała. Na wyjazdach może wygraliśmy niewiele, bo tylko dwa spotkania, ale też poza tym nie przegrywaliśmy wszystkiego jak leci. Z najmocniejszymi w tej lidze może jeszcze nie wygrywamy seryjnie, ale gramy jak równy z równym. Na wiosnę zanotowaliśmy remisy z Lechem, Jagiellonią, Rakowem w Pucharze. Wygraliśmy z Górnikiem. W tych czterech meczach zdobyliśmy aż dwanaście goli, czyli po trzy na mecz. Tyle samo co prawda straciliśmy, ale to pokazuje, że GieKSa nie pęka, nie próbuje grać na 0:0, tylko chce grać na swoich warunkach. Taka postawa na pewno jest bardziej rozwojowa niż asekuranctwo.
Niebywała jest ta droga, ten projekt, który tak naprawdę jest możliwy właśnie dlatego, że jest projektem. Rafał Górak i ekipa wyszli z bardzo uniwersalnego założenia funkcjonowania świata, a jednocześnie tak rzadko mająca rację bytu. Że dobry, przemyślamy i konsekwentnie realizowany plan w sposób olbrzymi zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Ludzie generalnie działają chaotycznie i po łebkach. Za szybko, bez planu, bez przygotowania. Mowa o wszystkim: czy to założeniu firmy, czy planie na odchudzanie. A wystarczy naprawdę stosunkowo niewiele: trochę predyspozycji i właśnie ten rzetelny plan.
W piłce to również bardzo rzadkie. Podpalamy się wszyscy, kibice, trenerzy, piłkarze, a przede wszystkim ludzie zarządzający klubami. I nie twierdzę nawet, że czasem jedno czy drugie zwolnienie trenera jest złe. Bo i trenerzy bardzo często nie mają pomysłu na to wszystko, podejmują dziwne decyzję, zaraz mają syndrom oblężonej twierdzy. Są niecierpliwi. Tutaj wygląda na to, że było i jest inaczej. Że nawet, gdy wyników nie było, zespół przeżywał swoje kryzysy, to plan cały czas był i był aktualny. Wiadomo, że trochę szczęścia musiało w tym być, bo przecież nie było naszym planem pudło Adamczyka z karnego na śniegu. Ale nawet jeśli to szczęście nam się pojawiało, to zespół cisnął, by wyciągnąć z niego jak najwięcej.
Trener mówi o zgliszczach, które zastał w 2019. Porównanie oczywiście adekwatne, ale ja bym zaproponował ładniejszą metaforę. GieKSa wtedy po prostu może była takim noworodkiem, który nie umiał ani mówić, ani chodzić i potrzebował całodobowej opieki i czułości. Z czasem to dziecko zaczęło gaworzyć, wypowiadać swoje pierwsze słowa, potem raczkować, w końcu stanęło na dwie nóżki. I tak dalej… Obecnie jest to w pełni dojrzały młody człowiek, który ma siłę, intelekt i mnóstwo zasobów. Może iść przez życie i go smakować. Jednocześnie ten młody człowiek nadal ma potencjał, który warto by wykorzystać i ciągle się rozwijać. A nad tym wszystkim czuwa ojciec Rafał Górak i matka – cały sztab.
Rozwijaj się więc nasza kochana GieKSo, jedz zdrowo, trenuj i nigdy nie trać wiary w siebie. A wielkie rzeczy staną się coraz i coraz bardziej osiągalne.
Piłka nożna
Szymon Bartlewicz pierwszym transferem GieKSy
Pierwszym nowym piłkarzem, który dołącza do GKS Katowice na sezon 2026/27, został Szymon Bartlewicz.
Umowa obowiązywać będzie do 30 czerwca 2029 roku i zawiera opcję przedłużenia. 20-latkowi skończył się kontrakt z pierwszoligowym Chrobrym Głogów, z którym związany był od czasów juniorskich. W Chrobrym rozegrał 97 spotkań, zdobywając 13 bramek i 11 razy asystując. Powoływany jest także do młodzieżowych reprezentacji Polski.
Nominalnie występuje jako ofensywny pomocnik i jak sam przyznaje wyróżnia go kreatywność w środku pola.
Witamy w GieKSie i życzymy powodzenia w naszych barwac.
Felietony Piłka nożna
Felieton o Zagłębiu Lubin
„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.
Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.
Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.
Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.
We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.
Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.
Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.
I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.
W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.
Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…
Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.
Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.
Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.
Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.
Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.
Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.


Najnowsze komentarze