Siatkówka
Siatkarska krótka przesunięta – [24] – Wielkie brawa za wysoki poziom gry na terenie mistrzów Polski!
STATYSTYKI MECZOWE GKS-u
Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z ZAKSĄ trwał 99 minut, z czego I set 24 min. – II set 21 min. – III set 26 min. – IV set 28 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 26: zagrywka 18, atak 4, siatka 3, inne 1.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 25: zagrywka 17, atak 6, siatka 2, inne 0.
Ilość zdobytych punktów – GKS 73: Quiroga 19, Butryn 16, Kapelus 14, Pietraszko 13, Kohut 6, Komenda 4, Kalembka 1,
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 24: Quiroga 6, Pietraszko 5, Kapelus 4, Kohut 4, Butryn 3, Komenda 2,
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 49: Butryn 13, Quiroga 13, Kapelus 10, Pietraszko 8, Komenda 2, Kohut 2, Kalembka 1,
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 41: Kapelus 11, Pietraszko 10, Quiroga 9, Butryn 6, Komenda 4, Kohut 3, Kalembka -1, Mariański -1,
Ilość zagrywek – GKS 98: Quiroga 23, Butryn 17, Kapelus 16, Pietraszko 15, Kohut 12, Komenda 9, Kalembka 5, Witczak 1,
Ilość błędów na zagrywce – GKS 17: Butryn 5, Quiroga 5, Pietraszko 3, Kohut 2, Kapelus 1, Kalembka 1,
Ilość asów serwisowych – GKS 10: Kohut 3, Quiroga 3, Pietraszko 2, Butryn 1, Kapelus 1,
Ilość przyjęć – GKS 71: Quiroga 24, Mariański 23, Kapelus 22, Pietraszko 1, Kohut 1,
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 4: Quiroga 3, Mariański 1,
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 44%: Kohut 100%, Kapelus 45%, Mariański 43%, Quiroga 42%, Pietraszko 0%,
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 15%: Quiroga 29%, Kapelus 9%, Mariański 9%, Pietraszko 0%, Kohut 0%,
Ilość ataków – GKS 106: Butryn 34, Quiroga 31, Kapelus 18, Pietraszko 12, Kohut 8, Kalembka 2, Komenda 1,
Ilość błędów w ataku – GKS 6: Butryn 2, Quiroga 2, Kapelus 1, Kohut 1,
Ilość ataków zablokowanych – GKS 5: Butryn 3, Kapelus 1, Kalembka 1,
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 53: Quiroga 16, Butryn 15, Kapelus 9, Pietraszko 9, Kohut 2, Komenda 1, Kalembka 1,
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 50%: Komenda 100%, Pietraszko 75%, Quiroga 52%, Kapelus 50%, Kalembka 50%, Butryn 44%, Kohut 25%,
Ilość bloków punktowych – GKS 10: Kapelus 4, Komenda 3, Pietraszko 2, Kohut 1,
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 2: Kohut 1, Komenda 1,
Mecz zaczął się od lekkiej przewagi gospodarzy (4:2 i 6:4) a po wyrównaniu wyniku, przy zagrywce Quirogi, GieKSa odskoczyła na dość sporą przewagę (9:13). ZAKSA dość szybko doszła nas na jedno oczko (14:15), ale po chwilowym kryzysiku i bardzo dobrzej grze, znów mieliśmy trzy punkty więcej (15:18) i tej przewagi już nie zmarnowaliśmy, mało tego udało się nawet ją powiększyć do pięciu oczek! Skuteczność w ataku – GKS miał 44% przy 50% ZAKSY – punktowo wyszło 11:13 dla rywali. W asach i blokach wygraliśmy aż 8:2, niwelując straty z ataku! Błędy własne – GieKSa miała 5 przy 6 kędzierzynian. Przyjęcie lepsze po naszej stronie – dokładne na poziomie 47% do 36%, a perfekcyjne na poziomie 12% do 27%. Najlepiej punktowali zdobywając po 5 oczek – Kapelus (40% skuteczności), Pietraszko (100% skuteczności!) oraz Quiroga (44% skuteczności).
Drugi set był popisowy w wykonaniu naszego zespołu. Wystarczy nadmienić, że gospodarze w całej partii, nie prowadzili ani razu, a wynik remisowy był tylko dwa razy na samym jej początku! GieKSa bardzo szybko osiągnęła przewagę (2:5 i 4:8), by po okresie wyrównanej gry, jeszcze ją zwiększyć (12:17) i w samej końcówce po prostu dobić przeciwników (17:23). Taki set i to na terenie mistrzów Polski… chciałoby się częściej oglądać naszych siatkarzy w takiej dyspozycji. Skuteczność w ataku – GKS miał 54% przy 63% ZAKSY – co w punktach dało nam o oczko więcej – 13:12. W asach i blokach ponownie nasza spora przewaga – 7:2. W błędach własnych na remis po 5. Przyjęcie minimalnie lepsze u nas – dokładne na poziomie 47% do 43%, a perfekcyjne na poziomie 20% do 14%. Do Quirogi 6 punktów (83% skuteczności!) i Kapelusa 5 punktów (67% skuteczności!) dołączył tym razem Kohut 4 punkty.
Trzecia partia była najbardziej wyrównana ze wszystkich. Po początkowym prowadzeniu gospodarzy (4:2 i 5:4), dość szybko nasi siatkarze wrócili do znakomitej gry i przy prowadzeniu 7:11 wydawało się że wszystko zmierza do zwycięskiego końca. Rywalem był jednak mistrz Polski i widmo przegranej u siebie bez wygranego seta (to byłby ogromny wstyd dla takiej drużyny) zmobilizowało ich do walki. Kędzierzynianie systematycznie odrabiali straty, by w środkowej części seta wyjść na prowadzenie 17:16. Potem rozgorzała walka na całego i to GKS wyszedł znów na prowadzenie 19:21 oraz 20:22. Jeszcze po punkcie zdobytym przez Komendę, to GieKSa była bliżej skończenia tego seta (22:23), ale w decydującej końcówce za sprawą skutecznego Torresa, to jednak gospodarze przechylili szalę wygranej na swoją stronę. Skuteczność w ataku – GKS miał 48% przy 47% ZAKSY – a w punktach wyszło na remis po 15. W asach i blokach tym razem tylko 3:2 dla nas. Błędy własne – GieKSa miała aż 9 przy 6 kędzierzynian i to zdecydowało o wyniku. Przyjęcie tym razem lepsze po stronie rywali – dokładne na poziomie 36% do 50%, a perfekcyjne na poziomie 18% do 11%. W tym secie wreszcie przypomniał o sobie Butryn, który zdobył 7 punktów (przy 64% skuteczności) oraz Pietraszko 5 punktów (100% skuteczności!).
W czwartej partii ponownie po początkowym prowadzeniu gospodarzy (3:2), nasza gra weszła na najwyższe obroty i grając bez błędów własnych objęliśmy prowadzenie 9:12, a potem 13:16. I znów wydawało się, że sprawa jest pod kontrolą, ale przestój który nam się przydarzył, szybko wykorzystali rywale doprowadzając do remisu po 20 i nerwowej końcówki. W niej udało się opanować nerwy i już przy prowadzeniu 21:23, nie wypuściliśmy szansy z rąk, aczkolwiek przy drugiej piłce meczowej, trener Piotr Gruszka wziął czas, aby ustawić ostatnią akcję i Quiroga pewnie ją skończył! Skuteczność w ataku – GKS miał 54% przy 56% ZAKSY – punktowo wyszło na remis po 14. W asach i blokach tym razem przegraliśmy 2:3, więc zdecydowały błędy własne – GieKSa miała 6 przy 9 kędzierzynian. Przyjęcie na podobnym poziomie – dokładne na poziomie 47% do 45%, a perfekcyjne na poziomie 12% do 35%. Najlepiej punktowali Quiroga 6 oczek (63% skuteczności) oraz Butryn 4 oczka (50% skuteczności).
Ogólnie GKS zagrał… na pewno najlepiej w ostatnim okresie czasu, a może i najlepiej w przekroju całego sezonu. No chciałoby się częściej oglądać naszych siatkarzy w takiej dyspozycji. A wtedy walka o czołowe miejsca w lidze byłaby realna. I mimo bez wątpienia ogromnego sukcesu, jakim jest wygranie z mistrzem Polski na wyjeździe (wyobraźcie sobie taką wygraną piłkarzy GKS-u w Warszawie – to przecież jakiś science fiction na ten moment), to jacyś malkontenci będą narzekać, że nie udało się wygrać po trzech setach, a realna szansa ku temu była. Cieszy to, że w grze na ataku nie ustępowaliśmy ZAKSIE, a na zagrywce i na siatce wprost zdemolowaliśmy kędzierzynian! Skuteczność w ataku – GKS miał 50% przy 53% ZAKSY – punktowo wyszło 53:54 dla gospodarzy. W asach serwisowych – pogrom 10:4!, w blokach punktowych – pogrom 10:5! Łącznie po skończeniu własnych akcji punktacja wyniosła 73:63, czyli spora przewaga nad mistrzami Polski! Błędy własne prawie na remis – GieKSa miała 25 przy 26 kędzierzynian. Przyjęcie też wyrównane – dokładne na poziomie 44% do 43%, a perfekcyjne na poziomie 15% do 22%. Świetnie zagrała piątka graczy z wyjściowej szóstki i tylko Kohut spisał się słabiej (oprócz drugiego seta). Quiroga zagrał jedno z lepszych spotkań w naszych barwach – 19 punktów (52% skuteczności), Butryn na swoim solidnym poziomie – 16 punktów (44% skuteczności) – ale nie musiał brać wszystkiego w ataku na swoje barki przy takim wsparciu kolegów, Kapelus 14 punktów (50% skuteczności) dawno nie widzieliśmy Ukraińca w takiej dyspozycji i Pietraszko 13 punktów (75% skuteczności) potwierdził tylko swój bardzo dobry sezon w PlusLidze, ale i tak MVP tego spotkania został rozgrywający Marcin Komenda, który przecież nie może pochwalić się jakimiś wybitnymi osiągnięciami przy punktowaniu (4 oczka w tym 1 z ataku i 3 blokiem), bo nie taka jego rola na parkiecie, on ma odpowiednio zawiadywać swoimi kolegami z drużyny, bo to on jest w głównej mierze kreatorem gry zespołu. I po takim meczu jak w Kędzierzynie zadanie swoje wypełnił na szóstkę z plusem! Oby tak dalej i do boju na Skrę i przełamanie Spodka!
ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 24 meczach (91 setów)
Bilans meczów łącznie – 12:12 – Bilans punktów – 34:38 – Bilans setów – 44:47 – Bilans małych punktów – 2022:2047
Bilans meczów „u siebie” – 5:7 – Bilans punktów – 14:22 – Bilans setów – 18:25 – Bilans małych punktów – 948:984
Bilans meczów „na wyjeździe” – 7:5 – Bilans punktów – 20:16 – Bilans setów 26:22 – Bilans małych punktów – 1074:1063
Rozegrane mecze – 24: Komenda, Butryn, Kapelus, Quiroga, 23: Witczak, Pietraszko, Kohut, Mariański, 18: Fijałek, 17: Sobański, Stelmach, 15: Krulicki, 14: Kalembka, 13: Stańczak,
Rozegrane sety – 91: Quiroga, 85: Komenda, 84: Butryn, 81: Kohut, 77: Pietraszko, 75: Mariański, 73: Kapelus, 53: Witczak, 45: Stańczak, Fijałek, 44: Sobański, 28: Krulicki, Stelmach, 27: Kalembka,
Widzów na meczach GKS-u – „u siebie” / „na wyjeździe” – 14.110:18.620
Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u trwały 2288 minut, z czego I set 591 min. – II set 605 min. – III set 610 min. – IV set 403 min. – V set 79 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 594: zagrywka 347, atak 180, siatka 30, inne 37.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 630: zagrywka 419, atak 153, siatka 23, inne 35.
Ilość zdobytych punktów – GKS 1428: Butryn 343, Quiroga 305, Kohut 174, Pietraszko 169, Kapelus 169, Witczak 84, Sobański 62, Komenda 52, Krulicki 29, Kalembka 29, Fijałek 7, Stelmach 5.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 487: Butryn 116, Quiroga 94, Kohut 60, Pietraszko 60, Kapelus 51, Komenda 38, Witczak 24, Sobański 19, Krulicki 11, Kalembka 6, Stelmach 4, Fijałek 4.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 941: Butryn 227, Quiroga 211, Kapelus 118, Kohut 114, Pietraszko 109, Witczak 60, Sobański 43, Kalembka 23, Krulicki 18, Komenda 14, Fijałek 3, Stelmach 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 546: Butryn 165, Quiroga 136, Kohut 101, Pietraszko 77, Kapelus 51, Witczak 38, Krulicki 15, Kalembka 4, Stelmach 3, Sobański 3, Fijałek -7, Komenda -3, Stańczak -7, Mariański -30.
Ilość zagrywek – GKS 2021: Quiroga 358, Butryn 292, Pietraszko 282, Komenda 240, Kohut 241, Kapelus 235, Witczak 98, Sobański 86, Kalembka 69, Fijałek 58, Krulicki 57, Stelmach 5.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 419: Butryn 71, Pietraszko 70, Kohut 60, Quiroga 53, Komenda 47, Kapelus 40, Kalembka 19, Sobański 18, Witczak 16, Fijałek 13, Krulicki 10, Stelmach 2.
Ilość asów serwisowych – GKS 131: Quiroga 32, Butryn 25, Pietraszko 22, Kohut 14, Komenda 11, Witczak 9, Kapelus 8, Fijałek 4, Krulicki 3, Stelmach 1, Kalembka 1, Sobański 1,
Ilość przyjęć – GKS 1701: Quiroga 601, Kapelus 406, Mariański 376, Sobański 160, Stańczak 99, Pietraszko 17, Kohut 14, Stelmach 6, Kalembka 6, Krulicki 6, Komenda 6, Butryn 2, Fijałek 1, Witczak 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 134: Quiroga 41, Kapelus 31, Mariański 30, Sobański 14, Stańczak 7, Pietraszko 3, Krulicki 3, Komenda 3, Fijałek 1, Kalembka 1,
Przyjęcie negatywne – GKS 358: Quiroga 122, Kapelus 93, Mariański 69, Sobański 43, Stańczak 21, Pietraszko 3, Stelmach 2, Kohut 2, Komenda 1, Kalembka 1, Krulicki 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 426: Quiroga 152, Mariański 112, Kapelus 92, Sobański 38, Stańczak 21, Kohut 2, Stelmach 2, Pietraszko 2, Kalembka 2, Krulicki 1, Witczak 1, Butryn 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 25%: Witczak 100%, Butryn 50%, Stelmach 33%, Kalembka 33%, Mariański 30%, Quiroga 25%, Sobański 24%, Kapelus 23%, Stańczak 21%, Krulicki 17%, Kohut 14%, Pietraszko 12%, Komenda 0%, Fijałek 0%,
Ilość ataków – GKS 2365: Butryn 627, Quiroga 590, Kapelus 355, Kohut 215, Pietraszko 178, Witczak 160, Sobański 133, Kalembka 37, Krulicki 33, Komenda 31, Stelmach 3, Fijałek 3.
Ilość błędów w ataku – GKS 153: Butryn 56, Quiroga 43, Kapelus 15, Witczak 11, Sobański 11, Pietraszko 6, Kohut 5, Komenda 3, Kalembka 2, Krulicki 1,
Ilość ataków zablokowanych – GKS 176: Butryn 51, Quiroga 32, Kapelus 32, Witczak 19, Sobański 16, Pietraszko 13, Kohut 8, Kalembka 3, Komenda 2,
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 1124: Butryn 298, Quiroga 257, Kapelus 146, Kohut 128, Pietraszko 113, Witczak 71, Sobański 53, Kalembka 23, Krulicki 16, Komenda 13, Stelmach 3, Fijałek 3.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 48%: Fijałek 100%, Stelmach 100%, Pietraszko 63%, Kalembka 62%, Kohut 60%, Butryn 48%, Krulicki 48%, Witczak 44%, Quiroga 44%, Komenda 42%, Kapelus 41%, Sobański 40%,
Ilość bloków punktowych – GKS 173: Pietraszko 34, Kohut 32, Komenda 28, Butryn 20, Quiroga 16, Kapelus 15, Krulicki 10, Sobański 8, Kalembka 5, Witczak 4, Stelmach 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 23: Kohut 5, Butryn 4, Quiroga 4, Komenda 4, Pietraszko 2, Sobański 1, Kapelus 1, Kalembka 1, Fijałek 1.
MVP – GKS 12: Komenda 5, Butryn 3, Quiroga 1, Mariański 1, Fijałek 1, Sobański 1,
Najlepsi siatkarze w przegranych meczach – GKS 11: Butryn 7, Kapelus 1, Sobański 1, Witczak 1, Quiroga 1, (oprócz meczu z ZAKSĄ)
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Felietony Piłka nożna
Marsz ku marzeniom
No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.
Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.
Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.
Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.
GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.
Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.
Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.
I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.
GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.
Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.
Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.
No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.
I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.
Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.
Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.
Niepojęte. Twierdza od samego startu.
Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.
W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.
Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.
Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.
Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.
Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.
Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.
A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?


Najnowsze komentarze